wiem, że trochę na forum już o tym było, ale że nie doszukałam się sytuacji podobnej do naszej, to piszę - z ciekawości co o tym sądzicie
jesteśmy z mężem rok po ślubie (ja 28, on 30 lat), ale od samego początku wiedziałam, że mąż nie może mieć dzieci (wada wrodzona, nie będe się rozpisywać) - akceptuję tę sytuację, bo bardzo go kocham, i chcę mieć z nim rodzinę. on zaś jest szcześliwy, bo jestem pierwsza kobietą, która to zaakceptowała. zdecydowaliśmy się na inseminację spermą dawcy.
u mnie na razie wszystko w porzadku. mialam badania jajników, endometrium ok, hormony w miare ok (prolaktyna czasem skakala przez stres, ale teraz mam wyjatkowo fajny okres w zyciu, ktory spokojnie beztsresowym moglabym nazwac). teraz na wszelki wypadek zrobilam badania krwi, czekam na wyniki hormonów i przeciwciał tarczycy, ale poprzednie badania nie wskazywaly na nic niepokojacego, wiec jestem raczej dobrej mysli.
pytanie jednak, na jaka "wersje" inseminacji sie zdecydowac? ide w przyszlym tygodniu do lekarza, na bank go o to wypytam, ale same wiecie jak to z lekarzami bywa...wole coś wiedziec wiecej wczesniej, no i pomyslalam, ze moze tu znajdzie sie jakas zyczliwa dusza
zdaje sobie sprawe z tego, ze IUI ma 20% skutecznosci, wiec nie licze na sukces za 1 razem...ale czy lepiej brac cos na stymulacje owulacji? czy lepiej bez?
na co zwrocic uwage przy doborze dawcy? a konkretniej, parametrow nasienia...
czy któras z Was byla w podobnej sytacji? dzieki wielkie za kilka slow...nie mam za bardzo z kim o tym pogadac...
pozdrawiam, i z gory dziekuje za wsparcie!