zalamanalala81
03.01.11, 10:20
Witam, nigdy nie udzielałam się na tym forum, ale podczytuję co poniektóre wpisy i powiem szczerze, że jakoś mi lepiej na sercu, że mogę się z niektórymi utożsamiać

Dzisiaj zdobyłam się na odwagę, nie wiem w sumie czy to odwaga, czy raczej już desperacja, ale muszę to z siebie wyrzucić, bo wiem, że tu zostanę zrozumiana, a nie zbagatelizowana i uznana za histeryczkę. Zabrakło mi sił do walki o dziecko, mam 29 lat i nie mam owulacji, nieregularny cykl, kończący się zazwyczaj luteiną na wywołanie, jestem po laparoskopii i podejrzeniu pco, ale stety niestety diagnoza nietrafiona, mam podwyższony androstendion, który miał mi sie obniżyć po kuracji dianą 35, jednak to efektu nie przyniosło. Leczę się u dr Mańki w provicie od I.2010, stymuluje mnie clo, jednak dawka 1x1 nie działa, więc wskoczyłam na 3x1 i dzisiaj jadę na usg w 8dc, zobaczymy czy coś się dzieje. Żebym się nie czuła samotna, to mój mąż też ma problemy z nasieniem w II.10 miał 18 mln na ml, dostał kurację androtopem, clo i witaminami na 3 m-ce,po których wyniki spadły do 0,5 ml na ml. Była to dla nas katastrofa!!! Po odstawieniu leków w grudniu osiągnęliśmy 14 mln i mieliśmy podejśc do insemki, ale ja nie zareagowałam na clo. Jak zwykle jak nie urok to .... W między czasie moja bratowa zaszła już w drugą ciążę (dowiedziałam się teraz w święta) w mojej pracy około 6 dziewczyn zaszło w ciążę, kilka z nich wróciło juz do pracy, tak jak dizsiaj do mojego pokoju wróciła dziewczyna po wychowawczym i dzisiaj druga z dziewczyn oznajmiła że jest w ciąży i dzisiaj usunął mi się grunt pod nogami. Brakło mi sił i wiary w to że będę mieć dziecko. Z tego tytułu mam już chyba depresję, nie mam z kim o tym porozmawiać, bo nikt nie jest w stanie mnie zrozumieć, nikt mnie nie chce słuchać, bo po co. Z mężem przeszliśmy w zeszłym roku niejeden kryzys, nasze 3 letnie małżeństwo zawisło na włosku, a znamy się już 10 lat! Nie sądziłam, że niemożność poczęcia może spowodować takie spustoszenie między dwojgiem kochających się ludzi. Nie potrafię się cieszyć z ciąży koleżanek, z ich małych dzieci, z ich opowieści, bo jestem zrozpaczona, zazdrosna i rozgoryczona. Straciłam wiarę w to że uda mi się, nie mam już nawet krzty pozytywnego myślenia w sobie. Czuję się strasznie osamotniona w swojej sytuacji.