Dodaj do ulubionych

Chyba jednak nie potrafię...

28.08.11, 12:11
...cieszyć się z czyjegoś szczęścia w postaci ciąży. Wydawało mi się, że nie mam z tym problemu, ale kiedy wczoraj dowiedziałam się, że ostatnia bliska mi osoba z mojego otoczenia, która zawsze mówiła, że nie chce mieć dzieci jest w 5 miesiącu ciąży, coś we mnie pękło.
Przeżyłam ciążę mojej przyjaciółki, siostry, koleżanek które po kolei informowały nas o tym radosnym zdarzeniu do wczoraj. Wczoraj przez cały czas trwania spotkania (kilka godzin) nie potrafiłam się zachować, chciało mi się ryczeć, chowałam się w kuchni pod byle pretekstem i siedziałam z facetami, którzy gadali o grach komputerowych. Mimo, że nic nie kumałam było to dla mnie lepsze niż słuchanie dziewczyn (jedna ma 2 letniego synka, druga to ta co właśnie nam obwieściła wiadomość) o różnych stanach w trakcie trwania ciąży, o porodzie, o rosnących piersiach i brzuszku itd...
Masakra, czy tak już będzie zawsze? Oczywiście nie pokazałam tego po sobie, że jest we mnie ogromny ból, ale na pewno wszyscy zauważyli, że nie byłam sobą...zawsze jest mnie wszędzie pełno, śmieję się i w ogóle wszyscy widzą mnie zawsze zadowoloną.
Wczoraj też zaczęłam brać antyki przed in vitro, 15 września mam wizytę na której zapadnie decyzja czy w tym cyklu podchodzimy do zabiegu. I tak jak do wczoraj wierzyłam, że i nas to spotka, tylko musimy trochę pomóc naturze, tak teraz moja nadzieja bardzo przygasła....
Obserwuj wątek
    • asia2779 Re: Chyba jednak nie potrafię... 28.08.11, 15:28
      Chyba wiem o czym mówisz ...Ja mam podobnie nawet zaczęłam unikać czasami spotkań ze znajomymi którzy mają dzieci czy spodziewają sie dziecka.Jedynie jest mi lżej w otoczeniu dziewczyn które tak jak ja się staraja lub po długim czasie zaszły...ale też w pewnych momentach jest ciężko...Wyć mi się chce !!Na zewnątrz niby jestem wesoła ale tak nadobrą sprawę t jest tuszowanie prawdy.A w domu gdy nikt nie widzi łzy same sie leją ciurkiem.I coraz ciężej jest to kontrolować .Powodzenia życzę .Musimy się wspierać i wierzyć że będzie dobrze.
    • anusiadanusia Re: Chyba jednak nie potrafię... 28.08.11, 15:53
      może w czyms pomoże.
      optymalni.pl/infopage.php?id=114
      • audrey2 Re: Chyba jednak nie potrafię... 28.08.11, 16:23
        anusia, z serca ci powiem: spieprzaj
        tą wredną reklamę wklejasz wszędzie; ostatnio sugerowałaś leczenie czymś tam nerwicy, teraz niepłodności
        nie dociera do ciebie, że żaden rozsądnie myślący człowiek nigdy nie zainteresuje się tym czymś, co reklamujesz?
        ogarnij się, kimkolwiek jesteś i zniknij wreszcie
        • zosia9 Re: Chyba jednak nie potrafię... 28.08.11, 19:07
          Spokojnie. To co odczuwasz jest normalne.
          Nie zastanawiaj się nad innymi bo to teraz ma nie wielkie znaczenie (nigdy nie ma).
          Przed tobą bardzo stresujący zabieg medyczny nadwyrężający twój organizm. Skup się na nim, jeżeli ufasz lekarzowi dobrze ci się z nim współpracuje to znaczy że jesteś w dobrych rękach. Jeżeli nie dajesz sobie rady z emocjami poszukaj pomocy psychologicznej, to pomoże ci przejść przez leczenie. To teraz możesz zrobić. Nie skupiaj się obsesyjnie na ciąży w życiu jest wiele cennych interesujących rzeczy ( nie tylko gry komputerowewink). Dziewczynom nie ma co zazdrościć rozmów o dzieciach bo są one równie nudne, (mam dziecko), a wole na imprezie rozmowę o winach, literaturze jedzeniu, weekendach, podróżach.....
          I pamiętaj że to nie jest jakaś kara a choroba, można ją leczyć i spory procent chorych ma dziecko. Ty na pewno też to dziecko będziesz miała. Powodzenia i wytrwałości.
          • jeza_bell Re: Chyba jednak nie potrafię... 29.08.11, 09:30
            zosia9 napisała:

            > Ty na pewno też to dziecko będziesz miała.

            Trudno przyznać Ci rację, bo PEWNA w życiu jest tylko śmierć, więc zerowe to pocieszenie.
            • zosia9 Re: Chyba jednak nie potrafię... 29.08.11, 18:41
              Powiedziałam że na pewno będzie się mieć dziecko, jeżeli bardzo obydwoje chcą to dziecko mieć. Ale nie powiedziałam że na pewno będzie w ciąży.
              Statystyki mówią że tylko 15% osób które chorują na niepłodność nigdy nie zostają rodzicami.
    • mamitymi Re: Chyba jednak nie potrafię... 29.08.11, 23:32
      Jak ja ciebie rozumiem...
      W sierpniu mialam ICSI, wlasnie tydz temu dowiedzialam sie ze nieudane...
      Do konca bardzo wierzylam w powodzenie, calym sercem czulam ze sie uda. Nie dopuszczalam innej ewentualnosci. Dlatego brutalna rzeczywistosc zranila mnie jeszcze bardziej.
      Gdy widze ciezarne kobiety wzdycham i zatracam sie w smutnych myslach, w swoim swiecie. Gdy kolezanki sa w ciazy mam lzy w oczach wiec odwracam glowe... usuwam sie w cien.
      Mysle ze to normalne- jak sie tak bardzo czegos pragnie, jest sie zaangazowanym calym soba to ciezko nabrac dystansu do tego co sie przezywa na co dzien. Nie obwiniaj sie ze nie potrafisz cieszyc sie z czyjejs ciazy, ze nie tryskasz radoscia z nowiny - w koncu to nie twoja ciaza. Nie masz takiego obowiazku wobec kolezanek, siostry, znajomych, sasiadek itd.
      Zycze ci sily i wiary ze sie uda, powodzenia aasb !!!!!

      --
      Tymi- moje słoneczkowink
      • niesia07 Re: Chyba jednak nie potrafię... 30.08.11, 00:14
        Bardzo dobrze Cię rozumiem. Jestem po 2 inseminacjach nieudanych i też bardzo przykro mi, gdy dowiaduję się o kolejnych ciązach moich koleżanek lub kuzynek. Oczywiście udaję, że wszystko u mnie ok, ale tak naprawdę omijam je wszystkie z daleka. Nie wspomnę już o pytaniach: "a wy kiedy?" To dopiero dobijające. To bardzo dla nas trudne, ale nie wolno nam sie poddawać. Ja również w samotności wylewam łzy, a potem trzeba zebrać sie w sobie i walczyć dalejsmile Bo chyba nic innego nam nie pozostaje. Trzymam kciuki za wszystkie dziewczyny, które przezywają to co ja> Powodzenia!
    • alatoja Re: Chyba jednak nie potrafię... 30.08.11, 14:50
      Przerabilam to. W trakcie moich killkuletnich staran zaliczylam m.in. poronienie, ciaze pozamaciczna, 4 nieudane transfery...w tym czasie kolezanki z pracy i spoza niej zachodzily w ciaze jedna po drugiej. W pewnym momencie siedzialam w pokoju z 2 ciezarnymi, ktore cale dnie radosnie cwierkaly do siebie nawzajem na "ciazowe tematy". Bliska kolezanka, ktora wiedziala o moich porazkach i bezowocnych staraniach, ktorej sie wyplakiwalam zadzwonila do mnie radosnie wykrzykujac "siedzisz? nie? to usiadz! jestem w ciazy!! udalo nam sie od razu! wyobrazasz sobie? praktycznie w ogole nie musielismy probowac...".
      O kolezankach, ktore podpytywaly kiedy moja kolej nawet nie wspomne....
      Jest to bardzo trudny czas, i nikt kto tego nie przezyl nie zrozumie. Kazda z nas musi znalezc swoj sposob radzenia sobie z ta sytuacja...ja akurat rozluznilam kontakty ze swiezymi ciazowkami i zaciesnilam z osobami, ktore mialy podobne problemy do moich - walczyly o ciaze, czy ktore prowadzily zupelnie inny styl zycia (singielki, osoby bezdzietne itp.).
      Zgodze sie z kolezanka, ktora pisala powyzej, ze w koncu Wam sie uda. Statystyka jest po naszej stronie, znakomita wiekoszosc z nas w koncu zachodzi w ciaze. Mnie udalo sie przy 5 transferze in vitro. Wszystkim starajacym sie dziewczynom zycze duzo sily i optymizmu.
    • anm-a Re: Chyba jednak nie potrafię... 30.08.11, 15:52
      Znam ten ból. W moim najbliższym otoczeniu ciągle ktoś jest w ciąży, jest dużo małych dzieci. Z wieloma koleżankami urwałam kontakty tylko dlatego, że nie miałam siły słuchać zachwytów nad ciążami i dziećmi. Miałam dość pytań o to kiedy my się postaramy, bo przecież to już czas itd. Czasami mam tak serdecznie dość tego wszystkiego, zadaję sobie pytanie co robimy nie tak. Jak to jest że my się staramy tyle czasu i nic a inni wpadają od tak sobie. Dziewczyny skąd czerpiecie siły? Ja już nie mam pomysłów jak sobie dalej radzić.
      • aasb Re: Chyba jednak nie potrafię... 31.08.11, 20:17
        Dziewczyny, dziękuję Wam za słowa pocieszenia smile i ja też swoje przesyłam dla nas wszystkich...
        Już mi trochę lepiej, "przespałam" się z tym i też pomogła mi trochę rozmowa z tą koleżanką. Mimo, że nie zna szczegółów naszych starań wie, że na razie nam nie wychodzi. Niesamowicie się poczułam jak mi powiedziała, że wie, że się staramy i nie chciała mnie narażać na smutek, że im udało się tak po prostu...
        Na szczęście te chwile smutku są nie długo trwałe i jakoś się po nich podnoszę. Mam wspaniałego męża, rewelacyjną pracę i tyle celów, dzięki którym nie poświęcam całego czasu na myślenie, że jeszcze się nam nie udało.
        Do psychologa na razie się nie wybieram (oboje z mężem jesteśmy psychologami smile ) więc jak łapię doła to mam od razu "terapię" big_grin
        Jestem po dwóch nieudanych IUI, zaczęłam od soboty brać antyki, a 15 września dowiem się czy w tym cyklu podchodzimy do In vitro.
        Mam nadzieję, że w końcu nam się uda i na ciągłe pytania - a Wy kiedy, lub kolejną wiadomość o ciąży będę mogła się cieszyć szczęściem innych, bo ja też tego zaznam big_grin
        Trzymajcie się Dziewczynki i raz jeszcze dziękuję za wsparcie...

        Pozdrawiam
        • zosia9 Re: Chyba jednak nie potrafię... 01.09.11, 14:26
          To tym bardziej psycholog potrzebny. Przecież każdy psychoterapeuta ma superwizora. polecam bo sama sobie nie pomożesz i jako psycholog dobrze o tym wiesz.
          Ja mam dość silną konstrukcje psychiczną więc nie miałam raczej problemów z ciążami innych ( dzieci raczej mnie nie interesowały specjalniewink) ale w chorobie pomogło podejście jak do choroby a nie winy, kary czy sprawiedliwości. Po prostu leczenie i tyle, to ja np uspakajałam moją panikującą mamę że wszystko pod kontrolą i takie rzeczy się zdarzają.
          • aasb Re: Chyba jednak nie potrafię... 01.09.11, 19:44
            Zosiu, to był taki mały żarcik smile
            Oczywiście wiem, że sama sobie nie pomogę, jednak na razie nie czuję takiej potrzeby.
            Tak jak wspominałam zdarzają mi się dołki i chociażby po wypisaniu ich tutaj już mi się poprawia.
            Nie fiksuję się cały czas na tej sytuacji i mam wiele zajmujących mnie rzeczy.
            Do mojej sytuacji też nie podchodzę jako kary czy winy i wierzę w leczenie oraz inne sposoby posiadania dziecka, ale jak każda z nas miewam słabsze momenty.
            Na szczęście mam wspierającego męża, forum wink, dobrego lekarza, zdiagnozowaną przyczynę i ciekawe życie.
            I tylko czasem muszę sobie powzdychać smile

            ----------------------------------------------------------------------
            Żyję żeby kochać...banalne? a jak rzadko spotykane
            ASB
            • zosia9 Re: Chyba jednak nie potrafię... 01.09.11, 19:48
              A czyli nie jest tak źlewink tylko tak żeby się nie wychylać z tłumuwink
              Ja jakoś wierze że większości się udaje.
              • dagmara-k Re: Chyba jednak nie potrafię... 02.09.11, 15:10
                bo udaje. wystarczy przeczytac watek tych ktorym sie udalo. tam jest pelno dziewczyn ktore naprawde byly w kiepskiej sytuacji.
                bycie psychologiem troche w tym temacie pomaga, a troche przeszkadzawink psychoterapeuta - jeszcze bardziej przeszkadza. a juz najtrudniej musza miec nieplodni superwizorzy. tym to dopiero musi zawod w temacie leczenia przeszkadzac...
                czasem latwiej pojsc do psychologa w innym miescie, a czasem rzeczywiscie jakis czas mozna sobie radzic samemu.
                • zuzka.82 Re: Chyba jednak nie potrafię... 03.09.11, 23:10
                  Kiedy samemu jest się psychologiem, znalezienie w mieście innego terapeuty, którego się nie zna albo którego nie zna jedna z koleżanek, praktycznie graniczy z cudem. wink Ale z drugiej strony jeżdżenie na terapię do innego miasta jest dosyć obciążające.
                  Mnie się udało - poszliśmy razem z mężem (chociaż generalnie dobrze się dogadywaliśmy i bardzo wspieraliśmy w całej tej sytuacji). Dzięki temu mogliśmy lepiej się zrozumieć i więcej usłyszeć od siebie nawzajem. Chodziliśmy pół roku.
                  A poza tym to naprawdę ciekawe doświadczenie - znaleźć się po drugiej stronie... smile Ja bardzo polecam. smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka