aasb
28.08.11, 12:11
...cieszyć się z czyjegoś szczęścia w postaci ciąży. Wydawało mi się, że nie mam z tym problemu, ale kiedy wczoraj dowiedziałam się, że ostatnia bliska mi osoba z mojego otoczenia, która zawsze mówiła, że nie chce mieć dzieci jest w 5 miesiącu ciąży, coś we mnie pękło.
Przeżyłam ciążę mojej przyjaciółki, siostry, koleżanek które po kolei informowały nas o tym radosnym zdarzeniu do wczoraj. Wczoraj przez cały czas trwania spotkania (kilka godzin) nie potrafiłam się zachować, chciało mi się ryczeć, chowałam się w kuchni pod byle pretekstem i siedziałam z facetami, którzy gadali o grach komputerowych. Mimo, że nic nie kumałam było to dla mnie lepsze niż słuchanie dziewczyn (jedna ma 2 letniego synka, druga to ta co właśnie nam obwieściła wiadomość) o różnych stanach w trakcie trwania ciąży, o porodzie, o rosnących piersiach i brzuszku itd...
Masakra, czy tak już będzie zawsze? Oczywiście nie pokazałam tego po sobie, że jest we mnie ogromny ból, ale na pewno wszyscy zauważyli, że nie byłam sobą...zawsze jest mnie wszędzie pełno, śmieję się i w ogóle wszyscy widzą mnie zawsze zadowoloną.
Wczoraj też zaczęłam brać antyki przed in vitro, 15 września mam wizytę na której zapadnie decyzja czy w tym cyklu podchodzimy do zabiegu. I tak jak do wczoraj wierzyłam, że i nas to spotka, tylko musimy trochę pomóc naturze, tak teraz moja nadzieja bardzo przygasła....