Dodaj do ulubionych

Zwierciadlo

IP: 195.205.13.* 17.08.01, 16:31
Polecam wrzesniowy numer Zwierciadla. Ukazal sie w nim artykul o nas wraz z
komentarzem W. Eichelbergera. Zycze udanej lektury i serdecznie pozdrawiam.
Bacha
Obserwuj wątek
    • Gość: Aśka Re: Zwierciadlo IP: 213.25.190.* 17.08.01, 22:48
      Bacha a co z listami do klinik i innych instytucji?
    • Gość: REBAS Zwierciadlo OPINIA IP: *.*.*.* 18.08.01, 17:19
      Właśnie przeczytałem artykuł o nas w Zwierciadle.
      Pragnę z całego serca podziękować Pani redaktor Renacie Arendt-Dziurdzikowskiej za mądre i
      zrównoważone podejście do tematu.
      Jestem ciekawy waszej opinii na temat tego artykułu, a szczególności jego 2 części - wywiadu z
      Panem Wojciechem Eichelbergerem.
      Osobiście mój zachwyt tutaj się kończy. Nie chcę nikomu narzucać swojego zdania.
      Pozwólcie przytoczę parę jego słów
      � Nie można mieć wszystkiego w życiu. Mądrość polega na tym, by zrezygnować z tego, co niemożliwe,
      i nie trwonić zdrowia bijąc głową w mur; wykazać trochę pokory i nie poświęcać całego życia na
      targowanie się z losem czy Panem Bogiem, bo mamy wrażenie, że nam coś odebrał. Widocznie jest
      taki powód. Warto go odkryć. Nasze losy zawsze są w jaki sposób zdeterminowane - musimy coś
      przeżyć , czegoś doświadczyć, abyśmy mogli się rozwijać."
      Taka filozofia �białego człowieka" do mnie nie trafia. Niech to opowie ludziom w Bośni,
      Palestyńczykom, dzieciom w Meksyku. Może na salach w hospicjach dziecięcych też znajdzie
      słuchaczy�.
      O �takiej sławy" spodziewałem się czegoś więcej. Resztę swoich sądów zachowam dla siebie bo
      mnie ODRA oskalpuje.
      Podobała mi się bardzo przytoczona wypowiedź Pana Andrzeja Samsona.
      Polecam raz jeszcze wrześniowe wydanie Zwierciadła.
      • Gość: Mika Re: Zwierciadlo OPINIA IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 18.08.01, 21:40
        Bardzo dobry tekst. Wywiad z Eichelbergerem bardzo mądry, choć na początku
        trochę mnie i męża zirytował. Pomyślałam sobie: Eichelberger jak sam pisze
        ma "świadomość wywindowaną na wyższy poziom", więc może przez mój obolały
        pryzmat trudno go zrozumieć. Ale fajnie mówi o roli kobiety, która powinna
        pokochać adoptowane dziecko, niekoniecznie swoje. Mnie to przekonuje (męża też,
        ale na pytanie: to co, bierzemy dzidziusia z Domu Dziecka? Milczy).
        p.s. Ewa i Rebas wypadli w artykule bardzo fajnie. W ogóle są super-parą!
        Pozdrawiam.
        • Gość: Aśka Re: Zwierciadlo OPINIA IP: 213.25.190.* 19.08.01, 20:40
          Mnie słowa pana Wojciecha Eichelbergera przekonują. Być może dlatego, że
          obecnie znajduję się na rozstaju dróg: jedna jest zasnuta mgłą niepewności i
          sama myśl o wkroczeniu na nią odpycha i przeraża mnie, na końcu drugiej widzę
          dziecko, które czeka by je pokochać (a ja mam tyle miłości do ofiarowania).
          Wciąż sobie zadaję pytania: czy ważna jest dla mnie ciąża? czy ważne jest by
          dziecko nosiło moje geny i było do mnie podobne? Nie i nie! Czy chcę znowu
          przechodzić przez piekło badań, stymulacji i ogromnych rozczarowań? Odpowiedź
          też brzmi: nie!

      • Gość: AGA Re: Zwierciadlo OPINIA IP: 217.153.35.* 20.08.01, 08:26
        Moja opinia na temat rozmowy z panem E. jest chyba zbliżona do Rebasa (i
        Ewy ?). Oczywiście zawarł w swoich wypowiedziach wiele ważnych spostrzeżeń i
        rzeczywiście to co my niekiedy ze sobą robimy, to jest totalne psychiczne i
        fizyczne wykańczanie się i bez nabrania pewnego dystansu można pogrążyć się
        totalnie. Ale mnie wydaje się, że nie każdy przeżywa to wszystko tak głęboko i
        tak mocno, a do tego ze względu na długość leczenia i wielość doświadczeń wiele
        z nas poszczególne etapy autodestrukcji ma za sobą.
        Najbardziej kontrowersyjne wydały mi się wypowiedzi, że in vitro i inne zabiegi
        to tak jak "hazard" (czy p. E wie o czym pisze ? jakie ma podstawy z wiedzy o
        ginekologii, żeby tak beztrosko wypowiadać się na ten temat ?) i że trzeba się
        pogodzić ze swoją niepłodnością (ciekawe czy tak samo doradzałby bliskim chorym
        np. na raka - "zachorowałeś, widocznie taka wola boska, nie ma co walczyć i się
        leczyć, tak miało być"). Oczywiście w tej drugiej prawdzie jest wiele
        słuszności, niewykluczone, że kiedyś powiemy STOP i będziemy musieli się z tym
        pogodzić, ale forma w jakiej przedstawił to pan psycholog świadczy, że chyba
        jednak nie zna do końca złożoności tego problemu (tak jak zdecydowana większość
        innych), choć wiele również zależy od tego czy w ogóle potrafimy spojrzeć na
        naszą sytuację choć trochę z innej perspektywy.
        Podsumowując, jestem wdzięczna redakcji Zwierciadła, że zainteresowała się
        naszym problemem (przyszły numer o adopcji, widzieliście ?) i duże
        podziękowania dla Bachy za zorganizowanie całego przedsięwzięcia.

        A propos, w ostatnim numerze Przyjaciółki są dwa artykuły nt. leczenia
        niepłodności. Jak to w takim tygodniku, jest to informacja dość ogólnikowa na
        temat przyczyn i leczenia. To co mnie zaciekawiło, to fakt, że w Klinice w
        Gliwicach oprócz IVF i ICSI, robią GIFT - czy ktoś kiedyś słyszał o tej klinice
        i w ogóle o fakcie przeprowadzania tych zabiegów w Polsce ?
        • Gość: EwaP Re: Zwierciadło - do AGI IP: *.cofund.org.pl 20.08.01, 09:10
          Zgadzam się z Tobą, mnie też się wydaje, że pan E za bardzo nie wgłębił się w nasz temat. Poza tym można
          wiele zrozumieć jak przeczyta się jego poprzednie wypowiedzi, sam ma dzieci i przez nie prawie rozpadło się
          jego małżeństwo, dodatkowo mocno popierał osoby, które nie chcą mieć dzieci - ja nie mam nic przeciwko nim ale
          może warto również zrozumieć drugą stronę. Ci co nie chcą mieć dzieci mają wybór a my nie???? - i to jest ta
          mała różnica.
          Poczułam się również urażona sugestiami o podświadomej niechęci objawiającej się np. wrogością śluzu, czy ten
          Pan sugeruje, że jeśli odrzucam zarodki to podświadomie ich nie chcę?????
          Z adopcji Pan E też nie wiele pojął, adopcja nie powinna być poświęceniem dla dziecka tylko dążeniem do
          normalnej rodziny. Z poświęcania nic dobrego jeszcze nie wyszło, to my chcemy to dziecko a nie poświęcamy
          się żeby jemu było dobrze - to uświadomiono nam stanowczo w ośrodku TPD i chyba mają rację, a na pewno są
          bardziej w tym doświadczeni niż Pan E. Po dzieci jest kolejka a nie odwrotnie. O poświęceniu można jedynie
          mówić gdy decyduje się świadomie na dziecko chore - ale czy ktoś z nas rzeczywiście do tego dorósł?????
          Przyjmując rozumowanie Pana E nie powinnyśmy w ogóle rozpoczynać leczenia, tylko pogodzić się z losem???
          Z brzmienia pytań wnioskuję, że Pani Renata (zresztą przesympatyczna Osoba) też ma wiele wątpliwości co do
          wypowiedzi Pana E.
          Ja stanowczo wolę podejście Samsona czy Santorskiego i to są dla mnie autorytety. Polecam kącik
          psychologiczny w Twoim Dziecku gdzie porad udziela Santorski, on ma szersze podejście i przede wszystkim
          większą wiedzę niż Pan E.
          Może obraziłam autorytet ale mam wrażenie, że Pan E to świetnie dogadał by się z Odrą. Pozwolę sobie zostać
          przy swoim zadaniu. Jestem jak najbardziej za adopcją ale nie widzę jej świetle Pana E.
          Pozdrawiam, Ewa
          Jeszcze raz podziękowania dla Bachy no i oczywiście dla Pani Renaty - uważam, że sam artykuł jest bardzo
          dobry.
    • Gość: mada Re: Zwierciadlo IP: 213.77.99.* 19.08.01, 23:40
      A mnie się bardzo podobało. Warte podrzucenia innym np. teściom, bo daje
      możliwość przekazania tego, o czym nie ma się chęci ani siły mówić.
      Adoptowaliśmy dziecko i jesteśmy juz w innym etapie naszej "niepłodnej" drogi.
      Te słowa bardzo pomagają i utwierdzają. Eichelbergera uwielbiam. Fakt, może to
      trudne, co mówi ale to zależy od perspektywy odbioru.
      Gratulacje dla Ewy i Piotra za otwartość i pani Renaty za podjęcie tematu!
      • Gość: Anika Re: Zwierciadlo IP: *.elblag.cvx.ppp.tpnet.pl 20.08.01, 11:54
        Artykuł i wywiad po prostu rewelacja.
        Pierwszy zachowam dla rodziny i znajomych, którzy być może nawet chcieliby
        zrozumieć istotę problemu i nasz ból ale pomimo szczerych chęci nie potrafię im
        tego wytłumaczyć. Sugerują nam zapłodnienie in vitro, mówiąc o tym w taki
        sposób jakby to było np. leczenie zęba. Jest to efekt lektury wszystkich
        artykułów o cudach medycyny, zdrowych dzieciach i szczęśliwych rodzicach. Pani
        Renata pokazała drugą stronę medalu. Ogromna w tym zasługa bohaterów artykułu.
        Jesteście świetni na forum, byłam więc pewna, że w gazecie będzie tak samo.
        Dziekuję.
        Wywiad będzie lekturą obowiązkową na złe dni. To zupełnie naturalne, że jedni z
        nas chcieliby od psychologa otrzymać potwierdzenie słuszności swoich dążeń do
        posiadania dziecka biologicznego i zrobienia WSZYSTKIEGO, żeby tak się stało.
        Mnie po prostu nie stać na takie poświęcenie, a wypowiedzi takich psychologów
        jak pan Samson sprawiały, że miałam poważne obawy dotyczące mojego instynktu
        macieżyńskiego.
        Nareszcie ktoś powiedział, że moje obawy o kondycję naszego małżeństwa w
        trakcie długoletniego leczenia, o to czy nie będę nadopiekuńczą matką dla
        dziecka powołanego do życia tak dużym wysiłkiem są w pełni uzasadnione.
        Dosyć łatwo ulegamy stereoptypom i presji otoczenia. Jeszcze kilka lat temu
        wydawało mi się, że jeżeli nie będę kobietą z super facetem, super pracą,
        dyplomem w kieszeni, domkiem na przedmieściu i gromadką dzieci to nie będę w
        pełni szczęśliwa. I wszyscy wokół wmawiają ci, że to zależy od nas samych, że
        jeżeli bardzo czegoś się chce to się to osiągnie. Do tego oczywiście
        obowiązkowo miały być małe buciki dla męża, żeby powiedzieć mu o dwóch różowych
        kreskach, zdjęcia i kasety z USG, szkoła rodzenia, wspólny poród, karmienie
        piersią itp. Bardzo podoba mi się teza, że czasami warto zaufac losowi bez
        przegięcia w drugą stronę oczywiście.
        • Gość: Sarah Re: Zwierciadlo IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.08.01, 14:54
          Pozwolę sobie nie podzielić zachwytów nad artykułem. Po przeczytaniu odnosi si
          ę wrażenie że leczenie , próby in vitro nie mają sensu ,bo koszta psychiczne i
          finansowe są nie wspólmierne do efektów . A ci co próbują bez skutku latami
          wychodzą na nie zrównoważonych psychicznie maniaków. Natomiast kliniki to
          fabryki pieniędzy żerujące na biednych ludziach. W związku z czym komentarz
          pana W.E. nie dziwi.
          Co się tyczy psychicznych obciążeń , to prada nikt nas nie uprzedzał ile to
          kosztuje. Jeżeli chodzi o finanse, coż ,każdy chyba wiedział w co się pakuje.
          Najbardziej chyba mnie wkurza oskarzanie mnie przez pana W.E o egoizm i
          zaspakajanie swoich zwierzęcych instynktów , bo koniecznie chiałam urodzić
          własne dziecko a nie adoptować lub matkować ,jak on to pięknie ujął,ważnym
          sprawom. Myślę, że każda z nas świadomie lub istynkyownie wie czemu tak uparcie
          dążymy do urodzenia własniego dziecka i nie chodzi tu wcale o geny inaczej

          kobiety bezpłodne na zachodzie nie decydowały by się na korzystanie z jajeczek
          dawczyń /u nas chyba nie ma takie możliwości/ Nosić w sobie dziecko , czuć go
          przez 9 miesięcy ,wyczuwać każdy jego ruch i wreszcie ujrzeć je podczas
          narodzin- o tym właśnie marzyłam .I wiecie co? Rzeczywistość przerosła moje
          marzenia. Tak, warto było próbować , polecam ,zachęcam ,namawim. Tylko granice
          sił psychicznych i finansowych powinien sobie każdy ustalić sam.
          No ale ja myślę macicą ,jak twierdzi pan W.E....
          • Gość: REBAS Re: Zwierciadlo IP: *.*.*.* 20.08.01, 15:05
            Zgadzam się z tobą w 100% ale.. w takim razie czym ja
            myśl?
            • Gość: Bacha Re: Zwierciadlo IP: 195.205.13.* 20.08.01, 16:37
              No coz, kazdy ma swoje zdanie i o to chodzi. Mnie wywiad z W.E. uspokaja, bo
              nadaje sens mojemu zyciu rowniez bez dzieci. Warto o tym po prostu pomyslec
              zanim czlowiek zwariuje, o tym np., ze macierzynstwo aktywne to 15 lat zycia, a
              mozemy dozyc 80. Nie chce, zeby (jesli sie nie uda) 40 lat mojego zycia bylo
              oplakiwaniem tego, co sie nie udalo. Spojrzenie z tej perspektywy daje mi
              pewien komfort, moge byc plodna w innych dziedzinach, moja decyzja o adopcji
              bedzie dojrzalsza, bo moze faktycznie moj los tak chce i sam wie co dla niego i
              dla mnie najlepsze. Nie trace wiec cennej energii na boksowanie sie ze swiatem,
              dziennikarzami itd. bo poki mam czas (a zostalo go nie tak wiele) to swoja
              pozytywna energie spozytkuje na dazenie do celu. Taka walka z wiatrakami moze
              sie okazac toksyczna dla nas samych. Moze wiec warto popatrzec na wypowiedz
              W.E. z tej perspektywy. Zwrocil sie do tych, ktorzy nie wiedza kiedy przestac,
              zeby nie miec poczucia, ze sie poddali. Nie raz i nie dwa zastanawialam sie do
              ilu razy bede probowac, do 5 do 8 ? Nie wiem, ale jesli juz podejme decyzje to
              slowa W.E. sprawiaja, ze moje dalsze zycie tez ma sens, ze zycie nie dzieli sie
              na przed i po in-vitro, ze pokazujac zdjecia moim wnukom (chyba beda) nie bede
              im mowila, ze to jest przed czwarta a to przed piata proba, bo zycie nie sklada
              sie tylko z prob in-vitro.
              Co do listow, to zostaly wyslane w 17 miejsc, do tych wszystkich klinik i osob,
              o ktorych rozmawialismy na sabacie.
              Serdecznie pozdrawiam
              B.
              • Gość: AGA Re: Zwierciadlo IP: 217.153.35.* 20.08.01, 17:09
                Wyraziłam już wcześniej swoja opinię na temat wywiadu, ale uzupełnie ją jeszcze
                o dwa zasadnicze spostrzeżenia. Zgadzam się, że ta nasza walka nie może być na
                tyle agresywna i drastyczna, żebyśmy rujnowały swoje życie "bez dzieci". Ja nie
                dziele swojego życia na przed i po IVF, ale po prostu jestem teraz w trakcie
                leczenia. Nie obserwuje każdego dnia cyklu i nie wariuję z niecierpliwości w
                drugiej połowie cyklu, bo może już się na to wszystko uodporniłam i dla mnie
                robienie sobie nadziei co miesiąc jest po prostu nie do przyjęcia - muszę
                przecież jakoś żyć i tutaj całkowicie zgadzam się z WE. Pod tym względem
                rzeczywiście powinniśmy starać się wprowadzić więcej harmonii do naszego życia,
                i z tego co obserwuję, czytając wypowiedzi niektórych na forum teraz i kilka
                miesięcy temu, niektórym się to udaje. Ale wzburzyło mnie jednak zbyt
                instrumentalne podejście do sprawy macierzyństwa, przeliczanie na
                lata "aktywne", wyrokowanie, że po tym wszystkim co przeszłam będę "toksyczną
                matką" itp. (pisałam wcześniej) - w tych kwestiach nie zgadzam się z WE, i to
                podejście do tematu, bardzo swobodne, zwłaszcza w kwestiach medycznych
                (ginekologicznych) trochę mnie poruszyło, bo ani pan WE ani nikt inny nie ma
                prawa potępiać nas za to co robimy i o czym marzymy.
                Ale jak to w każdej złożonej kwestii trzeba na nią spojrzeć z kilku perspektyw,
                żeby skłonił każdego do refleksji i żeby każdy mógł dla siebie znaleźć swój
                punkt odniesienia.
                • Gość: mama Re: Zwierciadlo IP: 157.25.125.* 22.08.01, 11:41
                  pozwolę sobie wyrazić opinię na temat artykułu
                  zamieszczonego w Zwierciadle. Otóż bardzo dziękuję Pani
                  Renacie Arendt Dziurdzikowskiej za wspaniały tekst.
                  Czytałam z zapartym tchem, nie tylko dlatego, że temat
                  ten nie jest dla mnie obcy, ale dlatego, że tak
                  cudownie ujęła sprawę. Za co serdecznie dziękuję.
                  Natomiast krótko odniosę się do komentarza p. WE.
                  Interesuje mnie czy ten pan ma dzieci i czy tez
                  przelicza je na pieniądze? To wszystko co mam do
                  powiedzenia po przeczytaniu jego opinii.
                  • malgosiak do wszystkich 22.08.01, 14:20
                    ja powiem bez ogódek, bo nie jestem tak kulturalna jak Mama, Ewa, Rebas czy Aga
                    albo sarah. STEK BZDUR. Mówię o "komentarzu" pana E. Sam reportaż oceniam na
                    piątkę z plusem. jak powiedział mój mąz jest przeciwwagą do landrynkowych do
                    tej pory artykułów w stylu " In vitro udało się za pierwszym razem" Nikt w
                    Polsce nie pisze o porażkach i jak sobie z nimi radzić. Czyli reportaż -
                    świetna robota, myśle, ze przełamie lody i będzie więcej takich , ale
                    komentarz....... pisany przez zdziwaczałego ,aroganckiego i niedouczonego
                    " specjalisty", któremu już woda sodowa uderzyła do głowy i wydaje mu sie, ze
                    jak kilka gazet porosiło go o komentarz, to on ma rację.Jaka ironia -" kobiety
                    przesiadują w poczekalniach kilinik"- to mnie wkurzyło. A co z luźmi
                    śmiertelnie chorymi, aaaa. Moja siostra ma od 20 lat gościec i chore nerki,
                    całe życie spędziła w szpitalach na operacjach kolan i dializach. Razem z moją
                    mamą warującą przy jej łóżku od 20 lat. Co im poradziłby pan E- żeby sie poddać
                    losowi i nie leczyć mopjej siostry, zostawić ją nie zdechnie??????????? Ale
                    idiota!Przecież niepłodnosc jest CHOROBĄ , a nie widzimisię . Zgadzam się z nim
                    tylko w jedym- mozna się wykończyć psychicznie mając ten problem. Ale chyba
                    bardziej wykańczające jest czytanie pana E. Ewa, Rebas, Aga chyba napiszemy
                    jaieś dementi? . W ogóle to czesć wróciłam z krótkiego urlopu. Buziaki dla
                    wszystkich M
                    • Gość: Dorota Re: do wszystkich IP: *.sopot.sdi.tpnet.pl 23.08.01, 17:16
                      Po przeczytaniu komentazu na forum kupilam sobie "Zwierciadło". Mimo iz staramy
                      sie o dziecko od cztereh lat moja wiedza na temat nieplodnosci jest bardzo
                      niewielka - skutek wczesniejszej "diagnozy" - podloze psychiczne neiplodnosci,
                      blokada i cos tam jeszcze. Ale musze przyznac, iz to co zaprezentowal Soba
                      pan.R, jak mniemam psycholog i jak On mniema o sobie wysokiej klasy - TO JEST
                      TO MOCNE.
                      Do glowy mi nie przyszlo, iz psycholog moze ucinac temat a NIE starac sie
                      rozwiazac i pomoc przejsc przez trudne chwile - MOZE BOG TAK CHCIAL,CHCE NAS
                      DOSWIADCZYC ITD BZDURY. Wypowiedzi ktore pasuja do miernego ksiedza, natomiast
                      NIE do psychologa.
                      Z drugiej strony prawda jest taka, ze nie mozna wymagac od innych zbyt wiele, a
                      szczegolnie od "czlowieka swiata wiedzy", ktory ma w glebokim powazaniu wiedze
                      i zawod jaki przyszlo mu wykonywac, bo o powolaniu i pasji TRUDNO TU CHYBA
                      MOWIC.
                      Zszokowana czytelniczka "Zwierciadła"
                    • Gość: Agata Re: do wszystkich IP: 213.77.49.* 29.08.01, 23:44
                      Myślę, że Pan E. chciał nam uświadomić jedną rzecz:
                      SĄ RZECZY, KTÓRYCH NIE JESTEŚMY W STANIE PRZESKOCZYĆ.
                      Im człowiek jest starszy, tym więcej takich rzeczy dostrzega.
                      Coś o mnie - jestem po 2 poronieniach, HSG, laparoskopii, hormonach, więc
                      wiem "o co biega" i nikt nie może mi zarzucić, że nie wiem o czym piszę.
                      Jeszcze nieustannie walczę i będę walczyć dopóki nie wykorzystam wszystkich
                      możliwości.
                      Czy odpowiezieliście sobie na pytanie - co będzie jeśli wszystkie Wasze
                      starania nie przyniosa spodziewanego rezultatu? Możliwe, że przyjdzie taki
                      moment (czego nikomu nie życzę), w którym będziecie musieli sobie uświadomić,
                      że niestety - nie zostaniecie biologicznymi rodzicami. I co wtedy?
                      Słowa E. wbrew pozorom niosą spokój. Pokazują, że możliwe jest życie również
                      wtedy, gdy natura i nowoczesna technika są bezsilne... I chyba w takim
                      kontekście należy je odbierać, a nie z zacietrzewieniem charakterystycznym dla
                      osób, którym bardzo zależy na posiadaniu "własnego" dzidziusia...
                      Na początek tyle - może mało składnie, ale pora już późna.
                      Acha - jako psychoterapeutę dla mnie wybrałabym jednak E. z Jego podejściem do
                      sprawy. To "PUŚCIĆ" w pewnym momencie jest jedynym srodkiem aby nie zwariować.
                      Tylko nie każdy może "PUŚCIĆ" - DLACZEGO? Na to każdy musi odpowiedzieć już
                      sobie sam.
    • Gość: Mynia Re: Zwierciadlo IP: *.torun.cvx.ppp.tpnet.pl 23.08.01, 20:07
      Czesc
      Dorzuce i ja kwiatek do tego ogrodka.
      Reportarz super! Duze brawo dla Pani redaktor, zwlaszcza ze wydawalo mi sie,
      iz zrozumiec nas moze tylko ktos, kto sam przez to przeszedl. W tym
      wzgledzie nie mialam racji.
      Co do komentarza pana E. powiem brzydko i krotko: DUPEK.
      Sprowadzenie naszych pragnien do zwierzecych instynktow jest dla mnie bardzo
      przykre. Facet uwaza sie za alfe i omege, a tak na prawde, to nie ma pojecia
      o czym pisze.
      A swoja droga, to kimze jest ten wszystko wiedzacy pan E? Jakos nigdzie nie
      znalazlam tej informacji 9lekarz, psycholog?), choc przyznam, ze artykulu
      nie przeczytalam dokladnie, bo juz na samym poczatku niedobrze mi sie
      zrobilo (nie byly to niestety mdlosci poranne).
      Pozdrawiam wszystkich (oprocz pana E.)
      Mynia
    • Gość: Isia Już wiem o co mam żal do Pana E. (spóźniony post) IP: *.kul.lublin.pl 27.08.01, 10:53
      Od przeczytania artykułu w „Źródle” i komentarza Pana E. minęło parę dni.
      Przemyślałam całą sprawę i już wiem o co mam żal do Pana E. Byłam adoptowana
      więc problem adopcji nie wywołuje u mnie nadmiernych emocji, po prostu: „chleb
      powszedni”. Ale borykam się już dłuższy czas z niepłodnością i ten temat
      zdecydowanie wywołuje u mnie emocje. Tak naprawdę po przeczytaniu artykułu (nie
      muszę chyba powtarzać, że jest bardzo dobry) poczułam smutek, ale i wewnętrzny
      spokój lecz nagle ze strony komentarza powiało chłodem, skutkiem czego we mnie –
      totalne poczucie pustki. Rozczarowało mnie podejście do mojego problemu Pana
      E., którego znam i podziwiałam za mądre wypowiedzi w trakcie cyklu programów
      tv. „Okna”.
      Przypomniała mi się moja spowiedź sprzed kilku miesięcy kiedy zrozpaczona a
      jednocześnie walcząca z narastającym wewnętrznym buntem do Pana Boga
      wykrztusiłam słowa pełne żalu, strachu, niepewności... i muszę powiedzieć, że
      zapamiętam tę rozmowę ze Spowiednikiem na długo. To dzięki niej uwierzyłam w
      sens leczenia, podjęcia tych wszystkich niepewnych medycznych działań, nie
      poddawania się, dalszej walki. Dzięki czemu? Dzięki zwyczajnemu współczuciu.
      Nie od Mamy lub przyjaciółki, czy znajomych - ale właśnie tego Spowiednika.
      Dzięki prostemu pochyleniu się nad moim cierpieniem, dodaniu otuchy i nadziei
      ze strony tej obcej osoby do której się zwróciłam. Wiem też, że dzięki takim
      osobom (dla mnie jesteście Wy na Forum) łatwiej mi będzie znieść własną żałobę
      po stracie mojego „niepoczętego” dziecka. I wiem, że taką osobą nie był – nie
      będzie Pan E.
      • Gość: vida zwierciadlo IP: *.unregistered.formus.pl 27.08.01, 20:24
        Chyba bede troche bronic pana E.
        Poruszyl kilka problemow,ktore od dawna chodzily mi po glowie-ale wtedy
        sadzilam,ze to ze mna cos jest nie tak (np.slaby instynkt macierzynski).
        Chce dziecka,ale nie za wszelka cene.Moj organizm zreszta sam bardzo skutecznie
        broni sie przed leczeniem-kto wie,moze wie co robi.Czasem glownymi motywami
        naszej "walki" jest presja otoczenia,czy chec bycia takimi jak inni,nawet jesli
        do konca sobie tego nie uswiadamiamy.
        Ja tak naprawde tesknie nie za fizyczna,ale nazwijmy to "duchowa",psychiczna
        strona macierzynstwa.Bardzo powoli wprawdzie,ale dojrzewam do tego,ze moje
        zycie wcale nie MUSI i byc moze nie bedzie takie jak innych.Albo adoptujemy
        dziecko,albo bedziemy sami.
        Moze szczescie wcale nie musi miescic sie w ustalonych konwencjach?
        Czy naprawde jestesmy az tak nieszczesliwe jak mysla uzalajace sie nad
        nami:kolezanki,ciocie,tesciowe...
        Moze to wlasnie chce nam powiedziec pan E?
        • Gość: mama Re: zwierciadlo IP: 157.25.125.* 28.08.01, 08:26
          nie możesz mówić o czymś czego nie znasz. ja tez nie
          miałam tak silnie rozwiniętego instynktu jak niejedna z
          dziewczyn na tym forum. czasami tez myslałam, ze
          jestem nienormalna. Wszystko przewartościowało sie w
          momencie kiedy otrzymałam dar od losu w postaci
          dziecka. Nie mam zamiaru Cie przekonywac bo i tak nie
          zrozumiesz.......tego trzeba doświadczyć.
          • Gość: Bacha Re: zwierciadlo IP: 195.205.13.* 28.08.01, 09:56
            Mama, z calym szacunkiem, ale troche przemawia przez Ciebie to, co najbardziej
            irytuje nas w "dobrych ciociach" i pseudo kolezankach: nie zrozumiesz, bo sama
            nie masz. Nie dyskredytuj mojego zycia dlatego, ze nie ma w nim dzieci. Miedzy
            innymi o to nam chodzilo gdy zaczynalismy sie spotykac: o zrozumienie, o to, ze
            zycie bez dzieci, jakkolwiek dazymy do ich posiadania za wszelka cene i kosztem
            wielu wyrzeczen, tez ma sens. Moj maz nie bedzie dla mnie bardziej cenny w
            momencie gdy zostanie ojcem mojego dziecka, a ja nie stane sie przez to
            bardziej wartosciowym obywatelem RP. Jesli dane mi bedzie zostac matka to
            bedzie wielkie dla mnie szczescie, ale jesli nie to prosze nie ustawiaj mnie w
            sytuacji, ze nie rozumiem jak to jest miec dzieci bo ich nie mam. Zaden rodzic
            niestety nie nabywa jakiejs specjalnej wiedzy w momencie kiedy sie nim staje.
            Jest jaki jest i to czego nauczyl sie wczesniej wykorzystuje w wychowaniu
            swojego potomstwa. Ludzie nie dziela sie na tych z dziecmi i na tych bez dzieci
            tylko na dobrych i zlych. A to co pisze W.E, choc w wielu punktach sie z nim
            nie zgadzam, to podsuniecie pomyslu na zycie tym, ktorzy moze juz sa zmeczeni
            tym ciaglym dazeniem do czegos co moze nigdy nie bedzie im dane, tym
            eksperymentowaniem na wlasnej duszy i ciele. Ze decyzja o zaprzestaniu
            podejmowania kolejnych prob in-vitro bedzie jego swiadoma decyzja i wyborem
            innej drogi do realizowania sie w zyciu. Ty sie realizujesz poprzez
            macierzynstwo i chwala Ci za to, ale czy to ze jakas para wreszcie sobie po 11
            probach odpuszcza i zaczyna realizowac inny sposob na zycie to czy sa przez to
            gorsi, czy nie rozumieja instynktow macierzynskich i ojcowskich ? To chyba nie
            jest tak. Moje zycie i przed i po probie ma wartosc ogromna. I bedzie mialo ja
            rowniez gdy zostane matka i wowczas kiedy nie bedzie mi to dane. Serdecznie
            pozdrawiam
            B.
            • Gość: mama Re: zwierciadlo IP: 157.25.125.* 28.08.01, 10:50
              Basiu, całkiem opacznie mnie zrozumiałaś. ja nikogo nie
              potępiam. do niczego nie namawiam za wszelką cenę. ja
              tylko powiedziałam o SWOIM odczuciu w również
              dotyczącej mnie sprawie przez 14 lat. Pozdrawiam L.
            • Gość: Magna Re: zwierciadlo IP: 210.176.197.* 30.08.01, 05:42
              popieram Bache - chociaz wg definicji nie powinnam jej rozumiec bo nie mam jej
              problemu - mam dzieci i nie mialam zadnych trudnosci z ich "zrobieniem". ale
              mimo to dlugo zastanawialam sie nad "bezdzietnoscia z wyboru" a nawet adopcja
              zeby tym co juz sa na tym swiecie ulatwic zycie. zostalam wtedy mianowana
              egoistka co to wlasny komfort stawia ponad wszystko i zwyrodnialcem bo misja
              kobiety jest byc matka i jesli nie moze nia zostac to chociaz powinna rozpaczac
              nad tym faktem zeby dowiesc ze ma wlasciwe instynkty. to opinia spoleczenstwa
              (nie wszystkich oczywiscie) a w szczegolnosci rozbuchanych mamus, ktore uwazaja
              ze posiadanie potomstwa stawia je ponad innymi oraz ze to potomstwo jest darem
              dla swiata i swiat powinien byc owej mamusi wdzieczny za to ze je stworzyla.
              oczywiscie ta postawa najjaskrawiej wystepuje u tych co jakis czas nie mogly a
              potem nagle mogly i maja (syndrom posiadania) w przeciwienstwie do tych
              uposledzonych i nizej stojacych co to "nie maja" i w zwiazku z tym nie
              doswiadczyly "wyzszych uczuc".
            • Gość: REBAS Re: zwierciadlo IP: *.*.*.* 30.08.01, 09:55
              Basiu,
              Pozwolę sobie przyznać ci rację. Ludzie nie dzielą się
              na tych z dziećmi i na tych bez.
              Nie powinni się dzielić. Niestety często nasze
              otoczenie próbuje nam to w mówić.
              Typowe wypowiedzi kolegów i koleżanek;” nie rozumiesz
              bo nie masz” lub „ jak będziesz mamą to pojmiesz ..”
              bla bla bla.

              Uważam, że dyskusja, która się zawiązała wokół
              wypowiedzi pana E dotyczy bardziej światopoglądu.
              Taka reakcja (z moja na czele) spowodowana była wielką
              nadzieją, że Pan E (znany i światowy) powie nam coś
              takiego, że… no nie wiem sam, na co czekałem, ale
              miało to być coś. Tym czasem usłyszałem parę
              uniwersalnych słów. Tak ma on rację. Życie takie jest,
              że nie zawsze się dostaje to, co chce. Że
              czasami „los” wie lepiej, co dla nas dobre. Że walka z
              przeznaczeniem może obrócić się przeciwko nam. Itp. Są
              to prawdy uniwersalne. Znajdziemy je w Biblii,
              Koranie, Torze i zapewne wielu innych bardziej lub
              mniej świętych tekstach.

              Będąc pogrążenie w swojej walce nie jesteśmy wstanie
              wznieś się na te poziomy. Powinniśmy, ale jesteśmy
              tylko ludźmi. Z nami trzeba jak z chorymi dziećmi, i
              tak jesteśmy na granicy depresji… Nie chcę się użalać,
              sami sobie wybraliśmy tą drogę.
              Chcę wytłumaczyć (rozumieć) naszą (swoją) dość
              agresywną reakcję na Pana E. (na Pana Boga, na Los…wink.
              Czasami usłyszenie prawdy boli. Często nie chcemy
              słuchać. Do tego trzeba dojrzeć. My jeszcze nie
              chcemy. Jesteśmy na etapie buntu. Te sprawy powinien
              zrozumieć taki spec jak on i to mnie wkurzyło. Kolejny
              pacan, który wie lepiej i uważa, że jest debeściak.

              Może powinniśmy zastanowić się nad technikami,
              metodami takiego dojrzewania. Nie każdemu jest dana
              Łaska Wiary. To co uważam za wartościowe w wypowiedzi
              E. to zwrócenie uwagi że nie należy upierać się na
              jedną drogę (jedynie słuszną) to może byś zgubne dla
              nas, dla naszych związków, dla naszych dusz…

              (ale się rozpisałem. Mocno cię Basiu - ściskam – PIOTR)

        • Gość: AGA Re: zwierciadlo IP: 217.153.35.* 28.08.01, 08:59
          Gość portalu: vida napisał(a):

          > Bardzo powoli wprawdzie,ale dojrzewam do tego,ze moje
          > zycie wcale nie MUSI i byc moze nie bedzie takie jak innych.Albo adoptujemy
          > dziecko,albo bedziemy sami.
          > Moze szczescie wcale nie musi miescic sie w ustalonych konwencjach?
          > Czy naprawde jestesmy az tak nieszczesliwe jak mysla uzalajace sie nad
          > nami:kolezanki,ciocie,tesciowe...?

          Choć mam wiele zastrzeżeń do wypowiedzi pana E, o czym pisałam wcześniej, to
          podobnie jak Ty również wyniosłam taką oto ogólną refleksję. Czuję, że mój gorący
          zapał i poświęcenie powoli stygnie nie znaczy to, że kończę ze swoimi staraniami
          (nadal się leczę i będę rozmrażać to co na mnie czeka), ale coraz częściej
          oswajam się z myślą, że nigdy nie będę miała swojego dziecka i nie traktuję to w
          kategoriach czarnowidztwa. Nie wiem czy będziemy adoptować czy zdecydujemy się
          być tylko razem. Staram się, aby mój (nasz) osobisty dramat nie sparaliżował mi
          (nam)całego życia, a za taką cenę rzeczywistość może okazać się duża bardziej
          brutalna niż nasze obecne wyobrażenia budowane na gloryfikowaniu faktu
          macierzyństwa. Oczywiście, będę jeszcze walczyć i może jeszcze kiedyś dostanę
          jakis impuls, który poderwie mnie do kolejnych działań, ale chyba już nie mam
          siły robić sobie złudnych nadziei, że NA PEWNO będzie. Szczerze mówiąc takie
          powolne "otrzeźwienie" przychodzi mi od niedawna - zarówno z powodu 4 już
          nieudanej próby IVF, jak i dzięki temu forum, które pozwala spojrzeć na problem z
          kilku perspektyw i wybrać najbardziej dla mnie odpowiednią i komfortową
          psychicznie.
          • Gość: Bacha Re: zwierciadlo IP: 195.205.13.* 30.08.01, 11:00
            Jestem wdzeczna wszystkim za wszystkie uwagi. W.E. nie wiedzial chyba ze wywola
            taka dyskusje. Dla mnie ona jednak ma inny wymiar, bo wiem po co to wszystko
            robie. Jesli mi sie uda bede szczesliwa, jesli nie tez. Odkad trwa nasza
            dyskusja adpocja nie jest juz dla mnie wyjsciem ostatecznym tylko innym
            pomyslem na zycie, nie tylko moje. I gdy tylko tak na to spojrzalam to zrobilo
            mi sie lzej, bo wiem juz na pewno, ze w moim domu beda dzieci, ze bede meblowac
            dziecinny pokoj, ze wreszcie kupie fotelik do samochodu i tysiac innym bardzo
            potrzebnych rzeczy. Dzieki temu osiagnelam spokoj, kwestia do zastanowienia
            pozostaje jedynie czas, kiedy powiedziec stop probom i kiedy udac sie do
            osrodka adopcyjnego. I znowu tak jak kiedys mam mozliwosc wyboru, choc nieco
            wymuszonego, ale za to dajacego poczucie ogromnego komfortu.
            Jeszcze raz dziekuje Wam za to, ze chcialo Wam sie o tym "pogadac".
            B.
    • Gość: AGA Re: Zwierciadlo IP: 217.153.35.* 22.10.01, 10:19
      W listopadowym nr Zwierciadla, ktore wlasnie ukazalo sie w kioskach, sa
      cytowane wypowiedzi z tego forum nt. pana E - czyli kompendium, tego co tu
      powyzej napisalismy. Milej lektury.
      Podaje to na podstawie info od Bachy, ktora ma kontakt z redakcja z pierwszej
      reki i potwierdzam po zakupieniu tego numeru.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka