Dziś postanowiłam napisać i wylać żale jakie mi towarzyszą. Byłam dziś w klinice na teście czy w końcu nam się udało. I test negatywny, kolejny. Co miesiąc to samo. Lekarz stwierdził ze jeszcze tylko 2 razy będziemy stymulować puregonem a potem zostaje tylko in vitro. Wiem że są na forum dziewczyny które dziękują Bogu za in vitro ale ja poczułam się jakbym otrzymała wyrok. Po co było to wszytko, te stymulacje, zastrzyki, laparoskopia. Czemu mam tak popiepszone to wszytko w środku?!! Jestem taka wściekła, rozgoryczona i czuję sie za razem taka bezsilna

. Nigdy nie będę mamą zawsze to czułam ale nie umię się z tym pogodzić. Mam wrażenie że przeze mnie mój mąż nie będzie tatą . Mam poczucie winy. W głowie mam ciągle obrazki naszej rodziny ja, mój mąż i nasze ukochane maleństwo. Najgorsze jest kiedy śni mi się ze trzymam je w ramionach a potem budze się i jest pusto. che mi się ryczeć. To takie niesprawiedliwe. Boje sie całego procesu przed in vitro, boję się kolejnego rozczarowania po nim. Niby miało byc już po laparoskopi wszytko ok , drożne jajowody, brak endrometriozy, u męża wszytko ok. A tu co, nic. Przepraszam za mój nastrój ale już nie mam siły.