beatrice73
03.03.05, 20:39
mam wrazenie ze niedlugo wyladuje u psychiatry, potrzebuje z kims o tym
wszystkim pogadac... dusze to w sobie, czasami mam wrazenie ze moj M ma juz
chyba dosc wiecznego tematu, forum choc istnieje i jest skarbnica wiedzy,
chyba nie zastapi kogos z kim mozna usiasc nad filizanka herbaty i wygadac
sie wygadac i wygadac , tak do dna; zale, smutki, bol, nadzieje. kogos kto
mnie przytuli i powie ze bedzie dobrze , ze sie uda, ze juz niedlugo... ja
naprawde potrzebuje kogos takiego, a z drugiej strony nie chce opowiadac
komus komu to wszystko jest obojetne, nawet jesli sie zainteresuje na chwile,
bo wiem ze tak naprawde nie znajde zrozumienia...
czy ja jestem normalna, czy juz powinnam dzwonic do jakiegos lekarza od
duszy... czy wy rowniez potzebujecie tak " pogadac az do dna" ? a moze to
tylko taki etap, cos przejsciowego, co przychodzi i mija samo?
pozdrawiam was mocno mocno