neja
19.04.05, 15:43
Czytam sobie wszystkie posty, o tym jak nie udały się kolejne IUI o tym jak
jedna z nas straciła dzidzię w 4 miesiącu, jak kolejne zobaczyły tylko I
kreskę, wypadek męża można w kółko wymieniać znamy sie na wylot w tym
fragmencie naszego życia o którym nierzadko nie wie nikt poza naszymi M choć
nie znamy się wcale.. paradoks. Po ostatniej wizycie u doktora kiedy okazalo
się że nici z IUI bo nie dostaję @ i nie mogę zrobić drożności tak sobie
siadłam i pomyślałam..... Gdybym była bogata miała dom, kupę kasy, spędzała
czas na wizytach u kosmetyczki i zakupach to może problemy z dzidzią były tą
równowagą która ponoć jest w przyrodzie... gdyby robiła zawrotnąkarierę
drapała się po szczeblkach zwiedzała cały świat... gdybym wreszcie chociaż
została na uczelni robic ten cholerny doktorat byłabym łebską kobitką
spełniała się naukowo i była autorytetem w jakiejś dziedzinie....
Nie musze mówić jak jest, ale ani luksusów (choć daleko mi do narzekania) ani
super kariery ani zupełnie nic niezwykłego co mogłoby być ceną tej co
miesięcznej rozpaczy, złości, żalu doświata, zagubienia, stresu, poczucia że
zycie ucieka gdzieś obok nas. Jesteśmy młode, mamy cudownych mężów, chcemy
zyć cieszyć się tym że idzie wiosna, że świeci słonce, że mamy zycie przed
sobą... Co z tego ?
Za co płacimy taką cenę ? Co mamy w zamian ? Po co ? Jak się uśmiechać jak
czerpać garściami jak szaleć i beztrosko frunąć choćby na urlop czy krótki
wypad za miasto bez tej uparcie krążącej jak ćma wokól lampy myśli kiedy
kiedy kiedy ..... i czy w ogóle ... za co za co za co to całe cierpienie.. ja
chyba się pogubiłam...