Dodaj do ulubionych

moje przemyślenia...

19.04.05, 15:43
Czytam sobie wszystkie posty, o tym jak nie udały się kolejne IUI o tym jak
jedna z nas straciła dzidzię w 4 miesiącu, jak kolejne zobaczyły tylko I
kreskę, wypadek męża można w kółko wymieniać znamy sie na wylot w tym
fragmencie naszego życia o którym nierzadko nie wie nikt poza naszymi M choć
nie znamy się wcale.. paradoks. Po ostatniej wizycie u doktora kiedy okazalo
się że nici z IUI bo nie dostaję @ i nie mogę zrobić drożności tak sobie
siadłam i pomyślałam..... Gdybym była bogata miała dom, kupę kasy, spędzała
czas na wizytach u kosmetyczki i zakupach to może problemy z dzidzią były tą
równowagą która ponoć jest w przyrodzie... gdyby robiła zawrotnąkarierę
drapała się po szczeblkach zwiedzała cały świat... gdybym wreszcie chociaż
została na uczelni robic ten cholerny doktorat byłabym łebską kobitką
spełniała się naukowo i była autorytetem w jakiejś dziedzinie....

Nie musze mówić jak jest, ale ani luksusów (choć daleko mi do narzekania) ani
super kariery ani zupełnie nic niezwykłego co mogłoby być ceną tej co
miesięcznej rozpaczy, złości, żalu doświata, zagubienia, stresu, poczucia że
zycie ucieka gdzieś obok nas. Jesteśmy młode, mamy cudownych mężów, chcemy
zyć cieszyć się tym że idzie wiosna, że świeci słonce, że mamy zycie przed
sobą... Co z tego ?

Za co płacimy taką cenę ? Co mamy w zamian ? Po co ? Jak się uśmiechać jak
czerpać garściami jak szaleć i beztrosko frunąć choćby na urlop czy krótki
wypad za miasto bez tej uparcie krążącej jak ćma wokól lampy myśli kiedy
kiedy kiedy ..... i czy w ogóle ... za co za co za co to całe cierpienie.. ja
chyba się pogubiłam...
Obserwuj wątek
    • inga30 Re: moje przemyślenia... 19.04.05, 16:11
      hm, ja też zastanawiam się często czemu to nie może byc po prostu, bez
      cierpienia, bez dylematów moralnych , jak u tylu kobiet w okół. Ale nie może,
      nie jest. Coraz trudniej czytac mi posty ze wsparciem dla kogokolwiek. Gdy
      czytam że na pewno się uda myslę czy rzeczywiście...słysze to już tak długo.
      Czwarty rok starań , za chwilę czwarty transfer. Nie wierzę że uda się
      naturalnie bo to już 37 cykl starań, czy uda się ICSI ? tymczasem i ono mi się
      nie udawało.
      Jesli w przyrodzie ma być ta równowaga, o której piszesz neju, to może czeka
      nas ogrom szczęścia, bo walka z nieplodnościa to kolejny kopniak od życia
      którego dostaję. Robię karierę, mam rozgrzebany doktorat, ale przecież to
      ciężka praca a nie uśmiech losu. Czyli to chyba cena za nic, albo za szczęście
      którego kiedys doznamy.
      Najbardziej przeraża mnie że może po prostu soprawiedliwości nie ma i jest to
      cena za nic. Ja równiez nie mogę się uwolnic od myśli kiedy? i czy w ogóle?
      Po rokju staran myślałam że kiedyś na pewno, teraz moja nadzieja słabnie.
      Zawsze sobie powtarzam, ze luudzie z nowotworami też nie dowiedzą sie dlaczego.
      buziaki. Inga
    • reniaszcz Re: moje przemyślenia... 19.04.05, 16:13
      Powiem szczerze, że ja też sobie zadaję takie pytania. I nie mogę tego
      zrozumieć dlaczego tak jest że niektórzy nie chcą mieć dzieci a mają. A my
      które pragniemy tego najbardziej na świecie niestety mamy z tym problem.
      Dlaczego....?
      Ale wiem jedno, że trzeba być silną i się nie poddawać chociaż coraz trudniej
      mi to wychodzi. Dziewczyny uda nam się, musi się udać, nie ma innej
      możliwości!!!Trzymajcie się mocno
      • magdamajewski Re: moje przemyślenia... 19.04.05, 16:30
        Ja caly czas myslam, ze najpierw skoncze szkole, kupimy domek i potem bedzie
        dzidzia. Zycie, jest takie przewrotne, ze na prawde nic nie mozna sobie
        zaplanowac, a szczegolnie w Mezulka i moim przypadku, bo nam to nic nie idzie
        jak sobie zaplanujemy. U nas musi byc na "hura" bo inaczej nic z tego nie
        wyjdzie. Nawet glupi urlop jak sobie zaplanujemy z wyprzedzieniem to nic z
        niego nie wyjdzie, musi byc taki zalatwiony w przeciagu tygodnia. Moze dlatego
        po uslyszeniu "wyroku" od lekarza tak szybko zdecydowalismy sie na ivf. Juz
        tylko 3 tygodnie do stymulacji i trzymajmy kciuki, ze sie uda. Musi bo nie ma
        innego wyjscia. Pieniazki byly dolozone na wymarzony domek. Te marzenie zostalo
        przesuniete na pozniej bo pieniazki byly potrzebne na ivf. Wiem, ze inni maja
        gorzej bo tych pieniazkow nie maja i nawet nie moga o tym pomyslec. Powinna
        uwazac sie za "szczesciare" bo nasza sytuacja finasowa jest na tylke dobra, ze
        leczenia a teraz ivf nie jest dla nas strzalem w plecy i wciaz na przyslowiowy
        chleb nam wystarcza, ale nic na to nie poradze czasami zadaje sobie
        pytanie "dlaczego ja". My o wszystko musimy walczyc, nic nam nie przychodzi
        latwo, ale zawsze dopinamy swego, moze nasza walka o dzidzie jest kontynuacja
        naszej kretej drogi do sukcesu? Oby to bladzenie zakonczylo sie szczesliwie z
        koncem maja tego roku.
        Pozdrowienia
        magda
    • majah1 Re: moje przemyślenia... 19.04.05, 16:20
      Z wielka uwagą przeczytałam Twój list. Zgadzam się to wszystko jest troche bez
      sensu, faktycznie gdybyśmy robiły kariery miały kupe szmalu, może było by na
      co "zwalić" a że nie ma czasu, praca, podróże po świecie, ale większość z nas
      żyje normalnie, całokiem spokojnie, zgodnie z cyklem miesięcznym. W moim
      kalendarzu były kiedys notatki typu: fitness, basen , ciasteczko na mieście z
      koleżanka, zakupy nowych ciuchów, teraz są tylko: temperatura, jakie leki,
      termin wizyty u lekarza itp... Zatraciłam się całkowicie. Nawet mój mąż tego
      nie wytrzymuje i nie rozmania ze mną, bo twierdzi że ja mam tylko jeden temat.
      Co robić, jak wyrwać się z tego zaklętego kręgu?
      • agnieszkarzaca1 Re: moje przemyślenia... 19.04.05, 16:31
        Wiesz majah ja cie rozomiem bo mam to samo ciagle tylko mierze temperaturke
        biore leki, w notesie wiekrzosc miejsca zajmuja notatki kiedy do lekarza i
        jakie badania.A od pewnego czasu zaowazylam ze moj maz przestaje mnie rozomiec
        i chyba ma mnie dosyc i gdy tak sobie rozmawiamy to nie raz mu mowje aby se
        poszukal takiej co mu urodzi bez problemu.Nie zaowazylam sprawiedliwosci na tym
        swiecie,wyjechalismy z kraju zeby zarobic na lebszy start w zyciu a poco mi
        (startowac)jak nie mam dziecka dla kogo mam sie starac ach niewiem dlaczego nas
        to spotkalo.Pozdrowienia wszystkim starajacym sie,jak myslicie uda nam sie co??
      • andziak.k Re: moje przemyślenia... 19.04.05, 16:36
        Każda z dziewczyn na forum, czuje to na swoj sposób. Są wzloty i momenty
        całkowitej deprechy. Cóż, w pewnym momencie też była rezygnacja z fitnessu (bo
        to w drugiej fazie cyklu - lepiej się nie pocić i przemęczać), solarium (wiem,
        ze moze szkodliwe, ale przy staraniach niewskazane), zadnych zajęc
        popołudniowych, bo trzeba było rezygnować z nich za często, bo to na monitoring
        do lekarza, w międzyczasie mąż wyjezdza... Ale chyba któraś z was już o tym
        pisała, że w pewnym momencie trzeba w koncu ustalić sobie plan B, albo i nawet
        w razie niepowodzenia plan C. Co zrobię, kiedy mi się nie uda, ile daję sobie
        czasu, czy kiedyś adoptuję dziciaczka, co na to mąż, jak będzie wyglądało moje
        życie za 10, 20 lat?
        To może smutne, ale ja pracuję nad swoim planem B. A jeśli uda sie po drodze i
        życie, Bóg zrealizuje moj plan A, to bedę najszczęśliwsza na świecie...
    • dawida_24 Re: moje przemyślenia... 19.04.05, 17:09
      A ja dziś jestem po czwartym pregnylu. I tak się zastanawiam, czemu akurat ja?
      Dlaczego do cholery, mając wszystko, nie ukrywam, ale też się nie chwalę, nie
      narzekamy na brak finansów, nie udaje się to najważniejsze? Gdy rok po ślubie,
      a starałam sie zaraz po ślubie, zaszłam w ciążę, nie przyszło mi do głowy, że
      będę mieć łyżeczkoanie, że dzidzia nie będzie chciała zamieszkać w moim
      brzuszku, że skoro widzałam dzidzię tydzień wcześniej na ekranie, ruszało się,
      to byłam pewna....a tu masz, 11tydzień zabieg, przykro mi do widzenia. I choć
      minęło od tego czasu dwa lata, nie mogę się pogodzić. Najgorsze, że wmawiam
      sobie, że to moja wina, bo wcxześniej pojechałam z M w długą podróż do stolicy.
      I nawet w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że od tego momentu zaczną się
      schody z ponownym zajściem. Dwóch lekarzy upewniało mnie, że jest wszystko w
      porządku. Nadchodzi trzeci rok starań, wiem, że niektóre z was starają się o
      wiele dłużej. Ale ja tracę nadzieję, widząc, że miesiąc temu znowu udało mi się
      zajść, ale aniołek wyfrunął w 5tyg. Załamuję się i patrzę z taką zazdrością i
      złością na ciężarówki, ale broń Boże nie życzę im najgorszego. Upewniam się
      coraz bardziej w przekonaniu, że nie można mieć wszystkiego.
    • antonka Re: moje przemyślenia... 19.04.05, 17:13
      zgadzam się ze wszystkm, tyle ze ja i moj maz jeszcze sie jakos trzymamy. to moj
      maz dba abym nie zapomniala o lekach itp, ale za to w pracy - pracuje z
      rodzinami uzaleznionymi, niewydolnymi wychowaczo, to jak słysze ze co chwila w
      olejnej ciąży przy tym pije, pali i sie wcale nie osczedza, to mam ochote
      wykstrowac jak kotki. wtedy mam ochote zaczac palic cz cos bo czuje sie
      niesprwiedliwie, całuski
      • joa344 Re: moje przemyślenia... 19.04.05, 17:56
        Znam te wszytskie mysli DOKLADNIE....ale powiem Wam, nie wolno sie poddawac bez
        walki...jakas szansa zawsze jest...trzeba ja wykorzystac!!!Ludziom jednak sie
        udaje...i to po wielu latach walki!!!z DRUGIEJ STRONY MACIE RACJE-TRZEBA MIEC
        ROWNIEZ PLAN B.
    • magdamajewski Re: moje przemyślenia... 19.04.05, 19:31
      wiecie, ja tak czytam te wasze posty o tych biednych mezulakach. Mysle, ze to
      nie jest to, ze oni maja nas dosc, nie chca wiecej sluchac o staraniach itd. Ja
      widze, ze moj bardzo to przezywa i nie dlatego, ze nie moge mu dac dziecka. Moj
      powiedzial, ze bardziej go boli to, ze ja musze przez to wszystko przechodzic.
      Tableki, zastrzyki, wizyt badania, ktore nie naleza do przyjemnych, HSG,
      nieudane iui. W moim przypadku jeszcze przestymulowanie zakonczone pobytem w
      ciezkim stanie w szpitalu i poronienie. Powiedzial mi ze serce mu sie kraja jak
      wiedzi wszystkie moje cierpienia. Jak przeczytal caly protokol do ivf,
      wszystkie czarne scenariusze to powiedzial mi, ze nie musimy tego robic mozemy
      porozmawiac o adopcji. Ja jednak chce sprobowac wszystkiego wiec jedziemy z
      ivf. Juz mu kiedys powiedzialam, ze jak chce to dam mu rozwod, wtedy moze
      znajdzie sobie zone ktora urodzi mu bez zadnych problemow. Obrazil sie
      smiertelnie i powiedzial, ze jak jeszcze raz cos takiego wspomne to mi manto
      sposci. Takze dziewczynki, mysle, ze nasi mezulkowie przezywaja to tak samo jak
      i my a moze i jeszcze bardziej dlatego czasami nie chca o tym rozawiac, chlopy
      to inaczej przezywaja. Ja zanalazlam sposob na "odciazenie" mojego mezulka. Mam
      zaufane 2 przyjaciolki, ktore zawsze mnie wsluchaja, mimo to ze gadam ciagle o
      tym samym.
      Pozdrowiania
      Magda

      Agnieszka mozesz to mnie napisac na magdamajewski@yahoo.com jak chesz pogadac.

      • pea_74 Neja 19.04.05, 19:35
        Neja, dostalas juz @? jak po ostatnim usg? co gin mowil?
        Pozdrawiam
    • dragonia Re: moje przemyślenia... 19.04.05, 20:36
      Ja zadaję sobie takie pytania zawsze gdy czuję, że nadchodzi @. Pobolewający
      brzuch to ból porażki.

      W swoich staraniach chyba bede musiała poczynic radykalne kroki.
      Dziś 26 dc. Pobolewa brzuch - nabrzmiały piersi. jak zawsze na @....
      • neja Re: moje przemyślenia... 20.04.05, 08:41
        u mnie dzień cyklu....hmm nawet nie wiem, musze sprawdzić. Okazuje się że 44 ...
    • madzia301 Re: moje przemyślenia... 20.04.05, 08:28
      A ja, wiecie, ja coraz częściej zaczynam myśleć, że skoro nie dane mi jest mieć
      dzieci, to może to znak, że nie powinnam przekazywać swoich genów. Po tych
      wszystkich pytaniach dlaczego ja, dlaczego, dlaczego??? Może jestem jakimś
      odpadem genetycznym. I nie wierzę już w żadną sprawiedliwość. Jak widzę te
      wszystkie pijaczki z petami, jak zataczając się pchają wózki, to wyć mi się
      chce. Czasem też myślę, że to kara.A może nie nadaję się na matkę. I tak w
      kółko. Właściwie to już w to wierzę, tylko tak bardzo żal mi mojego męża, on
      byłby takim wspaniałym ojcem...
      • neja Re: moje przemyślenia... 20.04.05, 08:45
        Mój mąż bylyby tatusiem cudownym, takim jakiego nie mam chyba nawet ja.. Boże
        płakac mi się chce jak to piszę. Mojego M żal mi okrutnie. Jedyne co mamy to
        nasza miłość. patrząc na wszystkich naszych znajomych to prawie wszędzie dzieje
        się źle, no ale cóż oni dzieci mają...
        Peo mam torbiel 22 mm i do niedzieli biorę luteinę, potem w ciągu 5 dni ma
        przyjść @.. Wypadł mi przez to cały jeden cykl a @ przyjdzie pewnie w długi
        weekend.. Cóż normalka że w najgorszym z możliwych czasie, żeby tylko zechciała
        przyjść....
        • inga30 neju 20.04.05, 09:23
          neju, ja dla towarzystwa tez mam torbiel, nawet myślę żebyśmy założyły
          Towarzystwo Nieprzyjaciół Torbieli.
          W styczniu miałam ICSI, w lutym torbiel, w marcu torbiel, w kwietniu torbiel (
          co miesiąc nowa!!!! jedna się wchłania powstaje druga) To taka nowosć po 3
          latach leczenia się, na dobicie mnie chyba. W lodówce w novum czekają na mnie
          2 mrozaki, a moje głupie jajniki produkuja torbielesad sad sad sad
    • anna-joanna Re: moje przemyślenia... 20.04.05, 09:18
      Kiedyś słyszałam kazanie o karach niezawionionych. Nie jestem jakoś szczególnie
      religijna, ale dla mnie to jedyne sensowne wytłumaczenie mojej niepłodności
      idiopatycznej. Właśnie - idiopatycznej! Ten rodzaj niepłodności szczególnie
      ciężko jest zrozumieć, o ile to w ogóle możliwe.
      Nie chciałabym być defetystką, ale niestety nie wszystkie bedziemy miały
      dzieci. No, ale z drugiej strony: niepłodność ludzka sprawa - nie my pierwsze i
      nie ostatnie się z nią borykamy, wygrywamy, przegrywamy. Toteż ułożenie sobie
      planu B jest jak najbardziej rozsądnym rozwiązaniem.
    • michalinnaa Re: moje przemyślenia... 20.04.05, 09:35
      Chciałam i ja opisać Wam moją przemianę, przemyślenia, moeże ktoś znajdzie w
      tym co napiszę jakieś wytłumaczenie na to co się dzieje.
      Staramy się o dzidzie z mężeulkiem pondd 2 lata. Przeszłam wszytskie etapy o
      których piszecie, od robienia testu w dniu @, szlonej rozpaczy, po ostatnim
      czasem poważne rozmowy z moim mężuliem co z nami będzie .... Gdzieś po drodze,
      w biegu zgubiłam mojego M, zobzcayłam to nie dawno, jak bardzo się zmieniłam i
      to nie koniecznie chodzi o starania ale o codziennne konatky, jak bardzo
      potrafiłam być "nie miła" a to lekkie słowo. Nigdy nie byłam osobą wielkiej
      wiary, zawsze wierzyłam lecz nigdy nie biegałam do kościoła za często. Ostatnio
      od jakiś 8 miesiecy mocno wierzę w to że Bóg ma jakiś plan wobec mnie, mojego
      życia, ja go nie znam dla mnie moze sie on wydawać bezsensowny. Wierzę, ze będę
      miała dziecko, dzis nie myślę skad będzie i tak będzie moje. Wierzę, ze Bóg
      daje mi tyle ile jestem wstanie znieść, widocznie w Jego oczach jestem waleczna
      kobietą, która moze wiele znieść w życiu. Proszę Go o siłę, gdy mi jej braknie.
      Ostatnie wydarzenia z Paieżem jeszcze bardziej mnie w tym utwierdziły. Musimy
      iść do przodu, wierzyć że mamy do zrobienia w życiu coś wielkiego, pewnie nie
      wiemy co, ale Bóg tak nami pokieruje, da nam na drodze takich ludzi, którzy nam
      pomogą. Modlę się o dzidzie, choć wiem, ze powinnam dziękować za wszysko co
      mnie w zyciu spotyka dobre i złe bo On widzi w tym jakiś sens. Wiara, którą
      odkryłam wsobie niedawno poawala mi isć przez życie, cieszyć sie i uśmiechać
      gdy widzę kobiete w ciaży, malutkie dzieci, bawić sie z nimi i przytulać i
      prosić Boga o ten Dar wtedy kiedy on uzna za stosowne. Będę miała dziecko, nie
      wiem kiedy, nie wiem jak, ale wiem że będę kiedyś mamą.
      Nie mam zadnych planów bo wiem, ze On ma plan najlepszy ja muszę go realizować
      po to mam wolnę wolę, wybieram drogi, krótsze i dłuższe, lecz do celu prowadzi
      mnie ON.

      Aneta
      • invicta1 Re: moje przemyślenia... 20.04.05, 09:47
        Aneto mogę tylko się podpisać pod twoim postem-myslę tak samo
      • inga30 Re: to co mnie przeraza 20.04.05, 10:00
        to to że być moze ten odgórny plan na nasze życie jest taki ze nie mamy mieć
        dziecka. Mam w rodzinie nieplodną parę po piećdziesiątce i bardzo nie
        chcialabym podzielic ich losu bo nie mogę się w nim doszukac niczego wielkiego,
        może poza naprawdę wielkim cierpieniem. I bardzo trudno mi uwierzyć ze
        najlepszy plan na moje życie może być wlasnie taki.
        Podziwiam Cię Aneto za tWOJE ZAUFANIE, MYSLE ŻE JEST cI Z TA UFNOSCIA ŁATWIEJ,.
        • michalinnaa Re: to co mnie przeraza 20.04.05, 10:11
          Wiszisz ja nie wykluczam zadej możliwości. każdy z nas ma wolna wolę, Bóg do
          nieczego nas nie zmusza. oni chcieli tak żyć w ciepieniu, poddali sie. mogli
          przecież zrobić wiele innych rzeczy, nie wiem, moze za szybki się poddali w
          walce, może nie chceieli adoptować. Bóg im tego nie kazał i nie powiedział to
          oni dokonali wyboru. tak jest też z Nami to od nas zależy, co robimy by
          walczyć, jak to znosimy. Mogli zrobic wiele rzeczy wspólnie, cieszyc się życiem
          lecz nie egoistycznie. Przepraszam jeżeli piszę zbyt mocno ale tak uważam.
          • inga30 Re: to co mnie przeraza 20.04.05, 10:36
            Ja tez nie wykluczam żadnej mozliwości, mogę sobie wykluczyc nie ode mnie to
            zalezy - gdyby zależało dawno bym to dziecko urodziła,
            Nie oceniam ich, nie wiem co 20 lat temu mozna było w ich sytuacji zrobć a
            czego nie, wiem że leczyli się wiele lat. Bardziej piszę o swojej ocenie
            takiego zycia i losu niż o nich, bo nie wyglądają dziś złamanych .
            Myslę że gdyby Bóg chciał żeby mieli dziecko to by je mieli jak miliony ludzi.
            Nie widze w Twoim poscie niczego"mocnego" tylko zrozumialy dystans do cudzego
            zycia, ja tez go mam. Jak juz pisałam to za co Cie podziwiam to Twój dystans i
            akceptację każdego losu danego od Boga, również jak rozumiem takiego ze nigdy
            nie bedzie Ci dane miec dziecka. To jest to czego dziś nie potrafie przyjac,
            ale byc moze kiedy skoncza sie drogi i mozliwości aby miec dziecko przyjdzie
            czas i na to. pozdrawiam. Inga
    • dawida_24 Re: moje przemyślenia... 20.04.05, 10:50
      Przed chwila dowiedziałam się że ta cała Spears będzie mieć dziecko. Popatrzcie
      jakie to łatwe dla nich, dla tych znanych, a mam wszystko to dlaczego nie mieć
      dziecka? I tak sobie myślę, dlaczego? Dlaczego mnie to spotkało? dlaczego nie
      mogę sobie powiedzieć, a w przyszłym miesiącu mam zamiar zajść w ciążę, w tym
      jeszcze nie, bo chcę jeszcze się zabawić. Tylko patrzę jak dni mi lecą,
      pierwsze do USG i pęcherzyka, czy urósł, czy pęknie, potem oczekiwanie na @,
      potem znowu ból, płacz i bezradność. Najgorsza jest ta bezradność. To jest
      straszne uczucie.
    • niunia90 Re: moje przemyślenia... 20.04.05, 13:11
      Dziewczyny, jest nas naprawdę wiele z takimi myślami. Najbardziej podobne
      odczucia do moich ma Michalinnaa. Ja przeżywałam ogromny kryzys jesienią
      ubiegłego roku. Przestałam chodzić do kościoła, bo obwiniałam Boga o wszystko,
      obwiniałam los, wszystkich wokół, kogo się dało. Z mężem kłóciłam się
      zdecydowanie za często i o głupoty... Kryzys dopadł więc również moje
      małżeństwo... Może też dlatego, że o naszym problemie wiedziała niewielka
      liczba osób - tylko najbliżsi przyjaciele i mama męża. W drugi dzień świąt
      Bożego Narodzenia powiedzieliśmy o wszystkim moim rodzicom - i naprawdę
      poczułam ogromną ulgę. Od tego czasu największe oparcie mam w moich rodzicach i
      braciach. I zmieniłam podejście do życia. dzięki WAM i forum zmieniliśmy
      lekarza, zaczęliśmy wszystko od nowa. Mimo, że już trzy lata walczymy, to
      wróciła mi wiara. Zarówno wiara w Boga jak i w powodzenie. Teraz przygotowuję
      się psychicznie i fizycznie na IUI - to już za około tydzień. I wierzę, że się
      uda, bo musi się udać!!!
      A tak wogóle to strasznie denerwują mnie ludzie, którzy wszystko mają i ciągle
      narzekają. Moja przyjaciółka i współpracownica w jednym taka właśnie jest. Ma
      kochającego męża, finansowo niezależna, budują dom, mają dwa samochody, zdrową
      córeczkę, która się bardzo dobrze rozwija a mimo to wciąż narzeka.... Nie umiem
      tego zrozumieć!!! Czy taka osoba potrafi zrozumieć NAS???? Chyba nie!!!
      To tyle z mojej strony! Wiem, że czasem pocieszanie strasznie wkurza, ale
      napewno nam się uda. Modlę się o to i wierzę, że będzie dobrze. A plan B też
      mamy: adopcja!!!

      Pozdrawiam.
      • neja Re: moje przemyślenia... 21.04.05, 09:44
        To co ostatnio uporczywie pląta mi się po głowie to ogromny WYRZUT SUMIENIA że
        nie zaczęliśmy wcześniej ale dopiero 2 lata po ślubie Straciłam te dwa lata
        może już dzisiaj cieszyłabym się szczęściem...
        • katka113 Re: moje przemyślenia... 21.04.05, 10:05
          gdyby człowiek wiedział, że się przewróci to by się położył

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka