Dodaj do ulubionych

chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.....

17.10.06, 13:47
ale tyle ze mną przeżyłyście...ale jeśli jesteście smutne to proszę nie
czytajcie dziś tej historii....ja jestem aktualnie na dużych dawkach
relanium....raz płaczę raz się na chwilę uspokajam....
KONIEC mojego szczęścia i cudu!!! ale nie taki zwykły....56at, Agnieszka.Krak
miałyście rację...słabo rosnąca beta to od początku zły znak i ja to gdzieć w
głębi duszy wiedziałam...ale nic nie szło zrobić przecież....
na tym forum trzeba się wspierać a ja mam teraz Wasm zasmucać...nie wiem czy
powinnam to pisać...i z góry przepraszam że to będzie bardzo długa
historia.........
pamiętacie pewnie że moje bycie na forum skończyło się tym że poszłam do tego
patologa ciążowego był pęcherzyk 5 mm w macicy i miałam przyjść za 2 tygodnie
(czyli w 7 t.c.) żeby zobaczyć zarodek i serduszko....ale nie doczekałam tego
dnia - zabrakło 3 dni....a całe te prawie 2 tygodnie czułam się świetnie.....
- niedziela 8.10 - wieczorem panika, pojawiła się krew, tel. do gina i pędem
do szpitala na izbę przyjęć....no i się dowiedziałam że pęcherzyk urósł tylko
2 mm czyli do 7 mm zamiast do 20 mm, brak echa zarodka...beta
koszmar...dostałam środki uspokajające i kazali jechać do domu warunkowo i
czekać na poronienie tj. na silne krwawienie....
- poniedziałek 9.10 - krwawienie się nie nasila, ja w głowie układam sobie że
to martwe puste jajo płodowe że koniec, mąż ze mną w domu został, mama dzwoni
i pociesza że lepiej że to się dzieje teraz niż jakbym już widziała
dzidziusia itd....serce mi pękało....wieczorem zaczęły się dziwne objawy
parcia na stolec...znów tel do gina znów kazał pędzić do szpitala i zwrócić
uwagę na to parcie bardziej niż na to lekkie krwawienie...strach....ale
myślałam że wrócę już wyczyszczona...po wszystkim...szpital - usg pęcherzyk
nadal jest, krwawienie ...no to jeszcze nie poronienie, beta urosła trochę od
poprzedniej nocy do 2890, no i dalej diagnoza że nadchodzi
poronienie...pomimo że odrobinę beta urosła...ale mało więc pomimo że jajo
martwe to jakieś tam tkanki jeszcze żyją i niby dlatego beta mogła trochę
urosnąć...znów powrót do domu z przykazem że jakby się coś działo to wracać i
czekać na poronienie.....jakie to okrutne....jak bardzo wolałabym żeby to
poronienie stało się znienacka...a nie tak leżeć krwawić trochę i czekać...to
był już drugi dzień koszmaru....
- wtorek 10.10 - nadal poronienie nie przychodziło. przy każdej większej
plamce wołałam męża czy to już czy już po....ale to ciągle nie było
to....mama kazała mi chodzić żeby to ruszyło ale ja jakoś leżałam i ryczałam
i nie mogłam wstać miałam jakieś złe przeczucie...żeby leżeć....wieczorem na
20stą mieliśmy umówioną wizytę u tego patologa (tą na której miałam zobaczyć
zarodek i serduszko) postanowiliśmy pojechać pomimo już znanej diagnozy...
wizyta zakończyła się tym że gin dzwonił do szpitala i już telefonicznie
kazał mnie izbie przyjęć przyjmować natychmiast na oddział....wyrok: to nie
poronienie, najprawdopodobniej żywa ciąża pozamaciczna w przestrzeni między
lewym jajnikiem a lewym jajowodem....natychmiast trzeba ja usuwać, trzeba
ratować pani życie....jak to możliwe pytam skoro mam martwą ciążę wewnątrz
macicy. mam przecież ten pęcherzyk....okazuje się że w pozamacicznej istnieje
tzw. pseudopale tyle ze mną przeżyłyście...ale jeśli jesteście smutne to
proszę nie czytajcie dziś tej historii....ja jestem na dużych dawkach
relanium....raz płaczę raz się na chwilę uspokajam....
KONIEC mojego szczęścia i cudu!!! ale nie taki zwykły....56at, Agnieszka.Krak
miałyście rację...słabo rosnąca beta to od początku zły znak i ja to gdzieć w
głębi duszy wiedziałam...ale nic nie szło zrobić przecież....
na tym forum trzeba się wspierać a ja mam teraz Wasm zasmucać...nie wiem czy
pisać...i z góry przepraszam że to będzie bardzo długa historia.........
pamiętacie pewnie że moje bycie na forum skończyło się tym że poszłam do tego
patologa ciążowego był pęcherzyk 5 mm w macicy i miałam przyjść za 2 tygodnie
(czyli w 7 t.c.) żeby zobaczyć zarodek i serduszko....ale nie doczekałam tego
dnia - zabrakło 3 dni....a całe te prawie 2 tygodnie czułam się świetnie.....
- niedziela 8.10 - wieczorem panika, pojawiła się krew, tel. do gina i pędem
do szpitala na izbę przyjęć....no i się dowiedziałam że pęcherzyk urósł tylko
2 mm czyli do 7 mm zamiast do 20 mm, brak echa zarodka...beta
koszmar...dostałam środki uspokajające i kazali jechać do domu warunkowo i
czekać na poronienie tj. na silne krwawienie....
- poniedziałek 9.10 - krwawienie się nie nasila, ja w głowie układam sobie że
to martwe puste jajo płodowe że koniec, mąż ze mną w domu został, mama dzwoni
i pociesza że lepiej że to się dzieje teraz niż jakbym już widziała
dzidziusia itd....serce mi pękało....wieczorem zaczęły się dziwne objawy
parcia na stolec...znów tel do gina znów kazał pędzić do szpitala i zwrócić
uwagę na to parcie bardziej niż na to lekkie krwawienie...strach....ale
myślałam że wrócę już wyczyszczona...po wszystkim...szpital - usg pęcherzyk
nadal jest, krwawienie ...no to jeszcze nie poronienie, beta urosła trochę od
poprzedniej nocy do 2890, no i dalej diagnoza że nadchodzi
poronienie...pomimo że odrobinę beta urosła...ale mało więc pomimo że jajo
martwe to jakieś tam tkanki jeszcze żyją i niby dlatego beta mogła trochę
urosnąć...znów powrót do domu z przykazem że jakby się coś działo to wracać i
czekać na poronienie.....jakie to okrutne....jak bardzo wolałabym żeby to
poronienie stało się znienacka...a nie tak leżeć krwawić trochę i czekać...to
był już drugi dzień koszmaru....
- wtorek 10.10 - nadal poronienie nie przychodziło. przy każdej większej
plamce wołałam męża czy to już czy już po....ale to ciągle nie było
to....mama kazała mi chodzić żeby to ruszyło ale ja jakoś leżałam i ryczałam
i nie mogłam wstać miałam jakieś złe przeczucie...żeby leżeć....wieczorem na
20stą mieliśmy umówioną wizytę u tego patologa (tą na której miałam zobaczyć
zarodek i serduszko) postanowiliśmy pojechać pomimo już znanej diagnozy...
wizyta zakończyła się tym że gin dzwonił do szpitala i już telefonicznie
kazał mnie izbie przyjęć przyjmować natychmiast na oddział....wyrok: to nie
poronienie, najprawdopodobniej żywa ciąża pozamaciczna w przestrzeni między
lewym jajnikiem a lewym jajowodem....natychmiast trzeba ja usuwać, trzeba
ratować pani życie....jak to możliwe pytam skoro mam martwą ciążę wewnątrz
macicy. mam przecież ten pęcherzyk....okazuje się że w pozamacicznej istnieje
tzw.pseudopęcherzyk który jest ściemą i jak się pojawia to lekarz sądzi że to
normalna ciąża wewnątrzmaciczna i czeka się na pojawienie się tam zarodka...a
zarodek tymczasem rozwija się gdzie indziej...w jajowodzie, lub brzuchu lub
jajniku lub w szyjce macicy....a ten pieprzony pęcherzyk przecież czeka każda
kobieta aby go zobaczyć.... widząc pęcherzyk nie można się jeszcze cieszyć bo
to może być ten cholerny pseudo....owszem pewnie w 99 procentach jak on się
pojawia w macicy to będzie normalna ciąża ale czasem niestety.....jest
inaczej.
mąż gnał do szpitala jak szaleniec ...ja ryczałam i trzęsłam się, on
płakał...o Boże to był koszmar....dwa dni uświadamiałam sobie że moja ciąża
jest martwa a teraz nagle słyszę że zarodek żyje i ja muszę go usunąć...Jezu
co się działo wtedy w mojej głowie....plątanina myśli przerażenie, odwrócenie
sytuacji o 180 stopni.....było martwe teraz żyje....co się dzieje......
w szpitalu już na mnie czekali...badało konsultowało mnie trzech
lekarzy...beta znów wzrosła (zobaczcie jak trzeba to beta może być w kilka
minut a nie czekanie cały dzień na wynik) badania krwi, stwierdzenie afektu
3,7 cm (afekt to żywy zarodek poza macicą) przerażenie, moi rodzice gnali do
poznania w tą noc....mąż ryczał przed swoją teśiową ponoć jak dziecko...
a ja zostałam sama....pilnowali mnie jak nie wiem co...tysiąc usg tysiąc
badań krwi....modliłam się całą noc. ostatnie badania miały
Obserwuj wątek
    • asiunia555 c.d. 17.10.06, 13:56
      ostatnie badania miały być decydujące czy operacja będzie jeszcze w
      nocy...nigdy nie zapomnę tych 1,5 godziny czekania na wyniki...nigdy w życiu
      się tak nie bałam...pojawiła się wprawdzie odrobina krwi w jamie brzusznej ale
      nie było krwotoku wewnętrznego...odetchnęłam że operacja będzie rano - wiadomo
      w dzień w szpitalu jest pełna obsada personel ....Boże nie mogłam uwierzyć że
      mój dzidziuś żyje a oni mi go usuną.....nie mogłam skupić się na tym że w
      każdym momencie może pęknąć mi jajowód że mogę go stracić i że mogę stracić
      życie....moje życie mnie nie obchodziło...myślałam tylko o moim cudzie. żywym
      cudzie....
      - w końcu nadszedł dzień...środa rano...bada mnie pani profesor (a propos ta do
      której szukałam namiarów na forum) i znów słyszę coś innego!!!!!!!!!!!!!
      wróciłam na salę zaryczana z obłędem w oczach i w głowie na pewno też miałam
      obłęd: usłyszałam tak jest ciąża pozamaciczna żywa, beta rano znów wzrosła do 3
      tys. ale to co w macicy to nie jest pseudopęcherzyk od ciąży pozamacicznej
      tylko normalna ciąża wewnątrzmaciczna......operacja za chwilę...bo nie mogą
      podać mi jakiegoś metahetraxu (nie pamiętam nazwy) na zabicie pozamacicznej bo
      istnieje 1 % szansy (na 100) że to w macicy żyje i lek zabiłby obie
      ciąże...natychmiast laparoskopia w pełnej narkozie z intubacją, kazała zamówić
      krew...Boże to co słyszałam to w mojej głowie się nie mieściło....
      dzwonie do męża...on pyta asia co ty do mnie mowisz????ja też nic nie
      rozumiałam. ryczałam krzyczałam przysłali psychologa, który gó.. pomógł....
      już nie miałam siły...ten jeden procent nadziei znów przewrócił wszystko w
      głowie chociaż jasno powiedzieli że nie mam mieć żadnych nadziei.....
      - po operacji było fatalnie, nie mogłam dojść do siebie po narkozie, wymioty
      krwawienie ból, a przede wszystkim ból serca. pękło. nie wiem czy kiedykolwiek
      się sklei
      - czwartek 12.10 - fatalnie...mąż i mama przy mnie...w końcu odzyskałam
      prawdziwie przytomność bo w środę nic nie kontaktowałam poza rzyganiem...i
      spaniem... rozmowa z panią prof. beta drastyczny spadek z 3 tys. do
      796.wiedziałam że już na ten 1% nie liczę ale tego zbadać nie można było dzień
      po operacji - miałam czekać do piątku na usg. ale nie wiedziałam też czy
      zachowany jest jajowód jajnik....na szczęście tak! jedyny pozytyw tego koszmaru.
      ale badanie histopatologiczne nie potwierdziło w 100% że to co usunęli to był
      rozwijający się zarodek. jakaś zmiana cystowata z krwią, nie torbiel nie ciałko
      żółte nie torbiel endometrialna....może bardzo wczesny trofoblast...ale skoro
      beta zaraz po operacji tak spadła to jakby jednak była tam ciąża, ale też z
      drugiej strony mogło ruszyć poronienie tej drugiej wewnątrzmacicznej i zbiegło
      się w czasie i dlatego beta spadła.koszmar i przerażenie!!! każą cieszyć się że
      żyję....że zachowane lewe przydatki....- ale jak tu się z czegoś cieszyć
      JAK??????????????????????????
      - piątek 13.10 usg pęcherzyka w macicy już nie ma, już wiadomo że
      koniec....krwawienie trwa,na pewno poronienie tej ciąży wewnątrzmacicznej,
      oczekiwanie jeśli się nasili to kolejny zabieg - łyżeczkowanie macicy, jezu jak
      ja się bałam już nie miałam siły na kolejny zabieg, byłam cała obolała,
      płacząca i ten ból psychiczny...na to relanium ani środki przeciwbólowe ani
      kroplówki nie pomagały....sad
      - sobota 14.10 - beta dalej spada, cyba na dwieście z ogonkiem, rano usg i info
      że czyszczenia raczej nie będzie bo macica sama się obkurcza i ładnie oczyszcza
      i że zawsze lepiej jak samo się oczyści niż jak trzeba mechanicznie to
      robić....lekka ulga bo naprawdę nie miałam już siły na kolejne cierpienie.
      - niedziela 15.10 - ranki po laparo ładnie się goją, krwawienie słabnie, ale
      wyłaziły ze mnie liczne skrzepy ale mówili że to dobrze, sesje z psychologiem,
      ataki płaczu - mijając na korytarzu leżące na tym odzdziale patologii ciąży
      uśmiechnięte panie masujące swoje brzuszki...serce naprawde mi pękło.
      - poniedziałek 16.10 - decyzja o wyjściu ze szpitala zależy od bety. czekam na
      wynik spadła do 133. wypis, rozmowa z panią prof.która przeprasza mnie że
      wypisując mnie do domu nie może postawić jednorodnej diagnozy. są dwie wersje:
      1. ciąża wewątrzmaciczna obumarła i poronienie samoistne tej ciąży plus
      usunięta ciąża pozamaciczna. byłyby bliżniakisad Boże i ja to wszystko
      straciłam...lub
      2. była tylko ciąża wewnątrzmaciczna która obumarła i poronienie, a to co
      usunęli to moja istniejąca od dawna torbiel która pod wpływem hormonów
      ciążowych zaczęła się rozrastać rozlewać wytworzył się w niej krwiak i dała
      obraz jakby był to afekt.
      wstępny wynik histopatologii mówi że była to tkanka łączna z przemianą
      doczesnową ale nie zarodek. pełny wynik histo będzie dopiero w poniedziałek i
      może wtedy będzie można ustalić wersję.
      - dziś - jestem w domu, końcóka krwawienia, w sobotę muszę sprawdzić betę i w
      przeciwieństwie do Was wszystkich dziewczyny modlić się żeby spadła a nie była
      wysoka - najlepiej do zera, w pon. odebrać histo i wtorek z wynikami do
      kontroli. a jeśli coś się zacznie dziać: temp. wysoka silne krwawienie to
      natychmiast do szpitala...

      Oczywiście na kilka miesięcy ZAKAZ starań, zawieszenie, a jak pomyślę że po tym
      okresie wstrzymania znów długie misiące walki to nie chcę mi się żyć.
      dziewczyny to tak boli. ta niewiadoma co w sumie straciłam......

      dziękuję że 12 września czekałyście ze mną cały dzień na moją betę! że potem
      mnie wspierałyście...pocieszałyście i dawłyście nadzieję.
      życzę Wam szybkich wysokich pięknie rosnących bet i zdrowych dzidziusiów.
      nie wiem czy dam radę psychicznie wejść czasem na forum...chciałabym...bo
      chciałabym cieszyć się Waszym szczęściem....ale musi minąć żałoba - jak
      powiedziała psycholog.
      ściskam Was mocno i przepraszam że tak się rozpisałam i to tak smutno...na tym
      forum...bo sama wiem jak miło nam czytać historię z cudami (tak jak u mnie i
      męża)... za co to cierpienie??? czy ktoś mi odpowie??? czy ja kogoś tak
      krzywdzę że muszę ciągle cierpieć??? po co mi była ta radość na te kilka
      tygodni???? PO CO???? JAKI JEST W TYM SENS KTÓREGO NIE UMIEM ZNALEŹĆ????
      asia
      • szyma13 Re: c.d. 17.10.06, 14:15
        Tam mi przykro sad(
        Aż sama się poryczałam. Nawet nie mogę sobie wyobrazić co czujesz.
        Mocno cię przytulam.
        Życzę Ci aby rana w serduszku szybko się zagoiła.
        Ale wiem że nigdy tego nie zapomnisz.
        I nie waż się pisać że nie będziesz miała sił na ponowną walkę.
        Na pewno da Ci wsparcie rodzina i my na forum.
        Przecież sama wiesz o co walczyć, a co innego ma sens ??
        Niestety nasze życie jest jedną wielką walką.
        Mocno przytulam
        • sylwia19791 Re: c.d. 18.10.06, 12:11
          strasznie to wszystko niesprawiedliwesad(((
      • mimi282 Re: c.d. 17.10.06, 14:22
        Asiu, jest mi bardzo, bardzo przykro, sciskam Cię mocno.
      • mallyn Re: c.d. 17.10.06, 14:24
        Asiuniu myślę o Tobie, wspólczuję, przytulam...
      • marcy_83 Re: c.d. 17.10.06, 15:14
        przytulam....
        nic wiecej nie moge zrobic...
      • alinka761 Re: c.d. 17.10.06, 20:32
        Asiunia moje słowa niewiele pomogą ale przytulam Cię z całych sił.Jest mi tak
        bardzo,bardzo przykrosad((((Chyba nie powinnam czytać takich historii w obecnym
        stanie ale już za poźnosad(((
      • kaska0404 Asiunia 18.10.06, 07:37
        Asiunia tak strasznie mi przykrosad(((((((
        płaczę jak bóbr jakie to niesprawiedliwe
        przytulam Cie mocno
        trzymaj się dzielnie
        pamietaj że jesteśmy z Tobą
    • tekla12 Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 17.10.06, 13:57
      Asiuniu kochana mocno przytulam i myślami jestem z tobą
      • eszforcik Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 17.10.06, 14:06
        Asiunia, przytulam Cię mocno. Mam łzy w oczach i najchętniej tobym sobie
        poryczała, ale jestem w pracy, więc nie mogę.
        • edaliti Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 17.10.06, 14:13
          wiesz placze jak dziecko gdy przeczytalam ten list wiem jak sie czujesz ale
          pmietaj czas leczy rany i potem znowu widzisz slonce sciskam mocno
          • ewa.sz3 Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 17.10.06, 14:51
            bardzo wiele przeszłaś - jest mi bardzo przykro ;-(
            pozdrawiam
    • ivoral Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 17.10.06, 14:49
      Asiunia,
      cieplutko Cie pozdrawiam i przytulam.
    • tymonka30 Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 17.10.06, 14:50
      Okropnie niesprawiedliwe!!!! Nie wierzyłam jak Iwcia napisała w skrócie ale
      teraz już wierzę sad((((((((( I strasznie mocno Cię ściskam!!!! Strasznie
      Asiu!!!! Czas leczy rany... wiesz o tym... masz kochającego m. .... i
      nas!!!!! sad(((((((
      • jola733 Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 17.10.06, 15:00
        sad..................
    • jula1232 Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 17.10.06, 14:54
      Asiu mimo że cie nie znam, to ciągle zaglądałam, by sie dowiedzieć co u ciebie.
      Strasznie mi przykro!!!! Wiem że otworzyła ci sie w serduszku rana która długo
      bedzie sie goic!!!! Mam nadzieje, ze szybko znów zaświeci dla ciebie słońce.
      Trzymaj sie!!!!
    • kociaczek22 Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 17.10.06, 15:24
      poryczałam się, jak dziecko
      tak strasznie mi przykro!!!
    • lomre Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 17.10.06, 16:11
      Asiu, współczuję Ci ogromnie i przytulam. sensu nie szukaj, bo go pewnie nie
      znajdziesz.
      Ja miałam tylko (tylko - w oporownaiu z Twoimi przejściami) łyżeczkowanie w 8
      tyg. , bo ciąża obumarła, ale sensu tego nie rozumiem do dziś. Rana z czasem
      się goi, dziś juz potrafię o tym rozmawiać, ale do końca życia będę o tym
      pamiętać. W ubiegłym tyg. moja kuzynka przechodziła to samo co ja.
      Życzą powrotu do sił i zdrowia i znalezienia harmonii i spokoju w sobie czy
      rodzinie. Przytulam mooooocno
      • gogolina77 Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 17.10.06, 16:48
        Asiu tak mi strasznie przykro...Trzymaj się jakoś
        • agnieszka.krak Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 17.10.06, 16:52
          nawet nie wiesz jak bardzo mi przykro i jak bardzo Cie rozumiem. dzielna jestes
          dziewczyna i jeszcze słoneczko zaswieci specjanie dla Ciebie
          • magdamajewski Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 17.10.06, 17:14
            wiem przez co przeszlas... ja tez dostalam wewnetrznego krwotoku i musieli
            usunac drugiego blizniaka bo inaczej bym nie przezyla, ja plakalam ze nie
            obochodzi mnie co sie ze mna stanie, maz plakal i blagal zebym sie zgodzila na
            zabieg. Na stole operacyjnym nie mialam juz wyboru... Zycie jest okrutne i
            niesprawiedliwe, tylko tyle moge powiedziec
          • szklanapulapka2 Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 17.10.06, 17:15
            Asiuniu... to wszystko nie tak miało być, wiem... Na nic się zdadzą nasze słowa
            pocieszenia, przytulanie, współczucie (choć niewątpliwie żadna z nas ich nie
            szczędzi Tobie). Wiem, że to koszmar, co przeżyłaś. Nie szukaj, Kochana, sensu,
            bo go nie znajdziesz. to wszystjko jest zaplanowane gdzieś na górze i chyba po
            prostu trzeba to przyjąć. Nie wiem tylko skąd brac na to pokorę, ufność...
            Musisz teraz spróbować żyć. Masz dla kogo, masz męża, rodzinę i... z pewnością
            już wkrótce będziesz potrzebowała sił aby donosić swoje ukochane, wymarzone
            dziecko. Bo tak będzie Asiu, choć może trudno Ci teraz w to uwierzyć. Wiesz...
            ja mam w pracy dwie koleżanki, które zaszły w ciążę w tym samym czasie . jedna
            z nich właśnie dziś bądź jutro będzie miała cc - urodzi córeczkę. Druga...
            poroniła w 12 tyg. ciąży. Wiesz co czuła ta koleżanka, która poroniła, widząc
            na codzień tę drugą, która byłą w ciąży? ciągle rozmyślając, jak wyglądałabym
            ona sama... Przecież były w tym samym tygodniu ciąży. I byliśmy świadkami, jak
            ta dziewczyna, która poroniła, starała się diabelnie szybko stanąć na nogi.
            Robiła wszystko, aby próbować wrócić do życia, choć cierpiałą nieludzko. Mieli
            z mężem pół roku zakazu starań. W tym czasie Koleżanka jeździłą na różne
            wycieczki, zaangażowała się w życie szkoły... i minęło to pół roku jak z bicza
            strzelił. Dziś jest znów w 10 tyg. ciąży. Zaszła w pierwszym cyklu, w którym
            dostała na to pozwolenie. Jestem pewna, ze i Tobie sie uda. Strata dziecka jest
            czymś niewiarygodnie okropnym, cięzkim do przeżycia, ale... nic już nie
            zmienisz, skoro stałą sie faktem. Twoja Mama ma świętą rację, że jeśli było to
            nieuniknione, to lepiej teraz... Asiuniu, spokojnie, powolutku wrócisz do
            życia. Nie uciekaj od ludzi, od nas. Chociaż spróbuj...Pamiętasz piegooska?
            Pamiętam jak dziś dzień, w którym tak jak Ty, powoli roniła. Trwało to chyba 2-
            3 dni. To było już któreś jej poronienie. Też była załamana, a teraz... nosi
            pod sercem bliźnięta. Jednak sie udało. I Tobie tez się uda, asieńko.
            Powolutku, spokojnie, cierpliwie... Wiem, że to brzmi jak banał, ale nie masz
            innego wyjścia. Dostałaś zakaz sexu i staranek. I dobrze. Wykorzystaj ten czas,
            podlecz swoją psychikę, wycisz się, może wyjedź gdzieś.. A potem wszystko ruszy
            jak z płatka. Bardzo mocno ci kibicuję. Pamiętaj, przegrałaś jedną bitwę, ale
            wojna jeszcze nie skończona. Całuję Cię bardzo mocno. Agnieszka.
    • 56at Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 17.10.06, 16:54
      Asiunia przytulam njczulej jak potrafie.
      Trzymajcie się.
    • lianis Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 17.10.06, 17:15
      O matko...
      Asiu przytulam Cie mocno, wierze ze nadejdzie w koncu dla Ciebie ukojenie
    • kinia19830 Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 17.10.06, 17:34
      Asiu tak bardzo mi przykro,aż mi się nie chce wierzyć,że to Cie spotkało,ściskam
      Cie mocno i przytulam,trzymaj się jestem z Tobą.Kinia
    • mika_marcina Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 17.10.06, 20:13
      Nie znamy się, ale to nie przeszkadza w tym, żeby połączyc się z Tobą w bólu.
      Przytulam i zyczę jak najszybciej tej iskierki nadziei, która nas tu wszystkie
      trzyma.
      • aga_b3 Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 17.10.06, 21:27
        Asia, dziewczyny powiedzialy juz chyba wszystkie madre rzeczy, ktore przyszly
        mi do glowy. TAK STRASZNIE, STRASZNIE MI ZAL CIEBIE I TWOJEGO MEZA. Psycholog
        mial na pewno racje w jednym: teraz czeka Was zaloba, ktora musicie przejsc w
        pelni, aby odrodzic sie do nowego zycia i nowych staran. Zapalcie 1.XI
        swieczke, rozwazcie w Waszych sercach Wasz bol i wymowcie slowa pozegniania.
        Macie absolutne prawo do zalu, cierpienia, poczucia straty i bezsensu zycia.
        Ale wiem jedno: to minie.

        Na pocieszenie jeszcze jedena historia z zycia. Moja bliska kolezanka poronila
        1 ciaze, przez lata nie mogla zajsc w druga, w koncu sie udalo. Widzialm juz
        USG jej fasolki. Ciaza jednak obumarla wskutek bledu lekearza, ktory kazal jej
        brac lek na jej chorobe, ktory okazal sie zabojczy dla dziecka. W szpitalu nie
        chcieli jej usunac tej martwej ciazy, kazali ja "naturalnie urodzic". Mam
        jedynie mgliste pojecie, przez jaki koszmar przeszla, bo czekanie sie
        przedluzalo, jej organizm sie zatruwal, a psychika i serce umieralo z kazdym
        dniem. Gdy wrocila do pracy byla cieniem dawnej siebie, dlugo chodzila ubrana
        na czarno i bez pytania wiedzielismy, ze nosila zalobe po swej stracie.

        A dzis? Jest szczesliwa mama kilkumiesiecznej coreczki, zaszla w
        ciaze "przypadkiem", gdy juz szykowali sie z mezem do adopcji. Asia, ja wierze
        w happy endy i zobaczysz, ze stanie sie on Twoim udzialem. Nawet jesli w to
        teraz nie wierzysz. Przytulam Cie BARDZO MOCNO.
    • coccinelle76 Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 17.10.06, 21:22
      Wiem, ze zadne slowa tu nic nie pomoga...Przytulam do serca





    • anitka761 Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 17.10.06, 21:26
      To bardzo smutne i nie sprawideliwe. Wyobrazam sobie co czujesz jednak czas
      leczy rany. wiem , ze to co teraz napisze nie jest wielkim pocieszeniem w tej
      sytuacji ale bardzo istotne jest to, ze zaszlas w ciaze bo to znaczy ,
      ze ,mozecie miec dzieci i to daje wielkie nadzieje.trzymaj sie mocno.
      pozdrawiam Anitka
      • kasiaaa85 Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 17.10.06, 23:05
        Droga Asiu bardzo mi przykro sad((
        Nie bede sie rozpisywala bo w takich chwilach nie wiem co napisac.Lzy cisna sie
        do oczu i rodzi sie pytanie: Dlaczego???Na ktore nigdy nie znajdziemy
        odpowiedzi...
        Przytulam Cie mocno
    • cassandra_cass Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 17.10.06, 23:23
      Ryczę jak głupia! Już nawet nie widzę tego co piszę... Asiuniu... Kochana...
      żadne słowa nie oddadzą tego co czuję! Jest mi tak strasznie przykro...
      Wspomnienia powróciły i u mnie sad Ale czas leczy rany Asiuniu! Naprawdę! A ta
      koszmarna niesprawiedliwość zawsze była i zawsze będzie, nie ma na nią rady!!!
      Są żeczy , na które nie mamy wpływu... Jest taka modlitwa, "Modlitwa o Pogodę
      ducha", która właśnie w takich chwilach zawsze przychodzi mi do głowy... czy
      pomaga??? sama nie wiem! sad

      "Boże, użycz mi pogody ducha,
      abym zaakceptował to, czego nie mogę zmienić,
      odwagi,abym zmieniał to, co mogę zmienić,
      i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego"

      Wiem, że jak serce tak bardzo boli to niewiele jest w stanie pomóc!

      Asiuniu masz cudownego męża, ale o tym nie muszę ci mówić. Musisz być silna dla
      niego smile Wierzę w to, że czeka was jeszcze wiele dobrego i życze wam tego z
      całego serca!

      Całuję ściskam gorąco, Cass

      • coco17 Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 17.10.06, 23:26
        wspólczuję
        asiu,pomodlę się za ciebie,bo przecież nic nie jest w stanie cię
        pocieszyć.trzymaj sie mocno
        coco
        • kitek29 Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 18.10.06, 07:35
          ściskam mocno...tyle moge zrobic...
          jestes i tak bardzo dzielna w calej sytuacji..

          sad((

          k.
          • sun32 Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 18.10.06, 10:18
            :"((((((
            Całuję Cię mocno sad((
          • hania2005 Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 18.10.06, 10:19
            Asiunia czytam tę historię i płaczę. Jakbym o sobie czytała... Wróciły
            wspomnienia i jest mi strasznie smutno i z twojego powodu i z mojego i żal mi
            wszystkich dziewczyn które przezyły coś podobnego, a jest ich wiele. Jak sobie
            przypomnę ze mogłabym miec bliźniaki to.......ech, Asiunia najwazniejsze, że my
            żyjemy, że możemy walczyć dalej, mamy kochające rodziny. Ja niewiele brakowało
            a osierociłabym trzyletniego synka.
            Proszę Cię nie poddawaj się! Wiem co czujesz, naprawdę wiem. Strasznie mi
            przykro. Ściskam Cię mocno i przytulam.
    • ronia.p Dobrze, że to napisałaś. 18.10.06, 10:53
      Bardzo dobrze,że opisałaś na forum cały swój ból, bo to pierwszy krok do
      zagojenia Twojej poszarpanej rany.
      Niestety wiem co czujesz, bo 13.09.2005 też utraciłam swoją fasolkę, choć nie
      przeszłam takiego koszmaru co Ty.
      Wiem też, że prawdą jest, że okres żałoby musi minąć i dopiero wtedy jesteś w
      stanie pozytywnie i bez lęku ponownie zacząć starania.

      Moja żałoba trwała prawie rok. Ten okres czasu to okres buntu wobec Boga,
      załamanie i złość na porządek tego świata. To doświadczenie niestety nauczyło
      mnie zazdrości wobec obcych brzuszków i obcych dzieci.
      Ale to wszystko trzeba przejść.
      To taka nasza Golgota.

      Pytasz: dlaczego? po co? jaki to ma sens? czy warto żyć?
      Jak również zadajesz sobie pytania w stylu: to byłby on czy ona? jaki
      miałby/miałaby kolor oczu, włosów? do którego z nas- do mnie czy męża byłoby
      podobne?
      Te pytania będą do ciebie jeszcze wracały tysiące razy, jak bumerang.
      A z czasem te pytania duszy ucichną, staną się mniej bolesne i zbledną.

      Teraz nie walcz z bólem, wypłacz się wykrzycz swoje cierpienie. To przynosi ulgę.
      Nie zmuszaj się do kontaktu z ludźmi jeśli nie masz na to ochoty, ale nie
      zamykaj się przed ludźmi, nie rób z tego tajemnicy, pozwól sobie na współczucie
      innych ludzi. Pozwól sobie udzielić wsparcia.

      Pytasz o sens cierpienia?
      Podobno bez niego nie zrozumielibyśmy szczęścia. Zrozumiesz to kiedyś, gdy
      weźmiesz na ręce swoje meleństwo.
      A kto powiedział, że życie na ziemi to raj? To po prostu życie i nie jest usłane
      kwiatami.
      Na pewno nigdy nie przestawaj marzyć! Bo marzenia się spełniają, tylko nie w
      taki sposób i nie tym czasie, kiedy się ich spodziewamy, bo inaczej nie byłyby
      marzeniami.

      W tytule napisałaś, że chyba nie powinnaś swojej historii pisać na forum.
      Właśnie, że powinnaś i bardzo dobrze zrobiłaś.
      Dla mnie dobrą terapią było i jest właśnie to forum. Forum a właściwie to inne
      dziewczyny pomogły mi otrząsnąć się z traumy, wziąć się w garść i zacząć działać
      pomogły mi spojrzać na moją sytuacją realnie a nie w czarnych czy różowych
      kolorach.
      Za to będę wdzięczna Wam i Tobie Asiunia także do końca życia.

      Dzięki forum nauczyłam się, że nie można walczyć z Bogiem, przeznaczeniem czy
      losem. Można tylko pokornie przyjmować to co jest nam pisane, a ze swojej strony
      zrobić wczystko, co w naszej mocy by osiagnąć szczęście.
      Niestety dość mylnie mówimy o naszych "staraniach" "walka".

      Kiedy przestaniesz walczyć a zaczniesz zwyczajnie przyjmować z radością kolejne
      dni życia i starać się przeżyć je jak najlepiej i jak najintensywniej
      wykorzystywać dany Ci czas, będziesz wreszcie szczęśliwa.
      To przyjdzie z czasem.

      Relanium? Jeśli to na uspokojenie, to odstaw to gó..o i pozwól sobie na
      prawdziwe emocje. Boli bardziej, ale szybciej to minie i wyzwolisz się od
      dręczących cię wspomnień. Na szczęście "czas..." wiesz co robi najlepiej, więc
      daj sobie trochę czasu na zapanowanie nad włsnym życiem.

      Mam nadzieję,że nie poczytasz mi tego postu jako zarozumiałość. Ja rozumiem i
      przytulam cię cieplutko...Udźwigniesz ten ciężar.
      Wszystkie jesteśmy z Tobą.
      • dooh2 Re: Dobrze, że to napisałaś. 18.10.06, 11:11
        Asiunia, brak mi słów...
    • aaaaaaa37 Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 18.10.06, 13:05
      Asiu!!duzo by tu pisac....TRZYMAJ sie mocno, bedzie dobrze, uwierz w to, kiedys
      musi byc z gorki...
      • tekla12 Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 18.10.06, 15:26
        Asiuniu zaglądasz tutaj? Daj znać jak się dzisiaj czujesz plissss!
    • ronia.p Asiunia, odezwij się ... 19.10.06, 12:21
      Nie zamykaj się w skorupce rozpaczy, chociaż tak jest najprościej,
      proszę Cię o to...
      Trzymaj się kochana.
      • tymonka30 Re: Asiunia, odezwij się ... 19.10.06, 12:22
        Asiunia mam nadzieję, że nie bierzesz już relanium. To psychotrop, rozwala
        jeszcze bardziej, spróbuj sobie poradzić bez tego, please!!!!!! sad((( Błagam
        napisz coś nam, zobacz ile dziewczyn się martwi o Ciebie!!!!!
    • asiunia555 dziękuję Wam !!! 20.10.06, 17:02
      jestem. rzadko. ale jestem. nie wiem czy teraz będę.
      czerwone światło na kilka miesięcy.
      tak mi z tym źle. jak pomyślę że kiedy w maju bym rodziła to dopiero dostaniemy
      przyzwolenie na starania.
      kochane jesteście ale zrozumcie że może na ten czas odejdę...chyba że nie
      wytrzymam bo w końcu nałóg to nałóg...
      więc kto wie. może będę mieć siłę, a może będę potrzebować pomocy, może ja
      komuś będę mogła coś poradzić.
      walczcie dalej dzielnie. jak sama wiem cuda się zdarzają...niestety czasami
      jeszcze nie jest na nie właściwa pora...
      buziaki i dziękuję za wszystkie ciepłe Wasze słowa.
      asia
      • tymonka30 Re: dziękuję Wam !!! 20.10.06, 17:52
        No, żyjesz! Zrób jak czujesz, może rzeczywiście odpocznij od forum,... ale jak
        tylko będziesz miała chęć pogadać to pisz, podglądaj, może z czasem napiszesz
        też coś na privat na co liczę po cichu... troszeczkę lepiej chociaż?
        • kaska0404 Re: dziękuję Wam !!! 21.10.06, 08:35
          Asiunia trzymaj się kochana
          pamietaj że jesteśmy z Tobą
          • zlota14 Re: dziękuję Wam !!! 21.10.06, 21:35
            Witaj Kochanienka!
            Wiesz moja babcia mi zawsze powtarzala , ze kazdy z nas w swoim zyciu dostaje
            taki krzyz jaki jest w stanie udzwignac, ani mniejszy ani wiekszy.
            Wylam jak bobr czytajac to co napisalas.Wiem ze nie jestem w stanie w zaden
            sposob Ci opmoc.Naprawde rozumiem co czujesz ,ale pamietaj nie trac nadzieji .Z
            calego serca zycze Wam upragnionei Pieszczoszki!
            Buziaczki.
    • monik39 Re: chyba nie powinnam tej historii Wam pisać.... 20.10.06, 20:36
      Asia, płaczę i przytulam Cię mocno.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka