Dodaj do ulubionych

bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźcie!

10.05.07, 12:13
Dziewczyny klochane, proszę, pomóżcie! Zabieram sie już trzeci raz do
napisania o swoich dylematach. Boże, nigdy w życiu nie przypuszczałam, że
będę takowe miała, kiedy już zacznę całą procedurę. Przecież ja od listopada
niczym innym nie żyłam, jak tylko tym, kiedy wreszcie będę mogła zacząć
przygotowania. A teraz... kiedy mogę... kiedy w łaściwie... zaczęłam... boję
sie. Mam takie straszne moralne dylematy. Moja historia w max. skrócie: mam
33 lata, od 8 lat jesteśmy małżeństwem ( przeciętnym, w miarę szczęśliwynm, a
apogeum szczęścia osiągnęliśmy 18 czerwca 2004r., kiedy to na świat przyszedł
nasz wymarzony, wymodlony synek - Adaś). Od pierwszych sekund po ślubie
rozpoczęliśmy batalię o dziecko. Najpierw naturalnie, kiedy sie nie udawało,
to tranzytem przez całą Polskę, u wszystkich lekarzy. Diagnoza: pochwica
iniepłodność idiopatyczna. 4 inseminacje w Gamecie, 6 kolejnych u dr Niwalda.
6 - ta z kolei iui powiodła się. Dzięki niej jest Adaś. Jakoś nigdy nie
miałąm dylematów, gdy staraliśmy się za pomocą inseminacji. Wg. mnie to było
takie półnaturalne zapłodnienie. Niestety w listopadzie br. okazało sie, zę
jedyną dla nas szansą jest in vitro. Szalałam ze szczęścia, kiedy mój kochany
mąż, bez większych problemów zgodził sie na ten zabieg. odliczałąm dni,
miesiace i godziny do pierwszej wizyty 9ztresztą któż lepiej o tym wie, niż
Wy?). Napisałąm podanie o pożyczkę i wreszcie w tym miesiącu możemy zaczynać.
Pojechaliśmy na wizytę. Badanie nasienia rewelacyjne. Dr bardzo miły,
grzeczny, kompetentny. Zlecił masę badań i wyszlismy... I tu coś pękło,
najpierw w mężu, potem we mnie. Całą drogę z Łodzi mąż mi tłumaczył, a ja
słuchałam. Mówił, ze nie musimy tego rozić, że mamy dziecko, wspaniałe,
mądre, kochane. Ono JEST i nim sie trzeba zająć. Tłumaczył, że rozumiałby,
gdyby chodziło o pierwsze, ale nie może pojąć mojego oślego uporu jeśli
chodzi o drugie dziciątko. Powiedział, ze jest to niezgodne z jego wiarą,
moralnością i sytuacją fibnansową (mamy kasy tak na styk, ale starczy). Za te
pieniądze, które może sie przecież zdarzyć, ze stracimy, można dla Adańka
zainwestować w przyszłość. Najpierw byłam na niego zła, ale powoli, powoli i
ja zaczęłam mieć dylematy. Ja moze troszjkę inne, bo nie mogę napisać, że nie
jest to zgodne z moją wiarą ( w Piśmie Świętym nie ma słowa o tym, że to
grzech, a klechów słuchać nie zamierzam). Ja bardzo się martwie, czy nie
odbędzie się to kosztem zdrowia mojego, czasu poświęconego Adasiowi,czy dam
radę żyć ze świadomością, ze być może gdzieś w jakiejś zimnej lodówce są moje
dzieci i czekają. Na co?... no właśnie. My nie możemy pozwolić sobie na
więcej niż dwoje dzieci (w porywach troje - jesli trafią sie bliźnięta).
Więc, co z nimi będzie? Oddać je? Sprzedać?? a moze zostawić w lodówie w
charaklterze białych myszek przeznaczonych do badań laboratoryjnych??? Ja mam
ogromne żylaki, jeden z nich muszę zoperować jeszcze przed transferem.
Wszystko sprzysięga sie przeciwko mnie. Nie ma nikogo z moich bliskich, któy
stałby po tej samej stronie barykady. Mąż... jemu wszystko jedno, jak
zdecyduję, tak będzie (tylko mam mieć świadomość, ze godzi sie wyłącznie ze
względu na mnie i to ja będę smażyć sie w piekle, jeśli pozwolę na śmierć
kilku zarodków). Rodzice są przeciwni. Mama twierdzi, ze mnie rozumie, bo
kiedyś ona stałą przed podobnym dylematem (tzn. mogła mieć dzieci, tylko
lekarz nie radził decydować sie na drugie ze względu na konflikt
serologiczny), ale nie zdecydowałąby sie w życiu na in vitro, choćby po to,
żeby móc poświęcić sie mnie i nie unieszczęśliwiac mnie odmawianiem
czegokolwiek. Przyjaciółka stwierdził: "wiesz, dziwię Ci się, ze chcesz przez
to przejść. Tata wciąż powtarza, że nie można być zachłannym, że trzeba
cieszyć sie z tego, co już jest i pożyć dla dziecka, które juz istnieje.
Wczoraj wybrałam się na badanie krwi. Wróciłam, bo wzięłam za mało pieniędzy.
Po pół godzinnie piojechaliśmy raz jeszcze z mężem. Okazało sie, ze nie można
mi pobrać krwi, bo... wygląda tak, jakbym miała puste żyły. Kłuła mnie 4 razy
i nie poleciała nawet kropla (pierwszy raz w życiu taka sytuacja mi sie
przytrafiła). W koncu wezwałą pomoc z oddziału dziecięcego i dopiero pobrali
mi krew z dłoni (bolało, jak nie wiem, ale to szczegół). W czasie
wypisaywania rachunku 9notabene 350zł.) pielęgniarjki mówiła do mnie: " now
ie pani, ja to podziwiam tego pani męża, ze on sie na to godzi. Ja na jego
miejscu to bym powiedziała hola, kochana, mamy jedno dziecko i starczy".
nawet nie wiedziałą biedna, jak mnie tym zraniła, móiąc to w chwili, gdy
targają mną takie dylematy. Następnie okazało sie, ze musze oblecieć
okoliczne sklepy, bo pani pielęgniarka nie miała mi wydać pieniążków. Po
powrocie do domu kupiłam tabl. antykonc. yasmin. Połknęłam jedną, a potem w
ulotce wyczytałam, ze nie można ich brać, jeśli ma sie chorobę ukł. krążenia,
szczególnie w kończynach dolnych, bo może to powodować chorobę zakrzepową i
zator prowadzący w konsekwencji do śmierci. Wzięłam tę tabletke, bo musialam
zrobic to wczoraj. Czułam się dobrze, a dziś od rana usiłuję dodzwonic sie do
mojego chirurga naczyniowego, który mnie prowadzi i tylko czekam jak mi
powie, że nie mogę tego brać.
Boję sie, bo mąż mówi, że jeśli urodzę chore dziecko, to do końca życia sobie
nie wydaruję mojego uporu i tego, ze zrobiłam to kosztem wszystkiego i mimo
wszystko. Mówi, że tak moze sie zdarzyć, bo to moze być kara, że nie
powinniśmy podchodzić do zabiegu. Twierdzi, że ludzie, którzy nie mogą mieć
dzieci, oddaliby życie, zeby mieć jedno. Nas to szczęście spotkało, więc może
już na tym poprzestać.
Boże... nie jem, nie spię, nie potrafię funkcjonowac w domu i pracy. Co
robić???????? Czy ivf faktycznie zwiększa ryzyko urodzenia dziecka chorego?
poronienia? Jestem przerażona, jak chyba nigdy wcześniej. Co mi radzicie,
dziewczyny? Dodam, że nie wchodzi w grę odłozenie zabiegu na później, bo
rozejdą sie pieniążki i nie będzie nas stać. Zresztąś... te dylematy przecież
zwasze wrócą...Więc... albo teraz albo nigdy. Czy Wy też miałyście takie
dylematy? Przepraszam, że tak długo, ale nie umiem, nie potrafię sobie pomóc
i podjąć właściwej decyzji... Pomóżcie! Agnieszka.
Obserwuj wątek
    • kotleopold Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 10.05.07, 12:55
      witam
      bardzo mi przykro w związku z Twoją sytuacją, Jakbyś nie postąpiła, bedziesz
      żałowała. nie podejdziesz do ivi - bo nie będziesz miała dziecka, podejdziesz a
      nie daj Boże nie wyjdzie - bo straciłaś pieniądze i naraziłaś na stres
      wszystkich, podejdziesz a wyjdzie, co z resztą zarodków?
      każda z nas to przechodzi. najlepiej przestań słuchać wszystkich doradców (u
      mnie tylko mąż będzie wiedział, że podchodzimy do in vitro, i to dlatego że
      musi smile nie chcę się narażać na żadne komentarze) i wsłuchaj sie w swoje
      sumienie. ono jest najlepszym doradcą.
      myślę, że pragnienie 2 dziecka jest tym głosem, który powinien przeważyć, bo
      nie jest ono wymyślone, jest potrzebą, jest znakiem
      życzę powodzenia
      pozdrawiam
      ania
      • sloneczko271 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 10.05.07, 13:13
        szklanapulapko.
        ja też powiedziałam moim najbliższym że podchodzimy do ivf. ale nie
        powiedziałam im tego żeby się radzić co oni na to-bo mnie to wogóle nie
        interesowało co ktoś o tym sądzi.
        tylko powiedzieliśmy im z mężem a w zasadzie poinformowaliśmy o tym i odrazu
        powiedzieliśmy że NIE CHCEMY ŻEBY NAS KTOKOLWIEK OCENIAŁ BO TO JEST NASZA
        DECYZJA I NASZ WYBÓR. i na tym się skończyło. tylko my mieliśmy na tyle
        szczścia że wszysce nas wysłuchali i bez słowa zaakceptowali i nikt nie
        komentował czy to jest dobrze czy nie.
        szklanapulapko-musisz wziąść swoje życie w swoje ręce! a pomyśl sobie tak: co
        będzie jak ty teraz zrezygnujesz z walki o swoje drugie dziecko i będziesz to
        dusisz w sobie przez lata i kiedys wybuchniesz bo będziesz na wszystkich zła że
        ci odradzali ivf i przez to nie masz drugiego dziecka. pomyśl o tym-wtedy
        możesz nienawidzić wszystkich w koło!
        przy podejmowaniu takiej decyzij nie patrz na nikogo tylko na to co ty czujesz
        i twój mąż, nikt więcej!
    • sun32 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 10.05.07, 13:00
      Agnieszko dlaczego miałabyś urodzić chore dziecko?
      Rozumiem Twoje dylematy odnośnie zarodków, co z nimi będzie gdyby okazało się
      że jest ich dużo. Mojego M męczyło to samo. Pomogła nam świadomość że możemy je
      komuś oddać i przyczynić się do szczęścia jakiejś pary. Potem okazało się że
      mamy tylko 4. Ja żadnych innych dylematów nie miałam, walczę o pierwsze
      dziecko. Co do problemów z Twoim zdrowiem to zdecydowanie powinnaś porozmawiać
      z naczyniowcem czy możesz brać te leki. Twoje zdrowie jest najważniejsze,
      musisz być zdrowa dla synka.
    • sloneczko271 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 10.05.07, 13:00
      szklanapulapko2. przeczytałam wszystko co napisałaś od początku do końca i
      stwierdziłam że nic ci nie będę doradzać bo tu żadne rady nie pomogą!
      ty sama musisz podjąć decyzje bo to jest twoje życie i nikt za ciebie tego
      życia nie przeżyje.
      my wszystkie mamy lub miałyśmy podobne dylematy i to poprostu trzeba samemu
      przetrawić i sobie wytumaczyć.
      i dziwie się całej twojej rodzinie że tak do tego podchodzą, przecież nikt nie
      ma prawa ci mówić jak masz żyć! lepiej każdy niech się zajmnie swoim życiem!
      a ty rób kochanie wszystko żebyś była szczęśliwa.
      niepochwalam też zachowania twojego męża-jak można powiedzieć że w razie czeko
      to ty się będziesz w piekle smażyła!? poprostu brak mi słów!
      przecież zawsze się coś może stać nawet jak jest naturalna ciąża, a ty przecież
      nie możesz być w ciąży i ciągle się bać żeby się tylko nic nie stało bo to
      wtedy będzie twoja wina.
      ja też zastanawiałam się co będzie z ewentualnymi mrożaczkami?
      a tu życie samo ułożyło że miałam tylko 6 jajek przy punkcij wyciągniętych a
      zapłodniły się tylko 2 z czego jeden dzidziuś został zemną w brzuszkusmile
      ale wytłumaczyłam sobie to tak że nie zawsze ivf udaje się za pierwszym razem i
      nieraz mrożaczki są poprostu niezbędne do uzyskania ciąży a gdybym już miała
      tyle dzieci ile planuje i zostały by mi jeszcze zarodki to poprostu oddałabym
      je do adopcij jakiejś innej parze która już nie może mieć swich zarodków i w
      ten sposób można bardzo komus pomóc i nie niszczyć zarodków.
      więc skarbie sama widzisz że to wszystko zależy od człowieka i od podejścia do
      tego wszystkiego.
      ja wiem że jak urodze to dziecko które teraz nosze pod serduszkiem to będę
      chciała mieć jeszcze jedno lub 2 dzieci i napewno drugi raz jak będzie trzeba
      to najpierw podejdę do iui a jeśli iui nie pomoże to jeszcze raz podejdę do
      ivf. bo wiem że ivf to nie jest żadna kara dla ciebie tylko Bóg czówa nad ręką
      lekarza i napewno by nie pozwolił na taki postęp medycyny gdyby to było coś
      złego.
      życzę ci szklanapulapko2 dobrego wyboru. powodzenia.
      • szklanapulapka2 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 10.05.07, 13:30
        Dziewczyny kochane, dziękuję za wszystko. Dzwoniłam do naczyniowca i, na
        szczęście, on mnie doskonale rozumie (jego siostra jest w 3 miesiacu ciąży po
        ivf w Gamecie u prof.). Powiedział mi, żna sprawę, zna lek, który mam brać
        9jego siostra brała to samo) i z całą odpowiedzialnością moze mi powiedzieć, ze
        mogę brać, bo to nie jest zbyt silny lek, a poza tym ulotka mówi, zeby nie brać
        go w chorobach zakrzepowo - zatorowych, a tego na szczęście jeszcze nie mamsmile.
        Mimo wszystko umówiłam się na zabieg zamknięcie żylaka w jednej nodze w ten
        wtorek na 18. Uff, przynajmniej jeden dylemat z głowy. I pierwszy człowiek,
        który mnie rozumie (nie licząc was, oczywiscie).
        Pozostaje więc kwestia mojej psychozy, czyli jakichś myśli o urodzeniu chorego
        dziecka. Moja mama też mówi mi, że nie mozna w ten sposób myśleć, i zakładać z
        góry najgorszego. Owszem zdarzają się takie przypadki, ale dlaczego akurat ma
        sie to zdarzyc mnie? Wiecie... ja chyba wiem, skąd te myśli. Miesiąc przed
        porodem Adańka znalazłam w necie forum strata dziecka chore dziecko. Weszłam
        raz i... nie mogłam już wyjść. Historie tam opowiadane i przeżycia osieroconych
        mam bardzo głęboko wbiły się w moją pamięć, uświadomiłąm sobie, jakie kruche
        jest życie takiego maleńkiego dziecka. Przeżyłam niesamowicie smierć wszystkich
        tych dzieciątek, szczególnie zaś silnie odejście Igusi i Sylwi - dziewczynek,
        które zmarły 2 dni przed pojawieniem sie na swiecie mojego Adasia. Od tej pory
        myślę inaczej... bardziej się boję, choć przecież wiem, że taka sytuacja nie
        musi stać się moim udziałem.Może niepotrzebie naprawdę zbyt dużo osób wie, o
        tym, przez co będziemy przwechodzić, ale: mąż wie, bo to naturalne, moi
        rodzice, bo przed nimi nic się nie ukryje, zresztą nie umiem nic prawie [przed
        moją mamą zataić (są tacy ludzie, naprawdę, przed którymi nie da się utrztymać
        nic w tajemnicy). O mamie zresztą mogę powiedzieć, ze nie jest tak całkiem
        przeciwna. Ona tylko mówi, ze gdyby miałoby to się odbyć kosztem mojego
        zdrowia, to naprawdę strach. A ja siedze i myślę, myślę, myślę... Może za dużo.
        Tak strasznie chciałabym miec drugie dziecko, ze wątpię, aby tak naprawdę
        istaniało coś, co by mnie skutecznie zniechęciło. Oj... ciężka decyzja i chyba
        duuuuuuuuuuużo dylematów jeszcze przede mną. Pocieszjaący jest fakt, ze nie ja
        jedna mam takie dylemty.... Razem jakoś łatwiej;0) .Pozdrawiam serdecznie.
        agnieszka.
        • wiktoria33 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 10.05.07, 13:49
          witaj agnieszko smile

          niestety nie moge postawic sie na twoim miejscu bo nie mam dzieciaczka tak jak
          Ty wiec moja walka jest inna i inne sa moje odczucia,
          chce walczyc dopóki mi starczy siły psychicznej , zdrowia i pieniedzy

          powiem Ci tak : po pierwsze nie spiesz sie z decyzja po to zebys podjela ją
          spokojnie i madrze, lepiej odczekac 1 miesiac niz załowac czegos
          po drugie nie wiem dlaczego zakladasz ze dziecko moze sie urodzic chore, tak
          samo zakladac mozna w przypadku kazdej innej ciazy rowniez naturalnej, ivf
          przeciez nie powoduje wad plodu!!
          sprawa smazenia w piekle przez usmiercanie zarodkow ? tez o tym myslalam ... co
          bedzie kiedy np zajde w ciaze z blizniakami i zostana mi jeszcze mrozaczki?
          podejde do podania - bylabym przeszczesliwa gdybym miala w sumie 3 lub nawet 4
          dzieci ( ale sie rozbujalam hihi) ale gdyby sie okazalo ze zostaly mi jakies
          zarodki , oddam je chetnie innej parze bo wiem przez co przechodza i ze beda je
          kochac nad zycie.

          pozdrawiam i zycze madrej decyzji
    • misiama Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 10.05.07, 13:10
      szklanapulapko!
      jesli odpuscisz, bedziesz zalowala tego do konca zycia - tak mysle. wsluchaj sie
      w swoje serce, pomysl czego pragniesz najbardziej i zrob to. powiedz o tym
      mezowi - zrozumie. i w ogole nie sluchaj osob postronnych, w tym mamy czy
      przyjaciolki - sorry, ale to nie ich zycie, i trzymaj sie mocno. niech decyzja
      zalezy tylko od ciebie (i meza) pozdrawiam
    • perelka110 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 10.05.07, 13:45
      Agnieszko nie poddawaj się, wyrzuć z głwoy wszystkie dylematy i staraj się o
      dziecko. Zabierz Adasia na spacer, ciesz się chwilą i tym, że niedługo
      przystąpisz do następnej akcji. I oczywiście ma się udać. A pieniądze to rzecz
      nabyta, raz są raz ich nie ma, najwyżej z czegoś zrezygnujesz, ale przynajmniej
      będziesz spełniona że zrobiłaś wszystko co w Twojej mocy, żeby mieć drugą
      dzidzię. A faceci tacy są i ja też z moim mężem przechodziłam taką batalię, co
      innego mówią a co innego myślą. A jeżeli się nie uda (odpukuję w niemalowane,
      naprawdę to zrobiłam)przynajmniej będziesz wiedziała że próbowałaś. Powodzenia,
      a złe myśli do czarnego wora i do śmiecismile Powodzeniasmile
      • szklanapulapka2 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 10.05.07, 14:01
        Jesteście kochane, jak najlepsze siostry pod słońcem. Dziękuję Wamsmile. Najgorzej
        jest u mnie wieczoram, nie wiem dlaczego... w dzień łatwiej mi o pozytywne
        myślenie. a co do oddania zarodków... nie wiem, pojęcia nie mam, jak by to
        było. Czy potrafiłabym żyć wiedząc, ze gdzieś chodzą biologiczne moje dzieci?
        Najbardziej to bym chciała mieć mało jajeczek, naprawdę, tak aby się zapłodniły
        max. 2-4. Wolę nie próbować transferów w zbyt dużych ilościach, nioż pozbyć sie
        zarodków. Nie wiem, moze to głupie. Przecież wiem, co czują pary starające się
        o dziecko, ale mimo wszystko... nie wiem, czy umiałabym. W każdym razie nie
        chciałabym stanąć przed takim dylematem. z drugiej strony jeśli się uda, to...
        chyba oszaleję ze szczęścia i osobiście odwiedze każdą z Was żeby z całego
        serducha podziękowaćsmile
        • perelka110 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 10.05.07, 14:30
          Wiesz co Aguniu, ale pomyśl sobie że sa na świecie dziewczynki takie jak my i
          nie mogą mieć swoich jajeczek, a Twoje jakby zostały wykorzystane, zobacz jakby
          było pięknie. Ta druga kobitka miałaby dzidzię i dziekowała opatrzności że się
          udało, a jakby mnie to dotyczyło, że komuś pomogłam zostać mamąsmile
          • szklanapulapka2 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 10.05.07, 14:48
            Masz rację, oczywiście. Po prostu musiałąbym przyzwyczaić sie do tej myśli,
            pewnie bym to zrobiła, bo przecież lepiej już oddać zarodeczek, niż zniszczyć.
            to bezsprzeczniesmile
        • sloneczko271 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 10.05.07, 15:13
          szklanapulapka2 napisała:

          > Jesteście kochane, jak najlepsze siostry pod słońcem. Dziękuję Wamsmile.
          Najgorzej
          >
          > jest u mnie wieczoram, nie wiem dlaczego... w dzień łatwiej mi o pozytywne
          > myślenie. a co do oddania zarodków... nie wiem, pojęcia nie mam, jak by to
          > było. Czy potrafiłabym żyć wiedząc, ze gdzieś chodzą biologiczne moje dzieci?
          > Najbardziej to bym chciała mieć mało jajeczek, naprawdę, tak aby się
          zapłodniły
          >
          > max. 2-4. Wolę nie próbować transferów w zbyt dużych ilościach, nioż pozbyć
          sie
          >
          > zarodków. Nie wiem, moze to głupie. Przecież wiem, co czują pary starające
          się
          > o dziecko, ale mimo wszystko... nie wiem, czy umiałabym. W każdym razie nie
          > chciałabym stanąć przed takim dylematem. z drugiej strony jeśli się uda,
          to...
          > chyba oszaleję ze szczęścia i osobiście odwiedze każdą z Was żeby z całego
          > serducha podziękowaćsmile

          kochanie a jak byś miała tylko 2-4 zarodki i by się nie udało to wtedy będziesz
          żałować że nie masz ich więcej. ale wiesz co jeśli tak naprawde chcesz mieć
          mało zarodków to przecież możesz powiedzieć o tym swojemu lekarzowi i wtedy ci
          podczas punkcij wyciągną tylko np. 4-5 jajeczek i ile się zapłodni to będziesz
          miała. bo przecież z tych 5 jajeczek mogą się zapłodnić wszystkie a może tylko
          jeden albo wogóle-to jest ryzyko i dlatego lekarze zawsze chcą żeby jajek było
          jak najwięcej ale to jest twój wybór i jeśli powiesz lekarzowi o swoich obawach
          to można przecież tak zrobić żeby zarodków było jak najmniej.
        • sloneczko271 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 10.05.07, 15:15
          zresztą szklanapulapko2 nie masz się co martwic na zapas ile będziesz mieć
          jajeczek bo może się okazać że wychodujesz tylko np. 3 lub 4 jajka. natura lubi
          spłatać nam figla.
    • tymonka30 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 10.05.07, 14:15
      Aga ja nie doczytałam do końca (tylko Ty mogłaś się tak rozpisać) big_grinDD ale
      powiem jedno: jak będziesz w tej ciąży to myślę, że dylematy moralne znikną....
      • szklanapulapka2 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 10.05.07, 14:18
        Aaaaa, co to to na pewnosmile)))). Tymonka, przepraszam, ze tak długo... Jak mnie
        coś takiego weźmie, to... nie umiem krótkosad((
    • milka9612 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 10.05.07, 16:15
      Aga.Znasz taką sentencje?,,lepiej zrobić coś i żałować że się to zrobiło niż nie
      zrobić i żałować że się nie zrobiło,,.Myśle że krótkie to a trafne.A
      najbardziej zirytowała mnie wypowiedź tej pielęgniary.Ja pierdziele,to szczyt
      bezczelności.Sama ma pewnie dwójke dzieci i to z wpadki i do zupełnie obcej
      osoby pozwala sobie na takie dygresje.To była chyba jakaś kretynka!Pozdrawiam
      cię serdecznie i podpisuje się pod wszystkimi wypowiedziami dziewczyn.
      • majorka79 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 10.05.07, 18:34
        Sugerujesz się bardziej ocenami środowiska (męża, pielęgniarfek, rodziców) czy
        słuchasz siebie? posłuchaj siebie, własnego sumienia, głosu, ktory mowi, ze
        pragniesz dziecka. pieniadze sa rzecza zbywalna, za 10 tysiecy nie zapewnisz
        przyszlosci Adasiowi. jedynym argumentem przeciwko moze byc ryzyko uszkodzenia
        twojego zdrowia - stymulacja jest wyczerpujaca, ciaza na poczatku z reguly
        trudna, wiec jesli istnieje duze ryzyko choroby u Ciebie, zastanow sie 10 razy.
        • tekla12 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 10.05.07, 18:42
          majorka79 napisała:

          > Sugerujesz się bardziej ocenami środowiska (męża, pielęgniarfek, rodziców) czy
          > słuchasz siebie? posłuchaj siebie, własnego sumienia, głosu, ktory mowi, ze
          > pragniesz dziecka.

          Cóż, wydaje mi się, że oceną męża należy się bardzo sugerować. Chyba, że to nie
          jego dziecko ma zostać poczęte w szkle.
          • szklanapulapka2 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 10.05.07, 19:07
            Oj, takla, tekla... O co Ci właściwie chodzi? czy "poczęcie w szkle" to coś
            gorszego?? (przepraszam, jesli miałaś na myśli po prostu piękną przenosnię,
            jakoś nie do śmiechu mi ostatnio i takie "nazywanie" ivf nie bardzo mi pasuje).
            A jesli chodzi o zdanie innych, to... tak. Z pewnoscią trzeba liczyć sie ze
            zdaniem męża. trzeba i koniec. A dziecko "poczęte w szkle" będzie właśnie jego -
            to tak dla Twojej wiadomości.
            • 56at Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 10.05.07, 19:26
              Malinka wyluzuj smile
              a jak Ci miała napisac ?
              "metodą poza ustrojową"
              "wspomagany rozród"
              spokój zachowaj
            • tekla12 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 10.05.07, 19:49
              Oj Aga, Aga...to nie była odpowiedź na twój post. Dziwi mnie lekceważenie opinii
              i religijnych przekonań męża i traktowanie go jak części środowiska a nie
              sprawcy ciąży i przyszłego rodzica.
              W odpowiedzi na twe wątpliwości - zapłodnienie pozaustrojowe traktuję jak
              normalną ale nienaturalną metodę robienia dzieci. Nie mam z tym żadnego problemu
              ale wydaje mi się, że twój mąż może mieć. I to wydaje mi się znacznie ważniejsze
              niż pieniądze na zabieg, które się mogą "rozejść".
      • sloneczko271 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 11.05.07, 11:24
        milka9612 napisała:

        > Aga.Znasz taką sentencje?,,lepiej zrobić coś i żałować że się to zrobiło niż
        ni
        > e
        > zrobić i żałować że się nie zrobiło,,.Myśle że krótkie to a trafne.A
        > najbardziej zirytowała mnie wypowiedź tej pielęgniary.Ja pierdziele,to szczyt
        > bezczelności.Sama ma pewnie dwójke dzieci i to z wpadki i do zupełnie obcej
        > osoby pozwala sobie na takie dygresje.To była chyba jakaś kretynka!Pozdrawiam
        > cię serdecznie i podpisuje się pod wszystkimi wypowiedziami dziewczyn.

        milka ma świętą racje. zgadzam się z nią w 100% smile
    • majorka79 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 10.05.07, 20:52
      dziewczyny, chyba się nieprecyzyjnie wyraziłam i zostałam nie do końca dobrze
      zrozumiana. oczywiscie, ze zdanie meza jest na 1. m-cu, tylko w przypadku
      szklanejpulapki2, jak zrozumialam, maz nie jest przeciwny zabiegowi, a wzbudza
      tylko wątpliwości w dziewczynie. a skoro on nie jest przeciwny i zostawia
      decyzje jej, a ona sie waha z uwagi na komentarze innych, swoje zdrowie itd, to
      jego zdanie nie jest tu priorytetem - bo wlasciwie on nie ma zdania.

      swoja droga takie dywagacje sa na forum zawsze klopotliwe, bo w kilku zdaniach
      trudno cokolwiek doradzic. nie wszystko jest czarno-biale, niestety.
      • szklanapulapka2 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 11.05.07, 12:42
        Kochane dziewczyny! dziękuję Wam serdecznie. dziś, pierwszą noc od 5 dni
        przespałam wreszcie spokojniesmile. Biorę antyki czuję sie po nich wyśmienicie
        i... odrzucam już wszelkie dylematy. Musi sie udać, po prostu musismile.
        • zxcvb503 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 11.05.07, 13:09
          I TAK TRZYMAć .
    • luna1000 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 11.05.07, 13:25
      Moja rada:
      tylko wasza wspolna decyzja sie liczy. A pielegniarki celuja czesto w glupich
      komentarzach, zamiast celowac w żyłę.
      Nie opowiadaj o tym wszystkim
      dookola ,a na pewno nie rodzinie.
      Moja rodzina jest b. katolicka -wszyscy leca co niedziele do kosciola i rycza
      jak widza papieza, ale jak nie daj Boze w rodzinie ktos zaciazy - to jest
      lament, bo zawsze znajdzie sie jakies ale - a co z praca, z pieniedzmi, z
      urodą, ze szkolą, a sa za krotko razem , albo za dlugo.

      Pogadaj z mezem - moze tak naprawde on juz nie chce wiecej dzieci - nawet gdyby
      zrobilo sie od razu i bez in-vitro.
      Ja swoje drugie kocham nad zycie -sama jestem jedynaczka i wiedzialam, ze nie
      zafunduje tego swojemu dziecku- na szczescie u nas wszystko zgodnie z natura.
      Jesli problemem jest troche za malo kasy - to zaden problem.
      To jest takze mega-prezent dla twojego synka, zadna lepsza szkola czy zabawki
      mu tego nie zastapia. Ale wy musicie je chciec oboje. A stres tu chyba niestety
      przeszkadza - moze tym razem pojdzie lepiej, bo 1 juz macie.

      Z zarodkamijest dylemat moralny. Z jednej strony czesc z nich moze zostac
      zniszczona, ale z drugiej dajesz 1 zycie jednemu z nich, a to ogromnie duzo.
      Gdybys nie robila nic, nie byloby zycia w ogole. Poza tym zarodek moze sie
      rozwinac tylko w ciele matki lub innej kobiety od momentu poczecia. Jesli nie
      zostanie tam wlozony,to z jego pktu widzenia siedzenie w zamrazarce i tak
      oznacza niezycie. Nie musisz tez rozdawac swoich zarodkow czy komorek jajowych.

      To jest tylko twoj wybor, czy chcesz by twoje dzieci biegaly gdzies daleko od
      ciebie po swiecie przy twej silnej swiadomosci ich istnienia.
      • szklanapulapka2 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 11.05.07, 13:37
        > Pogadaj z mezem - moze tak naprawde on juz nie chce wiecej dzieci - nawet
        gdyby
        >
        > zrobilo sie od razu i bez in-vitro.


        chce, chce, bardzo chcesmile). Aż tak by sie nie poświęcił, zeby zrobić to tylko
        dla mniesmile. Od początku marzyliśmy o dwojgu lub trojgu dzieciach. On po prostu
        wyrzucił z siebie wszelkie wątpliwości i dylematy i ostro ruszył do walki.
        Umówił się na oddanie krwi, załatwił wolne w pracy, zeby jeździć ze mna do
        lekarza, bez problemu zgodził sie od razu na badanie nasienia, zrezygnował
        nawet z marzeń o nowym muieszkaniu (oboje zrezygnowaliśmy). Nie wierzę, ze
        gdyby w głębi duszy nie chciał drugiego dziecka, to aż tak katowałby sie dla
        mnie, byłby tak dwulicowy i fałszywy. nie, to z pewnoscią nie mój mażsmile. Tylko
        po prostu za dużo nasłuchałam sie głupich, nie na miejscu komentarzy i tyle.
        Niepotrzebnie tak "dzielę włos na czworo" i każdy szczegół poddaję
        szczegółowej "obróbce technicznej". Będzie dobrze, musi byćsmile).

        > Nie opowiadaj o tym wszystkim
        > dookola ,a na pewno nie rodzinie

        Oprócz Was i męża wiedzą tylko moi rodzice (przyjaciółce swego czasu
        wspomniałam, ale widząc jej reakcję, nie podejnmuję tematu więcej i o
        szczegółach zadnych nie wie). Wierzęm, ze chcą mojego dobra i stąd sie boją.
        Niestety, moja mama należy do osób, przed którymi nic sie nie ukryjesmile))

        -sama jestem jedynaczka i wiedzialam, ze nie
        > zafunduje tego swojemu dziecku

        oooo widzisz, i to jest to, co utwierdza mnie w przekonaniu, ze robie
        dobrzesmile))))))))))))))))))))))))))))))

        > To jest takze mega-prezent dla twojego synka, zadna lepsza szkola czy zabawki
        > mu tego nie zastapia

        no, ja mam nadzieję, ze sobie kiedyś włosów z głów nie powyrywają z
        tej "miłości".

        DZIĘKI DZIEWCZYNKI, ZE ZE MNĄ JESTEŚCIE
        !!!!!!!!!!!!!!
    • hofina Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 12.05.07, 10:46
      Szklanapułapko, myślę, że już podjęłaś decyzję i cieszę się, że jest ona na
      tak.
      Z mojego własnego doświadczenia powiem Ci tylko, że marzenie o drugim dziecku
      nie przechodzi, co gorsza nasila się z czasem. Mam synka po ICSI i od kilku lat
      walczę o następne dziecko. W tym czasie przeszłam kryzys z mężem, który
      zdecydowanie nie chciał powiększenia rodziny. Sprawa stanęła już na granicy
      rozwodu, ale nawet wtedy myślałam sobie, że nawet gdybym została sama, to i tak
      tego drugiego dziecka chcę. Męża udało mi się w końcu skłonić, robi to bez
      przekonania, raczej dla świętego spokoju, uważa, że będą to wyrzucone
      pieniądze, bo na sukces mamy naprawdę znikome szanse, choćby ze względu na mój
      wiek. Na naturalne poczęcie nie mamy szans, mam za sobą dwa nieudane IVF, od
      kilku miesięcy próbuję podejść do ostatniego. Nie udaje się, bo stymuluję się
      coraz gorzej. Nie wiem, czy w ogóle się uda, ale jeszcze będę próbować. Chcę
      zrobić wszystko, co możliwe, żebym kiedyś nie mogła sobie zarzucić, że czegoś
      nie dopełniłam.
      Nie rezygnuj w żadnym wypadku, bo i tak Ci to marzenie nie przejdzie.
      • szklanapulapka2 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 12.05.07, 12:07
        hofinko, kochana, skoro tak bardzo chcesz tego drugiego dzieciątka, to z całą
        pewnością się uda. musisz w to wierzyć i już. Ja doskonale wiem, ze przy mężu,
        który robi to dla świetego spokoju, ale tak naprawdę nie wierzy w sukces, jest
        to bardzo trudne. ze wszystkimi wątpliwościami zostajemy wtedy same, bo po co
        dzielić sie nimi z mężem, który i tak nie podniesie na duchu, tylko przytaknie
        i jeszcze dołoży swoje 3 grosze? Ja nie mam pretensji do mojego męża. Wbrew
        wszystkiemu, to dobry człowiek, a to że nie akceptuje in vitro nie jest niczym
        dziwnym. Mnóstwo facetów nie akceptuje tej formy zapłodnienia, a jednak jeśli
        sie uda, to sa najszczęśliwszymi ojcami pod słońcem. Mój mąż nie cierpi w ogóle
        zmian. Kiedy go poznałąm, był kilka lat po maturze, pracował jako fizyczny
        pracownik w prywatnym zakładzie jakiegoś wyzyskiwacza. Był mądrym facetem, po
        tech, chemicznym, umysłem typowo ścisłym. Na sudia nie poszedł - bo po co? i
        tak nie skończy... (to jego myślenie), pracy nie zmieni, bo... tam ma kolgów 9a
        to ze zarabia 600zł. to juz szczegół, pieniądze szczęścia nie daja); prawa
        jazdy nie zrobi, bo po co mu kłopot na głowie? (ostatecznie od czego są
        autobusy?); dziecko mieć owszem chciał, ale skoro nie wychodzi naturalnie, no
        to nie będzie i już.widocznie tak ma być.
        Wzięłam sprawy 'w swoje ręce". Jesteśmy 8 lat po ślubie, łatwo nie było, o
        każdą zmianę tygodniami i miesiacami musiałąm tłumaczyć, czasem konczyło sie to
        kłótniami, ale:
        1. skończył studia matematyczne w Częstochowie,
        2. zrobił prawo jazdy (okazało sie, ze samochody i jeżdżenie to jego pasja);
        3. przeszedł ze mną 6 lat leczenia, 11 inseminacji, przeróżnych badań;
        4. ma syna dzieki 6 iui;
        5. kolejne 3 lata jeździ ze mną od lekarza do lekarza i walczy o drugie dziecko;
        6. zmienił pracę, zarabia moze nie kokosy, ale jeszcze raz tyle, co zarabiał
        (pracę ja mu znalazłąm i pracuje od 3 tygodni dopiero, ale jest naprawdę
        zadowolony, bo wykonuje swój wyuczony zawód);
        7. wyprowadziliśmy sie ze wsi, gdzie nie żyło nam sie dobrze (ale mój mężuś
        oczywiście nie chciał przeprowadzki, bo po co, widocznie takie nasze
        przeznaczenie, musimy przywyknąć do ciągłego poniżania i awantur niewygodnego
        sąsiada - bo to był męża brat)
        8. mieszkamy w mieście i jest nam cudownie.
        No i co, nadal powinnam się liczyć z jego zdaniem,? Przecież tak na dobrą
        sprawę, to właśnie dzięki temu, że nie popuszczałam zdając sie na to, co chciał
        mąż, osiągnęliśmy troche w życiu. Teściowa jest do tej pory w szoku, bo wie,
        jaki z jej synka uparty osiołek i wie, że nic nie da mu sie wytłumacztyć. Stąd,
        jeśli wydukał, ze godzi sie na in vitro, to .... reszta już w moich
        rękach.Dlatego, hofinko kochana, Ty też nie odpuszczaj. Mamy siebie, mamy to
        forum, na którym ZAWSZE, ale to ZAWSZE znajdziemy wsparcie, a nasi mężowie
        docenią to co mają, dopiero jak sie uda. Wtedy powiedzą "no, faktycznie, warto
        było". A my będziemy najszczęśliwsze pod słońcem. Buziaczki. Agnieszka.
    • hofina Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 12.05.07, 15:28
      Przyznam, że jestem pod wrażeniem czytając, ile pracy włożyłaś w Wasz związek.
      Podziwiam tym bardziej, że ja pewnie bym nie dała rady. Skoro tyle udało Ci się
      osiągnąć, to dotarcie do kolejnego celu jest już tylko kwestią czasu.

      Co do mojego męża, on też ma wiele zalet. Nawet to jego racjonalne podejście do
      IVF, tzn. że szanse są znikome, jest uzasadnione, bo lekarz też raczej nie daje
      nam wielkich nadziei. To zawsze ja bujałam w obłokach i uparcie trzymałam się
      marzeń, z czego tylko czasem coś wynikało; wcale nierzadko były to też pomysły
      poronione. Jestem mężowi wdzięczna choćby za to, że w ogóle na te próby
      starania się o kolejne dziecko przystał i pracuje dodatkowo, żeby zdobyć
      pieniądze. Z mojej nauczycielskiej pensji mogłabym o IVF tylko pomarzyć. Chcę
      więc zrobić, ile się tylko da, żeby doprowadzić tę sprawę do końca. Kiedyś
      przeczytałam takie zdanie: "zrób wszystko co możliwe, Bóg zrobi resztę" i
      próbuję wprowadzać to motto w życie. Żeby było jasne, nie należę do osób
      biegających co niedziela do kościoła, zwłaszcza że wiadomo jaki stosunek do IVF
      ma większość księży. Jednak to cytowane zdanie po prostu bardzo do mnie
      przemawia.
      Dziękuję za ciepłe słowa, pozdrawiam serdecznie i - miejmy nadzieję, że nasze
      starania zostaną uwieńczone sukcesem.
      • morusika doradzić się nie da.... 12.05.07, 16:38
        sami musicie podjąć tę decyzję. My możemy tylko wyrazić własne zdanie. Byłam w
        podobnej do Twojej sytuacji - też chodziło o drugie dziecko, zastanawiałam się
        nad inv. Mąż nie był tym pomysłem zachwycony. Mówił by zostawić sprawy naturze
        i bał się o moje zdrowie. Po roku szarpania odpuściłam. Dałam sobie spokój ze
        staraniami (w sensie liczenia dni cyklu, kochania w dni płodne itd). Żeby było
        śmieszniej dziś jestem w 8 miesiącu ciąży.... czy tak miało być? czy to
        przypadek? nie wiem... tak czy siak - życzę Wam powodzenia.
    • mona255 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 12.05.07, 17:37
      Wiesz Kochana, ja myślę że Twoje obawy, że dziecko może być chore są
      niepotrzebne. Spójrz na to z innej strony. zdrowym kobietom i wcale nie mającym
      problemów z zajściem w ciąże też zdarza się urodzić chore dziecko. Ile razy
      jest tak, że ludzie mają 2 dzieci zdrowych a trzecie rodzi się chore, albo
      dziecko urodzi się zdrowe a potem nagle zachoruje i jest nieuleczalnie chore
      itd. Myślę że nie możesz myśleć negatywnie, musi być dobrze i koniec. Decyzję
      zostawiam Tobie ale spójrz na to z właśnie tej strony. Wszystko jest w rękach
      Boga, musisz wierzyć że się uda. Trzymam kciuki i pozdrwiam smile))). Monika
      • szklanapulapka2 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 12.05.07, 17:53
        Dziękuję serdecznie za cipłe słowa. Decyzję juz podjęłam i trzymam się jej.
        staram sie czymś zająć w domu, zeby za duzo nie myśleć. najgorzej jest jak mąż
        z synkiem pójdą spać po południu lub kiedy siedzę sama w nocy.Wtedy nachodzą
        największe wątpliwości. Myślę jednak, ze najgorsze już za mną. Biorę antyki,
        czuję sie po nich rewelacyjnie. Jeśli tak będę sie czuła przez całą stymulację,
        to będzie pięknie. A dzidzia w brzuszku będzie najlepszą "zapłatą" za te
        wszystkie trudysmile
    • miss30 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 12.05.07, 17:59
      Szklanapułapko uwielbiam czytać Twoje posty. Zawsze piszesz mądrze i szczerze. Z
      tego co piszesz wynika, że jesteś twardą kobietą i dlatego wiemy wszyscy tutaj
      na forum, że podejmiesz a w zasadzie już podjęłaś słuszną decyzję. Jestem pewna,
      że nie będziesz tego żałować.
      • szklanapulapka2 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 12.05.07, 22:40
        Miss... jesteś kokana (jak mawia mój synuśsmile ). Moja mama powtarza mi, że do
        tego, aby poddać się zabiegowi in vitro, trzeba niebywałej determinacji i
        wyrzeczeń i, że ona nigdy by na coś takiego nie poszła. Ja natomiast tę
        determinację mam. No bo czyż kobieta może nie być zdeterminowana walcząc o
        swoje dziecko??? Czasem mam kryzysy, chwile załamań (jak każda tutaj pewnie),
        ale w ostateczności zwycięża to co najważniejsze - cheć posiadania dziecka.
        Moja bratowa poradziła mi, abym wypisałą sobie na kartce wszystkie za i przeciw
        tej decyzji. Tak też zrobiłam. Teoretycznie duuużo znalazło się "przeciw" (i
        nadszarpnięte zdrowie, i wakacje, które spędzimy znów w domu, i długi w których
        będziemy się topić przez dwa lata; być może czegoś będę musiałą odmówić
        Adasiowi (choć z całych sił sie staram, by tak nie było); ryzyko wystapienia
        choroby zakrzepowo - zatorowej; ryzyko hiperstymulacji; poszedł też w odstawkę
        nasz wymarzony domek, który dzis mielismy kupićsmile) wyjątkowo okazyjnie; w
        końcu ryzyko niepowodzenia zabiegu; a w razie powodzenia zabiegu: nieprzespane
        noce, zmęczenie, kolki, być może znów porażenie nerwu twarzowego - przy Adasiu
        dostałam takowe i nigdy sie go do końca nie pozbyłam). Po stronie ZA znalazło
        sie tylko jedno DZIECKO. I to jedno ZA przeważyło wszystkie -naście argumentów
        przeciw. Nic na to nie poradzę. Mój tata mówi, ze gna mnie jakiś owczy pęd za
        drugim dzieckiem i chyba tak jest. A że jestem uparta jak osioł, to pewnie
        dopnę swego. Oczywiscie w kwestii podejścia do zabiegu, bo na jego
        powodzenie/niepowodzenie, nie mam juz wpływusad.
        • miss30 Re: bardzo, bardzo prosze przeczytajcie i doradźc 13.05.07, 00:27
          Będę trzymać kciuki i wierzę w to, że się uda.
          • lusiasia szklanapulapka 13.05.07, 16:07
            A to pierwsze dziecko to jak wam sie udalo?

            czlowiek zawsze ma rozne dylematy,

            ja ostatnio tez dostalam chopla ze dziecko bedzie chore i zaczelam sie
            zastanawiac, po kilku dniach zadalam sobie samej pytanie "czy ty sie boisz
            chorego dziecka?" odpowiedz dla mnie jest jasna, nie, nie boje sie

            kolejny dylemat ze ja zachoruje po lekach, a skad wiem czy nie zachoruje bez
            lekow? tez tego nie wiem

            pozniej ta ilosc zarodkow, jeszcze nie wiem ile bedzie zarodkow, a juz panikuje

            a najlepsze i tak byl kilka dni temu, stwierdzilam ze moze ja sobie z dzieckiem
            wogole nie poradze

            nie wiem czy bede miec zarodki, czy wogole dojdzie do in vitro, czy sie uda, a
            zastanawiam sie i panikuje nad rzeczami ktore sie jeszcze nie wydarzyly i nie
            wiadomo czy sie wydarza

            panika i strach to najgorsze co moze czlowieka spotkac, ale to chyba naturalne
            a juz napewno u takie panikary jak ja wink

            moi rodzice miali tylko mnie, moja mama powiedziala mi raz ze gdyby w jej
            czasach byla tak medycyna, to by sie nie zastanawiala nawet minute
            a moj tata kazal mi isc do kosciola, zreszta moj niewierzacy maz tez mial raz
            taki pomysl smile
            • szklanapulapka2 Re: szklanapulapka 13.05.07, 18:34
              > A to pierwsze dziecko to jak wam sie udalo?
              Pierwsze dziecko mamy po 6 latach w wyniku 6 inseminacji. Następnych 5 już
              było nieudanych(:.

              > ja ostatnio tez dostalam chopla ze dziecko bedzie chore i zaczelam sie
              > zastanawiac, po kilku dniach zadalam sobie samej pytanie "czy ty sie boisz
              > chorego dziecka?" odpowiedz dla mnie jest jasna, nie, nie boje sie

              Nie, ja sie nie boje chorego dziecka, boję sie JEGO bólu, cierpienia, tego, że
              nie będzie szczęśliwe, tylko skazane na ból od pierwszych dni swego życia. W
              tym momencie nie myślę o sobie.

              Poza tym na szczęście etap dylematów mam w tej chwili za sobą. Muszę spróbować,
              muszę zrobić coś, zeby nie pl;uć sobie w brodę, że były na to pieniądze, była
              zgoda męża, a ja spanikowaąłm. Całe zycie bym sobie nie wydarowałą, ze byc moze
              teraz byłoby to drugie dziecko, a przez własny strach nie spróbowałam. Teraz
              staram sie nie analizować, nie mysleć tak bardzo, nie dzielić włosa na czworo.
              Co ma być, to będzie.
              Najważniejsze jest to, ze dzis po rozmowie z mężem zdecydowaliśmy, ze jeśli
              będą jakieś zarodki, których m nie będziemy mogli wziąć, to oddamy je innej
              parze. Czuję sie o niebo lepiej po podjęciu takiej wspólnej decyzji. My damy
              tylko komóreczki, zarodki, niech inna kobieta da im życiesmile)). Muszę przyznać,
              ze czuje sie z tą decyzją bardzo dobrze, mam wrażenie, ze za chwilę stanie sie
              coś niesamowietego, bardzo, bardzo ważnego. Że damy życie nie tylko naszemu
              dziecku, ale uszczęśliwimy inna parę, która mieć tych dzieci nie może. mam
              jakieś wewnętrzne przekonanie, ze się uda. Przecież mamy już jednego łobuziaka
              (notabene, nie chwaliłam sie, ze niezwykle uzdolnionego muzycznie - ma 3 latka
              i non stop śpiewa i tańczy, zapamietuje długie teksty piosenek i od przyszłego
              roku (jesli będzie chciał) rozpocznie naukę tańca towarzyskiego dla
              najmłodszych), więc moze drugi (lub bliźnięta) też zechcą z nami pozostać...

              Dziś usłyszałam od mojego Syna po raz pierwszy wypoweidziane całkiem
              świadomie "KOCHAM CIĘ MAMUNIU". Do tej pory mam łzy w oczach, chlipałam po tym
              wyznaniu jak głupia, a przerażone dziecko patrzyło na mnie jak na wariatkę i
              samo nie wiedziało, czy moze mnie zacząc przepraszać... Muszę stwierdzic, ze to
              miłosne wyznanie też było "kopem" do tego, ze trzeba, że warto walczyć o
              drugie, ze nie ma sie co zastanawiać...
              • lusiasia Re: szklanapulapka 13.05.07, 19:35
                dziecko chore niekoniecznie musi byc nieszczesliwe, zalezy od choroby
                (to jest bardzo trudny temat)

                Ja tez staram sie nie myslec, nie nastawiac, co bedzie to bedzie
                w koncu nie mamy na to jednak duzego wplywu

                Zycze powodzenia!


                • szklanapulapka2 Re: szklanapulapka 13.05.07, 22:48
                  > dziecko chore niekoniecznie musi byc nieszczesliwe, zalezy od choroby
                  > (to jest bardzo trudny temat)

                  No oczywiście. Niezaleznie jednak od mocy i rodzaju choroby, wolałabym, aby
                  moje dziecko przez to nie przechodziło.
                  No ale dosyć już o tym. a kysz, a kysz... wstrętne myśli. musi być dobrze. Mogę
                  nawet całe 9 miesięcy leżeć plackiem, byle dzieciatko zechciało ze mna zostac i
                  było całkiem zdrowe. Ja zniosę wszystko, byle sie udało.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka