Dodaj do ulubionych

koleżanka

04.06.07, 12:39
Zupełnie nie wiem co robić. Moja bliska koleżanka stara się o dziecko. Jest
już tak zestresowana, że moim zdaniem nie ma najmniejszych szans na żadną
ciążę. Terroryzuje się temperaturą, którą sprawdza kilkanaście razy, je tylko
niektóre potrawy z niektórych produktów. Ostatnio zrobiła godzinną awanturę o
marchewkę w zupie, którą ugotowałam. A to fotel niewygodny, a to dym z
kominka zaraz spowoduje u niej poronienie(ona nie jest w ciąży, ale gdyby
była to by mógł) Nienawidzi psów, bo te też są niebezpieczne, kotów bo
toksoplazmoza, drzew owocowych, bo pyłki. Pobiła swoją znajomą, bo ta podała
jej zielone pomidory ukryte w sałatce. Autentycznei wstała i uderzyła
gospodynię w twarz. Jej jedynym tematem rozmów jest ciaża, poziomy
hormonów. Stąd nikt poza nami nie chce ich (jej i meża) nigdzie zapraszać.
Nie wiem ile jeszcze wytrzymam jej zachowanie, staram się ale jest coraz
gorzej. Bierze szerg leków, część to leki hormonalne, ale wiele też wynika ze
stresu. Na delikatne sugestie, że w takim stresie nie da rady zajść w ciążę
reaguje histerycznie. Nie chce chodzic na basen, bo chlor, nie chodzi na
spacery, babskie plotki. Wzięła urlop z pracy w której czeka już na nią
zwolnienie(co nie jest dziwne, bo ostatnie dwa lata jest na kolejnych
urlopach) nic ją nie cieszy, nic nie interesuje, poza dwoma kreskami na
teście.
Jej mąż skarży się, że nie wytrzymuje i myśli o rozwodzie, co ją po prostu
dobije, ale sama od roku to sugeruje. Przy wszystkich potrafi go oskarżać, że
sabotuje jej wysliłki, że nie współżył z nią w piątek, bo tak naprawdę nie
chce mieć dziecka i chce się z nią rozwieść.
Leczy się, ale u ginekologa? (albo nawet dwóch) bywa raz w tygodniu. Chodzi
do zielarza, dietetyka i oczywiscie internista, który ma ją leczyć z coraz
nowych dolegliwości. Męża oskarża ostatnio o chorobę weneryczną, którą jej
przyniósł i to jest powodem jej niepłdnosci. Kiedy mąż zaprzecza i
przypomina, że to zostało wykluczone przez lekarzy ona dostaje histerii i
płacze godzinę. Za tydzień cała sytuacja się powtarza.
Na sugestie, że może psycholog by jej pomógł, reaguje agresją.

Stres w końcu ją zniszczy, ale nie mam po prostu pomysłu jak jej pomóc, jak
do niej dotrzeć, jak wyjaśnić, że potrzebuje pomocy.
Obserwuj wątek
    • nuriia Re: koleżanka 04.06.07, 12:39
      Przepraszam za błędy, ale jestem dość zdenerwowana.
    • kathrinn82 Re: koleżanka 04.06.07, 12:56
      masakra...az niewiarygodna historia...współczuję, ale przy takim trybie życia,
      rzeczywiście ciężko będzie zajść dziewczynie w ciążę...
      • tekla12 Re: koleżanka 04.06.07, 13:02
        Tu nie o ciążę chodzi tylko o zdrowie psychiczne a właściwie jego brak. Kobieta
        wymaga przede wszystkim leczenia psychiatrycznego.
        • kathrinn82 Re: koleżanka 04.06.07, 13:04
          też prawda...
      • aga_b3 Re: koleżanka 04.06.07, 13:15
        Z tego co piszesz, Twojej kolezance moze pomoc tylko dobry psycholog. Nie wiem,
        czy zdazy do niego, zanim maz sie z nia rozwiedzie, bo chyba zadna milosc nie
        przetrzyma czegos takiego.

        Idealnie by bylo, zeby to maz zaprowadzil ja na terapie, tlumaczac jej, ze robi
        to, bo ja kocha i chce jej pomoc. Nie wiem jednak, czy go poslucha, skoro
        oskarza go o "sabotaz" i "choroby wneryczne".

        Jak tak dalej pojdzie, to straci wszystkie kolezanki, meza, i chec do zycia...
        A jesli zajdzie z nasienia dawcy, to wspolczuje jej dziecku. Ma zadatki na
        zaborcza, psychopatyczna matke...
    • idaw Re: koleżanka 04.06.07, 13:00
      czy żaden z lekarzy, do których tak często chodzi nie może jej powiedzieć, że
      tak postępując w ciążę nie zajdzie??? jej naprawdę potrzebna jest pomoc
      psychologa i to już; życzę powodzenia...
      • nuriia Re: koleżanka 04.06.07, 13:06
        No tak, tylko jak ją do psychologa skłonić. Przyznam, że długo pogarszający się
        stan psychiczny tolerowaliśmy, bo wiedzieliśmy o niepłodności i staraniach.
        A lekarzy było po drodze kilku.
        Problem w tym, że jak lekarz zasugerował odpoczynek nad morzem, to jej mąż
        wytrzymał tydzień. Żaden odpoczynek nie wchodził w grę. Sama nazwała to obozem
        zapłodnieniowym. Po powrocie awantura o brak dwóch kresek.
        • tekla12 Re: koleżanka 04.06.07, 13:14
          nazwijmy rzecz po imieniu - nie o psychologa tylko o psychiatrę chodzi. Marchew?
          Dym z kominka? Rękoczyny za zielone pomidory? Przecież to choroba a starania o
          dziecko to tylko przykrywka dla prawdziwego problemu.
          • polpotworek Re: koleżanka 04.06.07, 13:26
            Niestety obsesja jest naszym największym wrogiem. Przechodzialam ją choc nie w
            tak drastycznej formie i wiem ze udac sie raczej nie moze puki sie nie
            wyluzuje. Ciąza wymaga spokoju i cierpliwości, gdyby koleżanka zaszla w ciąze
            to wyobraz sobie jak ona by wygladala. Sama moglaby sie doprowadzic do
            najgorszego.
            Owszem uważanie na pewne rzeczy jest stosowne ale chorobliwa skrajność w niczym
            nie pomoże, wręcz moze zaszkodzic i to najbardziej jej. Myśle ze warto by
            porozmawiac z kolezanka na spokojnie, nie ma sie co spodziewac ze zrozumie
            Twoje obawy bo jest w takim stanie ze kazdy argument odbierze jako atak- z tym
            musisz sie liczyc. Jej zachowanie moze byc formą depresji lub nerwicy
            maskowanej lub atypowej. Niestety nie my tu jesteśmy od diagnozy a dugerowanie
            by w nią od razu wpakowac leki chyba nie jest dobrym pomyslem. Poprawa i
            poddanie sie terapi w duzej mierze zalezy od jej stanu który niestety moze być
            blędnie oceniany przez osoby z zewnatrz. Myśle ze dziewczyna wpadla w pulapke
            samonakręcania sie, moze to minie z czasem a moze sie z tego zrodzic ogromny
            problem psychiczny.
            Ja sygeruje spokojną rozmowe z kolezanką, mów ze sieo nia martwisz, wyraź swoją
            troskę, nie sugerj nic na silę, moze wytlumacz ze martwisz sie ze jest tak
            odbierana z zewnatrz bo naprawde popadla w skrajnośc nie prowadzącą do
            niczego... moze jej sie zapali czerwone światelko i sama do tego dojdzie. Nic
            na silę bo to moze przyniesc zupelnie odwrotna reakcję.
        • dobdob0106 Re: koleżanka 04.06.07, 13:24
          Współczuję jej , myślę że pewnie nie chciałaby się tak zachowywać . Ja raczej
          nie mówię o swoim problemie, czasem tylko wybucham przed mężem , jak już długo
          albo dużo się nazbiera . Łatwo powiedzieć że trzeba trochę odpuścić , dać na
          luz, chyba mówią tak Ci którzy takiego problemu nie mają. Czasem naprawdę
          trudno zapanować nad swoimi emocjami , pewnie to jest taka "bezradnościowa
          choroba". Może namów tę koleżankę do poczytania tego forum, wypisania się ,
          mnie to pomaga, najpierw czytałam , czytałam,aż wreszcie poczułam potrzebę
          napisania o tym co boli. Kto tak potrafi zrozumieć , jesli nie te dziewczyny
          które same sie z tym borykają. Pozdrawiam.
    • ewelina158 Re: koleżanka 04.06.07, 13:22
      moim zdaniem tesz poczebuje psychologa ale niemożecie na nią nalegać aby tam
      poszła bo napewno twierdzi że jest jej niepoczebny ale w internecie jest dos
      dużo stronek które mogła by przeczytac o problenach z blokadą psychologiczną a
      zajściem w ciąze i może wtedy sama by podjeła decyzje i poszła do psychologa.bo
      mi się wydaje że jej problem leży po stronie psychiki.słyszałam też że pewna
      kobieta bardzo pragnela miećdziecko aż n żywca kupiła pieska i całą miłość
      przelala na niego i zaras zaszła w ciąże.życze szczęscia i dużo cierpliwosci bo
      teras tego twoja koleżanka poczebuje.sorki za błędy.
      • nuriia Re: koleżanka 04.06.07, 13:35
        Bo to jest blokada psychiczna. Z medycznego punktu widzenia nic im nie jest.
        A psycholog jest oczywiście niepotrzebny.
        Kiedyś, po drugim, albo trzecim poronieniu chodziła do psychologa i na grupę
        wsparcia, ale to było ze trzy lata temu.
        Oczywiście na grupie były same "kretynki". Wszystkie takie same, im sie nie uda
        a jej tak.
    • matylda_milena Re: koleżanka 04.06.07, 13:33
      Twoja koleżanka jest poważnie chora. Potrzebuje pomocy psychiatry, z tego co
      piszesz w jej przypadku psycholog nie wystarczy. Powiedz jej to wprost, wiem,
      że niełatwe to zadanie, ale ktoś musi. Powiedz jej, że musi iść się leczyć, bo
      jej mąż poważnie myśli o rozstaniu. A jak ją zostawi, to nie będzie jej miał
      kto zapłodnić. Może pomoże. Tak czy siak ciężki przypadek. Będę okrutna i
      pewnie niektórym z Was się narażę, ale uważam, że natura wie co robi i że
      dobrze, że ta dziewczyna nie jest w ciąży. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie
      takiego egzemplarza w ciąży. Wyobrażacie sobie dziecko takiej kobiety?
      Zastanawiam się tylko, że żaden z lekarzy, do których regularnie uczęszcza nie
      skierował jej do poradni zdrowia psychicznego. Pozdrowienia.
      • nuriia Re: koleżanka 04.06.07, 13:42
        Oczywiscie, że musi się leczyć, ale na wzmiankę o psychologu reaguje źle.
        Gdybym wspomniała o psychiatrze, to byłby to pewnie ostatni nasz kontakt.
        Nawet nie chcę myśleć co będzie jak wspomnę, że mąż chce ją opuscić.
        • kathrinn82 Re: koleżanka 04.06.07, 13:46
          a jej rodzice nie mogą na nią wpłynąć??

          napisz jej anonimowy list, że jak tak dalej pójdzie to straci męża i wszystkich
          znajomych...smile
          • nuriia Re: koleżanka 04.06.07, 14:07
            Nie ma rodziców, obydwoje nie żyją od kilkunastu lat.
            Anonimowy list?
            Przy tej paranoi? To by dopiero miała podstawy do tworzenia spiskowych
            scenariuszy.

            A to była całkiem normalna i sympatyczna dziweczyna.Siedem lat leczenia temu.
            • kathrinn82 Re: koleżanka 04.06.07, 14:10
              strasznie mi przykro, dziewczyna ma poważny problem, naprawdę.
              tylko psychaiatra tu pomoże, ale jak ja na to nakłonić to nie mam pojęcia...sad
              • nuriia Re: koleżanka 04.06.07, 14:20
                Też nie mam pojęcia. Dlatego tu napisałam. Bo kto ma cos poradzić jak nie wy?
                Myślę, że możecie ją rozumieć lepiej niż ja. Może lepiej poradzicie jak do niej
                dotrzeć.

                Przeczytałm tu kilkanaście wątków i mogę powiedzieć, że wszystkie to rozmowy
                znam, słyszałam już to wszystko. Ona też zaczynała od badań hormonów,
                monitorowania cyklu itp. To jakoś po drodze, powoli zrobiło się niezdrowe.
              • polpotworek Re: koleżanka 04.06.07, 14:24
                strasznie mi przykro ale z tego co mówisz ze kilka razy stracila dziecko to
                problem jest poważniejszy niz by mógl sie wydawać. Truno tu cokolwiek zaradzić,
                wiem tylko ze malzenstwo moze wiele przetrzymac, nawet takie "burze", ale oni
                musza sie trzymac razem. Wzajemne obwinianie sie doprowadzi tylko do rozpadu.
                Moim zdaniem powinno sie najpierw porozamawiac z męzem a poźniej zastanowic sie
                jak wspolnie jej pomóc. Jeśli ona nie bedzie miala oparcia w mężu(mimo
                wszystko) to moze byc to walka z wiatrakami. Sama przezywalam bardzo cięzki
                kryzys malżenski z powodu swojej choroby i tego ze nie moglam miec dziecka. Xle
                wspominam zachowanie mojego męża w kontrataku na moje ale po jakimś czasie wiem
                ze jemu tez bylo strasznie ciężko i sam potrzebowal czasu na to by nauczyc sie
                mi pomagać. Czlowiek jest tylko czlowiekiem.
                • nuriia Re: koleżanka 04.06.07, 14:42
                  Może nie napisałam tego dość wyraźnie. Jej mąż ma szczery zamiar się z nią
                  rozwieść a nie jej pomagać. Ledwo z nią wytrzymuje.
                  On doskonale wie, że to jest potężny problem, ale ma chyba dość.
    • matylda_milena Re: koleżanka 04.06.07, 14:25
      Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, ale piszesz Nuria, że Twoja koleżanka chodziła
      na terapię po drugim czy trzecim poronieniu. Wynika z tego, że koleżanka nie
      dosyć, że ma problem z zajściem w ciążę, to ma jeszcze problem z jej
      donoszeniem, jak się wreszcie uda zajść. Po tym co napisałaś wygląda, że nie ma
      zbyt dużego wsparcia. Rodzice nie żyją, mąż ciągnie resztkami sił, znajomych
      prawie brak, bo kto jest w stanie wytrzymać takie jazdy? Jak dostanie
      wypowiedzenie z roboty to już kompletna załamka, choć pisałaś, że ona i tak
      więcej na urlopie niż w pracy, to może jej to nie ruszy. Można powiedzieć, że
      sama sobie winna, poniekąd to prawda. Wygląda na to, że ta dziewczyna jest na
      maksa znerwicowana i przewrażliwiona. Ma ogromy problem, z którym sobie nie
      radzi i reaguje agresją. Wydaje jej się, że wszyscy i cały świat są przeciwko
      niej. 7 lat walki może dać się nieźle w kość, szczególnie jak ktoś jest słabszy
      psychicznie. Sama byłam stymulowana CLO i miałam takie jazdy, że ho ho!!! Nie
      byłam w stanie sama ze sobą wytrzymać. Aż wreszcie powiedziałam lekarce, że ja
      tego więcej brać nie będę, bo albo wyląduję w psychiatryku albo rodzina spakuje
      mi walizki i wystawi przed dom. Nic na siłę, wszystko młotkiem smile)) Ale
      wracając do Twojej koleżanki. Wygląda na to, że jesteś jedyna, która jest w
      stanie wytrzymać kontakt z nią. Może zaproponuj jej wyjście do knajpy (tylko we
      dwie) i pogadaj z nią spokojnie. Rozmowa utrzymana w tonie martwię się o Ciebie
      itd., tak jak sugerowała któraś z dziewczyn w innym poście. Niech zaglądnie na
      to forum, tu są bardzo życzliwe dziewczyny, które też od lat walczą i sprawiają
      wrażenie normalnych (na innych forach różnie bywa). Jakoś tej dziewczynie
      trzeba pomóc, jak czujesz, że nie dasz rady, może zmontuj koalicję z jej mężem
      i razem z nią porozmawiajcie, albo Ty pogadaj z nim sama i niech on spróbuje ją
      przekonać. Niech on też idzie z nią na terapię, niech ona nie będzie z tym
      sama, będzie gość wiedział jak ją wspierać. Przepraszam, że tak długo.
      Powodzenia.
    • matylda_milena Re: koleżanka 04.06.07, 14:31
      sorry, to jeszcze raz ja, ale tym razem będzie krócej, obiecuję smile Powiedz
      jej, że nawet jeśli jakimś cudem uda jej się w takim stanie psychicznym zajść w
      ciążę, to nie będzie w stanie jej przetrzymać będąc tak skrajnie znerwicowaną.
      A poza tym będzie narażać swoje dziecko, które przecież reaguje na samopoczucie
      i stan psychiczny matki. Może to jej jakoś przemówi do wyobraźni?
      • polpotworek Re: koleżanka 04.06.07, 14:50
        Skoro mąz nawet nie chce walczyć to dziewczyna bez jego wsparcia niestety
        pogrąża sie. Pogadaj jeszce raz z jej męzem, moze on sie poprostu boi ze sobie
        nie poradzi, a moze zapomnial przysiegi malżenskiej i wycofuje sie bo tak mu
        bedzie latwiej, a moze juz jej nie kocha... Najlpierw trzeba ustalic prawdziwe
        intencje jej męza bo dzialanie bez zorganizowanej struktury bedzie bardzo
        chaotyczne i moze wprowadzic jeszcze wiecej zamieszania.
        W sumie jej ataki na męza wygladaja jak desperacka próba wywolania w męzu
        potrzeby udowodnienia jej ze on naprawde ją kocha i wszystko razem
        przetrzymają. Jej mąz zachowuje sie niestety odwrotnie i kolo sie zamyka. W
        takim maraźmie i oszukiwaniu sie nie mozna dlugo żyć, bez jasnej sytuacji tutaj
        niewiele sie chyba zdziala.
        • nuriia Re: koleżanka 04.06.07, 15:04
          On jest po prostu zmęczony rolą, jak sam mówi "byka rozpłodowego". I tego, że
          jego żona zna jeden temat do rozmów. Dosyć ma pewnie też żony, któa się skupia
          na jednej rzeczy. Czyli zajściu w ciążę. Skarży się, że Ania przestła być jego
          żoną, przyjaciółką i kochanką, a została już tylko kobietą starającą się zajsć
          w ciążę. Wielkrotnie zostawał u nas w domu do późna, bo bał się wrócić do domu
          a większość jego znajomych przestała się z nim przyjaźnić ze względu na żonę i
          jej zachowania. Znam go dobrze, mąż mój zna go jeszcze lepiej. On zdecydownie
          chce rozwodu. Jedyne co go przy niej trzyma to jakieś resztki dawnych uczuć i
          może współczucie.

          • ewelina158 Re: koleżanka 04.06.07, 15:11
            rozumie jej męża ale niepowinien myśleć o rozwodzie.teras gdy go najbardziej
            poczebuje.powinien z nią szczeże porozmawiać co go boli aby mogła go zrozumieć
            i wspierać się nawzajem.
            • nuriia Re: koleżanka 04.06.07, 16:45
              Może powinien ją namówić do szukania pomocy u psychologa, ale tego nie robi.
              Kiedyśtam próbował. Ostatnio to się przygotowuje do rozwodu. On już raczej nic
              nie zrobi, żeby jej pomóc.
              Wspierać siebie nawzajem? W czym? Jego to chyba w rozwodzie? On innych planów
              nie ma.
              • mezatkaap Re: koleżanka 04.06.07, 16:56
                Nie dziw się, że facet wymięka, i tak długo wytrzymał. Same starania,
                w "normalnych warunkach" są stresujące jak cholera, a co dopiero z kobietą
                hiseryczką... są jakieś granice; ona wymaga psychiatry, i to szybko; spróbuj ją
                namówić, z daleka od noży i innych takich. Podziwiam Cię szczerze, bo ta
                kobieta budzi we mnie lęk...
      • nuriia Re: koleżanka 04.06.07, 14:55
        Żaden proble ze długo. Ja w końcu oczekuję od was pomocy i porad.
        Knajpa odpada.
        Ale zaproszę ją do domu. Tylko kiedy. Okolice owulacji odpadają, bo to jest
        czas święty. Żadnego wychodzenia, skupia sie ma poczęciu. Jak ma miesiączkę
        (każdą kolejną) nie wyjdzie za nic z łóżka, bo nie zaszłą w ciążę i tyle.
        Przeżywa porażkę. Po owulacji do miesiączki nie ma co liczyć, bo wtedy robi
        testy i jest pełna nadziei. "tym razem się na pewno udało, już mi się piersi
        powiększyły mam zaparcia, to nieuchronne oznaki ciąży"
        Więc zostje chyba tylko czas od miesiączki, do okresu intensywnego starania się
        o dziecko. Tylko ona wtedy jest cała optymistycznie nastawiona, bedzie super,
        zajde w ciążę.

        No więc zaproszę ją. Z meżem, bo musi ktoś ją odwieść do domu.
        I powiem, że sie martwię. A ona mi na to, że to wszystko wina wszystkich bo
        sabotują ją i jej ciążę. Ale ona się nie da.
    • ewelina158 Re: koleżanka 04.06.07, 15:07
      wszyscy ją wysyłacie do psychiatry.ja jej sie niedziwie 3 poronienia ja nie
      poroniłam bo nigdy jeszcze w ciąży nie byłam.i mam nadzeje że jak bende w ciąży
      to wszystko pujdzie ok.ale niewiem jak bym zaregowa.jeszcz wiedząc że mąż chce
      mnie opuscic.niekiedy wystarczy psycholog a nie psychiatra.a nawey niekiedy
      wystarczy nic niemuwił tylko ją wysłucha.i wspierac.a nie oceniac nikt niewie
      co ona naprawde mysli i czuje.sorki za błędy ortograficzne
      • polpotworek Re: koleżanka 04.06.07, 16:10
        Mąz nie moze tak poprostu uciekać, zwinąc manele. Ona go potrzebuje mimo
        wszystko. Zagubila sie i wydaje mi sie ze problemem jest to ze nie potrafią ze
        sobą wprost porozmawiac. Tak mi sie wydaje. Chyba lepszy bylby nawet wybuch
        emocji ich obojga i wyjasnienie sobie pewnych spraw niz uciekanie.
        Mąż nie powinien chowac glowy w piasek, lepsze by bylo gdyby wykrzyczal jej
        wprost co czuje i ze ją kocha(no wlasnie ale czy on ją kocha i chce z nią byc
        to wie tylko on)- moze by to do niej dotarlo. Jego odejscie uwolni go od
        frustracji ale ją dobije(moze sie odbije a moze nie), i problemem najwiekszym
        moim zdaniem sa relacje miedzy nimi. Tylko on wie czy chce odejsc bo nie da rady
        (czesto nam sie wydaje ze nie mozemy czegoś udzwignąc), czy poprostu juz nie
        chce z nią być bo np ma inna kobiete. Wyjasnienie tego ma ogromne znaczenie,
        moim zdaniem zanim on sie nie określi to niewiele tu sie nie wskura.
        • polpotworek Re: koleżanka 04.06.07, 16:13
          Ja myśle ze tu by sie bardzoiej przydala terapia rodzinna. Niestety problem
          malzonki to tez problem jej męza. Mój mąz bardzo zmienil sie gdy zaczal ze mna
          chodzic do lekarza. Zrozumial ze mozna walczyc, ale ja wiem ze on chcial choc
          tez pewnie czasami mnie nienawidzil.
          • nuriia Re: koleżanka 04.06.07, 16:40
            Jej mąż towarzyszył jej latami. Teraz chce się z nią rozwieść. Nie chce z nią
            isć na terapię, tylko się rozwieść. I nie sądze, żeby o cokolwiek chciał
            walczyć. On jej raczej nie nienawidzi. On jej po prostu nie kocha.

            Ja się nie wtrącam w sprawy dwojga ludzi. Tam już nie ma związku. I nie sądzę,
            żeby jej zmęczony mąż chciał jeszcze jej pomagać.

            Byłoby dobrze, żeby moja koleżanka trafiła do specjalisty zanim zacznie się
            rozwód.
    • fioco78 Re: koleżanka 04.06.07, 16:55
      czytam, czytam i nie mogę w to uwierzyć. mam nadzieję, że nikt mnie tak nie odbiera z zewnątrz. to jest straszne co piszesz. dziewczyna kwalifikuje się do leczenia, ale najpierw stanu nerwowego. nie wiadomo co ci poradzić, jej facet też już chyba traci cierpliwość. laska niszczy psychicznie siebie i jego. nie odwracaj się od niej. musicie coś zrobić, bo się wykończy. wiem, że nikogo nie łatwo przekonać do leczenia u psychologa, ale to wydaje się być jedynym rozsądnym wyjściem. powodzenia życzę i tobie i jej. trzymam kciuki.
      • batutka Re: koleżanka 04.06.07, 17:16
        ona jest tak znerwicoawna, ze najprawdopodobniej nie zajdzie w ciazy wlasnie
        przez takie obsesyjne myslenie, zachowanie - to moze wlasnie to ja blokuje
        jak tego nie zrozumie, to nie wroze jaj niczego dobrego - przeciez organizm musi
        sie do ciazy przygotowac nie tylko fizycznie, ale i psychicznie
        • nuriia Re: koleżanka 04.06.07, 17:21
          Teraz to, że nie zajdzie w ciążę, to jest jej (przepraszam za niedelikatność)
          mniejszy problem. Jak sie nie da namówić na psychologa i zostanie całkiem
          samotna, to jej świat się dopiero zawali.

          • batutka Re: koleżanka 04.06.07, 17:26
            dokladnie tak jak piszesz - ktos musi jej pomoc, bo sama nie da rady sad
            • nuriia Re: koleżanka 04.06.07, 17:29
              No właśnie, tylko jak jej to wyjaśnić.
              Zaproszę ją i porozmawiam, tylko nie wiem jak do niej dotrzeć.
              Stąd prośba o waszą pomoc.
              • fioco78 Re: koleżanka 04.06.07, 17:34
                dawaj ją tu na warsztat. dziewczyny jej deprechę wybiją. takie coś, pogadanie z kimś, nawet anonimowo bardzo dużo daje, wiem po sobie. kto ją lepiej zrozumie? tylko boję się, że zapuściła się w tym już za daleko. z tego małżeństwa będą nici i problem niepłodności może jej się rozwiązać sam. trzeba ją ratować przed nią samą.
                • wiosenka1 Re: koleżanka 04.06.07, 20:23
                  a moze bys jej pokazala ten watek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka