Już nie mam siły.... Nie wyrabiam po prostu. Dziś w nocy sąsiadka urodziła
dzicko. O 23.45 mąż ją zawiózł do szpitala. Oczywiście filowałam w oknie pół
nocy (sama nie wiem, po co sie tak ktuję, ale ciekawość mnie zżerała). Mąż
tej sąsiadki przyjechał rano i właśnie z rozesmianą gębą zdawał relację
swojej mamusi z tego, co działo sie z z jego żoną w szpitalu. Właśnie wyszkli
na spacer - on, jego matka i 2 dzieci. Nie mogę na to patrzeć, nie mogę. Może
jestem podła, wredna, okropna, niewdzięczna, złośliwa, ale... nie mogę na to
patrzec... Ktoś mógłby powiedzieć "nie patrz", ale nie muszę, naprawdę. To
wszystko dzieje sie na moich oczach, w moim bloku, pod moimi oknami, za
ścianą. Tylko czekam, aż przywiozą dziecko ze spzitala i znów dadzą sie
słyszeć w nocy znajome płącze niemowlęcia. To ponad moje siły

((.
Pamietam, kiedy rodziłam Adasia, to chodziłyśmy w ciaży wszystkie 3 z
klatki.Jedna z sąsiadek urodziła w kwietniu, druga w maju, i ja w czerwcu.
Pamietyasm, że myślałam wtedy : 'Boże, dobrze, ze jestem też w ciaży, bo nie
przeżyłabym chyba, gdyby top wszystko działo sie na moich oczach, a ja nadal
nie miałabym swojego dzieciatka". no i doczekałąm sie identyznej sytuacji,
tylko po 3 latach. Najpierw jedna koleżanka 9wczoraj, dzis w nocy druga... To
za duzo, naprawdę za duzo...