Dodaj do ulubionych

Byłam adoptowana i chcę adoptować

IP: *.kul.lublin.pl 03.07.01, 11:07
Przejrzałam listy dot. adopcji i powiedziałam sobie: a napiszę...
W wieku 4 lat trafiłam do Domu Dziecka - gdy miałam 7(!) zostałam zaadoptowana
przez samotną osobę - Mamę. Nie chcę się rozpisywać o buncie nastoletnim, tych
okrzykach: nie jesteś moją Matką... My mamy (ja i Mama) to za sobą. Wspomnienia
niedobrych chwil minęły, pozostała miłość, a to chyba najważniejsze.
Tak macie rację: adopcja to trudny problem. I napewno wymaga dużo mądrości,
miłości i cierpliwości z obu stron. Macie również rację: wśród rodzin
adopcyjnych jest dużo tragedii, które dotyczą zarówno dzieci jak i adopcyjnych
rodziców. Każdy ma prawo do lęków i uprzedzeń. Adopcji można a nawet należy się
bać - nie po to by zrezygnować z niej, tylko po to by była to adopcja mądra,
wypływająca z ważnych pragnień i potrzeb.
Ja dziś mam 30 lat, cudownego męża, wspaniałą Mamę, rodzinę i przyjaciół. Mam
ciekawą pracę - dzięki wierze mojej Mamy i rodzinie w moje zdolności zdobyłam
wszechstronne wykształcenie. W najśmielszych marzeniach nie oczekiwałam tylu
cudownych rzeczy.
Lecz o dziwny losie.. pojawił się w moim zyciu problem niepłodności.
Na początku bunt do Pana Boga (myślę, że znacie go dobrze): nie dość, że
zabrano mi już na początku życia tyle.. to jeszcze i teraz... odebrano...
Bunt powoli mija - pragnienie pozostaje. Ja wierzę w to, że kiedyś mocno
przytulę do siebie dziecko. W ł a s n e dziecko - n i e to, które urodzę -
tylko takie, które na mnie gdzieś czeka (9 miesięcy to nic z
kilkumiesięcznym/może kilkuletnim oczekiwaniem na dziecko).. po prostu
dziecko... Małą istotkę, którą pragnę kochać, wychowywać i pokazać jej, że
świat może być dobry.
Kasia
Obserwuj wątek
    • Gość: EwaP Re: Byłam adoptowana i chcę adoptować IP: *.cofund.org.pl 03.07.01, 12:05
      Witam Kasiu,
      Bardzo się cieszę, że się zdecydowałaś odezwać. Jesteś dla nas przykładem, że adopcja choć trudna to na
      pewno adoptować warto - sama przez to przeszłaś i chcesz być matką adopcyjną. Proszę napisz więcej o
      twoich doświadczeniach z dzieciństw i potem. My już jakiś czas jesteśmy w ośrodku adopcyjnym i chcemy się
      przygotować do przyjęcia małej istotki. Moim zdaniem sama świadomość problemów to już duży krok do ich
      rozwiązania.
      Napisz również skąd jesteś i czy leczysz się. Może wymienimy doświadczenia. Proszę odezwij się. Jak byś
      chciała napisać prywatnie podaję maila ewap@cofund.org.pl.
      Pozdrowienia, Ewa
      • Gość: Kasia Re: Byłam adoptowana i chcę adoptować IP: *.kul.lublin.pl 03.07.01, 12:48
        Ewo!
        Dzięki, że się odezwałaś. To fakt - mój pierwszy list trochę mnie kosztował,
        ale warto było.. Bardzo się cieszę perspektywą pomocy. Odpowiem na wszystkie
        pytania i mam nadzieję, że przydam Ci się. Oczywiście skorzystam z maila - ale
        może nasza rozmowa na forum jeszcze komuś się przyda.
        Z niepłodnością borykamy się od półtorej roku. Już po paru miesiącach
        nieudanych prób zrobiłam badania hormonalne (do tej pory wszystko o.k.) mąż
        miał badane nasienie - (lekko poniżej normy - podobno ujdzie).
        Jestem na etapie przyzwyczajania się do myśli o specjalistycznej klinice. Po
        roku przyglądania się różnym wypowiedziom - chyba wybiorę Novum. Boję się
        jednak dalszych rozczarowań...
        O adopcji myslałam jeszcze zanim wyszłam za mąż. Znam przykłady kilku adopcji w
        bliskim mi rodzinno-przyjacielskim środowisku. Mam więc trochę doświadczeń..
        proszę odpowiedz: co Cię nurtuje, jakie masz pytania?
        K.
        • Gość: Odra Re: Byłam adoptowana i chcę adoptować IP: *.elc.uni.wroc.pl 03.07.01, 13:19
          Kasiu!
          MOje wyrazy szacunku i uznania!
          • Gość: Bacha Re: Byłam adoptowana i chcę adoptować IP: 195.205.13.* 03.07.01, 14:31
            Kasiu, bardzo Ciebie potrzebujemy i kazda Twoja wypowiedz bedzie dla nas badzo
            cenna. Jak zdazylas sie zorientowac wszystkie mamy ten sam problem - jak zajs w
            ciaze, a temat adopcji caly czas wywoluje ogromne emocje. Twoja obecnosc na
            pewno pomoze w podjeciu decyzji o adopcji. Dzieki, ze do nas trafilas.
            Pozdrawiam. Bacha
    • Gość: Aśka Re: Byłam adoptowana i chcę adoptować IP: *.pai.net.pl 03.07.01, 21:15
      Witaj Kasiu, nie kryję, że i mnie sprawiłaś ogromną radość swoją decyzją o
      odkryciu się przed nami. Nawet nie wiesz jak bardzo pragnęłam, by do naszego
      forum przyłączył się właśnie ktoś taki jak Ty. Ktoś kto jest w stanie
      powiedzieć jak to jest - od strony dziecka.

      Ja też powoli zaczynam myśleć o adopcji. Na razie nie mam o tym zielonego
      pojęcia, na razie oswajam się z myślą i staram się o tym dowiedzieć jak
      najwięcej. Dojrzewam (i psychicznie i finansowo) do drugiego in vitro. Jak się
      nie powiedzie, to damy sobie spokój i podejmiemy kroki związane z adopcją.

      Kasiu, gdybyś mogła napisać w jaki sposób Twoim zdaniem można ułatwić dziecku
      przeżycie pierwszych dni, tygodni, miesięcy spędzonych w obcym (początkowo)domu.
      • Gość: Kasia Re: Byłam adoptowana i chcę adoptować IP: *.kul.lublin.pl 04.07.01, 12:06
        Bardzo dziękuję za Wasze słowa.
        Dodają mi otuchy i mobilizują do dalszych listów. Mam nadzieję, że odezwie się
        jeszcze inna osoba adoptowana, bo tylko moje doświadczenia to chyba za mało.. i
        za subiektywnie. Mam poczucie dużej odpowiedzialności za te moje odpowiedzi..
        boję się, że możecie się rozczarować.
        Miejcie też proszę wyrozumiałość dla tych (może zbyt długich) wypowiedzi.

        Asiu - ja w momencie odejścia z D.D. i rozpoczęcia "nowego życia" miałam 7 lat.
        Byłam już dużą, świadomą sytuacji dziewczynką.Mama nie musiała mi nic
        tłumaczyć. Doskonale wiedziałam, że mam innych rodziców, że jestem porzuconym
        dzieckiem. Bardzo wzruszyłam moją Mamę: gdy na pytanie czy zgadzam się zmienić
        nazwisko odpowiedziałam: "nie, bo to tak jakbym się wyparła mojej Mamy". I co
        Ty na to: siedmioletnie porzucone dziecko... jego sumienie...

        Co do odczuć w nowym domu:
        - byłam bardzo zalękniona,
        - przechodziłam różne fazy: od nieśmiałości do nieodpartej chęci bycia w
        centrum uwagi w stylu "patrzcie na mnie - chcę być najważniejsza, należy mi się
        wszystko - przecież to ja jestem poszkodowana",
        - źle znosiłam obecność dzieci z rodziny (w podobnym wieku), one były takie
        radosne, pewne siebie, podczas gdy ja czułam się "obco",
        - bałam się ustawicznie, że wydarzy się coś! i będę musiała wrócić do D.D.
        (choć zdarzały się chwile zagubienia i tęskniłam za tym miejscem - tak przecież
        mi znajomym, jedynie bliskim),
        - potrzebowałam stałej uwagi (Mama sprostała zadaniu) - pierwsze parę miesięcy
        spędziłyśmy non stop razem - ale nie pamiętam kiedy zaczęłam śmiało
        mówić "Mamo",
        - ja przyjechałam z Warszawy do innego miasta - uważam, że to b. dobry pomysł,
        w przypadku mojej adoptowanej kuzyneczki (pochodziła z tego samego miasta)- do
        tej pory omija prawdopodobne miejsca pochodzenia,
        - miałam również fazy w stylu: raz słodkie dziecko, innym razem potwór, mały
        psychiczny dręczyciel: krzyczałam, że "ja wracam" i pakowałam walizkę. Mama raz
        zaglądnęła przez dziurkę (opowiadała mi to) i zobaczyła, że ja tylko szuram
        walizką tam i z powrotem po pokoju (he..he..), więc przestała się bać.
        Okres adaptacji napewno był długi. Więcej pamiętałaby moja Mama - może uda mi
        się ją namówić do opisania Wam jak to wyglądało.

        Jeszcze parę uwag:
        Pełne formalności zostały załatwione gdy miałam 14 lat.
        Sama uważam, że przed dziećmi nie powinno się tego kryć. Gdy ono trochę
        podrośnie powinno się od Was!! dowiedzieć. Ważna jest szczera rozmowa typu:
        Mamusia i Tatuś nie mogli urodzić dzidziusia, ale pokochali Cię zanim jeszcze
        znalazłaś/łeś się u nich i tak Cię pragnęli...
        Ogarnia mnie paniczny strach gdy słyszę o buntach dzieci dowiadujących się
        od "życzliwych dobrze poinformowanych" ...

        Dziecko porzucone to dziecko skrzywdzone - jego obroną, czasem jedynym wyjściem
        jest agresja. Przykład: zranione dzikie zwierzątko.
        Ja sama gdy uświadomiono mi, że jestem/byłam agresywna, spojrzałam na siebie z
        drugiej strony i walczyłam sama z sobą, bo tak naprawdę nie chciałam krzywdzić
        bliskich, zwłaszcza Mamy - jej ogromnej miłości i akceptacji bez względu na
        wszystko. To ona najczęściej "przełamywała lody". Miała/ma w sobie tyle siły,
        często każdą złą sytuację, nieporozumienie starała się obrócić w żart, nie
        traktować wszystkiego tak śmiertelnie poważnie. Zaraziła mnie humorem, tak
        często to było lekarstwo: złe chwile kończyły się śmiechem i wzajemnym
        ściskaniem.

        Jeszcze bardzo ważna uwaga: w moim dawnym życiu była osoba, o której obecności
        dowiedziałam się później. Była to p. Maria Łopatkowa. Jest/była osobą zajmującą
        się problemem dzieci z D.D. Wydała kilka książek. Ta mądra Pani wymyśliła
        program: kilkutygodniowe wyjazdy w góry, podczas których spotykały się dzieci
        (w wieku od 3 lat w górę) razem z dorosłymi, chcącymi je adoptować.
        Towarzyszyli im pedagodzy i uważnie obserwowali. Och! - przypomniałam sobie!
        nakręcono film na podst. tego programu, ale niestety nie pamiętam tytułu, b.
        dobrze scharakteryzowano tam odczucia dzieci i dorosłych. Ja podczas tych
        wakacji spotkałam Mamę.

        Mam nadzieję, że Was nie zanudzę. Jak wiadomo: dla każdego jego życie jest
        najważniejsze - stąd moja potrzeba wypowiedzenia się.

        Ale już teraz postaram się odpowiadać konkretnie na pytania - proszę pytajcie.

        Kasia

        • Gość: Aśka Re: Byłam adoptowana i chcę adoptować IP: *.pai.net.pl 04.07.01, 20:34
          Kasiu, w żadnym wypadku nie odpowiadaj konkretnie! Im więcej piszesz, tym
          więcej wiem.

          Są takie momenty, że najchętniej rzuciłabym wszystko i od razu poszła do
          ośrodka adopcyjnego (jak o tym myślę, to czuję jakąś taką niesamowitą ulgę).

          Ja też kiedyś zetknęłam się z panią Marią Łopatkową. A właściwie nie ja tylko
          moja koleżanka. Ale pamiętam, że wtedy byłam pod wrażeniem jej historii i
          przeczytałam jedną (a może więcej) z książek pani Marii.

          Myślę, że Twoja Mama jest wspaniałą osobą i jeśli udałoby Ci się ją namówić do
          zwierzeń, to byłabym zachwycona.

          Jeśli chodzi o adopcję, to nie boję się tego, że moje dziecko będzie starało
          się dotrzeć do swoich korzeni (ma do tego prawo). Tylko tego, że może kiedyś
          zdecyduje się odejść... na zawsze. Dlatego bardzo bym chciała mieć takie
          dziecko jakim jesteś Ty, Kasiu. Takie, które będzie potrafiło zrozumieć,że:
          NAJWAŻNIEJSZA JEST MIŁOŚĆ.
          • Gość: Kasia Re: Byłam adoptowana i chcę adoptować IP: *.kul.lublin.pl 06.07.01, 11:01
            Serdeczne pozdrowienia dla wszystkich "adopcyjnych" forumowiczów!

            Witaj Asiu!
            Przepraszam za spóźnioną odpowiedź (musiałam troszkę popracować - he, he..)
            Przejrzałam dziś rano jeszcze raz listy dot. adopcji i muszę Ci powiedzieć..
            byłabyś/będziesz? b. dobrą mamą adopcyjną. Masz tyle dobrej macierzyńskiej
            intuicji, a przede wszystkim tą postawę, o którą niełatwo. Ja też bym chciała
            mieć taką Mamę jak Ty.

            Co do ciągu dalszego pytań:

            > Jeśli chodzi o adopcję, to nie boję się tego, że moje dziecko będzie starało
            > się dotrzeć do swoich korzeni (ma do tego prawo). Tylko tego, że może kiedyś
            > zdecyduje się odejść... na zawsze.

            Hm.. Ja nie mam potrzeby docierania do swoich korzeni (nie oznacza to, że nie
            akceptuję i szanuję takiej potrzeby wśród adoptowanych). Być może dlatego, że nie
            są one dla mnie tajemnicą i zagadką. W mojej dziecięcej pamięci pozostał obraz
            wsi, domu, innego rodzeństwa. Bardzo mglisto/wyrywkowo pamiętam Mamę, Tatę,
            brata. Jak przypuszczam i jak mi potem opowiadano moja rodzina rozpadła się z
            powodu choroby (rak) mojej Mamy i (może przede wszystkim) alkoholizmu Taty. Ta
            wiedza mi wystarcza. Zaakceptowałam fakt oddania, choć w pełni nastąpiło to
            dopiero jak dojrzałam i jak stanęłam przed decyzją założenia własnej rodziny
            (wcześniej mi było b. trudno).

            Wydaje mi się, że potrzeba odnajdowania swoich korzeni jest ważna dla osób,
            którzy są zagubieni w świecie, w swoim środowisku.. mają poczucie pustki, braku.
            Dotyczy to przecież nie tylko osób adoptowanych. Myślę, że najważniejsze to tę
            pustkę wypełnić. Mi wypełniono ją.

            Ja nie boję się o to, że mnie moje (adoptowane czy rodzone) dziecko opuści. Tak
            naprawdę wszystko zależy od nas, ile dajemy z siebie i ile tego zostaje w
            ludziach, na których nam najbardziej zależy. Im więcej damy dzieciom miłości, tym
            bardziej uspokoimy w nich i w sobie lęki.

            Asiu!
            Dzięki za listy. Pytaj śmiało dalej.
            Chciałabym kiedyś spotkać się z Tobą i pogadać. Może razem z EwąP?

            Kasia
            • Gość: Aśka Re: Byłam adoptowana i chcę adoptować IP: *.pai.net.pl 07.07.01, 18:49
              Kasiu, dziękuję Ci za ciepłe słowa.
              Wiesz, ja generalnie zastanawiam się, czy będę dobrą matką, bo jestem totalnie
              niezorganizowana i na wiele spraw brakuje mi czasu.

              Moje obawy dotyczące odejścia dziecka zrodziły się, gdy obejrzała program Ewy
              Drzyzgi, w którym chłopiec (a właściwie młodzieniec) powiedział, że gdy się
              dowiedział, że jest adoptowany wyprowadził się z domu i nie chciał więcej znać
              swoich rodziców. Pewnie główną przyczyną był szok spowodowany nagłym odkryciem
              prawdy, być może dowiedział się za późno. Rozumiem mógł się obrazić, ale do
              tego stopnia, żeby przekreślić te wszystkie lata miłości swoich rodziców?

              Martwi mnie jeszcze jedno. Gdy adoptuje się dziecko powyżej roku, to nie
              przysługują żadne dni wolne z tego tytułu (chyba, że się mylę, więc proszę o
              sprostowanie). Wątpię by wystarczył mój urlop wypoczynkowy, powiedzmy nawet
              cztery tygodnie ("aż" taki wymiar urlopu przysługuje na warunkach urlopu
              macierzyńskiego w przypadku adopcji dziecka w wieku 4-12 miesięcy) na to by
              maluszek poczuł się bezpiecznie i bez obaw poszedł do żłobka czy przedszkola.
              Zwolnienie z pracy nie wchodzi w grę i to nie tylko z przyczyn finansowych.
              Przecież jednym z warunków przysposobiebia dziecka, jest stała praca małżonków.
              Błędne koło.

              Kasiu, ja też bardzo chętnie bym się z Tobą spotkała. Jeśli czytasz wątek o
              stowarzyszeniu, to już wiesz, że organizujemy spotkanie. Może też weźmiesz w
              nim udział? I liczę, że Ewa również do nas dołączy.

              • isiak1 Re: Byłam adoptowana i chcę adoptować 09.07.01, 09:56
                Asiu!
                Błagam - Kochana - nie oglądaj takich programów! Sama przecież dobrze wiesz, że
                telewizja to specyficzne miejsce, w sposób szczególny wpływające na osoby
                zaproszone (odpowiedni typ ludzi) i na ich "zwierzenia".
                Nie chodzi o to, że krytykuję samą formę tych programów. Ale musisz mi
                przyznać, że wyłapują one "smaczki", szukają taniej sensacyjności. Zobacz -
                dlaczego nie ma w nich nic o normalnych, szczęśliwych adopcyjnych rodzinach?
                Przecież Ty dobrze o tym wiesz, niepotrzebnie się rozpisuję...

                Asiu,
                Wracając do problemu urlopu: moja Mama jest nauczycielem w związku z czym
                trochę inaczej wyglądał jej urlop w naszym przypadku. Wydaje mi się, że w
                momencie przysposobienia każdego dziecka przysługuje urlop (oprócz
                wypoczynkowego) - ale jak jest on "długi" - muszę to jeszcze sprawdzić.

                Od przyszłego poniedziałku jestem do końca miesiąca na urlopie (nareszcie!!),
                więc poczekam na spotkanie w innym terminie. Ale w sierpniu chciałabym zajrzeć
                do Warszawy (być może do Novum). Chciałabym spotkać się z kimś kto poradziłby
                mi, którego lekarza mam wybrać i na jakie badania się nastawić. Czy część z
                nich udałoby mi się zrobic w ramach ubezpieczenia? Może sie łudzę?

                Asiu - czy możesz (jeśli oczywiście zechcesz) opisać mi Wasz przypadek
                niepłodności? Jeśli nie, zrozumiem. Podaję Ci mój "gazeciany" adres:
                isiak1@poczta.gazeta.pl - gdybyś chciała skorzystać.
                Kasia
                • malgosiak do Kasi i wszystkich 09.07.01, 19:05
                  Kasiu, inne dziewczyny Cie już " wyściskały ", więc ja nie bedę się powtarzać.
                  Super, ze jesteś, rzeczywiście musimy zorganizować spotkanie. Ja jutro po
                  południu zaczynam już okres wolności ( do 29 lipca). W tym czasie z ogromnym
                  ubolewaniem prawdopodobnie nie będę do Was pisać, ale generalnie ostatni
                  weekend lipca jest ok. Ustalcie tylko, na Boga miejsce, już mi wszystko jedno,
                  byle była jakaś kafeja z caffe latte. W razie czego Ewa P., Lilka, Aga i Bambi
                  mają mój telefon , dzwońcie jakby się zmienił termin. Bardzo będę za Wami
                  tęsknić, nie przesadzę jak powiem, ze jesteście teraz dla mnie jak druga
                  rodzina. M
                • Gość: Aśka Re: Byłam adoptowana i chcę adoptować IP: *.pai.net.pl 09.07.01, 20:48
                  Masz rację, Kasiu, ten program pokazuje same skrajności. Ale w sumie dobrze
                  wiedzieć również o nich, żeby przynajmniej podjąć starania, które pomogą
                  uniknąć takich sytuacji.
                  Jak uda Ci się dowiedzieć coś o tym urlopie, to byłabym Ci wdzięczna.
                  Szkoda, że się nie spotkamy, ale mam nadzieję, że "co się odwlecze, to nie
                  uciecze".

                  PS. Mój liścik czeka na Ciebie w skrzynce smile

                  • Gość: isiak1 Do Asi IP: *.kul.lublin.pl 10.07.01, 09:27
                    Asiu - liścik czeka na Ciebie w skrzynce.

                    Choć od razu tu też napiszę, bo może któraś z Was Dziewczyny miała podobny do
                    mojego przypadek niepłodności:
                    ja poszłam do lekarza po półrocznym nieudanym staraniu. Teraz mija półtorej roku.
                    Po młodej lekarce i zaleceniach brania witamin aż minie 14 miesięcy (?) wybrałam
                    lekarza profesora. Podczas pierwszej wizyty nie badając mnie, po przejrzeniu
                    dotychczasowych wyników badań hormonalnych zawyrokował: endometrioza (hm?!) -
                    przejrzałam strony i nie stwierdziłam u siebie żadnych objawów. Męża wyniki to:
                    16 mln, 40% ruchliwych. Ja aktualnie robię badania hormonalne pod kątem PCO w 3
                    dniu cyklu (bo poprzednie miałam podobno w złych dniach: 8, 16, 18, 21, 28).
                    Profesor zalecił też laparoskopię - za parę dni mam drugie szczepienie. Dowiem
                    się również jakie mam wyniki hormonów, to napiszę. USG - w różnych dniach cyklu,
                    podczas owulacji lewy jajnik miał podobno za dużo wzrastających pęcherzyków.
                    Wyniki progesteronu - pow. 20 nml/ln.
                    Najbardziej mnie przeraża to co wyczytałam w medycznych wydawnictwach np. o PCO:
                    że jajniki mogą być powiększone ale nie muszą, może być zaburzona gosp.
                    hormonalna ale nie musi, może być za dużo prolaktyny, ale nie musi.., może być
                    obraz policystycznych jajników ale... O co tu więc chodzi? Ja wiem, że
                    niepłodność bardzo jest trudno zdiagnozować, znaleźć przyczynę (sama psychiczna i
                    te nerwy..) i wiem, że muszę się uzbroić w cierpliwość, ale tak mi trudno...
                    Kasia
                    • Gość: Ola Re: Do Kasi IP: 212.244.46.* 10.07.01, 12:55
                      Co prawda nie do mnie list, ale coś napiszę. No więc Kochana: miałam badania
                      hormonalne - w normie, miałam laparoskopię, histeroskopię - mała endometrioza
                      została namierzona i wypalona, leczona hormonami, mój mąż ma trochę
                      więcej "wstręciuchów" niż Twój (20mln/ml) ale bardziej leniwe (tylko 20-35%
                      ruchliwych). Generalnie to nie są parametry, żeby wykluczały posiadanie
                      potomstwa - ale go nie mamy... Zdecydowałam się na in vitro, bo mam nadzieję,
                      że może ono coś wyjaśni (za dużo chcę?), ja nie mam pojęcia dlaczego tak
                      jest... Wiesz Kasiu - ja już nic nie wiem, albo inaczej wiem, że nic nie wiem.
                      Jest jeszcze jedno fajne powiedzenie, które bardzo do mojej sytuacji i pewnie
                      do wielu z nas pasuje: im dalej w las, tym więcej drzew.
                      Kasiu, życzę Ci tego co dla nas wszystkich byłoby najlepsze; ni stąd, ni z owąd
                      poprostu "zaskoczyć".
                      • Gość: Kasia Do Oli i nie tylko.. IP: *.kul.lublin.pl 10.07.01, 13:06
                        Olu!
                        Ogromne dzięki za ten las i drzewa! Tak naprawdę to b. mi potrzeba dystansu do
                        tego wszystkiego, do tych niespełnionych oczekiwań, zawodów, panicznego strachu
                        i zawiedzionych nadziei.. Ja wiem: "głowa do góry" i dalej do przodu..
                        Im więcej listów od Was otrzymuję, tym b. się z Wami zżywam (nie mylić z
                        zżymam!) i przekonuję o słuszności koalicji choćby ku pokrzepieniu serc..
                        Czy Ty też wybierasz się na spotkanie - kurczę akurat ja wyjeżdżam, ale mam
                        nadzieję, że szybko zostanie powtórzone.
                        Olu - dzięki.
                        Kasia
                        • Gość: Ola Re: Do Kasi IP: 212.244.46.* 11.07.01, 12:05
                          Myślę, że się spotkamy smile
                          Przyjemnego odpoczynku i do zobaczenia!
    • Gość: Aśka Do EwyP IP: *.pai.net.pl 04.07.01, 20:02
      Ewo, czy mogłabyś napisać coś więcej o Waszych staraniach o przysposobienie
      dziecka (oczywiście o ile to nie narusza Twojej prywatności)? Jak wygląda
      procedura, na jakim etapie jesteście i na jakie trudności dotąd natrafiliście?
      • Gość: EwaP Re: Do Asi i Kasi IP: *.cofund.org.pl 09.07.01, 10:37
        Witajcie Dziewczyny, przepraszam, że nie odzywałam się ale byłam na urlopie badaniowym. Jeszcze raz
        powtórzę - bardzo się cieszę, ze pojawiła się wśród nas Kasia. Te zdemonizowane lub idylliczne opowieści o
        adopcji warto zweryfikować z osobą, która zna to z własnych doświadczeń. Wiem, że adoptowane dziecko
        może od nas odejść bo nie jesteśmy jego naturalnymi rodzicami ale kto nam zagwarantuje, że dziecko naturalne
        tego nie zrobi i następne pytanie na ile wynika to z naszych błędów wychowawczych??? Na te i inne pytania
        nigdy nie dostaniemy odpowiedzi. Wiem jedno chcemy z mężem mieć Rodzinę (celowo przez duże R) i nie
        wystarczają nam wakacje we dwoje i dużo wolnego czasu, nie tak powinno wyglądać życie w naszych
        wyobrażeniach. Wszyscy boimy się adopcji ale czy nie boimy się ciąży a potem dziecka naturalnego? Na razie tak
        naprawdę dążymy do zobaczenia tych przeklętych "dwóch kresek" a co będzie potem????
        Kasiu wierzę, że Twoje listy uświadomią nam, że rodzina z dzieckiem/dziećmi adopcyjnymi to normalna rodzina ze
        wszystkimi radościami i smutkami codziennego życia.
        Asiu, co do naszych starań adopcyjnych to odbyliśmy 4 spotkania w ośrodku TPD. Do tej pory największą
        przeszkodą jest wcześniejszy rozwód mojego męża (tak płaci się za błędy młodości). Spotkania polegają głównie
        na uświadamianiu nam zagrożeń i niebezpieczeństw adopcji ale do tej pory nie usłyszeliśmy nic o czym do tej
        pory nie wiedzieliśmy. Spotkania są celowo rozwlekane w czasie przez ośrodek i nie wiem z czego to wynika,
        może po prostu chcą nas sprawdzić, że jesteśmy pewni swojej decyzji albo kolejka jest na tyle długa? My
        staramy się o niemowlę, mamy po prostu nadzieję, że będzie to bardziej naturalne a poza tym takie dziecko będzie
        jeszcze mało skrzywdzone przez los i łatwiej będzie nadrobić brak więzi emocjonalnej - pozostaje tylko 9
        miesięcy ciąży i kilka miesięcy w szpitalu.. Nie wiem czy to jest słuszne ale taką decyzję podjęliśmy. Spotkania w
        ośrodku kończą się przejściem przez komisję adopcyjną, która decyduje, czy para (osoba samotna) nadaje się na
        rodziców adopcyjnych. A potem pozostaje tylko czekanie.
        Kasiu, my leczymy się w nOvum 3 lata, więc jeśli masz jakieś pytania to po prostu pisz. Na pierwszą wizytę
        trzeba się zapisać z wyprzedzeniem (nie wiem może już to zrobiłaś). Co do lekarzy to też już zdążyłam ich trochę
        poznać. Nie wiem czy jest sens robić jakieś badania przed wizytą bo oni ufają głównie swoim wynikom. Ale jak
        coś już macie to na pewno warto to wziąć, szczególnie wyniki Twojego męża. Badania hormonalne są robione u
        nich na miejscu i są najtańsze w Warszawie, nie mam porównania z innymi miastami. Jeśli kiedyś miałaś robione
        badania hormonalne albo USG to weź ze sobą, może pomogą ocenić czy prawidłowo samoistnie owulujesz.
        Jeśli będziesz w Warszawie chętnie się z Tobą spotkam, no i oczywiście z Twoim mężem.
        Do usłyszenia (przeczytania) i mam nadzieję do zobaczenia,
        Ewa
        • Gość: Kasia Re: Do Asi i Kasi IP: *.kul.lublin.pl 09.07.01, 14:35
          Dzięki Ewuś za list.
          Teraz widzę, że będzie mi b. potrzebna rozmowa z Tobą o Twoich doświadczeniach
          w Novum, a może przede wszystkim w TPD.
          Prześlę jeszcze jutro list na Twoją skrzynkę.
          Trzymaj się.
          Kasia
        • Gość: Aśka Do Ewy IP: *.pai.net.pl 09.07.01, 20:30
          Dziękuję Ci, Ewo, za odpowiedź. My myślimy o maluszku 1-3 latka, ale jak
          powiedzą, że mają dla nas niemowlę albo dziecko powyżej 3 lat, to na pewno
          będziemy je chcieć. Byle by nareszcie być Rodziną, tak jak Ty to, Ewo, ujęłaś.

          Trochę dziwne mi się wydaje, że przeszkodą jest rozwód Twojego męża. Rozumiem
          alkoholizm czy karalność, ale rozwód? Może tak sobie wymyślili, żeby mieć
          powód, dla którego przedłużają całą procedurę? Zastanawiam się, jakie są
          przyczyny, które definitywnie dyskwalifikują parę starającą się o adopcję. Boję
          się, że narobię sobie nadzieje i... nic z tego nie wyjdzie.

          Ewo, podobno procedura trwa od kilku miesięcy do kilku lat. Od czego to zależy?
          Czy przyczyną jest brak dziecka, czy brak przygotowania do adopcji starającej
          się pary? Czy przez cały ten okres mają miejsce te spotkania? Najbardziej chyba
          przeraża mnie komisja. Kiedy się zbiera i jak to się odbywa? I czy po
          pozytywnej opinii można liczyć, że lada dzień zabierze się maluszka do domu? Im
          więcej wiem, tym widzę, że coraz mniej wiem.


          • Gość: EwaP Re: Do Asi IP: *.cofund.org.pl 10.07.01, 08:59
            Witaj Asiu,
            Odpowiadając na Twoje pytania, to naprawdę trudno wyczuć o co chodzi, o rozwód czy cos innego. Innym
            tematem są moje IVF, ośrodek chce od nas deklaracji, że nie będziemy więcej próbować ale to chyba żadna para
            takiej deklaracji nie może dać na 100%. Wymagają zaświadczenia o niemożności posiadania dzieci, ale na
            szczęście nOvum wydaje takie zaświadczenia (bądź co bądź jestem po 3 letnim leczeniu bez efektu).
            Ostatnio wydaje się nam, ze te opóźnienia wynikają z braku dzieci i kolejki czekających par, mam nadzieję że tak
            jest a nie mają jakieś zastrzeżenia do nas. Poza tym może chcą nas sprawdzić czy nie wycofamy się, nie
            zmienimy zdania?
            Z tego co nam powiedziano dyskwalifikujące w uzyskaniu dziecka są: karalność, leczenie alkoholizmu i
            psychiatryczne.

            Czas trwania procedury to jedna wielka niewiadoma, rzeczywiście mówi się o kilku latach lub kilku miesiącach. Po
            spotkaniach ośrodek wystawia opinię i jest wizyta w domu - ocena warunków lokalowych. Do komisji mija
            zazwyczaj 5 do 9 miesięcy a po komisji to już naprawdę nic nie wiadomo. Po komisji trzeba być gotowym na
            przyjęcie dziecka o każdej porze dnia i nocy, jest telefon jedzie się do ośrodka otrzymuje informacje o dziecku.
            Potem do kliniki zobaczyć maluczka i jak wszystko jest OK. to wychodzicie z potomkiem na ręku do domu. Ale
            teraz to nie jest wielki problem bo wszystko można kupić w jednym sklepie, a jakoś kupowania wcześniej to
            bardzo się boję żeby nie zapeszyć. Tak oczywiście jest z maluszkami oddawanymi przez matki po urodzeniu, jak
            to wygląda z dziećmi z domu dziecka to nie wiem.

            Jeśli chcesz napisać prywatnie podaję maila ewap@cofund.org.pl. Pytaj, odpowiem na te pytania na które
            potrafię. Do usłyszenia, Ewa

            Aha jeszcze jedno, ośrodek bardzo podkreśla, że do adopcji krajowej przeznaczane są tylko dzieci zdrowe, a
            jeśli coś dziecku dolega to informują o tym przyszłych rodziców.
            • Gość: Kasia Do EwyP IP: *.kul.lublin.pl 10.07.01, 10:00
              Ewo - zajrzyj do swojej skrzynki..
              smile
              Kasia
            • Gość: Aśka Do Ewy IP: *.pai.net.pl 11.07.01, 19:24
              Dziękuję Ci Ewuniu, za te wszystkie informacje. Szczerze mówiąc jestem trochę
              oburzona, bo jakim prawem żądają od Was takich deklaracji jak zaniechanie IVF
              czy zaświadczenia o niemożności posiadania dzieci? To się zupełnie kłóci z tym,
              co pisała Odra. Czy ma to oznaczać, że każdy ośrodek kieruje się swoimi
              prawami? Państwo w państwie??? Dobrze jeszcze, że nie żądają zaniechania
              stosunków płciowych, żebyście "przez przypadek" nie zaszli.

              Ewo, bardzo chętnie napiszę do Ciebie prywatnie. Dziękuję za adres.
    • Gość: Aśka POZDROWIENIA OD ISI IP: *.pai.net.pl 03.10.01, 23:06
      Dzwoniła do mnie Isia. Niestety z przyczyn technicznych jest odcięta od świata
      i nie może na razie z nami nawiązać kontaktu. Wszystkich bardzo serdecznie
      pozdrawia i obiecuje, że jak tylko będzie mogła, to się odezwie.
    • Gość: bożena Re: Byłam adoptowana i chcę adoptować IP: 212.160.207.* 11.10.01, 10:39
      Jestem tu nowa. Przeczytałam wasze listy jednych tchem. Odżyły wspomnienia.
      Kiedy nie mogłam zajść w ciążę rozpoczeły się spotkania z lekarzami. Po kilku
      latach gdy sama się trochę douczyłam /bardziej z ciekawości/ okazało się, że
      straciłam dwa lata. Bez żadnych badań zaaplikowano mi tabletki -nie pamiętam
      jakie - 6 miesięcy. Nic. Wizyty co miesiąc wszystko prywatnie podobnież u
      najlepszego lekarza. Badania męża - wyniki ujdą. Zmieniłam lekarza. Znowu
      tabletki bez badań - nic. Inseminacja - 6 miesięcy - nic. Dopiero później HSG
      no i niedrożne jajowody. Po paru wizytach w bardzo dobrej przychodni 150km -
      wizja kolejnych inseminacji /zaczęło nam brakować pieniędzy/ mój mąż
      powiedział, że ma dość. Wspólnie podjęliśmy decyzję o adopcji. Chyba cudem po 4
      miesiącach mieliśmy syna - 3 lata.
      Od tej chwili minęło 6 lat. Jesteśmy szczęśliwą rodziną. Ale nie brakuje chwil
      gdy myślę czy dobrze zrobiliśmy. Przychodzą chwile zwątpienia. Ale wszystkie
      wątpliwości się rozwiewają gdy dziewięciolatek przyjdzie i mówi "przyszedłem
      się przytulić - kocham Cię".
      Dużo czytam o problemach adopcji, o dzieciach które swoje pierwszy okres życia
      spędziły jako dzieci niechciane, o tym co one czują.
      Rodziny adopcyjne nie są inne od tych rodzin naturalnych, są tylko bardziej
      wrażliwe na niepowodzenia, czy potknięcia. Czy w rodzinach naturalnych jest
      zawsze tak dobrze nie w tych z marginesu, w takich zupełnie najnormalnieszych?
      Rozpisałam się...
      Pozdrowienia dla wszystkich. Życzę wytrwałości w każdej kierunku działania.
      Bożena.
      • Gość: rebas Re: Byłam adoptowana i chcę adoptować IP: *.*.*.* 11.10.01, 11:04
        Witaj, Z żoną jesteśmy prawie na końcu drogi w ośrodku
        adopcyjnym. Mimo że mamy mocno przemyślane sprawy
        brakuje nam kontaktu z osobami, które przez to
        przeszły.
        Powstał serwis www oraz stowarzyszenie „Nasz Bocian”
        Proszę odwieź Nas – jest tam również forum dyskusyjne.
        Czekam pod adresem www.nasz-bocian.pl
      • Gość: rebas Re: Byłam adoptowana i chcę adoptować IP: *.*.*.* 11.10.01, 11:07
        Witaj, Z żoną jesteśmy prawie na końcu drogi w ośrodku
        adopcyjnym. Mimo że mamy mocno przemyślane sprawy
        brakuje nam kontaktu z osobami, które przez to
        przeszły.
        Powstał serwis www oraz stowarzyszenie „Nasz Bocian”
        Proszę odwieź Nas – jest tam również forum dyskusyjne.
        Czekam pod adresem www.nasz-bocian.pl
      • Gość: Aśka do Bożenki IP: *.pai.net.pl 12.10.01, 20:58
        Bożenko, ja też myślę o adopcji. Zaniepokoiły mnie Twoje słowa, mówiące o
        chwilach zwątpienia. Co sprawia, że nie do końca jesteś przekonana o słuszności
        Waszej decyzji?
      • Gość: Mika Re: Byłam adoptowana i chcę adoptować IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 13.10.01, 23:06
        Odpowiedz Bozenko, o jakie wątpliwosci chodzi? Czy są to jakieś poważne chwile
        zwiatpienia, kiedy myślisz: "Gdyby czas się cofnął, drugi raz juz bym nie
        adoptowała tego chłopca"? Czy może zwykłe wątpliwosci np. "Kocham mojego synka,
        ale czy nie powinniśmy powalczyć jeszcze trochę z mężem o własne"?
        Napisz, bo to bardzo ważne dla mnie (jestem na poczatku drogi, lada dzień
        przyjdzie do mnie pani z ośrodka i wszystko sie zacznie)
        • Gość: Bożena Re: Byłam adoptowana i chcę adoptować IP: 212.160.207.* 15.10.01, 09:26
          Swoim listem nie chciałam nikogo wystraszyć. Jeżeli zasiałam jakieś ziarnko
          wątpliwości nie było to moim zamierzonym celem.
          Leczenie i kontakty z lekarzami urwaliśmy po dwuletnim okresie. Byliśmy wtedy
          7 lat po ślubie i każde z nas miało powyżej 30 lat. Przez okres dwóch lat
          przeszłam nieskończenie wiele badań, testów, wywiadów itp. Dzisiaj mogę
          stwierdzić, że lekarze nie wysilili się nic a nic. Być może nie zrobiłam
          wszystkiego żeby mieć swoje dzieci, ale sami wiecie jak te badania i wizyty są
          kosztowne. Gdy zaczeło brakować nam pieniędzy staneliśmy przed dylematem albo
          sprzedajemy nasze mieszkanie? /klitka całe 30m/ i leczymy się dalej albo
          dajemy sobie spokój - jest inne wyjście. Wybraliśmy to drugie. Gdybym mieszkała
          w dużym mieście, gdzie są specjaliści może było by lepiej. Dawno się z tym
          pogodziłam i nigdy nie żałowałam podjętej decyzji.
          Chwile zwątpienia są i nie ukrywam tego, ale czy one byłyby inne gdybym to ja
          urodziła to dziecko? Paweł ma w tej chwili 9 lat. Należy do dzieci
          nadpobudliwych. Mądry, inteligentny, w szkole uczy się dobrze. Te zwątpienia
          dotyczą jego zachowania, nie zawsze jest tak jak powinno być. Potrafi się
          zamknąć w sobie /1-2 godziny/, nieraz agresywny, jeżeli jest bardzo zmęczony
          nie można się z nim dogadać, nie może się wówczas skupić na konkretnym temacie,
          chce żeby zwracano uwagę na niego - w szkole w domu... Moja rola w tym jest
          taka, że muszę pomóc mu przejść przez te wszystkie takie chwile. Udaje mi się
          ale nie zawsze... Stąd te chwile zwątpienia i mnóstwo pytań. One są bardzej
          skierowane do mnie - co zrobić, jak zrobić, czy zrobiłam wszystko co powinnam.
          Na razie kończę. Pozdrawiam wszystkich Bożena.
          • Gość: Aśka do Bożenki IP: *.pai.net.pl 16.10.01, 21:05
            Bożenko, nie mam w tym względzie żadnego doświadczenia, ale myślę, że dopóki
            Twój synek mówi: "przyszedłem się przytulić - kocham Cię", to znaczy, że robisz
            dokładnie to, co powinnaś smile

            Dziękuję Ci za odpowiedź i mam nadzieję, że zostaniesz z nami, by dzielić się
            własnymi doświadczeniami.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka