Gość: Zatroskany mąż
IP: 80.48.129.*
27.08.03, 10:48
Witajcie
Po przeczytaniu kilku postów na temat idyrologa "dr" Furduja, postanowiliśmy
z żoną pojechać do niego.
Przed wejściem do gabinetu postanowiliśmy nie dać mu po sobie znać z jakim
problemem przychodzimy. Pan "dr" najpierw przyjął żonę. Znalazł u niej kilka
chorób o których wcześniej nie wiedziała (i nadal nie choruje). Znajdywanie
chorób było wg. schematu. Najpierw znalazł coś w głowie, potem niżej gardło,
jeszcze niżej żołądek itd. Kiedy doszedł do narządów rodnych, żona nie
wytrzymała i zapytała "czy to może być przyczyną niepłodności ". Teraz
zaczęła się prawdziwa diagnoza. Oczywiście natychmiast wykrył: rozrośniętą
śluzówkę i zrosty itd. / Diagnoza bardzo podobna jak u tych dziewczyn, które
u niego były i napisały o tym na forum/. Potem dieta - zabronił żonie jeść
wszystkiego co pochodzi z Ameryki - wspomniał też o bakłażanie /potem
sprawdziłem, że to warzywo "od zawsze" stosowane jest w Indiach jako
afrodyzjak/. Dalej "wycieraczka" - znacie nie ?. A cha, jeszcze kazał żonie
przytyć 8 kg, choć ona waży 56 kg przy 164 cm wzrostu. Pewnie nie zauważył
jej budowy , gdyż podczas wizyty ubrana w luźną bluzkę.
Potem "badany" byłem ja.
I wytrzymałem, nie zadając pytań. Pan "dr" znalazł u mnie mnóstwo chorób
których wcześniej nie miałem .Między innymi próbował wmówić mi, że mam bóle
między-łopatkowe, gdyż wspomniałem że pracuję w sklepie. Myślał pewnie, że
dużo dźwigam. Nie powiedziałem mu, że pracuję jako kierownik. Znalazł u mnie
jeszcze kilka chorób, które mnie po prostu rozśmieszyły (dopiero po wyjściu
od niego).
Na koniec zadałem pytanie: dlaczego często boli mnie głowa (o tym nie
wspomniał podczas diagnozy, a po to poszedłem do niego), natychmiast
odpowiedział że jak się zmienia pogoda to w nerkach zmieniają
się "elektrolity" i to wpływa na ból głowy (nic nie rozumiem). Kiedy
chciałem zadać kilka następnych pytań "dr" powiedział "no idi, idi". W
korytarzu czekała następna osoba.
Muszę napisać że idąc na wizytę znaliśmy już z żoną przyczynę niepłodności.
Ona leży u mnie. Mam bardzo słabe wyniki nasienia, a Pan "dr" nic o tym nie
wspomniał tylko "zrosty" itd.
Zniesmaczeni przyjechaliśmy do domu i postanowiliśmy w przyszłości udać się
do innego irydologa. Zaznaczam, że irydologia jest to prawdziwa nauka nie
jakieś znachorstwo. Wierzę w to głęboko. Dlatego postanowiłem to sprawdzić
dokładnie.
Znaleźliśmy innego irydologa. Tym razem tylko ja udałem się na wizytę i byłem
mile zaskoczony. Nie muszę dodawać jak byłem czujny i sceptyczny podczas
wizyty. Przede wszystkim Pan dr (też ze wschodu) poświęcił mi 1 godz. Patrząc
mi w oczy (podobnym aparacikiem) powiedział mi o chorobach i urazach, które
przeżyłem w młodości, a które zostawiły ślad w moim ciele - zgadzało się.
Powiedział, że mam skłonności do zbierania się kamieni w nerkach /prawda, już
raz rodziłem/ i jak z tym walczyć.
Diagnoza była bardzo różna od tej od "dr" F., ale bardzo przekonująca.
Świadczy to o tym, że jak w każdej dziedzinie są różni specjaliści, lepsi i
gorsi. W mojej ocenie "dr" F jest lepszy w psychologii niż w irydologii.
Wychodząc od niego czułem się jak nabity w butelką. Za to od tego drugiego
było zupełnie inaczej.
Przepraszam, że mam inne zdanie niż dziewczyny które są teraz na diecie "F".
Postanowiłem napisać ten post by przestrzec wszystkich, żeby nie wierzyli
ślepo w irydologów (tu też są różni fachowcy), a przerywanie innych badań na
rzecz "wycieraczki do butów" jest po prostu groźne. Tak jak powinniśmy być
czujni w stosunku do „naszych” doktorów, tak bądźmy czujni do wszystkich,
również z inny dziedzin.
Oczywiście nie podałem i nie podam adresu tego drugiego irydologa, gdyż
wyglądało by to na reklamę za co przepraszam.
Pozdrawiam wszystkich i trzymam kciuki.
Zatroskany mąż
PS.
Dla PIEGOOSKA - Bardzo dziękuję za pomoc mojej żonie (na forum) i mnie
zarazem. Robisz duuuuużą robotę. Trzymaj się.