Dodaj do ulubionych

Jak nie zwariowac?...

05.03.08, 12:05
pytam, z nadzieja, ze cos podpowiecie.... bo ja na skraju jestem
Obserwuj wątek
    • kulka_ulka Re: Jak nie zwariowac?... 05.03.08, 13:45
      to chyba najtrudniejsze pytanie, ktore tu jest cyklicznie zadawane.
      Ja wierzylam po prostu przez te 4 lata czekania, ze w koncu musi sie
      udac... ze moj czas kiedys nadejdzie.
      Ale chwile zwatpienia tez oczywiscie sie zdarzaly..
    • relaxo1981 Re: Jak nie zwariowac?... 05.03.08, 13:45
      chyba niestety nie ma na to metody...
      Najlepiej zająć się na choć na chwilę myślą o czymś innym.Jak np wrócisz z
      basenu "zmachana"a potem obejrzysz dobry film,poczytasz coś czego nie musisz,a
      nie mialaś na to wcześniej czasu, to na może będzie trochę lepiej?MOim zdaniem
      to dobry sposób na nabranie energii psychicznej do dalszych starań...
      Trzymaj się ciepło
      • tafti Re: Jak nie zwariowac?... 05.03.08, 14:03
        dzieki Dziewczyny......
        ja probuje... ale nie wychodzi mi to 'odrywanie mysli' za bardzo...
        moze to u nas jeszcze zbyt 'swieze'?...

        mialyscie czarne mysli na temat wlasnego malzenstwa? ze nie dacie
        rady, nie przetrwacie tego 'boju', mimo milosci?.... przepraszam,
        jesli pytanie jest nie-za-bardzo........

        tak mi zle dzisiaj......
        • dobdob0106 Re: Jak nie zwariowac?... 05.03.08, 14:42
          Ja to się nawet zastanawiam czy moje małżeństwo ma jeszcze
          jakikolwiek sens, wszystko nam sie popaprało, ostatnio próbuję się
          oswoić z myślą, że nie będę już mamą , bo za późno, mam 35 lat, w
          dodatku już nie mam chęci ani siły na lekarzy. Resztkami sił robię
          jeszcze jakieś badania , ale ile można . A jak mi jest już tak
          naprawdę tragicznie to czytam na forum posty dziewczyn którym wbrew
          logice i medycynie się udało. Nadzieja umiera ostatnia. Tak w
          ostateczności to chyba nie mamy na to wpływu . Czasem myślę, że co
          ma być to będzie. Trzymaj się , musisz sobie poradzić , nie masz
          innego wyjścia , jeszcze będzie dobrze, zobaczysz !!!!!
          • lisek78 Re: Jak nie zwariowac?... 05.03.08, 15:18
            Ja też się zastanawiam czasem co z moim małżeństwem,co z życiem w ogóle,kiedy
            walka wydaje się przegrana... Żeby nie zwariować staram się pracować za
            trzech,staram się "zajmować myśli" jak najczęściej,ale...wiadomo jak jest.Czasem
            mi się udaje,ale to są tylko chwile.Najgorzej mam z kontaktami z ludźmi -
            zamknęłam się na niemal wszystkie próby spotkań towarzyskich ze znajomymi -
            każdy z nich ma już dzieci. I dlatego nie czuje sie dobrze pijąc kawkę z
            nimi.Przykro to zabrzmi,ale zwyczajnie wkurzam się,że one mogą,a ja ciągle nie!
            A tak dla poprawy humoru,tak jak ktoś powiedział przede mną, czytam posty,które
            świadczą o tym,że medycyna to jedno,a cuda - drugie.Naprawdę pomaga,choć ryczę
            przy tym czytaniu jak bóbr.
            I ostatnio - modlę się.Na pewno mi nie szkodzismile
            pozdrawiam i mocno wierzę,że się uda - wszystkim nam.Pytanie brzmi - kiedy?
            • martucha90 Re: Jak nie zwariowac?... 05.03.08, 15:59
              Trzeba bardzo dbać o swoje małżeństwo... Bardzo...
              Jestem na tego typu forach od maja 2007 i "widziałam" już wiele
              rozpadów, dziewczyny się zwierzały, że odszedł mąż/facet, albo
              one odeszły. Kiedyś nawet pokusiłam sie o policzenie tego, wyszło,
              że średnio raz na 1,5 miesiąca było na forum rozstanie.
              Dziecko to nie wszystko, mąż jest ważniejszy, bo JEST. Dbajmy
              o swoich chłopaków smile
        • morcheeba77 Re: Jak nie zwariowac?... 06.03.08, 09:51
          Czytając Wasze historie...przeszłam przez to wszystkosad
          Byłam na granicy rozpadu małżeństwa,ale on walczył o mnie za co teraz jestem mu
          bardzo wdzięczna.Ja nie byłam wtedy w stanie tego ogarnąć, to była depresja,nie
          wiem jak oni wytrzymali ze mną,ale walczyli.Nie jadłam, nie piłam,rzuciłam
          pracę, zaczęły wypadać mi włosy,zatrzymał się okres...byłam wrakiem
          człowieka.Nie mogłam patrzeć na mojego męża.Do psychiatry -na siłę zaprowadziła
          mnie mama.Terapia nie wystarczyła, leczenie było wspomagane farmakologicznie.Na
          początku miałam dzięki temu siłę,żeby chociaż wstać...i się umyć.Wizyty u
          psychiatry "budowały mnie" od nowa.Mój mąż walczył, chociaż bywało,że nie mogłam
          się z nim spotkać nawet 2 mies., mieszkałam u rodziców, gdyby nie oni...nie
          wiemsadA M. cały czas się nie poddawał, kiedy nie mógł ze mną rozmawiać,
          rozmawiał z rodzicami i lekarzem.Kiedy byłam juz w niezłym stanie znowu
          zamieszkaliśmy razem.Było trudno, bał się mnie zostawić w domu,z obawą,że "coś'
          sobie zrobię.Ale dźwignęłam się, zaczęłam szukać pracy.Znalazłam bardzo szybko,
          taka jaka chciałam.Nagle wszystko się udawało i było coraz lepiej.O dziecku juz
          nie rozmawialiśmy, długo trwało zanim zaczęliśmy ponownie ze soba sypiać.Inaczej
          patrzyłam na życie,uświadomiłam sobie,że w naszym przypadku będzie ono bez
          dziecka,ale przecież mamy siebie.Mąż zaczął chodzić do mojego psychiatry,to była
          bardzo trudna sytuacja...sam jest lekarzem.
          Ale udało nam się to wszystko powoli budować.Dziewczyny, w tak krótkim poście
          nie da się wszystkiego napisać,ale Wy, tutaj na tym forum znacie ten ból, ta
          rozpacz, ta beznadzieję.Zadajecie sobie pytanie dlaczego?dlaczego my?
          Wiem,że wiele z was powie,że to bzdura,ale...
          U mnie podłoże było psychiczne (niepłodność idiopatyczna), totalna
          blokada.Pragnienie było tak ogromne,że mnie...zabijałosad
          Wiem,że gdyby nie rodzina, która o mnie walczyła,maż i psychiatra to byłby mój
          koniec.
          Po 2 latach leczenia mojej psychiki,w wakacje 2007 odstawilam leki.We wrześniu
          2007 wyjechaliśmy na wakacje, po powrocie w październiku...
          Za to wszystko co przeszłam, spotkała mnie nagroda.
          Jestem teraz w 24tc,łez radości nie było końca.
          Teraz jestem najszczesliwsza kobieta na świecie!!!Moje małżeństwo przechodziło
          długa transformację,ale teraz jest najpiękniejsze.Zmieniliśmy sie oboje.Zmieniło
          sie nasze życie.
          Nigdy nie było lepiej.
          Boję się zamieszczac to wszystko na forum,ale może to komuś pomoże...
          Troche sobie popłakałam pisząc to,ale nikt mnie tak nie zrozumie jak dziewczyny
          z tego forum.
          Życie ma sens.
          Morch
          • iw80 do morcheeba77 06.03.08, 10:23
            morcheeba muszę przyznać, że popłakałam się czytając Twoją historię.
            Bardzo wzruszająca. To prawda, że należy walczyć o małżenstwo, bo
            chwile kryzysu zawsze się zdarzają ale jeśli się kocha warto walczyć.
          • tafti Re: Jak nie zwariowac?... 06.03.08, 11:18
            Morcheeba77... i ja sie poplakalam, czytajac Twoja 'opowiesc'.....
            bardzo poruszajace........

            mnie sie czasem wydaje, ze to wszystko nie dzieje sie naprawde...
            zwlaszcza, gdy spotykam sie z ludzmi (nawet bliskimi) - bo dla nich
            najczesciej takie problemy nie istnieja, sa nie do wyobrazenia
            nawet... boli, tak bardzo boli....

            tymbardziej boli, bo... czuje, jak oddalamy sie z mezem od siebie...
            po malu, ale... oddalamy... mimo, ze... milosc jest wciaz.... wiem,
            ze to chore moze, co napisalam, ale wlasnie tak jest...

            a ja, mam coraz mniej sily. i... sama juz nie wiem, czego chce...

            dziekuje, ze jestescie... tak naprawde nie mam z kim porozmawiac o
            tym wszystkim... czuje sie bardzo samotna z tymi
            problemami... 'przygniotlo' nas to wszystko tak nagle...
            • iw80 do Tafti 06.03.08, 11:38
              Tafti wiem, że ciężko znaleźć osobę z którą można na ten temat
              porozmawiać, bo tak jak mówisz jeśli ktoś nie ma takiego problemu to
              po prostu nie rozmumie o co chodzi. Też to przerabiałam. Nawet z
              rodzicami nie mogłam na ten temat porozmawiać.

              Jeśli chodzi o Twoje małżeństwo to może są to tylko chwile kryzysu.
              U mnie kryzys trwał prawie rok aż wkońcu zaczęłam się zastanawiać do
              czego to prowadzi i przeraziłam się. Zaczęłam rozmawiać z mężem i
              oboje płacząc przepraszaliśmy siebie nawzajem. Od tego czasu (a było
              to rok temu) jesteśmy nierozłączni i nie potrafimy zrozumieć jak
              mogliśmy do tego dopuścić.

              Głowa do góry!!! Nie napiszę Ci że będzie dobrze, bo nikt nie jest w
              stanie stwierdzic ile to jeszcze potrwa ale najwazniejsze żeby się
              nie poddawać. Może potrzebujecie wakacji? Jakiś wyjazd w góry lub
              tropiki może zdziałać cuda.

              Pozdrawiam serdecznie
          • marzycielka3 Re: Jak nie zwariowac?... 06.03.08, 11:23
            Dzięki za ten list!Wspaniałe zakończenie,wszystkiego dobrego dla Was!!!
          • mire_lla czytałam... 07.03.08, 20:35
            ...płakałam. Ja jestem jeszcze pełna wiary...
            • morcheeba77 Re: czytałam... 08.03.08, 11:21
              Przepraszam,że tak trochę "przywłaszczyłam" ten wątek.Pierwszy raz zebrałam się
              na odwagę,żeby o tym napisać, głównie dlatego,że wiele z Was cierpi teraz
              dokładnie tak jak ja cierpiałam.
              ja tą wiarę wtedy straciłam, sięgnęłam dna, stojąc na moście Świętokrzyskim, gdy
              zastanawiałam się czy...wieciesad
              Depresja to straszna choroba duszy i umysłu.
              Dziewczyny ja wiem,że wiele z Was płacze co wieczór w poduszkę, nie ma już siły,
              czuje potworna bezradność i niemoc, ma dość.
              Jedne z Was złapią wiatr w żagle, kiedy zdecydują się na adopcję, innym po wielu
              nieudanych próbach i zabiegach medycznych w końcu sie uda, niektóre opadną z sił
              i odpuszczą na zawsze i wtedy niespodziewanie zajda naturalnie tak jak ja...a
              jeszcze będą miały do kochania tylko mężów i otaczający świat(chociaż czy to
              TYLKO, to nie aż TYLKO??- nie każdy ma kogo kochać).
              Z całego serca życzę Wam spełnienia tego największego marzenia,ale nawet jeśli
              się nie uda pamiętajcie,że jest na świecie taka jedna osoba (wasz Mąż), który ze
              wszystkich babek na świecie wybrał właśnie Was do kochania...i może być
              piękniesmilePrzytulam i głowy do góry!!!
              Pa,
              Morch
    • ikakole Re: Jak nie zwariowac?... 05.03.08, 19:56
      Ja mam 32lata a staram sie od 24-tego roku .Moje malzenstwo tez
      tylko cudem przetrwalo.Zegar biologiczny bije nieublagalnie a
      nadzieja powoli wygasa. Tylko sam pan Bog moze zdzialac jakis
      cud,nie mam juz sily.
    • jula1232 Re: Jak nie zwariowac?... 06.03.08, 07:44
      Przeszłam chwile załamania, rozpaczy, bunto dlaczego ja...... Potem zatopiłam
      sie w wirze spraw , dodatkowa praca, nauka, kariera zawodowa .....Myślałam ze
      uda sie zapomniec...., przestać myslec, ale to tkwi we mnie, w mojej psychice.
      Nie mogłam dopuscic do siebie mysli ze nie bede mama.
      I teraz wiem na pewno ze bede mama i oczekuje na nasze szczeście, bo zapisalismy
      sie na adopcjęsmile
    • jkl13 Re: Jak nie zwariowac?... 06.03.08, 10:41
      Mi pomogła decyzja o adopcji. Mimo że nie przeszłam nawet połowy
      tego co wy (przyczynę niepłodności zdiagnozowano za pierwszym
      badaniem, z in-vitro zrezygnowaliśmy, o adopcji zdecydowaliśmy po 2
      latach małżeństwa, w rok po zdiagnozowaniu niepłodności), gdy tylko
      zgłosiliśmy się do ośrodka adopcyjnego, czekanie na dziecko nie było
      już nerwówką, a spokojnym oczekiwaniem.
      Niedawno mój 3-latek poszedł do przedszkola, my zaś czekamy na
      drugiego adoptusia. I choć czekamy już półtora roku, to ten czas
      nadal jest spokojnym oczekiwaniem, bo wiemy, że adopcja jest dla nas
      najlepszą drogą do bycia rodzicem.
    • anna-joanna Re: Jak nie zwariowac?... 06.03.08, 12:25
      Chyba rzeczywiście nie ma gotowej recepty. Niestety sad
      Mnie - podobnie jak inne dziewczyny - przez 4 lata leczenia
      niepłodności trzymała przy życiu świadomość, że adoptujemy mluszka.
      Jednak udało mi się zajść w ciążę i urodzić dziecko. Tyle tylko, że
      tuż po urodzeniu Mały bardzo ciężko zachorował, nie wiedzieliśmy czy
      przeżyje.
      I jak w takiej sytuacji nie zwariować? No właśnie. Zawsze może być
      gorzej...
    • dobdob0106 Re: Jak nie zwariowac?... 06.03.08, 14:35
      Ja zawsze myślałam , że rozmowa wszystkiego nie załatwi ale
      przynajmniej troszkę ulży. Niestety z moim M nie da się rozmawiac,
      ja mówię , on milczy, nie mówię, on milczy , zawsze, nie ma tematu i
      już, albo pyta o co mi chodzi. Czasem mnie to doprowadza do furii,a
      potem jestem na siebie zła. Mam wrażenie , ze ja jestem całym
      powodem jego nieszczęść. walę głową w mur , ale chyba nie uda mi się
      go rozbić. Na pozór wszystko na zewnątrz wyglada ok, a w środku
      dramat, człowiek bez uczuć, ani łzy, ani prośby , ani groźby , nic
      nie pomaga. Od jakiegoś czasu odpuściłam , po co mam się dodatkowo
      nakręcać, ale ile jeszcze dam radę. Przecież ta druga osoba też musi
      wykazać minimum chęci. Ja wiem , że on też cierpi, ale czy musi mnie
      dodatkowo karać za to cierpienie. W ogóle to wszystko jest coraz
      bardziej do d... , fajnie dziewczyny że macie wsparcie swoich M ,
      oby tak zawsze było, bo kiedy się tego wsparcia nie ma jest jescze
      gorzej radzić sobie z tym wszystkim. Pozdrawiam.
      • morcheeba77 Re:dobdob0106 06.03.08, 15:05
        Wiesz, może zbyt surowo go oceniasz?
        Chyba u mnie było podobnie,po prostu milczał.On cierpiał w środku ja wylewałam
        to z siebie...
        Moja terapia, a potem jego uczestnictwo w niej otworzyło mi oczy.Przerosło to
        nas.Ja chciałam się leczyć, chciałam zmusić i jego do tego.Przecież były
        możliwości,miał dostęp do specjalistów...ale nie chciał a ja nie rozumiałam.W
        trakcie terapii dowiedziałam się,że się bał...jeśli problem leżałby po jego
        stronie, bał się tego,że...go zostawię,że to pragnienie było tak duże ,że nie
        odpuszczę, a przecież mnie kochał.Nie wiem jak M. to wytrzymał wszystko.Boże
        ...nawet nie wiecie jak to wszystko wygląda teraz kiedy to wspominam i patrzę
        "zdrowo" na nasz problem.
        Psychika ludzka jest niezbadana.Wielka szkoda,że wielu ginekologów, specjalistów
        od niepłodności wyciąga kasę zlecając mnóstwo niepotrzebnych badań, błędnie
        diagnozując (nie można oczywiście uogólniać)...i niby wszystko jest ok...a ciąży
        nie ma, jest tylko cierpienie.
        daj mu szansę i czas
        • pawlakjo do morcheeba77o 06.03.08, 15:14
          Kochana czyli wynika z tego ze mąz się nie badał i nie wiadomo w
          końcu co było z meżem -czy to u niego był problem czy nie?
          • morcheeba77 Re: do pawlakjo 06.03.08, 15:21
            problem był po mojej stronie...teraz w ciąży dowiedziałam się,że te badania
            robił, nic o tym nie wiedziałam wtedy, a on nie chciał mnie "dobijać" i
            wzmacniać tego "stanu".Dziękuję mu za to z całego serca, myślę,że o wielu
            rzeczach nadal nie wiem.Walczyli o mnie i rodzice i M.Nigdy nie pytałam o czym
            rozmawiali z moim psychiatrą...wiem tylko,że raczej nie o pogodzie tylko o mnie.
            • kar1980 Re: 06.03.08, 16:44
              Morcheeba77 ta historia nadaje sie na film naprawde duzo przeszłas
              ale ciesze sie ze szczesliwego zakonczenia moze czasem trzeba przez
              cos przejsc aby docenic to co sie ma......tutaj na forum niektore
              dzieczyny naprawde maja takie przezycia i duzo siły do walki wiele
              mozna podziwiac no i gdzies sie wyzalic porozmawiac na ten sam temat
              to forum jest wspaniałe czuje sie taką więźsmilenawet mysle czasami ze
              fajnie by było załozyc Stowarzyszenie Staraczek i spotykac sie od
              czasu do czasu na kawkesmile he he.Ja staram sie od prawie 4 lat i z
              kazdym dniem trace nadzieje Pozdrawiam Was cieplutko!!!
            • pawlakjo morcheeba77 06.03.08, 17:39
              >...teraz w ciąży dowiedziałam się,że te badania
              > robił, nic o tym nie wiedziałam wtedy, a on nie chciał
              mnie "dobijać"

              Czy to znaczy,ze nigdy ci nie powiedzial jakie faktycznie były
              wyniki?
              Jezu ale naprawde b.sie ciesze ze Ci sie udało- nalezalo ci się jak
              mało komusmilesmilesmile.Gratulacje!
        • dobdob0106 Re:dobdob0106 07.03.08, 08:32
          Pewnie masz rację, może widze tylko swoje cierpienie, ale jak mam mu
          pomóc skoro on nie chce rozmawiać, zachowuje się jakby temat nie
          istniał. Myślę, że coś z jego strony wygasło. Nie mam pojęcia jak to
          naprawić, proponowałam już pomoc psychologa, nie ma szans, on
          twierdzi że jemu to nie potrzebne . Zrobiłabym wszystko żeby było
          tak jak dawniej ale nie wiem jak? Nie umiem do niego dotrzeć . Tak
          naprawdę to chciałabym mieć dziecko tylko z nim , nie poprostu
          mieć . Boże jakie to wszystkie trudne . Czarna dziura i nie sposób
          się z niej wydostać. Ale Morcheba , dzieki za mądre słowo .
          Wszystkiego dobrego dla Ciebie i reszty Twojej rodzinki, obyście juz
          nigdy nie mieli takich burzliwych przeżyć.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka