Witajcie
Od niedawca zagladam na to forum i jestem pod jego duzym wrazeniem. Przez
wiele lat bralam tabletki antyk., kiedy chcialam je odstawic lekarz
twierdzil, ze nie jest to najlepszy moment, gdyz skoro nie chce jeszcze miec
dzieci to lepiej aby tabletki podtrzymywaly prace jajnikow gdyz podejrzewal
PCO (tzn. w badaniach wychodzil podwyzszony poziom tych hormonow odp. za PCO
+ prolaktyny). Radzil mi tez, ze lepiej aby przed decyzja o staraniu sie o
dzidziusia przyjsc do niego, bo raczej "naturalnie" moze sie nie udac. I
poszlam 3 miesiace temu, badania na rozyczke i etc OK, a na dodatek okazalo
sie, ze rosnie mi pecherzyk wiodacy podczas brania tabletek antyk. Lekarz
stwierdzil, ze poniewac PCO nie bylo na 100% stwierdzone, to widocznie moj
organizm sam doszedl do siebie, wyciszyl sie, uspokoil i poradzil probowac
dajac castagnus i luteine (od 16 do 25 dc). Ja natomiast caly czas sie
martwie tym, ze trace czas, nie wiem czy mam owulacje czy nie (nigdy nie
potrafilam tego stwierdzic zreszta przez lata bralam proszki antyk.) i nie
wiem czy kwalifikuje sie jednak do jakiegos leczenia czy nie. Wiem, ze
powinnam pojsc jeszcze raz + na usg aby sprawdzic czy byla owulacja czy nie,
ale jakos tak sie staram ludzic, ze jednak jakos sie uda bez ingerencji
lekarza, choc im dluzej o tym mysle i im wiecej na ten temat czytam
tymbardziej zaczynam sie przejmowac. Mialyscie moze podobne doswiadczenia czy
rozterki? Z gory dziekuje za odpowiedzi

F.