mika.l
25.03.09, 13:54
Witajcie;
Chciałam Was zapytać o to jak radzicie sobie z trudnymi emocjami...bo mnie to
wychodzi fatalnie.
Chylę czoło przed tym, przez co przechodzicie.
Ja jestem "siksą" jeśli chodzi o czas starania się o zajście - bo to tylko 10
m.cy a do tego mam już dziecko (6 lat).
Ale nie uciekajcie....
Są też takie fakty jak to, że nie mam owulacji i na razie nikt nie wie
dlaczego, a jak miałam RAZ to i tak nie zaszlam.
Mam świadomość, że przede mną kolejne badania, kolejne miesiące itd.
A wszystko tak - przepraszam - cholernie długo trwa... Czekać dwa tygodnie na
wizytę, kolejne tygodnie na badania i tak w kółko.
10 niechciana miesiączka i moje łzy. Potem złość. Opryskliwość wobec męża, mamy.
I mam obsesję, że wszyscy dookoła mnie zachodzą, albo wpadają.Tak od niechcenia.
Kiedyś uwielbiane przeze mnie gazety o ciąży, dzieciach, reklamy z maluchami
(byłam ich targetem jak nic) - dziś wywołują we mnie chęć ucieczki i udawaną
obojętność.
Tak bardzo się boję rozczarowania, tak bardzo pragnę, to dla mnie takie
ważne... Tak bardzo boli i tak bardzo się boję, że się nie uda.
Dziś kolejna wiadomość w bufecie o kolejnej znajomej, która dzieli się ze mną
"cudowną nowiną"....uśmiecham się, ale wszytsko mnie ściska w środku.
W życiu nikomu niczego nie zazdrościłam, przysięgam. Wiele mam wad, ale nie
jestem zawistną babą, a zawsze czułam ogromną solidarność i ciepłe uczucia do
kobiet, które chcą być matkami.
A dziś mam ochotę od wszytskich uciekać.
Jest też agresja.
Jestem mocno temperamentna i kiedy słyszę życzenia z idiotycznych okazji "co
by nas było więcej" albo "to co? do roboty kochani" - to zastanawiam się czy
kiedyś nie pobiję.
Codziennie płaczę, codziennie krzyczę w domu z byle powodu, jestem gburliwa i
chowam się w sobie.
I choć widzę to - tak trudno mi to zmienić.
Tak wiem, że może czas na psychologa, ale wiecie czasem wymiana myśli z
kobietami, które przez to już przeszły pomaga.
Patrzę na moją córkę i myślę sobie o sobie: " Ty głupia krowo ciesz się z tego
co masz i nie marnuj nawet 5 minut, kiedy mogłabyś się do niej uśmiechnąć" I
to tylko nakręca kolejne poczucie winy.
Dla mnie to najdłuższe i najtrudniejsze 10 miesięcy.
Być może z każdym kolejnym oswoję się, przyzwyczaję lub po prostu stracę nadzieję.
Mika