Gość: Mira
IP: 195.6.35.*
07.08.01, 14:13
Czytam Wasze wypowiedzi i widze siebie przed 2 laty. Mam za soba 8 lat
malzenstwa, 4 lata leczenia bezplodnosci (operacje, kilka sztucznych zaplodnien
i in vitro). I wszystko bez skutku. Przezylam lata wzlotow i upadkow, nadziei i
zalaman, przeszlam przez powazna depresje. Doszlam do takiego stanu, ze
zaczynalam plakac na sama mysl o kwestii posiadania dzieci, potrafilam
rozplakac sie publicznie, gdy ktos ja przy mnie wspomnial, widzac kobiete w
ciazy odwracalam wzrok i unikalam malych dzieci jak ognia.
Moj maz od jakiegos czasu zaczal wspominac adopcje, ale nie chcialam o niej
slyszec, bo wciaz mialam poczucie, ze nie wyczerpalam jeszcze wszystkich
mozliwosci medycznych. Powtarzalam, ze ne czuje sie gotowa. Ale problem polegal
na tym, ze zaden lekarz nie chcial mi powiedziec: nie ma pani juz szans, nie
bedzie pani miala dzieci. Kazdy mowil: nie ma zadnego powodu, by tym razem sie
nie udalo, na pewno sie uda. I widzialam, ze jesli ja sama nie podejme decyzji
o zatrzymaniu tej maszyny medycznej, nikt za mnie tego nie zrobi. Ale nie bylam
w stanie do podjecia tej decyzji. Wiele z Was byc moze podobnie sie czuje.
Az w koncu ktoregos dnia obudzilam sie z bardzo silnym poczuciem, ze tak dalej
byc nie moze, ze musze cos z tym fantem zrobic, bo inaczej zmarnuje zycie. I
stopniowo decyzja o adopcji zaczela we mnie dojrzewac. Zaczelam widziec, ze
wokol mnie jest tyle dzieci, ktore potrzebuja rodzicow i ze moglabym dac im to
co jest dla nich tak wazne, sama zaspokajajac swoja potrzebe wychowania
dziecka. Nagle pragnienie biologicznego dziecka za wszelka cene w swiecie,
gdzie jest juz tyle dzieci potrzebujacych rodzicow, wydalo mi sie watpliwe
moralnie (nie zrozumcie mnie zle: nie mowie tego jako osad kogokolwiek, to
wylacznie moje prywatne odczucie; kazdy ma swoja osobista droge).
Od tej pory moje zycie sie zmienilo i odzyskalam radosc. Po miesiacu
skontaktowalismy sie z osrodkiem adopcyjnym i natychmiast mielismy mnostwo do
zrobienia: wywiady srodowiskowe i psychologiczne, szukanie informacji prawnej i
psychologicznej na temat adopcji i specyficznych potrzeb dziecka adoptowanego;
przygotowywanie dokumentow potrzebnych do adopcji, rozmowy z rodzina i
przyjaciolmi. To co bylo absolutnym wyzwoleniem to fakt, ze o leczeniu
bezplodnosci nie potrafilam rozmawiac z innymi; o adopcji moglam mowic z
wszystkimi i wszedzie (no, prawie wszedzie) natykalam sie na sympatie i
wsparcie.
Jestesmy w tej chwili w trakcie oczekiwania na dziecko ponizej 18 miesiecy.
Mieszkamy we Francji, gdzie procedura jest dluga i zmudna (2-4 lata
oczekiwania) i prawie nie ma dzieci na miejscu do adopcji. Czekamy wiec na
dziecko z innego kraju. Ale wiem, ze wczesniej czy pozniej bede miala dziecko i
wtedy - podobnie jak matka po porodzie - zapomne o calym bolu, ktory przezylam.
Jesli pisze to wszystko Wam, ktorzy zmagacie sie z procedura medyczna, to nie
po to by Wam powiedziec "zostawcie natychmiast medycyne i adoptujcie". Nie,
wiem jak trudno jest dojsc do tej decyzji i ze kazdy musi sam przebrnac swoja
droge. Zreszta wazne jest, by oboje rodzice adopcyjni pokonali w sobie zal po
dziecku biologicznym, zanim zaadoptuja, aby nie traktowali adopcji
jako "drugorzedne rozwiazanie". We Francji zreszta jest to glowny temat rozmow
z psychologiem przed zakwalifikowaniem pary do adopcji.
Ale chce Wam powiedziec, ze to dziecko bedzie moje w takim samym stopniu jak
dziecko, ktore bym urodzila. I ze bedzie to dziecko nas obojga, bo ten projekt
dojrzewa w naszych sercach i buduje nas jako pare. Owszem, dziecko adoptowane
czesto wymaga wiecej troski i milosci, ale czyz to wlasnie nie dlatego chce
miec dziecko, by dac mu milosc?
Wybaczcie, ze sie rozpisalam, ale jesli to pomoze jednej osobie, ktora jest w
podobnej sytuacji, w jakiej ja bylam, to bede sie cieszyc.
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i zycze wytrwalosci w Waszych dazeniach do
macierzynstwa, do ktorego mozna dojsc roznymi drogami.
Mira (Francja)