IP: *.hfx.cstone.net 18.12.03, 01:36
Od zawsze wiedzialam, ze bede miala klopoty z zajsciem w ciaze. Kiedys (to
juz ladnych kilka lat temu) gdy szukalam wiadomosci dotyczacych
nieplodnosci,ktos gdzies radzil para starajacym sie o dzidziusia, aby juz na
samym poczatku ustalily sobie gdzie jest limit ich staran o potomka. Ja juz
od samego poczatku wiedzialam, ze nigdy nie bede brnela dalej niz wspomaganie
farmakologiczne - troche bylo to podyktowane warunkami finansowymi, troche
rozterkami natury etycznej, a najbardziej troska o to ze zbyt dlugie i
intensywne starania moga zniszczyc tyle pieknych zeczy ktore juz mialam -
moje zdrowie i wspaniale malzenstwo. Udalo sie (leczenie nie pomoglo, ale
dwa lata pozniej zaszlam w ciaze samoistnie). Mam teraz cudowna prawie 5
miesieczna coreczke. Marze o drugim dziecku, ale wiem ze w tym wypadku nie
poddam sie nawet leczeniu farmakologicznemu - a jesli sie nie uda to
zaadoptuje malenka kruszynke. Ciekawa jestem czy i wy macie jakis limit po
przekroczeniu ktorego planujecie powiedziec dosyc, czy tez chcecie walczyc do
upadlego? ania
Obserwuj wątek
    • Gość: amama Re: granica IP: 195.94.206.* 18.12.03, 10:50
      Podoba mi się Twoje podejście, jest podobne do mojego. Choć mi jest łatwiej bo
      nie miałam problemów z zajściem w pierszą ciążę. Teraz mam problem z drugą
      ciążą, ale już to zaakceptowałam - ustaliliśmy z mężem, że możemu poddać się
      jedynie inseminacji - invitro nie wchodzi w grę - jeżeli się nie uda do połowy
      przyszłego roku - damy sobie luz i może wtedy, kiedyś, niespodziewanie..., a
      jeśli nie to myślimy o adopcji. Ale nie jestem pewna czy myślałabym podobnie
      jeśli nie miałabym pierwszego dziecka.
      amama
    • Gość: nalo Re: granica IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.12.03, 10:50
      Bardzo dobre pytanie. MY jestesmy na samym poczatku leczenia, dopiero bede
      miala pierwszy monitoring cyklu, nie wiem wiec jeszcze na ile powazne sa nasze
      problemy (choc wiem ze mam dosyc zaawansowane pcos). Od poczatku jest dla nas
      jasne, ze jesli bedzie trzeba, podejdziemy nawet do IVF. Za wszelka cene
      chcialabym miec wlasne dziecko. Moze dlatego, ze w moim otoczeniu bylam
      swiadkiem kilku kompletnie nieudanych adopcji...W pelni rozumiem natomiast
      ludzi, ktorzy mysla i czuja inaczej. Mysle, ze masz racje ze kazdy powinien
      odpowiedzie sobie na pytanie jak daleko chce sie posunac. Moze tez latwo jest
      mi tak mowic bo jeszcze jestem pelna wiary, ze niezadlugo bede w ciazy smile Czas
      pokaze...
      • vikas Re: granica 18.12.03, 12:09
        Wykorzystam wszystkie możliwe
        sposoby leczenia,żeby mieć pewność,
        że zrobiłam wszystko.Jeśli mimo to
        się niepowiedzie powiem dość.
        Uspokoję się i pomyślę o adopcji.
        Iui już miałam,teraz zastanawiam
        się nad podejście do In vitro i myślałam,
        że to będzie granicą moich starań.
    • Gość: kathrin78 Re: granica IP: *.dip.t-dialin.net 18.12.03, 12:10
      Kiedyś nie myślałam, że to tak daleko zajdzie. Naszą jedyną szansą na własne
      dziecko jest ICSI - w styczniu - i powiem tylko jedno, byłabym w stanie zrobić
      jeszcze więcej i więcej poświęcić.
      • Gość: Malina Re: granica IP: *.esripolska.com.pl 18.12.03, 15:41
        Nalo napisala:
        "bylam swiadkiem kilku kompletnie nieudanych adopcji" - moglabys rozwinac. Ja
        jestem na etapie, ze raczej medycyna nie pomoze i takie zdanie jak to, mrozi mi
        krew w zylach. Kompletnie nieudana adopcja - to bardzo szeroki temat i jak
        zwykle ma dwa konce.
        Malina
        • Gość: amama Re: granica IP: 195.94.206.* 18.12.03, 15:45
          tez jestem ciekawa, co oznacza wyrażenie nieudana adopcja
        • Gość: nalo Re: granica IP: *.aster.pl / *.aster.pl 18.12.03, 23:06
          Malino, oczywiscie masz racje. Chce zeby mnie wlasciwie zrozumiano - uwazam ze
          adopcja jest wspaniala sprawa, ze mozna dac milosc i zyciowa szanse dziecku.
          Jak to jednak w zyciu bywa, czasami jest ciezko. Bylam, a wlasciwie jestem
          swiadkiem tragedii dwoch rodzin, w ktorych mimo milosci i staran adopcyjnych
          rodzicow dzieci wyprowadzily sie z domu, usilnie poszukuja kontaktow z
          rodzicami biologicznymi, jedno wplatalo sie w dzialalnosc przestepcza mimo
          wychowywania sie w profesorskiej rodzinie. Oczywiscie zdaje sobie sprawe ze
          nie znam wszystkich okolicznosci, moze ci rodzice zrobili cos nie tak, ze
          takie sytuacje zdazaja sie rzadko i ze wreszcie dzieci biologiczne tez moga
          sie odciac od rodzicow. Ja po prostu jestem na etapie, ze mysl o ew. adopcji
          mnie przeraza i ze chce zrobic najpierw wszystko by miec wlasne dziecko
          biologiczne. Nie wiem jednak co bym zrobila gdybym wyprobowala juz
          wszystkiego. Pewnie tez zaczelabym myslec o adopcji. Malino, zycze ci z calego
          serca abys juz niedlugo m0gla tulic do siebie swoje upragnione dziecko, caluje
    • Gość: Malina Re: granica IP: *.esripolska.com.pl 18.12.03, 15:55
      Aniko, ale tak naprawde nie wiesz co bys zrobila, gdyby jednak caly czas sie
      nie udawalo. Czlowiek to bardzo skomplikowana machina.
      Malina
      • Gość: anika11 Re: granica IP: *.hfx.cstone.net 19.12.03, 01:03
        Masz racje Malinko, nigdy nie wiemy tak do konca. Moze znalazlabym w sobie
        sile aby walczyc do upadlego, choc jednak mysle ze raczej sklonilabym sie ku
        adopcji.
    • Gość: Fionka Re: granica IP: *.NYCMNY83.covad.net 18.12.03, 18:33
      Coz, moge z perspektywy czasu powiedziec, ze ta granica sie zmienia, czlowiek
      inaczej mysli jak ma 25 lat i zaczyna zycie, a inaczej jak 35... Tym bardziej
      moje zdanie moze byc znamienne, bo jestem w trakcie czekania na samoistne
      poronienie, po tym jak ciaza przestala sie rozwijac w 6 tygodniu, po 10 latach
      czekania na nia, po pierwszym ivf. Moja granica do ktorej wciaz bede starala
      sie urodzic dziecko za pomoca medycyny - w tej chwili jedyna - jest wiek.
      Potem adopcja. To takie proste, prawda? Przed 30-tka obruszalam sie na mysl
      nawet o inseminacji a co do ivf, myslalam, ze robia to zalosne baby po 40-tce,
      ktorym sie chce jeszce dziecka, well... Ja mialam 28 lat, zdrowa jak rydz,
      miesiaczki i owulacje z zegarkiem w reku, maz zdrowy jak rydz, dzieci jeszcze
      nie planowalismy, ale gdyby jakies problemy to oczywiscie tylko leczenie
      farmakologiczne. A jak nie wyjdzie to trudno, adopcja. Proste nie?
      Zaczelam sie zblizac do magicznych 35 lat, granica sie przesunela, owszem
      zrobie inseminacje, ale to juz ostatecznosc, (znow, ivf to produkt science
      fiction, jak ja moge narazac zdrowie, nadwyrezac moja wiare?). Potem byly 3
      inseminacje i minely nastepne lata. Na poczatku tego roku, kiedy juz od kilku
      miesiecy przygotowywalam sie psychicznie do mysli "zostalo tylko ivf", moj maz,
      najwiekszy przeciwnik jakiegokolwiek ingerowania w nature (bo przeciez "kiedys"
      bedziemy mieli dzieci, wszystko mamy w porzadku, tylko isc i plodzic armie
      dzieciatek! - i tak przez 10 lat), powiedzial, ze on tez bardzo chce miec
      dziecko przed 40-tka...
      Bede probowac pewnie jeszcze 1-2 lata, potem nastawie sie na adopcje, ale wiem
      jedno - nikt nigdy DO KONCA nie zna granicy dla ktorej zrobil by wszystko dla
      swoich najwiekszych pragnien. Syty glodnego nie zrozumie i tak bedzie do konca
      swiata.
      Pozdrawiam
      Fionka
    • Gość: asiakasia tyle wiemy o sobie ... IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.12.03, 22:54
      "Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono."
      (niestety, nie pamietam, skad ten cytat)


      moim zdaniem nie ma sensu ustalanie z gory jakichs sztucznych granic,
      bo gdy dojdziemy do owej magicznej linii moze sie okazac, ze zmienily sie
      warunki (fizyczne, psychiczne, finansowe, uczuciowe, itd.), zmienilo sie nasze
      nastawienie, zmienila sie medycyna, zmienily sie ...
      moze sie tez okazac, ze walke o dziecko znosimy lepiej lub gorzej, niz
      przypuszczalysmy podczas wyznaczania granicy (moze wczesniej poczujemy sie
      zmeczone tym wszystkim? a moze wrecz przeciwnie: nasze sily i determinacja
      zaczna rosnac?)


      dla mnie ogromnym ograniczeniem sa finanse i wiek, ale czy to OSTATECZNA
      granica? nie wiem
    • susala Re: granica 19.12.03, 01:08
      Przeczytałam wszystkie listy o granicach i wiele innych na tym forum. Nie
      miałam problemów z zajściem w ciążę, ale straciłam ją zaraz po tym jak stała
      się najważniejszym wydarzeniem mojego życia. Nie rozumiem i nie znam skrótów
      których używacie jak piszecie o kolejnych próbach zajścia w ciąże, czyli
      kolejnych przekraczanych granicach. Po jednej ciąży, którą cieszyłam się przez
      chwilkę nie wiem czy są jakiekolwiek granice. Jeśli trzeba będzie zrobię
      wszytko na co stać mnie fizycznie, psychicznie i finansowo. Marzę o tym, zeby
      ktoś kiedyś (oby jak najszybciej, ale medycyna mówi do mnie czekać rok)
      powiedział do mnie mamuniu, po tym jak będę go głaskała przez skórę na brzuchu
      przez 9 miesiecy. To jest sens mojego zycia.
      Zycze tego sobie i Wam wszystkim
      Buziaki

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka