Gość: Paola
IP: 82.139.13.*
19.12.03, 12:47
Witam was. Wczoraj miałam 1 inseminację i w związku z nią spotykały mnie
same przykrości: najpierw choroba,którą udło mi się wygasić, następnie na
kilka dnia przed insemi wyskoczyło mi na ciele paskudne uczulenie. Doktorek
chciał już przesuwać tą inseminacje, ale ja się umartwiałam nie brałam
leków, które mogły mi zaszkodzić....ufff uczulenie przeszło dosłownie na
dzień przed insemi. Same przeciwności losu....do tego (aż wstyd się
przyznać) zaspaliśmy w dzień inseminacji i pociąg,którym mieliśmy jechać
uciekł. Do Wrocka dojechaliśmy jakimś autousem i tak zamiast stawić się o 9
na inseminacji to my przyjechaliśmy o 10.30. Myślałam, że się ze wstydu
spalę. Na szczęście wszystko się odbyło, bo już się bałam że wrócimy do
domu z marnymi minami. Cóż....i tak wróciłam z marną miną, bo oczywiście
jak ja mam pecha to na całego. Już w pociągu zaczęło boleć mnie gardło i
zaczęłam czuć się źle. Efekt taki, że gorączka 37.8 jestem obolała i
padnięta.
Dlaczego ja musze mieć takiego pecha? Teraz, przez to, że zachorowałam to
pewnie nie nastąpi zapłodnienie. Jestem strasznie zła. Co wy na to
dziewczynki: czy mamy jeszcze szansę, że ta inseminacja okaże się udana?