Jakiś czas temu pytałam was, jakie badania się robi w celu
zdiagnozowania niepłodności. A teraz mam to wszystko za sobą (i
ujemne saldo na koncie

). Werdykt: niepłodność wtórna, przyczyny
nieznane. Czyli że niby wszystko ok, tylko ciąży brak.
Dziewczyny, co robić? Czekać? Gin mówi mi, że w takich przypadkach
nie ma na co czekać, bo "normalnej" ciąży raczej nie będzie. I żeby
robić inseminację. A ja się tego boję. Tzn. nie tylko strony
fizycznej, hormonów, ale przede wszystkim utraconych nadziei, bo
pewnie za każdnym razem bardzo czeka się na dodatni wynik. A potem
się płacze i zalicza koszmarne doły. I czuje się najbardziej samotną
na świecie. Wiem to z tego forum i z własnych comiesięcznych
doświadczeń.
Z drugiej strony może się jednak uda naturalnie? Może kochać się wg
jakiegoś szczególnego planu? Pić ziółka? Wyjechać na (kolejne)
wakacje? Upić się? Nie zważać na uwagi teściowej, szefa, znajomych,
itp. - "powinniście mieć drugie dziecko, za słabo się staracie" - do
wyrzygania...
A może to brednie i tylko medycyna?
Jak myślicie, co robić? Gdzie jest granica, za którą jest tylko
medycyna? Czy warto walczyć (leczenie), czy może zrezygnowana mam
czekać (tylko ile)? Po czym poznam, że jestem gotowa na leczenie?
Jeśli to głupie, to darujcie, że zawracam wam głowę...