kraksa2
10.09.04, 18:39
W zasadzie to chcialam sie tylko podzielic swoimi doswiadczeniami z Brazylia.
Zaczely sie one w Wielkiej Brytanii (sic!) gdzie na kursie jezykowym poznalam
niejakiego Frederica z Rio. Szkoda, ze nikt mi wtedy nie powiedzial, ze
glupota ode mnie zajezdza, moze teraz mieszkalabym w Brazylii? Otoz Frederico
strasznie sie zakochal, a ja bez pardonu dawalam kopa w tylek, czyt.kosza, za
kazdym razem jak to swoje zainteresowanie okazywal. Po moim powrocie do
Polski zaczelismy do siebie pisac, i wlasnie wtedy ja sie zakochalam. W nim.
Teraz moglam go idealizowac, tak na odleglosc. Przez jakies 6 lat
utrzymywalismy ten kontakt, zapewniajac sie, ze niewatpliwie sie kiedys
spotkamy, on zapraszal mnie do siebie, a jak ja juz wytrzasnelam kase,
okazalo sie, ze on ma dziewczyne, Soraye. Jak uslyszalam imie, to
stwierdzilam, ze ona nie jest zadnym zagrozeniem, bo kto to nosi imie linii
kosmetykow? Tak jak ja bym miala na imie.... Avon. Tak sie wtedy pocieszalam,
az pewnego dnia listy od niego przestaly przychodzic, kontakt sie urwal. A
szkoda, bo facet byl uroczy. Od tamtej pory do Brazylii zywie bardzo cieple
uczucia, choc niekiedy ambiwalentne, z uwagi na niejaka pania D. Ale to juz
inna broszka.
Gdyby nie Portugalia, to pewnie bym wpadla jak slifka f kompot i jak Brasilka
miala swira na punkcie Bahii. Nie, Rio.
Pozdrawiam.
K