Dodaj do ulubionych

Australia - rok za granicą...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.04, 18:05
planuję po studiach wyjazd na rok do Australii, chcialabym tam popracować ,
doszkolić angielski i oczywiście zwiedzic ten piękny zakątek :)szukam
wszelkich info na ten temat, skąd i jak załatwić taki wyjazd najtaniej.
Czytam, że bez 20 tyś na koncie to niemożliwe..to mnie smuci:( czy jest ktoś
taki jak ja z ogromnymi chęciami i niezbyt dużym kontem ;)kto również planuje
taką wyprawe? pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • Gość: bigdario Re: Australia - rok za granicą... CZESC I IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.12.04, 13:19
      witam!

      Wydaje mi sie ze moje odczucia, nie beda wcale odbiegac od odczuc
      ludzi, ktorzy przed przyjazdem pracowali zawodowo i mieli juz swoj
      wlasny dorobek naukowy jak tez osiagniecia na rynku pracy, ale
      przejdzmy do tematu ....
      Nie wiem czy ma sens pisanie co robilem w Polsce, ale w pewnym sensie
      ma to duzy wplyw na tok mojego rozumowania jak i tez na moja postawe
      tutaj...
      W tym roku ukonczylem Politechnike Wroclawska, studiujac dziennie i
      jednoczesnie pracujac w pelnym wymiarze godzin...
      Przez ostatnie 5 lat laczylem obowiazki studenta i pracownika jednej
      z duzych firm komputerowych w Polsce...
      Procz tego prowadzilem wlasna firme, ktora zostawilem pod opieka
      dobrego przyjaciela na czas przyjazdu do Australii
      Tyle wstepu a teraz czas na consensus calej wypowiedzi...
      Zacznijmy od poczatku...
      Uwazam, ze kazdy kto zapragnalby przyjechac tutaj do Australii,
      powinien sobie odpowiedziec zasadniczo na jedno pytanie:
      PO CO CHCE TUTAJ PRZYJECHAC?
      Powodow moze byc wiele:
      Wszyscy zapewne po to, aby uczyc sie angielskiego, jednak niektorzy
      takze z australia wiaza swoje dalsze plany...
      Otoz, jezeli jedziesz do australii uczyc sie angielskiego, a w polsce
      do tej pory pracowales, i zyles na dobrym poziomie finansowym, to
      koniecznie !!! musisz zapewnic sobie pieniadze na czas trwania pobytu
      tutaj !!! Nawet nie licz, ze znajdziesz prace i pogodzisz jedno z
      drugim. Jezeli pogodzenie nauki z praca jest mozliwe to polaczenie
      pracy z twoimi ambicjami zyciowymi i poziomem, tym na ktorym do tej
      pory zyles jest absolutnie niemozliwe !!!
      Nie wiem dlaczego, ale wszyscy ktorych do tej pory spotkalem przed
      przyjazdem tutaj, obludnie ten temat (temat pracy) omijali szerokim
      lukiem ...
      Teraz juz wiem dlaczego. Otoz w Australii rynek pracy jest bardzo
      duzy, ale jezeli mamy na mysli tylko prace fizyczne, czyli mozesz
      zostac KITCHENHANDEM (najgorsza posada w restauracji, czlowiek do
      wszystkiego - przynies, wynies, pozamiataj), KELNEREM (konieczna
      dobra znajomosc angielskiego), DELIVERY BOY (dostarczanie pizzy, lub
      innych posilkow - marne zarobki !!!), CLEANER (sprzatasz biura,
      szkoly, instytucje), NIGHTFILL (praca w supermarkecie, po zamknieciu
      sklepu ukladanie towaru na polkach; mozliwa tez praca w czasie kiedy
      sklep jest otwarty - w moim odczuciu najlepsza praca jaka moze
      dostac "student" szukajacy pracy w wymiarze "PART-TIME" - praca w
      zaden sposob nie ponizajaca, ani nie ublizajaca)
      Jezeli nie godzisz sie na zadna z powyzszych prac, to musisz
      koniecznie miec po 1000A$ na kazdy miesiac pobytu, inaczej umrzesz z
      glodu, albo z koniecznosci wpadniesz w ogolny minimalizm ktory
      cechuje wszystkich, ktorzy tu zyja...
      Konieczne jest aby wspomniec, jak wygladaja w rzeczywistosci prace,
      ktore przy duzym szczesciu mozesz znalezc, ale wcale nie musisz
      (dzieje sie tak dlatego, ze my jako narod wybrany dostajemy
      pozwolenie na 20 godz pracy tygodniowo, kiedy ludzie z Anglii,
      Irlandii, USA, Kanady dostaja WORKING WISA i nie maja ograniczen co
      do czasu pracy (dodam, ze tych przyjezdnych jest tutaj bardzo duza
      ilosc, dlatego pracodawca woli wybrac wlasnie taka osobe ze
      znajomoscia angielskiego i nie limitowanym czasem pracy, anizeli
      kogos kto ma az takie ograniczenia)...
      Ja wyglada tutaj posada KITCHENHANDA - jest to najbardziej obrzydliwy
      i uwlaczajacy z zawodow, ktore "czekaja" na nowo przyjezdnych...
      Osoba, ktora ma taka prace, zmywa brudne gary, po tygodniu ma
      odmoczone rece, tak ze skora z opuszkow palcow schodzi, do tego w
      butach chlupie w czasie pracy woda (jest to nie do unikniecia) i od
      kolan w dol spodnie ma skopane w wodzie !!! Niedosc, ze tak wyglada
      twoja praca, to warunki w ktorych pracujesz dalece odbiegaja od
      przyjetych w Europie (80% tutejszych knajp i restauracji zamknalby
      POLSKI SANEPID), wszystko jest powierzchownie wymyte, a tak naprawde
      brudne i zapyziale od kilku lat, na zapleczach restauracji panuje
      pelna prowizorka co do instalacji urzadzen oraz sprzetu tam
      zainstalowanego, osoba ktora na to popatrzy z perspektywy pracownika,
      nigdy nie bedzie juz nic tam chciala zjesc !!!
      Moze sie to wydac czytelnikowi wrecz niewiarygodne co tutaj pisze,
      ale nie sa to tylko moje odczcucia, ale wiekszosc spotkanych tu
      ludzi, ktorzy w polsce piastowali dobre stanowiska i pracowali
      biurowo, a nie fizycznie - to jest konieczne, aby miec porownianie do
      tego co musisz tutaj robic !!!
      Osoby, ktore natomiast przyjechaly tutaj, poniewaz w Polsce nie
      widzialy perspektywy zycia dla siebie oraz pracowaly fizycznie, moga
      znalezc w Sydney np. zawod malarza, ktory jest mozna
      rzec "zarezerwowany" dla Polakow !!! Ci ktorzy przyjechali tutaj z
      takim a nie innym nastawieniem, wlasnie pracuja jako "painterzy",
      zatrudnieni przez innych polakow, ktorzy tu z "wyboru" i koniecznosci
      zyciowej pozostali, malarz na start dostaje 12,50$/godz, po 3
      miesiacach moze dostac 15$/godz... najwazniejsze jest to ze pracuje
      10 godz dziennie od poniedzialku do piatku plus oczywiscie cala
      sobota i cala niedziela (slowa zaczerpniete od jednego z polakow,
      ktory prowadzi tutaj jedna z najwiekszych firm malarskich), procz
      tego nalezy zapomniec o jakimkolwiek obijaniu sie w pracy !!!, ludzie
      ktorzy dopiero zaczynaja pracowac w tym fachu maja taka szkole zycia,
      ze nikomu tego nie zycze, upodlani sa do granic mozliwosci i
      fizycznego wycienczenia (moj wspolokator wlasnie tak pracuje, wiec na
      codzien widuje co ta praca robi z czlowieka)!!!
      Kolejna praca to KELNER-ka, wymagana znajomosc dobra angielskiego,
      dodatkowo pikanterii dodaje fakt wysokosci zarobkow - start od 10$ do
      12$ to jest max co mozesz zarobic, oczywiscie zaraz odezwa sie glosy,
      ze ja zarabiam 15$, ale prosze mi wierzyc ze takich ludzi ktorzy
      zarabiaja 15$ jako kelner-ka jest naprawde niewiele w skali calej
      rzeszy "studentow" tutaj (slowo student celowo pisze w cudzyslowiu,
      poniewaz miejscowy student nie ma nic wspolnego z prawdziwym
      studentem, miejscowy student to posiadacz wizy studenckiej - tylko
      tyle)
      Wiekszosc restauracji i kawiarni w miescie maja obcokrajowcy, ktorzy
      wcale sie nie kwapia do oferowania dobrych zarobkow, staraja sie
      wykorzystywac ludzi, ktorzy u nich pracuja do granic swoich
      mozliwosci - sa to przewaznie Wlosi, Arabowie, Azjaci.
      Kolejna praca to CLEANER, po krotce biegasz po biurach z odkurzaczem,
      na przemian ze szmata i albo scierasz kurz (musisz miec szczescie aby
      akurat scierac kurz), albo zmywasz podloge i czyscisz toalety w
      budynkach...
      DELIVERY BOY, czyli dostawca pizzy, lub innych posilkow, praca dobra,
      nawet bardzo, ale z jednym wielkim ALE, slabo platna !!! (oczywiscie
      zdarzaja sie przypadki, ze ktos dobrze zarabia, ale poraz kolejny
      pisze - sa to wyjatki, a wyjatki nie tworza reguly), zarobki 3$/za
      dostarczenie pizzy + napiwki...
      NIGHFILL (FILLER)- czlowiek, uklada-wyklada towar na polkach
      sklepowych duzych supermarketow (COLES, WOOLWORTH, IGA), praca nie
      jest ciezka, srednio platna - 12$/godz, i przede wszystkim czysta i w
      miare przyjemna. Ja sam osobiscie tak pracuje i cenie sobie ta prace
      jak zadna inna (moj jeden z wspollokatorow jest malarzem, drugi
      KITCHENHANDEM, ja tez pracowalem JEDEN TYDZIEN jako kitchenhand, ale
      za zadne pieniadze, w dodatku tak marne jak mozna tutaj zarobic nie
      podjalem sie tak obrzydliwej i upokarzajacej pracy).
      Jezeli juz sobie odpowiedziales na pytanie czy chcesz tu przyjechac i
      w jakim celu to mozesz zaczac sie pakowac, lub odlozyc pomysl na
      polke i poczekac az na twoim koncie pojawi sie wiecej pieniedzy na
      planowany przyjazd tutaj...
      Czy przyjazd tutaj w celu nauki jezyka jest dobrym pomyslem?
      Jak najbardziej TAK, poniewaz relacje cenowe i koszt zycia tutaj jest
      najtanszy ze wszystkich innych krajow anglojezycznych oferujacych
      edukacje, procz tego jest tu cieply klimat, ktory tez jest
      dodatkowych atutem.
    • Gość: bigdario Re: Australia - rok za granicą... CZESC II IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.12.04, 13:20
      Na pewno kazdy zastanawia sie na ile przyjechac, a moze nawet zostac,
      bo przeciez Australia jest tak pieknym krajem i kraina mlekiem i
      miodem plynaca, niestety w tym miejscu musze krzyknac ZE NIE JEST !!!
      Nie jest ani kraina mlekiem plynaca, ani nie jest wspanialym
      krajem... jest po prostu krajem gdzie zyja ludzie, ktorym za bardzo
      nie zalezy w zyciu aby cos osiagnac, a najwazniejsze jest aby przez
      zycie nie tyle co przejsc co przepnynac, a najlepiej zostac
      poniesionym przez fale.
      Staram sie duzo z ludzi rozmawiac, oraz obserwowac tych ktorzy tutaj
      zyja i niestety wszystkich ich (IMIGRANTOW, AUSTRALIJCZYKOW) cechuje
      minimalizm, ktory dla mnie czlowiek z Europy jest nie do
      zaakceptowania! Nie wiem jak Ty - Drogi Czytelniku - pojmujesz swoja
      postawe zyciowa oraz cele i marzenia, ktore na pewno masz i chcesz
      zrealizowac, ale powiem ci jedno, w Australii tego nie osiagniesz. W tym
      miejscu znowu chcialbym podkreslic, ze sa to moje odczucia na podstawie tego co
      zobaczylem, uslyszalem, dowiedzialem sie od dziesiatkow innych osob, ktore
      mialem okazje tutaj spotkac... Oczywiscie spotkalem tez, takich ktorzy sa
      zachwycieni pobytem tutaj i upatruja ten kraj jako druga swoja
      ojczyzne, ale zapewniam was, ze Ci ludzie juz wpadli w opisywana
      przeze mnie minimalizm, albo w Polsce zasilaliby rzesze
      bezrobotnych, z powodu braku jakiegokolwiek wyksztalcenia.
      Jezeli ktos twierdzi ze zycie bez stresu i bez problemow jest tak
      cydowne jak opowiadaja mu znajomi to w tym miejscu mowie ze tak nie
      jest! Osobiscie uwazam ze jednym z najwazniejszych celow z zyciu jest
      realizacja marzen i bycie na jak najwyzszym szczeblu tego co mozesz w
      zyciu osiagnac. W Europie jest to dla Ciebie osiagane, predzej czy
      pozniej, natomiast tutaj nie - dlatego ze wiekszosc dobrych posad
      otrzymuja ludzie z krajow Anglojezycznych (taka jest czarna strona
      polityki Rona Howarda), dla ciebie pozostaje albo praca fizyczna,
      albo bedziesz urzednikiem wtopionym w spoleczenstwo, dla ktorego
      jestes NIKIM, oczywiscie tez mozesz zostac sprzedawca w sklepie,
      pracownikiem w biurze, ale poza praca w twoim zyciu bedzie pustka,
      taka ktorej na pewno do tej pory nigdy nie doswiadczyles.
      Gospodarka w Australii jest tak specyficznie zaprojektowana, ze dla
      osob pracujacych zycie tutaj nie jest drogie, ale nie jest tanie.
      System tak uksztaltowal tutaj zarobki, ze jestes w stanie zarobic
      tyle ile musisz i ani grosza wiecej, czyli odpadaja jakiekolwiek
      ekstra wydatki, typu wczasy w Europie, luksusowy samochod...
      Tutaj mozesz jedynie wtopic sie w to spoleczenstwo i zyc w nim nie
      majac nic do powiedzenia...
      Wydaje mi sie, ze dla mlodych ludzi - takich ktorzy chca siegac
      szczytow w zyciu (oczywiscie jednym sie to udaje, innym nie, ale
      wszyscy moga probowac) zycie tutaj to nieporozumienie, oczywiscie
      jezeli wyznacznikiem poziomu zycia nie jest tylko brak stresu i
      powodow do zmartwien...
      Jezeli w zyciu chcesz cos wiecej znaczyc, niz byc nikim w
      wielonarodowosciowych spoleczenstwie, ktore na dodatek nie
      reprezentuje soba zadnej kultury, to zyc tutaj nie bedziesz.
      Australia to spoleczenstwo przede wszystkim robotniecze, nie ma tutaj
      inteligencjkiej klasy spolecznej, dopiero od 20 lat naplywaja tutaj
      ludzie ktorzy postawili ten kraj na nogi, poprzez wyksztalcenie
      zdobyte w swojej ojczyznie, w przeciwnym razie Australia byla by
      drugim 3 swiatem...
      Dlaczego tutaj tak jest, dlaczego tutaj zyje sie tak a nie inaczej,
      odpowiedz jest bardzo prosta...
      Otoz jest to spoleczenstwo powstale z naplywajacej emigracji od 200
      lat, pierwszymi osadnikami byli skazancy angielscy i irlandczycy, i to
      oni zbudowali ten kraj, budowali najlepiej jak umieli - niechludnie i
      bardzo prosto, splodzili nastepne pokolenia, ktore tutaj mieszkaja i
      tak pozostalo...
      Nie maja problemow gospodarczych takich jak w innych rejonach swiata,
      nie mieli wojen, nie mieli kultury i dalej nie maja, dlatego latwo
      jest tutaj zyc kazdemu, poniewaz nie musi sie dostosowywac ani
      niczego uczyc co sprawialoby trudnosci...
      Powroce jeszcze do tematu niechlujnosci i minimalizmu, otoz 80%
      nieruchomosci, ktora tutaj sie znajduje jest w stanie mozna rzec
      oplakanym, tzn. brudna elewacja, nie wymieniane i nie malowane okna
      od 30 lat, wszystko robione jak najmniejszym nakladem kosztow i sil,
      tak aby sie zylo wygodnie i zeby sie przy tym za bardzo nie
      natrudzic...
      Centrum Sydney, jest ladne, nawet bardzo, ale reszyta dzielnic to
      brud, smrod i ubustwo, domki zbudowane w stylu wiktorianskim od 30
      lat nieremontowane, okna wszedzie drewniane ze szczelinami srednicy
      malego palca, brak jakiejkolwiek mysli architektonicznej, wszystko
      zbudowane i postawione tanio i szybko...
      Wiekszosc australijczykow - 75% to ludzie zaniedbani do granic
      mozliwosci: otyli, brudni, ubrani - bez gustu, tacy ktorym wogole nie
      zalezy na tym jak wygladaja i co inni o nich mysla. Jest to o tyle
      straszne i przygnebiajace, ze ludzie ktorzy tutaj przyjechali i
      zostali na dluzej zaczynaja wygladac podobnie. Jezeli w Polsce,
      kobiety dbaja o swoj wyglad, dbaja o siebie, to tuaj 75% niedba, ma
      to w glebokim powazaniu. Widok takich kobiet i mezczyzm powoduje u
      mnie jak i u moich przyjaciol z Polski, Czech i Slowacji odruch
      wymiotny. Domy, mieszkania wygladaja podobnie jak sami
      australijczycy, na dodatek jak jeden z moich kolegow mowi, wiekszosc
      domow smierdzi "stechlizna".
      Przed pzrylotem tutaj wyobrazalem sobie Sydney jako maisto podoben do
      Berlina, czyli duze miasto-aglomeracje, w ktorym zyje mieszanka
      kulturowa. Jakie bylo moje zdziwienie kiedy juz w pierwszym tygodniu
      zycie obalilo moj wizerunek tego miasta. Sydney nawet do piet nie
      dorasta takiemu miastu jakim jest Berlin. Berlin to miasto nie dosc,
      ze czystsze, duzo bezpieczniejsze, z przemyslana architektuta, w
      ktorym widac, ze znajduje sie w kraju o silnej gospodarce, kraju
      uprzemyslowionym, w kraju silnym... Sydney natomiast to miasto, ktore
      poza centrum (Citi) swieci nedza, bieda, nijakoscia, budem,
      malomiasteczkowoscia i kiczem, totalnym brakiem gustu.
      Jak juz wczesnuiej wspomnialem mieszkam z dwoma polakami (jeden jest
      malarzem, drugi "studentem" i pracuje jako kitchenhand) oraz z para
      mlodych ludzi z Londyny. Kate i Joe - bo tak oni sie nazywaja,
      przyjechali do Sydney miesiac temu i znalezli moje ogloszenie o
      wynajmie mieszkania i zamieszkami z nami, co prawda nie na dlugo bo
      za 2 tyg, sie wyprowadzaja ale wystarczajaco aby dowiedziec sie co na
      temat Australi mysla tacy jak oni ludzie. Otoz mysla oni identycznie
      jak ja i wszyscy ci, ktorych spostrzezenia i przemyslenia zamiesciem
      i opisalem tutaj. Ostatnio Joe stwierdzil, ze Australia dorowna
      Europie nie wczesniej jak za 10 lat, mysle ze nie potrzeba tutaj
      zbytniego komentarza. Jeszcze jedno, jednym z najwiekszych
      procentowych dochodow rynku austrlijskiego jest sektor edukacyjny,
      bowiem wlasnie tacy jak Ja napedzaja koniunktore temu krajowi. Cala
      gospodarka opiera sie tutaj na turystyce i na ludziach, ktorzy
      skuszeni "magia kontynetu" zapragneli tutaj przyleciec i zobaczyc jak
      tutaj sie zyje. Wszystkie te college i kursy przez nie prowadzone
      napedzaja koniunktore australijskiej gospodarce, nie porownywalana do
      zadnego innego kraju na swiecie. Smiem twierdzic, ze gdyby ograniczyc
      naplyw studentow i turystow, ten kraj zjadlby sie od ogona. Dlaczego?
      Poniewaz nie ma tutaj zadnej gospodarki, niczego co pozwolilo by temu
      krajowi utzryamc sie i swoich obywateli, wiekszosc zyje tutaj z tych
      ktorzy przyjechali tutaj sie uczyc lub zwiedzac. Kolejna prawda jest,
      ze Australia stanela na rowne nogi, DOPIERO bo olimpiadzie
      zorganizowanej tutaj 2 lata temu, wtedy australijski rzad otzrymal
      miliardy dolarow na zainwestowanie w swoja gospodarke i na promocje
      tego kraju. Bez tych pieniedzy, Australia by sobie nie poradzila...
      • barszczyk75 Re: Australia - rok za granicą... CZESC II 14.02.05, 18:08
        Troche mnie zaskoczylo to co przeczytalam... Po pierwsze w Australii mozna zarobic... moja przyjaciolka jest pielegniarka i stac ja na wypady do Europy i po calym swiecie... na sporo roznychprzyjemnosci i nie liczenie sie z wydatkami...

        Jesli ktos chce tam jechac do szkoly, to amm tylko dwie uwagi
        po pierwsze dobrze jest jest poszperac w jej uprawnieniach
    • Gość: bigdario Re: Australia - rok za granicą... CZESC III IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.12.04, 13:21
      jest na to za slaba, jest to kraj ktory nic nie wypracowal, wszystko
      co ma to wzorce zaczerpniete z innych krajow i tepo i slepo je
      nasladowane. Szczytem glupoty, ktory tuatj sie powtarza to
      pretendowanie tego kraju do udzialu w strukturach Uni
      Europejskiej !!! Tak, tak Australia ma ambicje zostac krajem
      europejskim, te ambicje co prawda widac z zyciu codziennym, poniewaz
      wiezy Australii z Wielka Brytania sa bardzo silne, chocby wiekszosc
      pieniedzy, ktore Australia dostala na rozbudowe miast, otrzymala od
      Brytyjskich Bankow...
      Na koniec czy zaluje ze tutaj przyjechalem?
      Na poczatku zalowalem, ale bylo spowodowane to faktem braku pracy
      (1,5 miesiaca szukania oraz brakiem prawdziwej az do bolu informacji
      na temat zycia tutaj) i wizja, ze ten wyjazd bedzie kosztowal duzow
      wiecej niz poczatkowo bylo zaplanowane - 25.000 zl. Jednak pogodzilem
      sie z tym faktem, odpowiadajac sobie na pytanie PO CO TUTAJ
      PRZYJECHALEM? Ja tutaj przyjechalem uczyc sie jezyka, a nie pracowac!
      Oczywiscie chetnie popracuje, ale nie jako fizol i nie za marne
      grosze, na ktore bede musial tutaj ostro zasuwac, czesto takze
      poswiecajac zajecia w szkole, za ktore nie malo zaplacilem.
      Uwazam, ze Australia jest tanim krajem aby nauczyc sie jezyka i
      jezeli tylko po to masz zamiar tutaj przyjechac to nie powinienes sie
      zastanawiac, bo nigdzie lepiej nie wydasz swoich pieniedzy. Natomiast
      jezeli nie masz pieniedzy aby oplacic swojego calego przyjazdu tutaj
      (min.75%) to poczekaj do czasu kiedy bedziesz mial i wtedy przyjedz,
      bo na nauke jezyka nigdy nie jest za pozno, a 30000zl , ktore bedzie
      cie ten wyjazd kosztowal bede procentowaly przez dalsze twoje cale
      zycie.
      Ja tutaj przyjechalem z wykupionym kursem nauki jezyka angielskiego
      na 6 miesiecy, w tym 14 tygodni General English i 10 tygodni FCE
      Cambridge Course. Szkola to AUSTRALIAN COLLEGE OF ENGLISH (podobno
      najlepsza i zarazem najdrozsza), dlatego tez w mojej szkole jest
      tylko 2 Polakow, a reszta to 80% Azjaci - Japonia i Korea, 10% Czesi
      i Slowacy, 10% Szwajcarzy i reszta to "Made in" Wenezuela, Brazil,
      Spain... Inne college, w ktorych bylem juz na korytarzy witaly ciebie
      polskimi napisami i w eterze bylo sluchac jezyk Polski, dlatego tez
      jestem zadowolony ze swojego wyboru, a nie tak jak wiekszosc
      spotkanych tutaj Polakow w klasach ma ponad 30% ludzi z Polski. W
      takim sasiedztwie wierzcie mi, nie latwo nauczyc sie jezyka
      angielskiego...
      Jezeli macie jakie pytania lub watpliwosci, to piszcie na adres
      bigdario@wp.pl

      Pozdr.
      DARIO
      • Gość: Misiek Wierzę w to co napisał Dario! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.04, 07:05
        Przeczytałem cały ten długi wątek. Mam bliski kontakt z dziewczyną (po 40),
        której brat przed kilkunastu laty wyjechał do Australii. Z listów od niego
        przekazywała mi informacje tam zawarte. Było nieźle, czasem wspaniale. Na
        zdjęciach pełny luz, kąpiele w oceanie i duży samochód. Już po Igrzyskach w
        2000 odwiedziła brata. Była tam miesiąc. Bezpośrednio po powrocie niewiele
        chciała mówić. Była lekko zszokowana tym co zobaczyła, a co tak odbiegało w
        rzeczywistości od pocztówkowego przedstawiania Australii przez jej brata. Jej
        niezależny opis poskładany ze szczątków późniejszych opowiadań, odpowiada w
        wielu szczegółach temu, co opisał Dario. Ona zweryfikowała to co znała z listów
        z tym co zobaczyła. I nie piszcie tu, że była tylko miesiąc, że jest wielu
        innych, którzy mają inaczej. Bo to prawda. Ale liczy się ogólne wyniesione
        wrażenie. Czasem wystarczy kilka dni. A wierzcie, że to co zobaczyła było
        uzasadnieniem do wielokrotnego powtarzania: "ale mi żal Andrzeja" i "dobrze, że
        mama tego nie widziała". Szczegółów nie piszę. Znajdziecie je w tekstach Dario.
      • s.wawelski Re: Australia - rok za granicą... CZESC III 28.12.04, 19:03
        O ile sobie przypominam to ten watek byl juz maglowany na tym forum jakies 8-10
        miesiecy temu. Kolega Bigdario zacytowal tu jeszcze raz swoja opowiadanie o
        Australii, ktore wtedy spowodowalo burze na internecie.

        Australijczycy sa niezwykle pomocnymi i sympatycznymi ludzmi, lecz zyjacymi w
        trudnym kraju, ktory wymaga hartu ducha i niezlomnosci charakteru. Jak w kazdym
        kraju wysoko rozwinietym jest bardzo duza konkurencja na rynku pracy i bez fach
        ani jezyka nie ma tam co za bardzo szukac, lub tez proces zadomowienia bedzie
        ciezszy i opozniony. Specjalisci predzej znajda prace w pustynnym i
        odizolowanym Outbacku niz w nielicznych duzych miastach. Na wyjazd z Polski do
        Australii w celach nauki jezyka moze sobie tylko pozwolic bananowa mlodziez lub
        bogaci emeryci. Wygorowane oczekiwania od tego kraju biora sie z kompletnej
        niewiedzy o nim. Spotkalem sie juz tu na tym forum z osobami, ktore wyrazaly
        chec objechania calego kraju rowerem w 2 miesiace lub ktos inny chcial
        podrozowac autostopem po Outbacku. Dopoki beda takie opinie pokutowac to bedzie
        wiele rozczarowan Australia. Jest to jeden z najdrozszych krajow na swiecie i
        turystyczne wojaze po nim sa kosztowne.

        Pozdrowienia,

        S.W.
        • Gość: Beata Re: Australia - rok za granicą... CZESC III IP: *.qld.bigpond.net.au 29.12.04, 07:15
          brawo !!!! wreszcie ktos powiedzial prawde, problem w tym ze nie do wszystkich
          to dotrze - i dalej beda chcieli "zwiedzac outback autostopem'. Chyba najlepiej
          jak przyleca tu i sami zobacza ze rzeczywistosc /odleglosci, ceny, wymagania
          pracodawcow/ nie jest nawet zblizona do tej "polskiej"
      • Gość: Dariusz Peczek Re: Australia - rok za granicą... CZESC III IP: *.uws.edu.au / *.uws.edu.au 14.01.05, 06:37
        Mieszkam w Australii juz od 8 lat i to prawda ze corazj wiecej ludzi z Azji
        jest w szkolach jezykowych. Statystycznie Polakow jest coraz mniej w Australii.
        Obecnie jest okolo 67,000 ludzi urodzonych w Polsce i jest to spadek z okolo
        70,000 Polakow 10 lat temu. Mysle ze Australia bardziej przyciagala Polakow
        kiedy w Europie nie bylo najlepiej.
        Darek
        abnews.blogspot.com
    • larson Re: Australia - rok za granicą... 29.12.04, 10:08
      czesc tego co bigdario pisze ma troche sensu, natomiast zastanawiam sie a) czy
      warto wierzyc komus kto pisze tyle o Australii ale z polskiego IP, b) czy warto
      wierzyc komus kto pisze tyle o Australii a nie wie jak sie nazywa tutejszy PM
      (bo na pewno nie RON Howard). Ze nie wspomne o innych babochach (ortografia na
      poziomie drugiej klasy szkoly podstawowej specjalnej).

      pzdr.. z Australii
      • zombie66 E, Larson, czepiasz sie czlowieka! 29.12.04, 10:52
        Tam gdzie pisze o tym na czym sie zna, ma racje (English as a second language;
        rodzaje i warunki pracy w "zawodach" ktore opisuje).

        Tam gdzie pisze o tym na czym sie nie zna, pisze bzdury. Australia byla
        zasiedlona nie przez convicts a przez 'diggers' (20,000 ludzi w 1850, 2 miliony
        w 1875, rezultat goraczki zlota w Vitorii); gospodarka Australii radzi sobie
        wyjatkowo dobrze; glowny eksport (ca. 50%) to bogactwa naturalne na ktorych
        kraj bogaci sie z kazdym dniem.

        Tam gdzie pisze o swoich spostrzezeniach typu: zabudowa, miasta, wsie, itp.
        opisuje swoje wlasne wrazenia. Co jednemu sie podoba, drugiego drazni. I nie
        wie ze jak by nie mial 'wentylacji' w domu to w tutejszym klimacie wykitowal by
        po kilku tygodniach. Wyobraz sobie co by napisal o Ameryce jak by zobaczyl
        tamtejsze 'domy z dykty' czy z gipsu!
    • Gość: Farmer z QLD Re: Australia - rok za granicą... IP: 61.68.119.* 01.01.05, 13:17
      Australie mozna tanio zwiedzac pracujac u farmerow. Jest takie stowarzyszenie w
      Australii, ktore oferuje noclegi i wyzywienie, glownie studentom w zamian za
      prace na ich farmach. Praca w wymiarze kilku godzin dziennie. Nie znam
      szczegulow ale jezeli interesuje cie to moge dac namiar za kilka dni. Moj
      niedaleki sasiad wlasnie nalezy do tego stowarzyszenia i ciagle sa u niego
      studenci z calego swiata. Polacy bywali rowniez. Ja mieszkam w tych stronach od
      niedawna i chyba tez zainteresuje sie tym tematem po wybudowaniu odpowiedniego
      lokum dla takich osob. Musza byc spelnione pewne warunki aby moc sie zapisac.
      Pozdrowienia
    • ewa19721 Australia - praca? 03.01.05, 20:52
      Mam pytanie do osób mieszkających w Australii i orientujących się w turystyce.
      Czy Polacy mają tam szansę na pracę w centrach nurkowych? Oczywiście z
      uprawnieniami i znajomością języka. Jeśli ktoś jest zorientowany będę wdzięczna
      za informację.
      Pozdrawiam.
    • barszczyk75 Re: Australia - rok za granicą... 14.02.05, 18:13
      mysle ze majac tyle gotowki mozesz planowac taki wyjazd
      studjujac
    • barszczyk75 Re: Australia - rok za granicą... 14.02.05, 18:13
      a w ogole najlepiej jest miec kogos znajomego na miejscu
      • Gość: Tobias Re:big dario IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.05, 22:08
        A ja sie nie moge do konca z Toba zgodzic. Masz bardzo duzo racji ale co do
        porządku w Australi to nie do konca sie z Toba zgadzam.
        Ja jestem architektem. Po studiach i uprawnieniach pracowalem przez rok w
        Londynie jako architekt ( oczywiscie nic wielkiego - rysowanie i proste
        realizacje jak to na poczatku) potem pojechalem na rok do Australi tam tez
        pracowalem w zawodzie zarobki mniejsze niz w GB ale zycie o wiele tansze i
        bezpieczniejsze. Opieka zdrowotna ( podstawowa) na wysokim poziomie ( nie to co
        anglia gdzie za wszystko placisz)glupia komunikacja miejska dziala o wiele
        sprawniej, ludzie zyczliwsi i ciekawsi.
        Mniej biurokracji. Obecnie pracuje w Irlandi ( teraz akurat jestem w Polsce ale
        wracam do Irlandi 10 marca) i jest tam troszeczke lepiej niz w Angli ale
        naprawde tesknie za australia mimo iz kasa o okolo 30% mniejsza.
        Moze to ta pogoda?
        Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka