Gość: saunne Re: Dziki jest ten swiat IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 08.07.02, 19:50 wreszcie zapoznałam się z całym tym jakże cudownym wątkiem (zabrało mi to z 1,5 godziny...) i szczęka mi opadła! Ja chcę więcej!!! Zastanawialiście się nad wydaniem książki? Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Dziki jest ten swiat 08.07.02, 19:55 Myślę, że Akir i Chatka powinni się nad tym poważnie zastanowić :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: saunne Re: Dziki jest ten swiat IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 08.07.02, 20:23 Ty także Ralston! Głupio mi się powtarzać, ale napięcie rosło w miarę wchodzenia na szczyt :) Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Dziki jest ten swiat 08.07.02, 20:32 Gość portalu: saunne napisał(a): > Ty także Ralston! Głupio mi się powtarzać, ale napięcie rosło w miarę wchodzeni > a > na szczyt :) Napięcie rosło? Masz jakieś kłopoty z zasilaniem? Ja stosuję filtr przeciwprzepięciowy i jest o.k. :) Odpowiedz Link Zgłoś
saunne Re: Dziki jest ten swiat 08.07.02, 21:27 ralston napisał: > Gość portalu: saunne napisał(a): > > > Ty także Ralston! Głupio mi się powtarzać, ale napięcie rosło w miarę wcho > dzeni > > a > > na szczyt :) > > Napięcie rosło? Masz jakieś kłopoty z zasilaniem? Ja stosuję filtr > przeciwprzepięciowy i jest o.k. :) Obawiam się, że tu i filtr nie pomoże ;) Nie ma rady - musisz kontynuować pisanie :) Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Blagam o zdjecia! 10.07.02, 09:01 Ralsie przepraszam przepraszam przepraszam, ze dopiero wczoraj przeczytalam Twoje opowiastki i nie odnioslam sie do nich wczesniej. Wpadalam na forum na chwilke, taki mialam przynajmniej zamiar, ale chwilka przedluzala sie do pólnocy i nie starczalo czasu by by poczytac te opowisatki. Ralstonie jestes moim idolem!!! jakbys nawet przejechal na rolkch z Warszwy do Bialegostoku nie zrobiloby to na mnie takiego wrazenia jak szczytowanie w Afryce, i styl w jakim to opisujesz!!! Ralsie blagam o zdjecia z sawanny, blagam o zdjecia o swicie!Mnsotwo bede wdzieczna. I mnostwo mi Cie bedzie brakowalo na tym watku i na calym Forum:(((( Odpowiedz Link Zgłoś
marat_ Re: Blagam o zdjecia! 10.07.02, 09:09 Cześć Chatko!! Co u Ciebie? Pozdrowionka :)))))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Re: Blagam o zdjecia! 10.07.02, 09:15 Maratku zaraz wracam, korzystam z goscinnosci biura podrozy i wlasnie sa tu klienci i musze udostepniec komputer! Odpowiedz Link Zgłoś
marat_ Re: Blagam o zdjecia! 10.07.02, 09:23 No cóż, chyba w swojej wielkoduszności nie zwrócę uwagi na to, że mnie tak często zostawiasz i porzucasz! Będę twardy i się nie rozpłaczę! No, przynajmniej mam taki zamiar... Chatka, wybierasz się gdzieś? I jak znowu się podłączysz do sieci - wygonisz klientów biura podróży? :))) Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Kilimandżaro Dzień 7 11.07.02, 21:16 Dzień 7 Chociaż dzisiaj można by sobie było pospać nieco dłużej, budzimy się tradycyjnie około 7, a właściwie budzą nas głośne śpiewy. To któraś z grup tragarzy i przewodników świętuje otrzymane napiwki. Śpiewem i żywiołowym tańcem wyrażają radość z otrzymanej zapłaty. Nie wiem tego na pewno, ale wiele wskazuje na to, że miejscowe firmy organizujące wspinaczkę, wiedzą doskonale o tym, że turyści, znając miejscowe zwyczaje, wręczają solidne napiwki – same raczej skąpo wynagradzają tragarzy. Stąd radość tej grupy jest ze wszech miar zrozumiała. My nasze „zadowolenie” wyceniamy na około 600 dolarów, co nie odbiega w dół od zwyczajowych stawek, ale też nie rzuca na kolana naszej ekipy. Poza pieniędzmi otrzymują również od nas trochę sprzętu turystycznego, ubrań i masę drobnych gadżetów, jakie zabraliśmy ze sobą z Polski – a to kieszonkowe radyjka, a to zegarki-reklamówki, jakieś chustki i koszulki oraz bardzo tu lubiane – długopisy. Po śniadaniu pakujemy graty. Robimy pamiątkowe zdjęcia całej naszej ekipy i pamiątkowej flagi na tle Kilimandżaro. Poranna aura jest bardzo łaskawa. Wyjątkowo długo ośnieżony szczyt widnieje na bezchmurnym niebie. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze kilkanaście godzin temu byliśmy wszyscy gdzieś na tych białych połaciach... Znakomicie widoczny jest również szczyt Mt. Meru, który właśnie nabrał groźnego granatowego koloru, przypominającego burzowe niebo... Luźnymi grupkami rozpoczynamy schodzenie. Dziś wyjątkowo nie idę z nikim z naszej polskiej ekipy. Towarzyszy mi Muddy – ten, który sprowadzał mnie spod szczytu do barafu. Jego angielszczyzna jest „far from perfect”, jak możnaby to eufemistycznie określić, ale jakoś udaje się nam dogadywać. Muddy jest muzułmaninem, sunnitą. Sporo rozmawiamy o świeżych jeszcze w pamięci wydarzeniach z 11 września 2001 roku. Twierdzi, że to co robi Osama ben Laden, jest dalekie od prawdziwego ducha islamu. Mówi, że podczas wspinaczki, tam pod szczytem nieustannie modlił się za nas wszystkich. Na koniec dochodzimy do wniosku, że skoro Bóg jest jeden, to mój i jego musi być tym samym Bogiem... Las tropikalny na trasie Mweka jest jeszcze ciekawszy niż podczas pierwszego dnia wspinaczki, na trasie Machame. Zieleń jest tu bardziej żywa i świeża (a może to tylko kwestia pogody, bo dziś jest słonecznie i upalnie). Obserwuję bardzo ciekawe, wysokie drzewa, których pnie pokryte są plamami – wypisz wymaluj, wziętych prosto z munduru komandosa. Regularna panterka! Poza tym występują tu również drzewa iglaste, których w ogóle nie widziałem tu poprzednio. Momentami w powietrzu, zamiast ciężkiego, przesyconego wilgocią i wonią gnijących liści zapachu lasu równikowego, unosi się żywiczny aromat rodem z polskich borów... Do tego ptaki śpiewają obłędnie, woda szemrze w strumieniu... No właśnie – woda. Skończyła się już parę kilometrów temu – efekt upału i dość forsownego tempa marszu. W Polsce w górach, skoczyłby człowiek do strumyka, nabrał wody, wypił bez obawy i po kłopocie. A tu – ameba, że o innych świństwach nie wspomnę. Pić się chce jak diabli a ten strumyczek nieustannie denerwuje swoim szemraniem. Rad nie rad maszeruję dalej utykając, podobnie jak Muddy – każdy na prawą nogę. Stawy kolanowe odmówiły współpracy już wczoraj, przy schodzeniu z Barafu. Bardzo przydają się moje kijki trekkingowe. Jeden oddaję Muddy’emu i kuśtykamy jakoś razem aż do bramy Kilimanjaro National Park. Na bramie czeka już na nas ten sam autobusik, który kilka dni temu przywiózł nas na Machame Gate. Wpisuję się ostatni raz do zeszytu w budce strażnika parkowego i siadam w cieniu na ziemi, żeby odpocząć. Odpoczynek jednak nie jest mi dany. Natychmiast opada nas grupa handlarzy pamiątek, usiłując sprzedać już to dzidę, już to jakąś rzeźbioną maskę. Nie mamy ochoty na zakupy, ale Murzyni nie ustają w wysiłkach. Kiedy ceny zjeżdżają do około jednej trzeciej ceny wyjściowej – na odczepnego kupujemy kilka drobiazgów. Zastanawiam się tylko w jaki sposób przewiozę tę dzidę i noże na pokładzie samolotu... W pewnym momencie staje się jasne, że nic więcej nie chcemy już kupić, ale sprzedawcy dalej nie dają za wygraną i stają się coraz bardziej natarczywi i hałaśliwi... Okazuje się, ze ten hałas wyczerpał juz zakres cierpliwości strażnika, który w tym momencie wpada z długim cienkim kijem pomiędzy handlarzy i pierze bez litości, sprawiając, że odsuwają się na bezpieczną odległość i uśmiechając się nadal zachęcająco, patrzą na nas smutnie swoimi wielkimi białymi oczyma... Kiedy dochodzą ostatni z naszej grupy, pakujemy się do naszej Toyoty i jedziemy w dół do Arusha, do Novotelu. Hurra – można w końcu wskoczyć pod prysznic. Szampon co prawda zaczyna się pienić dopiero po trzecim płukaniu głowy – ale nie sposób nie odczuć że jesteśmy na powrót w cywilizacji... c.d.n.b. Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ o marzeniach o podróżach 15.07.02, 14:27 Przeczytalam wywiad w Podróżach z Kinga Choszcz, laureatka I wyroznienia w konkursie "Podroznik roku 2001" ktora jest wraz ze swoim przyjacielem Chopinem od czterch lat w podrozy stopem dookola swiata!!!Jestem pod ich ogromnym wrazeniem! Powiedziala cos, o czym juz kiedys rozmawialismy i trafnosc tego stwierdzenia uderzyla mnie bardzo. Podpisuje sie dwoma rekoma!!! "WIERZE ZE KAZDE MARZENIE DANE JEST NAM WRAZ Z MOCA DO JEGO SPELNIENIA". Moja pierwsza daleka podroz jest tego swiadectwem.Szereg zbiegow okolicznosci, ktore moglyby przejsc dosc niepostrzezenie gdyby nie czujnosc, otwartosc i troche szczescia. Oglosznie o trampingu do Indii przeczytalam na UW, na chwile przed wyjazdem do Londynu. Wow !!!Indie!!! moze za rok!? Zapisalam adres, wyjechalam zapomnialm na chwile o Indiach, ale zjawila sie pewna osoba, zguba gdzies z pod kosciola polskiego w Londynie, ktora nie mowila po angieslku, nie miala gdzie mieszkac i nie miala pieniedzy! Ale byla konserwatorem zabytkow z Krakowa, buddystka, ekcenryczka, wegatarianka, all in all bardzo kolorowa osoba z marzeniami o Indiach... Przyznaje sie nie wpadlabym na to sama by zamiast kupic samochod za pieniadze zarobione w Londynie, na co liczyli bardziej moi rodzice niz ja sama, pojechac przez pare kolejnych lat daleko w Azje! Adres zapisany wtedy w kalendarzu przypadkowo mialam ze soba...Miesiac pozniej bylam juz w drodze od Indii. Z MOngolia bylo podobnie, szepnelam komus zartem: gdybyscie za rok jechali do Mongolii to ja z Wami... Teraz tez marze i wierze ze marzenie spelni sie juz we wrzesniu... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chatka Trzy pieknosci Gobi IP: 212.33.92.* 19.07.02, 01:17 Mam przed oczyma wiele twarzy, miejsc, spotkan, ktorych choc czastke udalo udalo mi sie utrwalic na fortografiach. Mam tez duzo wrazen niezatartych. O jednym a nich, o szczegolnym swietle i barwie glosu napisze dzisiejszej nocy. PO dwoch dniach wedrowki przez Park Narodowy Gurwan Sajchan (Trzy pieknosci Gobi)docieramy do Ulan Gol, gdzie mamy znowu spotkac sie z naszym kierowca.Wedrowka przez doline, przez las, laki soczyscie zielone jest ukojeniem dla nas po tygodniiu jazdy przez pustynie. Cisza tu przejmujaca, z rzadka wystepuja jurty, czesciej malej jeziorka, szemrzace strumienie, moze takie wlasnie sa Bieszczady? W Ulan Gol po raz pierwszy nocujemy w ger-campie, kempingu gdzie turysci spia w jurtach. Cieszymy sie niezmiernie, bo nie mielismy jeszcze okazji goscic noca w prawdziwej jurcie!! Wprawdzie nie jest to do konca prawdziwa jutra, bo urzadzona pod westow: wewnatrz tylko łóżka poustwiane dokola namiotu. Łóżko w koncu!!!, po srodku jeszcze piecyk, na ktorym w duzej misce gotujemy suteczaj. Cala jurta dla nas! Szybka kolacja i idzemy spac. W miedzy czasie przychodzi wlasciciel i proponuje koncert. MA byc dwoch spiewakow-grajkow. Nie spodziewamy sie niczego dobrego, tu na samym koncu Mongolii??? Gdy zasypiamy, w jurcie obok zaczyna sie koncert, najpierw niewyraznie dobiega dzwiek jakiegos instrumentu potem glos, niski gardlowy niepokojacy. Nie moge zasnac, wyslizguje sie ze spiwora i ide do jurty skad dobiega muzyka. Otwieram drzwi i poczatkowo nie bardzo cokolwiek widze, potykam sie o czyjes nogi, powoli jak oczy zacznaja sie przyzwycajac do polmroku dostrzegam tlumek miejscowych, scisniety w poludniowej czesci jurty przy drzwiach, a na wprost w centralnym miesjcu jurty, przy stole oswietlonym bladym plomieniem swieczki, siedzi Gosc w towarzystwie mlodej "miastowej" Mongolki. Europjeczyk? Amerykanin, to dla niego ten koncert. Po prawej stronie dwoch grajkow, jeden siedzi, drugi stoi i spiewa. Wpatruje sie na dlonie harpisty, na ktore pada malutkie swiatelko z latarki zawieszonej u sufitu, mala plamka migocaca na palcach uderzjacych struny harfy... On spiewa a wszyscy sluchaja w najwiekszym skupieniu. Spiewa piesni patriotyczne, piesni sentymentalne, piesni milosne, tlumaczka wyjasnie o czym sa piesni, chyba zbytecznie, twarz spiewka wszytsko mowi... Siedze tuz obok spiewajacego, spiewa tak entuzjastycznie ze wstaje i mu przytupuje, co wzbudza ogolny applauz!POtem zaczyna spiewac a raczej opowiadac piesni grajek. Nic nie rozumiem ale smieje sie z calym tlumem, ktory az poklada sie ze smiechu. Coraz powtarza sie refern ktory wzbudza najwieksze salwy smiechu. I ja mam lzy w oczach gdy patrze na ich twarze ogorzale, szczere, proste, dobre, rozesmiane,pelne szczescia. cdn Odpowiedz Link Zgłoś
marat_ Re: Trzy pieknosci Gobi 19.07.02, 08:06 Chatko, piękne... Piękne i wzruszające. Bardzo obrazowo oddałaś ulotną chwilę, której już może nigdy nie będzie dane zobaczyć. Jakbym widział Ciebie, wychodzącą ze śpiwora, z zaintrygowaniem szukającą Nieznanego, chłonącą scenę, która już pozostanie w Twojej pamięci na zawsze, odciskając swoje piętno... Tylko ludzie o nieprzeciętnej wrażliwości potrafią wyławiać perełki z otaczającej nas głębi... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Chatka Re: Trzy pieknosci Gobi IP: *.piasta.pl 19.07.02, 08:44 Jej dziekuje Wam bardzo... to taki cytacik, mysle ze cudenej urody i madrosci mam dla Was w podziece i do dyskusji na weekend: Swoja ciekawosc trzeba umiec doskonalic. Jeden jedzie na Majorke drugi do Grudziadza, ale nie znaczy to ,ze swoja ciekawosc i ciekawosc swiata bardziej udoskonali ten pierwszy (...) Poza tym gdziekolowiek by sie pojechalo spotka sie tam gdzie sie dotarlo, przede wszystkim to co sie ze soba, to znaczy soba przywiozlo. Jesli przywiozlo sie ze soba niewiele - tak niewiele sie w drugim koncu swiata spotyka. I juz nic tu nie pomoze" E. Stachura Odpowiedz Link Zgłoś
marat_ Re: Trzy pieknosci Gobi 19.07.02, 13:54 Gość portalu: Chatka napisał(a): > Jej dziekuje Wam bardzo... > to taki cytacik, mysle ze cudenej urody i madrosci mam dla Was w podziece i do > > dyskusji na weekend: > Swoja ciekawosc trzeba umiec doskonalic. Jeden jedzie na Majorke drugi do > Grudziadza, ale nie znaczy to ,ze swoja ciekawosc i ciekawosc swiata bardziej > udoskonali ten pierwszy (...) Poza tym gdziekolowiek by sie pojechalo spotka > sie tam gdzie sie dotarlo, przede wszystkim to co sie ze soba, to znaczy soba > przywiozlo. Jesli przywiozlo sie ze soba niewiele - tak niewiele sie w drugim > koncu swiata spotyka. I juz nic tu nie pomoze" > E. Stachura Nie pytaj - ile możesz dostać, pytaj - ile możesz z siebie dać... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: habitus Re: Trzy pieknosci Gobi IP: 212.160.127.* 19.07.02, 15:17 Chatko, gdyby Cię nie było - trzeba by Ciebie wymyśleć! Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Trzy pieknosci Gobi 30.07.02, 22:50 Gość portalu: habitus napisał(a): > Chatko, gdyby Cię nie było - trzeba by Ciebie wymyśleć! Amen. Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Jeszcze o Gobi 07.01.03, 12:07 Znalazłem przypadkiem link ze zdjęciami z Gobi www1.gazeta.pl/fotografie/5,35078,1045017.html oraz bardzo ciekawy opis wyprawy rowerowej przez pustynię. www1.gazeta.pl/wyborcza/1,34471,1224038.html Polecam lekturę artykułu. Świetny. Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Re: Jeszcze o Gobi 09.01.03, 22:22 ralston napisał: href="http://www1.gazeta.pl/wyborcza/1,34471,1224038.html"target="_blank">ww > w1.gazeta.pl/wyborcza/1,34471,1224038.html</a> > Polecam lekturę artykułu. Świetny. Ralsie dzieki! Strona z arykulem juz nieakualna, zapewne jest w archiwum, ale przypominam sobie ze robiac porzadki przedswiateczne odlozylam Magazyn z tym artykulem do przeczytania na potem! Czeka mnie wiec mila lektura dzis wieczorem! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: saunne Re: o marzeniach o podróżach IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 19.07.02, 17:30 > "WIERZE ZE KAZDE MARZENIE DANE JEST NAM WRAZ Z MOCA DO JEGO SPELNIENIA". coś takiego bardzo mi pomogło jakiś czas temu, choć...w sumie i tak musiałam potem z czegoś zrezygnować niejako wbrew swojej woli. Wierzę jednak, że i tak uda mi się jeszcze kiedyś odnaleźć "swoją ścieżkę" i siłę by nią podążać... Pozdrawiam - saunne zamyślona Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Dziki jest ten swiat 30.07.02, 23:05 Piszemy tu o Himalajach, Indiach, Afryce, Mongolii, Grecji itd. a są blisko zakątki równie dzikie albo i bardziej od tych opisywanych. Co więcej - te o których tu mówimy pomału się cywilizują a te bliskie, które mam na myśli dziczeją coraz bardziej. A mówię o ziemi na południe od Przemyśla, na której w kolejnych wydaniach map turystycznych znika jakaś wioska. Istnienia wielu z nich, można się domyśleć jedynie ze spotkanego nagle wysoko w lesie płaskiego miejsca - tu stał dom, drzew owocowych wykwitających z nagła pośród buków i jaworów, albo niebezpiecznych dla wędrowca studni dawno już pozbawionych cembrowiny i przykrytych wysoką trawą. Niektórych z tych wiosek nie sposób doszukać się wcale, bo z rozmysłem zniszczono wszelkie ich ślady - domy zburzono, studnie zasypano, drzewa wycięto, płaskie parcele rozjeżdżono spychaczami. I ciągnie się przez kilka kilometrów piękna, ale smutna i pusta dolina... Szlaki turystyczne, nawet te oznakowane zarastają jeżynami i tarniną i niełatwo się nimi poruszać. I to jest istotnie dziki świat. Pierwszy raz pojechałem tam w 1991 roku. Wróciłem właśnie z mojej dziewiątej już tam wyprawy. I w tym roku udało mi się dopiero po raz drugi spotkać wędrujących na szlaku turystów! Przy tym Pogórzu Bieszczady, to pełnia cywilizacji i miejsce nad wyraz zatłoczone. Szkoda, że niewiele jest takich miejsc w Polsce. Pięknych i dzikich jednocześnie... i z tak bogatą, choć bolesną historią... Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Re: Dziki jest ten swiat 31.07.02, 01:32 A cdn???? A duchy ??? A niedzwiedzia widziales ???? :)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: hmc Wow. IP: *.mad.east.verizon.net 31.07.02, 02:11 Czy redakcja planuje moze wydac ten watek w wersji drukowanej??? Bo jesli tak to ja zamawiam jeden. Bo szkoda by bylo gdyby w wyniku ( odpukuje) jakiegos wirusa cos takiego stracic. Pozdrawiam wszystkich Hmc. Odpowiedz Link Zgłoś
saunne Re: Wow. 31.07.02, 10:37 Gość portalu: hmc napisał(a): > Czy redakcja planuje moze wydac ten watek w wersji > drukowanej??? Bo jesli tak to ja zamawiam jeden. Bo > szkoda by bylo gdyby w wyniku ( odpukuje) jakiegos wirusa > cos takiego stracic. > Pozdrawiam wszystkich Hmc. popieram Hmc i piszę się na drugi egzemplarz :) Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Re: Wow. 31.07.02, 11:01 Niech az zacytuje Wy tak "serio,serio???? Pogięło" Was czy co? :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: saunne Re: Wow. IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 31.07.02, 20:31 chatka_ napisała: > Niech az zacytuje > Wy tak "serio,serio???? Pogięło" Was czy co? :))) My tak na serio, serio, serio! A co nie podoba się? :))))))))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Dziki jest ten swiat 31.07.02, 18:18 chatka_ napisała: > A cdn???? > A duchy ??? > A niedzwiedzia widziales ???? :)) > Niedźwiedzi tam nie ma. Kilka lat temu jakiś się podobno pojawił, ale od dawna nikt go już nie widział. Duchy? Te i owszem są. Osobiście żadnego mi się spotkać nie udało, ale kilka lat temu był w jakiejś gazecie artykuł o duchu wędrującym w jesienne najczęściej noce ze wzgórza, na którym stał niegdyś dwór władyki Kopystyńskiego - do starej kapliczki pod lasem. W ubiegłym roku rozmawiałem z człowiekiem, który twierdził, ze tego ducha widział z bliska kilka razy. W tym roku dowiedziałem się, że staruszka odwiedzić można już tylko na małym zapomnianym cmentarzyku przy kopyśniańskiej cerkiewce... Odszedł ostatni z dawnych mieszkańców Kopyśna. Obecnie populacja wsi, to zdaje się już tylko trzy osoby, dwa psy i trochę kur... Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Re: Dziki jest ten swiat 31.07.02, 18:39 Za to Ty duchem ciagle jestes tam...:) Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Dziki jest ten swiat 31.07.02, 18:43 chatka_ napisała: > Za to Ty duchem ciagle jestes tam...:) Rzeczywiście. Aż tak to widać? Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Re: Dziki jest ten swiat 31.07.02, 18:50 Zgaduje, jeszcze dwa dni temu o tej porze pewnie u kostra siedziales, pod niebiem gwiazdzistym pod opieka duchow. A dzis jedyne duchy to tylko widmo pracy groznie wiszace nad Toba... Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Dziki jest ten swiat 31.07.02, 18:56 Taaak. Dwa dni temu byłem jeszcze w prawdziwie dzikim świecie a dziś wróciłem do innej dżungli. Ale zapach ogniska ciągle jeszcze świeżo w pamięci i szum potoku i cykanie świerszczy - i to piękno pomieszane z grozą, kiedy przypominało się o tym jak bardzo cała ta ziemia w krwii była skapana od najdawniejszych czasów... Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Re: Dziki jest ten swiat 31.07.02, 19:21 Niech Ci pocieszeniem bedzie bliskosc skrawka puszczy w tej junglii a i pewnie pod balkonaem w krzakach zagniezdzil sie jakis swierszcz... Musze biec, umowilam sie na rolki. Milego wieczoru. Papatki serdeczne ~~~~~:))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: koro Re: Dziki jest ten swiat IP: *.bsk.vectranet.pl / 10.1.100.* 04.08.02, 18:00 niestety nie bedzie to historia z dżungli na borneo. miejscowość leńće. opodal białegostoku. dotrzeć tam pewnie można drogą przez fasty i nowe aleksandrowo (tam w prawo, albo też w jurowcach na lewo. polecam jednak trasę kajakiem od wasilkowa w dół rzeki. przy licznych postojach i kapielach zajmie nam ta podróż ok 2 - 3 godzin. a kiedy już dotrzemy ukaże się naszym oczom plaża na łące, drewniana kładka zawieszona na niebotycznej wysokości 1 metra na lustrem wody (dziewczyny jak idą to piszczą) i nieco dalej stary młyn. można też popłynąć dalej i wylądować, aż w dzikich. tam też jest młyn. jak sie będziecie wybierali, to uprzedżcie. powitam was na brzegu i pokażę, gdzie w lesie rosną grzybki. a'propos w najbliższą środę w królowym moście jest odpust św. anny. po obejściu wszystkich kramików z obwarzankami i cukrową watą mozna wyskoczyć do lasku. ilość samochodów parkujących zawsze przy poboczu wskazuje, że okolica jest "grzybna". Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Bornholm wyspa gorąca 29.08.02, 01:11 Z prawdziwa ulga opuszczamy Ustke, letnia stolice dresiarzy i ładujemy sie na wodolot do Nexo. Stad wyruszymy dookola wyspy, czasami zapuszczajc sie w głąb lądu. Gdybysmy jechali tylko wzdluz linii brzegowej zrobilibysmy zaledwie 140 km!Jak na tydzien to troche za malo :), ale hm... zrobilsmy niewiele wiecej!, licznik po trzech dniach wskazywal w sumie 7 godzin jazdy :)))))) Inaczej sie jednak nie da, jesli chce sie w pelni skorzystac z urokow wyspy. Trojka od paru lat propaguje Bornholm jako raj dla rowerzytow. Zaledwie w latach 80-tych ktos wpadl na pomysl by postawic na turystyke rowerowa i wybudowal kilometry sciezek przecinajacych wyspe wzdluz, wszez i dookola! Sciezek w wiekszosci asfaltowych, ale tez piaszczystych zawsze jednak swietnie oznakowanych i ...przyjaznych. Nie raz przy sciezce, przy farmie napotykamy na stoliczek z kawą, herbatą, w lodówkach turystycznych zimne napoje, w pudelku ciasto murzynek, w skrzyneczce pieniadze i cennik!!! Gospodarze pewnie na polu! Wyspa zadziwia nas od pierszego dnia, nikt tu nie zapina rowerow, szybko uczymy sie tutejszych zwyczjów i wszędzie, czy na plazy czy w wiosce zostwiamy rowery z calym bagazem niezamkniete! Doswiadczamy uczucia dotad nieznanego, jest to poczucie wolnosci i niewyobrazlanego relaksu, jaki daje uwolnienie od strachu o wlasny dobytek, uwolniene od starchu ze ktos mi moze zrobic krzywde, przywlaszczyc cos co do mnie nalezy! Okrzykujemy Bornholm wyspa Utopia, wszytko tutaj jest takie normalne, przyjazne, czyste i estetyczne, pelne uroku. Wiec nie wolno na Borhomlmie sie spieszyc, na poludniu wyspy trzeba sie wykąpać, plaze piaszczyste bielutkie jak na costa de sol, tyle ze bez hoteli i dzikich tlumow, puste wlasciwie sa, tylko wydmy, wrzoswiska, dalej krzaki dzikiej rozy i jezyn! Na polnocy i zachodnim wybrzezu beda juz tylko kamieniste plaze. Polnoc jednak ma swoje atrakcje. Miejscowosci Swanke i Gudhjem to malutkie wioseczki, przycupniete nad brzegiem morza, dba sie tutaj o to by chatki rybackie ryglowane - z charakterystycznym murem pruskim, w kolorach pomaranczy, żółci i różów wygladaly jak za dawnych czasow. Wieczorem przy swietle gazowych lamp wygladaja jak scenografia teatralna, wydaja sie byc jeszcze mniejsze. Nie mozemy sie powstrzymac by nie zagladac do srodka, w okna, w ktorych nie ma zaslonek, a gdzie Dunczycy maja zwyczaj usatwiac przerozne bibeloty! Noca zycie w wiosce zamiera, tylko na samym nadbrzezu błąka sie paru turystow, pala sie swieczki na schodach na taras, a w malej kafejce pani spiewa live jazz. W dzien wdrapujemy sie na pobliskie wzgorze i z gory patrzymy na czerwone dachy domow i charakterystyczne biale kominy wedzarni!!! Tutaj zjemy najpyszniejsze sledzie na swiecie!! Mieciutkie, jakby maślane w pysznych slodko- kwasnych, korzennych marynatach, sosie currym, panierce i slodkiej marynacie, wedzone makrele rownie masalne jak sledzie, plastry łososia, z konserwowanymi buraczkami, dipami, salatka ziemniaczana, chlebkiem czarnym. Przy takich delikatesach tradycyjny wedzony bornholmer z żółtkiem, czyli 'sol over Gudhjem '(słońce nad Gudhjem) wypadł raczej blado! Koniecznie w Gudhjem trzeba sledziki zjesc wykupic bilecik za 78 koron i "jeść ile dusza zapragnie" (To byl zreszta jedyna informacja w jezyku polskim :), reszta wylacznie po dunsku, angielski tez maja w glebokim powazaniu :) Powtorke mozna zrobic na zachodnim wybrzezu w rownie slynnych wedzarnich w Hasle. Po drodze na najbardziej wysunietym na zachod krańcu wyspy miniecie przepieknie położony niczym latarnia morska zamek Hammerhouse. Wiedzie do niego parogodzinny szlak wzdluz brzegu morza wsrod wrzoskwisk i glazowisk i znowu dzikiej róży i jeżyn. I taki jest caly Bornholm, tylko Ronne "stolica" wyspy, mozna by okreslic mianem miasta, reszta to ciche wioseczki i kolorowe chatki na wybrzezu, wewnatrz wyspy krajobraz rolniczy, troche lasu, mozna w nim nawet pokrzyczec w dolinie echa!, cudne naprawde tajemnicze wąwazy, roslinność tu prawie tropikalna, sprzyja jej szczegolny mikroklimat. I pomyslec, ze to tylo 3 godziny wodolotem od polskiego ryczącego wybrzeza... cdn Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: koro Re: Bornholm wyspa gorąca IP: *.bsk.vectranet.pl / 10.1.100.* 29.08.02, 16:31 chatko kiedy wracasz? brak nam twego uśmiechu! Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Re: Koro 30.08.02, 14:24 Juz wrocilam, smolarze na dachu kable popalili i skutecznie od swiata mnie odcieli, na dzien przed wyjazdem :(((!! A do ogrodka a tym bardziej przed telewizor :)jakos nie po drodze :) Tak szeroko jak Ty nie potrafie, ale szczerze sie :)))))) Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Dziki jest ten swiat 30.08.02, 15:36 Ja wrocilam, wszakze by sie pozegnac, ale gdzie Wy jestescie??? Pusto tu choc juz prawie po wakacjach. Mam nadzieje ze w jesienne wieczory powroca wspomnienia z wakacji...Oka mam tytul na Twoje opowiaski z urlopu 1 i 2: "Północ-Południe" :))))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oka Re: Dziki jest ten swiat IP: *.17.79.204.lifespan.org 30.08.02, 21:21 Dobre! Mozna tez zatytulowac "Wschod - Zachod". Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Re: Dziki jest ten swiat 10.09.02, 23:35 Niech bedzie najpierw o zachodzie... slonca i kapieli w oceanie, na jednej z niewielu plaz w Maroku na ktorej moga kapac sie kobiety. Spotykamy tam tubylcow, ktorzy przyszli sobie Europejki rozneglizowane poogladac, i pogadac, ponarzekac, ze tu bieda ze oni najchetniej to by do Niemiec uciekli. Pytamy wiec "Jaka myslicie pô co my tu przyjezdzamy?. "Bo tu jest najpîekniejsze slonce!!!" EEE...takie slonce jest tez we Wloszech, we Francji. Nie daja sie przekonac. chwile potem gdy slonce chyli sie ku zachodowi to my mamy okazje przekonac sie, ze slonce jest tu najpiekniejsze, inne, szczegolne, rzucajece intensywnie pomaranczowe swiatlo, odbija nam sie na twarzach niczym blask ogniska... ze slonecznego Maroka Chatka :) cdn Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oka Re: Dziki jest ten swiat IP: *.17.79.204.lifespan.org 11.09.02, 23:07 Ale fajnie, ze sie odezwalas! Odpowiedz Link Zgłoś
saunne Re: Dziki jest ten swiat 12.09.02, 16:08 Chatko - na wątku zebraniowym czeka propozycja wyjazdu do Algierii... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jakub Byłem tu. W tym dziiikim zakątku świata. IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 12.09.02, 01:01 Wyryłem więc turystyczny napis na starym drzewie: "Byłem tu. Pozdrow. dla plotkarek Chatki i Saunne". Rozbiłem też parę butelek o drzewa, żeby wędrowcy wiedzieli, że przybyłem z cywilizowanych okolic, gdzie są butelki po piwie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: koro Re: Byłem tu. W tym dziiikim zakątku świata. IP: *.bsk.vectranet.pl / 10.1.100.* 12.09.02, 16:04 dziękujemy ci. to był wspaniały pomysł. mam nadzieję, że wrócisz w to samo miejsce ze swymi dziećmi. one też ci podziękują. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jakub Re: Byłem tu. W tym dziiikim zakątku świata. IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 13.09.02, 21:35 Na Waszym forum jest tak jakoś miło i nikt od razu nie leje dzikusa w buzię. Odpowiedz Link Zgłoś
saunne Re: Byłem tu. W tym dziiikim zakątku świata. 12.09.02, 16:06 Gość portalu: Jakub napisał(a): > Wyryłem więc turystyczny napis na starym drzewie: "Byłem tu. Pozdrow. dla > plotkarek Chatki i Saunne". Tak jak już wspomniałam wcześniej - witamy koleżankę po fachu :) Rozbiłem też parę butelek o drzewa, żeby wędrowcy > wiedzieli, że przybyłem z cywilizowanych okolic, gdzie są butelki po piwie. następnym razem zostaw pod drzewem całe - nie lubimy marnotrastwa... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jakub Re: Byłem tu. W tym dziiikim zakątku świata. IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 13.09.02, 21:57 Cześć Saunne Dzikusa nie znasz? Gdzież-tam by mi się chciało nosić butelki do B-stoku? Macie wirtualny "dziki zakątek", to się takoż dziko zachowałem. Wakacje miałem dzikie, niemal takie, jak w tym wątku. Od św. Jakuba do św. Idziego rowerowałem i pływałem (własnoręcznie!) na przemian. Najdłuższe etapy to: 130 km na rowerze i 3 km w zalewie wodnym. W tym ostatnim okazało się później, że pływałem razem z salmonellą. Sanepid zapomniał dopilnować wywieszenia stosownych tablic ostrzegawczych i gromada ludzi chłodziła sie tymi bakteriami. Na drugi dzień, nieco wystraszony, zadzwoniłem do sanepidu zapytać, co jest z tą salmonellą. Pani od tych bakterii odpowiedziała, że skoro przepłynąłem 3 km i żyję, to oznacza, że to salmonella zdechła !!! Pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: saunne Jakub IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 14.09.02, 20:58 Czy ten zapierający dech w piersiach wyczyn miał może miejsce pod koniec czerwca i wiązał się z pewnego rodzajem konkursem (choć to złe słowo), który polegał na przejściu, przejechaniu lub przepłynięciu określonej liczby kilometrów w ciągu 24 godzin? Pozdrawiam. saunne Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jakub Re: Jakub IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 14.09.02, 22:00 Nie, nie. W sierpniu i nie miałem żadnych zobowiązań, to było tak zwyczajnie, z głupoty. Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Dziki jest ten swiat 13.09.02, 11:29 Jutro rano znowu wyruszam w dzikie strony. Niestety pogoda zapowiada się niezbyt ciekawa jak na spanie pod namiotem :( Po powrocie zapewne cosik Wam skrobnę... Pozdrawiam. Rals Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oka Re: Dziki jest ten swiat IP: *.17.79.204.lifespan.org 16.09.02, 22:30 Czekamy z zapartym tchem...:))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Kończy się noc 17.09.02, 23:44 Na innym wątku trwa dyskusja na wcale poważny temat, któremu początek dała kończąca się noc Koro. Więc ja również kilka słów o ostatniej nocy. Właśnie wróciłem z ukochanego Pogórza. Pokój jeszcze pełen zapachów z motywem przewodnim dymu z ogniska. Z karimaty wypadł właśnie na dywan liść jaworu, przypominając że jeszcze kilka godzin temu byłem daleko stąd. Ostatnia noc rozpoczęła się od przepięknego wieczoru, który po deszczowym dniu był ciepły i suchy. Samotnie wybrałem się na krótki spacer. Już po kilkunastu minutach marszu ukazała się rozległa panorama z widokiem na Ukrainę. Po niebie przewalały się w zawrotnym tempie chmury przybierające przedziwne barwy w świetle coraz niżej położonego słońca, które w końcu schowało się za krawędzią lasu na sąsiednim szczycie. I wtedy... no cóż, trudno mi to będzie opisać, bo potrzebny byłby niezły operator z kamerą, żeby to pokazać... Znad lasu zaczęły się unosić w górę strzępy ni to mgły, ni to chmur. Las oświetlony silnym konturowym światłem był już w tej chwili samym kształtem, zarysem pozbawionym barw. Natomiast unoszące się mgły zachodzące słońce rozświetlało na złoto. Wyglądało to tak, jakby drzewa zaczęły nagle płonąć. Mgły unosiły się bardzo dynamicznie. Widok zmieniał się w sekundach. Barwa "płomieni" zmieniała się pomału ze złotej w jasnoróżową a potem w głęboką czerwień. Migawka aparatu sama trzaskała. Po chwili skończył się film. Mam nadzieję, że choć jedno ze zdjęć będzie udane... A potem były długie dyskusje przy ognisku i grzane wino z goździkami na rozgrzewkę, bo noce już chłodne raczej :) A w nocy - wszystkie odgłosy lasu. Szum buków i sosen, bębnienie deszczu w płachtę namiotu i nieodległe szczekanie jelenia czy pochrząkiwanie dzików. A rano, tuż po wschodzie słońca - klangor żurawi, których ósemka przeleciała w kluczu nad namiotami... Eeeech..., aż się wracać nie chciało! Co dziwne lasy są ciągle jeszcze w letniej szacie. Spodziewałem się już zastać buki w czerwieniach i żółte jawory - a tymczasem pierwsze, nieliczne jeszcze żółte liście szybko opadły na ziemię pozostawiając drzewa ciągle jeszczcze w zielonych barwach. Chyba to sprawka długiego i ciepłego lata, które chyba również sprawiło, że strumień, który tu jeszcze w maju płynął wartkim nurtem - prawie zupełnie wysechł, tak że z myciem były drobne kłopoty... Natomiast na Roztoczu, przez które wracałem jesień zaczyna już być widoczna. Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Piękne. 18.09.02, 09:25 Tak. Piękne, tylko umiejętności braknie, żeby to piękno uchwycić i oddać. Bo jak tu opowiedzieć to spowolnienie biegu czasu, kiedy schodzisz we mgle z góry i natrafiasz na poczerniałą ze starości drewnianą cerkiewkę i zapomniany cmentarzyk z pochylonnymi krzyżami? Wszystko przerośnięte wysokimi trawami i spowite we mgle. Tej niesamowitości opowiedzieć się nie da. Trzeba pojechać i doświadczyć samemu... Odpowiedz Link Zgłoś
saunne Re: Piękne. 18.09.02, 09:37 powtórzę za Jakubem: piękne. Umiejętności: :)))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Piękne. 18.09.02, 09:57 Dzięki Saunne, ale wierz mi, opowiedzieć się nie da.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Jakub Re: Piękne. IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 18.09.02, 10:31 Własnie. Czas i samotność, to momenty sprzyjające obserwacji piękna (poza pięknem dziewczyn, bo tu do 'kontemplacji' potrzebna jest modelka). Chodziłem kiedyś trochę po Bieszczadach, trochę sam, trochę z Jasiem Leguminą. Mam z tamtych czasów zdjęcia - jeszcze czarno-białe (choć kolor już był!). Na jednym: Jasio nad potokiem, a za jego plecami, przy naszym prowizorycznym stoliku jakaś krowa kradnie nasz chleb! Nie zorientowaliśmy się od razu, zajęci fotografowaniem, i gdy w potoku zobaczyliśmy spodnią skórę z chleba, zgodnie stwierdziliśmy, że to jakaś świnia psuje Bieszczady. Rozczarowanie przyszło szybko, gdy zabraliśmy się do śniadania. To nie była świnia, tylko ta krowa pożarła nasz zapas chleba - duży, okrągły, dwukilogramowy chlebuś. Mieliśmy drugi, ale wychodziliśmy na trzy dni w góry, sklep o kilka kilometrów (chyba w Wetlinie), niedziela, w tamtych czasach sklep państwowy. Z tej łazęgi pamiętam wciąż piękny, dziki i bardzo tęskny śpiew jakiegoś drwala. Jasio, człek bywały w Bieszczadach, zabrał mnie do wówczas słynnej knajpki w Wetlinie, gdzie miałem obejrzeć sobie typy bieszczadników. Zadaszenie letnie, długie stoły z prostych desek, ławy, bar bieszczadzki. Piwkujemy sobie grzecznie obok gromady tutejszych pracowników leśnych, gdy śpiewak, nie przerywając osobliwego zadumania nad kuflem, uniósł nieco głowę i zaczął niesamowitym głosem długie crescendo na jednym dźwięku, poczynając od niemal niesłyszalnego pianissimo. I dopiero, gdy głos, nabierając mocy, odpowiednio wybrzmiał, zaśpiewał dalej swą melancholijną pieśń. Śpiewał przedziwnym bardzo wysokim głosem, w którym równocześnie słychać było jakby basowe dublowanie melodii, jakby ktoś w nim śpiewał unisono w oktawie. W towarzystwie cisza była absolutna. Czasem któryś z jego kumpli podniósł kufel z piwem, ale bezgłośnie. Co pewien czas drwale zerkali w naszą stronę. A my słuchaliśmy nieprzytomnie. Gdy skończył, tylko nieco opuścił głowę i jeszcze przez chwilę trwał w zadumaniu, aż w końcu podniósł kufel i solidnie go przechylił. I znowu zaczął się normalny gwar. To był niewątpliwie miejscowy artysta. Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Piękne. 13.10.02, 22:27 Te wspomnienia Jakuba uświadamiają w jakiś sposób, że takie Bieszczady już pomału odchodzą do historii. Kiedyś można tam było napotkać wielu oryginałów, ludzi ciekawych, jak ten zapiewajło z bieszczadzkiej knajpy. Dzisiaj wiele przypadkowych osób tam się pęta. Czasem aż gęsto od turystów, tak że aż miły skądinąd zwyczaj pozdrawiania na trasie staje się koszmarem, bo usta się nie zdążą zamykać między jednym "cześć" a drugim. Warto tam jeszcze ciągle pojechać w maju, czy we wrześniu. Ludzi jest znacznie mniej i można znaleźć odrobinę samotności... Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Kończy się noc 23.09.02, 23:56 www.plfoto.com/zdjecie.php?picture=45247 Oto niezdarna próba wymalowania obiektywem tego, o czym pisałem... Wybaczcie fatalną rozdzielczość. Czekam na komentarze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: habitus Re: Kończy się noc IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.09.02, 08:55 To jest takie samo uczucie jak oglądanie obrazu przez dziurkę od klucza. Można sobie wyobrazić skalę obrazu i ze skrawków zorientować się, że jest piękny, ale zobaczyć go w całości jest lepiej. Wtedy się przeżywa, a nie ocenia. Pojadę sobie w Bieszczady na początku października. Do Mucznego, albo gdzie indziej... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: saunne Re: Kończy się noc IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 24.09.02, 10:27 ralston napisał: > <a href="www.plfoto.com/zdjecie.php? picture=45247"target="_blank">www.pl > foto.com/zdjecie.php?picture=45247</a> > Oto niezdarna próba wymalowania obiektywem tego, o czym pisałem... > Wybaczcie fatalną rozdzielczość. Czekam na komentarze. Bardzo podoba mi się przejście między światłem a cieniem. Lubię takie kontrasty, mają w sobie coś tajemniczego. No i te pomarańczowe smugi, które przypominają ogień lub dym po nim. Jestem ciekawa jak wychodzą Ci zdjęcia portretowe (to mój ulubiony rodzaj zdjęć). A propos Bieszczad... byłam tam bardzo, bardzo dawno temu (miejscowość Wysowa (?) ). Pamiętam lodowate potoki, do których wbiegałam z krzykiem a potem radość, że nogi dosłownie "same idą" ;) To był taki sposób mojego taty na zahartowanie organizmu; co dziwne okazał się niesłychanie skuteczny. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: koro karkonosze IP: *.biuro.net.pl 25.09.02, 11:36 wyprawa zaczyna się w szklarskiej porębie. wjeżdżamy wyciągiem krzesełkowym na szrenicę i idziemy zielonym szlakiem. czerwony prowadzi szczytami gór i pełen jest ludzi. turystyczna autostrada. zielony biegnie nieco niżej. na poziomie chmur. czasem obłoki wchodza na przełęcze. mało tu ludzi. jeżeli się spotkają, uśmiechaja się promiennie i mówią dzień dobry, dobry dień. mijają się i po chwili znów jestes sam. szemrza liczne potoki o krystalicznie czystej i zimnej wodzie. zbocza porasta kosodrzewina i całe łany czarnej jagody. łodygi uginaja się pod cięzarem słodkich owoców. zaś schronisko, które czeka na końcu trasy nosi nazwę odrodzenie. następnego dnia mgła jak mleko i dalsza wędrówka w kierunku śniezki. gdzies tam czeka schronisko o nazwie samotnia. i nagle pod skałą zwaną słonecznikiem łapie cię telefon z odległego miasta. wracają wszystkie problemy, przed którymi uciekłeś tu na parę godzin. trzeba wracać. na dole pada deszcz. telefon dzwoni bez przerwy. Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: karkonosze 25.09.02, 12:11 A tak się miło zaczynało... Dlatego właśnie wyłączam komórkę w trakcie takich wyjazdów. Odpowiedz Link Zgłoś
marat_ Re: Kończy się noc 09.10.02, 09:03 Musi co i pikne, panie dzieju... Mnóstwo bardzo pikne... Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Dziki jest ten swiat 07.10.02, 14:57 Wyciągam wątek do góry w oczekiwaniu na Chatkowe wspominki marokańskie. A pretekstem niech będzie poniższa fotka z naszego dzikiego Pogórza. www.plfoto.com/zdjecie.php?picture=48064 Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Re: Dziki jest ten swiat 07.10.02, 15:03 Jej ...czuje sie umotywowana :))) Na razie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chatka_ Re: Dziki jest ten swiat IP: *.piasta.pl 12.10.02, 17:57 Mam nadzieje, ze w przyszlym tygodniu zdarzy sie jakis wolny pozny wieczor, wtedy nalepiej sie pisze. Pozdr. Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Dziki jest ten swiat 17.10.02, 18:19 No to co z tym wolnym wieczorem? Jeszcze się nie zdarzył? Czekamy... :) Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Re: Dziki jest ten swiat 18.10.02, 00:49 Nie, nie o tej porze, tak jest codziennie... sorki :((( Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: saunne Re: Dziki jest ten swiat IP: 212.33.74.* 18.10.02, 13:57 co sie odwlecze to nie uciecze ;))) Bedziemy czekac Chatko jak dlugo trzeba. Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ W strone Maroka - Giblaratar 21.10.02, 11:42 Pojechalismy do Maroka samochodami, gdy wiec dotaralismy do Algeciras, skad wyplywal prom do Afryki, mielismy za soba tydzien wakacji w Europie. Nie napisze jednak o wodospadach nad Renem, bo juz duuuzo wody uplynelo od tego czasu, ani o wąwazie Ardeche w pd. Francji, bo nie sposob opisac jego uroku, ani o Toledo, bo sangrie kazdy pil :) Ale napisze o Giblartarze, bo dla niektorych to juz Afryka: slyszalam jak pewna Amerykanka pytala swego meza czy sa jeszcze w Europie czy juz w Afryce :)))) Jakkolwiek wyobrazalam sobie Giblartar nie byla to skalista pojedyncza gora- polwysep oddzielony od Hiszpanii waskim przesmykiem, ktory bywa tez lotniskiem. Ledwo zesmy przeszli odprawe graniczna, minelismy port, a zamknal sie za nami szlaban. Na pasie startowym przecinajacym glowna ulice Giblartaru ladowal wlasnie samolot. I tu zdarzyl sie mily akcent polski. Samolot byl linii British Airways ale na ogonie mial ... kurpiowskie wycinanki! Przypomnial sobie ze pare lat temu prasa angielska pisala o projekcie linii BA, by na samolotach umieszczac motywy ludowe z calego swiata. Giblartar to taki maly wycinek Anglii, wszytko na miejscu: puby, M&S, jacket potatoes, fish&chips w menu barow, tylko ten upal i palmy nie bardzo pasuja. Że to angielska prowincja przypominaja rowniez flagi wywieszone z okien i balkonow wiezowcow - w ten sposob mieszkancy Giblartaru demonstruja swoja przynaleznosc do Krolestwa, ktora rowniez potwierdzili w niedawno przeprowadzonym referendum. Do Krolestwa nalezec tez chca malpy magot. Mowi sie ze dopoki one sa Brytyjczycy w Giblartarze panowac beda. A ze ich populacja jest liczna jak nigdy dotad, mieszkancy polwyspu moga spac spokojnie. By je zobaczyc, trzeba wejsc na skaly gorujace nad miastem, mozna wjechac wyciagiem, wejsc sciezka platna albo tak jak my znalezc inna, absolutnie odradzana przez panie w informacji. Idziemy najpierw kretymi uliczkami przez miasteczko, stromymi sciezkami wsrod skal i dalej skrotem waskimi schodami na sam grzbiet. Jest pierwsza malpa - mamy duzo szczescia! Obfotografowujemy ja z kazdej strony, nieswiadomi ze na gorze czeka nas duuuuzo wiecej szczescia :)). Siedza przy kazdym bunkrze, nie sposob przejsc schodami, sa tak zadomowione, ze matka nie reaguje jak stąpam tuz obok jej malenstwa, maluchy chetnie pozuja do zdjec, smialo i intensywnie patrza w obiektyw, wystawiaja jezyki, ciagaja za paski plecaka. Przechodzimy wzdluz calego grzbietu od poczatku do konca polwyspu, skad mamy widok na obie strony : na miasto w dole, port, barki stojace w zatoce i Hiszpanie w oddali, i na znacznie cichsza lewa strone, gdzie jest juz tylko droga, waski pas letnich domkow, plaza i morze. Dalej juz tylko Afryka... cdn Odpowiedz Link Zgłoś
saunne Re: W strone Maroka - Giblaratar 29.10.02, 21:29 :)))))))))) wreszcie udalo mi sie tu zajrzec Chatko. Oczywiscie z niecierpliwoscia czekam na ciag dalszy, zwlaszcza, ze ostatnio malo Cie moge poczytac :( Pozdrawiam serdecznie :) saunne - roztrojona miedzy komputerem,praca domowa z angielskiego a zasadami dotyczacymi spolki jawnej... Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Re: W strone Maroka - Giblaratar 29.10.02, 23:58 Odpozdrawaim Sauneczko rownie serdecznie. Na tego typu roztrojenie najlepsza nastrojowa muzyka. U mnie St. Geramain tytul plyty "Tourist", chyba wiec jestem w temacie watku.. :) Angielski jak jeszcze nie zrobiony podrzuc do mnie, ja robie swoj, chetnie sie rozdwoje przez chwile :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: saunne Re: W strone Maroka - Giblaratar IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 31.10.02, 14:00 za pomoc dzieki :) ale obiecalam sobie, ze nadrobie wszystkie zaleglosci (tak zeby nie tylko rozumiec ale i mowic). Zeby tylko sil i czasu starczylo... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chatka_ Ulice Marrakeszu. IP: *.piasta.pl 07.11.02, 01:23 " (...) dalej juz tylko Afryka"." (...) dalej juz tylko Afryka". Minie tydzien zanim do Afryki dotrzemy. Bynajmniej nie tyle zajmie nam przeprawa promem: po tym jak wyladujemy w Tangerze, pojedziemy do Kasablanki i Rabatu, ale obydwa miasta pozostawia duzy niedosyt. W aparacie ta samo rolka filmu, zaczynam sie nudzic i niepokoic, a jednoczesnie rosnie przeczucie, ze najlepsze jeszcze przed nami, ze moze dalej od turystycznego wybrzeza odnajdziemy barwy i odglosy czarnego ladu i egzotyke swiata muzulmanskiego. I nie mylimy sie. Do Marrakeszu wjezdzamy poznym wieczorem, cudnie dlugie cienie zachodzacego slonaca klada sie na glownym placu miasta- Jemaa el fna. Z minuty na minute przybywa tlumu i dymu gestniejacego w blasku setek zarowke kolyszacych sie nad dlugimi rzedami barow. Zewszad rozbrzmiewa transowa muzyka gnaua. Nie ma takiego drugiego miejsca w Maroku, ktore by mialo tyle hipnotycznego uroku, pelnego gwaru tloczacych sie ludzi, barw, dzwiekow i zapachow! Kazdego wieczoru rozpoczyna sie tu swoisty spektakl wielu aktorow: czarni akrobaci wykrecaja gwiazdy, koziolki, ustwiaja w piramidy; zaklinacze gimnastykuja weze, tancerki brzuszki; kolorowi muzykanci z Sudanu uderzaja w bebny i metalowe kastaniety; tu i owdzie kreca sie sprzedawcy wody; a pod rozstawione wprost na ziemi parasole coraz ktos nurkuje by zasiegnac wrozby...; poeci, gawedziarze, pucybuci, szmuglerzy i inni szarlatani przerownej masci probuja cos lub sie sprzedac.Tuz obok w gestym dymie ulatujacym z grill-barow na "otwartym" powietrzu (bo raczej nie swiezym)- odbywa sie wielka feta: przy stolach wokol podestow za ktorymi tancza kucharze, naganiajc do wizyty w ich barze, klebia sie zarowno turysci jak i miejscowi. Mozna tu zjesc nie tylko popularne tajine, ryby, kurczaki i frytki ale i pieczone kozie glowy czy smazone bycze jaja. Z zaskoczeniem zauwazam ze przy barze serwujacym te ostatnie samkolyki siedza tez weści. Wdrapujemy sie na taras jednej z restauracji wokol placu i przygladamy sie temu niezwyklemu widowisku. Dociera do nas ze tutaj w Marakeszu spelnia sie nasze marzenie o Afryce. Pozostalo nam jeszcze jedno- herbatka na Saharze... a wiec cdn Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chatka_ Re: Ulice Marrakeszu. IP: *.piasta.pl 07.11.02, 02:00 Znalazlam fantastyczne zdjecia z Marrakeszu na stronach: www.alovelyworld.com/webmaroc/htmfr/marrak.htm lexicorient.com/morocco/marrakech.htm sorki, ale nie potrafie uaktywnic tych stron, tak zebyscie nie musieli sami ich wpisywac w adres. Enter niestety nie wystarcza :(( Jak to zrobic? Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Ulice Marrakeszu. 07.11.02, 09:27 Enter wystarcza :) Tylko link uaktywnia się dopiero po wysłaniu posta. Czekamy na herbatkę na Saharze... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: saunne Re: Ulice Marrakeszu. IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 07.11.02, 09:31 przed www wpisuj zawsze o tak ;) 1. www.alovelyworld.com/webmaroc/htmfr/marrak.htm 2. lexicorient.com/morocco/marrakech.htm pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: saunne Re: Ulice Marrakeszu. IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 07.11.02, 09:34 Gość portalu: saunne napisał(a): > przed www wpisuj zawsze ....... chodziło mi rzecz jasna o: h t t p : // - bez spacji miedzy literkami Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: saunne Re: Ulice Marrakeszu. IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 07.11.02, 09:45 poziomk napisał: > Moja szkola co? :)) > :)))) :))))) zawsze powtarzam, ze dobry nauczyciel to podstawa ;) pozdrowka! Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ W hammamie 07.11.02, 13:41 Wszystko jasne. Dzieki za lekcje, zaluje ze nie moge wyprobowac nowych umiejetnosci, ale z przyczyn oczywistych zdjec, z miejsca o ktorym szczegolowo, jak obiecalam, ponizej pisze, nie ma w internecie, albo sa ale ja adresow TAKICH stron nie znam :) Do Sahary jeszcze daleko, czeka nas najpierw trekking w wysokim Atlasie ,a w samym Marakeszu musimy zaliczyc jeszcze jedna atrakcje - hammam, czyli laznie miejska. Sa one na kazdej dzielnicy w medinie, w wiekszosci z nich sa wyznaczone godziny kapieli - za dnia dla kobiet, poznym wieczorem do polnocy dla mezczyzn. Bywaja tez laznie calkiem oddzielne, wylacznie dla kobiet, lub mezczyzn. Dowiadujemy sie ze jest taka laznia w okolicy naszego hotelu, i ruszamy na medine w jej poszukiwaniu. Krazymy wsrod gaszczu ciasnych zaulkow, gdy w koncu ktos wskazuje nam dom w glebi ciemnej, pustej uliczki. W drzwich oswietlonych kawalkiem zarowki na kijku stoi dwoch typow sprzedajacych bilety... Upewniamy sie czy na pewno chodzi nam o to samo: czy jest to laznia i czy jest dla kobiet. Placimy po 6 dirhamow. Za masaz zycza sobie odzielnie 50 dir (5 dol), ale na schodach kiwa juz na nas hammam mama i prowadzi schodami na gore obskorna i ciemna klatka schodowa. Wchodzimy do pierwszego pomieszczenia - przebieralni, ktora wyglada i pachnie jak pralnia. Rozbieramy sie do naga, mama tez. Nie wyglada na Arabke, ma na oko 55 lat, figurą przypomina kobiety afrykanskie, albo Wenus paleolityczna: obfite piersi rozlewja sie jej na boki, z przodu sterczy okraglutki brzuszek z tylu rownie okragla pokazna pupa. Usmiecha sie do nas serdecznie, bierze wiadra dla kazdej z nas, wrzuca myjki, mydla i kubki do czerpania wody. Wchodzimy do drugiego, ciemnijeszego pomieszczenia, jeszcze cieplejeszego i pelnego pary. Wprost na gladkiej betonowej (?) posadzce siedza kobiety i dzieci. Szoruja sie metodycznie dokladnie wymywajac kazda czesc ciala, dzieciaki wija sie pod naciskiem twardej myjki - wygladaja jak iskajace sie maply, albo jak kocie mamy wylizujace swe male. Widok pocieszny. Kolej na nas. Kladziemy sie na przescieradlach i zaczyna sie mycie. Ląduje na nas wiaderko goracej wody, mama nabiera na dlonie gliceryne i dlugimi plynnymi ruchami myje cale cialo. Kolejne wiaderko, i dalej myje nas szorstka rekawica, nie oszczedzajac ani troche.Ma szybkie i mocne ruchy, podnosi rece do gory, wykreca glowe, tarmosi piersi. Nie to jeszcze nie masaz :). Wtedy nie bylysmy tego takie pewne, nie mialysmy pojecia o uslugach swiadczonych w takim miejscu, gdy wiec znika z wiadrami po wode, nie wiemy czy wroci czy nie, czy cos nas jeszcze czeka. Siedzimy wiec i cierpliwie czekamy, przygladajac sie innym kobietom. Za ich przykladem, choc wydaje mi sie juz ze nigdy nie bylam czystsza i sladu po opaleniznie nie zostalo, chwytam za myjke i palec po placu, centymetr po centymetrze religijnie wymywam sobie cialo. Wraca mama, znowu nabiera na dlonie mydla i sliskimi miekkimi dlonmi zaczyna masowac plecy, uciska kark, rozciaga kregoslup, wyciaga rece i nogi. Myje nam jeszcze glowy. Podczas calej kapieli wylewa na nas hektolitry cieplej wody, na koniec na przemian lodowatej i goracej. Jeszcze pare wygibasow - cwieczen jogi, ktore nasza mama, choc po raz pierwszy, wykonuje bezblednie i bez wiekszej trudnosci! Zegnamy sie serdecznie i cale szczesliwe, jak nowonarodzone, i wypachnione, z lekka odurzone, chwiejnym krokiem wracamy do hotelu. Teraz to mozemy nie myc sie i przez caly tydzien, nastepnego dnia ruszamy w gory :) cdn Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: saunne Re: W hammamie IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 08.11.02, 15:51 Chatko, jestem zauroczona ostatnim fragmentem. Tak sobie mysle, ze jak tak dalej pojdzie, powinnas pomyslec o karierze pisarskiej :) A moze udaloby sie umiescic w internecie zdjecia, ktore sama zrobilas w trakcie podrozy? Mysle, ze Rals chetnie udzielilby Ci wskazowek jak to zrobic. Pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chatka_ Re: W hammamie IP: *.piasta.pl 08.11.02, 16:05 Saunne zbyt hojna jestes dla mnie. Jestem niezlym nauczycielem i niech tak zostanie!:) W Maroku robilam slajdy, ale i te da sie zeskanowac. Na plphoto ich nie zamieszcze, bo o fotografii niewiele jeszcze wiem. Moze wiec do skrzyneczki, jak nie bedziecie mili nic naprzeciw, pare Wam wrzuce. Pozdrawiam. Dzieki ze tu zagladasz :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: saunne Re: W hammamie IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 08.11.02, 16:07 absolutnie nie mamy nic przeciw!!! Dzięki :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chatka_ Re: W hammamie IP: *.piasta.pl 08.11.02, 16:23 Skanowanie chwile potrwa, bo filmow jest 11 :)Bez obawy wysle najwyzej 5, zdjec oczywiscie! :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chatka_ Re: W hammamie IP: *.piasta.pl 08.11.02, 16:39 zapomnij! :)Chcesz zeby mi ktos kiedys proces wytoczyl jak Kozyrze!? :))) Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Re: W hammamie 08.11.02, 18:26 OK Raals, ale obiecaj ze nikomu nawet wlasnej żonie nie pokazesz!:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chatka_ Re: Ulice Marrakeszu. IP: *.piasta.pl 08.11.02, 16:54 hi hi to powtorzenie we wstepie to zaden efekt retoryczny, cos mi sie przy kopiowaniu z worda zamieszalo. Sorki :) Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Dziki jest ten swiat 14.11.02, 00:48 www.plfoto.com/uzytkownik.php?authorname=ralston Zapraszam do oglądania fotek z "dzikiego" Pogórza. Ostatnio dodałem kilka nowych. A ja się wciąż nie mogę doczekać na te zdjęcia Chatki w hammmamie... Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Re: Dziki jest ten swiat 14.11.02, 00:50 Wymienie na opowiastki z Kenii! :) Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Tanzania 15.12.02, 00:07 Zbliżający się pokaz slajdów Chatki z Maroka tak mnie jakoś popycha w stronę wspomnień z Afryki. Napiszę Wam o wieczorze spędzonym w tańzańskim miasteczku. Jedziemy taksówkami, pokonując wąskie nieasfaltowane uliczki Arusha. Mimo, że jest już ciemno a uliczki rzadko są oświetlone, to jednak o tej porze tętnią życiem. Niewielu jednak widać Europejczyków. Przeważają zdecydowanie czarnoskórzy mieszkańcy miasta, którzy bądź to dokądś nieśpiesznie zdążają, bądź to stoją na ulicy dyskutując i popijając coś z butelek...Docieramy w końcu do miejsca przeznaczenia – poleconego przez naszego opiekuna lokalu African Queen. Jest to coś w rodzaju naszego przydrożnego baru. Zasadnicza część, tj. kuchnia i bar są murowane, nad częścią przeznaczoną dla gości góruje dreniana wiata. Kilka stolików przykrytych ceratą, ot i wszystko. Właściwie oczekiwaliśmy czegoś bardziej z klasą – więc po krótkiej rozmowie z Lariamusem, decydujemy się na przejazd do najbardziej ponoć eksluzywnej knajpy w tej części miasta. Dojazd zabiera nam tylko kilka minut. Wchodzimy do środka i ... błyskawicznie decydujemy się na powrót do African Queeen! Lokal może i na tutejsze warunki ekskluzywny, ale w nas budzi najgorsze skojarzenia. Kwadratowe, metalowe stoliki przykryte ceratą i metalowe krzesełka z siedzeniami i oparciami obitymi czerwonym skajem aż nadto przypominają GS- owskie restauracje z początku lat 80-tych. To już lepiej wyglądają lokalne „klimaty”. Zamawiamy dużo jedzenia, czym wprawiamy w zakłopotanie właściciela przybytku. Ostatecznie zjadamy chyba wszystko, co tylko African Queen miała do zaoferowania, z czego tylko grube frytki ziemniaczane i ryba dały się rozpoznać z całkowitą pewnością. No i oczywiście owoce. Reszta potraw wyglądała podobnie – tj. niezbyt gęsty sos i „coś” pływającego w środku, jakieś mięso, o czym usilnie zapewniał nas kelner. Po zjedzeniu wszystkiego, co nam podali, nadal dalecy byliśmy jeszcze od uczucia sytości, ale trochę czasu potrwało, zanim zdołali skądś ściągnąć jeszcze trochę żarcia. W międzyczasie zamawialiśmy następne kolejki Kilimandżaro Lager i kenijskiego Tuskera. W sumie – jeśli chodzi o stronę kulinarną – duże rozczarowanie, ale wieczór należy jednak uznać za udany. W tle cały czas pobrzmiewa przeciągła i nostalgiczna muzyka Wschodniej Afryki... Wracamy do hotelu i kontynuujemy wieczór w hotelowym barze. Frankie i Jaro zamawiają koniak. Nieco wątpliwości budzi właściwie przezroczysty i pozbawiony charakterystycznego koloru płyn, ale ponoć w smaku jest bardzo dobry, więc zamawiają następną kolejkę i sok z passiflory. Znowu chwalą smak... Konsternację budzi dopiero cena trunku... okazuje się bowiem, że kosztuje mniej niż sok z passiflory, co więcej – mniej niż woda stołowa! Dopiero kiedy prosimy barmana o pokazanie butelki, wyjaśnia się, że pili coś w rodzaju ginu – miejscowy gatunek, o nazwie Konyagy :)))) Na razie tyle. Jeśli się spodoba mogę jeszcze tak długo :))) Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Re: Tanzania 15.12.02, 22:48 Ralsiku pewnie masz skrzynke zapchana, albo cenzurowana bo zdjecia z hammamu ciagle mi odrzuca... :))) Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Tanzania 16.12.02, 10:11 Widzisz Wolfie - jak można ufać kobietom? Że niby skrzynka zapchana... Nic podobnego! Raptem 20% wykorzystane... Wietrzę w tym wszystkim jakiś kant... :) Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Re: Tanzania 16.12.02, 11:10 ralston napisał: > Widzisz Wolfie - jak można ufać kobietom? Że niby skrzynka zapchana... Nic > podobnego! Raptem 20% wykorzystane... Wietrzę w tym wszystkim jakiś kant... :) Kaaant!?? Teraz to zapomnij o zdjeciach, chyba ze osobiscie sie po nie zglosisz!:)) Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Tanzania 16.12.02, 11:51 No tak - a teraz jeszcze święte oburzenie ;) A skrzynka nadal w 80% pusta, to mi wychodzi, że coś ze 16 megabajtów wolnych... Odpowiedz Link Zgłoś
saunne Re: Dziki jest ten swiat 20.12.02, 23:35 Drogi Ralsie, droga Chatko (wiem, ze kolejnosc powinna byc odwrotna, ale z Chatka juz o tym rozmawialismy)! Niniejszym publicznie i z wlasnej nieprzymuszonej woli :))) oswiadczam, ze bardzo mi sie ten watek podoba i domagam sie jego kontynuacji (bezwzglednie!) :))) Prawda - malo tu moich wpisow, ale zapewniam czytam wszystko (a zastanawiam sie nawet czy sobie tego watku nie wydrukowac wzorem Oki), kazdy najdrobniejszy przecinek wzbudza moja uwage, kazdy spojnik nie pozwala odejsc od komputera (czy zdajecie sobie sprawe na jakie ryzyko sie narazam odmawiajac bratu, ktory wlasnie "musi" zagrac w nowa wersje Settlersow lub Knights and merchants? :))) ). Dlatego prosze nie marudzic ;) a pisac, pisac, pisac... a Saunne bedzie marzyc, ze moze ona tez..., kiedys... :) pozdrawiam :) Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Dziki jest ten swiat 23.12.02, 13:29 Po Świętach Saunneczko obiecuję coś napisać z Kenii. Odpowiedz Link Zgłoś
saunne Re: Dziki jest ten swiat 23.12.02, 19:04 ralston napisał: > Po Świętach Saunneczko obiecuję coś napisać z Kenii. :))) czekam z niecierpliwoscia :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oka Re: Dziki jest ten swiat IP: *.17.79.204.lifespan.org 23.12.02, 22:11 Boze, a ja Wam jeszcze "wisze" opowiesci z Dzikiego Zachodu!... Postaram sie naprawic w najblizszym czasie...:-)))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: saunne Re: Dziki jest ten swiat IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 24.12.02, 09:34 Gość portalu: Oka napisał(a): > Boze, a ja Wam jeszcze "wisze" opowiesci z Dzikiego Zachodu!... > Postaram sie naprawic w najblizszym czasie...:-)))) :))) czekamy, czekamy :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oka Re: Dziki jest ten swiat IP: *.17.79.204.lifespan.org 24.12.02, 16:53 Ojej, tez!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: And Re: Dziki jest ten swiat IP: *.radna.pl 07.01.03, 12:52 Ooo! Ktoś wyciągnął taki fajny temat:) A ja chciałbym dorzucić (dość przewrotnie) taka historię. która może nie jest dzika ale mi kojarzy sie trochę z "egzotyką".Mój brat cioteczny prowadzi firmę budowlaną która wykonuje prace na wysokościach. Czasami sobie u niego dorabiam, któregoś razu dostał zlecenie na umycie terminalu celnego w Koroszczynie. (Kto widział to cudo stojące w szczerym polu to wie że to samo szkło, nie za wysokie- wieża na wys. 5 piętra) Wybraliśmy się w czwórkę, oprócz nas jeszcze dwóch kolegów, którzy mieszkają w Tychach. Na miejscu okazało sie że przydzielili nam do pomocy miejscową brygadę.I któregoś dnia przy jakimś problemie zaczeliśmy dyskutować z chłopakami spod Terespola. Tzn. od pewnego momentu ja się tylko przysłuchiwałem gardłowemu, twardemu akcentowi Ślązaków i śpiewnej mowie miejscowych. Doznanie nieomal mistyczne...;))) PS. A miejscowych to można nazywać Podlasiakami? Poleszukami? Może ktoś wie?:) Odpowiedz Link Zgłoś
saunne Re: Dziki jest ten swiat 07.01.03, 17:06 Wyjezdzamy po poludniu, 6 stycznia. Jeszcze jest widno. Mroz na poczatku wydaje nam sie do zniesienia. Niedlugo jednak przekonamy sie, ze to tylko "cieplo" miasta... Samochod zaladowany swiatecznym jedzeniem, ciastami, ukrywanymi ;) prezentami no i nami wyraznie obnizyl sie. Zajezdzamy wiec jeszcze na stacje (po dziecinnemu "benzynacja"), zeby podpompowac kola. W Bialymstoku drogi sa w miare czyste, za to tuz za rogatkami miasta... pozal sie Boze... dobrze, ze to nie ja prowadze... Powolutku mijamy Grabowke, w ktorej piaskarek niewidziano chyba od Nowego Roku (choc, o ironio, dojezdza tam komunikacja miejska z Bialegostoku!). Wjezdzamy na szose do Bobrownik. Tirow na szczescie niewiele. Za to rowerzystow kilku, co troche mnie dziwi, bo to i zimno i slisko, ale widac jak mus to mus i rowerem mozna. Mkniemy wiec cichutko, radosni, ze juz niedlugo zobaczymy babcie i jej 5 kotow :), a po bokach mamy lasy, lasy, lasy. Piekny widok. Tuz przed Krolowym Mostem na moment zza chmur wychodzi slonce i cudnie oswietla wierzcholki osniezonych sosen. Niesamowite wrazenie - jakby ktos zawiesil iskierki na szczytach drzew. Powracaja wspomnienia. Tomek jak zwykle zartuje sobie ze mnie, ale co tam, nawet mi milo :) Docieramy do miejscowosci Stacja Walily. Przejezdzamy tory. Jeszcze 3 kilometry i skrecamy z szosy w zwykla polna droge. Po obu stronach pola zascielone gruba warstwa sniegu. Droga na szczescie ubita przez traktory, bo inaczej trzeba by bylo, tak jak juz nie raz bywalo, zostawic samochod u gospodarza przy szosie i dalej 1,5 km piechota, w sniegu po kolana :) Ale na szczescie jedziemy. Mroz jest taki, ze boczne szyby w autku juz dawno zamarzly. Po kilku minutach widac ukochany las, a za moment i dom babci. Koty skulone na schodach nie zwracaja na nas uwagi zajete badaniem zawartosci miseczek (babcia wyznaje zasade, ze jak swieta to swieta i kazdemu stworzonku sie cos nalezy :) ). Wjezdzamy na podworko i tak naprawde dopiero teraz przekonujemy sie jak jest zimno! Powstaje male zamieszanie. Witamy sie i sciskamy z babcia i z reszta rodziny, ktora juz zdolala tu dotrzec. Wsrod radosnych pokrzykiwan, obladowani tym co przywiezlismy ze soba, wchodzimy do domu. W piecu juz huczy. Rozchodzi sie przyjazne cieplo. W powietrzu moc zapachow. Momentalnie przypominam sobie, ze jestem strasznie glodna :) Jeszcze tylko chlopcy skocza po choinke do lasu. Jeszcze tylko rozlozymy w najwiekszym pokoju stol, poznosimy krzesla, ktos przyniesie siano, ktos rozlozy obrus, ktos zapali swiece, jeszcze tylko policzymy ile talerzy trzeba, dzieciaki sprawdza czy juz pojawila sie pierwsza gwiazda i juz wszystko gotowe. Babcia, wzruszona jak zwykle, wola wszystkich do stolu... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: And Re: Dziki jest ten swiat IP: *.radna.pl 07.01.03, 17:20 A ja już myślałem że to będzie kiepski dzień. A tu proszę, co za niespodzianka :))). Dziękuję, to było piękne :) PS. Myślałem że mam dużą wyobraźnię, ale okazało sie że nie wszystko potrafię sobie wyobrazić ;))) A czy to miejsce jest tam Where the street have no name :)? Odpowiedz Link Zgłoś
saunne Re: Dziki jest ten swiat 07.01.03, 17:28 Gość portalu: And napisał(a): > PS. > Myślałem że mam dużą wyobraźnię, ale okazało sie że nie wszystko potrafię sobie > > wyobrazić ;))) A czy to miejsce jest tam > Where the street have no name :)? dokladnie :))) tam nawet wroble zawracaja :) a za plotem mozna znalezc slady wilkow i dzikow... O sarnach i zajacach nie wspominam bo to normalne...Ktoregos lata (dawno temu) widzielismy losia... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: And Re: Dziki jest ten swiat IP: *.radna.pl 07.01.03, 17:35 Masz aparat (Czytałem Twój wątek o fotografii:) i jeśli nie robisz tam zdjęć, Saunne nie daruję Ci tego ;) popełniasz grzech zaniechania :) (A ja wyślę Ci moje fotki) Tylko je zeskanuję... :) Odpowiedz Link Zgłoś
saunne Re: Dziki jest ten swiat 07.01.03, 20:10 Aparat mam. Zdjecia kiedys robilam. Ale do zamieszczenia ich w sieci to im spooro brakuje... :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: habitus Re: Dziki jest ten swiat IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 07.01.03, 23:16 Normalnie jestem twardzielem (budowa itp). Wzruszyłam się, Saunneczko, przy Twojej opowieści tak, że przez moment nie widziałam ekranu. Jesteś kochana dziewczynka... Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Dziki jest ten swiat 08.01.03, 08:55 Jakoś mi głupio było się wczoraj do tego przyznać, ale ja też... (się wzruszyłem) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: And Re: Dziki jest ten swiat IP: *.radna.pl 08.01.03, 09:07 ralston napisał: > Jakoś mi głupio było się wczoraj do tego przyznać, ale ja też... > (się wzruszyłem) Trzeba mieć ogromną wrażliwość aby widzieć to czego nie widzą inni :) Większość ludzi tego nie potrafi...albo nie chce, albo już ich nic nie obchodzi. A mnie opowieść Saunne wydała się pełna radości, jakby ktoś czytał mi bajkę:))). Czyżbym był jakiś dziwny? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: saunne Re: Dziki jest ten swiat IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 08.01.03, 11:10 Teraz to i ja sie wzruszylam (i zaczerwienilam). Dziekuje Wam bardzo. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: And Re: Dziki jest ten swiat IP: *.radna.pl 08.01.03, 11:18 Gość portalu: saunne napisał(a): > Teraz to i ja sie wzruszylam (i zaczerwienilam). Dziekuje Wam bardzo. Autor!!! Autor!!! (Rzęsiste brawa, nie - owacja na stojąco) PS (A umiesz tak dygnąć z wdziękiem jak Szymborska ;))) ?) Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Dziki jest ten Wschod 08.01.03, 13:37 Saunne dziekuje!Tak obrazowo opisalas swoje swieta, ze mialam wrazenie ze wyswietlil mi sie film z mojego dziecinstwa!Z cala moca wrocily wspomnienia i coz poplynely lzy :))) Moja babcia mieszkala jeszcze dalej, nazywam to moim prywatnym koncem swiata. Mija sie Juszkowy Grod, i swiat nagle robi sie jakby coraz wezszy: asfalt przechodzi w zwirowa droge, ta wpada do wioski i konczy sie. Dalej juz tylko las i granica. Pamietam jak z daleka, z drogi wypatrywalismy domu babci i dziadka. Tato wtedy mowil ze dziadek juz siedzi na kominie, co znaczylo ze dziadek stal na zahumieniu czyli za stodola i nas wypatrywal! Z zimowych impresji pamietam trzesacy sie na drodze autobus, przystanek na zakrecie, trzasniecie drzwiami, autobus odjezdzal, a ja patrzylam chwile za nim, i niespodziewanie czulam tak lekka i radosna, ze jeszcze przez chwile chcialam krzyczec za kierowca, jakbym zorientowala sie ze w autobusie zostal moj bagaz. Bagaz trosk i blahostek. Ten akurat nie byl mi zupelnie potrzenby. Stalam samotnie na srodku szosy wsluchajac w swawolne niczym nieograniczone hulanie wiatru. Niczym pies witajcy swego pana merdaniem ogona , zakrecal sie wokol mnie i sypal sniegiem w twarz! Zdarzylo sie ze polem przebiegla sarenka... Zarzucalam plecak i szlam do wioski zasypana droga. Od szosy to jeszcze kilometr. Lubialm tez noca wymykac sie z domu po 22, bo wtedy gasla lampa na ulicy i zapadala gleboka ciemnosc, i zapatrzec sie w dal na domek na kolonii, na pojednyncze swiatelko w oknie, wsluchujac w wiatr i szczekanie psow do momentu gdy wszytko cichlo. Nad ranem lubilam chwilke poudawc ze spie i przygladac sie spod przymruzonych oczu krzątaninie przy piecu. Widzialm twarz babci oswietlona cieplym blaskiem ognia, gdy otwierala drzwiczki by podlozyc drewna. Ogien trzaskal, boczek skwierczal na patelni, dziadek siedzial przy stole nad talerzem parujacej zupy, i wital z sasiadem ktory przyjechal zabrac kanki z mlekiem do mleczarni. Lata ech ...tez byly piekne, sentymentlnie... Odpowiedz Link Zgłoś
saunne Re: Dziki jest ten Wschod 08.01.03, 21:41 Dziekuje Chatko (znowu sie zaczerwienilam). Mam podobny obraz dziadka (niestety od kilku lat nie zyje). Pamietam wspolne wyprawy latem na pastwisko po stado 20 - 30 krow (kazda miala imie i kazda dziadek potrafil odroznic!). Potem podpatrywanie jak razem z babcia je doil pozwalajac abysmy od czasu do czasu im pomogli (jaka to byla radosc wypic kubek cieplego "wlasnego" mleka :) ). I pielgrzymke wszystkich bodajze 18 kotow, ktore niewolane zaczynaly sie zbiegac na podworko, gdy tylko dziadek i krowy pokazali sie na zakrecie. I proby mojego mlodszego brata, ktory staral sie ustawic wszystkie te koty w jednym rzadku a one nie wiedziec czemu, z sobie tylko wlasciwa cierpliwoscia zajmowaly w koncu wczesniej upatrzone pozycje przy pelnych miseczkach :) I psa Szarika :) ktory byl tak cierpliwy i madry, ze pozwalal roztrzepanej kurze znosic jajka we wlasnej budzie (nigdy zadnego nie pobil!). Raz nawet babcia znalazla w niej spiacego mojego malego brata! Pies spokojnie lezal przed buda a rodzice w panice szukali szkraba, ktory nagle zniknal z pola widzenia (smiejemy sie z tego do dzis). I najwspanialszy na swiecie smak wlasnie zerwanej truskawki (to nic, ze troche z piaskiem...). I wspolne "tajne" szalasy w krzakach nieopodal podworka. I, moj Boze, najsmaczniejsze na swiecie nalesniki babcine (nigdy nie udalo mi sie zrobic ich w taki sposob, by smakowaly tak samo). I jazde na szczycie pelnej siana fury. I wiele, wiele innych wspomnien. Az szkoda, ze czas tak szybko uplywa... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 08.01.03, 13:33 Dzien dobry, dzien dobry - tak tu milo i kulturalnie, nie ma wyzwisk i epitetow. Bardzo mi sie podoba. Bardzo ciekawy watek, az wierzyc sie nie chce ze ci wszyscy forumowicze mieszkaja i chodza wokol mnie w Bialymstoku. Ale nie bede kadzil i jesli kogos bedzie to interesowalo to opowiem o mojej podrozy do Islandii przed 4 laty... Siedzialem sobie juz osiem lat w Bawarii az tu na wiosne dzwoni do mnie kuzyn Mirek i jak to on lekko kpiac zaciaga po bialostocku: -A ty co dorobil sie? albo _ A jak tam u was zarobki? Dlugo nie chcial sluchac mych opowiesci chociaz nie widzielismy sie dobrych 10 lat i od razu zaczal z grubej rury - Jedziemy do Islandii! Na moje - No tak ale... -Nie ma ale, w Islandii zarobimy minimum po 10 tys. dolarow (amerykanskich) na miesiac, kraj egzotyczny, znasz jezyk - Jedziemy! No i pojechalismy... Bylo cudownie, bylismy tam ze szesc tygodni i chce to Wam opowiedziec. Co prawda teraz musze leciec do roboty ale jeszcze dzis dopisze wiecej. Hej Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Re: Dziki jest ten swiat 08.01.03, 20:21 Kochani pozwalam sobie zacytowac kalendarz wypraw 2003 mojego znajomego, z nadzieja ze moze komus z Was spelnia sie marzenia... * EVEREST AGENCJA TREKKINGOWA ul.Chabrów 70/7 , 45-222 Opole ( tel/fax (0-77) 457-77-24 (najlepiej po 18.00) e-mail : trekeverest@poczta.onet.pl ***************************************** Rok założenia 1991 KALENDARZ WYPRAW NA ROK 2003 SUWALSZCZYZNA / SŁOWACJA .... 13.01 - 19.01 (7 dni)........................................................................ Wyprawa na nartach śladowych. Cel alternatywny: Suwalszczyzna (jeśli będzie śnieg) albo słowacki Spisz (jeśli śniegu na nizinach nie będzie). Decyzja o wyborze terenu zapadnie w ostatnich dniach przed wyjazdem. W obu przypadkach planowane jest założenie bazy noclegowej w danym rejonie i codzienne wycieczki narciarskie na lekko. Wyjazd promocyjny - wpisowe: 0 + Koszt ok. 120 $ GÓRY ORLICKIE ................................ 04. 02 - 09.02 (5 dni) ..................................................................... Wyprawa na nartach śladowych z bazą noclegową po czeskiej stronie gór. Dobre warunki terenowe i śnieżne. Wycieczki grzbietowe m.in. na Wielką Destną 1115 i Orlicę 1084 . Niewielka stromość szlaków narciarskich umożliwia udział narciarzom początkującym. Wyjazd promocyjny - wpisowe: 0 + Koszt ok. 100 $ JASKINIE PODOLA .............................. 26.04 - 4.05 (9 dni) ........................................................................ Na Podolu znajdują się jedne z najdłuższych jaskiń Europy Optymistyczna i Ozierna. Jaskinie te, jak i inne sąsiednie rozwinęły się w gipsach i posiadają unikalny wystrój . Strop i ściany korytarzy pokrywają efektowne skupiska gipsowych kryształów. W programie są 4 jaskinie. Dzięki poziomemu charakterowi jaskiń w wyprawie mogą uczestniczyć początkujący grotołazi. Dzięki nieprzeciętnej urodzie jaskiń, wyprawa jest atrakcyjna także dla grotołazów z doświadczeniem. Minimalna liczba uczestników: 7 osób plus kierownik Wpisowe: 70 $ + Koszt ok. 170 $ GROSSGLOCKNER ............................. 19.06 - 29.06 (11 dni) ...................................................................... 7 dni wędrówki górskiej po Wysokich Taurach. Noclegi w namiotach i w schroniskach. Głównym celem wyprawy jest wejście na najwyższy szczyt Austrii - Grossglockner 3798 -mnpm . Konieczne jest doświadczenie w poruszaniu się po lodowcach i stromych śniegach oraz praktyka w używaniu raków , czekana i liny. Minimalna liczba uczestników: 3 osoby plus kierownik Wpisowe: 120 $ + Koszt ok. 180 $ RUMUNIA ............................................. 5.07 - 27.07 ( 23 dni) ....................................................................... Trekkingowo-trampingowa wyprawa obejmująca zarówno góry Rumunii oraz inne atrakcje krajoznawcze. Wędrówki górskie przez krasowe obszary Bihoru ze zwiedzeniem kilku jaskiń (4 dni) oraz granią Gór Fogaraskich z wejściem na najwyższy szczyt Rumunii - Moldoveanu (8 dni) . Zwiedzanie: zabytkowe zespoły miejskie (Sighisoara, Sybin, Braszow), zamki Siedmiogrodu (Bran i Risznow), Bukareszt, monastyry i cerkwie : Curtea de Arges oraz „malowane klasztory” Bukowiny (Humor, Voronet, Moldovita, Sucevita). Wpisowe: 100 $ + Koszt ok.230 $. SZLESWIG - HOLSZTYN ................... 19.07 - 27.07 ( 9 dni) ....................................................................... Rowerowa wyprawa krajoznawcza przez niemiecką część Półwyspu Jutlandzkiego. Trasa wiedzie zarówno wybrzeżem Bałtyckim jak i wybrzeżem Morza Północnego. Wielką atrakcją będzie Park Narodowy Wattenmer z unikalnym ekosystemem (m.in. foki) oraz możliwością chodzenia po dnie morskim podczas odpływu . Przewiduje się nawet piesze przejście między dwoma wyspami Amrum i Fohr. Ponadto na trasie: pagórkowate pojezierze zwane „Szwajcarią Holsztyńską”, Kanał Kiloński, zabytkowe miasta Eutin, Plon, Szleswig. Początek trasy w Lubece. Wpisowe: 70 $ + Koszt. ok.150 $ CHINY ................................................... 1.08 - 28.08 (28 dni) ....................................................................... Wyprawa trampingowa od Pekinu przez Datong, Xian, Czengdu, Guilin, Kanton do Hongkongu. Na trasie największe atrakcje Chin : Wielki Mur, Zakazane Miasto w Pekinie, Terakotowa Armia w Xian, przełomy górskie Jangcy (rejs statkiem), a ponadto wiele pałaców, klasztorów oraz świątyń różnych religii (taoistycznych, konfucjańskich , buddyjskich). Będzie też kilka krótkich wycieczek górskich (1-2 dni) i jedna rowerowa w następujących w rejonach : święta góra Hua Shan , góry Wuling , krasowe góry nad rzeką Li. W prowincji Syczuan zobaczymy pandę wielką w warunkach zbliżonych do naturalnych. Dojazd do Chin i powrót - samolotem, noclegi w tanich hotelach. Minimalna liczba uczestników : 5 osób plus kierownik. Wpisowe: 330 $ + Koszt: 1560 $ BLISKI WSCHÓD ............................... 4.08 - 30.08 (27 dni) ....................................................................... Podróż trampingowa przez Liban (zw. „perłą Bliskiego Wschodu”), Syrię , Jordanię i egipski Synaj. Program obejmuje zabytki takich miejsc jak, Aleppo, Hama, Palmira, Damaszek, Sydon i Tyr, Petra, Święta Katarzyna, Kair i Giza oraz wiele atrakcji przyrodniczych m.in. : cedry w górach Libanu, Wadi Rum w Jordanii , rafy koralowe Zatoki Akaba, góry Synaju. Wyprawa przeznaczona jest dla zahartowanych podróżników dobrze znoszących intensywne zwiedzanie oraz uciążliwe przejazdy.. Dojazd samolotem z przelotami na trasach: Warszawa - Bejrut oraz Kair - Warszawa. Minimalna wielkość grupy : 5 osób plus kierownik Wpisowe: 250$ + Koszt ok. 850 BIESZCZADY ....................................... 27.09 - 12.10 (15 dni) ..................................................................... Górskie wędrówki z namiotem przez Bieszczady 3 krajów: Polski, Słowacji i Ukrainy. Kolorowa jesień, rykowisko. Wejścia na najwyższe wierzchołki : Pikuj 1405 , Tarnica 1346, Halicz 1333. Wpisowe: 70 $ + Koszt ok. 180 $ ROK 2004 KILIMANDŻARO ................................ 1.02 - 7.03 (34 dni) ......................................................................... Wejście na najwyższy szczyt Afryki (5895 m npm) będzie poprzedzone aklimatyzacyjno kondycyjnym wejściem na sąsiedni wulkan Meru (4556 m npm ). Oba górskie epizody są częścią 30-dniowego trampingu po terytoriach Kenii i Tanzanii obejmującego także następujące atrakcje: zwiedzanie rezerwatów dzikiej zwierzyny (Masai Mara, Ngorongoro), piesze wędrówki w rejonie Wielkiego Rowu Afrykańskiego (Mt.Longonot, Hell’s Gate ,Jezioro Baringo), zwiedzanie Nairobi, Mombassy oraz krótki wypoczynek na wybrzeżu Oceanu Indyjskiego w okolicach Lamu lub na Zanzibarze. Minimalna liczba uczestników: 5 osób plus kierownik. Wpisowe:350 $ + Ko Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Pokazy slajdow w Warszawie 08.01.03, 20:29 szczegoly pod: terrainco.republika.pl/slajdy/terraincognita.html Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Re: Pokazy slajdow w Warszawie 08.01.03, 20:51 jeszcze jeden adres: www.klubjarema.republika.pl/ Ralsie w te niedziele w Muzeum Ziemi Krzysiek Lisowski pokaze slajdy z naszej wyprawy do Maroka... godz. 12 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Pokazy slajdow w Warszawie IP: *.dip.t-dialin.net 08.01.03, 23:10 chatka_ napisała: > jeszcze jeden adres: <a href="www.klubjarema.republika.pl/"target="_blan > k">www.klubjarema.republika.pl/</a> > > Ralsie w te niedziele w Muzeum Ziemi Krzysiek Lisowski pokaze slajdy z naszej > wyprawy do Maroka... godz. 12 A dlaczego na koncu kazdej propozycji jest pozycja - wpisowe oraz koszty. Dla prawdziwych naturszczykow to nie potrzebne. Umawiamy sie na konkretny dzien i godzine, podstawiam Vana i w droge. Cene benzyny przeczytamy i do spolki zaplacimy - chyba Chatka to nie biuro podrozy??? Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Re: Pokazy slajdow w Warszawie 09.01.03, 12:02 Hm ...biuro podrozy raczej nie, jak juz agencja podroznicza. Jak kawiarnia nie wypali, to pomysle o tym :) Taka agencja jest Krzysiek Lisowski, ktorego kalendarz wypraw przedswawilam wyzej. Jest podroznikiem i przewodnikiem. Jezdzi tam gdzie sam jeszcze nie byl i nie powtarza wypraw. Zabiera ze soba mala grupke osob, coraz czesciej stalych bywalcow, za wydaje mnie sie niewielkim wpisowym. Pare osob z Forum kiedys pytalo z kim jezdze, z Krzyskiem bylam w MAroku i polecam! Rzecz jasna ze fajniej jest samemu sie zorganizowac, ale nie podrozowac samemu... Nie zawsze jest z kim, nie kazdy ma 3 miesiace wakacji, nie wszytkich na to stac! Tak oferta jest jakims rozwiazaniem, ryzyko niewielkie, trekking i tramping skupia jednak okreslony, fajny typ ludzi! Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Re: Dziki jest ten swiat 10.01.03, 02:02 Gość portalu: Stanislaw napisał(a): > -Nie ma ale, w Islandii zarobimy minimum po 10 tys. dolarow (amerykanskich) na > miesiac, kraj egzotyczny, znasz jezyk - Jedziemy! > No i pojechalismy... > Bylo cudownie, bylismy tam ze szesc tygodni i chce to Wam opowiedziec. Co > prawda teraz musze leciec do roboty ale jeszcze dzis dopisze wiecej. Hej Czekamy! :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: And Re: Dziki jest ten swiat IP: *.radna.pl 10.01.03, 08:23 chatka_ napisała: > Czekamy! :) Historia z Islandii jest w wątku "Lać mi się chce" (!)-?????? PS. Nie bardzo łapię dlaczego tam ? (Idę się obśmiać gdzieś do kąta :)))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 10.01.03, 08:24 chatka_ napisała: > Gość portalu: Stanislaw napisał(a): > > > > -Nie ma ale, w Islandii zarobimy minimum po 10 tys. dolarow (amerykanskich > ) > na > > miesiac, kraj egzotyczny, znasz jezyk - Jedziemy! > > No i pojechalismy... > > Bylo cudownie, bylismy tam ze szesc tygodni i chce to Wam opowiedziec. Co > > prawda teraz musze leciec do roboty ale jeszcze dzis dopisze wiecej. Hej > > Czekamy! :) Dzis na 100% bedzie !!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: And Re: Dziki jest ten swiat IP: *.radna.pl 10.01.03, 08:29 Gość portalu: Stanislaw napisał(a): > Dzis na 100% bedzie !!! Mam nadzieję że się Pan nie obraził, ale też czekałem na tę historię a tu taka "niespodzianka" - "o laniu"... :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oka Re: Dziki jest ten swiat IP: *.17.79.204.lifespan.org 10.01.03, 23:08 Zostala Ci niecala godzina... Odpowiedz Link Zgłoś
saunne Re: Dziki jest ten swiat 11.01.03, 21:07 Panie Stanislawie i co z ta Islandia? Czekamy! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 11.01.03, 21:56 saunne napisała: > Panie Stanislawie i co z ta Islandia? > Czekamy! OK. Tylko kawalkami bo na raz to za duzo pisania. Wszedzie podpisuje sie Stanislaw a nie pan Stanislaw.Dzieki za doping. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 12.01.03, 00:01 Po paru godzinach lotu jestesmy w Keflaviku - to port lotniczy oddalony ok. 80 km od Reykjaviku. W Monachium mielismy pelnie lata, tu nad samymi glowami czarne chmury, zimno i mokro. Jedziemy autobusem i nastroje wcale nie lepsze. Wokol jak na czarno-bialym zdjeciu - ponuro. Zadnych drzew, blada trawka, skaly i wulkaniczny zuzel. Ani sladu czlowieka tylko co pare kilometrow stozki ulozonych kamieni - pozniej dowiedzialem sie, ze mimo oficjalnej religii chrzescijanskiej Islandczycy wierza w Trolle; male, zlosliwe krasnale. A te stozki to ofiary do ich przeblagania. W Reykjaviku czlapiemy objuczeni rozgladajac sie za campingiem. Mamy juz plan miasta ale mimo ze litery maja jak u nas, za Chiny nie mozna porownac tego co w planie i w rzeczywistosci. W islandzkim tak poskladano znane w koncu litery, ze mozna to okreslic jednym slowem - zlosliwie. Wysiedlismy z autobusu na ulicy Vatnsmyrarvegur a camping byl po drugiej stroni miasta - przy Vesturlandsvegur. No to znajomosc jakiego jezyka pomaga w zrozumieniu islandzkiego? Oczywiscie czytalo sie tylko 3-4 pierwsze litery i jakos doszlismy. Teraz uwaga dla podrozujacych do Islandii - nie dajcie sie haslu "Lataj LOT-em"; lot z Niemiec byl ponad trzykrotnie tanszy jak propozycje z Polski. Najlepiej pobiegac po internecie i znalezc tanich przewoznikow. Na zachodzie Europy jest takich pelno i kiedys jak by to kogo interesowalo moge podac. Mimo kapitalizmu nie mamy jeszcze konkurentow dla LOTu. Na szczescie na polu namiotowym byly jeszcze miejsca... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Znowu ISLANDIA IP: *.dip.t-dialin.net 14.01.03, 19:53 Narobilem strasznego balaganu i musze to posprzatac. Teraz o Islandii po kolei, trzeba by bylo przeskoczyc te daty i godziny: 08.01 -----godz.13.33 12.01 -----godz.00.01 12.01 -----godz.09.01 13.01 -----godz.01.18 13.01 -----godz.02.55 14.01 -----godz.09.18 14.01 -----godz.10.48 14.01 -----godz.14.34 14.01 -----godz.16.23 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 12.01.03, 09:01 Reykjavik - dymiace miejsce, tak nazwali to miasto pierwsi osadnicy. Ale to nie byl dym, jak przekonali sie na miejscu tylko wydobywajaca sie spod skal para.Islandia jest rejonem mocno wulkanicznym z najwiekszym wulkanem Vatnajökull i od czasu do czasu tam trzesie - na szczescie lekko. Ta para jest dzis waznym dla Islandczyka bogactwem naturalnym. Co jakis czas wwiercaja sie w takie "dymiace" miejsce i maja za darmo goraca wode do ogrzewania mieszkan i kapieli. Chrzest "islandzki" przeszedlem wiec zaraz po przyjezdzie gdy wlazlem pod prysznic na campingu. Buchnela mi z sitka smierdzaca jajami woda w ktorej w ogole nie pieni sie mydlo lecz maze jak krem Nivea. Wrazenie okropne ktore towarzyszylo do konca a wynika z tego,ze woda jest mocno zmineralizowana, twarda bo ciagnieta prosto spod skal, aha i przestroga... Nie radzilbym nikomu brac rano prysznika na duzym kacu - bo doslownie "oczyszcza". Zreszta co chwile zauwaza sie wulkaniczna wszechobecnosc - kamienie duze i male, w ogrodkach i na trawnikach sa czarne i kanciaste - bazalt,kawalki lawy, przemieszane z popiolem. Mozna sobie taki maly szorstki i spieniony kawalek uzywac zamiast pumeksu. Nowe budynki w obawie przed trzesieniem buduja tez zupelnie inaczej. Po zalaniu fundamentow ciagna dalej szalunek, zbroja i leja beton, az do samej gory. Ale ciekawsze sa stare domy - jakas lekka konstrukcja z drewna wypelniona izolacja tzn. wszechobecnym tu mchem a calosc obita blacha falista. No i te kolory starych domow; blache na scienach maluja w najmniej oczekiwanych jaskrawych kolorach. Domy czerwone, zolte, zjadliwa zielen i niebieski; zadnych pasteli, zadnego umiaru. Mozna to zrozumiec jak wokol tylko czano, szaro, na horyzoncie ponure gory a nad glowa chmury z ktorych co chwile cos pada. Z kazdego wbitego w sciane gwozdzia ciagnace sie do ziemi rdzawe zacieki zreszta samochody podobnie - nie widzialem nigdy w Europie takiej ilosci zardzewialych (jeszcze jezdzacych) samochodow. Ale trudno sie dziwic gdy prawie codziennie pada deszcz a zima deszcz ze sniegiem i przez pol roku trzeba solic ulice. Wbrew pozorom mimo, ze Islandia lezy tak daleko na polnocy nie ma tam ostrych zim bo omywa ja cieply prad morski plynacy az z zatoki meksykanskiej. Tak, ze wszystko zalezy tylko od kierunku wiatru, ale gdy zawieje od polnocy ( od Grenlandii ktora lezy "o rzut kamieniem") to i latem jest diabelnie zimno. Przekonalem sie o tym pare dni po przyjezdzie gdy przez dobe wialo z polnocy i skrecalem sie w namiocie jak robal przez cala noc. Zeby juz na przyszlosc nie nudzic wulkanologia dodam, ze ten najwiekszy wulkan Vatnajökull ma na sobie wieczny lodowiec, ktory co pare lat czesciowo (i gwaltownie) topnieje na skutek aktywnosci sejsmicznej gory. Gora staje sie wtedy prawdziwym wulkanem, strzela lawa i dymem a masy wody z lodowca splukuja do morza wszystko co tam czlowiek na brzegu moza zbudowal - przede wszystkim glowna trase Islandii otaczajaca ja dookola. Przez 6 tygodni czekalem na jakies trzesienie ziemi, szczegolnie noca gdy lezalem przycisniety do ziemi, ale nic takiego nie zauwazylem ani chu chu. Moze i dobrze, moze by nie zatrzaslo jak na zamowienie - tylko bardzo lekko Islandczycy pija, ale jak... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: saunne Re: Dziki jest ten swiat IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 12.01.03, 10:41 super! Czekam na ciag dalszy :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 13.01.03, 01:18 Rzadki deszcz bebnil o namiot jak zasypialismy po tych pierwszych islandzkich wrazeniach. Cos w koncu osiagnelismy. Rano piekna pogoda, najwazniejsze rzeczy do malych plecakow i ruszamy w strone portu. Wszystko czyste i mokre po nocnym deszczu - blyszczy, slonce razi w oczy. Po ok. 2 km. skrecamy w prawo nad zatoke i teraz caly czas prosto przy wodzie, jak by sie ktos pytal ulica Seabraut. Przy nabrzezu nawiezione wielkie jak dom bloki skalne dla zatrzymania fal przy sztormach, jakies morskie ptactwo wrzeszczace i ten zapach portu, alg, jakichs skrzyn nasmolonych czarno i tego wszystkiego co morze wyrzucilo. Idealna pogoda na zdjecia - no to pstrykamy. Wreszcie port rybacki i kilka kutrow mocno zardzewialych. Tu zaczyna sie gimnastyka jezykowa. Zaczynam z jakis potwornie leniwym grubasem na kutrze zagajac temat roboty - w koncu po to tu przyjechalismy. Moje "schprechen sie deutsch" robi na nim tyle wrazenia co latajace ptactwo, patrze na Mirka ale tu zero pomocy tylko kciuk w gorze, ze na pewno dam rade. No to po angielsku ale jak... jak znam pare slow. Jakos tam aj luken, czy szuken for job ale dalej nie bylo wstydu bo i roboty nie bylo. No najbardziej platna robota na kutrach idzie sie kiwac bo na innych wrakach zywej duszy. Tu musze dodac, ze caly czas przed przyjazdem bylem "nakrecany", ze tylko kutry, ze tylko tam zgarniesz 7 do 10 tys na miesiac. Mirek to oczywiscie urodzony rybak, od najmlodszych lat taplal sie w naszej Narewce co z Puszczy Bialowieskiej wyplywa. Ryby przynosil przez cale wakacje, nazywali je w okolicy sielawami a wielkie byly jak szproty. Ale nic.. nie pokazuje, ze ciesze sie jak diabli, ze z kutrow nici. Powiem szczerze - nie lubie kolysania. W koncu dochodzimy do jakichs zabudowan, jakies szopy rybackie (pewnie na sieci) labirynt siatek drucianych i bramek ale olewamy to i idziemy jak to sie w wojsku mowi "na azymut". Trzeba tylko uwazac zeby zaraz w pierwszym dniu spodni nie porozrywac przelazac przez to wszystko. Wreszcie jakas cywilizacja, cos co wyglada jak ogromna hala albo przetwornia, na wielkim placu od strony nabrzeza pedza tam i z powrotem wozki widlowe. Mowie: -Chodz popytamy moze w przetworni maja jakas robote. Ale kuzyn ochrzania za durny pomysl, kto nas wezmie do fabryki na "czarno". Ja w jedna strone, on w druga i znow znikad pomocy, znowu sam musze "kukac czy luckac". Wchodze do hali patrzac by nog nie powykrecac na na tym calym balaganie co sie tam wala, nos wykreca od smrodu i jakiegos mlodzienca pytam o robote. A on rezolutnie, zebym poszedl do dyrekcji i popytal. No ide, dalej pytam "po angielsku" i w koncu bardzo mila sekretarka kaze poczekac na zastepce dyrektora ktorego sam sobie, tak, tak - wybralem. A dlatego wybralem bo zazyczylem sobie mowiacego po niemiecku. Mialo byc 15 minut, a wyszla godzina z hakiem. Mily facet kaze siadac i opowiadac co tam w Europie a oczy uprzejme ale cos nieobecne - aha okazalo sie, ze mowi po niemiecku jak ja po angielsku. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: habitus Re: Dziki jest ten swiat IP: *.zigzag.pl 13.01.03, 01:22 Stanisław, czy ty aby nie jesteś Stasiuk :-) Pisz jeszcze! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 13.01.03, 02:55 Sorry! - ze tak po kawalku ale zdarza mi sie dosc czesto, ze nagle moj PC sam sie zresetuje i kupa roboty na nic. Problemow z robota nie bylo. Mielismy byc przed 8 rano a sekretarka od razu wypisala przepustki na jakies zrozumiale dla Islandczykow (a dla nas mniej) nasze imiona. Wychodze, Mirka nie ma. W koncu moze z kilometr dalej spieniony jak osa zaczyna mnie uswiadamiac, ze to nie fair, ze razem przyjechalismy, ze tak to do d..y. - Jest robota od jutra palancie!!! mowie, Mirek milczy wkurwiony bo 1:0 dla mnie. Nic mnie nie pyta, chce byc gora i pokazac ze tez cos znaczy, ale mi wszystko jedno - gadam nie pytany. Praca miala byc tylko gora na trzy tygodnie bo byly dobre polowy i inne kutry byly juz w drodze - szykowal sie "szczyt". Na godzine dawali w ich koronach okolo 6 dzisiejszych Euro i po 8 - 10 godzin dziennie. Juz mialem "w plecy" bo w Bawarii na okraglo(od lat) mialem po 10 Euro/h. Ale wlasciwie to juz wtedy wiedzialem, ze wlasnie tyle potrwa moj pobyt w Islandii. Pozniej sie okazalo, ze trzeba bylo sezon w przetworni przedluzyc o tydzien i jeszcze raz, az wyszlo z tego 5 tygodni. W ostatni tydzien sam z nieprzymuszonej woli olalem robote bo chcialem cos w tej Islandii zobaczyc. Przerabialismy dorsze - najwieksze bogactwo tego kraju. Rano wyposazyli nas fachowo biale kitle i czapki, gumowce i dlugie do ziemi niebieskie fartuchy z gumy. Noz do reki i na tasme. Naszym zadaniem bylo obciac z dorszowej glowy kawalek miesa z lewej i prawej strony. Jak wiadomo, gdy rybie obetnie sie leb tak po prostu pod katem prostym to zawsze zostaja po obu stronach kawalki dobrego miesa. No te kawalki, z tych dorszy to nie jakis tam wymysl dyrektora-pedanta, to bylo kawal miesa. Islandzkie dorsze tym sie roznia od baltyckich ze sa duzo wieksze. Taki dorsz (porskur po islandzku) ma od metra do poltora a bywaja okazy dwumetrowe wiec leb ma wielkosci ludzkiej glowy i kupe miesa do odzyskania. Powaznie. Na "wprowadzajacego" dostalismy jakiegos znudzonego mlodzienca. Przyszedl jakby zaraz mial zasnac i zrobil cos co trwala moze pol sekundy a dwa kawalki wpadly do kontenera. Nic nie zauwazylem i ciagne goscia za rekaw zeby jeszcze raz pokazal. Znowu to samo - nie umial tego robic powoli. No ale po godzinie juz jakos szlo a po calym dniu czulem sie ekspertem. Po trzech dniach czulismy sie juz "jak zaloga" bo wiedzielismy coraz wiecej, robota szla migiem, usmiechy i pozdrowienia z miejscowymi i w ogole to OK. Ale okazalo sie po tygodniu juz nie tak OK. Skonczyl sie okres ochronny i koniec ze stawka godzinowa - norma stalo sie napelnic przez dzien kontener tak na oko ok. 1m3. po brzegi. I znowu bylismy malutcy, znowu nie bylo czasu podciagac opadajacych gaci a w oczach mgla. Po nastepnym tygodniu juz, juz dochodzilem do swojej normy a tu nowa wiadomosc. Tak w ogole to nie ma zadnej normy i jak inni robia dziennie poltora a nawet dwa kontenery to nie musimy konczyc po 10 godzinach bo wolno robic ile chcemy. O szajse... Ogolnie bylo sympatycznie, do wszystkiego mozna bylo sie przyzwyczaic, troche na migi gadalismy z miejscowymi ludzmi ale raczej z tymi ze stalej zalogi. Otoz na czas sezonu letnich polowow z calej Islandii zjezdzala do pomocy mlodziez szkolna ze szkol srednich zeby sobie dorobic i jednoczesnie wspomoc kampanie przetworcza. Zalogi stalej, zamieszkalej w Rejkiaviku bylo moze 30 procent, reszta to mlodziez i my czyli zbieranina z calego swiata. Chinczycy, Arabowie, czarni i my - tylko dwaj z Polski. Kto byl na tasmie w fabryce to wie co to znaczy - trzeba robic jak w zegarku, mozna szybciej ale nie wolniej niz idzie tasma. Latwo powiedziec. Za sciana ktos obcinal rybom lby a tu plynela rzeka do przerobienia. Jak ktos tam (ten niewidoczny wrog) za sciana wyszedl do kibla albo zapalic to juz, juz mialem na tasmie czysto ale iluzja... Gosc wracal i nadrabial zaleglosci a tu lby rosly jak gora, spadaly z tasmy pod nogi - horror. Czasem jakas zyczliwa dusza to zauwazyla i troche sie uspokajalo ale nie na dlugo. Ale dowiedzialem sie, ze jak tych lbow bylo za duzo to wystarczylo podejsc do sciany (z wrogiem) i zelaznym dragiem co tam stal - mocno w nia walic. Pomagalo. Jak zrobiles to ponad trzy razy dziennie to wychodzil zza sciany ten twoj "czlowiek bez twarzy" i miauczal cos po swojemu ale i tak lecial po dyrektora. Dyrektor - kapitalista, nigdy nas nie opieprzyl. Przychodzil, patrzyl, przestawial ludzi jak pionki na szachownicy i Tasma wymuszala tempo. W tej ogromnej hali fabrycznej mial gdzies na gorze dobudowany do gabinetu szklany balkonik nad hala i czesto go tam, sepa, widzialem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 14.01.03, 09:18 - - - Godan dag! - - - Cudownie bylo przezywac w Isladii "biale noce". Wielu pewnie slyszalo to pojecie; mi sie to kojarzylo z normalna noca z jakas dziwna poswiata. Nic z tych rzeczy. Biala noc to zupelnie normaly brak nocy! Zaraz na drugi dzien, w ten w ktorym zalatwilem prace, zwiedzalismy cetrum. Wszystko w jakims niesamowitym stylu jak z innej epoki. Jakies kolonialne fasady wylozone drewnem tekowym, mosiezne okucia, barierki z grubych sznurow - zupelnie jakbym byl na prastarym zaglowcu. A w oknach waziutkie poleczki z bibelotami. Tak sobie wyobrazam jakies portowe miasto w sredniowiecznej Anglii. Miasto zylo swoim codziennym zyciem, moze tylko zauwazalne grupy turystow nie sa tak liczne o innej porze roku. Prawdziwe oblicze Reykiavik pokazal poznym popoludniem. Tam rzeczywiscie z obledna radoscia obchodzi sie przesilenie letnie - gdy noc jest najkrotsza. To wlasnie te "biale noce". Slonce po prostu w ogole nie zachodzi! Po polnocy zniza sie do linii horyzontu, nawet ja dotyka i znowu pnie sie w gore. A ze zaraz od drugiego dnia mielismy piekne bezchmurne niebo moglismy naocznie sie o tym przekonac. Po calym centrum blakaly sie grupy rozbawionych Islandczykow; mlodzi i starzy, wszyscy w wysmienitych humorach - jak pozniej stwierdzilem - "wyskokowych". W kraju o ostrej polprohibicji wiekszosc miejscowych nosi przy sobie butelki z duza coca-cola tylko kolor napoju jakis za jasny. Najpopularniejszy miejscowy koktajl robi sie bardzo prosto - z poltoralitrowej coca-coli wypija sie (albo wylewa bo szybciej) pol litra i w to miejsce tankuje czysta. Proste i wygodne. Ludzie spotykaja sie, czestuja nawzajem alkoholem - smiechy, wrzaski, pelen luz. Siedlismy na chwile, nagle jakies miejscowe malolaty laduja sie nam na kolana, szklane, pijane oczy, twarde mlode piersi i juz zanim cos powiesz ssie ciebie taka mloda... Ach zal wspominac! Totalny szok. Obyczajowosc seksualna Islandii to nieobyczajnosc. Ludzie korzystaja z mlodosci poki mlodzi w sposob nam niewyobrazalny. I wlasnie szczegolnie w te ich najwieksze swieto - bialych nocy. Przed dyskotekami lub pubami stoja grzeczne kolejki, jakos dziwnie spokojnie. Aha juz wiem - przed wejsciem kilku "bramkarzy" sprawdza na macanke czy nikt nie wnosi alkoholu i czy nie jest zbyt "wlany", dlatego tak cicho. W miare posuwania kolejki czasu coraz mniej do wysuszenia koktajlu wiec ciagna z "gwinta". Lokale sie zapelniaja, przed wejsciem rosnie piramida pustych butelek i zero awantor mimo szampanskich humorow. Pija duzo, mlodzi i starzy - nie robia z tego ceregieli. Widzalem jak obok stojacej w kolejce grupy mlodziezy z butelek ciagnalo dystyngowane malzenstwo w wieczorowych strojach. Dla nas jeszcze za wczesnie zeby wchodzic, tym bardziej, ze na glownej ulicy szykuje sie jakas zadyma... Odpowiedz Link Zgłoś
aand Re: Do Stanisława 14.01.03, 09:25 Rewelacja! Przyznam że szczerze zazdroszczę :) Mam pytanie techniczne: czy to prawda że poza polami namiotowymi jest problem z rozbiciem namiotu. Podobno pod cienką warstwą ziemi - lita skała? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Do Stanisława IP: *.dip.t-dialin.net 14.01.03, 09:43 aand napisał: > Rewelacja! Przyznam że szczerze zazdroszczę :) Mam pytanie techniczne: czy to > prawda że poza polami namiotowymi jest problem z rozbiciem namiotu. Podobno pod > > cienką warstwą ziemi - lita skała? Prawda, Islandia jest straaasznie skalista, ale na naszym polu namiotowym nie bylo problemow. Nie wiem jak jest gdzies indziej ale gdy jechalismy z portu lotniczego do Rejkiaviku to bylo wiecej skal niz zielonego. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 14.01.03, 10:48 Na glownej ulicy (Laekjargata) zaczynalo sie cos w rodzaju parady amerykanskiej. Pozniej jak to sie wszystko rozkrecilo po jednej i drugiej stronie ulicy staly takie tlumy, ze ciezko bylo sie przecisnac. Calosc trwa moze godzne i polega na przejezdzie "zmotoryzowanych". Najpierw jada najdrozsze samochody - Rolls-Royce, Bentleje i wszystko co do tego nalezy. Wyczyszczone, blyszcza do bolu. Za kierownica szofer w bialych rekawiczkach w pelnym uniformie, z tylu miejscowi magnaci zaszczycaja nas machaniem. Jada wolno - pelen szyk. Zaraz za nimi wolni ludzie Harleyowcy, kompletnie wyposazeni, rzemyki, skory. Po trzech w rzedzie - motory na wolnych obrotach - suna dostojnie, teraz ulica nalezy do nich. Cisza podziwu po obu stronach, tylko paru niedoszlych skorzastych co motorow sie nie dorobili wrzeszcza i machaja czarnymi kurtkami. Potem najdrozsze Mercedesy, potem najstarsze Mercedesy, potem Mercedesy czarne, potem biale i jeszcze inne. I tak po kolei markami i cenami w dol. Potem zbieranina, ale tez razem czarne i razem czerwone jada parami. Wszystkie wyczyszczone, ani sladu rdzy, opony czarne i blyszczace. Miedzy nimi co kilkanascie metrow policja na sygnalach jakby gdzies do wypadku. Ale nieprawda - to wszystko nalezy do parady. Juz myslalem, ze sie konczy a tu znowu Rolls-Royce - co jest. Potem zobaczylem, ze inne ulice sa puste a ci co przejechali przez centrum pedza wkolo by na nowo "przedefilowac". Nie wiem jak to dlugo trwalo ale co najmniej ze trzy razy. W knajpach tlumy, ostro graja a przed wejsciem nieodlaczni "macacze". Towarzystwo mocno pijane, jest tak glosno, ze nie mozna sie dogadac a zreszta w jakim jezyku? Przed wyjazdem w biurze podrozy (w Niemczech) tlumachyli, ze bez problemu mozna dogadac sie po niemiecku ale to bzdura. Tylko angielski, a niemiecki baaardzo sporadycznie. Zreszta i Niemcow i niemieckiego za bardzo tam nie lubia i nie moga zapomniec jak im w czasie II wojny kazano lowic ryby za darmo na potrzeby "wielkiego" Wehrmachtu. Byloby w tych lokalach z kim podyskutowc. Islandeczki apetyczne az w brzuchu boli. Tylko za rzadko wolne graja - chociaz raz udalo mi sie pokrecic wolnego, a wlasciwie to postac ale... w pelnym zwarciu. Wiekszosc ludzi milych i uprzejmych, pytaja skad jestesmy. Na nasze, ze z Polski kiwaja ze wspolczuciem glowkami; dopiero od nich dowiedzielismy sie jaka w Polsce straszna powodz. Pozniej przez wiele dni widzielismy na czolowkach gazet zdjecia z zalanych polskich miast. Troche w tych lokalach balaganu robili jacys czarniawi, nie wiem czy Abanczycy czy Arabowie. Probowali nam oferowac dziewczyny z bylego ZSRR. Komus cos zginelo ale i do Islandii dojezdza powoli talatajstwo. Najwiecej ubawu robili amerykanscy zolnierze z miejscowej bazy. Nawaleni jak stodola, umundurowani w pelnej gali probowali cos tam dziewczynom proponowac. Takiemu jednemu pelnemu pulkownikowi zaraz obok mnie kompletnie oslably kolana, za cholere nie mogl wstac i na kolanach probowal przyjac postawe zasadnicza. Jeszcze pare lokali odwiedzilismy ale bylo to niezdrowe dle kieszeni bo wszedzie trzeba bylo placic wstep. W knajpach malo kto zamawia, najwyzej symbolicznie na poczatku zeby cos stalo na stole bo ceny sa nienormalne. Za piwo trzeba zaplacic 4xkrotna cene jak w Niemczech, a wiec 12-16 DM. Zreszta wszystko mialo taka czteroktotna "przebitke" w stosunku do cen niemieckich. Mozna wiec bylo zrozumiec "koktajle uliczne". Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 14.01.03, 14:34 Ingolfr Arnarson byl pierwszym w nowozytnej Europie ktory wysiadl na lad Islandii. Przewodzil grupie Celtow. Lad byl niegoscinny, bo najgorzej bylo przetrwac zime. Wtedy jesli sie nie myle bylo to ostatnie w historii oziebienie bo trudno mowic o zlodowaceniu. Zbudowanie domow nie bylo problemem i opalu bylo wbrod. Ale krotki okres wegetacji nie pozwalal na uprawe warzyw i zebranie odpowiedniej ilosci paszy dla zwierzat. Tak, ze ludzie tam osiedlali sie i dawali za wygrana, a potem wracali. Najwczesniej i najdluzej, nie liczac Celtow, przebywali mnisi irlandcy. Dzisiaj sladami pierwszych osadnikow jest calkowity brak drzew i dzikie konie. W srodkowej, przez wieksza czesc roku, niedostepnej czesci Islandii zyje bardzo malo dzikich zwierzat ale o dziwo wlasnie konie. Uwolnily sie przed wiekami spod opieki czlowieka, zdziczaly i wspaniale przystosowaly do warunkow. Sa nieduze i pokryte grubym futrem i nawet zima potrafia wygrzebac spod sniegu trawe i mech. To dzis duza atrakcja turystyczna. Natomiast lasy rosly od tysiecy lat i jakos tam metoda prob i bledow pokryly terny nabrzezne. Osadnicy wycieli co bylo do wyciecia i zeby znow sie cos pojawilo trzeba czasu, a wszelkie proby sztucznego zalesiania spelzly na niczym. Krotkie lato nie sprzyja jakiejkolwiek uprawie a nieliczne drzewa w ogrodkach tylko potwierdzaja regule. Wiekszosc rzeczy trzeba wiec przywiesc ze stalego ladu placac rybami. Spotkalismy raz pana Zenka, ktory byl zatrudniony w swiniarni, ale jak opowiadal podstawowa pasza jest maczka rybna. Od razu to wyczulem gdy raz kupilem kawalek kielbasy w hipermarkecie. Zreszta i warzywa w tym markecie stanowily raczej ozdobny kacik i mamusie przyprowadzaly tam dzieci, zeby sobie popatrzyly jak to to wyglada. Cena nie pozwalala na taki luksus. Warzywa sa oczywiscie ale z postaci mrozonek przywiezionych z Europy. Jesli chodzi o markety; ceny w Islandii sa okolo 4 razy wyzsze jak w Niemczech, a produkty maja z calego swiata - z Polski widzialem batoniki Princ- Polo i nieomieszkalem ze smakiem schrupac. Jesli chodzi o piwo to w normalnych spozywczych sklepach mozna kupic puszkowe o zawartosci 2,4 % alkoholu i smakuje blado. Szbyciej pusci pecherz niz zalapie glowa. W stolicy kraju sa natomiast 2(slownie - dwa) sklepy alkoholowe czynne od 10 do 14. Szlus. Na tym wlasnie polega ta islandzka prohibicja. Slyszalem, ze podobnie jest w Skandynawii ale tam nie bylem, moze ktos o tym napisze? Przed sklepami tymi stoja kilometrowe kolejki a gdy wreszcie przekroczysz prog tego raju to rzeczywiscie poczujesz sie dowartosciowany. Alkohole wystawione na szklanych polkach jak u nas bizuteria. Marmury, klimatyzacja, cicha muzyka jak w banku. Od razu dostalem "opiekuna" ktory nie opuszczal mnie na krok az do kasy. Chyba miejscowi probuja tam cos wygolic "na boku" - czy co? Alkohol mocny i piwo 4 x drozsze jak w Europie a wina ktore w Niemczech spotykalem za 3DM kosztowaly nawet 10 x wiecej. W Niemczech staly na najnizszych polkach - tu byly wyeksponowane jak u jubilera. Tu tez spotkalem nasza Zubrowke. Ale gdy tak cicho dyskutowalimy z Mirkiem o tych cudach nagle braterska dlon rodaka i krotko: - Tu nie bierzcie. Prosze. W najtrudniejszych zyciowych sytuacjach Polak Polakowi pomoze. Pan Adam, stoczniowiec zatrudniony w miejscowym porcie od razu przystapil do rzeczy. - Ile chcecie? -jest Gorbaczow w butelkach po 0.7l. - Ale zeby drugi raz nie latac bo daleko - dodal. No to jak tak mowi - to dwie... Zona pana Adama zaraz nas skasowala (tylko z dwukrotna przebitka) i gdzies zniknela. Pan Adam szczesliwy, ze spotkal rodakow zaprowadzil nas do siebie zeby pokazac jak mieszka. Potem kapnalem sie, ze mial z nami konsumowac jako rekompensate za pomoc. Ale tylko na dobre wyszlo bo jak se popil to puscil Mirkowi "pare" gdzie to zrodelko. A sprawa byla banalna... W pewnej ambasadzie. W jakiej nie powiem bo odpowiednie sluzby moglyby mi zrobic kuku. Bylismy tam pare dni pozniej. Mirek walnal chyba ze trzy razy w tylne drzwi, wysunela sie jakas babina i rzucila tylko jedno slowo: - Skolko? Wzielismy jedna i bez przebitki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 14.01.03, 16:23 I to w zasadzie wszystko, chociaz pamiec odkrywa ciagle nowe fragmenty i im wiecej pisze to zawsze przychodzi cos nowego. Najciekawsze na poczatku bylo to zjawisko astronomiczne - biale noce. Widzialem kiedys dekarzy przy pracy o 3 w nocy. Wcale sie temu nie dziwie. A chyba wiekszosc to czytajacych zapytala w pewnym momencie a jak tam jest zima? No wlasnie, zima jest przechlapane. W okolicach 20 grudnia dnie sa najkrotsze. Slonce wychodzi a wlasciwie pojawia sie przy horyzoncie na pol godziny. Tyle trwa dzien. Zima jest jak widac calkiem nieprzyjemnie. Te ich warunki zycia i do tego osamotnienie bo do najblizszegi ladu daleko powoduja, ze Islandia ma jeden z najwyzszych wskaznikow samobojstw na swiecie. Do tego tzw. w zoologii chow wsobny - czyli bliskie kontakty seksualne w obrebie spolecznosci powoduja, ze maja tez spore problemy z debilkami. Ludzie tu tylko w Rejkiaviku stanowia wieksza spolecznosc, zima jak snieg odetnie wiekszosc drog to w malych osadach po 3 - 5 domow chyba tylko wyc z nudow. Centralna gorzysta czesc Islandii mozna przemierzac tylko latem i to jedynie dobrym samochodem terenowym, bo w wielu miejscach rzeki przekracza sie w brod. Kiedys na jakiejs starej rycinie widzialem scene wymierzania kary czlowiekowi ktory cos ukradl. Mial po prostu opuscic wioske (z zona i dzicmi) i wyniesc sie na srodek wyspy. To rownalo sie karze smierci. W samym Rejkiaviku jest niewielu Polakow a mozna ich spotkac w jedynym katolickim kosciolku na niedzielnej mszy.Kosciol ten stoi niedaleko ambasady rosyjskiej. Jest tez (albo byl) polski konsulat ale trafic tam jest bardzo trudno. Miesci sie bowiem z jednej z portowych firm. Poszlismy tam kiedys i lazilismy ze dwie godziny zeby trafic. Bylo to przy ulicy Eidsgrandi. Kiedys byla tam na kontrakcie duza grupa Polakow a ich szef byl konsulem. Dzis "obowiazki" konsula pelni jakis islandzki ciec ktory tych biur pilnuje i oczywiscie nie gada po polsku. Bardzo sie zdziwil jak tam przyszlismy. Wiecej Polakow znajduje sie na polnocy Islandii bo tam glownie sa tereny polowowe. Np. na polwyspie Akranes. Na Islandii nie ma kolei, ale latem w okresie turystycznym wyspe mozna objechac autobusami. Poza tym jest bardzo duzo promow tak jak autobusy okrazajacych wyspe. Mozna wypozyczyc samochod. Wielu bogatszych turystow wymajmuje loty malymi samolocikami nad wyspa. Atrakcja jest przelot nad wulkanem Vatnajökull. Lodowiec na tym wulkanie jest wiekszy niz wszystkie lodowce w Alpach razem wziete. Podczas pierwszych tygodni na campingu spotkalismy dwoch turystow z Polski przemierzajacych Islandie na rowerach. Byli potwornie objuczeni, bo wiezli z Polski nawet makaron. O ile pamietam byli z Krakowa. Tu chcialbym im pomachac reka, moze kiedys to przeczytaja. Zbierali na wyprawe 3 lata a i tak dofinansowywala ich jakas miejscowa krakowska gazeta. Za to musieli pisac reportarze. Szkoda mi ich bylo bo na campingu zamiast zabierac sie za rozpakowywanie zaczeli od pisania. Na campingach w Islandii mozna spac za darmo ale pod warunkiem, ze wchodzisz po 22 a wypadasz przed 6 rano. Jako, ze tam nic specjalnie nie udaje sie wyhodowac bo nawet trawa slaba - wiecej mchu, to natura nie poskapila grzybow. Jest tego pelno. Grzyby zbieralem z Mirkiem wokol przepieknego centrum kongresowego Perlan Öskjuhlid polozonego na gorze prawie w centrum miasta. W Rejkiaviku jest tez zabytkowa willa w ktorej Gorbaczow z Reaganem podpisali traktat o rozpadku ZSRR. Ciekawe jest tez podrozowanie autobusem jesli wsiadasz po trasie bez biletu. Mozesz wsiasc, zaplacic i jechac ale a) nie dostajesz zadnego biletu, b) musisz miec dokladnie wyliczona kwote bo kierowca nie wydaje reszty. Oczywiscie mozna zaplacic wiecej jak kto chce. Po wejsciu do autobusu kladzie sie pieniadze na szklana skarbonke, kierowca sprawdza sume i zsuwa do srodka. Mozna jechac. Bylem raz daleko za miastem i na kolejnych przystankach probowalem wsiasc z duzym banknotem. Niestety - ok. 15 km przeszedlem na piechote. Ponoc Polacy zatrudnieni na kutrach maja opracowany swoj tani (niesamolotowy) sposob podrozy do Islandii - promami towarowymi z Hamburga. Promy te maja tez kabiny osobowe no i najwazniejsza rzecz mozna zabrac rowery a nawet motocykl. To bylaby alternatywa taniego zwiedzania. No i mozna by bylo tak jeszcze plotkowac i plotkowac ale jesli kogos to interesuje. Widze, ze pobilem rekordy pismactwa i zanudzilem uroczych rodakow Bialostocczan. Moze jeszcze cos dopisze - czas pokaze. Na razie - Amen. Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Dziki jest ten swiat 14.01.03, 17:31 Stachu - wcale nie jest nudne. Nawet jeśli ludzie się nie włączają i nie komentują, to na pewno czytają. Jest to jeden z najpopularniejszych tutaj wątków a Twoje opowieści są niezwykle barwne i bardzo ciekawe. Jak się coś jeszcze przypomni - dawaj dalej. Czekamy. :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oka Re: Dziki jest ten swiat IP: *.17.79.204.lifespan.org 15.01.03, 00:31 Wielkie dzieki, Stanislawie, czyta sie z wielka przyjemnoscia!!! Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Re: Dziki jest ten swiat 16.01.03, 00:50 Gość portalu: Stanislaw napisał(a): > Podczas pierwszych tygodni na campingu spotkalismy dwoch turystow z > Polski przemierzajacych Islandie na rowerach. Byli potwornie objuczeni, bo > wiezli z Polski nawet makaron. O ile pamietam byli z Krakowa. Tu chcialbym im > pomachac reka, moze kiedys to przeczytaja. Zbierali na wyprawe 3 lata a i tak > dofinansowywala ich jakas miejscowa krakowska gazeta. Ha! znajomi, ktorzy pojechali samochodem na Islandie w ubieglym roku w czerwcu opowiadali ze jeden z tubylcow jak sie dowiedzial ze sa z Polski to zaraz ich spytal czy nie sa rowerami :) I wyjasnil zdzwionym kolegom ze tylko Polacy i Holendrzy sa takimi wariatami by wyspe przemierzac na rowerze :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 16.01.03, 01:52 Moze by przelamac te opinie o Polakach. Mam cokolwiek dziwaczny pomysl na rozwiazanie transportu po Islandii - ale moze sie by przyjal? Kilku (kilkunastu) chetnych do podrozy robi zrzute na jakis stary nawet dzesiecioletni woz i dzielimy czas od 1 czerwca do konca sierpnia na 6 dwutygodniowych turnusow. Pierwsza para kupuje samochod i po dwoch tygodniach przekazuje nastepnej itd. Na takim "turnusie" moze byc nawet wiecej osob wazne tylko zeby z bagazami zmiescic w samochodzie. Pozornie proste ale jak sie zorganizowac? Ze byloby najtaniej to nie ma dwoch zdan. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pisces Re: Dziki jest ten swiat IP: *.stclar01.mi.comcast.net 14.01.03, 23:45 Czytam,czytam i czekam na ciag dalszy.Twoje wspomnienia sa swietne mobilizuja mnie przegladania bialostockiego forum bo po lekturach sympatico,czy jaki tam ona nick uzywa dzisiaj,bylam zalamana.Dzikuje czekam na wiecej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Reykiavik IP: *.dip.t-dialin.net 15.01.03, 00:01 Niedaleko naszego obozowiska (campingu) jest stadion. Ogromny obiekt sportowy godny urzadzac Mistrzostwa Europy w LA. Miesci 70 tys. widzow. Islandia ma obywateli ile Biaslystok mieszkancow a w Reykiaviku jest ich ok. 120 tys. Czemu to sluzy? Kocham ich za to. Odpowiedz Link Zgłoś
aand Re: Reykiavik 15.01.03, 08:12 Przepraszam że tak męczę ale mam nadzieję że też kiedyś wyruszę śladami Jana z Kolna i Stanisława z Białegostoku :) Chciałbym się spytać co koniecznie (najlepiej wszystko:) trzeba zobaczyć w Islandii a co ew. sobie odpuścić (wiadomo koszty), ile czasu (minimum) zarezerwować no i najbardziej dogodny termin ze wzgl. na warunki klimatyczne. (Jak będzie "pozdrawiam" po islandzku? :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Islandia IP: *.dip.t-dialin.net 15.01.03, 09:40 Najlepszym terminem jest przesilenie letnie a wiec okolo 20 czerwca do konca lipca. Jesli bedziesz w Islandii bez wlasnego albo pozyczonego transportu - jest ciezko i drogo i zobaczysz mniej. Islandia nie ma kolei, autostopowicza olewaja ale wokol wyspy jezdza autobusy. Jesli wykupisz trzydniowke mozesz dowolnie wysiadac, wsiadac do nastepnego i tak zwiedzic brzegi Islandii. Srodek wyspy jest gorzysty i mozna go zwiedzic jedynie indywidualnie - do tego celu musisz miec auto albo motor. Motocykl mozna sobie przywiesc na promie towarowym z Hamburga. Z Reykiaviku jezdzi latem wiele autobusow w majciekawsze miejsca. Do nich naleza - Blekitna Laguna to jezioro termalne gdzie woda z jednej strony ma ok 30 stopni a z drugiej dochodzi do 80 st. C., jezioro Laugartvatn, gejzery, najwiekszy wodospad Glymur, fiordy na polwyspie Akranes, lodowiec Snaefellsjökull, krater Grabok z widokiem na wodospad Glanni, wodospad Skogafoss (60 m wys.) pod najwiekszym lodowcem Vatnajokull, promem na wyspy Vestmannaeyjar - gdzie powstala najmlodsza wyspa (lata 1963-67) itd. Kazda lepsza kniga o Islandii wymienia te i inne atrakcje. Najtaniej - pole namiotowe (jest ich w Islandii 123) i autostopem. Najlepiej od polowy czerwca do konca sierpnia. Pozdrawiam - Kvedja ! Zapraszam wszystkich zainteresowanych do zbioru moich opowiadan o Islandii (to sa daty moich wpisow na tym watku): 08.stycznia o godz. 13.33 12 stycznia o godz. 00.01 12 stycznia o godz. 09.01 13 stycznia o godz. 01.18 13 stycznia o godz. 02.55 14 stycznia o godz. 09.18 14 stycznia o godz. 10.48 14 stycznia o godz. 14.34 14 stycznia o godz. 16.23 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chatka_ Re: Islandia IP: *.piasta.pl 15.01.03, 10:10 Przelom czerwca i lipca to rzeczywiscie najpiekniejszy i najbardziej cywilizowany czas by sie wybrac na Islandie. Ale pamietaj ze to szczyt sezonu i wszytko wtedy jest bardzo drogie. Przed 1 czerwca za prom zaplacisz 1500 zl, w sezonie juz dwukrotnie wiecej! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Islandia IP: *.dip.t-dialin.net 15.01.03, 10:52 Gość portalu: chatka_ napisał(a): > Przelom czerwca i lipca to rzeczywiscie najpiekniejszy i najbardziej > cywilizowany czas by sie wybrac na Islandie. Ale pamietaj ze to szczyt sezonu i > > wszytko wtedy jest bardzo drogie. Przed 1 czerwca za prom zaplacisz 1500 zl, w > sezonie juz dwukrotnie wiecej! €€€€€€ Jak widze cena za prom jest potworna - ja za lot z Monachium (tam i z powrotem) w lipcu 1997 placilem 400 DM tzn. 800 zl. Byla to linia islandzka - lot charterowy. Odpowiedz Link Zgłoś
aand Re: Islandia 15.01.03, 14:13 Bardzo dziękuję!:) Widzę że mam do czynienia z prawdziwym "globtrotuarem i oberżyświatem" ;) I a opowiadać tak zajmująco też bym chciał :) Na razie brakuje mi odwagi żeby zacząć. Może kiedyś.:) Pozdrówko! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: saunne Re: Dziki jest ten swiat IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 15.01.03, 08:48 Gość portalu: Pisces napisał(a): > Czytam,czytam i czekam na ciag dalszy.Twoje wspomnienia sa swietne mobilizuja > mnie przegladania bialostockiego forum bo po lekturach sympatico,czy jaki tam > ona nick uzywa dzisiaj,bylam zalamana.Dzikuje czekam na wiecej. podpisuje sie wszystkimi rekami + czekam na opowiesci reszty (zwlaszcza Oka cos tu zalega... ;) pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: chatka_ Re: Dziki jest ten swiat IP: *.piasta.pl 15.01.03, 10:17 czytamy i czekamy na cdn...? Taki panowal tu do niedawna zwyczaj by tymi trzema literkami zakonczyc opowiesci. Niby bez znaczenia, ale jednak pozostawia czytelnika na lekkim glodzie... Skad beda tym razem? :)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 17.01.03, 00:29 Polecam szczegolnie dla: chatki, And, Oka, saunne, habitusa, ralstona, aand, Pisces i innych podroznikow adresy tanich linii lotniczych. Niestety nie startuja one z Polski ale z kraju osciennego: flydba.comhttp://ryanar.com airberlin.dehttp://buzzaway.com a dla tych ktorzy wola Ziemie poogladac z lotu ptaka jeszcze to: earthobservatory.nasa.gov Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 17.01.03, 00:33 No tak - pochrzanilem bo trzeba dawac przerwy, a wiec: flydba.comnastepnie ryanar.compotem airberlin.de a takze buzzaway.comSorry!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 17.01.03, 00:36 flydba.com Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 17.01.03, 00:37 ryanar.com Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 17.01.03, 00:38 airberlin.de Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 17.01.03, 00:38 buzzaway.com Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 17.01.03, 00:39 Przepraszam - chcialem dobrze. Odpowiedz Link Zgłoś
saunne Re: Dziki jest ten swiat 17.01.03, 13:06 Gość portalu: Stanislaw napisał(a): > Przepraszam - chcialem dobrze. :))) nic sie nie stalo! Przekonalam sie, ze na takie chochliki (a czesto sie one zdazaja - to chyba wina Forum) najlepszym rozwiazaniem jest numerowanie linkow i oddzielanie ich od siebie co najmniej jednym odstepem, np.: 1. www.jazz.co.uk 2. republika.pl/evacassidy 3. smoothjazz.nsi.pl/main.htm Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: And Re: Dziki jest ten swiat IP: *.radna.pl 17.01.03, 13:23 Chciałbym opowiedzieć o swojej wyprawie za Koło Polarne (przez Norwegię) lecz brakuje mi odwagi. Naprawdę, to nie jest wyrzut, ale opowiadać po historiach Stanisława to jak brać się za bary z Absolutem :) Może dlatego nikt nie pisze... Odpowiedz Link Zgłoś
saunne Re: Dziki jest ten swiat 17.01.03, 13:31 Gość portalu: And napisał(a): > Chciałbym opowiedzieć o swojej wyprawie za Koło Polarne (przez Norwegię) lecz > brakuje mi odwagi. Naprawdę, to nie jest wyrzut, ale opowiadać po historiach > Stanisława to jak brać się za bary z Absolutem :) Może dlatego nikt nie > pisze... Zostaw odwage w spokoju, tylko siadaj i pisz!!!! :))) Jak mi sie wydaje na Forum nie trafili jeszcze polonisci, wiec jakby co, to nikt bledow nie zauwazy ;))) Poza tym Norwegia to kolejny po Islandii kraj, ktory chce odwiedzic, czekam wiec z niecierpliwoscia! :))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: And Re: Dziki jest ten swiat IP: *.radna.pl 17.01.03, 13:53 saunne napisała: > > Zostaw odwage w spokoju, tylko siadaj i pisz!!!! :))) Jak mi sie wydaje na > Forum nie trafili jeszcze polonisci, wiec jakby co, to nikt bledow nie > zauwazy ;))) > Poza tym Norwegia to kolejny po Islandii kraj, ktory chce odwiedzic, czekam > wiec z niecierpliwoscia! > > :))) To ja robię błędy ?!!! Matko!!! ;) Ale to nie będzie taki zwarty tekst jak u Stacha. Wybrałem się samotnie, odwiedzałem dziwne miejsca (niekoniecznie interesujące), rozmawiałem z wieloma ludźmi i te dialogi faktycznie są fajne, ale za to fabuła będzie rwana.I też nie należy się spodziewać opisów zmagania człowieka z naturą. Ostatni etap czyli za Koło Podbiegunowe ostatecznie dotarłem taksówką...:) Zastanowię się... Odpowiedz Link Zgłoś
saunne Re: Dziki jest ten swiat 17.01.03, 14:09 Gość portalu: And napisał(a): > To ja robię błędy ?!!! Matko!!! ;) :))) ja robie (czasami) > Ale to nie będzie taki zwarty tekst jak u Stacha. Wybrałem się samotnie, > odwiedzałem dziwne miejsca (niekoniecznie interesujące), rozmawiałem z wieloma > ludźmi i te dialogi faktycznie są fajne, ale za to fabuła będzie rwana.I też > nie należy się spodziewać opisów zmagania człowieka z naturą. Ostatni etap > czyli za Koło Podbiegunowe ostatecznie dotarłem taksówką...:) Zastanowię się... jestem coraz bardziej zaciekawiona. Czekam na dokladna relacje. Opis ludzi, ich zwyczajow, pogladow itp. jest obowiazkowy! I historia z taksowka tez! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 17.01.03, 14:32 Pisz And - czekam i nie tylko ja. To nie jest kolo polonistow ale obiezyswiatow. Kazda nowa informacja jest cenna, ja tez mam w planach Skandynawie. A tym kto sie interesuje tanimi liniami lotniczymi pare nowych danych, niestety bez adresow internetowych. Moze to ktos uzupelni: Germanwings. Go. HL - Express. Otte Air. czekamy... Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Dziki jest ten swiat 17.01.03, 16:24 And, nie drażnij się tylko pisz! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pisces Re: Dziki jest ten swiat IP: *.stclar01.mi.comcast.net 17.01.03, 17:00 And,zapowiada sie interesujaco. Nie trzymaj nas tylko dlugo w oczekiwaniu. Pozdrowienia!! Odpowiedz Link Zgłoś
aand Re: Norwegia 17.01.03, 17:41 Obiecuję - jak bone dydy! - że będzie na Was czekać w poniedziałek rano. Choćbym miał cztery noce pisać! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pisces Re: Norwegia IP: *.stclar01.mi.comcast.net 17.01.03, 18:08 aand napisał: > Obiecuję - jak bone dydy! - że będzie na Was czekać w poniedziałek rano. > Choćbym miał cztery noce pisać! Aand,zebys mial cztery noce nie spac,to ja juz cierpliwie poczekam,weekend to czas na odpoczynek.Pozdrowienia!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: And Re: Wspomnienia z podróźy do Norwegii IP: *.ppp.polbox.pl 18.01.03, 22:19 Powtórzę, to nie będzie opowieść stricte podróżnicza. Raczej tak samo ważną w niej rolę odgrywa Norwegia jak i nasi rodacy... Spróbuję to jakoś sensownie zwerbalizować. Od norweskiego wyjazdu stało się niechlubną "tradycją" że współuczestnicy wyprawy robią mi psikusa i wycofują się w ostatniej chwili (w dwa lata później przed wyjazdem do Szkocji to samo), trudno jadę sam. Pierwsze lekkie zdziwienie nastąpiło kiedy zobaczyłem ile jedzie się autobusem z Warszawy do Oslo. Co? 36 godzin?! Przecież ja tego nie wytrzymam. Gdy trafi się jeszcze pani, która myśli że wykupiła bilet "leżąco na siedząco" i ulokuje się akurat przede mną, będzie krucho. Na szczęście okaząło się że jest 8- godzinna przerwa na rejs promem do Ystad. Zatem jest bilet, jedziemy. Autobus, gdy ruszył z pod Dw Centalnego nie był zapełniony nawet w połowie, ale w Poznaniu był już komplet. A że trasa jest imponująca był czas się "paznakomsja" i wkrótce wydało się kto jest kto. Okazało się że jedną połowę pasażerów stanowią Polki, które wracają do mężów Norwegów, a drugą Polacy którzy jadą tam do pracy. A między nimi ja, nie wiadomo po co? Aha, ostrzegam, ta skandynawska linia ma swoją specyfikę. Dosłownie na okrągło leciało Roxette i ABBA. I nie ma gdzie się schować bo wc wita tradycyjnym, swojskim "out of order". Dojeżdżamy do Świnoujścia. Terminal promowy naprawdę robi wrażenie. Może to nie Calais ale nie mamy się czego wstydzić. Załadowaliśmy się na prom i pierwsze zaskoczenie. Wcale nie trzeba wykupywać kabiny na taki krótki rejs. Można się spokojnie wyspać na fotelach lotniczych znajdujących w sali na rufie promu. Bardzo przyjemny jest też nocleg na pokładzie w spiworach. Gwiazdy świecą, czuje się delikatne kołysanie pokładu i lekki powiew bryzy na twarzy... Rewelacja. Następnego dnia kolejne zaskoczenie (i nie ostatnie). Przy wjeździe do Skandynawii wypełnia się deklarację celną (jak wszędzie) tylko że obowiązuje na terenie calego półwyspu (Między Szwecją i Norwegią nie ma granicy celnej) I nagle stałem się obiektem powszechnego zainteresowania. Jako jedyny z całego autobusu - nic do oclenia! Żadnych papierosów, żadnej gorzały (i kolejny błąd, bo potem na północy, oj przydała by się choć piersióweczka na rozgrzewkę. Ale o tym w swoim czasie...). Nagle jacyś goście zaczeli wyciągać nie wiadomo skąd jakieś kartony papierosów, jakieś flaszki. Żebym schował, wpisał a oni zaraz za granicą odbiorą. Dalej jazda! Co ja jestem przemytnik? I co? Kogo wzieli jedynego na rewizję z całego autobusu? Kierowca wściekły bo trzeba wyciągać mój plecak a już mieliśmy jechać. Pan celnik był nawet miły, mówił że szukają kurierów narkotykowych, i jak ktoś się wyda podejrzany to... Gdy wróciłem do autobusu, nigdy wcześniej nie widziałem tylu facjat patrzących ze złośliwą satysfakcją. Także, na przyszłość, choćby "ćwiarteczkę", do dezynfekcji ran oczywiście... od Ystad trasa staje się dośc monotonna. (po drodze, tuż za Malmo widać most do Kopenhagii) Jest jeszcze Goteborg - wygląda na interesujące miasto ale postój trwa niecałe pół godziny - za krótko na zwiedzanie (chciałem zobaczyć Kanał Gotajski, swego czasu uznany za inżynierskie dzieło sztuki). Za Goteborgiem trasa jest już zupełnie nudna, wszyscy zaczynają już być zmęczeni, nie pomaga nawet skulenie się na fotelu jak zmarźnięty kundelek. Pozostaje zabawianie się rozmową. Na fotelu obok jedzie Pani Ela. W Norwegii od lat kilkunastu. Jej mężowi zazdroszczą w pracy wszyscy koledzy. A to dlaczego? - bo ma w domu obiad z dwóch dań... (Ciekawy kraj ta Norwegia. Nieźle się zaczyna...) Pytam się a jak sprawy bezpieczeństwa czy jest spokojnie (było nie było jadę do ojczyzny Wikingów. Może będą, palić, rabować, mordować ?). W Oslo zdarzają się napady, pobicia. A to przez kolorowych. Ale nie martw się, gdy Norwegowie dowiedzą że jesteś z Polski to będa ci gratulować. Dlaczego? Dowiesz się...??? Pani Ela generalnie Norwegię sobie chwali, choć za Polską tęskni. Tak sobie rozmawiamy o blaskach i cieniach norweskiego życia, raptem mówi tak - a ty tutejszym dziewczynom możesz się podobać. Jesteś ciągle uśmiechnięty (jak jaki głupi, he?) i masz taką brzoskwiniową cerę. ...coooo!!!???? (I tu chciałbym od razu obalić mit o nordyckich pięknościach. Dziewczyny jakieś małe, wcale nie blond, przysadziste i mają na czym siedzieć. Tyle że sympatyczne). Ale o co chodzi z tą cerą - czasami robię się lekko śniadawy - to po dziadku Włochu - ale brzoskwinia? I co chodzi: o kolor czy o fakture...? Na obronę pani Eli (którą opisałem tutaj jako gaworzącą wariatkę, muszę dodać że czytała książkę nieznanego mi wtedy Pera Lagerquista. Po powrocie do Warszawy okazało się że to znakomita literatura (Noblista!). Kilkadziesiąt kilometrów przed Oslo zaczyna się Oslofjord, nie jest zbyt interesujący lecz daje przedsmak tego co czeka na zachodzie Norwegii. Nareszcie dworzec (chciałem napisac PKS, nawet jak człowiek tylko wspomina to ckni mu się za ojczyzną) autobusowy. Wysiadka, dosyć, od teraz tylko pociągiem. Nie, nie muszę dotrzeć na pole namiotowe a jutro ruszam zwiedzać Oslo. Idę na przystanek, pytam się jednego gościa czy dojadę na kamping. Tak, jedzie w tym kierunku, mam wysiąść trzy przystanki po nim. Pyta się z skąd jestem - z Polski. Aaaa, szeroki uśmiech na twarzy prawie że klepie mnie po plecach. Co jest grane??? Żądam wyjaśnień - okazuje się że dwa tygodnie temu jakiś Polak zadźgał w dyskotece Araba który był postrachem całego Oslo. Jak to na różne sposoby można się przysłużyć ojczyźnie... Dotarłem na kamping i tu kolejna niespodzianka. Przewodnik podawał że rozbicie namiotu kosztuje na polu 50 -60 koron. A tu 125! Nie uwzględniłem że to pole z wygodami, największe w Oslo. A na północy faktycznie ceny się zgadzały. Drżącą rączką zapłaciłem, rozbiłem namiot i spać. Rano ruszyłem w miasto. W Skandynawii w takich dużych miastach jak Oslo lub Sztokholm warto kupić tzw. Tourist Card (ang. nazwa, próba wymówienia w języku oryginału spotyka się z pogardliwymi uśmieszkami lokalsów), jest ważma przez trzy dni, można dzięki niej jeździć wszystkimi miejskimi liniami (autobusy, metro) a ponadto honorują ją niektóre muzea jako bilet. Samo Oslo zapewne ma w sobie sporo uroku, lecz nie należy wypatrywać tam jakiś architektonicznych fajerwerków. Raczej można się przyjemnie dowartościować. Ratusz budowali lat czterdzieści parę i wyszło im brzydkie kaczątko. Nad brzegiem fjordu stoi zamek Aker (albo Akerhus, nie pamiętam czy to nie znaczy właśnie zamek A.), nawet fajny. Ale ja chciałem przede wszystkim zobaczyć w Oslo trzy miejsca. Pierwsze to Park Vigelanda. Trzeba cały czas maszerować główną ulicą miasta Karls Johan gate (plecami do dworca kolejowego). Park to chyba kilometrowa aleja przy której usytuowano rzeźby Vigelanda a nawet całe ich grupy. Trzeba przyznać że niektóre robią mocne wrażenie. Chyba dobrze że to tylko kamień i brąz. Najbardziej chciałem sfotografować słynnego "Złośnika" ale nigdzie go nie widzę. Pytam się o niego przechodnia - nie ma znowu go uszkodzili. Jak to znowu? - to chyba już trzeci czy czwarty raz... Dodam że wg. przewodnika Vigeland tworzył swe dzieła przez prawie pięćdziesiąt lat. Następnie wybrałem się do Hollmenkollen. To miejsce zimowej olimpiady w 1952. Jak mógłbym się tam nie wybrać, ja niedoszły olimpijczyk. Jedzie się tam kolejką podmiejską ok. pół godziny. Na miejscu jest muzeum sportów zimowych (ale też widziałem parę nart zdobywcy bieguna Amundsena)i skocznia. Po dotarciu na szczyt wieży i spojrzeniu w dół...trzeba być naprawdę bardzo bardzo odwaznym żeby uprawiać skoki. Ale widok na Oslo zabójczy. Trzecie miejsce o którym chcę powiedzieć to Muzeum Morskie. Można tam popłynąć statkiem spacerowym z centrum ponieważ znajduje się ono na jednym z półwyspów wokół Oslo. A są tam naprawdę legendarne jednostki. "Fram" Nansena i Amundsena, który nie dał się z Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pisces Re: Wspomnienia z podróźy do Norwegii IP: *.stclar01.mi.comcast.net 18.01.03, 22:40 And,mam nadzieje,ze nie pozwolisz nam zbyt dlugo czekac na ciag dalszy. Pozdrowienia,czekam na reszte!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Wspomnienia z podróźy do Norwegii IP: *.dip.t-dialin.net 19.01.03, 00:42 And urwales jak Hejnal Mariacki. Mam nadzieje, ze nie kazez dlugo czekac. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: And Re: Wspomnienia z podróźy do Norw. Zjedzona częsć. IP: *.ppp.polbox.pl 19.01.03, 08:51 Sorry, zjadło końcówkę. Juź się poprawiam, powinno być tak: "Fram" Nansena i Amundsena, który nie dał się zgnieść lodom (żaglowiec, nie Amundsen), tratwa Thora Heyerdala "Kon-tiki" oraz niemal w całości zachowany drakkar Wikingów odkopany tuż przed I wojną światową. Dzieciom szczególnie podoba się ogromny zbiór modeli okrętów. Niektóre to prawdziwe arcydzieła. Z pewnością w Oslo jest jeszcze wiele interesujących zabytków (bo ja wiem, choćby król. A może i królowa...), ale jak mawia kasiarz Kwinto - "następną razom" - żeby mieć po co wrócić. A teraz na Północ! (czytało się Curwooda i Londona, oj czytało). Przedtem jednak wybiorę się w równie wyśnioną krainę fjordów i stavkirków. PS Już mi się nie chce pisać. Boli mnie ręka, jestem mańkutem, poproszę o klawiaturę dla leworęcznych. Czy mogę sobie zrobić dwa tygodnie wolnego? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pisces Re: Wspomnienia z podróźy do Norw. Zjedzona częsć IP: *.stclar01.mi.comcast.net 19.01.03, 17:10 Az dwa tygodnie, nudno bedzie,coz rece musza odpoczac. Bede czekac na ciag dalsz. Odpowiedz Link Zgłoś
saunne Re: Wspomnienia z podróźy do Norw. Zjedzona częsć 19.01.03, 17:55 And - to bylo swietne!!! I kto tu mowil, ze nie umie pisac... :))) Czekam na ciag dalszy (mam nadzieje, ze szybciej niz za dwa tygodnie, ale rozumiem - sesja). Pozdrawiam cieplo! ps. co oznacza zwrot: niedoszly olimpijczyk? Zaintrygowales mnie :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: And Re: Wspomnienia z Nor. Kiedy reszta. IP: *.radna.pl 20.01.03, 09:05 Zgadza się. Mam przed sobą dwa trudne egzaminy, mało czasu i powinienem zacząć się uczyć bo będzie katastrofa (kolejna). Na pocieszenie powiem że drugą część mam już niemal gotową w...głowie. Pozostaje przelać to w cyberprzestrzeń. Postaram się sprężyć :) (Chyba nawet odłoże po raz kolejny wyjazd do Białegostoku. Kolega mnie zabije...) Pozdrawiam serdecznie.:) PS. Sprawę olimpiady wyjaśniam tylko osobiście i w zaufaniu. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: saunne Re: Wspomnienia z Nor. Kiedy reszta. IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 20.01.03, 11:08 Gość portalu: And napisał(a): > Zgadza się. Mam przed sobą dwa trudne egzaminy, mało czasu i powinienem zacząć > się uczyć bo będzie katastrofa (kolejna). powodzenia!!! Na pocieszenie powiem że drugą część > mam już niemal gotową w...głowie. Pozostaje przelać to w cyberprzestrzeń. > Postaram się sprężyć :) (Chyba nawet odłoże po raz kolejny wyjazd do > Białegostoku. Kolega mnie zabije...) Pozdrawiam serdecznie.:) lepiej odwiedz kolege - przyjazn jest wazniejsza. My poczekamy. > > PS. > Sprawę olimpiady wyjaśniam tylko osobiście i w zaufaniu. ;) rozumiem. Jak cos to na priv. A jak nie to moze kiedys... :) pozdrawiam :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: And Re: Wspomnienia z Nor. Kiedy reszta. IP: *.radna.pl 20.01.03, 11:53 Saunne, kiedyś - please... PS. Faktycznie, lepiej jak pojadę do Białegostoku...:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: And Re: Wspomnienia z podróźy do Nor cz2. IP: *.ppp.polbox.pl 23.01.03, 22:52 Pierwszy zobczyłem będąc jeszcze dzieckiem. I trochę byłem zalękniony gdy przed nim stałem. Później, po latach kiedy byłem już dorosły, wróciłem aby obejrzeć go znowu, już się go nie bałem ale nieodmiennie mnie intrygował. Dlatego postanowiłem że pojadę tam gdzie jest jego ojczyzna. Gdzie stał gdzieś na okrutnym pustkowiu, wysmagany lodowatym wiatrem, skuty straszliwym mrozem, poczerniały od dramatycznych dziejów i upływu czasu. Wyzierający jak ponadczasowa zjawa z gęstwiny mgieł. Twardszy niż skały na których stoi bo one już dawno zapadły się w ziemię. I zbudowany bez jednego gwoździa wbitego w konstrukcję. Stav kirke. Wszyscy pewnie wiedzą że w Polsce mamy kościół typu norweskiego. Stoi on w Bierutowicach (o przepraszam w Karpaczu Górnym) i to ten kościółek widziałem gdy byłem z mamą na wczasach w Karkonoszach. Tak więc upalnego popołudnia migruję z Oslo tak jak Germanowie Północni zwani Norwegami (ale też i Svinami (Szwedami) i Danami(Duńczycy). Nazwa Normanowie- ludy północy była używana przez średniowiecznych kronikarzy. Przed odjazdem jeszcze zaopatrzenie w prowiant... i tu chciałbym wygłośić pean na cześć norweskiego mleka. Kupiłem pierwsze lepsze do porannej kawy i zachwyciło mnie swym smakiem, aromatem i czystością. Doprawdy, polskie mleko w porównaniu z norweskim nadaje się do umycia przed spożyciem (choć ostatnio znacznie się poprawiło). Daję to pod wzgląd entuzjastom jakoby czystej, ekologicznej, polskiej żywności. Ale i też usłyszałem miłe słowa o polskich wyrobach. Ale po kolei. Moim celem było Heddal, mój pierwszy i od razu największy stavkirk jaki zobaczyłem w Norwegii. Jedzie się tam drogą do Bergen i za miasteczkiem Notodden to bodajźe pierwszy przystanek. Dotarłem już wieczorem ale ciągle było jasno. W okresie kiedy byłem (ostatni tydzień lipca i pierwsza połowa sierpnia) robi się już ciemno ale dopiero ok. 23, a nad północnym horyzontem jest całą noc jasno. Kościół w Heddal znajduje się trochę w bok od głównej drogi lecz nie sposób nie trafić. Nastawiłem zegarek na czwartą. Chciałem aby nikt nam nie przeszkadzał. Stavkirk, ja, duchy wyłaniające się z pomroki dziejów i dziecięce marzenia... Pogoda poprzedniego dnia była piękna, ranek jednak wstał pełen mgieł. Było jeszcze całkiem szaro gdy szedłem w kierunku kościoła. Wyłonił się za drzew i mgły, otoczony równymi szeregami cmentarza. Panowała prawie absolutna cisza. Pisarz Philip Dick twierdził że między godziną trzecią i czwartą w nocy słychać jakieś odgłosy niewiadomego pochodzenia. Może z Kosmosu? Dicka uznana za wariata (zresztą szalony był) ale co do tych odgłosów... może to echa lat minionych? Może to Wikingowie ciągną na nabożeństwo, tej nowej dziwnej religii, której długo nie akceptowali. Może jest wśród nich ten który widział jak król Hakon Dobry- dopiero co ochrzczony, uczynił znak krzyża nad ofiarą podczas jesiennego święta. Może nie ruszył na króla z toporem ponieważ uwierzył wyjaśnieniom króla że to był znak młota Thora. Kiedy wchodzili do świątyni czy pamiętali jeszcze że w tym miejscu stało pogańskie sanktuarium o czym przypominały głowy smoków dumnie sterczące z dachu. Czy dotknął ręką teraz prawie już skamieniałych, zjadających się wzajemnie węży, zdobiących wejście. Może uczynił znak krzyża ale na piersiach nadal miał amulet z magicznymi znakami runicznymi. I kiedy kapłan czytał z Księgi zdawał sobie sprawe że Lewiatan to wąż Midgard. Czy jego twarz jest przecięta mieczem, co stało się podczas jednej z wypraw podjętych gdy w całej Skandynawii głód gdy zabrakło pól pod uprawy W ciszy poranka, we mgle, u wrót poczerniałego ze starości kościoła zrozumiałem dlaczego jesze w XIX Francji były rejony w których ludność wierzyła w magiczne zdolności księży. Pewne miejsca przenika magia... Ruszam dalej. Obejrzeć jakiś "porządny" fiord. I jest taki:) Docieram do Kinsarvik. Miejscowośc leży w miejscu gdzie mniejszy Sorfjord (piękny, droga wiedzie wzdłuż jego brzegu) wpada do wielkiego Hardangerfjordu. Rozbijam się na noc. Na dziko ale w Skandynawii funkcjonuje prawo "wolnego człowieka". Rano zjawia się gospodarz terenu i coś mi tłumaczy. Z angielskim u niego gorzej ale zna niemiecki (albo, albo te dwa języki załatwiają sprawę. Miejscowe są strasznie trudne). Okazuje się że prosi aby nie zniszczyć MCHU. Dobra, nie ma sprawy. Oni tam mają wielkiego hopla na punkcie ochrony środowiska. Płaczą na kwaśne deszcze i zanieczyszczenia znad Europy. Moim zdaniem trochę tuszują nieczyste sumienia. Norwegia nadal zezwala polować na wieloryby. Jeśli chce się zdenerwować Norwega ten sposób jest najlepszy. Bergen to nawet dośc ładne miasto, straszny jest targ rybny który "słychać" z daleka. No i to dość wilgotna okolica. Sporo pada. Skandynawię nawiedza co dwa lata plaga komarów albo muszek. Na mnie padły muszki. Robi się z tego o tyle problem że jest ciepło i wilgotno. Nie zasuwam na noc namiotu tylko moskitierę. Ale nawet przez nią przeciskają się te [...] muszki. Trzeba szczelnie zamknąc namiot. Rano zapach puchowego śpiwora jest prawie nie do wytrzymania. Wyłażę, wokoło wielkie wietrzenie... Nagle tuż obok wybucha międzynarodowa awantura. Jakaś Niemka nadepnęła na śpiwór Duńczykowi. Ten tak się wściekł że o mało co nie przyłożył tej biduli. Nerwowy naród ci Duńczycy. (Nie na darmo Stig Helmer w serialu "Królestwo" mówił "Cholerni Duńczycy!"). Wracam do Oslo a Z tamtąd do Trondheim i Koło! Ha! PS. Tak mi się nie chce uczyć że aż są tego efekty ;). Ale kiedy trzecia część - nie wiem. Jeśli jeszcze chcecie :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pices Re: Wspomnienia z podróźy do Nor cz2. IP: *.stclar01.mi.comcast.net 24.01.03, 01:55 And ,co to za pytanie, czy jeszcze chcemy? oczywiscie,ze chcemy.Twoje wspomnienia sa swietne!! Pamietam tez ten maly kosciolek w Karkonoszach,z pieknymi rzezbieniami zbudowany bez uzycia jednego gwozdzia,za nim byl niewielki cmentarz i ten krajobraz. Czekac bede na ciag dalszy Powodzenia w nauce!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pisces Re: Wspomnienia z podróźy do Nor cz2. IP: *.stclar01.mi.comcast.net 24.01.03, 02:39 Gość portalu: Pisces napisał(a): > And ,co to za pytanie, czy jeszcze chcemy? > oczywiscie,ze chcemy.Twoje wspomnienia sa swietne!! > Pamietam tez ten maly kosciolek w Karkonoszach,z pieknymi rzezbieniami > zbudowany bez uzycia jednego gwozdzia,za nim byl niewielki cmentarz i ten > krajobraz. > Czekac bede na ciag dalszy > Powodzenia w nauce!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pisces Re: Wspomnienia z podróźy do Nor cz2. IP: *.stclar01.mi.comcast.net 26.01.03, 01:58 Swietne! nie daj dlugo czekac na reszte Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: saunne Re: Wspomnienia z podróźy do Nor cz2. IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 24.01.03, 08:16 powtorze za Piesces: co za pytanie czy chcemy? :) Dawaj dalej (jak znowu Ci sie nie bedzie chcialo... wiesz czego...;)!!! :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Wspomnienia z podróźy do Nor cz2. IP: *.dip.t-dialin.net 24.01.03, 21:52 Pewnie, ze chcemy!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: And Re: Wspomnienia z podróźy do Nor Finale. IP: *.ppp.polbox.pl 26.01.03, 00:26 Bergen to drugie co do wielkości miasto Norwegii. Kurtka przeciwdeszczowa albo parasol obowiązkowy. O targowisku już mówiłem, osobiście polecam obejrzenie tzw. nabrzeża Bryggen, to zspół budynków portowych i domów, wszystko drewniane, zbudowane w XVIII w. po wielkim pożarze który spustoszył miasto. Bergen miało i później miało niefart w historii. Trochę dalej za Bryggen, przy wejściu do portu wznosi się zamek Bergenhus. W 1944 r. eksplozja niemieckiego transportowca amunicji rozniosła na strzępy pół portu w tym także zamek. Po wojnie pieczołowicie go odbudowano. Mnie najbardziwj podobało się Muzeum Hanzy. Przyznaję jestem zafascynowany tą średniowieczną gildią, jej organizacją i rozmachem. (Do Hanzy należały np. Gdańsk, Bydgoszcz i Toruń). Jedyny mankament to to że obok jest ten targ rybny. Zgroza! (Hej! ale Wy lubicie śledzie...:) Powrót do Oslo. Wsiadam w Bergen w autobus ale nie będę już nocował na kempingach, mam inny plan. Zobaczymy czy wypali. Obok mnie siedzi para Włochów. Postanawiam spytać skad są. Czy nie ze Siesto w Toskanii (ciocia? wujek?). Nie, są z Rzymu. Po wymianie uprzejmości kończy się zasób moich kilkunastu włoskich słów. Następne pół godziny usiłują porozumieć się ze mną co mogę kwitować już tylko uśmiechem. Chyba to ich trochę rozeźliło bo zaczynają się kłócic między sobą (rany co ja narobiłem, gdzie to Oslo?!). Po dotarciu na dworzec pryskam w te pędy. Plan mam taki. Dojadę podmiejskim do miasteczka Lillestroem (nie wiem czemu, po prostu tam nie byłem), i wysiądę gdzieś stację za albo przed miastem. I w krzaki... Tak też zrobiłem. Dojechałem za Lillestroem jakieś dwa trzy przystanki. Jakaś opuszczona wiejska stacyjka. Dobra jest. (Podróżując po Norwegii stwierdziłem że mieszkańcy mają duże poczucie bezpieczeństwa. Widziałem np. starsze państwo które wysiadło na takiej bezludnej stacyjce a było już grubo po północy. Roześmiani, weseli zero obaw. Hi!). Idę przez tę wieś, widzę wiadukt. Świetnie, w razie czego nie będzie padać na głowę, już mi się nie chce rozstawiać namiotu. Umościłem się w miarę wygodnie, zawinąłem w śpiwór i tropik. Śpię. Niezbyt długo. Pierwsi pojawili się chyba ok. drugiej. Motocykliści, którzy w nocy pędzą tą autostradą (bo to była autostrada) do Sztokholmu. Robią te 500 kilometrów w dwie godziny z kawałkiem. I to cała gromada. Pogłos motocykli pod wiaduktem robił niesamowite wrażenie. O spaniu nie ma mowy. W końcu ucichło. Zasnąłem jak kamień. Po szóstej wracali... Koszmarnie niewyspany wróciłem do Lillestroem. Kupiłem bilet a że do odjazdu było dobrych parę godzin, poszedłem obejżeć miasteczko. Nic specjalnie ciekawego tam chyba nie ma, przysiadłem na takim niby ryneczku. Czas coś zjeść. Obowiązkowo kartonik mleka i jeszcze taki specyficzny rodzaj razowego pieczywa (w kształcie placka) zwanego "lapońskim". Pycha Tak sobie siedzę, zażywam słońca, na ryneczek podjechała ogromna terenówka. Wysiadł z niej jakiś gośc. Z nudów patrzę się co robi, samochód mi się podoba! Facio pali papierosa, gasi go, wyciąga pudełeczko i wykrusza do niego resztkę tytoniu. A więc to jest sposób na taką furę! Szkoda że nie palę...Typek zobaczył że mu się przyglądam. Podchodzi. - God morgen! god morgen (tyle już umiem, ale może przejdźmy na angielski...) - Czy nie chciałbyś popracować? Ja??? Nie było bardziej zdumionego człowieka w Norwegii. Ale szybko się pozbierałem: Nie. Dzięki... Nie ustępował. - Dlaczego nie? Przy truskawkach. Bo mi się nie chce! Tego chyba nie przewidział. No to idzie (siemanko!). Ale coś co tknęło, jeszcze się odwraca i pyta skąd jestem. Z Polski! Nie było bardziej zdumionego człowieka w Norwegii... Co by nie prowokować miejscowych wracam na dworzec. Ale gdzie tam! Nie usiedziałem kwadransa a podłazi do mnie..."narąbany" Eskimos! To znaczy Lapończyk (a jeszcze poprawniejsza nazwa podobno lud Saamów). Coś do mnie mówi - ale ja po norwesku nie panimaju...Jeszcze angielski u niego funkcjonuje, no to siadaj chłopie. Pyta skąd jestem. Na wieść że z Polski oczy rozbłysły mu blaskiem. Musiał z czymś naszym mieć do czynienia... A gdzie jadę - do Trondheim. Noo, to dobrze. To się jego pytam gdzie on jedzie. Do tatusia! O, to ładnie. A czy ma daleko? 50 mil. To tak w miare blisko. Oj, chyba jednak nie: - Słuchaj - mówi - to nie wasze mile europejskie. To nasze skandynawskie. (okazało się że mila skandynawska ma 10 kilometrów. Pięknie. Po drodze do tatusia zdążył pewnie wytrzeźwieć i "naszpadlować" się znowu... ). Chyba go znudziłem (albo w ogóle czuł nudności) nagle się zerwał i poszedł. Siedzę dalej i czytam. Obok usiadła dziewczyna, chyba najładniejsza jaką widziałem w Norwegii (brunetka, zupełnie nie wyglądała na Skandynawkę). Trzeba się inteligentnie zachować i coś zagadać. Dziewczyna ma na imię Trine [Saunne to chyba skandynawskie imię? przyp. Admina] i studiuje... tu zawiodła mnie znajomość angielskiego. Potem jak sprawdzałem w domu brzmienie tego wyrazu który podała, wychodziło mi coś pomiędzy kosmonautyką a sadzeniem ziemniaków...??? Trine była w Polsce w Gdańsku. I zachwyciła się naszymi marynatami. Przywiozła sobie torbę do domu i wszystko zjadła sama, nawet rodzicom nic nie dała. Cudze chwalicie...Mam pociąg, pakuję się do środka, przy wejściu jest pozostawione puste miejsce na bagaże. Ale jak to tak spuścić plecak z oka i iść do przedziału? Po dwóch stacjach nie wytrzymałem i przytargałem go na półkę. Siła przyzwyczajenia. W przedziale jeszcze trzech Niemców. Pierwotnie myślałem że wysiądę w Lillehamer ale tak mi się przytulnie zrobiło w pociągu - jadę prosto do Trondheim. Bilet dokupiłem u konduktora ( I tu ciekawa sprawa. Pan konduktor sam zapytał czy nie skończyłem 26 lat bo jest 10% zniżki. Nie skończyłem ale nie mam żadnej karty uprawniającej do zniżki. Nie szkodzi, on mi wierzy, przecież mogę pokazać paszport. U nas doliczyłby ustawowe 45% na amortyzację długopisu...) Tak sobie jedziemy i wtedy weszła ONA. Ściślej weszła cała rodzina. Typowa Norweżka, tylko że duuuża, jej mąż, pan o cerze koloru czekolady (tak na oko Pakistan albo Iran), dwójka dzieci - ślicznych, kawa z mlekiem - i jej matka, bo wygląda jak starsza wersja tej dużej. Tylko ten wyraz okrucieństwa na twarzy... I sytuacja zrobiła się niezręczna, bo w przedziale te trzy Niemce, mua a ich pięcioro. Wtedy do akcji wkroczyła teściowa. Najpierw do Niemców -macie miejscówki? - nie mają. No to bardzo grzecznie proszę won! Teraz mnie omiotła wzrokiem. Usłyszałem łopot skrzydeł - to mój Anioł Stróż pryskał w popłochu... Z miną idącego na szafot zacząłem zbierać rzeczy. Patrzę - a śniady pan puszcza do mnie oko, i macha ręką - zostań, zostań. Ha! Jedynych dwóch brunetów w całym wagonie! Podziękowałem, wcisnąłem w kąt fotela i poszedłem spać. Trondheim to trzecie co do wielkości miasto Norwegii. Atrakcją jest wielka katedra Nidaros (ale chyba mniejsza niż gdańska katedra mariacka) o niezwykle surowym wnętrzu. Miasto podobne do Bergen, trochę drewnianej zabudowy, trochę średniowiecznych budowli. Miałem jeszcze szczęście zobaczyć w porcie amerykański atomowy okręt podwodny. Cóż to za monstrum! Stałem jakieś 500 metrów od miejsca gdzie miał przycumować i czułem jak wibruje ziemia pod stopami. A podobno są jeszcze większe. Następnego dnia ruszam do miejscowości o dziwnej nazwie Mo-i-Rana. Koło już niedaleko! Przewodnik pisze żeby najlepiej jechać samochdem, bo można się zatrzymać. Autobusem i pociągiem to nic ciekawego. Dobra postanawiam złapać stopa. Ale w sumie na tym pustkowiu (bo okolica zrobiła się dość niegościnna) to nie takie proste. Udaje mi się zatrzymać samochód - okazuje się że muśleli że coś się stało. Tu nikt stopem nie jeździ. Cóż... Podwożą mnie prawie połowę drogi ale niestety skręcają. Jeszcze ze 20 kilosów i będzie git! Patrzę, a tu jedzie taksówka! Ale heca. Zatrzymuje się pokazuję kierowcy na mapie gdzie chcę dojechać. Zgo Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: And Re: Wspomnienia z podróźy do Nor Finale. IP: *.ppp.polbox.pl 26.01.03, 09:18 Znowu to samo.:( Końcówka: Zgoda. A za ile? Tu wymienił taką sumę - myślałem że proponuje mi kupno tej taksówki. A, przejdę piechotą ten kawałeczek. Jednak się dogadaliśmy (porządny człowiek, chyba nie był z Krakowa). wysiadam przy tablicy oznaczającej Koło Polarne. Tuż obok jest stacyjka o nazwie Polar Sirkelstotte a przy drodze pomnik jeńców jugosławiańskich którzy tę drogę budowali. Obfotografowałem co mogłem i to tyle. Trochę rozczarowujące wobec wyobrażeń jakie miałem. Ale ogólnie było fajnie. Czekam na autobus który mnie stąd zabierze. Teraz prawdziwe wyzwanie. Czas na Zubki Białostockie! Żartowałem... PS. Chciłbym bardzo pdziękować wszystkim, którym chciało się to czytać. To znaczy że było warto :) Szczególnie dziękuję moim najwierniejszym "kibicom", którzy tak cierpliwie znosili moje kaprysy i fochy czyli: Pisces - Dziewczyno, kiedy ty śpisz?:) (no, chyba że piszesz zza Wielkiej Wody) Saunne - za całokształt. I za to że jesteś :)) i Stanisławowi, którego uważam za swojego Mistrza podróżniczego pisania. Stachu, wirtualny ale serdeczny uścisk dłoni...:) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Wspomnienia z podróźy do Nor Finale. IP: *.dip.t-dialin.net 26.01.03, 09:43 Ja tez Cie pozdrawiam And i tez nasze przesympatyczne dziewczyny tylko cos brakuje nam tu chatki... czyzby tak duzo nauki, szkoda bo zalozyla ten watek i jest tu "szefowa". Zeby nie byc natretem odpuszczam ten teren (moze chatka sie pojawi?), a jak bedzie mi to i owo wybaczone napisze o Normandii.W Normandii bylem w ubieglym roku w sierpniu. Ciao. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: saunne Re: Wspomnienia z podróźy do Nor Finale. IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 26.01.03, 10:56 Gość portalu: Stanislaw napisał(a): > Ja tez Cie pozdrawiam And i tez nasze przesympatyczne dziewczyny tylko cos > brakuje nam tu chatki... czyzby tak duzo nauki, szkoda bo zalozyla ten watek i > jest tu "szefowa". Zeby nie byc natretem odpuszczam ten teren (moze chatka sie > pojawi?), a jak bedzie mi to i owo wybaczone napisze o Normandii.W Normandii > bylem w ubieglym roku w sierpniu. Ciao. Stanislaw nie odpuszczaj. Chatka niedlugo sie pojawi - juz ja o to prosilam :) A jestem pewna, ze z wielka radoscia czyta kolejne wpisy. pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pisces Re: Wspomnienia z podróźy do Nor Finale. IP: *.stclar01.mi.comcast.net 26.01.03, 17:48 Z opoznieniem jak zwykle ,dziekuje i przesylam gorace pozdrowienia wszystkim. And,mysle ze gdybys Ty lub Stanislaw, pisali nawet o Zubkach Bialostockich totez byloby to swietne,macie talent chlopaki.Czekam(czekamy)na wiecej jest to bardzo interesujace. Stanislaw,mam nadzieje ze nie odlozyles key board na polke i opiszesz jeszcze jakies swoje podroze. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: saunne Re: Wspomnienia z podróźy do Nor Finale. IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 26.01.03, 10:52 Gość portalu: And napisał(a): > Saunne - za całokształt. I za to że jesteś :)) :) a ja dziekuje za cudne opowiesci, przekazane w niesamowicie obrazowy sposob. I za uwzglednienie w nich rysu historycznego. I za cierpliwosc w czekaniu na maile... ;) Trine to imie skandynawskie (przynajmniej tak mi sie wydaje...;), a czy saunne tez? Nie wiem. Tak jak pisalam w watku o nickach - pewnego dnia pojawil sie w mojej glowie i tak juz zostalo. Ktos juz mi mowil, ze mozna odniesc takie wrazenie. Od kiedy pamietam bardzo chcialam zwiedzic Norwegie, Finlandie i Islandie, wiec moze cos w tym jest... ;))) And musisz byc niesamowitym (albo szalonym ;) czlowiekiem skoro nie bales sie sam wyruszyc w taka podroz (spanie pod autostrada rozbroilo mnie w zupelnosci ;). Czekam na dalsze opowiesci (przyjemnie sie je czyta sluchajac Javetty Steele i Evy Cassidy). pozdrawiam. ps. Aha! Zgodnie ze zwyczajem - cdn... :) Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Wspomnienia z podróźy do Nor Finale. 29.01.03, 19:18 And - mam nadzieję, że na tym nie zakończysz. Dawaj dalej, choćby i o Zubkach... Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: saunne Re: Wspomnienia z podróźy do Nor Finale. IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 29.01.03, 19:40 ralston napisał: > And - mam nadzieję, że na tym nie zakończysz. Dawaj dalej, choćby i o Zubkach.. > . > Pozdrawiam. wlasnie. A Rals moze cos w zakamarkach pamieci znajdzie? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Wspomnienia z podróźy do Nor Finale. IP: *.dip.t-dialin.net 26.01.03, 09:26 Ciekawy kawalek. A jesli chodzi o zatrzymywanie na stopa to w Islandii to samo - zero reakcji. Po miesiacu pobytu postanowilem zarezerwowac dzien powrotu. Ta islandzka linia lotnicza (nazwy juz niestety nie pamietam) miescila sie przy jakiejs ulicy w Reykiaviku, a tak naprawde to dobre 20 km od centrum. Moglem tam dojechac tylko taksowka no i najpierw byl asfalt, potem droga gruntowa a na koniec jak najbardziej jechalismy po skalach, stromo w gore - identycznie jak na Polonine Wetlinska w Bieszczadach. Powrot byl na piechote, najpierw z 5 km po tych skalach, calkowite pustkowie i duze trudnosci by nie zboczyc z trasy no i w koncu normalna droga. Te nastepne 15 km musialem przejsc bo nikt sie nie zatrzymal. Ciekawie wygladal powrot. Dojechalem z Reykiaviku do Keflaviku autobusem nie wiedzac ze do portu lotniczego jest jeszcze kawal drogi. Postanowilem przejsc na piechote i tu dopiero zdziwko. Ale nie u mnie tylko u tych wszystkich ktorzy mnie mijali samochodami. Tam nikt nie chodzi piechota!!! Miedzynarodowy port lotniczy w Islandii zbudowali Amerykanie ktorzy obok maja wielka baze militarna. Wiec jak tak szedlem i nikt sie nie zatrzymywal to nadlecial ogromny helikopter amerykanski i chyba dobre 10 minut ogladal mnie z wszystkich stron i pewnie fotografowal.Machalem mu po przyjacielsku, ze niby nie jestem terrorysta. Nie wiem jaki to odnioslo skutek ale nie strzelal... Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Tanzania 06.03.03, 22:14 Nxa mnie dzisiaj zmobilizował do tego, żeby odświeżyć ten wątek, a więc dalej jeszcze trochę o Tanzanii: Po raz pierwszy od ponad tygodnia budzę się nie na wąskiej i krótkiej karimacie, ale w najprawdziwszym łóżku. I jest to także chyba pierwsza od tygodnia porządnie przespana noc, nie przerywana chrapaniem z sąsiednich (i własnego!) namiotów i bez tętna utrzymującego się na poziomie 120 uderzeń na minutę. Rano pierwszy od wielu dni porządny posiłek – tzn. śniadanko kontynentalne w hotelu. Jakże odmienne od tego, co przyszło nam jadać przez ostatnie dni... przepyszne świeże owoce, jajecznica na bekonie, wędliny, ser żółty – pycha. Potem szybkie pakowanie się i już ładujemy się do dwóch busików i... żegnaj Arusho! Kierujemy w stronę granicy z Kenią. Po drodze prosimy Juliusa, naszego kierowcę, żeby zatrzymał się gdzieś przy jakimś sklepie z pamiątkami. Poleca nam jeden, zaznaczając, że mają tam bardzo ładne rzeczy, dobrej jakości, ale niestety nie należą do najtańszych i co gorsza, nie można się tam targować. W to ostatnie trudno jest nam uwierzyć, po naszych dotychczasowych afrykańskich doświadczeniach, ale na miejscu okazuje się, że rzeczywiście nie jest łatwo. Istotnie mają ładne pamiątki, bardzo starannie wykonane, ale żądają za nie dokładnie tych cen, które wypisane są na przyklejonych dyskretnie małych, papierowych etykietkach. W powietrzu unosi się trudny do opisania zapach. Jakaś mieszanka woni wilgotnej ziemi (może dlatego, że niedawno padało?), drewna i zapachów korzennych... Wybór jest duży na tyle, że trudno się zdecydować. Są przeróżnej wielkości i barwy maski, rzeźbione figurki wojowników masajskich we wszystkich możliwych rozmiarach, pięknie rzeźbione i polerowane figurki antylop, nosorożców, słoni, lwów, żyraf, bawołów; zdobione noże i włócznie, tarcze z barwionej krowiej skóry, ozdoby instrumenty i przeróżne przedmioty codziennego użytku, których przeznaczenia czasem odgadnąć nie sposób... Ostatecznie w torbie ląduje figurka Chrystusa o murzyńskich rysach, nóż do papieru z rzeźbioną głową Masaja, polerowana drewniana maska i jeszcze parę drobiazgów. Po dokonaniu wyboru, kierujemy się w stronę ustawionego w rogu ciemnego sklepowego pomieszczenia kontuaru, żeby uiścić zapłatę. Nieśmiało próbujemy ponowić negocjacje cenowe i po kilku minutach ożywionej dyskusji osiągamy pewien sukces. Czynnikiem, który decyduje o powodzeniu okazuje się po prostu użycie kilku słów w języku swahili. Ale nawet to nie było w stanie obniżyć cen o więcej niż 10% - rzecz tu zupełnie niezwykła... Tak więć z kieszenią lżejszą o kilkadziesiąt dolarów, siadam na schodkach przed sklepem. W oczekiwaniu na kolegów, którzy jeszcze marudzą z zakupami, przyglądam się pracy kilku Tanzańczyków, z zapamiętaniem dłubiących w jakimś jasnym drewnie. Na moich oczach powstaje sporej wielkości rytualna maska, która później pobejcowana na czarno, będzie udawać szlachetny heban... Nie wiedzieć skąd pojawiają się ciekawe wszystkiego, jak w każdym miejscu na świecie, dzieciaki. Kiedy jednak podnoszę do góry obiektyw aparatu, spłoszone znikają za węgłem domu. Potem dobiegają mnie już tylko chichoty i czasem zza rogu ukazuje się na moment para wciąż zaciekawionych oczu... Pakujemy się do samochodów i ruszamy dalej. Po drodze mijamy wioski, czy też małe miasteczka, zbudowane na ogół z glinianych chat, niektóre, te bogatsze mają prawdziwe murowane budynki. Wszędzie zaś nieśpiesznie poruszają się bajecznie kolorowo poubierani ludzie. Kobiety w długich, powłóczystych szatach, mężczyźni noszą się częściej z europejska, ubrani w spodnie i wściekle kolorowe koszule. Z tłumu zawsze wyróżnia się masajski wojownik, nieodmiennie okryty czerwonym, rzadziej fioletowym płaszczem i zawsze trzymający w ręku, jeśli nie włócznię, to chociaż krótki kijek – znak wojownika... cdn Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Pisces Re: Tanzania IP: *.stclar01.mi.comcast.net 07.03.03, 00:01 Ralston,swietne,przeczytalam za jednym tchem,mam tylko malutka prosbe zeby zamiast >..dalej jeszcze troche... bylo >... dalej jeszcze wiecej.. Jest to najciekawszy watek,czekam wiec na obiecany cnd. Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Re: Tanzania 07.03.03, 00:54 i ja obiecuje sie poprawic. Do Lwowa jade! :))) Odpowiedz Link Zgłoś
saunne aneks do Maroka 07.03.03, 10:09 pozwalam sobie (bez pytania - Chatko nie gniewaj sie!) umiescic link do zdjec Chatki z Maroka. Mysle, ze to najodpowiedniejsze miejsce do tego. foto.onet.pl/albumy/album.html?id=6115&k=7&q=chatka_&nxt=0 pozdrawiam! Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: aneks do Maroka 07.03.03, 10:20 Obejrzeć warto. Jest tam wiele interesujących fotografii. Zwłaszcza ostatnia. Brakuje jednej, która była obiecywana - "Chatka w hammamie". Niepocieszony jestem... Odpowiedz Link Zgłoś
chatka_ Re: aneks do Maroka 13.03.03, 11:31 saunne napisała: > pozwalam sobie (bez pytania - Chatko nie gniewaj sie!) umiescic link do zdjec > Chatki z Maroka. Mysle, ze to najodpowiedniejsze miejsce do tego. > > > <a href="foto.onet.pl/albumy/album.html? id=6115&k=7&q=chatka_&nxt=0"targ > et="_blank">foto.onet.pl/albumy/album.html?id=6115&k=7&q=chatka_&nxt=0</a> > > pozdrawiam! Zobaczcie te fotke: chlip.pl/foto/?wo=1996-2000-debiut&action=show&file=chlip16 a potem foto.onet.pl/albumy/zdjecie.html?no=33&id=6115&q=chatka_&k=10&nxt=27:)))) foto.onet.pl/albumy/zdjecie.html?no=33&id=6115&q=chatka_&k=10&nxt=27 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: aneks do Maroka IP: *.dip.t-dialin.net 13.03.03, 11:49 Zdjecia sa przesliczne, ogladalem je w te i we wte pare razy. Ale gdzie Ty jestes Chatko, to jedne malutkie na koncu to stanowczo za malo. Wiecej Chatki! Odpowiedz Link Zgłoś
aand Re: Góra Zborów 10.03.03, 22:06 Najblizsza wyprawa jaka mnie czeka...to wyprawa na dach , bo kawki komin zatkaly :) Wyciagam teraz uprzaz, liny z szafy i przypomniala mi sie jedna przygoda. No to ja opowiem ;) a co... Miejsce akcji: Góra Zborów w Jurze Krakowsko-Czestochowskiej, jedno z piekniejszych i fajniejszych miejsc do wspinaczki skalkowej w Polsce. Czas akcji: wczesna wiosna to jakos bylo , bo latem to oblozenie dróg wspinaczkowych jest takie ze stoi sie przy scianie w kolejce... Osoby dramatu: Radek - mój cioteczny brat, który zarazil mnie bakcylem :) , ja, ...czekolada i portledge. A wszystko wlasnie przez ten portledge (to rodzaj skladanej lezanki na ktorej nocuje sie w scianie, przedtem oczywiscie wpinajac ja w punkt asekuracyjny). Radek kupil sobie te "polóweczke" i b. namawial mnie zebysmy pojechali ja wypróbowac. No to próbujemy... wspielismy sie te dwadziescia metrów nad ziemie i szukujemy nocleg w scianie. Portledge wpiety, my wpieci, idziemy spac. A jeszcze na ziemi Radek wpadl na szatanski pomysl. Aby mu sie nie "zachcialo" tam na górze, nazarl sie czekolady, za przeproszeniem na zaparcie. Zjadl chyba ze dwie tabliczki... Dobrze, umoscilismy sie na tym wyrku, a musze powiedziec ze to jest w zasadzie lózko jednoosobowe. Dwie osoby bardzo burza jego równowage... jak sie okazalo. Ale po kolei. Niewygodnie, ale jakos drzemiemy. Tzn. ja zasnalem natomiast o Radka "upomniala sie" jednak natura. Rad nie rad, musia sie przysunac nad krawedz i sciagnac portki... Portlede od tych manewrów zaczal sie hustac ale to mnie jeszcze nie obudzilo. Natomiast brat przezywal meki. Gdyby nie ta czekolada poszloby pewnie raz dwa, a tak nic... coraz gorzej. W koncu przy którym kolejnym poruszeniu, obudzilem sie. Chciale zobaczyc co z Radkiem, przechylilem sie na jego strone...i FIK! Wywrócilismy sie! To bardzo dziwne uczucie, wisiec pod lózkiem na wysokosci paru pieter... Wszystko co nie bylo przypiete oczywiscie spadlo, dobrze ze przymocowalismy zapasowa line, dzieki czemu moglismy zjechac na dól. Zawiódl czynnik ludzki, sprzet chyba zdal egzamin ;) A portledge czeka na nasza wyprawe w Yosemite na "El Kapitan" (kilometr pionowej sciany! Niezle). Gromadzimy sprzet i fiananse w nadziei ze moze w tym roku sie uda... :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: nxa Re: Góra Zborów IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 10.03.03, 22:11 :))) natury nie da się oszukać Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Stanislaw Re: Góra Zborów IP: *.dip.t-dialin.net 10.03.03, 22:29 A moze tak pochodzic po gorkach malych i troche wiekszych. Nazrec sie trawy, popic woda ze strumyka...:) Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Góra Zborów 10.03.03, 22:51 Kapitalne! Dobrze, że nikt nie nocował pod ścianą :))) Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Kenia 10.03.03, 22:48 Granica tanzańsko-kenijska. Zatrzymujemy się przy biurze wizowym. Jako, że nie jesteśmy obywatelami Wielkiej Brytanii uiszczamy normalną opłatę. Brytyjczycy muszą płacić więcej – sic! To w ramach retorsji za zbyt wysokie, zdaniem rządu Kenii, opłaty jakie Wielka Brytania każe płacić jej obywatelom za wizytę na Wyspach. Po wyjściu z biura opada nas grono masajskich kobiet, usiłujących sprzedać nam znowu jakieś pamiątki. Grupa bajecznie kolorowa i szalenie egzotyczna. Długie powłóczyste szaty we wszystkich możliwych kolorach. Ale żadnych tam pasteli – tylko barwy jaskrawe, aż oczy bolą! Głównie czerwienie, żółcie i pomarańcze... Na rękach mają przewieszone równie pstrokate tkaniny, charakterytyczne naszyjniki z koralików, różnego rodzaju biżuterię... W dłoniach trzymają rzeźbione figurki zwierząt, maski i różne inne drobiazgi. Na odczepnego kupujemy kilka sztuk jakichś bransoletek i wisiorków, ale kobiety nie dają za wygraną – cały czas uważają, że utarg jest za mały i że z pewnością marzymy o tym, żeby coś jeszcze dokupić. Nie przejmują się naszymi przeczącymi ruchami głowy ani wyraźnym gestami na nie. W pewnym momencie stają się już bardzo głośne i natarczywe, jednocześnie nie dają się przekonać, że naprawdę nie mamy zamiaru już nic kupować. Na ten widok z biura wizowego, bez ostrzeżenia wypada nagle umundurowany strażnik z długim, cienkim kijem. Kilka szybkich smagnięć i kobiety spłoszone znikają. Powracają jednak, kiedy strażnik znowu znika, zniechęcony panującym na zewnątrz upałem. Powinno się tu wysyłać na szkolenie sprzedawców z Polski... a może lepiej nie? Wydaje się nam, że wewnątrz samochodu będziemy bezpieczni, ale złudna to nadzieja... tłumek nadal kłębi się przy oknach, przystawiając do szyb coraz to nowe pamiątki. Dopiero klakson i zwiększone obroty silnika sprawiają, że Masajki odskakują od samochodu Ruszamy i po chwili jesteśmy już w Kenii. O dziwo - nikt nie sprawdził samochodu ani naszych dokumentów. Gdybyśmy po prostu przejechali granicę, nie zatrzymując się przy biurze wizowym, prawdopodobnie nikt nie zwróciłby nawet na to uwagi. Szukam widocznych gołym okiem zmian między jednym a drugim krajem, ale poza tym, że reklamy Pepsi zastąpiły teraz czerwone tablice Coca-coli, innych różnic na razie nie widać... Ruch i tu i tu lewostronny, drogi tak samo parszywe – dziura na dziurze, co zmusza Juliusa do częstego wjeżdżania na prawy pas drogi. Ludzie podobnie, kolorowo ubrani, podobnie też jak w Tanzanii, z tłumu wyróżniają się Masajowie. Z czasem jednak odnoszę wrażenie, że miasteczka są jednak jakby bogatsze. Mniej tu marnych glinianych chatek, więcej zaś domów murowanych. Po obu stronach drogi w oddali widoczne są szczyty gór. Na ogół są to pojedyncze wulkany, ale na wschodzie widać nawet coś na kształt łańcuchów górskich. Wokół rozciąga się sawanna i mimo, że nie jesteśmy w żadnym parku narodowym, od czasu do czasu pojawiają się stada zebr i antylop gnu, leniwie przemierzając rozległe przestrzenie. Widok niesamowity, ale to prawdopodobnie dopiero przedsmak tego, co nas czeka... cdn. Odpowiedz Link Zgłoś
aand Re: Kenia 11.03.03, 08:15 Raalsie, ales mi zadal zagwostke. Po przeczytaniu nie wiem czy chcialbym jechac w Yosemite czy do Kenii i na Kilimandzaro... :)) Pisz nastepne! :)) Odpowiedz Link Zgłoś
aand Re: Kenia 11.03.03, 08:32 ralston napisał: > Jedź! :))) :))) :))) Poczekam az wszystko napiszesz, potem wydrukuje i juz zaoszczedze na przewodniku... Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Re: Kenia 11.03.03, 08:53 Kenya, to jest mnóstwo duży kraj... Ty nie kupować książki, ty przewodnik wynająć w Kenya! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Oka Yosemite! IP: *.17.79.204.lifespan.org 11.03.03, 19:51 Ale Yosemite tez musisz koniecznie zaliczyc! Bylam tan w lipcu i zapewniam Cie, ze na pewno nie bedziesz zalowal! aand napisał: > Raalsie, ales mi zadal zagwostke. Po przeczytaniu nie wiem czy chcialbym jechac > > w Yosemite czy do Kenii i na Kilimandzaro... :)) Pisz nastepne! :)) Odpowiedz Link Zgłoś
aand Re: Yosemite! 12.03.03, 08:48 Gość portalu: Oka napisał(a): > Ale Yosemite tez musisz koniecznie zaliczyc! Bylam tan w lipcu i zapewniam > Cie, ze na pewno nie bedziesz zalowal! Tak, dzieki.:) Yosemite jest "priorytetowe". Mam nadzieje ze sie uda. Oka, napisz cos wiecej, jak tam bylo (bo towarzystwo forumowe bedzie Ci wiercic dziure w brzuchu...;)) A lepiej zeby Twój brzuch zostawili w spokoju...;))) Odpowiedz Link Zgłoś
ralston Kenia, Nairobi 11.03.03, 19:17 Zatrzymujemy się na przedmieściach Nairobi przed restauracją Carnivore. Jest to cały kompleks niskich budyneczków, połączonych zabudowanymi patio. Wokół fantastyczna tropikalna zieleń, przez pootwierane okna i drzwi, do wewnątrz, wpada śpiew ptaków. Wita nas kenijska piękność ubrana w jak najbardziej europejskiego kroju, czerwoną sukienkę i prowadzi nas do już przygotowanego stołu. Zasiadamy i już po chwili pojawia się kucharz z informacją, co będziemy jedli. Pokazuje siedem rodzajów sosu, które umieszczone w niedużych miseczkach znajdują się na obrotowym, drewnianym talerzu i objaśnia jaki sos należy stosować do jakiego mięsa. Na koniec dodaje, że nie ma obaw – jeśli ktoś nie spamiętał - powtórzy tuż przed podaniem mięs. Odnotowujemy kolejną różnicę w porównaniu z Tanzanią: w miejsce Kilimanjaro Lager, pojawia się bardzo popularny tutaj Tusker, z charakterystyczną głową słonia na etykiecie. Jako, że słoń od żyrafy mocniejszy (na etykiecie Kilimanjaro Lagera, jest właśnie żyrafa), toteż i piwko nieco ciemniejsze i zacniejsze w smaku :) Na stół wjeżdżają półmiski z kolejnymi rodzajami mięs. Każdorazowo kelnerów poprzedza kucharz, z uśmiechem informując, co za chwilę zostanie podane i z jakim sosem należy to łączyć. Wygłodzeni dość długą podróżą, ochoczo rzucamy się na jakiś lokalny drób (to chyba szło z sosem czosnkowym), potem na jakąś wołowinę (zabijcie – nie pamiętam z jakim sosem). Następnie na stół wędrują coraz to bardziej egzotyczne potrawy: antylopa (pyszności!), stek z zebry z sosem miętowym – rozkosz dla podniebienia, mięso krokodyla (nie polecam, łykowate strasznie i zawiewa aromatem stuletniego kutra rybackiego) i różne inne atrakcje, których już nie pomnę... Wychodzimy, a właściwie wytaczamy się, z restauracji na zewnątrz. Jesteśmy obżarci do granic wyobraźni...tak może się czuć tylko lew, po upolowaniu bawołu... Pakujemy się znowu do samochodu i jedziemy do hotelu – ale tylko na chwilę – po to, żeby zostawić niepotrzebne bagaże w przechowalni. Przejeżdżamy przez centrum Nairobii. Gdyby nie egzotyczna roślinność i mnóstwo czarnoskórych na ulicach, możnaby pomyśleć, że jesteśmy w dużej europejskej metropolii. Wokół budynki z betonu, szkła i stali, liczne wieżowce i biurowce, i tylko ruch jakby mniejszy, dostojnie, leniwie toczy się życie. Nie widać ludzi biegnących gdzieś w pośpiechu, nerwowo przepychających się przechodniów – tu też obowiązuje zasada: pole,pole (w swahili: pomału, pomału). Właściwie może się tu podobać, przeszkadza tylko jedna myśl, cały czas pozostająca z tyłu głowy: według statystyk Nairobii to miasto, gdzie popełnia się bodaj najwięcej przestępstw na świecie. W końcu nie tak dawno wyleciała tu w powietrze ambasada USA... Kiedy opuszczamy Nairobii, słońce zaczyna już pomału swój marsz w dół, do horyzontu. Po lewej doskonale widać malownicze kopulaste pagórki, porośnięte ciemnozieloną roślinnościa. Tam, wiele lat temu, miała swoje farmy kawowe Karen Blixen, co przypomina, że czas naszego pożegnania z Afryką już nieodległy... Odpowiedz Link Zgłoś
aand Re: Kenia, Nairobi 12.03.03, 08:51 ...nie widze cdn. Ale beda nastepne odcinki? :)) Odpowiedz Link Zgłoś