Dodaj do ulubionych

Dziki jest ten swiat

    • Gość: saunne Re: Dziki jest ten swiat IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 08.07.02, 19:50
      wreszcie zapoznałam się z całym tym jakże cudownym wątkiem (zabrało mi to z 1,5
      godziny...) i szczęka mi opadła! Ja chcę więcej!!! Zastanawialiście się nad
      wydaniem książki?
      • ralston Re: Dziki jest ten swiat 08.07.02, 19:55
        Myślę, że Akir i Chatka powinni się nad tym poważnie zastanowić :)
        • Gość: saunne Re: Dziki jest ten swiat IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 08.07.02, 20:23
          Ty także Ralston! Głupio mi się powtarzać, ale napięcie rosło w miarę wchodzenia
          na szczyt :)
          • ralston Re: Dziki jest ten swiat 08.07.02, 20:32
            Gość portalu: saunne napisał(a):

            > Ty także Ralston! Głupio mi się powtarzać, ale napięcie rosło w miarę wchodzeni
            > a
            > na szczyt :)

            Napięcie rosło? Masz jakieś kłopoty z zasilaniem? Ja stosuję filtr
            przeciwprzepięciowy i jest o.k. :)
            • saunne Re: Dziki jest ten swiat 08.07.02, 21:27
              ralston napisał:

              > Gość portalu: saunne napisał(a):
              >
              > > Ty także Ralston! Głupio mi się powtarzać, ale napięcie rosło w miarę wcho
              > dzeni
              > > a
              > > na szczyt :)
              >
              > Napięcie rosło? Masz jakieś kłopoty z zasilaniem? Ja stosuję filtr
              > przeciwprzepięciowy i jest o.k. :)

              Obawiam się, że tu i filtr nie pomoże ;) Nie ma rady - musisz kontynuować
              pisanie :)
              • chatka_ Blagam o zdjecia! 10.07.02, 09:01

                Ralsie
                przepraszam przepraszam przepraszam,
                ze dopiero wczoraj przeczytalam Twoje opowiastki i nie odnioslam sie do nich
                wczesniej. Wpadalam na forum na chwilke, taki mialam przynajmniej zamiar, ale
                chwilka przedluzala sie do pólnocy i nie starczalo czasu by by poczytac te
                opowisatki.
                Ralstonie jestes moim idolem!!! jakbys nawet przejechal na rolkch z Warszwy do
                Bialegostoku nie zrobiloby to na mnie takiego wrazenia jak szczytowanie w Afryce,
                i styl w jakim to opisujesz!!! Ralsie blagam o zdjecia z sawanny, blagam o
                zdjecia o swicie!Mnsotwo bede wdzieczna.
                I mnostwo mi Cie bedzie brakowalo na tym watku i na calym Forum:((((
                • marat_ Re: Blagam o zdjecia! 10.07.02, 09:09
                  Cześć Chatko!!
                  Co u Ciebie?
                  Pozdrowionka :))))))))))))
                  • chatka_ Re: Blagam o zdjecia! 10.07.02, 09:15

                    Maratku zaraz wracam, korzystam z goscinnosci biura podrozy i wlasnie sa tu
                    klienci i musze udostepniec komputer!
                    • marat_ Re: Blagam o zdjecia! 10.07.02, 09:23
                      No cóż, chyba w swojej wielkoduszności nie zwrócę uwagi na to, że mnie tak
                      często zostawiasz i porzucasz! Będę twardy i się nie rozpłaczę! No,
                      przynajmniej mam taki zamiar...
                      Chatka, wybierasz się gdzieś?
                      I jak znowu się podłączysz do sieci - wygonisz klientów biura podróży?

                      :)))
    • ralston Kilimandżaro Dzień 7 11.07.02, 21:16
      Dzień 7
      Chociaż dzisiaj można by sobie było pospać nieco dłużej, budzimy się
      tradycyjnie około 7, a właściwie budzą nas głośne śpiewy. To któraś z grup
      tragarzy i przewodników świętuje otrzymane napiwki. Śpiewem i żywiołowym tańcem
      wyrażają radość z otrzymanej zapłaty. Nie wiem tego na pewno, ale wiele
      wskazuje na to, że miejscowe firmy organizujące wspinaczkę, wiedzą doskonale o
      tym, że turyści, znając miejscowe zwyczaje, wręczają solidne napiwki – same
      raczej skąpo wynagradzają tragarzy. Stąd radość tej grupy jest ze wszech miar
      zrozumiała. My nasze „zadowolenie” wyceniamy na około 600 dolarów, co nie
      odbiega w dół od zwyczajowych stawek, ale też nie rzuca na kolana naszej ekipy.
      Poza pieniędzmi otrzymują również od nas trochę sprzętu turystycznego, ubrań i
      masę drobnych gadżetów, jakie zabraliśmy ze sobą z Polski – a to kieszonkowe
      radyjka, a to zegarki-reklamówki, jakieś chustki i koszulki oraz bardzo tu
      lubiane – długopisy.
      Po śniadaniu pakujemy graty. Robimy pamiątkowe zdjęcia całej naszej ekipy i
      pamiątkowej flagi na tle Kilimandżaro. Poranna aura jest bardzo łaskawa.
      Wyjątkowo długo ośnieżony szczyt widnieje na bezchmurnym niebie. Aż trudno
      uwierzyć, że jeszcze kilkanaście godzin temu byliśmy wszyscy gdzieś na tych
      białych połaciach... Znakomicie widoczny jest również szczyt Mt. Meru, który
      właśnie nabrał groźnego granatowego koloru, przypominającego burzowe niebo...
      Luźnymi grupkami rozpoczynamy schodzenie. Dziś wyjątkowo nie idę z nikim z
      naszej polskiej ekipy. Towarzyszy mi Muddy – ten, który sprowadzał mnie spod
      szczytu do barafu. Jego angielszczyzna jest „far from perfect”, jak możnaby to
      eufemistycznie określić, ale jakoś udaje się nam dogadywać. Muddy jest
      muzułmaninem, sunnitą. Sporo rozmawiamy o świeżych jeszcze w pamięci
      wydarzeniach z 11 września 2001 roku. Twierdzi, że to co robi Osama ben Laden,
      jest dalekie od prawdziwego ducha islamu. Mówi, że podczas wspinaczki, tam pod
      szczytem nieustannie modlił się za nas wszystkich. Na koniec dochodzimy do
      wniosku, że skoro Bóg jest jeden, to mój i jego musi być tym samym Bogiem...
      Las tropikalny na trasie Mweka jest jeszcze ciekawszy niż podczas pierwszego
      dnia wspinaczki, na trasie Machame. Zieleń jest tu bardziej żywa i świeża (a
      może to tylko kwestia pogody, bo dziś jest słonecznie i upalnie). Obserwuję
      bardzo ciekawe, wysokie drzewa, których pnie pokryte są plamami – wypisz
      wymaluj, wziętych prosto z munduru komandosa. Regularna panterka! Poza tym
      występują tu również drzewa iglaste, których w ogóle nie widziałem tu
      poprzednio. Momentami w powietrzu, zamiast ciężkiego, przesyconego wilgocią i
      wonią gnijących liści zapachu lasu równikowego, unosi się żywiczny aromat rodem
      z polskich borów... Do tego ptaki śpiewają obłędnie, woda szemrze w
      strumieniu... No właśnie – woda. Skończyła się już parę kilometrów temu – efekt
      upału i dość forsownego tempa marszu. W Polsce w górach, skoczyłby człowiek do
      strumyka, nabrał wody, wypił bez obawy i po kłopocie. A tu – ameba, że o innych
      świństwach nie wspomnę. Pić się chce jak diabli a ten strumyczek nieustannie
      denerwuje swoim szemraniem.
      Rad nie rad maszeruję dalej utykając, podobnie jak Muddy – każdy na prawą nogę.
      Stawy kolanowe odmówiły współpracy już wczoraj, przy schodzeniu z Barafu.
      Bardzo przydają się moje kijki trekkingowe. Jeden oddaję Muddy’emu i kuśtykamy
      jakoś razem aż do bramy Kilimanjaro National Park.
      Na bramie czeka już na nas ten sam autobusik, który kilka dni temu przywiózł
      nas na Machame Gate. Wpisuję się ostatni raz do zeszytu w budce strażnika
      parkowego i siadam w cieniu na ziemi, żeby odpocząć. Odpoczynek jednak nie jest
      mi dany. Natychmiast opada nas grupa handlarzy pamiątek, usiłując sprzedać już
      to dzidę, już to jakąś rzeźbioną maskę. Nie mamy ochoty na zakupy, ale Murzyni
      nie ustają w wysiłkach. Kiedy ceny zjeżdżają do około jednej trzeciej ceny
      wyjściowej – na odczepnego kupujemy kilka drobiazgów. Zastanawiam się tylko w
      jaki sposób przewiozę tę dzidę i noże na pokładzie samolotu...
      W pewnym momencie staje się jasne, że nic więcej nie chcemy już kupić, ale
      sprzedawcy dalej nie dają za wygraną i stają się coraz bardziej natarczywi i
      hałaśliwi... Okazuje się, ze ten hałas wyczerpał juz zakres cierpliwości
      strażnika, który w tym momencie wpada z długim cienkim kijem pomiędzy handlarzy
      i pierze bez litości, sprawiając, że odsuwają się na bezpieczną odległość i
      uśmiechając się nadal zachęcająco, patrzą na nas smutnie swoimi wielkimi
      białymi oczyma...
      Kiedy dochodzą ostatni z naszej grupy, pakujemy się do naszej Toyoty i jedziemy
      w dół do Arusha, do Novotelu. Hurra – można w końcu wskoczyć pod prysznic.
      Szampon co prawda zaczyna się pienić dopiero po trzecim płukaniu głowy – ale
      nie sposób nie odczuć że jesteśmy na powrót w cywilizacji...

      c.d.n.b.
      • chatka_ o marzeniach o podróżach 15.07.02, 14:27
        Przeczytalam wywiad w Podróżach z Kinga Choszcz, laureatka I wyroznienia w
        konkursie "Podroznik roku 2001" ktora jest wraz ze swoim przyjacielem Chopinem
        od czterch lat w podrozy stopem dookola swiata!!!Jestem pod ich ogromnym
        wrazeniem! Powiedziala cos, o czym juz kiedys rozmawialismy i trafnosc tego
        stwierdzenia uderzyla mnie bardzo. Podpisuje sie dwoma rekoma!!!

        "WIERZE ZE KAZDE MARZENIE DANE JEST NAM WRAZ Z MOCA DO JEGO SPELNIENIA".

        Moja pierwsza daleka podroz jest tego swiadectwem.Szereg zbiegow okolicznosci,
        ktore moglyby przejsc dosc niepostrzezenie gdyby nie czujnosc, otwartosc i
        troche szczescia. Oglosznie o trampingu do Indii przeczytalam na UW, na chwile
        przed wyjazdem do Londynu. Wow !!!Indie!!! moze za rok!? Zapisalam adres,
        wyjechalam zapomnialm na chwile o Indiach, ale zjawila sie pewna osoba, zguba
        gdzies z pod kosciola polskiego w Londynie, ktora nie mowila po angieslku, nie
        miala gdzie mieszkac i nie miala pieniedzy! Ale byla konserwatorem zabytkow z
        Krakowa, buddystka, ekcenryczka, wegatarianka, all in all bardzo kolorowa osoba
        z marzeniami o Indiach... Przyznaje sie nie wpadlabym na to sama by zamiast
        kupic samochod za pieniadze zarobione w Londynie, na co liczyli bardziej moi
        rodzice niz ja sama, pojechac przez pare kolejnych lat daleko w Azje! Adres
        zapisany wtedy w kalendarzu przypadkowo mialam ze soba...Miesiac pozniej bylam
        juz w drodze od Indii.
        Z MOngolia bylo podobnie, szepnelam komus zartem: gdybyscie za rok jechali do
        Mongolii to ja z Wami... Teraz tez marze i wierze ze marzenie spelni sie juz we
        wrzesniu...
        • Gość: chatka Trzy pieknosci Gobi IP: 212.33.92.* 19.07.02, 01:17
          Mam przed oczyma wiele twarzy, miejsc, spotkan, ktorych choc czastke udalo
          udalo mi sie utrwalic na fortografiach. Mam tez duzo wrazen niezatartych. O
          jednym a nich, o szczegolnym swietle i barwie glosu napisze dzisiejszej nocy.

          PO dwoch dniach wedrowki przez Park Narodowy Gurwan Sajchan (Trzy pieknosci
          Gobi)docieramy do Ulan Gol, gdzie mamy znowu spotkac sie z naszym
          kierowca.Wedrowka przez doline, przez las, laki soczyscie zielone jest
          ukojeniem dla nas po tygodniiu jazdy przez pustynie. Cisza tu przejmujaca, z
          rzadka wystepuja jurty, czesciej malej jeziorka, szemrzace strumienie, moze
          takie wlasnie sa Bieszczady?
          W Ulan Gol po raz pierwszy nocujemy w ger-campie, kempingu gdzie turysci spia
          w jurtach. Cieszymy sie niezmiernie, bo nie mielismy jeszcze okazji goscic noca
          w prawdziwej jurcie!! Wprawdzie nie jest to do konca prawdziwa jutra, bo
          urzadzona pod westow: wewnatrz tylko łóżka poustwiane dokola namiotu. Łóżko w
          koncu!!!, po srodku jeszcze piecyk, na ktorym w duzej misce gotujemy suteczaj.
          Cala jurta dla nas! Szybka kolacja i idzemy spac. W miedzy czasie przychodzi
          wlasciciel i proponuje koncert. MA byc dwoch spiewakow-grajkow. Nie spodziewamy
          sie niczego dobrego, tu na samym koncu Mongolii??? Gdy zasypiamy, w jurcie obok
          zaczyna sie koncert, najpierw niewyraznie dobiega dzwiek jakiegos instrumentu
          potem glos, niski gardlowy niepokojacy. Nie moge zasnac, wyslizguje sie ze
          spiwora i ide do jurty skad dobiega muzyka. Otwieram drzwi i poczatkowo nie
          bardzo cokolwiek widze, potykam sie o czyjes nogi, powoli jak oczy zacznaja sie
          przyzwycajac do polmroku dostrzegam tlumek miejscowych, scisniety w poludniowej
          czesci jurty przy drzwiach, a na wprost w centralnym miesjcu jurty, przy stole
          oswietlonym bladym plomieniem swieczki, siedzi Gosc w towarzystwie
          mlodej "miastowej" Mongolki. Europjeczyk? Amerykanin, to dla niego ten koncert.
          Po prawej stronie dwoch grajkow, jeden siedzi, drugi stoi i spiewa. Wpatruje
          sie na dlonie harpisty, na ktore pada malutkie swiatelko z latarki zawieszonej
          u sufitu, mala plamka migocaca na palcach uderzjacych struny harfy... On spiewa
          a wszyscy sluchaja w najwiekszym skupieniu. Spiewa piesni patriotyczne, piesni
          sentymentalne, piesni milosne, tlumaczka wyjasnie o czym sa piesni, chyba
          zbytecznie, twarz spiewka wszytsko mowi... Siedze tuz obok spiewajacego, spiewa
          tak entuzjastycznie ze wstaje i mu przytupuje, co wzbudza ogolny applauz!POtem
          zaczyna spiewac a raczej opowiadac piesni grajek. Nic nie rozumiem ale smieje
          sie z calym tlumem, ktory az poklada sie ze smiechu. Coraz powtarza sie refern
          ktory wzbudza najwieksze salwy smiechu. I ja mam lzy w oczach gdy patrze na ich
          twarze ogorzale, szczere, proste, dobre, rozesmiane,pelne szczescia.
          cdn
          • saunne Re: Trzy pieknosci Gobi 19.07.02, 07:54
            :) piękne :)
          • marat_ Re: Trzy pieknosci Gobi 19.07.02, 08:06
            Chatko, piękne... Piękne i wzruszające.
            Bardzo obrazowo oddałaś ulotną chwilę, której już może nigdy nie będzie dane
            zobaczyć.
            Jakbym widział Ciebie, wychodzącą ze śpiwora, z zaintrygowaniem szukającą
            Nieznanego, chłonącą scenę, która już pozostanie w Twojej pamięci na zawsze,
            odciskając swoje piętno...
            Tylko ludzie o nieprzeciętnej wrażliwości potrafią wyławiać perełki z
            otaczającej nas głębi...
            • Gość: Chatka Re: Trzy pieknosci Gobi IP: *.piasta.pl 19.07.02, 08:44
              Jej dziekuje Wam bardzo...
              to taki cytacik, mysle ze cudenej urody i madrosci mam dla Was w podziece i do
              dyskusji na weekend:
              Swoja ciekawosc trzeba umiec doskonalic. Jeden jedzie na Majorke drugi do
              Grudziadza, ale nie znaczy to ,ze swoja ciekawosc i ciekawosc swiata bardziej
              udoskonali ten pierwszy (...) Poza tym gdziekolowiek by sie pojechalo spotka
              sie tam gdzie sie dotarlo, przede wszystkim to co sie ze soba, to znaczy soba
              przywiozlo. Jesli przywiozlo sie ze soba niewiele - tak niewiele sie w drugim
              koncu swiata spotyka. I juz nic tu nie pomoze"
              E. Stachura
              • marat_ Re: Trzy pieknosci Gobi 19.07.02, 13:54
                Gość portalu: Chatka napisał(a):

                > Jej dziekuje Wam bardzo...
                > to taki cytacik, mysle ze cudenej urody i madrosci mam dla Was w podziece i
                do
                >
                > dyskusji na weekend:
                > Swoja ciekawosc trzeba umiec doskonalic. Jeden jedzie na Majorke drugi do
                > Grudziadza, ale nie znaczy to ,ze swoja ciekawosc i ciekawosc swiata bardziej
                > udoskonali ten pierwszy (...) Poza tym gdziekolowiek by sie pojechalo spotka
                > sie tam gdzie sie dotarlo, przede wszystkim to co sie ze soba, to znaczy soba
                > przywiozlo. Jesli przywiozlo sie ze soba niewiele - tak niewiele sie w drugim
                > koncu swiata spotyka. I juz nic tu nie pomoze"
                > E. Stachura

                Nie pytaj - ile możesz dostać, pytaj - ile możesz z siebie dać...
                • Gość: habitus Re: Trzy pieknosci Gobi IP: 212.160.127.* 19.07.02, 15:17
                  Chatko, gdyby Cię nie było - trzeba by Ciebie wymyśleć!
                  • ralston Re: Trzy pieknosci Gobi 30.07.02, 22:50
                    Gość portalu: habitus napisał(a):

                    > Chatko, gdyby Cię nie było - trzeba by Ciebie wymyśleć!

                    Amen.
                    • ralston Jeszcze o Gobi 07.01.03, 12:07
                      Znalazłem przypadkiem link ze zdjęciami z Gobi
                      www1.gazeta.pl/fotografie/5,35078,1045017.html
                      oraz bardzo ciekawy opis wyprawy rowerowej przez pustynię.
                      www1.gazeta.pl/wyborcza/1,34471,1224038.html
                      Polecam lekturę artykułu. Świetny.
                      • chatka_ Re: Jeszcze o Gobi 09.01.03, 22:22
                        ralston napisał:
                        href="http://www1.gazeta.pl/wyborcza/1,34471,1224038.html"target="_blank">ww
                        > w1.gazeta.pl/wyborcza/1,34471,1224038.html</a>
                        > Polecam lekturę artykułu. Świetny.

                        Ralsie dzieki! Strona z arykulem juz nieakualna, zapewne jest w archiwum, ale
                        przypominam sobie ze robiac porzadki przedswiateczne odlozylam Magazyn z tym
                        artykulem do przeczytania na potem! Czeka mnie wiec mila lektura dzis wieczorem!
        • Gość: saunne Re: o marzeniach o podróżach IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 19.07.02, 17:30
          > "WIERZE ZE KAZDE MARZENIE DANE JEST NAM WRAZ Z MOCA DO JEGO SPELNIENIA".

          coś takiego bardzo mi pomogło jakiś czas temu, choć...w sumie i tak musiałam
          potem z czegoś zrezygnować niejako wbrew swojej woli. Wierzę jednak, że i tak
          uda mi się jeszcze kiedyś odnaleźć "swoją ścieżkę" i siłę by nią podążać...

          Pozdrawiam - saunne zamyślona
    • ralston Re: Dziki jest ten swiat 30.07.02, 23:05
      Piszemy tu o Himalajach, Indiach, Afryce, Mongolii, Grecji itd. a są blisko
      zakątki równie dzikie albo i bardziej od tych opisywanych. Co więcej - te o
      których tu mówimy pomału się cywilizują a te bliskie, które mam na myśli
      dziczeją coraz bardziej. A mówię o ziemi na południe od Przemyśla, na której w
      kolejnych wydaniach map turystycznych znika jakaś wioska. Istnienia wielu z
      nich, można się domyśleć jedynie ze spotkanego nagle wysoko w lesie płaskiego
      miejsca - tu stał dom, drzew owocowych wykwitających z nagła pośród buków i
      jaworów, albo niebezpiecznych dla wędrowca studni dawno już pozbawionych
      cembrowiny i przykrytych wysoką trawą. Niektórych z tych wiosek nie sposób
      doszukać się wcale, bo z rozmysłem zniszczono wszelkie ich ślady - domy
      zburzono, studnie zasypano, drzewa wycięto, płaskie parcele rozjeżdżono
      spychaczami. I ciągnie się przez kilka kilometrów piękna, ale smutna i pusta
      dolina...
      Szlaki turystyczne, nawet te oznakowane zarastają jeżynami i tarniną i niełatwo
      się nimi poruszać. I to jest istotnie dziki świat. Pierwszy raz pojechałem tam
      w 1991 roku. Wróciłem właśnie z mojej dziewiątej już tam wyprawy. I w tym roku
      udało mi się dopiero po raz drugi spotkać wędrujących na szlaku turystów! Przy
      tym Pogórzu Bieszczady, to pełnia cywilizacji i miejsce nad wyraz zatłoczone.
      Szkoda, że niewiele jest takich miejsc w Polsce. Pięknych i dzikich
      jednocześnie... i z tak bogatą, choć bolesną historią...
      • chatka_ Re: Dziki jest ten swiat 31.07.02, 01:32
        A cdn????
        A duchy ???
        A niedzwiedzia widziales ???? :))

        • Gość: hmc Wow. IP: *.mad.east.verizon.net 31.07.02, 02:11
          Czy redakcja planuje moze wydac ten watek w wersji
          drukowanej??? Bo jesli tak to ja zamawiam jeden. Bo
          szkoda by bylo gdyby w wyniku ( odpukuje) jakiegos wirusa
          cos takiego stracic.
          Pozdrawiam wszystkich Hmc.
          • saunne Re: Wow. 31.07.02, 10:37
            Gość portalu: hmc napisał(a):

            > Czy redakcja planuje moze wydac ten watek w wersji
            > drukowanej??? Bo jesli tak to ja zamawiam jeden. Bo
            > szkoda by bylo gdyby w wyniku ( odpukuje) jakiegos wirusa
            > cos takiego stracic.
            > Pozdrawiam wszystkich Hmc.

            popieram Hmc i piszę się na drugi egzemplarz :)
            • chatka_ Re: Wow. 31.07.02, 11:01
              Niech az zacytuje
              Wy tak "serio,serio???? Pogięło" Was czy co? :)))
              • Gość: saunne Re: Wow. IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 31.07.02, 20:31
                chatka_ napisała:

                > Niech az zacytuje
                > Wy tak "serio,serio???? Pogięło" Was czy co? :)))


                My tak na serio, serio, serio! A co nie podoba się? :)))))))))))))))
        • ralston Re: Dziki jest ten swiat 31.07.02, 18:18
          chatka_ napisała:

          > A cdn????
          > A duchy ???
          > A niedzwiedzia widziales ???? :))
          >
          Niedźwiedzi tam nie ma. Kilka lat temu jakiś się podobno pojawił, ale od dawna
          nikt go już nie widział.
          Duchy? Te i owszem są. Osobiście żadnego mi się spotkać nie udało, ale kilka
          lat temu był w jakiejś gazecie artykuł o duchu wędrującym w jesienne
          najczęściej noce ze wzgórza, na którym stał niegdyś dwór władyki
          Kopystyńskiego - do starej kapliczki pod lasem. W ubiegłym roku rozmawiałem z
          człowiekiem, który twierdził, ze tego ducha widział z bliska kilka razy. W tym
          roku dowiedziałem się, że staruszka odwiedzić można już tylko na małym
          zapomnianym cmentarzyku przy kopyśniańskiej cerkiewce... Odszedł ostatni z
          dawnych mieszkańców Kopyśna. Obecnie populacja wsi, to zdaje się już tylko trzy
          osoby, dwa psy i trochę kur...
          • chatka_ Re: Dziki jest ten swiat 31.07.02, 18:39
            Za to Ty duchem ciagle jestes tam...:)
            • ralston Re: Dziki jest ten swiat 31.07.02, 18:43
              chatka_ napisała:

              > Za to Ty duchem ciagle jestes tam...:)

              Rzeczywiście. Aż tak to widać?
              • chatka_ Re: Dziki jest ten swiat 31.07.02, 18:50
                Zgaduje, jeszcze dwa dni temu o tej porze pewnie u kostra siedziales, pod
                niebiem gwiazdzistym pod opieka duchow. A dzis jedyne duchy to tylko widmo
                pracy groznie wiszace nad Toba...
                • ralston Re: Dziki jest ten swiat 31.07.02, 18:56
                  Taaak. Dwa dni temu byłem jeszcze w prawdziwie dzikim świecie a dziś wróciłem
                  do innej dżungli.
                  Ale zapach ogniska ciągle jeszcze świeżo w pamięci i szum potoku i cykanie
                  świerszczy - i to piękno pomieszane z grozą, kiedy przypominało się o tym jak
                  bardzo cała ta ziemia w krwii była skapana od najdawniejszych czasów...
                  • chatka_ Re: Dziki jest ten swiat 31.07.02, 19:21
                    Niech Ci pocieszeniem bedzie bliskosc skrawka puszczy w tej junglii a i pewnie
                    pod balkonaem w krzakach zagniezdzil sie jakis swierszcz... Musze biec,
                    umowilam sie na rolki. Milego wieczoru. Papatki serdeczne ~~~~~:)))
                    • Gość: koro Re: Dziki jest ten swiat IP: *.bsk.vectranet.pl / 10.1.100.* 04.08.02, 18:00
                      niestety nie bedzie to historia z dżungli na borneo. miejscowość leńće. opodal
                      białegostoku. dotrzeć tam pewnie można drogą przez fasty i nowe aleksandrowo
                      (tam w prawo, albo też w jurowcach na lewo. polecam jednak trasę kajakiem od
                      wasilkowa w dół rzeki. przy licznych postojach i kapielach zajmie nam ta podróż
                      ok 2 - 3 godzin. a kiedy już dotrzemy ukaże się naszym oczom plaża na łące,
                      drewniana kładka zawieszona na niebotycznej wysokości 1 metra na lustrem wody
                      (dziewczyny jak idą to piszczą) i nieco dalej stary młyn.
                      można też popłynąć dalej i wylądować, aż w dzikich. tam też jest młyn. jak sie
                      będziecie wybierali, to uprzedżcie. powitam was na brzegu i pokażę, gdzie w
                      lesie rosną grzybki.
                      a'propos w najbliższą środę w królowym moście jest odpust św. anny. po
                      obejściu wszystkich kramików z obwarzankami i cukrową watą mozna wyskoczyć do
                      lasku. ilość samochodów parkujących zawsze przy poboczu wskazuje, że okolica
                      jest "grzybna".
                      • chatka_ Bornholm wyspa gorąca 29.08.02, 01:11
                        Z prawdziwa ulga opuszczamy Ustke, letnia stolice dresiarzy i ładujemy sie na
                        wodolot do Nexo. Stad wyruszymy dookola wyspy, czasami zapuszczajc sie w głąb
                        lądu. Gdybysmy jechali tylko wzdluz linii brzegowej zrobilibysmy zaledwie 140
                        km!Jak na tydzien to troche za malo :), ale hm... zrobilsmy niewiele wiecej!,
                        licznik po trzech dniach wskazywal w sumie 7 godzin jazdy :)))))) Inaczej sie
                        jednak nie da, jesli chce sie w pelni skorzystac z urokow wyspy. Trojka od paru
                        lat propaguje Bornholm jako raj dla rowerzytow. Zaledwie w latach 80-tych ktos
                        wpadl na pomysl by postawic na turystyke rowerowa i wybudowal kilometry
                        sciezek przecinajacych wyspe wzdluz, wszez i dookola! Sciezek w wiekszosci
                        asfaltowych, ale tez piaszczystych zawsze jednak swietnie oznakowanych
                        i ...przyjaznych. Nie raz przy sciezce, przy farmie napotykamy na stoliczek z
                        kawą, herbatą, w lodówkach turystycznych zimne napoje, w pudelku ciasto
                        murzynek, w skrzyneczce pieniadze i cennik!!! Gospodarze pewnie na polu! Wyspa
                        zadziwia nas od pierszego dnia, nikt tu nie zapina rowerow, szybko uczymy sie
                        tutejszych zwyczjów i wszędzie, czy na plazy czy w wiosce zostwiamy rowery z
                        calym bagazem niezamkniete! Doswiadczamy uczucia dotad nieznanego, jest to
                        poczucie wolnosci i niewyobrazlanego relaksu, jaki daje uwolnienie od strachu o
                        wlasny dobytek, uwolniene od starchu ze ktos mi moze zrobic krzywde,
                        przywlaszczyc cos co do mnie nalezy! Okrzykujemy Bornholm wyspa Utopia, wszytko
                        tutaj jest takie normalne, przyjazne, czyste i estetyczne, pelne uroku.
                        Wiec nie wolno na Borhomlmie sie spieszyc, na poludniu wyspy trzeba sie
                        wykąpać, plaze piaszczyste bielutkie jak na costa de sol, tyle ze bez hoteli i
                        dzikich tlumow, puste wlasciwie sa, tylko wydmy, wrzoswiska, dalej krzaki
                        dzikiej rozy i jezyn! Na polnocy i zachodnim wybrzezu beda juz tylko kamieniste
                        plaze. Polnoc jednak ma swoje atrakcje. Miejscowosci Swanke i Gudhjem to
                        malutkie wioseczki, przycupniete nad brzegiem morza, dba sie tutaj o to by
                        chatki rybackie ryglowane - z charakterystycznym murem pruskim, w kolorach
                        pomaranczy, żółci i różów wygladaly jak za dawnych czasow. Wieczorem przy
                        swietle gazowych lamp wygladaja jak scenografia teatralna, wydaja sie byc
                        jeszcze mniejsze. Nie mozemy sie powstrzymac by nie zagladac do srodka, w okna,
                        w ktorych nie ma zaslonek, a gdzie Dunczycy maja zwyczaj usatwiac przerozne
                        bibeloty! Noca zycie w wiosce zamiera, tylko na samym nadbrzezu błąka sie paru
                        turystow, pala sie swieczki na schodach na taras, a w malej kafejce pani spiewa
                        live jazz. W dzien wdrapujemy sie na pobliskie wzgorze i z gory patrzymy na
                        czerwone dachy domow i charakterystyczne biale kominy wedzarni!!! Tutaj zjemy
                        najpyszniejsze sledzie na swiecie!! Mieciutkie, jakby maślane w pysznych slodko-
                        kwasnych, korzennych marynatach, sosie currym, panierce i slodkiej marynacie,
                        wedzone makrele rownie masalne jak sledzie, plastry łososia, z konserwowanymi
                        buraczkami, dipami, salatka ziemniaczana, chlebkiem czarnym. Przy takich
                        delikatesach tradycyjny wedzony bornholmer z żółtkiem, czyli 'sol over
                        Gudhjem '(słońce nad Gudhjem) wypadł raczej blado! Koniecznie w Gudhjem trzeba
                        sledziki zjesc wykupic bilecik za 78 koron i "jeść ile dusza zapragnie" (To byl
                        zreszta jedyna informacja w jezyku polskim :), reszta wylacznie po dunsku,
                        angielski tez maja w glebokim powazaniu :) Powtorke mozna zrobic na zachodnim
                        wybrzezu w rownie slynnych wedzarnich w Hasle. Po drodze na najbardziej
                        wysunietym na zachod krańcu wyspy miniecie przepieknie położony niczym latarnia
                        morska zamek Hammerhouse. Wiedzie do niego parogodzinny szlak wzdluz brzegu
                        morza wsrod wrzoskwisk i glazowisk i znowu dzikiej róży i jeżyn.
                        I taki jest caly Bornholm, tylko Ronne "stolica" wyspy, mozna by okreslic
                        mianem miasta, reszta to ciche wioseczki i kolorowe chatki na wybrzezu,
                        wewnatrz wyspy krajobraz rolniczy, troche lasu, mozna w nim nawet pokrzyczec w
                        dolinie echa!, cudne naprawde tajemnicze wąwazy, roslinność tu prawie
                        tropikalna, sprzyja jej szczegolny mikroklimat. I pomyslec, ze to tylo 3
                        godziny wodolotem od polskiego ryczącego wybrzeza...
                        cdn
                        • Gość: koro Re: Bornholm wyspa gorąca IP: *.bsk.vectranet.pl / 10.1.100.* 29.08.02, 16:31
                          chatko kiedy wracasz? brak nam twego uśmiechu!
                          • chatka_ Re: Koro 30.08.02, 14:24
                            Juz wrocilam, smolarze na dachu kable popalili i skutecznie od swiata mnie
                            odcieli, na dzien przed wyjazdem :(((!! A do ogrodka a tym bardziej przed
                            telewizor :)jakos nie po drodze :)
                            Tak szeroko jak Ty nie potrafie, ale szczerze sie :))))))
                            • chatka_ Dziki jest ten swiat 30.08.02, 15:36
                              Ja wrocilam, wszakze by sie pozegnac, ale gdzie Wy jestescie??? Pusto tu choc
                              juz prawie po wakacjach. Mam nadzieje ze w jesienne wieczory powroca
                              wspomnienia z wakacji...Oka mam tytul na Twoje opowiaski z urlopu 1 i 2:
                              "Północ-Południe" :)))))
                              • Gość: Oka Re: Dziki jest ten swiat IP: *.17.79.204.lifespan.org 30.08.02, 21:21
                                Dobre! Mozna tez zatytulowac "Wschod - Zachod".
                                • chatka_ Re: Dziki jest ten swiat 10.09.02, 23:35
                                  Niech bedzie najpierw o zachodzie... slonca i kapieli w oceanie, na jednej z
                                  niewielu plaz w Maroku na ktorej moga kapac sie kobiety. Spotykamy tam
                                  tubylcow, ktorzy przyszli sobie Europejki rozneglizowane poogladac, i pogadac,
                                  ponarzekac, ze tu bieda ze oni najchetniej to by do Niemiec uciekli. Pytamy
                                  wiec "Jaka myslicie pô co my tu przyjezdzamy?. "Bo tu jest najpîekniejsze
                                  slonce!!!" EEE...takie slonce jest tez we Wloszech, we Francji. Nie daja sie
                                  przekonac. chwile potem gdy slonce chyli sie ku zachodowi to my mamy okazje
                                  przekonac sie, ze slonce jest tu najpiekniejsze, inne, szczegolne, rzucajece
                                  intensywnie pomaranczowe swiatlo, odbija nam sie na twarzach niczym blask
                                  ogniska...
                                  ze slonecznego Maroka
                                  Chatka :)
                                  cdn
                                  • ralston Re: Dziki jest ten swiat 11.09.02, 09:00
                                    Chatko - dawaj dalej!
                                    • Gość: Oka Re: Dziki jest ten swiat IP: *.17.79.204.lifespan.org 11.09.02, 23:07
                                      Ale fajnie, ze sie odezwalas!
                                      • saunne Re: Dziki jest ten swiat 12.09.02, 16:08
                                        Chatko - na wątku zebraniowym czeka propozycja wyjazdu do Algierii...
    • Gość: Jakub Byłem tu. W tym dziiikim zakątku świata. IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 12.09.02, 01:01
      Wyryłem więc turystyczny napis na starym drzewie: "Byłem tu. Pozdrow. dla
      plotkarek Chatki i Saunne". Rozbiłem też parę butelek o drzewa, żeby wędrowcy
      wiedzieli, że przybyłem z cywilizowanych okolic, gdzie są butelki po piwie.
      • Gość: koro Re: Byłem tu. W tym dziiikim zakątku świata. IP: *.bsk.vectranet.pl / 10.1.100.* 12.09.02, 16:04
        dziękujemy ci. to był wspaniały pomysł. mam nadzieję, że wrócisz w to samo
        miejsce ze swymi dziećmi. one też ci podziękują.
        • Gość: Jakub Re: Byłem tu. W tym dziiikim zakątku świata. IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 13.09.02, 21:35
          Na Waszym forum jest tak jakoś miło i nikt od razu nie leje dzikusa w buzię.
      • saunne Re: Byłem tu. W tym dziiikim zakątku świata. 12.09.02, 16:06
        Gość portalu: Jakub napisał(a):

        > Wyryłem więc turystyczny napis na starym drzewie: "Byłem tu. Pozdrow. dla
        > plotkarek Chatki i Saunne".

        Tak jak już wspomniałam wcześniej - witamy koleżankę po fachu :)

        Rozbiłem też parę butelek o drzewa, żeby wędrowcy
        > wiedzieli, że przybyłem z cywilizowanych okolic, gdzie są butelki po piwie.

        następnym razem zostaw pod drzewem całe - nie lubimy marnotrastwa...
        • Gość: Jakub Re: Byłem tu. W tym dziiikim zakątku świata. IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 13.09.02, 21:57
          Cześć Saunne
          Dzikusa nie znasz? Gdzież-tam by mi się chciało nosić butelki do B-stoku?
          Macie wirtualny "dziki zakątek", to się takoż dziko zachowałem.
          Wakacje miałem dzikie, niemal takie, jak w tym wątku. Od św. Jakuba do św.
          Idziego rowerowałem i pływałem (własnoręcznie!) na przemian. Najdłuższe etapy
          to: 130 km na rowerze i 3 km w zalewie wodnym. W tym ostatnim okazało się
          później, że pływałem razem z salmonellą. Sanepid zapomniał dopilnować
          wywieszenia stosownych tablic ostrzegawczych i gromada ludzi chłodziła sie tymi
          bakteriami. Na drugi dzień, nieco wystraszony, zadzwoniłem do sanepidu zapytać,
          co jest z tą salmonellą. Pani od tych bakterii odpowiedziała, że skoro
          przepłynąłem 3 km i żyję, to oznacza, że to salmonella zdechła !!!
          Pozdr.
          • Gość: saunne Jakub IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 14.09.02, 20:58
            Czy ten zapierający dech w piersiach wyczyn miał może miejsce pod koniec
            czerwca i wiązał się z pewnego rodzajem konkursem (choć to złe słowo), który
            polegał na przejściu, przejechaniu lub przepłynięciu określonej liczby
            kilometrów w ciągu 24 godzin?

            Pozdrawiam.
            saunne
            • Gość: Jakub Re: Jakub IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 14.09.02, 22:00
              Nie, nie. W sierpniu i nie miałem żadnych zobowiązań, to było tak zwyczajnie, z
              głupoty.
    • ralston Re: Dziki jest ten swiat 13.09.02, 11:29
      Jutro rano znowu wyruszam w dzikie strony. Niestety pogoda zapowiada się
      niezbyt ciekawa jak na spanie pod namiotem :( Po powrocie zapewne cosik Wam
      skrobnę...
      Pozdrawiam.
      Rals
      • Gość: Oka Re: Dziki jest ten swiat IP: *.17.79.204.lifespan.org 16.09.02, 22:30
        Czekamy z zapartym tchem...:)))))))))
        • saunne Re: Dziki jest ten swiat 17.09.02, 10:35
          Właśnie Rals...czekamy... :))))
    • ralston Kończy się noc 17.09.02, 23:44
      Na innym wątku trwa dyskusja na wcale poważny temat, któremu początek dała
      kończąca się noc Koro. Więc ja również kilka słów o ostatniej nocy. Właśnie
      wróciłem z ukochanego Pogórza. Pokój jeszcze pełen zapachów z motywem
      przewodnim dymu z ogniska. Z karimaty wypadł właśnie na dywan liść jaworu,
      przypominając że jeszcze kilka godzin temu byłem daleko stąd.
      Ostatnia noc rozpoczęła się od przepięknego wieczoru, który po deszczowym dniu
      był ciepły i suchy. Samotnie wybrałem się na krótki spacer. Już po kilkunastu
      minutach marszu ukazała się rozległa panorama z widokiem na Ukrainę. Po niebie
      przewalały się w zawrotnym tempie chmury przybierające przedziwne barwy w
      świetle coraz niżej położonego słońca, które w końcu schowało się za krawędzią
      lasu na sąsiednim szczycie. I wtedy... no cóż, trudno mi to będzie opisać, bo
      potrzebny byłby niezły operator z kamerą, żeby to pokazać... Znad lasu zaczęły
      się unosić w górę strzępy ni to mgły, ni to chmur. Las oświetlony silnym
      konturowym światłem był już w tej chwili samym kształtem, zarysem pozbawionym
      barw. Natomiast unoszące się mgły zachodzące słońce rozświetlało na złoto.
      Wyglądało to tak, jakby drzewa zaczęły nagle płonąć. Mgły unosiły się bardzo
      dynamicznie. Widok zmieniał się w sekundach. Barwa "płomieni" zmieniała się
      pomału ze złotej w jasnoróżową a potem w głęboką czerwień. Migawka aparatu sama
      trzaskała. Po chwili skończył się film. Mam nadzieję, że choć jedno ze zdjęć
      będzie udane...
      A potem były długie dyskusje przy ognisku i grzane wino z goździkami na
      rozgrzewkę, bo noce już chłodne raczej :) A w nocy - wszystkie odgłosy lasu.
      Szum buków i sosen, bębnienie deszczu w płachtę namiotu i nieodległe szczekanie
      jelenia czy pochrząkiwanie dzików. A rano, tuż po wschodzie słońca - klangor
      żurawi, których ósemka przeleciała w kluczu nad namiotami...
      Eeeech..., aż się wracać nie chciało!
      Co dziwne lasy są ciągle jeszcze w letniej szacie. Spodziewałem się już zastać
      buki w czerwieniach i żółte jawory - a tymczasem pierwsze, nieliczne jeszcze
      żółte liście szybko opadły na ziemię pozostawiając drzewa ciągle jeszczcze w
      zielonych barwach. Chyba to sprawka długiego i ciepłego lata, które chyba
      również sprawiło, że strumień, który tu jeszcze w maju płynął wartkim nurtem -
      prawie zupełnie wysechł, tak że z myciem były drobne kłopoty...
      Natomiast na Roztoczu, przez które wracałem jesień zaczyna już być widoczna.
      • Gość: Jakub Piękne. IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 18.09.02, 00:40
        Piękne.
        • ralston Re: Piękne. 18.09.02, 09:25
          Tak. Piękne, tylko umiejętności braknie, żeby to piękno uchwycić i oddać. Bo
          jak tu opowiedzieć to spowolnienie biegu czasu, kiedy schodzisz we mgle z góry
          i natrafiasz na poczerniałą ze starości drewnianą cerkiewkę i zapomniany
          cmentarzyk z pochylonnymi krzyżami? Wszystko przerośnięte wysokimi trawami i
          spowite we mgle. Tej niesamowitości opowiedzieć się nie da. Trzeba pojechać i
          doświadczyć samemu...
          • saunne Re: Piękne. 18.09.02, 09:37
            powtórzę za Jakubem: piękne. Umiejętności: :))))))))))
            • ralston Re: Piękne. 18.09.02, 09:57
              Dzięki Saunne, ale wierz mi, opowiedzieć się nie da....
          • Gość: Jakub Re: Piękne. IP: *.sandomierz.sdi.tpnet.pl 18.09.02, 10:31
            Własnie. Czas i samotność, to momenty sprzyjające obserwacji piękna (poza
            pięknem dziewczyn, bo tu do 'kontemplacji' potrzebna jest modelka). Chodziłem
            kiedyś trochę po Bieszczadach, trochę sam, trochę z Jasiem Leguminą. Mam z
            tamtych czasów zdjęcia - jeszcze czarno-białe (choć kolor już był!). Na jednym:
            Jasio nad potokiem, a za jego plecami, przy naszym prowizorycznym stoliku jakaś
            krowa kradnie nasz chleb! Nie zorientowaliśmy się od razu, zajęci
            fotografowaniem, i gdy w potoku zobaczyliśmy spodnią skórę z chleba, zgodnie
            stwierdziliśmy, że to jakaś świnia psuje Bieszczady. Rozczarowanie przyszło
            szybko, gdy zabraliśmy się do śniadania. To nie była świnia, tylko ta krowa
            pożarła nasz zapas chleba - duży, okrągły, dwukilogramowy chlebuś. Mieliśmy
            drugi, ale wychodziliśmy na trzy dni w góry, sklep o kilka kilometrów (chyba w
            Wetlinie), niedziela, w tamtych czasach sklep państwowy.
            Z tej łazęgi pamiętam wciąż piękny, dziki i bardzo tęskny śpiew jakiegoś
            drwala. Jasio, człek bywały w Bieszczadach, zabrał mnie do wówczas słynnej
            knajpki w Wetlinie, gdzie miałem obejrzeć sobie typy bieszczadników. Zadaszenie
            letnie, długie stoły z prostych desek, ławy, bar bieszczadzki. Piwkujemy sobie
            grzecznie obok gromady tutejszych pracowników leśnych, gdy śpiewak, nie
            przerywając osobliwego zadumania nad kuflem, uniósł nieco głowę i zaczął
            niesamowitym głosem długie crescendo na jednym dźwięku, poczynając od niemal
            niesłyszalnego pianissimo. I dopiero, gdy głos, nabierając mocy, odpowiednio
            wybrzmiał, zaśpiewał dalej swą melancholijną pieśń. Śpiewał przedziwnym bardzo
            wysokim głosem, w którym równocześnie słychać było jakby basowe dublowanie
            melodii, jakby ktoś w nim śpiewał unisono w oktawie. W towarzystwie cisza była
            absolutna. Czasem któryś z jego kumpli podniósł kufel z piwem, ale bezgłośnie.
            Co pewien czas drwale zerkali w naszą stronę. A my słuchaliśmy nieprzytomnie.
            Gdy skończył, tylko nieco opuścił głowę i jeszcze przez chwilę trwał w
            zadumaniu, aż w końcu podniósł kufel i solidnie go przechylił. I znowu zaczął
            się normalny gwar. To był niewątpliwie miejscowy artysta.
            • ralston Re: Piękne. 13.10.02, 22:27
              Te wspomnienia Jakuba uświadamiają w jakiś sposób, że takie Bieszczady już
              pomału odchodzą do historii. Kiedyś można tam było napotkać wielu oryginałów,
              ludzi ciekawych, jak ten zapiewajło z bieszczadzkiej knajpy. Dzisiaj wiele
              przypadkowych osób tam się pęta. Czasem aż gęsto od turystów, tak że aż miły
              skądinąd zwyczaj pozdrawiania na trasie staje się koszmarem, bo usta się nie
              zdążą zamykać między jednym "cześć" a drugim.
              Warto tam jeszcze ciągle pojechać w maju, czy we wrześniu. Ludzi jest znacznie
              mniej i można znaleźć odrobinę samotności...
      • ralston Re: Kończy się noc 23.09.02, 23:56
        www.plfoto.com/zdjecie.php?picture=45247
        Oto niezdarna próba wymalowania obiektywem tego, o czym pisałem...
        Wybaczcie fatalną rozdzielczość. Czekam na komentarze.
        • Gość: habitus Re: Kończy się noc IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.09.02, 08:55
          To jest takie samo uczucie jak oglądanie obrazu przez dziurkę od klucza. Można
          sobie wyobrazić skalę obrazu i ze skrawków zorientować się, że jest piękny, ale
          zobaczyć go w całości jest lepiej. Wtedy się przeżywa, a nie ocenia.
          Pojadę sobie w Bieszczady na początku października. Do Mucznego, albo gdzie
          indziej...
        • Gość: saunne Re: Kończy się noc IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 24.09.02, 10:27
          ralston napisał:

          > <a href="www.plfoto.com/zdjecie.php?
          picture=45247"target="_blank">www.pl
          > foto.com/zdjecie.php?picture=45247</a>
          > Oto niezdarna próba wymalowania obiektywem tego, o czym pisałem...
          > Wybaczcie fatalną rozdzielczość. Czekam na komentarze.

          Bardzo podoba mi się przejście między światłem a cieniem. Lubię takie
          kontrasty, mają w sobie coś tajemniczego. No i te pomarańczowe smugi, które
          przypominają ogień lub dym po nim. Jestem ciekawa jak wychodzą Ci zdjęcia
          portretowe (to mój ulubiony rodzaj zdjęć).

          A propos Bieszczad... byłam tam bardzo, bardzo dawno temu (miejscowość Wysowa
          (?) ). Pamiętam lodowate potoki, do których wbiegałam z krzykiem a potem
          radość, że nogi dosłownie "same idą" ;) To był taki sposób mojego taty na
          zahartowanie organizmu; co dziwne okazał się niesłychanie skuteczny.

          Pozdrawiam.
          • Gość: koro karkonosze IP: *.biuro.net.pl 25.09.02, 11:36
            wyprawa zaczyna się w szklarskiej porębie. wjeżdżamy wyciągiem krzesełkowym na
            szrenicę i idziemy zielonym szlakiem. czerwony prowadzi szczytami gór i pełen
            jest ludzi. turystyczna autostrada. zielony biegnie nieco niżej. na poziomie
            chmur. czasem obłoki wchodza na przełęcze. mało tu ludzi. jeżeli się spotkają,
            uśmiechaja się promiennie i mówią dzień dobry, dobry dień. mijają się i po
            chwili znów jestes sam. szemrza liczne potoki o krystalicznie czystej i zimnej
            wodzie. zbocza porasta kosodrzewina i całe łany czarnej jagody. łodygi uginaja
            się pod cięzarem słodkich owoców. zaś schronisko, które czeka na końcu trasy
            nosi nazwę odrodzenie. następnego dnia mgła jak mleko i dalsza wędrówka w
            kierunku śniezki. gdzies tam czeka schronisko o nazwie samotnia. i nagle pod
            skałą zwaną słonecznikiem łapie cię telefon z odległego miasta. wracają
            wszystkie problemy, przed którymi uciekłeś tu na parę godzin. trzeba wracać. na
            dole pada deszcz. telefon dzwoni bez przerwy.
            • ralston Re: karkonosze 25.09.02, 12:11
              A tak się miło zaczynało...
              Dlatego właśnie wyłączam komórkę w trakcie takich wyjazdów.
        • marat_ Re: Kończy się noc 09.10.02, 09:03
          Musi co i pikne, panie dzieju...
          Mnóstwo bardzo pikne...
    • ralston Re: Dziki jest ten swiat 07.10.02, 14:57
      Wyciągam wątek do góry w oczekiwaniu na Chatkowe wspominki marokańskie. A
      pretekstem niech będzie poniższa fotka z naszego dzikiego Pogórza.
      www.plfoto.com/zdjecie.php?picture=48064
      • chatka_ Re: Dziki jest ten swiat 07.10.02, 15:03
        Jej ...czuje sie umotywowana :))) Na razie.
        • saunne Re: Dziki jest ten swiat 12.10.02, 13:24
          czekamy....
          • Gość: chatka_ Re: Dziki jest ten swiat IP: *.piasta.pl 12.10.02, 17:57
            Mam nadzieje, ze w przyszlym tygodniu zdarzy sie jakis wolny pozny wieczor,
            wtedy nalepiej sie pisze. Pozdr.
            • ralston Re: Dziki jest ten swiat 17.10.02, 18:19
              No to co z tym wolnym wieczorem? Jeszcze się nie zdarzył? Czekamy... :)
              • chatka_ Re: Dziki jest ten swiat 18.10.02, 00:49
                Nie, nie o tej porze, tak jest codziennie... sorki :(((
                • Gość: saunne Re: Dziki jest ten swiat IP: 212.33.74.* 18.10.02, 13:57
                  co sie odwlecze to nie uciecze ;))) Bedziemy czekac Chatko jak dlugo trzeba.
                  • chatka_ W strone Maroka - Giblaratar 21.10.02, 11:42
                    Pojechalismy do Maroka samochodami, gdy wiec dotaralismy do Algeciras, skad
                    wyplywal prom do Afryki, mielismy za soba tydzien wakacji w Europie. Nie
                    napisze jednak o wodospadach nad Renem, bo juz duuuzo wody uplynelo od tego
                    czasu, ani o wąwazie Ardeche w pd. Francji, bo nie sposob opisac jego uroku,
                    ani o Toledo, bo sangrie kazdy pil :)
                    Ale napisze o Giblartarze, bo dla niektorych to juz Afryka: slyszalam jak pewna
                    Amerykanka pytala swego meza czy sa jeszcze w Europie czy juz w Afryce :))))
                    Jakkolwiek wyobrazalam sobie Giblartar nie byla to skalista pojedyncza gora-
                    polwysep oddzielony od Hiszpanii waskim przesmykiem, ktory bywa tez lotniskiem.
                    Ledwo zesmy przeszli odprawe graniczna, minelismy port, a zamknal sie za nami
                    szlaban. Na pasie startowym przecinajacym glowna ulice Giblartaru ladowal
                    wlasnie samolot. I tu zdarzyl sie mily akcent polski. Samolot byl linii British
                    Airways ale na ogonie mial ... kurpiowskie wycinanki! Przypomnial sobie ze pare
                    lat temu prasa angielska pisala o projekcie linii BA, by na samolotach
                    umieszczac motywy ludowe z calego swiata.
                    Giblartar to taki maly wycinek Anglii, wszytko na miejscu: puby, M&S, jacket
                    potatoes, fish&chips w menu barow, tylko ten upal i palmy nie bardzo pasuja. Że
                    to angielska prowincja przypominaja rowniez flagi wywieszone z okien i balkonow
                    wiezowcow - w ten sposob mieszkancy Giblartaru demonstruja swoja przynaleznosc
                    do Krolestwa, ktora rowniez potwierdzili w niedawno przeprowadzonym referendum.
                    Do Krolestwa nalezec tez chca malpy magot. Mowi sie ze dopoki one sa
                    Brytyjczycy w Giblartarze panowac beda. A ze ich populacja jest liczna jak
                    nigdy dotad, mieszkancy polwyspu moga spac spokojnie. By je zobaczyc, trzeba
                    wejsc na skaly gorujace nad miastem, mozna wjechac wyciagiem, wejsc sciezka
                    platna albo tak jak my znalezc inna, absolutnie odradzana przez panie w
                    informacji. Idziemy najpierw kretymi uliczkami przez miasteczko, stromymi
                    sciezkami wsrod skal i dalej skrotem waskimi schodami na sam grzbiet. Jest
                    pierwsza malpa - mamy duzo szczescia! Obfotografowujemy ja z kazdej strony,
                    nieswiadomi ze na gorze czeka nas duuuuzo wiecej szczescia :)).
                    Siedza przy kazdym bunkrze, nie sposob przejsc schodami, sa tak zadomowione, ze
                    matka nie reaguje jak stąpam tuz obok jej malenstwa, maluchy chetnie pozuja do
                    zdjec, smialo i intensywnie patrza w obiektyw, wystawiaja jezyki, ciagaja za
                    paski plecaka.
                    Przechodzimy wzdluz calego grzbietu od poczatku do konca polwyspu, skad mamy
                    widok na obie strony : na miasto w dole, port, barki stojace w zatoce i
                    Hiszpanie w oddali, i na znacznie cichsza lewa strone, gdzie jest juz tylko
                    droga, waski pas letnich domkow, plaza i morze. Dalej juz tylko Afryka...
                    cdn
                    • saunne Re: W strone Maroka - Giblaratar 29.10.02, 21:29
                      :))))))))))

                      wreszcie udalo mi sie tu zajrzec Chatko. Oczywiscie z niecierpliwoscia czekam
                      na ciag dalszy, zwlaszcza, ze ostatnio malo Cie moge poczytac :(

                      Pozdrawiam serdecznie :)

                      saunne - roztrojona miedzy komputerem,praca domowa z angielskiego a zasadami
                      dotyczacymi spolki jawnej...
                      • chatka_ Re: W strone Maroka - Giblaratar 29.10.02, 23:58
                        Odpozdrawaim Sauneczko rownie serdecznie.

                        Na tego typu roztrojenie najlepsza nastrojowa muzyka. U mnie St. Geramain tytul
                        plyty "Tourist", chyba wiec jestem w temacie watku.. :)

                        Angielski jak jeszcze nie zrobiony podrzuc do mnie, ja robie swoj, chetnie sie
                        rozdwoje przez chwile :)


                        • Gość: saunne Re: W strone Maroka - Giblaratar IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 31.10.02, 14:00
                          za pomoc dzieki :) ale obiecalam sobie, ze nadrobie wszystkie zaleglosci (tak
                          zeby nie tylko rozumiec ale i mowic). Zeby tylko sil i czasu starczylo...
                          • Gość: chatka_ Ulice Marrakeszu. IP: *.piasta.pl 07.11.02, 01:23
                            " (...) dalej juz tylko Afryka"." (...) dalej juz tylko Afryka".
                            Minie tydzien zanim do Afryki dotrzemy. Bynajmniej nie tyle zajmie nam
                            przeprawa promem: po tym jak wyladujemy w Tangerze, pojedziemy do Kasablanki i
                            Rabatu, ale obydwa miasta pozostawia duzy niedosyt. W aparacie ta samo rolka
                            filmu, zaczynam sie nudzic i niepokoic, a jednoczesnie rosnie przeczucie, ze
                            najlepsze jeszcze przed nami, ze moze dalej od turystycznego wybrzeza
                            odnajdziemy barwy i odglosy czarnego ladu i egzotyke swiata muzulmanskiego.
                            I nie mylimy sie. Do Marrakeszu wjezdzamy poznym wieczorem, cudnie dlugie
                            cienie zachodzacego slonaca klada sie na glownym placu miasta- Jemaa el fna. Z
                            minuty na minute przybywa tlumu i dymu gestniejacego w blasku setek zarowke
                            kolyszacych sie nad dlugimi rzedami barow. Zewszad rozbrzmiewa transowa muzyka
                            gnaua. Nie ma takiego drugiego miejsca w Maroku, ktore by mialo tyle
                            hipnotycznego uroku, pelnego gwaru tloczacych sie ludzi, barw, dzwiekow i
                            zapachow!
                            Kazdego wieczoru rozpoczyna sie tu swoisty spektakl wielu aktorow: czarni
                            akrobaci wykrecaja gwiazdy, koziolki, ustwiaja w piramidy; zaklinacze
                            gimnastykuja weze, tancerki brzuszki; kolorowi muzykanci z Sudanu uderzaja w
                            bebny i metalowe kastaniety; tu i owdzie kreca sie sprzedawcy wody; a pod
                            rozstawione wprost na ziemi parasole coraz ktos nurkuje by zasiegnac wrozby...;
                            poeci, gawedziarze, pucybuci, szmuglerzy i inni szarlatani przerownej masci
                            probuja cos lub sie sprzedac.Tuz obok w gestym dymie ulatujacym z grill-barow
                            na "otwartym" powietrzu (bo raczej nie swiezym)- odbywa sie wielka feta: przy
                            stolach wokol podestow za ktorymi tancza kucharze, naganiajc do wizyty w ich
                            barze, klebia sie zarowno turysci jak i miejscowi. Mozna tu zjesc nie tylko
                            popularne tajine, ryby, kurczaki i frytki ale i pieczone kozie glowy czy
                            smazone bycze jaja. Z zaskoczeniem zauwazam ze przy barze serwujacym te
                            ostatnie samkolyki siedza tez weści.
                            Wdrapujemy sie na taras jednej z restauracji wokol placu i przygladamy sie temu
                            niezwyklemu widowisku. Dociera do nas ze tutaj w Marakeszu spelnia sie nasze
                            marzenie o Afryce. Pozostalo nam jeszcze jedno- herbatka na Saharze...

                            a wiec cdn

                            • Gość: chatka_ Re: Ulice Marrakeszu. IP: *.piasta.pl 07.11.02, 02:00
                              Znalazlam fantastyczne zdjecia z Marrakeszu na stronach:

                              www.alovelyworld.com/webmaroc/htmfr/marrak.htm
                              lexicorient.com/morocco/marrakech.htm
                              sorki, ale nie potrafie uaktywnic tych stron, tak zebyscie nie musieli sami ich
                              wpisywac w adres. Enter niestety nie wystarcza :(( Jak to zrobic?
                              • ralston Re: Ulice Marrakeszu. 07.11.02, 09:27
                                Enter wystarcza :) Tylko link uaktywnia się dopiero po wysłaniu posta.
                                Czekamy na herbatkę na Saharze...
                              • Gość: saunne Re: Ulice Marrakeszu. IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 07.11.02, 09:31
                                przed www wpisuj zawsze

                                o tak ;)

                                1. www.alovelyworld.com/webmaroc/htmfr/marrak.htm

                                2. lexicorient.com/morocco/marrakech.htm

                                pozdrawiam!
                                • Gość: saunne Re: Ulice Marrakeszu. IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 07.11.02, 09:34
                                  Gość portalu: saunne napisał(a):

                                  > przed www wpisuj zawsze .......

                                  chodziło mi rzecz jasna o: h t t p : // - bez spacji miedzy literkami
                                  • poziomk Re: Ulice Marrakeszu. 07.11.02, 09:43
                                    Moja szkola co? :))
                                    • Gość: saunne Re: Ulice Marrakeszu. IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 07.11.02, 09:45
                                      poziomk napisał:

                                      > Moja szkola co? :))
                                      >

                                      :)))) :))))) zawsze powtarzam, ze dobry nauczyciel to podstawa ;)

                                      pozdrowka!
                                      • chatka_ W hammamie 07.11.02, 13:41
                                        Wszystko jasne. Dzieki za lekcje, zaluje ze nie moge wyprobowac nowych
                                        umiejetnosci, ale z przyczyn oczywistych zdjec, z miejsca o ktorym szczegolowo,
                                        jak obiecalam, ponizej pisze, nie ma w internecie, albo sa ale ja adresow
                                        TAKICH stron nie znam :)

                                        Do Sahary jeszcze daleko, czeka nas najpierw trekking w wysokim Atlasie ,a w
                                        samym Marakeszu musimy zaliczyc jeszcze jedna atrakcje - hammam, czyli laznie
                                        miejska. Sa one na kazdej dzielnicy w medinie, w wiekszosci z nich sa
                                        wyznaczone godziny kapieli - za dnia dla kobiet, poznym wieczorem do polnocy
                                        dla mezczyzn. Bywaja tez laznie calkiem oddzielne, wylacznie dla kobiet, lub
                                        mezczyzn. Dowiadujemy sie ze jest taka laznia w okolicy naszego hotelu, i
                                        ruszamy na medine w jej poszukiwaniu. Krazymy wsrod gaszczu ciasnych zaulkow,
                                        gdy w koncu ktos wskazuje nam dom w glebi ciemnej, pustej uliczki. W drzwich
                                        oswietlonych kawalkiem zarowki na kijku stoi dwoch typow sprzedajacych
                                        bilety... Upewniamy sie czy na pewno chodzi nam o to samo: czy jest to laznia i
                                        czy jest dla kobiet. Placimy po 6 dirhamow. Za masaz zycza sobie odzielnie 50
                                        dir (5 dol), ale na schodach kiwa juz na nas hammam mama i prowadzi schodami na
                                        gore obskorna i ciemna klatka schodowa. Wchodzimy do pierwszego pomieszczenia -
                                        przebieralni, ktora wyglada i pachnie jak pralnia. Rozbieramy sie do naga, mama
                                        tez. Nie wyglada na Arabke, ma na oko 55 lat, figurą przypomina kobiety
                                        afrykanskie, albo Wenus paleolityczna: obfite piersi rozlewja sie jej na boki,
                                        z przodu sterczy okraglutki brzuszek z tylu rownie okragla pokazna pupa.
                                        Usmiecha sie do nas serdecznie, bierze wiadra dla kazdej z nas, wrzuca myjki,
                                        mydla i kubki do czerpania wody. Wchodzimy do drugiego, ciemnijeszego
                                        pomieszczenia, jeszcze cieplejeszego i pelnego pary. Wprost na gladkiej
                                        betonowej (?) posadzce siedza kobiety i dzieci. Szoruja sie metodycznie
                                        dokladnie wymywajac kazda czesc ciala, dzieciaki wija sie pod naciskiem twardej
                                        myjki - wygladaja jak iskajace sie maply, albo jak kocie mamy wylizujace swe
                                        male. Widok pocieszny. Kolej na nas. Kladziemy sie na przescieradlach i zaczyna
                                        sie mycie. Ląduje na nas wiaderko goracej wody, mama nabiera na dlonie
                                        gliceryne i dlugimi plynnymi ruchami myje cale cialo. Kolejne wiaderko, i dalej
                                        myje nas szorstka rekawica, nie oszczedzajac ani troche.Ma szybkie i mocne
                                        ruchy, podnosi rece do gory, wykreca glowe, tarmosi piersi. Nie to jeszcze nie
                                        masaz :). Wtedy nie bylysmy tego takie pewne, nie mialysmy pojecia o uslugach
                                        swiadczonych w takim miejscu, gdy wiec znika z wiadrami po wode, nie wiemy czy
                                        wroci czy nie, czy cos nas jeszcze czeka. Siedzimy wiec i cierpliwie czekamy,
                                        przygladajac sie innym kobietom. Za ich przykladem, choc wydaje mi sie juz ze
                                        nigdy nie bylam czystsza i sladu po opaleniznie nie zostalo, chwytam za myjke
                                        i palec po placu, centymetr po centymetrze religijnie wymywam sobie cialo.
                                        Wraca mama, znowu nabiera na dlonie mydla i sliskimi miekkimi dlonmi zaczyna
                                        masowac plecy, uciska kark, rozciaga kregoslup, wyciaga rece i nogi. Myje nam
                                        jeszcze glowy. Podczas calej kapieli wylewa na nas hektolitry cieplej wody, na
                                        koniec na przemian lodowatej i goracej. Jeszcze pare wygibasow - cwieczen
                                        jogi, ktore nasza mama, choc po raz pierwszy, wykonuje bezblednie i bez
                                        wiekszej trudnosci! Zegnamy sie serdecznie i cale szczesliwe, jak
                                        nowonarodzone, i wypachnione, z lekka odurzone, chwiejnym krokiem wracamy do
                                        hotelu. Teraz to mozemy nie myc sie i przez caly tydzien, nastepnego dnia
                                        ruszamy w gory :)
                                        cdn
                                        • Gość: saunne Re: W hammamie IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 08.11.02, 15:51
                                          Chatko, jestem zauroczona ostatnim fragmentem. Tak sobie mysle, ze jak tak
                                          dalej pojdzie, powinnas pomyslec o karierze pisarskiej :)

                                          A moze udaloby sie umiescic w internecie zdjecia, ktore sama zrobilas w trakcie
                                          podrozy? Mysle, ze Rals chetnie udzielilby Ci wskazowek jak to zrobic.

                                          Pozdrawiam!
                                          • Gość: chatka_ Re: W hammamie IP: *.piasta.pl 08.11.02, 16:05
                                            Saunne zbyt hojna jestes dla mnie. Jestem niezlym nauczycielem i niech tak
                                            zostanie!:)
                                            W Maroku robilam slajdy, ale i te da sie zeskanowac. Na plphoto ich nie
                                            zamieszcze, bo o fotografii niewiele jeszcze wiem. Moze wiec do skrzyneczki,
                                            jak nie bedziecie mili nic naprzeciw, pare Wam wrzuce.
                                            Pozdrawiam. Dzieki ze tu zagladasz :)
                                            • Gość: saunne Re: W hammamie IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 08.11.02, 16:07
                                              absolutnie nie mamy nic przeciw!!! Dzięki :)
                                              • Gość: chatka_ Re: W hammamie IP: *.piasta.pl 08.11.02, 16:23
                                                Skanowanie chwile potrwa, bo filmow jest 11 :)Bez obawy wysle najwyzej 5, zdjec
                                                oczywiscie! :)
                                                • ralston Re: W hammamie 08.11.02, 16:28
                                                  To ja poproszę te zdjęcia z hammamu :)
                                                  • Gość: chatka_ Re: W hammamie IP: *.piasta.pl 08.11.02, 16:39
                                                    zapomnij! :)Chcesz zeby mi ktos kiedys proces wytoczyl jak Kozyrze!? :)))
                                                  • chatka_ Re: W hammamie 08.11.02, 18:26
                                                    OK Raals, ale obiecaj ze nikomu nawet wlasnej żonie nie pokazesz!:)
                                                  • ralston Re: W hammamie 09.11.02, 22:51
                                                    Obiecowywuję!
                            • Gość: chatka_ Re: Ulice Marrakeszu. IP: *.piasta.pl 08.11.02, 16:54
                              hi hi to powtorzenie we wstepie to zaden efekt retoryczny, cos mi sie przy
                              kopiowaniu z worda zamieszalo. Sorki :)
    • ralston Re: Dziki jest ten swiat 14.11.02, 00:48
      www.plfoto.com/uzytkownik.php?authorname=ralston
      Zapraszam do oglądania fotek z "dzikiego" Pogórza. Ostatnio dodałem kilka
      nowych.
      A ja się wciąż nie mogę doczekać na te zdjęcia Chatki w hammmamie...
      • chatka_ Re: Dziki jest ten swiat 14.11.02, 00:50
        Wymienie na opowiastki z Kenii! :)
        • ralston Re: Dziki jest ten swiat 14.11.02, 00:53
          O.K. Będą. :)
    • ralston Tanzania 15.12.02, 00:07
      Zbliżający się pokaz slajdów Chatki z Maroka tak mnie jakoś popycha w stronę
      wspomnień z Afryki. Napiszę Wam o wieczorze spędzonym w tańzańskim miasteczku.

      Jedziemy taksówkami, pokonując wąskie nieasfaltowane uliczki Arusha. Mimo, że
      jest już ciemno a uliczki rzadko są oświetlone, to jednak o tej porze tętnią
      życiem. Niewielu jednak widać Europejczyków. Przeważają zdecydowanie
      czarnoskórzy mieszkańcy miasta, którzy bądź to dokądś nieśpiesznie zdążają,
      bądź to stoją na ulicy dyskutując i popijając coś z butelek...Docieramy w końcu
      do miejsca przeznaczenia – poleconego przez naszego opiekuna lokalu African
      Queen. Jest to coś w rodzaju naszego przydrożnego baru. Zasadnicza część, tj.
      kuchnia i bar są murowane, nad częścią przeznaczoną dla gości góruje dreniana
      wiata. Kilka stolików przykrytych ceratą, ot i wszystko. Właściwie
      oczekiwaliśmy czegoś bardziej z klasą – więc po krótkiej rozmowie z Lariamusem,
      decydujemy się na przejazd do najbardziej ponoć eksluzywnej knajpy w tej części
      miasta. Dojazd zabiera nam tylko kilka minut. Wchodzimy do środka i ...
      błyskawicznie decydujemy się na powrót do African Queeen! Lokal może i na
      tutejsze warunki ekskluzywny, ale w nas budzi najgorsze skojarzenia.
      Kwadratowe, metalowe stoliki przykryte ceratą i metalowe krzesełka z
      siedzeniami i oparciami obitymi czerwonym skajem aż nadto przypominają GS-
      owskie restauracje z początku lat 80-tych. To już lepiej wyglądają
      lokalne „klimaty”.
      Zamawiamy dużo jedzenia, czym wprawiamy w zakłopotanie właściciela przybytku.
      Ostatecznie zjadamy chyba wszystko, co tylko African Queen miała do
      zaoferowania, z czego tylko grube frytki ziemniaczane i ryba dały się rozpoznać
      z całkowitą pewnością. No i oczywiście owoce. Reszta potraw wyglądała podobnie –
      tj. niezbyt gęsty sos i „coś” pływającego w środku, jakieś mięso, o czym
      usilnie zapewniał nas kelner. Po zjedzeniu wszystkiego, co nam podali, nadal
      dalecy byliśmy jeszcze od uczucia sytości, ale trochę czasu potrwało, zanim
      zdołali skądś ściągnąć jeszcze trochę żarcia. W międzyczasie zamawialiśmy
      następne kolejki Kilimandżaro Lager i kenijskiego Tuskera. W sumie – jeśli
      chodzi o stronę kulinarną – duże rozczarowanie, ale wieczór należy jednak uznać
      za udany. W tle cały czas pobrzmiewa przeciągła i nostalgiczna muzyka
      Wschodniej Afryki...
      Wracamy do hotelu i kontynuujemy wieczór w hotelowym barze. Frankie i Jaro
      zamawiają koniak. Nieco wątpliwości budzi właściwie przezroczysty i pozbawiony
      charakterystycznego koloru płyn, ale ponoć w smaku jest bardzo dobry, więc
      zamawiają następną kolejkę i sok z passiflory. Znowu chwalą smak...
      Konsternację budzi dopiero cena trunku... okazuje się bowiem, że kosztuje mniej
      niż sok z passiflory, co więcej – mniej niż woda stołowa! Dopiero kiedy prosimy
      barmana o pokazanie butelki, wyjaśnia się, że pili coś w rodzaju ginu –
      miejscowy gatunek, o nazwie Konyagy :))))

      Na razie tyle. Jeśli się spodoba mogę jeszcze tak długo :)))
      • chatka_ Re: Tanzania 15.12.02, 22:48
        Ralsiku pewnie masz skrzynke zapchana, albo cenzurowana bo zdjecia z hammamu
        ciagle mi odrzuca... :)))
        • ralston Re: Tanzania 16.12.02, 10:11
          Widzisz Wolfie - jak można ufać kobietom? Że niby skrzynka zapchana... Nic
          podobnego! Raptem 20% wykorzystane... Wietrzę w tym wszystkim jakiś kant... :)
          • chatka_ Re: Tanzania 16.12.02, 11:10
            ralston napisał:

            > Widzisz Wolfie - jak można ufać kobietom? Że niby skrzynka zapchana... Nic
            > podobnego! Raptem 20% wykorzystane... Wietrzę w tym wszystkim jakiś kant... :)

            Kaaant!?? Teraz to zapomnij o zdjeciach, chyba ze osobiscie sie po nie
            zglosisz!:))
            • ralston Re: Tanzania 16.12.02, 11:51
              No tak - a teraz jeszcze święte oburzenie ;)
              A skrzynka nadal w 80% pusta, to mi wychodzi, że coś ze 16 megabajtów wolnych...
    • saunne Re: Dziki jest ten swiat 20.12.02, 23:35
      Drogi Ralsie, droga Chatko (wiem, ze kolejnosc powinna byc odwrotna, ale z
      Chatka juz o tym rozmawialismy)!

      Niniejszym publicznie i z wlasnej nieprzymuszonej woli :))) oswiadczam, ze
      bardzo mi sie ten watek podoba i domagam sie jego kontynuacji
      (bezwzglednie!) :)))
      Prawda - malo tu moich wpisow, ale zapewniam czytam wszystko (a zastanawiam sie
      nawet czy sobie tego watku nie wydrukowac wzorem Oki), kazdy najdrobniejszy
      przecinek wzbudza moja uwage, kazdy spojnik nie pozwala odejsc od komputera
      (czy zdajecie sobie sprawe na jakie ryzyko sie narazam odmawiajac bratu, ktory
      wlasnie "musi" zagrac w nowa wersje Settlersow lub Knights and
      merchants? :))) ).
      Dlatego prosze nie marudzic ;) a pisac, pisac, pisac... a Saunne bedzie marzyc,
      ze moze ona tez..., kiedys... :)

      pozdrawiam :)
      • ralston Re: Dziki jest ten swiat 23.12.02, 13:29
        Po Świętach Saunneczko obiecuję coś napisać z Kenii.
        • saunne Re: Dziki jest ten swiat 23.12.02, 19:04
          ralston napisał:

          > Po Świętach Saunneczko obiecuję coś napisać z Kenii.

          :)))
          czekam z niecierpliwoscia :)
          • Gość: Oka Re: Dziki jest ten swiat IP: *.17.79.204.lifespan.org 23.12.02, 22:11
            Boze, a ja Wam jeszcze "wisze" opowiesci z Dzikiego Zachodu!...
            Postaram sie naprawic w najblizszym czasie...:-))))
            • Gość: saunne Re: Dziki jest ten swiat IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 24.12.02, 09:34
              Gość portalu: Oka napisał(a):

              > Boze, a ja Wam jeszcze "wisze" opowiesci z Dzikiego Zachodu!...
              > Postaram sie naprawic w najblizszym czasie...:-))))


              :))) czekamy, czekamy :)))
              • chatka_ Re: Dziki jest ten swiat 24.12.02, 11:15
                A Polnoc-Poludnie? :)))
                • Gość: Oka Re: Dziki jest ten swiat IP: *.17.79.204.lifespan.org 24.12.02, 16:53
                  Ojej, tez!!!
    • Gość: And Re: Dziki jest ten swiat IP: *.radna.pl 07.01.03, 12:52
      Ooo! Ktoś wyciągnął taki fajny temat:) A ja chciałbym dorzucić (dość
      przewrotnie) taka historię. która może nie jest dzika ale mi kojarzy sie trochę
      z "egzotyką".Mój brat cioteczny prowadzi firmę budowlaną która wykonuje prace
      na wysokościach. Czasami sobie u niego dorabiam, któregoś razu dostał zlecenie
      na umycie terminalu celnego w Koroszczynie. (Kto widział to cudo stojące w
      szczerym polu to wie że to samo szkło, nie za wysokie- wieża na wys. 5 piętra)
      Wybraliśmy się w czwórkę, oprócz nas jeszcze dwóch kolegów, którzy mieszkają w
      Tychach. Na miejscu okazało sie że przydzielili nam do pomocy miejscową
      brygadę.I któregoś dnia przy jakimś problemie zaczeliśmy dyskutować z
      chłopakami spod Terespola. Tzn. od pewnego momentu ja się tylko przysłuchiwałem
      gardłowemu, twardemu akcentowi Ślązaków i śpiewnej mowie miejscowych. Doznanie
      nieomal mistyczne...;)))
      PS.
      A miejscowych to można nazywać Podlasiakami? Poleszukami? Może ktoś wie?:)
      • saunne Re: Dziki jest ten swiat 07.01.03, 17:06
        Wyjezdzamy po poludniu, 6 stycznia. Jeszcze jest widno. Mroz na poczatku wydaje
        nam sie do zniesienia. Niedlugo jednak przekonamy sie, ze to tylko "cieplo"
        miasta... Samochod zaladowany swiatecznym jedzeniem, ciastami, ukrywanymi ;)
        prezentami no i nami wyraznie obnizyl sie. Zajezdzamy wiec jeszcze na stacje
        (po dziecinnemu "benzynacja"), zeby podpompowac kola. W Bialymstoku drogi sa w
        miare czyste, za to tuz za rogatkami miasta... pozal sie Boze... dobrze, ze to
        nie ja prowadze... Powolutku mijamy Grabowke, w ktorej piaskarek niewidziano
        chyba od Nowego Roku (choc, o ironio, dojezdza tam komunikacja miejska z
        Bialegostoku!). Wjezdzamy na szose do Bobrownik. Tirow na szczescie niewiele.
        Za to rowerzystow kilku, co troche mnie dziwi, bo to i zimno i slisko, ale
        widac jak mus to mus i rowerem mozna. Mkniemy wiec cichutko, radosni, ze juz
        niedlugo zobaczymy babcie i jej 5 kotow :), a po bokach mamy lasy, lasy, lasy.
        Piekny widok. Tuz przed Krolowym Mostem na moment zza chmur wychodzi slonce i
        cudnie oswietla wierzcholki osniezonych sosen. Niesamowite wrazenie - jakby
        ktos zawiesil iskierki na szczytach drzew. Powracaja wspomnienia. Tomek jak
        zwykle zartuje sobie ze mnie, ale co tam, nawet mi milo :) Docieramy do
        miejscowosci Stacja Walily. Przejezdzamy tory. Jeszcze 3 kilometry i skrecamy z
        szosy w zwykla polna droge. Po obu stronach pola zascielone gruba warstwa
        sniegu. Droga na szczescie ubita przez traktory, bo inaczej trzeba by bylo, tak
        jak juz nie raz bywalo, zostawic samochod u gospodarza przy szosie i dalej 1,5
        km piechota, w sniegu po kolana :) Ale na szczescie jedziemy. Mroz jest taki,
        ze boczne szyby w autku juz dawno zamarzly. Po kilku minutach widac ukochany
        las, a za moment i dom babci. Koty skulone na schodach nie zwracaja na nas
        uwagi zajete badaniem zawartosci miseczek (babcia wyznaje zasade, ze jak swieta
        to swieta i kazdemu stworzonku sie cos nalezy :) ). Wjezdzamy na podworko i tak
        naprawde dopiero teraz przekonujemy sie jak jest zimno! Powstaje male
        zamieszanie. Witamy sie i sciskamy z babcia i z reszta rodziny, ktora juz
        zdolala tu dotrzec. Wsrod radosnych pokrzykiwan, obladowani tym co
        przywiezlismy ze soba, wchodzimy do domu. W piecu juz huczy. Rozchodzi sie
        przyjazne cieplo. W powietrzu moc zapachow. Momentalnie przypominam sobie, ze
        jestem strasznie glodna :) Jeszcze tylko chlopcy skocza po choinke do lasu.
        Jeszcze tylko rozlozymy w najwiekszym pokoju stol, poznosimy krzesla, ktos
        przyniesie siano, ktos rozlozy obrus, ktos zapali swiece, jeszcze tylko
        policzymy ile talerzy trzeba, dzieciaki sprawdza czy juz pojawila sie pierwsza
        gwiazda i juz wszystko gotowe. Babcia, wzruszona jak zwykle, wola wszystkich do
        stolu...
        • Gość: And Re: Dziki jest ten swiat IP: *.radna.pl 07.01.03, 17:20
          A ja już myślałem że to będzie kiepski dzień. A tu proszę, co za niespodzianka
          :))). Dziękuję, to było piękne :)

          PS.
          Myślałem że mam dużą wyobraźnię, ale okazało sie że nie wszystko potrafię sobie
          wyobrazić ;))) A czy to miejsce jest tam
          Where the street have no name :)?
          • saunne Re: Dziki jest ten swiat 07.01.03, 17:28
            Gość portalu: And napisał(a):

            > PS.
            > Myślałem że mam dużą wyobraźnię, ale okazało sie że nie wszystko potrafię
            sobie
            >
            > wyobrazić ;))) A czy to miejsce jest tam
            > Where the street have no name :)?

            dokladnie :))) tam nawet wroble zawracaja :) a za plotem mozna znalezc slady
            wilkow i dzikow... O sarnach i zajacach nie wspominam bo to normalne...Ktoregos
            lata (dawno temu) widzielismy losia...
            • Gość: And Re: Dziki jest ten swiat IP: *.radna.pl 07.01.03, 17:35
              Masz aparat (Czytałem Twój wątek o fotografii:) i jeśli nie robisz tam zdjęć,
              Saunne nie daruję Ci tego ;) popełniasz grzech zaniechania :) (A ja wyślę Ci
              moje fotki) Tylko je zeskanuję... :)
              • saunne Re: Dziki jest ten swiat 07.01.03, 20:10
                Aparat mam. Zdjecia kiedys robilam. Ale do zamieszczenia ich w sieci to im
                spooro brakuje... :)
        • Gość: habitus Re: Dziki jest ten swiat IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 07.01.03, 23:16
          Normalnie jestem twardzielem (budowa itp). Wzruszyłam się, Saunneczko, przy
          Twojej opowieści tak, że przez moment nie widziałam ekranu. Jesteś kochana
          dziewczynka...
          • ralston Re: Dziki jest ten swiat 08.01.03, 08:55
            Jakoś mi głupio było się wczoraj do tego przyznać, ale ja też...
            (się wzruszyłem)
            • Gość: And Re: Dziki jest ten swiat IP: *.radna.pl 08.01.03, 09:07
              ralston napisał:

              > Jakoś mi głupio było się wczoraj do tego przyznać, ale ja też...
              > (się wzruszyłem)

              Trzeba mieć ogromną wrażliwość aby widzieć to czego nie widzą inni :) Większość
              ludzi tego nie potrafi...albo nie chce, albo już ich nic nie obchodzi. A mnie
              opowieść Saunne wydała się pełna radości, jakby ktoś czytał mi bajkę:))).
              Czyżbym był jakiś dziwny?
              • Gość: saunne Re: Dziki jest ten swiat IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 08.01.03, 11:10
                Teraz to i ja sie wzruszylam (i zaczerwienilam). Dziekuje Wam bardzo.
                • Gość: And Re: Dziki jest ten swiat IP: *.radna.pl 08.01.03, 11:18
                  Gość portalu: saunne napisał(a):

                  > Teraz to i ja sie wzruszylam (i zaczerwienilam). Dziekuje Wam bardzo.

                  Autor!!! Autor!!! (Rzęsiste brawa, nie - owacja na stojąco)
                  PS
                  (A umiesz tak dygnąć z wdziękiem jak Szymborska ;))) ?)
                  • chatka_ Dziki jest ten Wschod 08.01.03, 13:37
                    Saunne dziekuje!Tak obrazowo opisalas swoje swieta, ze mialam wrazenie ze
                    wyswietlil mi sie film z mojego dziecinstwa!Z cala moca wrocily wspomnienia i
                    coz poplynely lzy :)))
                    Moja babcia mieszkala jeszcze dalej, nazywam to moim prywatnym koncem swiata.
                    Mija sie Juszkowy Grod, i swiat nagle robi sie jakby coraz wezszy: asfalt
                    przechodzi w zwirowa droge, ta wpada do wioski i konczy sie. Dalej juz tylko
                    las i granica. Pamietam jak z daleka, z drogi wypatrywalismy domu babci i
                    dziadka. Tato wtedy mowil ze dziadek juz siedzi na kominie, co znaczylo ze
                    dziadek stal na zahumieniu czyli za stodola i nas wypatrywal! Z zimowych
                    impresji pamietam trzesacy sie na drodze autobus, przystanek na zakrecie,
                    trzasniecie drzwiami, autobus odjezdzal, a ja patrzylam chwile za nim, i
                    niespodziewanie czulam tak lekka i radosna, ze jeszcze przez chwile chcialam
                    krzyczec za kierowca, jakbym zorientowala sie ze w autobusie zostal moj bagaz.
                    Bagaz trosk i blahostek. Ten akurat nie byl mi zupelnie potrzenby. Stalam
                    samotnie na srodku szosy wsluchajac w swawolne niczym nieograniczone hulanie
                    wiatru. Niczym pies witajcy swego pana merdaniem ogona , zakrecal sie wokol
                    mnie i sypal sniegiem w twarz! Zdarzylo sie ze polem przebiegla sarenka...
                    Zarzucalam plecak i szlam do wioski zasypana droga. Od szosy to jeszcze
                    kilometr. Lubialm tez noca wymykac sie z domu po 22, bo wtedy gasla lampa na
                    ulicy i zapadala gleboka ciemnosc, i zapatrzec sie w dal na domek na kolonii,
                    na pojednyncze swiatelko w oknie, wsluchujac w wiatr i szczekanie psow do
                    momentu gdy wszytko cichlo. Nad ranem lubilam chwilke poudawc ze spie i
                    przygladac sie spod przymruzonych oczu krzątaninie przy piecu. Widzialm twarz
                    babci oswietlona cieplym blaskiem ognia, gdy otwierala drzwiczki by podlozyc
                    drewna. Ogien trzaskal, boczek skwierczal na patelni, dziadek siedzial przy
                    stole nad talerzem parujacej zupy, i wital z sasiadem ktory przyjechal zabrac
                    kanki z mlekiem do mleczarni. Lata ech ...tez byly piekne, sentymentlnie...
                    • saunne Re: Dziki jest ten Wschod 08.01.03, 21:41
                      Dziekuje Chatko (znowu sie zaczerwienilam).

                      Mam podobny obraz dziadka (niestety od kilku lat nie zyje). Pamietam wspolne
                      wyprawy latem na pastwisko po stado 20 - 30 krow (kazda miala imie i kazda
                      dziadek potrafil odroznic!). Potem podpatrywanie jak razem z babcia je doil
                      pozwalajac abysmy od czasu do czasu im pomogli (jaka to byla radosc wypic kubek
                      cieplego "wlasnego" mleka :) ). I pielgrzymke wszystkich bodajze 18 kotow,
                      ktore niewolane zaczynaly sie zbiegac na podworko, gdy tylko dziadek i krowy
                      pokazali sie na zakrecie. I proby mojego mlodszego brata, ktory staral sie
                      ustawic wszystkie te koty w jednym rzadku a one nie wiedziec czemu, z sobie
                      tylko wlasciwa cierpliwoscia zajmowaly w koncu wczesniej upatrzone pozycje przy
                      pelnych miseczkach :) I psa Szarika :) ktory byl tak cierpliwy i madry, ze
                      pozwalal roztrzepanej kurze znosic jajka we wlasnej budzie (nigdy zadnego nie
                      pobil!). Raz nawet babcia znalazla w niej spiacego mojego malego brata! Pies
                      spokojnie lezal przed buda a rodzice w panice szukali szkraba, ktory nagle
                      zniknal z pola widzenia (smiejemy sie z tego do dzis). I najwspanialszy na
                      swiecie smak wlasnie zerwanej truskawki (to nic, ze troche z piaskiem...). I
                      wspolne "tajne" szalasy w krzakach nieopodal podworka. I, moj Boze,
                      najsmaczniejsze na swiecie nalesniki babcine (nigdy nie udalo mi sie zrobic ich
                      w taki sposob, by smakowaly tak samo). I jazde na szczycie pelnej siana fury. I
                      wiele, wiele innych wspomnien. Az szkoda, ze czas tak szybko uplywa...
    • Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 08.01.03, 13:33
      Dzien dobry, dzien dobry - tak tu milo i kulturalnie, nie ma wyzwisk i
      epitetow. Bardzo mi sie podoba. Bardzo ciekawy watek, az wierzyc sie nie chce
      ze ci wszyscy forumowicze mieszkaja i chodza wokol mnie w Bialymstoku. Ale nie
      bede kadzil i jesli kogos bedzie to interesowalo to opowiem o mojej podrozy do
      Islandii przed 4 laty...
      Siedzialem sobie juz osiem lat w Bawarii az tu na wiosne dzwoni do mnie kuzyn
      Mirek i jak to on lekko kpiac zaciaga po bialostocku: -A ty co dorobil sie?
      albo _ A jak tam u was zarobki?
      Dlugo nie chcial sluchac mych opowiesci chociaz nie widzielismy sie dobrych 10
      lat i od razu zaczal z grubej rury - Jedziemy do Islandii!
      Na moje - No tak ale...
      -Nie ma ale, w Islandii zarobimy minimum po 10 tys. dolarow (amerykanskich) na
      miesiac, kraj egzotyczny, znasz jezyk - Jedziemy!
      No i pojechalismy...
      Bylo cudownie, bylismy tam ze szesc tygodni i chce to Wam opowiedziec. Co
      prawda teraz musze leciec do roboty ale jeszcze dzis dopisze wiecej. Hej
      • chatka_ Re: Dziki jest ten swiat 08.01.03, 20:21
        Kochani pozwalam sobie zacytowac kalendarz wypraw 2003 mojego znajomego, z
        nadzieja ze moze komus z Was spelnia sie marzenia...


        * EVEREST AGENCJA TREKKINGOWA
        ul.Chabrów 70/7 , 45-222 Opole
        ( tel/fax (0-77) 457-77-24 (najlepiej po 18.00)
        e-mail : trekeverest@poczta.onet.pl
        *****************************************
        Rok założenia 1991

        KALENDARZ WYPRAW NA ROK 2003

        SUWALSZCZYZNA / SŁOWACJA .... 13.01 - 19.01 (7
        dni)........................................................................
        Wyprawa na nartach śladowych. Cel alternatywny: Suwalszczyzna (jeśli
        będzie śnieg) albo słowacki Spisz (jeśli śniegu na
        nizinach nie będzie). Decyzja o wyborze terenu zapadnie w ostatnich
        dniach przed wyjazdem. W obu przypadkach
        planowane jest założenie bazy noclegowej w danym rejonie i codzienne
        wycieczki narciarskie na lekko.

        Wyjazd promocyjny - wpisowe: 0 + Koszt ok. 120 $

        GÓRY ORLICKIE ................................ 04. 02 - 09.02 (5
        dni) .....................................................................
        Wyprawa na nartach śladowych z bazą noclegową po czeskiej stronie gór.
        Dobre warunki terenowe i śnieżne. Wycieczki
        grzbietowe m.in. na Wielką Destną 1115 i Orlicę 1084 . Niewielka
        stromość szlaków narciarskich umożliwia udział
        narciarzom początkującym.
        Wyjazd promocyjny - wpisowe: 0 + Koszt ok. 100 $

        JASKINIE PODOLA .............................. 26.04 - 4.05 (9
        dni) ........................................................................
        Na Podolu znajdują się jedne z najdłuższych jaskiń Europy
        Optymistyczna i Ozierna. Jaskinie te, jak i inne sąsiednie
        rozwinęły się w gipsach i posiadają unikalny wystrój . Strop i ściany
        korytarzy pokrywają efektowne skupiska gipsowych
        kryształów. W programie są 4 jaskinie. Dzięki poziomemu charakterowi
        jaskiń w wyprawie mogą uczestniczyć początkujący
        grotołazi. Dzięki nieprzeciętnej urodzie jaskiń, wyprawa jest
        atrakcyjna także dla grotołazów z doświadczeniem.
        Minimalna liczba uczestników: 7 osób plus kierownik
        Wpisowe: 70 $ + Koszt ok. 170 $

        GROSSGLOCKNER ............................. 19.06 - 29.06 (11
        dni) ......................................................................
        7 dni wędrówki górskiej po Wysokich Taurach. Noclegi w namiotach i w
        schroniskach. Głównym celem wyprawy jest wejście
        na najwyższy szczyt Austrii - Grossglockner 3798 -mnpm . Konieczne
        jest doświadczenie w poruszaniu się po lodowcach i
        stromych śniegach oraz praktyka w używaniu raków , czekana i liny.
        Minimalna liczba uczestników: 3 osoby plus kierownik

        Wpisowe: 120 $ + Koszt ok. 180 $

        RUMUNIA ............................................. 5.07 - 27.07 ( 23
        dni) .......................................................................
        Trekkingowo-trampingowa wyprawa obejmująca zarówno góry Rumunii oraz
        inne atrakcje krajoznawcze. Wędrówki górskie
        przez krasowe obszary Bihoru ze zwiedzeniem kilku jaskiń (4 dni) oraz
        granią Gór Fogaraskich z wejściem na najwyższy
        szczyt Rumunii - Moldoveanu (8 dni) . Zwiedzanie: zabytkowe zespoły
        miejskie (Sighisoara, Sybin, Braszow), zamki
        Siedmiogrodu (Bran i Risznow), Bukareszt, monastyry i cerkwie : Curtea
        de Arges oraz „malowane klasztory” Bukowiny
        (Humor, Voronet, Moldovita,
        Sucevita).
        Wpisowe: 100 $ + Koszt ok.230 $.

        SZLESWIG - HOLSZTYN ................... 19.07 - 27.07 ( 9
        dni) .......................................................................
        Rowerowa wyprawa krajoznawcza przez niemiecką część Półwyspu
        Jutlandzkiego. Trasa wiedzie zarówno wybrzeżem
        Bałtyckim jak i wybrzeżem Morza Północnego. Wielką atrakcją będzie
        Park Narodowy Wattenmer z unikalnym ekosystemem
        (m.in. foki) oraz możliwością chodzenia po dnie morskim podczas
        odpływu . Przewiduje się nawet piesze przejście między
        dwoma wyspami Amrum i Fohr. Ponadto na trasie: pagórkowate pojezierze
        zwane „Szwajcarią Holsztyńską”, Kanał Kiloński,
        zabytkowe miasta Eutin, Plon, Szleswig. Początek trasy w
        Lubece. Wpisowe: 70 $ + Koszt. ok.150 $

        CHINY ................................................... 1.08 - 28.08 (28
        dni) .......................................................................
        Wyprawa trampingowa od Pekinu przez Datong, Xian, Czengdu, Guilin,
        Kanton do Hongkongu. Na trasie największe
        atrakcje Chin : Wielki Mur, Zakazane Miasto w Pekinie, Terakotowa
        Armia w Xian, przełomy górskie Jangcy (rejs
        statkiem), a ponadto wiele pałaców, klasztorów oraz świątyń
        różnych religii (taoistycznych, konfucjańskich , buddyjskich).
        Będzie też kilka krótkich wycieczek górskich (1-2 dni) i jedna
        rowerowa w następujących w rejonach : święta góra Hua Shan ,
        góry Wuling , krasowe góry nad rzeką Li. W prowincji Syczuan
        zobaczymy pandę wielką w warunkach zbliżonych do
        naturalnych. Dojazd do Chin i powrót - samolotem, noclegi w tanich
        hotelach. Minimalna liczba uczestników : 5 osób plus
        kierownik.
        Wpisowe: 330 $ + Koszt: 1560 $


        BLISKI WSCHÓD ............................... 4.08 - 30.08 (27
        dni) .......................................................................
        Podróż trampingowa przez Liban (zw. „perłą Bliskiego Wschodu”), Syrię ,
        Jordanię i egipski Synaj. Program obejmuje zabytki
        takich miejsc jak, Aleppo, Hama, Palmira, Damaszek, Sydon i Tyr, Petra,
        Święta Katarzyna, Kair i Giza oraz wiele atrakcji
        przyrodniczych m.in. : cedry w górach Libanu, Wadi Rum w Jordanii , rafy
        koralowe Zatoki Akaba, góry Synaju. Wyprawa
        przeznaczona jest dla zahartowanych podróżników dobrze znoszących
        intensywne zwiedzanie oraz uciążliwe przejazdy.. Dojazd
        samolotem z przelotami na trasach: Warszawa - Bejrut oraz Kair -
        Warszawa. Minimalna wielkość grupy : 5 osób plus
        kierownik

        Wpisowe: 250$ + Koszt ok. 850

        BIESZCZADY ....................................... 27.09 - 12.10 (15
        dni) .....................................................................
        Górskie wędrówki z namiotem przez Bieszczady 3 krajów: Polski, Słowacji i
        Ukrainy. Kolorowa jesień, rykowisko. Wejścia na
        najwyższe wierzchołki : Pikuj 1405 , Tarnica 1346, Halicz 1333.
        Wpisowe: 70 $ + Koszt ok. 180 $

        ROK 2004

        KILIMANDŻARO ................................ 1.02 - 7.03 (34
        dni) .........................................................................
        Wejście na najwyższy szczyt Afryki (5895 m npm) będzie poprzedzone
        aklimatyzacyjno kondycyjnym wejściem na sąsiedni
        wulkan Meru (4556 m npm ). Oba górskie epizody są częścią 30-dniowego
        trampingu po terytoriach Kenii i Tanzanii
        obejmującego także następujące atrakcje: zwiedzanie rezerwatów dzikiej
        zwierzyny (Masai Mara, Ngorongoro), piesze
        wędrówki w rejonie Wielkiego Rowu Afrykańskiego (Mt.Longonot, Hell’s
        Gate ,Jezioro Baringo), zwiedzanie Nairobi,
        Mombassy oraz krótki wypoczynek na wybrzeżu Oceanu Indyjskiego w
        okolicach Lamu lub na Zanzibarze.
        Minimalna liczba uczestników: 5 osób plus
        kierownik.
        Wpisowe:350 $ + Ko
        • chatka_ Pokazy slajdow w Warszawie 08.01.03, 20:29
          szczegoly pod: terrainco.republika.pl/slajdy/terraincognita.html
          • chatka_ Re: Pokazy slajdow w Warszawie 08.01.03, 20:51
            jeszcze jeden adres: www.klubjarema.republika.pl/

            Ralsie w te niedziele w Muzeum Ziemi Krzysiek Lisowski pokaze slajdy z naszej
            wyprawy do Maroka... godz. 12
            • Gość: Stanislaw Re: Pokazy slajdow w Warszawie IP: *.dip.t-dialin.net 08.01.03, 23:10
              chatka_ napisała:

              > jeszcze jeden adres: <a
              href="www.klubjarema.republika.pl/"target="_blan
              > k">www.klubjarema.republika.pl/</a>
              >
              > Ralsie w te niedziele w Muzeum Ziemi Krzysiek Lisowski pokaze slajdy z naszej
              > wyprawy do Maroka... godz. 12
              A dlaczego na koncu kazdej propozycji jest pozycja - wpisowe oraz koszty.
              Dla prawdziwych naturszczykow to nie potrzebne. Umawiamy sie na konkretny dzien
              i godzine, podstawiam Vana i w droge. Cene benzyny przeczytamy i do spolki
              zaplacimy - chyba Chatka to nie biuro podrozy???
              • chatka_ Re: Pokazy slajdow w Warszawie 09.01.03, 12:02
                Hm ...biuro podrozy raczej nie, jak juz agencja podroznicza. Jak kawiarnia nie
                wypali, to pomysle o tym :)
                Taka agencja jest Krzysiek Lisowski, ktorego kalendarz wypraw przedswawilam
                wyzej. Jest podroznikiem i przewodnikiem. Jezdzi tam gdzie sam jeszcze nie byl
                i nie powtarza wypraw. Zabiera ze soba mala grupke osob, coraz czesciej stalych
                bywalcow, za wydaje mnie sie niewielkim wpisowym. Pare osob z Forum kiedys
                pytalo z kim jezdze, z Krzyskiem bylam w MAroku i polecam! Rzecz jasna ze
                fajniej jest samemu sie zorganizowac, ale nie podrozowac samemu... Nie zawsze
                jest z kim, nie kazdy ma 3 miesiace wakacji, nie wszytkich na to stac! Tak
                oferta jest jakims rozwiazaniem, ryzyko niewielkie, trekking i tramping skupia
                jednak okreslony, fajny typ ludzi!
      • chatka_ Re: Dziki jest ten swiat 10.01.03, 02:02
        Gość portalu: Stanislaw napisał(a):


        > -Nie ma ale, w Islandii zarobimy minimum po 10 tys. dolarow (amerykanskich)
        na
        > miesiac, kraj egzotyczny, znasz jezyk - Jedziemy!
        > No i pojechalismy...
        > Bylo cudownie, bylismy tam ze szesc tygodni i chce to Wam opowiedziec. Co
        > prawda teraz musze leciec do roboty ale jeszcze dzis dopisze wiecej. Hej

        Czekamy! :)
        • Gość: And Re: Dziki jest ten swiat IP: *.radna.pl 10.01.03, 08:23
          chatka_ napisała:


          > Czekamy! :)

          Historia z Islandii jest w wątku "Lać mi się chce" (!)-??????

          PS.
          Nie bardzo łapię dlaczego tam ? (Idę się obśmiać gdzieś do kąta :))))

        • Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 10.01.03, 08:24
          chatka_ napisała:

          > Gość portalu: Stanislaw napisał(a):
          >
          >
          > > -Nie ma ale, w Islandii zarobimy minimum po 10 tys. dolarow (amerykanskich
          > )
          > na
          > > miesiac, kraj egzotyczny, znasz jezyk - Jedziemy!
          > > No i pojechalismy...
          > > Bylo cudownie, bylismy tam ze szesc tygodni i chce to Wam opowiedziec. Co
          > > prawda teraz musze leciec do roboty ale jeszcze dzis dopisze wiecej. Hej
          >
          > Czekamy! :)

          Dzis na 100% bedzie !!!
          • Gość: And Re: Dziki jest ten swiat IP: *.radna.pl 10.01.03, 08:29
            Gość portalu: Stanislaw napisał(a):

            > Dzis na 100% bedzie !!!

            Mam nadzieję że się Pan nie obraził, ale też czekałem na tę historię a tu taka
            "niespodzianka" - "o laniu"... :)))
          • Gość: Oka Re: Dziki jest ten swiat IP: *.17.79.204.lifespan.org 10.01.03, 23:08
            Zostala Ci niecala godzina...
            • saunne Re: Dziki jest ten swiat 11.01.03, 21:07
              Panie Stanislawie i co z ta Islandia?
              Czekamy!
              • Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 11.01.03, 21:56
                saunne napisała:

                > Panie Stanislawie i co z ta Islandia?
                > Czekamy!
                OK. Tylko kawalkami bo na raz to za duzo pisania. Wszedzie podpisuje sie
                Stanislaw a nie pan Stanislaw.Dzieki za doping.
    • Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 12.01.03, 00:01
      Po paru godzinach lotu jestesmy w Keflaviku - to port lotniczy oddalony ok. 80
      km od Reykjaviku. W Monachium mielismy pelnie lata, tu nad samymi glowami
      czarne chmury, zimno i mokro. Jedziemy autobusem i nastroje wcale nie lepsze.
      Wokol jak na czarno-bialym zdjeciu - ponuro. Zadnych drzew, blada trawka, skaly
      i wulkaniczny zuzel. Ani sladu czlowieka tylko co pare kilometrow stozki
      ulozonych kamieni - pozniej dowiedzialem sie, ze mimo oficjalnej religii
      chrzescijanskiej Islandczycy wierza w Trolle; male, zlosliwe krasnale. A te
      stozki to ofiary do ich przeblagania. W Reykjaviku czlapiemy objuczeni
      rozgladajac sie za campingiem. Mamy juz plan miasta ale mimo ze litery maja jak
      u nas, za Chiny nie mozna porownac tego co w planie i w rzeczywistosci. W
      islandzkim tak poskladano znane w koncu litery, ze mozna to okreslic jednym
      slowem - zlosliwie. Wysiedlismy z autobusu na ulicy Vatnsmyrarvegur a camping
      byl po drugiej stroni miasta - przy Vesturlandsvegur. No to znajomosc jakiego
      jezyka pomaga w zrozumieniu islandzkiego? Oczywiscie czytalo sie tylko 3-4
      pierwsze litery i jakos doszlismy. Teraz uwaga dla podrozujacych do Islandii -
      nie dajcie sie haslu "Lataj LOT-em"; lot z Niemiec byl ponad trzykrotnie tanszy
      jak propozycje z Polski. Najlepiej pobiegac po internecie i znalezc tanich
      przewoznikow. Na zachodzie Europy jest takich pelno i kiedys jak by to kogo
      interesowalo moge podac. Mimo kapitalizmu nie mamy jeszcze konkurentow dla LOTu.
      Na szczescie na polu namiotowym byly jeszcze miejsca...
      • Gość: Stanislaw Znowu ISLANDIA IP: *.dip.t-dialin.net 14.01.03, 19:53
        Narobilem strasznego balaganu i musze to posprzatac. Teraz o Islandii po kolei,
        trzeba by bylo przeskoczyc te daty i godziny:
        08.01 -----godz.13.33
        12.01 -----godz.00.01
        12.01 -----godz.09.01
        13.01 -----godz.01.18
        13.01 -----godz.02.55
        14.01 -----godz.09.18
        14.01 -----godz.10.48
        14.01 -----godz.14.34
        14.01 -----godz.16.23
    • Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 12.01.03, 09:01
      Reykjavik - dymiace miejsce, tak nazwali to miasto pierwsi osadnicy. Ale to nie
      byl dym, jak przekonali sie na miejscu tylko wydobywajaca sie spod skal
      para.Islandia jest rejonem mocno wulkanicznym z najwiekszym wulkanem
      Vatnajökull i od czasu do czasu tam trzesie - na szczescie lekko. Ta para jest
      dzis waznym dla Islandczyka bogactwem naturalnym. Co jakis czas wwiercaja sie w
      takie "dymiace" miejsce i maja za darmo goraca wode do ogrzewania mieszkan i
      kapieli. Chrzest "islandzki" przeszedlem wiec zaraz po przyjezdzie gdy wlazlem
      pod prysznic na campingu. Buchnela mi z sitka smierdzaca jajami woda w ktorej w
      ogole nie pieni sie mydlo lecz maze jak krem Nivea. Wrazenie okropne ktore
      towarzyszylo do konca a wynika z tego,ze woda jest mocno zmineralizowana,
      twarda bo ciagnieta prosto spod skal, aha i przestroga... Nie radzilbym nikomu
      brac rano prysznika na duzym kacu - bo doslownie "oczyszcza". Zreszta co chwile
      zauwaza sie wulkaniczna wszechobecnosc - kamienie duze i male, w ogrodkach i na
      trawnikach sa czarne i kanciaste - bazalt,kawalki lawy, przemieszane z
      popiolem. Mozna sobie taki maly szorstki i spieniony kawalek uzywac zamiast
      pumeksu. Nowe budynki w obawie przed trzesieniem buduja tez zupelnie inaczej.
      Po zalaniu fundamentow ciagna dalej szalunek, zbroja i leja beton, az do samej
      gory. Ale ciekawsze sa stare domy - jakas lekka konstrukcja z drewna wypelniona
      izolacja tzn. wszechobecnym tu mchem a calosc obita blacha falista. No i te
      kolory starych domow; blache na scienach maluja w najmniej oczekiwanych
      jaskrawych kolorach. Domy czerwone, zolte, zjadliwa zielen i niebieski; zadnych
      pasteli, zadnego umiaru. Mozna to zrozumiec jak wokol tylko czano, szaro, na
      horyzoncie ponure gory a nad glowa chmury z ktorych co chwile cos pada. Z
      kazdego wbitego w sciane gwozdzia ciagnace sie do ziemi rdzawe zacieki zreszta
      samochody podobnie - nie widzialem nigdy w Europie takiej ilosci zardzewialych
      (jeszcze jezdzacych) samochodow. Ale trudno sie dziwic gdy prawie codziennie
      pada deszcz a zima deszcz ze sniegiem i przez pol roku trzeba solic ulice.
      Wbrew pozorom mimo, ze Islandia lezy tak daleko na polnocy nie ma tam ostrych
      zim bo omywa ja cieply prad morski plynacy az z zatoki meksykanskiej. Tak, ze
      wszystko zalezy tylko od kierunku wiatru, ale gdy zawieje od polnocy ( od
      Grenlandii ktora lezy "o rzut kamieniem") to i latem jest diabelnie zimno.
      Przekonalem sie o tym pare dni po przyjezdzie gdy przez dobe wialo z polnocy i
      skrecalem sie w namiocie jak robal przez cala noc. Zeby juz na przyszlosc nie
      nudzic wulkanologia dodam, ze ten najwiekszy wulkan Vatnajökull ma na sobie
      wieczny lodowiec, ktory co pare lat czesciowo (i gwaltownie) topnieje na skutek
      aktywnosci sejsmicznej gory. Gora staje sie wtedy prawdziwym wulkanem, strzela
      lawa i dymem a masy wody z lodowca splukuja do morza wszystko co tam czlowiek
      na brzegu moza zbudowal - przede wszystkim glowna trase Islandii otaczajaca ja
      dookola. Przez 6 tygodni czekalem na jakies trzesienie ziemi, szczegolnie noca
      gdy lezalem przycisniety do ziemi, ale nic takiego nie zauwazylem ani chu chu.
      Moze i dobrze, moze by nie zatrzaslo jak na zamowienie - tylko bardzo lekko
      Islandczycy pija, ale jak...
      • Gość: saunne Re: Dziki jest ten swiat IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 12.01.03, 10:41
        super! Czekam na ciag dalszy :)
      • Gość: habitus Czytałam-czekam na cdn (ntxt) IP: *.zigzag.pl 12.01.03, 12:01
        • ralston Stanisław - dawaj dalej! :) (ntxt) 12.01.03, 22:05
    • Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 13.01.03, 01:18
      Rzadki deszcz bebnil o namiot jak zasypialismy po tych pierwszych islandzkich
      wrazeniach. Cos w koncu osiagnelismy. Rano piekna pogoda, najwazniejsze rzeczy
      do malych plecakow i ruszamy w strone portu. Wszystko czyste i mokre po nocnym
      deszczu - blyszczy, slonce razi w oczy. Po ok. 2 km. skrecamy w prawo nad
      zatoke i teraz caly czas prosto przy wodzie, jak by sie ktos pytal ulica
      Seabraut. Przy nabrzezu nawiezione wielkie jak dom bloki skalne dla zatrzymania
      fal przy sztormach, jakies morskie ptactwo wrzeszczace i ten zapach portu, alg,
      jakichs skrzyn nasmolonych czarno i tego wszystkiego co morze wyrzucilo.
      Idealna pogoda na zdjecia - no to pstrykamy. Wreszcie port rybacki i kilka
      kutrow mocno zardzewialych. Tu zaczyna sie gimnastyka jezykowa. Zaczynam z
      jakis potwornie leniwym grubasem na kutrze zagajac temat roboty - w koncu po to
      tu przyjechalismy. Moje "schprechen sie deutsch" robi na nim tyle wrazenia co
      latajace ptactwo, patrze na Mirka ale tu zero pomocy tylko kciuk w gorze, ze na
      pewno dam rade. No to po angielsku ale jak... jak znam pare slow. Jakos tam aj
      luken, czy szuken for job ale dalej nie bylo wstydu bo i roboty nie bylo. No
      najbardziej platna robota na kutrach idzie sie kiwac bo na innych wrakach zywej
      duszy. Tu musze dodac, ze caly czas przed przyjazdem bylem "nakrecany", ze
      tylko kutry, ze tylko tam zgarniesz 7 do 10 tys na miesiac. Mirek to oczywiscie
      urodzony rybak, od najmlodszych lat taplal sie w naszej Narewce co z Puszczy
      Bialowieskiej wyplywa. Ryby przynosil przez cale wakacje, nazywali je w okolicy
      sielawami a wielkie byly jak szproty. Ale nic.. nie pokazuje, ze ciesze sie jak
      diabli, ze z kutrow nici. Powiem szczerze - nie lubie kolysania.
      W koncu dochodzimy do jakichs zabudowan, jakies szopy rybackie (pewnie na
      sieci) labirynt siatek drucianych i bramek ale olewamy to i idziemy jak to sie
      w wojsku mowi "na azymut". Trzeba tylko uwazac zeby zaraz w pierwszym dniu
      spodni nie porozrywac przelazac przez to wszystko.
      Wreszcie jakas cywilizacja, cos co wyglada jak ogromna hala albo przetwornia,
      na wielkim placu od strony nabrzeza pedza tam i z powrotem wozki widlowe.
      Mowie: -Chodz popytamy moze w przetworni maja jakas robote. Ale kuzyn
      ochrzania za durny pomysl, kto nas wezmie do fabryki na "czarno". Ja w jedna
      strone, on w druga i znow znikad pomocy, znowu sam musze "kukac czy luckac".
      Wchodze do hali patrzac by nog nie powykrecac na na tym calym balaganie
      co sie tam wala, nos wykreca od smrodu i jakiegos mlodzienca pytam o robote. A
      on rezolutnie, zebym poszedl do dyrekcji i popytal. No ide, dalej pytam "po
      angielsku" i w koncu bardzo mila sekretarka kaze poczekac na zastepce dyrektora
      ktorego sam sobie, tak, tak - wybralem. A dlatego wybralem bo zazyczylem sobie
      mowiacego po niemiecku. Mialo byc 15 minut, a wyszla godzina z hakiem. Mily
      facet kaze siadac i opowiadac co tam w Europie a oczy uprzejme ale cos
      nieobecne - aha okazalo sie, ze mowi po niemiecku jak ja po angielsku.
      • Gość: habitus Re: Dziki jest ten swiat IP: *.zigzag.pl 13.01.03, 01:22
        Stanisław, czy ty aby nie jesteś Stasiuk :-) Pisz jeszcze!
      • Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 13.01.03, 02:55
        Sorry! - ze tak po kawalku ale zdarza mi sie dosc czesto, ze nagle moj PC sam
        sie zresetuje i kupa roboty na nic.


        Problemow z robota nie bylo. Mielismy byc przed 8 rano a sekretarka od
        razu wypisala przepustki na jakies zrozumiale dla Islandczykow (a dla nas
        mniej) nasze imiona. Wychodze, Mirka nie ma. W koncu moze z kilometr dalej
        spieniony jak osa zaczyna mnie uswiadamiac, ze to nie fair, ze razem
        przyjechalismy, ze tak to do d..y.
        - Jest robota od jutra palancie!!! mowie, Mirek milczy wkurwiony bo 1:0
        dla mnie. Nic mnie nie pyta, chce byc gora i pokazac ze tez cos znaczy, ale mi
        wszystko jedno - gadam nie pytany.
        Praca miala byc tylko gora na trzy tygodnie bo byly dobre polowy i inne
        kutry byly juz w drodze - szykowal sie "szczyt". Na godzine dawali w ich
        koronach okolo 6 dzisiejszych Euro i po 8 - 10 godzin dziennie. Juz mialem "w
        plecy" bo w Bawarii na okraglo(od lat) mialem po 10 Euro/h. Ale wlasciwie to
        juz wtedy wiedzialem, ze wlasnie tyle potrwa moj pobyt w Islandii. Pozniej sie
        okazalo, ze trzeba bylo sezon w przetworni przedluzyc o tydzien i jeszcze raz,
        az wyszlo z tego 5 tygodni. W ostatni tydzien sam z nieprzymuszonej woli olalem
        robote bo chcialem cos w tej Islandii zobaczyc. Przerabialismy dorsze -
        najwieksze bogactwo tego kraju. Rano wyposazyli nas fachowo biale kitle i
        czapki, gumowce i dlugie do ziemi niebieskie fartuchy z gumy. Noz do reki i na
        tasme. Naszym zadaniem bylo obciac z dorszowej glowy kawalek miesa z lewej i
        prawej strony. Jak wiadomo, gdy rybie obetnie sie leb tak po prostu pod katem
        prostym to zawsze zostaja po obu stronach kawalki dobrego miesa. No te kawalki,
        z tych dorszy to nie jakis tam wymysl dyrektora-pedanta, to bylo kawal miesa.
        Islandzkie dorsze tym sie roznia od baltyckich ze sa duzo wieksze. Taki dorsz
        (porskur po islandzku) ma od metra do poltora a bywaja okazy dwumetrowe wiec
        leb ma wielkosci ludzkiej glowy i kupe miesa do odzyskania. Powaznie.
        Na "wprowadzajacego" dostalismy jakiegos znudzonego mlodzienca. Przyszedl
        jakby zaraz mial zasnac i zrobil cos co trwala moze pol sekundy a dwa kawalki
        wpadly do kontenera. Nic nie zauwazylem i ciagne goscia za rekaw zeby jeszcze
        raz pokazal. Znowu to samo - nie umial tego robic powoli. No ale po godzinie
        juz jakos szlo a po calym dniu czulem sie ekspertem. Po trzech dniach czulismy
        sie juz "jak zaloga" bo wiedzielismy coraz wiecej, robota szla migiem, usmiechy
        i pozdrowienia z miejscowymi i w ogole to OK. Ale okazalo sie po tygodniu juz
        nie tak OK. Skonczyl sie okres ochronny i koniec ze stawka godzinowa - norma
        stalo sie napelnic przez dzien kontener tak na oko ok. 1m3. po brzegi. I znowu
        bylismy malutcy, znowu nie bylo czasu podciagac opadajacych gaci a w oczach
        mgla. Po nastepnym tygodniu juz, juz dochodzilem do swojej normy a tu nowa
        wiadomosc. Tak w ogole to nie ma zadnej normy i jak inni robia dziennie poltora
        a nawet dwa kontenery to nie musimy konczyc po 10 godzinach bo wolno robic ile
        chcemy. O szajse...
        Ogolnie bylo sympatycznie, do wszystkiego mozna bylo sie przyzwyczaic,
        troche na migi gadalismy z miejscowymi ludzmi ale raczej z tymi ze stalej
        zalogi. Otoz na czas sezonu letnich polowow z calej Islandii zjezdzala do
        pomocy mlodziez szkolna ze szkol srednich zeby sobie dorobic i jednoczesnie
        wspomoc kampanie przetworcza. Zalogi stalej, zamieszkalej w Rejkiaviku bylo
        moze 30 procent, reszta to mlodziez i my czyli zbieranina z calego swiata.
        Chinczycy, Arabowie, czarni i my - tylko dwaj z Polski.
        Kto byl na tasmie w fabryce to wie co to znaczy - trzeba robic jak w
        zegarku, mozna szybciej ale nie wolniej niz idzie tasma. Latwo powiedziec. Za
        sciana ktos obcinal rybom lby a tu plynela rzeka do przerobienia. Jak ktos tam
        (ten niewidoczny wrog) za sciana wyszedl do kibla albo zapalic to juz, juz
        mialem na tasmie czysto ale iluzja... Gosc wracal i nadrabial zaleglosci a tu
        lby rosly jak gora, spadaly z tasmy pod nogi - horror. Czasem jakas zyczliwa
        dusza to zauwazyla i troche sie uspokajalo ale nie na dlugo. Ale dowiedzialem
        sie, ze jak tych lbow bylo za duzo to wystarczylo podejsc do sciany (z wrogiem)
        i zelaznym dragiem co tam stal - mocno w nia walic. Pomagalo. Jak zrobiles to
        ponad trzy razy dziennie to wychodzil zza sciany ten twoj "czlowiek bez twarzy"
        i miauczal cos po swojemu ale i tak lecial po dyrektora.
        Dyrektor - kapitalista, nigdy nas nie opieprzyl. Przychodzil, patrzyl,
        przestawial ludzi jak pionki na szachownicy i Tasma wymuszala tempo. W tej
        ogromnej hali fabrycznej mial gdzies na gorze dobudowany do gabinetu szklany
        balkonik nad hala i czesto go tam, sepa, widzialem.
    • Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 14.01.03, 09:18
      - - - Godan dag! - - -
      Cudownie bylo przezywac w Isladii "biale noce". Wielu pewnie slyszalo to
      pojecie; mi sie to kojarzylo z normalna noca z jakas dziwna poswiata. Nic z
      tych rzeczy.
      Biala noc to zupelnie normaly brak nocy! Zaraz na drugi dzien, w ten w
      ktorym zalatwilem prace, zwiedzalismy cetrum. Wszystko w jakims niesamowitym
      stylu jak z innej epoki. Jakies kolonialne fasady wylozone drewnem tekowym,
      mosiezne okucia, barierki z grubych sznurow - zupelnie jakbym byl na prastarym
      zaglowcu. A w oknach waziutkie poleczki z bibelotami. Tak sobie wyobrazam
      jakies portowe miasto w sredniowiecznej Anglii. Miasto zylo swoim codziennym
      zyciem, moze tylko zauwazalne grupy turystow nie sa tak liczne o innej porze
      roku.
      Prawdziwe oblicze Reykiavik pokazal poznym popoludniem. Tam rzeczywiscie
      z obledna radoscia obchodzi sie przesilenie letnie - gdy noc jest najkrotsza.
      To wlasnie te "biale noce". Slonce po prostu w ogole nie zachodzi! Po polnocy
      zniza sie do linii horyzontu, nawet ja dotyka i znowu pnie sie w gore. A ze
      zaraz od drugiego dnia mielismy piekne bezchmurne niebo moglismy naocznie sie o
      tym przekonac. Po calym centrum blakaly sie grupy rozbawionych Islandczykow;
      mlodzi i starzy, wszyscy w wysmienitych humorach - jak pozniej stwierdzilem -
      "wyskokowych".
      W kraju o ostrej polprohibicji wiekszosc miejscowych nosi przy sobie
      butelki z duza coca-cola tylko kolor napoju jakis za jasny. Najpopularniejszy
      miejscowy koktajl robi sie bardzo prosto - z poltoralitrowej coca-coli wypija
      sie (albo wylewa bo szybciej) pol litra i w to miejsce tankuje czysta. Proste i
      wygodne. Ludzie spotykaja sie, czestuja nawzajem alkoholem - smiechy, wrzaski,
      pelen luz. Siedlismy na chwile, nagle jakies miejscowe malolaty laduja sie nam
      na kolana, szklane, pijane oczy, twarde mlode piersi i juz zanim cos powiesz
      ssie ciebie taka mloda... Ach zal wspominac! Totalny szok.
      Obyczajowosc seksualna Islandii to nieobyczajnosc. Ludzie korzystaja z
      mlodosci poki mlodzi w sposob nam niewyobrazalny. I wlasnie szczegolnie w te
      ich najwieksze swieto - bialych nocy.
      Przed dyskotekami lub pubami stoja grzeczne kolejki, jakos dziwnie
      spokojnie. Aha juz wiem - przed wejsciem kilku "bramkarzy" sprawdza na macanke
      czy nikt nie wnosi alkoholu i czy nie jest zbyt "wlany", dlatego tak cicho.
      W miare posuwania kolejki czasu coraz mniej do wysuszenia koktajlu wiec
      ciagna z "gwinta". Lokale sie zapelniaja, przed wejsciem rosnie piramida
      pustych butelek i zero awantor mimo szampanskich humorow. Pija duzo, mlodzi i
      starzy - nie robia z tego ceregieli. Widzalem jak obok stojacej w kolejce grupy
      mlodziezy z butelek ciagnalo dystyngowane malzenstwo w wieczorowych strojach.
      Dla nas jeszcze za wczesnie zeby wchodzic, tym bardziej, ze na glownej
      ulicy szykuje sie jakas zadyma...
      • aand Re: Do Stanisława 14.01.03, 09:25
        Rewelacja! Przyznam że szczerze zazdroszczę :) Mam pytanie techniczne: czy to
        prawda że poza polami namiotowymi jest problem z rozbiciem namiotu. Podobno pod
        cienką warstwą ziemi - lita skała?
        • Gość: Stanislaw Re: Do Stanisława IP: *.dip.t-dialin.net 14.01.03, 09:43
          aand napisał:

          > Rewelacja! Przyznam że szczerze zazdroszczę :) Mam pytanie techniczne: czy to
          > prawda że poza polami namiotowymi jest problem z rozbiciem namiotu. Podobno
          pod
          >
          > cienką warstwą ziemi - lita skała?

          Prawda, Islandia jest straaasznie skalista, ale na naszym polu namiotowym
          nie bylo problemow. Nie wiem jak jest gdzies indziej ale gdy jechalismy z portu
          lotniczego do Rejkiaviku to bylo wiecej skal niz zielonego.
    • Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 14.01.03, 10:48
      Na glownej ulicy (Laekjargata) zaczynalo sie cos w rodzaju parady
      amerykanskiej. Pozniej jak to sie wszystko rozkrecilo po jednej i drugiej
      stronie ulicy staly takie tlumy, ze ciezko bylo sie przecisnac. Calosc trwa
      moze godzne i polega na przejezdzie "zmotoryzowanych". Najpierw jada najdrozsze
      samochody - Rolls-Royce, Bentleje i wszystko co do tego nalezy. Wyczyszczone,
      blyszcza do bolu. Za kierownica szofer w bialych rekawiczkach w pelnym
      uniformie, z tylu miejscowi magnaci zaszczycaja nas machaniem. Jada wolno -
      pelen szyk. Zaraz za nimi wolni ludzie Harleyowcy, kompletnie wyposazeni,
      rzemyki, skory. Po trzech w rzedzie - motory na wolnych obrotach - suna
      dostojnie, teraz ulica nalezy do nich. Cisza podziwu po obu stronach, tylko
      paru niedoszlych skorzastych co motorow sie nie dorobili wrzeszcza i machaja
      czarnymi kurtkami.
      Potem najdrozsze Mercedesy, potem najstarsze Mercedesy, potem Mercedesy
      czarne, potem biale i jeszcze inne. I tak po kolei markami i cenami w dol.
      Potem zbieranina, ale tez razem czarne i razem czerwone jada parami. Wszystkie
      wyczyszczone, ani sladu rdzy, opony czarne i blyszczace. Miedzy nimi co
      kilkanascie metrow policja na sygnalach jakby gdzies do wypadku. Ale nieprawda -
      to wszystko nalezy do parady.
      Juz myslalem, ze sie konczy a tu znowu Rolls-Royce - co jest. Potem
      zobaczylem, ze inne ulice sa puste a ci co przejechali przez centrum pedza
      wkolo by na nowo "przedefilowac". Nie wiem jak to dlugo trwalo ale co najmniej
      ze trzy razy.
      W knajpach tlumy, ostro graja a przed wejsciem nieodlaczni "macacze".
      Towarzystwo mocno pijane, jest tak glosno, ze nie mozna sie dogadac a zreszta w
      jakim jezyku? Przed wyjazdem w biurze podrozy (w Niemczech) tlumachyli, ze bez
      problemu mozna dogadac sie po niemiecku ale to bzdura. Tylko angielski, a
      niemiecki baaardzo sporadycznie. Zreszta i Niemcow i niemieckiego za bardzo tam
      nie lubia i nie moga zapomniec jak im w czasie II wojny kazano lowic ryby za
      darmo na potrzeby "wielkiego" Wehrmachtu.
      Byloby w tych lokalach z kim podyskutowc. Islandeczki apetyczne az w
      brzuchu boli. Tylko za rzadko wolne graja - chociaz raz udalo mi sie pokrecic
      wolnego, a wlasciwie to postac ale... w pelnym zwarciu. Wiekszosc ludzi milych
      i uprzejmych, pytaja skad jestesmy. Na nasze, ze z Polski kiwaja ze
      wspolczuciem glowkami; dopiero od nich dowiedzielismy sie jaka w Polsce
      straszna powodz. Pozniej przez wiele dni widzielismy na czolowkach gazet
      zdjecia z zalanych polskich miast.
      Troche w tych lokalach balaganu robili jacys czarniawi, nie wiem czy
      Abanczycy czy Arabowie. Probowali nam oferowac dziewczyny z bylego ZSRR. Komus
      cos zginelo ale i do Islandii dojezdza powoli talatajstwo.
      Najwiecej ubawu robili amerykanscy zolnierze z miejscowej bazy.
      Nawaleni jak stodola, umundurowani w pelnej gali probowali cos tam dziewczynom
      proponowac. Takiemu jednemu pelnemu pulkownikowi zaraz obok mnie kompletnie
      oslably kolana, za cholere nie mogl wstac i na kolanach probowal przyjac
      postawe zasadnicza.
      Jeszcze pare lokali odwiedzilismy ale bylo to niezdrowe dle kieszeni bo
      wszedzie trzeba bylo placic wstep. W knajpach malo kto zamawia, najwyzej
      symbolicznie na poczatku zeby cos stalo na stole bo ceny sa nienormalne. Za
      piwo trzeba zaplacic 4xkrotna cene jak w Niemczech, a wiec 12-16 DM. Zreszta
      wszystko mialo taka czteroktotna "przebitke" w stosunku do cen niemieckich.
      Mozna wiec bylo zrozumiec "koktajle uliczne".
    • Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 14.01.03, 14:34
      Ingolfr Arnarson byl pierwszym w nowozytnej Europie ktory wysiadl na lad
      Islandii. Przewodzil grupie Celtow.
      Lad byl niegoscinny, bo najgorzej bylo przetrwac zime. Wtedy jesli sie
      nie myle bylo to ostatnie w historii oziebienie bo trudno mowic o zlodowaceniu.
      Zbudowanie domow nie bylo problemem i opalu bylo wbrod. Ale krotki
      okres wegetacji nie pozwalal na uprawe warzyw i zebranie odpowiedniej ilosci
      paszy dla zwierzat. Tak, ze ludzie tam osiedlali sie i dawali za wygrana, a
      potem wracali. Najwczesniej i najdluzej, nie liczac Celtow, przebywali mnisi
      irlandcy. Dzisiaj sladami pierwszych osadnikow jest calkowity brak drzew i
      dzikie konie. W srodkowej, przez wieksza czesc roku, niedostepnej czesci
      Islandii zyje bardzo malo dzikich zwierzat ale o dziwo wlasnie konie. Uwolnily
      sie przed wiekami spod opieki czlowieka, zdziczaly i wspaniale przystosowaly do
      warunkow. Sa nieduze i pokryte grubym futrem i nawet zima potrafia wygrzebac
      spod sniegu trawe i mech. To dzis duza atrakcja turystyczna.
      Natomiast lasy rosly od tysiecy lat i jakos tam metoda prob i bledow
      pokryly terny nabrzezne. Osadnicy wycieli co bylo do wyciecia i zeby znow sie
      cos pojawilo trzeba czasu, a wszelkie proby sztucznego zalesiania spelzly na
      niczym. Krotkie lato nie sprzyja jakiejkolwiek uprawie a nieliczne drzewa w
      ogrodkach tylko potwierdzaja regule. Wiekszosc rzeczy trzeba wiec przywiesc ze
      stalego ladu placac rybami.
      Spotkalismy raz pana Zenka, ktory byl zatrudniony w swiniarni, ale jak
      opowiadal podstawowa pasza jest maczka rybna. Od razu to wyczulem gdy raz
      kupilem kawalek kielbasy w hipermarkecie. Zreszta i warzywa w tym markecie
      stanowily raczej ozdobny kacik i mamusie przyprowadzaly tam dzieci, zeby sobie
      popatrzyly jak to to wyglada. Cena nie pozwalala na taki luksus. Warzywa sa
      oczywiscie ale z postaci mrozonek przywiezionych z Europy.
      Jesli chodzi o markety; ceny w Islandii sa okolo 4 razy wyzsze jak w
      Niemczech, a produkty maja z calego swiata - z Polski widzialem batoniki Princ-
      Polo i nieomieszkalem ze smakiem schrupac. Jesli chodzi o piwo to w normalnych
      spozywczych sklepach mozna kupic puszkowe o zawartosci 2,4 % alkoholu i smakuje
      blado. Szbyciej pusci pecherz niz zalapie glowa.
      W stolicy kraju sa natomiast 2(slownie - dwa) sklepy alkoholowe czynne
      od 10 do 14. Szlus. Na tym wlasnie polega ta islandzka prohibicja. Slyszalem,
      ze podobnie jest w Skandynawii ale tam nie bylem, moze ktos o tym napisze?
      Przed sklepami tymi stoja kilometrowe kolejki a gdy wreszcie
      przekroczysz prog tego raju to rzeczywiscie poczujesz sie dowartosciowany.
      Alkohole wystawione na szklanych polkach jak u nas bizuteria. Marmury,
      klimatyzacja, cicha muzyka jak w banku. Od razu dostalem "opiekuna" ktory nie
      opuszczal mnie na krok az do kasy. Chyba miejscowi probuja tam cos wygolic "na
      boku" - czy co? Alkohol mocny i piwo 4 x drozsze jak w Europie a wina ktore w
      Niemczech spotykalem za 3DM kosztowaly nawet 10 x wiecej. W Niemczech staly na
      najnizszych polkach - tu byly wyeksponowane jak u jubilera. Tu tez spotkalem
      nasza Zubrowke. Ale gdy tak cicho dyskutowalimy z Mirkiem o tych cudach nagle
      braterska dlon rodaka i krotko: - Tu nie bierzcie.
      Prosze. W najtrudniejszych zyciowych sytuacjach Polak Polakowi pomoze.
      Pan Adam, stoczniowiec zatrudniony w miejscowym porcie od razu przystapil do
      rzeczy. - Ile chcecie? -jest Gorbaczow w butelkach po 0.7l.
      - Ale zeby drugi raz nie latac bo daleko - dodal.
      No to jak tak mowi - to dwie... Zona pana Adama zaraz nas skasowala (tylko z
      dwukrotna przebitka) i gdzies zniknela. Pan Adam szczesliwy, ze spotkal rodakow
      zaprowadzil nas do siebie zeby pokazac jak mieszka. Potem kapnalem sie, ze mial
      z nami konsumowac jako rekompensate za pomoc. Ale tylko na dobre wyszlo bo jak
      se popil to puscil Mirkowi "pare" gdzie to zrodelko.
      A sprawa byla banalna... W pewnej ambasadzie. W jakiej nie powiem bo
      odpowiednie sluzby moglyby mi zrobic kuku. Bylismy tam pare dni pozniej. Mirek
      walnal chyba ze trzy razy w tylne drzwi, wysunela sie jakas babina i rzucila
      tylko jedno slowo: - Skolko? Wzielismy jedna i bez przebitki.
    • Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 14.01.03, 16:23
      I to w zasadzie wszystko, chociaz pamiec odkrywa ciagle nowe fragmenty i
      im wiecej pisze to zawsze przychodzi cos nowego.
      Najciekawsze na poczatku bylo to zjawisko astronomiczne - biale noce.
      Widzialem kiedys dekarzy przy pracy o 3 w nocy. Wcale sie temu nie dziwie. A
      chyba wiekszosc to czytajacych zapytala w pewnym momencie a jak tam jest zima?
      No wlasnie, zima jest przechlapane. W okolicach 20 grudnia dnie sa najkrotsze.
      Slonce wychodzi a wlasciwie pojawia sie przy horyzoncie na pol godziny. Tyle
      trwa dzien. Zima jest jak widac calkiem nieprzyjemnie. Te ich warunki zycia i
      do tego osamotnienie bo do najblizszegi ladu daleko powoduja, ze Islandia ma
      jeden z najwyzszych wskaznikow samobojstw na swiecie. Do tego tzw. w zoologii
      chow wsobny - czyli bliskie kontakty seksualne w obrebie spolecznosci powoduja,
      ze maja tez spore problemy z debilkami. Ludzie tu tylko w Rejkiaviku stanowia
      wieksza spolecznosc, zima jak snieg odetnie wiekszosc drog to w malych osadach
      po 3 - 5 domow chyba tylko wyc z nudow. Centralna gorzysta czesc Islandii mozna
      przemierzac tylko latem i to jedynie dobrym samochodem terenowym, bo w wielu
      miejscach rzeki przekracza sie w brod. Kiedys na jakiejs starej rycinie
      widzialem scene wymierzania kary czlowiekowi ktory cos ukradl. Mial po prostu
      opuscic wioske (z zona i dzicmi) i wyniesc sie na srodek wyspy. To rownalo sie
      karze smierci.
      W samym Rejkiaviku jest niewielu Polakow a mozna ich spotkac w jedynym
      katolickim kosciolku na niedzielnej mszy.Kosciol ten stoi niedaleko ambasady
      rosyjskiej.
      Jest tez (albo byl) polski konsulat ale trafic tam jest bardzo trudno.
      Miesci sie bowiem z jednej z portowych firm. Poszlismy tam kiedys i lazilismy
      ze dwie godziny zeby trafic. Bylo to przy ulicy Eidsgrandi. Kiedys byla tam na
      kontrakcie duza grupa Polakow a ich szef byl konsulem. Dzis "obowiazki" konsula
      pelni jakis islandzki ciec ktory tych biur pilnuje i oczywiscie nie gada po
      polsku. Bardzo sie zdziwil jak tam przyszlismy.
      Wiecej Polakow znajduje sie na polnocy Islandii bo tam glownie sa
      tereny polowowe. Np. na polwyspie Akranes.
      Na Islandii nie ma kolei, ale latem w okresie turystycznym wyspe mozna
      objechac autobusami. Poza tym jest bardzo duzo promow tak jak autobusy
      okrazajacych wyspe. Mozna wypozyczyc samochod. Wielu bogatszych turystow
      wymajmuje loty malymi samolocikami nad wyspa. Atrakcja jest przelot nad
      wulkanem Vatnajökull. Lodowiec na tym wulkanie jest wiekszy niz wszystkie
      lodowce w Alpach razem wziete.
      Podczas pierwszych tygodni na campingu spotkalismy dwoch turystow z
      Polski przemierzajacych Islandie na rowerach. Byli potwornie objuczeni, bo
      wiezli z Polski nawet makaron. O ile pamietam byli z Krakowa. Tu chcialbym im
      pomachac reka, moze kiedys to przeczytaja. Zbierali na wyprawe 3 lata a i tak
      dofinansowywala ich jakas miejscowa krakowska gazeta. Za to musieli pisac
      reportarze. Szkoda mi ich bylo bo na campingu zamiast zabierac sie za
      rozpakowywanie zaczeli od pisania.
      Na campingach w Islandii mozna spac za darmo ale pod warunkiem, ze
      wchodzisz po 22 a wypadasz przed 6 rano. Jako, ze tam nic specjalnie nie udaje
      sie wyhodowac bo nawet trawa slaba - wiecej mchu, to natura nie poskapila
      grzybow. Jest tego pelno. Grzyby zbieralem z Mirkiem wokol przepieknego centrum
      kongresowego Perlan Öskjuhlid polozonego na gorze prawie w centrum miasta.
      W Rejkiaviku jest tez zabytkowa willa w ktorej Gorbaczow z Reaganem
      podpisali traktat o rozpadku ZSRR.
      Ciekawe jest tez podrozowanie autobusem jesli wsiadasz po trasie bez
      biletu. Mozesz wsiasc, zaplacic i jechac ale a) nie dostajesz zadnego biletu,
      b) musisz miec dokladnie wyliczona kwote bo kierowca nie wydaje reszty.
      Oczywiscie mozna zaplacic wiecej jak kto chce. Po wejsciu do autobusu kladzie
      sie pieniadze na szklana skarbonke, kierowca sprawdza sume i zsuwa do srodka.
      Mozna jechac. Bylem raz daleko za miastem i na kolejnych przystankach
      probowalem wsiasc z duzym banknotem. Niestety - ok. 15 km przeszedlem na
      piechote.
      Ponoc Polacy zatrudnieni na kutrach maja opracowany swoj tani
      (niesamolotowy) sposob podrozy do Islandii - promami towarowymi z Hamburga.
      Promy te maja tez kabiny osobowe no i najwazniejsza rzecz mozna zabrac rowery a
      nawet motocykl. To bylaby alternatywa taniego zwiedzania.
      No i mozna by bylo tak jeszcze plotkowac i plotkowac ale jesli kogos to
      interesuje. Widze, ze pobilem rekordy pismactwa i zanudzilem uroczych rodakow
      Bialostocczan. Moze jeszcze cos dopisze - czas pokaze. Na razie - Amen.
      • ralston Re: Dziki jest ten swiat 14.01.03, 17:31
        Stachu - wcale nie jest nudne. Nawet jeśli ludzie się nie włączają i nie
        komentują, to na pewno czytają. Jest to jeden z najpopularniejszych tutaj
        wątków a Twoje opowieści są niezwykle barwne i bardzo ciekawe. Jak się coś
        jeszcze przypomni - dawaj dalej. Czekamy. :)
        • Gość: Oka Re: Dziki jest ten swiat IP: *.17.79.204.lifespan.org 15.01.03, 00:31
          Wielkie dzieki, Stanislawie, czyta sie z wielka przyjemnoscia!!!
      • chatka_ Re: Dziki jest ten swiat 16.01.03, 00:50
        Gość portalu: Stanislaw napisał(a):

        > Podczas pierwszych tygodni na campingu spotkalismy dwoch turystow z
        > Polski przemierzajacych Islandie na rowerach. Byli potwornie objuczeni, bo
        > wiezli z Polski nawet makaron. O ile pamietam byli z Krakowa. Tu chcialbym im
        > pomachac reka, moze kiedys to przeczytaja. Zbierali na wyprawe 3 lata a i tak
        > dofinansowywala ich jakas miejscowa krakowska gazeta.

        Ha! znajomi, ktorzy pojechali samochodem na Islandie w ubieglym roku w czerwcu
        opowiadali ze jeden z tubylcow jak sie dowiedzial ze sa z Polski to zaraz ich
        spytal czy nie sa rowerami :) I wyjasnil zdzwionym kolegom ze tylko Polacy i
        Holendrzy sa takimi wariatami by wyspe przemierzac na rowerze :)
        • Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 16.01.03, 01:52
          Moze by przelamac te opinie o Polakach. Mam cokolwiek dziwaczny pomysl na
          rozwiazanie transportu po Islandii - ale moze sie by przyjal? Kilku
          (kilkunastu) chetnych do podrozy robi zrzute na jakis stary nawet
          dzesiecioletni woz i dzielimy czas od 1 czerwca do konca sierpnia na 6
          dwutygodniowych turnusow. Pierwsza para kupuje samochod i po dwoch tygodniach
          przekazuje nastepnej itd. Na takim "turnusie" moze byc nawet wiecej osob wazne
          tylko zeby z bagazami zmiescic w samochodzie. Pozornie proste ale jak sie
          zorganizowac? Ze byloby najtaniej to nie ma dwoch zdan.
    • Gość: Pisces Re: Dziki jest ten swiat IP: *.stclar01.mi.comcast.net 14.01.03, 23:45
      Czytam,czytam i czekam na ciag dalszy.Twoje wspomnienia sa swietne mobilizuja
      mnie przegladania bialostockiego forum bo po lekturach sympatico,czy jaki tam
      ona nick uzywa dzisiaj,bylam zalamana.Dzikuje czekam na wiecej.
      • Gość: Stanislaw Reykiavik IP: *.dip.t-dialin.net 15.01.03, 00:01
        Niedaleko naszego obozowiska (campingu) jest stadion. Ogromny obiekt sportowy
        godny urzadzac Mistrzostwa Europy w LA. Miesci 70 tys. widzow. Islandia ma
        obywateli ile Biaslystok mieszkancow a w Reykiaviku jest ich ok. 120 tys. Czemu
        to sluzy? Kocham ich za to.
        • aand Re: Reykiavik 15.01.03, 08:12
          Przepraszam że tak męczę ale mam nadzieję że też kiedyś wyruszę śladami Jana z
          Kolna i Stanisława z Białegostoku :) Chciałbym się spytać co koniecznie
          (najlepiej wszystko:) trzeba zobaczyć w Islandii a co ew. sobie odpuścić
          (wiadomo koszty), ile czasu (minimum) zarezerwować no i najbardziej dogodny
          termin ze wzgl. na warunki klimatyczne.

          (Jak będzie "pozdrawiam" po islandzku? :)
          • Gość: Stanislaw Islandia IP: *.dip.t-dialin.net 15.01.03, 09:40
            Najlepszym terminem jest przesilenie letnie a wiec okolo 20 czerwca do konca
            lipca. Jesli bedziesz w Islandii bez wlasnego albo pozyczonego transportu -
            jest ciezko i drogo i zobaczysz mniej. Islandia nie ma kolei, autostopowicza
            olewaja ale wokol wyspy jezdza autobusy. Jesli wykupisz trzydniowke mozesz
            dowolnie wysiadac, wsiadac do nastepnego i tak zwiedzic brzegi Islandii. Srodek
            wyspy jest gorzysty i mozna go zwiedzic jedynie indywidualnie - do tego celu
            musisz miec auto albo motor. Motocykl mozna sobie przywiesc na promie towarowym
            z Hamburga. Z Reykiaviku jezdzi latem wiele autobusow w majciekawsze miejsca.
            Do nich naleza - Blekitna Laguna to jezioro termalne gdzie woda z jednej strony
            ma ok 30 stopni a z drugiej dochodzi do 80 st. C., jezioro Laugartvatn,
            gejzery, najwiekszy wodospad Glymur, fiordy na polwyspie Akranes, lodowiec
            Snaefellsjökull, krater Grabok z widokiem na wodospad Glanni, wodospad
            Skogafoss (60 m wys.) pod najwiekszym lodowcem Vatnajokull, promem na wyspy
            Vestmannaeyjar - gdzie powstala najmlodsza wyspa (lata 1963-67) itd. Kazda
            lepsza kniga o Islandii wymienia te i inne atrakcje. Najtaniej - pole namiotowe
            (jest ich w Islandii 123) i autostopem. Najlepiej od polowy czerwca do konca
            sierpnia. Pozdrawiam - Kvedja !
            Zapraszam wszystkich zainteresowanych do zbioru moich opowiadan o Islandii
            (to sa daty moich wpisow na tym watku):
            08.stycznia o godz. 13.33
            12 stycznia o godz. 00.01
            12 stycznia o godz. 09.01
            13 stycznia o godz. 01.18
            13 stycznia o godz. 02.55
            14 stycznia o godz. 09.18
            14 stycznia o godz. 10.48
            14 stycznia o godz. 14.34
            14 stycznia o godz. 16.23
            • Gość: chatka_ Re: Islandia IP: *.piasta.pl 15.01.03, 10:10
              Przelom czerwca i lipca to rzeczywiscie najpiekniejszy i najbardziej
              cywilizowany czas by sie wybrac na Islandie. Ale pamietaj ze to szczyt sezonu i
              wszytko wtedy jest bardzo drogie. Przed 1 czerwca za prom zaplacisz 1500 zl, w
              sezonie juz dwukrotnie wiecej!
              • Gość: Stanislaw Re: Islandia IP: *.dip.t-dialin.net 15.01.03, 10:52
                Gość portalu: chatka_ napisał(a):

                > Przelom czerwca i lipca to rzeczywiscie najpiekniejszy i najbardziej
                > cywilizowany czas by sie wybrac na Islandie. Ale pamietaj ze to szczyt sezonu
                i
                >
                > wszytko wtedy jest bardzo drogie. Przed 1 czerwca za prom zaplacisz 1500 zl,
                w
                > sezonie juz dwukrotnie wiecej!

                €€€€€€ Jak widze cena za prom jest potworna - ja za lot z Monachium (tam i z
                powrotem) w lipcu 1997 placilem 400 DM tzn. 800 zl. Byla to linia islandzka -
                lot charterowy.
                • aand Re: Islandia 15.01.03, 14:13
                  Bardzo dziękuję!:) Widzę że mam do czynienia z prawdziwym "globtrotuarem i
                  oberżyświatem" ;) I a opowiadać tak zajmująco też bym chciał :) Na razie
                  brakuje mi odwagi żeby zacząć. Może kiedyś.:)
                  Pozdrówko!
      • Gość: saunne Re: Dziki jest ten swiat IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 15.01.03, 08:48
        Gość portalu: Pisces napisał(a):

        > Czytam,czytam i czekam na ciag dalszy.Twoje wspomnienia sa swietne mobilizuja
        > mnie przegladania bialostockiego forum bo po lekturach sympatico,czy jaki tam
        > ona nick uzywa dzisiaj,bylam zalamana.Dzikuje czekam na wiecej.

        podpisuje sie wszystkimi rekami + czekam na opowiesci reszty (zwlaszcza Oka cos
        tu zalega... ;)

        pozdrawiam!
        • Gość: chatka_ Re: Dziki jest ten swiat IP: *.piasta.pl 15.01.03, 10:17
          czytamy i czekamy na cdn...? Taki panowal tu do niedawna zwyczaj by tymi
          trzema literkami zakonczyc opowiesci. Niby bez znaczenia, ale jednak pozostawia
          czytelnika na lekkim glodzie...
          Skad beda tym razem? :))
          • Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 17.01.03, 00:29
            Polecam szczegolnie dla: chatki, And, Oka, saunne, habitusa, ralstona, aand,
            Pisces i innych podroznikow adresy tanich linii lotniczych. Niestety nie
            startuja one z Polski ale z kraju osciennego:
            flydba.comhttp://ryanar.com
            airberlin.dehttp://buzzaway.com
            a dla tych ktorzy wola Ziemie poogladac z lotu ptaka jeszcze to:
            earthobservatory.nasa.gov
            • Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 17.01.03, 00:33
              No tak - pochrzanilem bo trzeba dawac przerwy, a wiec:
              flydba.comnastepnie
              ryanar.compotem
              airberlin.de
              a takze
              buzzaway.comSorry!!!
              • Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 17.01.03, 00:36
                flydba.com
                • Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 17.01.03, 00:37
                  ryanar.com
                  • Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 17.01.03, 00:38
                    airberlin.de
                    • Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 17.01.03, 00:38
                      buzzaway.com
                      • Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 17.01.03, 00:39
                        Przepraszam - chcialem dobrze.
                        • saunne Re: Dziki jest ten swiat 17.01.03, 13:06
                          Gość portalu: Stanislaw napisał(a):

                          > Przepraszam - chcialem dobrze.

                          :))) nic sie nie stalo!
                          Przekonalam sie, ze na takie chochliki (a czesto sie one zdazaja - to chyba
                          wina Forum) najlepszym rozwiazaniem jest numerowanie linkow i oddzielanie ich
                          od siebie co najmniej jednym odstepem, np.:

                          1. www.jazz.co.uk

                          2. republika.pl/evacassidy

                          3. smoothjazz.nsi.pl/main.htm
                        • Gość: And Re: Dziki jest ten swiat IP: *.radna.pl 17.01.03, 13:23
                          Chciałbym opowiedzieć o swojej wyprawie za Koło Polarne (przez Norwegię) lecz
                          brakuje mi odwagi. Naprawdę, to nie jest wyrzut, ale opowiadać po historiach
                          Stanisława to jak brać się za bary z Absolutem :) Może dlatego nikt nie
                          pisze...
                          • saunne Re: Dziki jest ten swiat 17.01.03, 13:31
                            Gość portalu: And napisał(a):

                            > Chciałbym opowiedzieć o swojej wyprawie za Koło Polarne (przez Norwegię) lecz
                            > brakuje mi odwagi. Naprawdę, to nie jest wyrzut, ale opowiadać po historiach
                            > Stanisława to jak brać się za bary z Absolutem :) Może dlatego nikt nie
                            > pisze...

                            Zostaw odwage w spokoju, tylko siadaj i pisz!!!! :))) Jak mi sie wydaje na
                            Forum nie trafili jeszcze polonisci, wiec jakby co, to nikt bledow nie
                            zauwazy ;)))
                            Poza tym Norwegia to kolejny po Islandii kraj, ktory chce odwiedzic, czekam
                            wiec z niecierpliwoscia!

                            :)))
                            • Gość: And Re: Dziki jest ten swiat IP: *.radna.pl 17.01.03, 13:53
                              saunne napisała:


                              >
                              > Zostaw odwage w spokoju, tylko siadaj i pisz!!!! :))) Jak mi sie wydaje na
                              > Forum nie trafili jeszcze polonisci, wiec jakby co, to nikt bledow nie
                              > zauwazy ;)))
                              > Poza tym Norwegia to kolejny po Islandii kraj, ktory chce odwiedzic, czekam
                              > wiec z niecierpliwoscia!
                              >
                              > :)))

                              To ja robię błędy ?!!! Matko!!! ;)
                              Ale to nie będzie taki zwarty tekst jak u Stacha. Wybrałem się samotnie,
                              odwiedzałem dziwne miejsca (niekoniecznie interesujące), rozmawiałem z wieloma
                              ludźmi i te dialogi faktycznie są fajne, ale za to fabuła będzie rwana.I też
                              nie należy się spodziewać opisów zmagania człowieka z naturą. Ostatni etap
                              czyli za Koło Podbiegunowe ostatecznie dotarłem taksówką...:) Zastanowię się...
                              • saunne Re: Dziki jest ten swiat 17.01.03, 14:09
                                Gość portalu: And napisał(a):

                                > To ja robię błędy ?!!! Matko!!! ;)

                                :))) ja robie (czasami)

                                > Ale to nie będzie taki zwarty tekst jak u Stacha. Wybrałem się samotnie,
                                > odwiedzałem dziwne miejsca (niekoniecznie interesujące), rozmawiałem z
                                wieloma
                                > ludźmi i te dialogi faktycznie są fajne, ale za to fabuła będzie rwana.I też
                                > nie należy się spodziewać opisów zmagania człowieka z naturą. Ostatni etap
                                > czyli za Koło Podbiegunowe ostatecznie dotarłem taksówką...:) Zastanowię
                                się...

                                jestem coraz bardziej zaciekawiona. Czekam na dokladna relacje. Opis ludzi, ich
                                zwyczajow, pogladow itp. jest obowiazkowy! I historia z taksowka tez!
                                • Gość: Stanislaw Re: Dziki jest ten swiat IP: *.dip.t-dialin.net 17.01.03, 14:32
                                  Pisz And - czekam i nie tylko ja. To nie jest kolo polonistow ale
                                  obiezyswiatow. Kazda nowa informacja jest cenna, ja tez mam w planach
                                  Skandynawie. A tym kto sie interesuje tanimi liniami lotniczymi pare nowych
                                  danych, niestety bez adresow internetowych. Moze to ktos uzupelni:
                                  Germanwings.
                                  Go.
                                  HL - Express.
                                  Otte Air.
                                  czekamy...
                              • ralston Re: Dziki jest ten swiat 17.01.03, 16:24
                                And, nie drażnij się tylko pisz!
                          • Gość: Pisces Re: Dziki jest ten swiat IP: *.stclar01.mi.comcast.net 17.01.03, 17:00
                            And,zapowiada sie interesujaco.
                            Nie trzymaj nas tylko dlugo w oczekiwaniu.
                            Pozdrowienia!!
                            • aand Re: Norwegia 17.01.03, 17:41
                              Obiecuję - jak bone dydy! - że będzie na Was czekać w poniedziałek rano.
                              Choćbym miał cztery noce pisać!
                              • Gość: Pisces Re: Norwegia IP: *.stclar01.mi.comcast.net 17.01.03, 18:08
                                aand napisał:

                                > Obiecuję - jak bone dydy! - że będzie na Was czekać w poniedziałek rano.
                                > Choćbym miał cztery noce pisać!

                                Aand,zebys mial cztery noce nie spac,to ja juz cierpliwie poczekam,weekend to
                                czas na odpoczynek.Pozdrowienia!!
    • Gość: And Re: Wspomnienia z podróźy do Norwegii IP: *.ppp.polbox.pl 18.01.03, 22:19
      Powtórzę, to nie będzie opowieść stricte podróżnicza. Raczej tak samo ważną w
      niej rolę odgrywa
      Norwegia jak i nasi rodacy... Spróbuję to jakoś sensownie zwerbalizować.

      Od norweskiego wyjazdu stało się niechlubną "tradycją" że współuczestnicy
      wyprawy robią mi psikusa i wycofują się w ostatniej chwili (w dwa lata później
      przed wyjazdem do Szkocji to samo), trudno jadę sam.
      Pierwsze lekkie zdziwienie nastąpiło kiedy zobaczyłem ile jedzie się autobusem
      z Warszawy do Oslo. Co? 36 godzin?! Przecież ja tego nie wytrzymam. Gdy trafi
      się jeszcze pani, która myśli że wykupiła bilet "leżąco na siedząco" i ulokuje
      się akurat przede mną, będzie krucho. Na szczęście okaząło się że jest 8-
      godzinna przerwa na rejs promem do Ystad. Zatem jest bilet, jedziemy.
      Autobus, gdy ruszył z pod Dw Centalnego nie był zapełniony nawet w połowie, ale
      w Poznaniu był już komplet. A że trasa jest imponująca był czas
      się "paznakomsja" i wkrótce wydało się kto jest kto. Okazało się że jedną
      połowę pasażerów stanowią Polki, które wracają do mężów Norwegów, a drugą
      Polacy którzy jadą tam do pracy. A między nimi ja, nie wiadomo po co? Aha,
      ostrzegam, ta skandynawska linia ma swoją specyfikę. Dosłownie na okrągło
      leciało Roxette i ABBA. I nie ma gdzie się schować bo wc wita tradycyjnym,
      swojskim "out of order". Dojeżdżamy do Świnoujścia.
      Terminal promowy naprawdę robi wrażenie. Może to nie Calais ale nie mamy się
      czego wstydzić. Załadowaliśmy się na prom i pierwsze zaskoczenie. Wcale nie
      trzeba wykupywać kabiny na taki krótki rejs. Można się spokojnie wyspać na
      fotelach lotniczych znajdujących w sali na rufie promu. Bardzo przyjemny jest
      też nocleg na pokładzie w spiworach. Gwiazdy świecą, czuje się delikatne
      kołysanie pokładu i lekki powiew bryzy na twarzy... Rewelacja. Następnego dnia
      kolejne zaskoczenie (i nie ostatnie). Przy wjeździe do Skandynawii wypełnia się
      deklarację celną (jak wszędzie) tylko że obowiązuje na terenie calego półwyspu
      (Między Szwecją i Norwegią nie ma granicy celnej) I nagle stałem się obiektem
      powszechnego zainteresowania. Jako jedyny z całego autobusu - nic do oclenia!
      Żadnych papierosów, żadnej gorzały (i kolejny błąd, bo potem na północy, oj
      przydała by się choć piersióweczka na rozgrzewkę. Ale o tym w swoim czasie...).
      Nagle jacyś goście zaczeli wyciągać nie wiadomo skąd jakieś kartony papierosów,
      jakieś flaszki. Żebym schował, wpisał a oni zaraz za granicą odbiorą. Dalej
      jazda! Co ja jestem przemytnik? I co? Kogo wzieli jedynego na rewizję z całego
      autobusu? Kierowca wściekły bo trzeba wyciągać mój plecak a już mieliśmy
      jechać. Pan celnik był nawet miły, mówił że szukają kurierów narkotykowych, i
      jak ktoś się wyda podejrzany to... Gdy wróciłem do autobusu, nigdy wcześniej
      nie widziałem tylu facjat patrzących ze złośliwą satysfakcją. Także, na
      przyszłość, choćby "ćwiarteczkę", do dezynfekcji ran oczywiście... od Ystad
      trasa staje się dośc monotonna. (po drodze, tuż za Malmo widać most do
      Kopenhagii) Jest jeszcze Goteborg - wygląda na interesujące miasto ale postój
      trwa niecałe pół godziny - za krótko na zwiedzanie (chciałem zobaczyć Kanał
      Gotajski, swego czasu uznany za inżynierskie dzieło sztuki). Za Goteborgiem
      trasa jest już zupełnie nudna, wszyscy zaczynają już być zmęczeni, nie pomaga
      nawet skulenie się na fotelu jak zmarźnięty kundelek. Pozostaje zabawianie się
      rozmową. Na fotelu obok jedzie Pani Ela. W Norwegii od lat kilkunastu. Jej
      mężowi zazdroszczą w pracy wszyscy koledzy. A to dlaczego? - bo ma w domu obiad
      z dwóch dań... (Ciekawy kraj ta Norwegia. Nieźle się zaczyna...) Pytam się a
      jak sprawy bezpieczeństwa czy jest spokojnie (było nie było jadę do ojczyzny
      Wikingów. Może będą, palić, rabować, mordować ?). W Oslo zdarzają się napady,
      pobicia. A to przez kolorowych. Ale nie martw się, gdy Norwegowie dowiedzą że
      jesteś z Polski to będa ci gratulować. Dlaczego? Dowiesz się...??? Pani Ela
      generalnie Norwegię sobie chwali, choć za Polską tęskni. Tak sobie rozmawiamy o
      blaskach i cieniach norweskiego życia, raptem mówi tak - a ty tutejszym
      dziewczynom możesz się podobać. Jesteś ciągle uśmiechnięty (jak jaki głupi,
      he?) i masz taką brzoskwiniową cerę. ...coooo!!!???? (I tu chciałbym od razu
      obalić mit o nordyckich pięknościach. Dziewczyny jakieś małe, wcale nie blond,
      przysadziste i mają na czym siedzieć. Tyle że sympatyczne). Ale o co chodzi z
      tą cerą - czasami robię się lekko śniadawy - to po dziadku Włochu - ale
      brzoskwinia? I co chodzi: o kolor czy o fakture...?
      Na obronę pani Eli (którą opisałem tutaj jako gaworzącą wariatkę, muszę dodać
      że czytała książkę nieznanego mi wtedy Pera Lagerquista. Po powrocie do
      Warszawy okazało się że to znakomita literatura (Noblista!).
      Kilkadziesiąt kilometrów przed Oslo zaczyna się Oslofjord, nie jest zbyt
      interesujący lecz daje przedsmak tego co czeka na zachodzie Norwegii. Nareszcie
      dworzec (chciałem napisac PKS, nawet jak człowiek tylko wspomina to ckni mu się
      za ojczyzną) autobusowy. Wysiadka, dosyć, od teraz tylko pociągiem. Nie, nie
      muszę dotrzeć na pole namiotowe a jutro ruszam zwiedzać Oslo. Idę na
      przystanek, pytam się jednego gościa czy dojadę na kamping. Tak, jedzie w tym
      kierunku, mam wysiąść trzy przystanki po nim. Pyta się z skąd jestem - z
      Polski. Aaaa, szeroki uśmiech na twarzy prawie że klepie mnie po plecach. Co
      jest grane??? Żądam wyjaśnień - okazuje się że dwa tygodnie temu jakiś Polak
      zadźgał w dyskotece Araba który był postrachem całego Oslo. Jak to na różne
      sposoby można się przysłużyć ojczyźnie... Dotarłem na kamping i tu kolejna
      niespodzianka. Przewodnik podawał że rozbicie namiotu kosztuje na polu 50 -60
      koron. A tu 125! Nie uwzględniłem że to pole z wygodami, największe w Oslo. A
      na północy faktycznie ceny się zgadzały. Drżącą rączką zapłaciłem, rozbiłem
      namiot i spać.
      Rano ruszyłem w miasto. W Skandynawii w takich dużych miastach jak Oslo lub
      Sztokholm warto kupić tzw. Tourist Card (ang. nazwa, próba wymówienia w języku
      oryginału spotyka się z pogardliwymi uśmieszkami lokalsów), jest ważma przez
      trzy dni, można dzięki niej jeździć wszystkimi miejskimi liniami (autobusy,
      metro) a ponadto honorują ją niektóre muzea jako bilet. Samo Oslo zapewne ma w
      sobie sporo uroku, lecz nie należy wypatrywać tam jakiś architektonicznych
      fajerwerków. Raczej można się przyjemnie dowartościować. Ratusz budowali lat
      czterdzieści parę i wyszło im brzydkie kaczątko. Nad brzegiem fjordu stoi zamek
      Aker (albo Akerhus, nie pamiętam czy to nie znaczy właśnie zamek A.), nawet
      fajny. Ale ja chciałem przede wszystkim zobaczyć w Oslo trzy miejsca. Pierwsze
      to Park Vigelanda. Trzeba cały czas maszerować główną ulicą miasta Karls Johan
      gate (plecami do dworca kolejowego). Park to chyba kilometrowa aleja przy
      której usytuowano rzeźby Vigelanda a nawet całe ich grupy. Trzeba przyznać że
      niektóre robią mocne wrażenie. Chyba dobrze że to tylko kamień i brąz.
      Najbardziej chciałem sfotografować słynnego "Złośnika" ale nigdzie go nie
      widzę. Pytam się o niego przechodnia - nie ma znowu go uszkodzili. Jak to
      znowu? - to chyba już trzeci czy czwarty raz... Dodam że wg. przewodnika
      Vigeland tworzył swe dzieła przez prawie pięćdziesiąt lat. Następnie wybrałem
      się do Hollmenkollen. To miejsce zimowej olimpiady w 1952. Jak mógłbym się tam
      nie wybrać, ja niedoszły olimpijczyk. Jedzie się tam kolejką podmiejską ok. pół
      godziny. Na miejscu jest muzeum sportów zimowych (ale też widziałem parę nart
      zdobywcy bieguna Amundsena)i skocznia. Po dotarciu na szczyt wieży i spojrzeniu
      w dół...trzeba być naprawdę bardzo bardzo odwaznym żeby uprawiać skoki. Ale
      widok na Oslo zabójczy. Trzecie miejsce o którym chcę powiedzieć to Muzeum
      Morskie. Można tam popłynąć statkiem spacerowym z centrum ponieważ znajduje się
      ono na jednym z półwyspów wokół Oslo. A są tam naprawdę legendarne
      jednostki. "Fram" Nansena i Amundsena, który nie dał się z
      • Gość: Pisces Re: Wspomnienia z podróźy do Norwegii IP: *.stclar01.mi.comcast.net 18.01.03, 22:40
        And,mam nadzieje,ze nie pozwolisz nam zbyt dlugo czekac na ciag dalszy.
        Pozdrowienia,czekam na reszte!!!
        • Gość: Stanislaw Re: Wspomnienia z podróźy do Norwegii IP: *.dip.t-dialin.net 19.01.03, 00:42
          And urwales jak Hejnal Mariacki. Mam nadzieje, ze nie kazez dlugo czekac.
      • Gość: And Re: Wspomnienia z podróźy do Norw. Zjedzona częsć. IP: *.ppp.polbox.pl 19.01.03, 08:51
        Sorry, zjadło końcówkę. Juź się poprawiam, powinno być tak:
        "Fram" Nansena i Amundsena, który nie dał się zgnieść lodom (żaglowiec, nie
        Amundsen), tratwa Thora Heyerdala "Kon-tiki" oraz niemal w całości zachowany
        drakkar Wikingów odkopany tuż przed I wojną światową. Dzieciom szczególnie
        podoba się ogromny zbiór modeli okrętów. Niektóre to prawdziwe arcydzieła.
        Z pewnością w Oslo jest jeszcze wiele interesujących zabytków (bo ja wiem,
        choćby król. A może i królowa...), ale jak mawia kasiarz Kwinto - "następną
        razom" - żeby mieć po co wrócić.
        A teraz na Północ! (czytało się Curwooda i Londona, oj czytało). Przedtem
        jednak wybiorę się w równie wyśnioną krainę fjordów i stavkirków.

        PS
        Już mi się nie chce pisać. Boli mnie ręka, jestem mańkutem, poproszę o
        klawiaturę dla leworęcznych. Czy mogę sobie zrobić dwa tygodnie wolnego?
        • Gość: Pisces Re: Wspomnienia z podróźy do Norw. Zjedzona częsć IP: *.stclar01.mi.comcast.net 19.01.03, 17:10
          Az dwa tygodnie, nudno bedzie,coz rece musza odpoczac.
          Bede czekac na ciag dalsz.
          • saunne Re: Wspomnienia z podróźy do Norw. Zjedzona częsć 19.01.03, 17:55
            And - to bylo swietne!!! I kto tu mowil, ze nie umie pisac... :))) Czekam na
            ciag dalszy (mam nadzieje, ze szybciej niz za dwa tygodnie, ale rozumiem -
            sesja).

            Pozdrawiam cieplo!

            ps. co oznacza zwrot: niedoszly olimpijczyk? Zaintrygowales mnie :)
            • Gość: And Re: Wspomnienia z Nor. Kiedy reszta. IP: *.radna.pl 20.01.03, 09:05
              Zgadza się. Mam przed sobą dwa trudne egzaminy, mało czasu i powinienem zacząć
              się uczyć bo będzie katastrofa (kolejna). Na pocieszenie powiem że drugą część
              mam już niemal gotową w...głowie. Pozostaje przelać to w cyberprzestrzeń.
              Postaram się sprężyć :) (Chyba nawet odłoże po raz kolejny wyjazd do
              Białegostoku. Kolega mnie zabije...) Pozdrawiam serdecznie.:)

              PS.
              Sprawę olimpiady wyjaśniam tylko osobiście i w zaufaniu. ;)
              • Gość: saunne Re: Wspomnienia z Nor. Kiedy reszta. IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 20.01.03, 11:08
                Gość portalu: And napisał(a):

                > Zgadza się. Mam przed sobą dwa trudne egzaminy, mało czasu i powinienem
                zacząć
                > się uczyć bo będzie katastrofa (kolejna).

                powodzenia!!!

                Na pocieszenie powiem że drugą część
                > mam już niemal gotową w...głowie. Pozostaje przelać to w cyberprzestrzeń.
                > Postaram się sprężyć :) (Chyba nawet odłoże po raz kolejny wyjazd do
                > Białegostoku. Kolega mnie zabije...) Pozdrawiam serdecznie.:)

                lepiej odwiedz kolege - przyjazn jest wazniejsza. My poczekamy.

                >
                > PS.
                > Sprawę olimpiady wyjaśniam tylko osobiście i w zaufaniu. ;)

                rozumiem. Jak cos to na priv. A jak nie to moze kiedys... :)

                pozdrawiam :)


                • Gość: And Re: Wspomnienia z Nor. Kiedy reszta. IP: *.radna.pl 20.01.03, 11:53
                  Saunne, kiedyś - please...

                  PS.
                  Faktycznie, lepiej jak pojadę do Białegostoku...:)
      • Gość: And Re: Wspomnienia z podróźy do Nor cz2. IP: *.ppp.polbox.pl 23.01.03, 22:52
        Pierwszy zobczyłem będąc jeszcze dzieckiem. I trochę byłem zalękniony gdy przed
        nim stałem. Później, po latach kiedy byłem już dorosły, wróciłem aby obejrzeć
        go znowu, już się go nie bałem ale nieodmiennie mnie intrygował. Dlatego
        postanowiłem że pojadę tam gdzie jest jego ojczyzna. Gdzie stał gdzieś na
        okrutnym pustkowiu, wysmagany lodowatym wiatrem, skuty straszliwym mrozem,
        poczerniały od dramatycznych dziejów i upływu czasu. Wyzierający jak
        ponadczasowa zjawa z gęstwiny mgieł. Twardszy niż skały na których stoi bo one
        już dawno zapadły się w ziemię. I zbudowany bez jednego gwoździa wbitego w
        konstrukcję. Stav kirke.

        Wszyscy pewnie wiedzą że w Polsce mamy kościół typu norweskiego. Stoi on w
        Bierutowicach (o przepraszam w Karpaczu Górnym) i to ten kościółek widziałem
        gdy byłem z mamą na wczasach w Karkonoszach. Tak więc upalnego popołudnia
        migruję z Oslo tak jak Germanowie Północni zwani Norwegami (ale też i Svinami
        (Szwedami) i Danami(Duńczycy). Nazwa Normanowie- ludy północy była używana
        przez średniowiecznych kronikarzy. Przed odjazdem jeszcze zaopatrzenie w
        prowiant... i tu chciałbym wygłośić pean na cześć norweskiego mleka. Kupiłem
        pierwsze lepsze do porannej kawy i zachwyciło mnie swym smakiem, aromatem i
        czystością. Doprawdy, polskie mleko w porównaniu z norweskim nadaje się do
        umycia przed spożyciem (choć ostatnio znacznie się poprawiło). Daję to pod
        wzgląd entuzjastom jakoby czystej, ekologicznej, polskiej żywności. Ale i też
        usłyszałem miłe słowa o polskich wyrobach. Ale po kolei. Moim celem było
        Heddal, mój pierwszy i od razu największy stavkirk jaki zobaczyłem w Norwegii.
        Jedzie się tam drogą do Bergen i za miasteczkiem Notodden to bodajźe pierwszy
        przystanek. Dotarłem już wieczorem ale ciągle było jasno. W okresie kiedy byłem
        (ostatni tydzień lipca i pierwsza połowa sierpnia) robi się już ciemno ale
        dopiero ok. 23, a nad północnym horyzontem jest całą noc jasno. Kościół w
        Heddal znajduje się trochę w bok od głównej drogi lecz nie sposób nie trafić.
        Nastawiłem zegarek na czwartą. Chciałem aby nikt nam nie przeszkadzał.
        Stavkirk, ja, duchy wyłaniające się z pomroki dziejów i dziecięce marzenia...

        Pogoda poprzedniego dnia była piękna, ranek jednak wstał pełen mgieł. Było
        jeszcze całkiem szaro gdy szedłem w kierunku kościoła. Wyłonił się za drzew i
        mgły, otoczony równymi szeregami cmentarza. Panowała prawie absolutna cisza.
        Pisarz Philip Dick twierdził że między godziną trzecią i czwartą w nocy słychać
        jakieś odgłosy niewiadomego pochodzenia. Może z Kosmosu? Dicka uznana za
        wariata (zresztą szalony był) ale co do tych odgłosów... może to echa lat
        minionych? Może to Wikingowie ciągną na nabożeństwo, tej nowej dziwnej religii,
        której długo nie akceptowali. Może jest wśród nich ten który widział jak król
        Hakon Dobry- dopiero co ochrzczony, uczynił znak krzyża nad ofiarą podczas
        jesiennego święta. Może nie ruszył na króla z toporem ponieważ uwierzył
        wyjaśnieniom króla że to był znak młota Thora. Kiedy wchodzili do świątyni czy
        pamiętali jeszcze że w tym miejscu stało pogańskie sanktuarium o czym
        przypominały głowy smoków dumnie sterczące z dachu. Czy dotknął ręką teraz
        prawie już skamieniałych, zjadających się wzajemnie węży, zdobiących wejście.
        Może uczynił znak krzyża ale na piersiach nadal miał amulet z magicznymi
        znakami runicznymi. I kiedy kapłan czytał z Księgi zdawał sobie sprawe że
        Lewiatan to wąż Midgard.
        Czy jego twarz jest przecięta mieczem, co stało się podczas jednej z wypraw
        podjętych gdy w całej Skandynawii głód gdy zabrakło pól pod uprawy W ciszy
        poranka, we mgle, u wrót poczerniałego ze starości kościoła zrozumiałem
        dlaczego jesze w XIX Francji były rejony w których ludność wierzyła w magiczne
        zdolności księży. Pewne miejsca przenika magia...

        Ruszam dalej. Obejrzeć jakiś "porządny" fiord. I jest taki:) Docieram do
        Kinsarvik. Miejscowośc leży w miejscu gdzie mniejszy Sorfjord (piękny, droga
        wiedzie wzdłuż jego brzegu) wpada do wielkiego Hardangerfjordu. Rozbijam się na
        noc. Na dziko ale w Skandynawii funkcjonuje prawo "wolnego człowieka". Rano
        zjawia się gospodarz terenu i coś mi tłumaczy. Z angielskim u niego gorzej ale
        zna niemiecki (albo, albo te dwa języki załatwiają sprawę. Miejscowe są
        strasznie trudne). Okazuje się że prosi aby nie zniszczyć MCHU. Dobra, nie ma
        sprawy. Oni tam mają wielkiego hopla na punkcie ochrony środowiska. Płaczą na
        kwaśne deszcze i zanieczyszczenia znad Europy. Moim zdaniem trochę tuszują
        nieczyste sumienia. Norwegia nadal zezwala polować na wieloryby. Jeśli chce się
        zdenerwować Norwega ten sposób jest najlepszy. Bergen to nawet dośc ładne
        miasto, straszny jest targ rybny który "słychać" z daleka. No i to dość
        wilgotna okolica. Sporo pada. Skandynawię nawiedza co dwa lata plaga komarów
        albo muszek. Na mnie padły muszki. Robi się z tego o tyle problem że jest
        ciepło i wilgotno. Nie zasuwam na noc namiotu tylko moskitierę. Ale nawet przez
        nią przeciskają się te [...] muszki. Trzeba szczelnie zamknąc namiot. Rano
        zapach puchowego śpiwora jest prawie nie do wytrzymania. Wyłażę, wokoło wielkie
        wietrzenie... Nagle tuż obok wybucha międzynarodowa awantura. Jakaś Niemka
        nadepnęła na śpiwór Duńczykowi. Ten tak się wściekł że o mało co nie przyłożył
        tej biduli. Nerwowy naród ci Duńczycy. (Nie na darmo Stig Helmer w
        serialu "Królestwo" mówił "Cholerni Duńczycy!"). Wracam do Oslo a Z tamtąd do
        Trondheim i Koło! Ha!

        PS.
        Tak mi się nie chce uczyć że aż są tego efekty ;). Ale kiedy trzecia część -
        nie wiem. Jeśli jeszcze chcecie :)
        • Gość: Pices Re: Wspomnienia z podróźy do Nor cz2. IP: *.stclar01.mi.comcast.net 24.01.03, 01:55
          And ,co to za pytanie, czy jeszcze chcemy?
          oczywiscie,ze chcemy.Twoje wspomnienia sa swietne!!
          Pamietam tez ten maly kosciolek w Karkonoszach,z pieknymi rzezbieniami
          zbudowany bez uzycia jednego gwozdzia,za nim byl niewielki cmentarz i ten
          krajobraz.
          Czekac bede na ciag dalszy
          Powodzenia w nauce!!
          • Gość: Pisces Re: Wspomnienia z podróźy do Nor cz2. IP: *.stclar01.mi.comcast.net 24.01.03, 02:39
            Gość portalu: Pisces napisał(a):

            > And ,co to za pytanie, czy jeszcze chcemy?
            > oczywiscie,ze chcemy.Twoje wspomnienia sa swietne!!
            > Pamietam tez ten maly kosciolek w Karkonoszach,z pieknymi rzezbieniami
            > zbudowany bez uzycia jednego gwozdzia,za nim byl niewielki cmentarz i ten
            > krajobraz.
            > Czekac bede na ciag dalszy
            > Powodzenia w nauce!!


            • Gość: Pisces Re: Wspomnienia z podróźy do Nor cz2. IP: *.stclar01.mi.comcast.net 26.01.03, 01:58
              Swietne!
              nie daj dlugo czekac na reszte
        • Gość: saunne Re: Wspomnienia z podróźy do Nor cz2. IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 24.01.03, 08:16
          powtorze za Piesces: co za pytanie czy chcemy? :) Dawaj dalej (jak znowu Ci sie
          nie bedzie chcialo... wiesz czego...;)!!!

          :)
          • Gość: Stanislaw Re: Wspomnienia z podróźy do Nor cz2. IP: *.dip.t-dialin.net 24.01.03, 21:52
            Pewnie, ze chcemy!!!
          • Gość: And Re: Wspomnienia z podróźy do Nor Finale. IP: *.ppp.polbox.pl 26.01.03, 00:26
            Bergen to drugie co do wielkości miasto Norwegii. Kurtka przeciwdeszczowa albo
            parasol obowiązkowy. O targowisku już mówiłem, osobiście polecam obejrzenie
            tzw. nabrzeża Bryggen, to zspół budynków portowych i domów, wszystko drewniane,
            zbudowane w XVIII w. po wielkim pożarze który spustoszył miasto. Bergen miało i
            później miało niefart w historii. Trochę dalej za Bryggen, przy wejściu do
            portu wznosi się zamek Bergenhus. W 1944 r. eksplozja niemieckiego
            transportowca amunicji rozniosła na strzępy pół portu w tym także zamek. Po
            wojnie pieczołowicie go odbudowano. Mnie najbardziwj podobało się Muzeum Hanzy.
            Przyznaję jestem zafascynowany tą średniowieczną gildią, jej organizacją i
            rozmachem. (Do Hanzy należały np. Gdańsk, Bydgoszcz i Toruń). Jedyny mankament
            to to że obok jest ten targ rybny. Zgroza! (Hej! ale Wy lubicie śledzie...:)
            Powrót do Oslo. Wsiadam w Bergen w autobus ale nie będę już nocował na
            kempingach, mam inny plan. Zobaczymy czy wypali. Obok mnie siedzi para Włochów.
            Postanawiam spytać skad są. Czy nie ze Siesto w Toskanii (ciocia? wujek?). Nie,
            są z Rzymu. Po wymianie uprzejmości kończy się zasób moich kilkunastu włoskich
            słów. Następne pół godziny usiłują porozumieć się ze mną co mogę kwitować już
            tylko uśmiechem. Chyba to ich trochę rozeźliło bo zaczynają się kłócic między
            sobą (rany co ja narobiłem, gdzie to Oslo?!). Po dotarciu na dworzec pryskam w
            te pędy. Plan mam taki. Dojadę podmiejskim do miasteczka Lillestroem (nie wiem
            czemu, po prostu tam nie byłem), i wysiądę gdzieś stację za albo przed miastem.
            I w krzaki... Tak też zrobiłem. Dojechałem za Lillestroem jakieś dwa trzy
            przystanki. Jakaś opuszczona wiejska stacyjka. Dobra jest. (Podróżując po
            Norwegii stwierdziłem że mieszkańcy mają duże poczucie bezpieczeństwa.
            Widziałem np. starsze państwo które wysiadło na takiej bezludnej stacyjce a
            było już grubo po północy. Roześmiani, weseli zero obaw. Hi!). Idę przez tę
            wieś, widzę wiadukt. Świetnie, w razie czego nie będzie padać na głowę, już mi
            się nie chce rozstawiać namiotu. Umościłem się w miarę wygodnie, zawinąłem w
            śpiwór i tropik. Śpię. Niezbyt długo. Pierwsi pojawili się chyba ok. drugiej.
            Motocykliści, którzy w nocy pędzą tą autostradą (bo to była autostrada) do
            Sztokholmu. Robią te 500 kilometrów w dwie godziny z kawałkiem. I to cała
            gromada. Pogłos motocykli pod wiaduktem robił niesamowite wrażenie. O spaniu
            nie ma mowy. W końcu ucichło. Zasnąłem jak kamień. Po szóstej wracali...
            Koszmarnie niewyspany wróciłem do Lillestroem. Kupiłem bilet a że do odjazdu
            było dobrych parę godzin, poszedłem obejżeć miasteczko. Nic specjalnie
            ciekawego tam chyba nie ma, przysiadłem na takim niby ryneczku. Czas coś zjeść.
            Obowiązkowo kartonik mleka i jeszcze taki specyficzny rodzaj razowego pieczywa
            (w kształcie placka) zwanego "lapońskim". Pycha Tak sobie siedzę, zażywam
            słońca, na ryneczek podjechała ogromna terenówka. Wysiadł z niej jakiś gośc. Z
            nudów patrzę się co robi, samochód mi się podoba! Facio pali papierosa, gasi
            go, wyciąga pudełeczko i wykrusza do niego resztkę tytoniu. A więc to jest
            sposób na taką furę! Szkoda że nie palę...Typek zobaczył że mu się przyglądam.
            Podchodzi.
            - God morgen!
            god morgen (tyle już umiem, ale może przejdźmy na angielski...)
            - Czy nie chciałbyś popracować?
            Ja??? Nie było bardziej zdumionego człowieka w Norwegii. Ale szybko się
            pozbierałem:
            Nie. Dzięki...
            Nie ustępował.
            - Dlaczego nie? Przy truskawkach.
            Bo mi się nie chce!
            Tego chyba nie przewidział. No to idzie (siemanko!). Ale coś co tknęło, jeszcze
            się odwraca i pyta skąd jestem.
            Z Polski!
            Nie było bardziej zdumionego człowieka w Norwegii...
            Co by nie prowokować miejscowych wracam na dworzec. Ale gdzie tam! Nie
            usiedziałem kwadransa a podłazi do mnie..."narąbany" Eskimos! To znaczy
            Lapończyk (a jeszcze poprawniejsza nazwa podobno lud Saamów). Coś do mnie mówi -
            ale ja po norwesku nie panimaju...Jeszcze angielski u niego funkcjonuje, no to
            siadaj chłopie. Pyta skąd jestem. Na wieść że z Polski oczy rozbłysły mu
            blaskiem. Musiał z czymś naszym mieć do czynienia... A gdzie jadę - do
            Trondheim. Noo, to dobrze. To się jego pytam gdzie on jedzie. Do tatusia! O, to
            ładnie. A czy ma daleko? 50 mil. To tak w miare blisko. Oj, chyba jednak nie:
            - Słuchaj - mówi - to nie wasze mile europejskie. To nasze skandynawskie.
            (okazało się że mila skandynawska ma 10 kilometrów. Pięknie. Po drodze do
            tatusia zdążył pewnie wytrzeźwieć i "naszpadlować" się znowu... ). Chyba go
            znudziłem (albo w ogóle czuł nudności) nagle się zerwał i poszedł. Siedzę dalej
            i czytam. Obok usiadła dziewczyna, chyba najładniejsza jaką widziałem w
            Norwegii (brunetka, zupełnie nie wyglądała na Skandynawkę). Trzeba się
            inteligentnie zachować i coś zagadać. Dziewczyna ma na imię Trine [Saunne to
            chyba skandynawskie imię? przyp. Admina] i studiuje... tu zawiodła mnie
            znajomość angielskiego. Potem jak sprawdzałem w domu brzmienie tego wyrazu
            który podała, wychodziło mi coś pomiędzy kosmonautyką a sadzeniem
            ziemniaków...??? Trine była w Polsce w Gdańsku. I zachwyciła się naszymi
            marynatami. Przywiozła sobie torbę do domu i wszystko zjadła sama, nawet
            rodzicom nic nie dała. Cudze chwalicie...Mam pociąg, pakuję się do środka, przy
            wejściu jest pozostawione puste miejsce na bagaże. Ale jak to tak spuścić
            plecak z oka i iść do przedziału? Po dwóch stacjach nie wytrzymałem i
            przytargałem go na półkę. Siła przyzwyczajenia. W przedziale jeszcze trzech
            Niemców. Pierwotnie myślałem że wysiądę
            w Lillehamer ale tak mi się przytulnie zrobiło w pociągu - jadę prosto do
            Trondheim. Bilet dokupiłem u konduktora ( I tu ciekawa sprawa. Pan konduktor
            sam zapytał czy nie skończyłem 26 lat bo jest 10% zniżki. Nie skończyłem ale
            nie mam żadnej karty uprawniającej do zniżki. Nie szkodzi, on mi wierzy,
            przecież mogę pokazać paszport. U nas doliczyłby ustawowe 45% na amortyzację
            długopisu...) Tak sobie jedziemy i wtedy weszła ONA. Ściślej weszła cała
            rodzina. Typowa Norweżka, tylko że duuuża, jej mąż, pan o cerze koloru
            czekolady (tak na oko Pakistan albo Iran), dwójka dzieci - ślicznych, kawa z
            mlekiem - i jej matka, bo wygląda jak starsza wersja tej dużej. Tylko ten
            wyraz okrucieństwa na twarzy... I sytuacja zrobiła się niezręczna, bo w
            przedziale te trzy Niemce, mua a ich pięcioro. Wtedy do akcji wkroczyła
            teściowa. Najpierw do Niemców -macie miejscówki? - nie mają. No to bardzo
            grzecznie proszę won! Teraz mnie omiotła wzrokiem. Usłyszałem łopot skrzydeł -
            to mój Anioł Stróż pryskał w popłochu... Z miną idącego na szafot zacząłem
            zbierać rzeczy. Patrzę - a śniady pan puszcza do mnie oko, i macha ręką -
            zostań, zostań. Ha! Jedynych dwóch brunetów w całym wagonie!
            Podziękowałem, wcisnąłem w kąt fotela i poszedłem spać.
            Trondheim to trzecie co do wielkości miasto Norwegii. Atrakcją jest wielka
            katedra Nidaros (ale chyba mniejsza niż gdańska katedra mariacka) o niezwykle
            surowym wnętrzu. Miasto podobne do Bergen, trochę drewnianej zabudowy, trochę
            średniowiecznych budowli. Miałem jeszcze szczęście zobaczyć w porcie
            amerykański atomowy okręt podwodny. Cóż to za monstrum! Stałem jakieś 500
            metrów od miejsca gdzie miał przycumować i czułem jak wibruje ziemia pod
            stopami. A podobno są jeszcze większe. Następnego dnia ruszam do miejscowości o
            dziwnej nazwie Mo-i-Rana. Koło już niedaleko! Przewodnik pisze żeby najlepiej
            jechać samochdem, bo można się zatrzymać. Autobusem i pociągiem to nic
            ciekawego. Dobra postanawiam złapać stopa. Ale w sumie na tym pustkowiu (bo
            okolica zrobiła się dość niegościnna) to nie takie proste. Udaje mi się
            zatrzymać samochód - okazuje się że muśleli że coś się stało. Tu nikt stopem
            nie jeździ. Cóż... Podwożą mnie prawie połowę drogi ale niestety skręcają.
            Jeszcze ze 20 kilosów i będzie git! Patrzę, a tu jedzie taksówka! Ale heca.
            Zatrzymuje się pokazuję kierowcy na mapie gdzie chcę dojechać. Zgo
            • Gość: And Re: Wspomnienia z podróźy do Nor Finale. IP: *.ppp.polbox.pl 26.01.03, 09:18
              Znowu to samo.:( Końcówka:
              Zgoda. A za ile? Tu wymienił taką sumę - myślałem że proponuje mi kupno tej
              taksówki. A, przejdę piechotą ten kawałeczek. Jednak się dogadaliśmy (porządny
              człowiek, chyba nie był z Krakowa). wysiadam przy tablicy oznaczającej Koło
              Polarne. Tuż obok jest stacyjka o nazwie Polar Sirkelstotte a przy drodze
              pomnik jeńców jugosławiańskich którzy tę drogę budowali. Obfotografowałem co
              mogłem i to tyle. Trochę rozczarowujące wobec wyobrażeń jakie miałem. Ale
              ogólnie było fajnie. Czekam na autobus który mnie stąd zabierze. Teraz
              prawdziwe wyzwanie. Czas na Zubki Białostockie! Żartowałem...

              PS.

              Chciłbym bardzo pdziękować wszystkim, którym chciało się to czytać. To znaczy
              że było warto :) Szczególnie dziękuję moim najwierniejszym "kibicom", którzy
              tak cierpliwie znosili moje kaprysy i fochy czyli:

              Pisces - Dziewczyno, kiedy ty śpisz?:) (no, chyba że piszesz zza Wielkiej Wody)

              Saunne - za całokształt. I za to że jesteś :))

              i Stanisławowi, którego uważam za swojego Mistrza podróżniczego pisania.
              Stachu, wirtualny ale serdeczny uścisk dłoni...:)
              • Gość: Stanislaw Re: Wspomnienia z podróźy do Nor Finale. IP: *.dip.t-dialin.net 26.01.03, 09:43
                Ja tez Cie pozdrawiam And i tez nasze przesympatyczne dziewczyny tylko cos
                brakuje nam tu chatki... czyzby tak duzo nauki, szkoda bo zalozyla ten watek i
                jest tu "szefowa". Zeby nie byc natretem odpuszczam ten teren (moze chatka sie
                pojawi?), a jak bedzie mi to i owo wybaczone napisze o Normandii.W Normandii
                bylem w ubieglym roku w sierpniu. Ciao.
                • Gość: saunne Re: Wspomnienia z podróźy do Nor Finale. IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 26.01.03, 10:56
                  Gość portalu: Stanislaw napisał(a):

                  > Ja tez Cie pozdrawiam And i tez nasze przesympatyczne dziewczyny tylko cos
                  > brakuje nam tu chatki... czyzby tak duzo nauki, szkoda bo zalozyla ten watek
                  i
                  > jest tu "szefowa". Zeby nie byc natretem odpuszczam ten teren (moze chatka
                  sie
                  > pojawi?), a jak bedzie mi to i owo wybaczone napisze o Normandii.W Normandii
                  > bylem w ubieglym roku w sierpniu. Ciao.

                  Stanislaw nie odpuszczaj. Chatka niedlugo sie pojawi - juz ja o to prosilam :)
                  A jestem pewna, ze z wielka radoscia czyta kolejne wpisy.

                  pozdrawiam!
                  • Gość: Pisces Re: Wspomnienia z podróźy do Nor Finale. IP: *.stclar01.mi.comcast.net 26.01.03, 17:48
                    Z opoznieniem jak zwykle ,dziekuje i przesylam gorace pozdrowienia wszystkim.
                    And,mysle ze gdybys Ty lub Stanislaw, pisali nawet o Zubkach Bialostockich
                    totez byloby to swietne,macie talent chlopaki.Czekam(czekamy)na wiecej jest to
                    bardzo interesujace.
                    Stanislaw,mam nadzieje ze nie odlozyles key board na polke i opiszesz jeszcze
                    jakies swoje podroze.
              • Gość: saunne Re: Wspomnienia z podróźy do Nor Finale. IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 26.01.03, 10:52
                Gość portalu: And napisał(a):

                > Saunne - za całokształt. I za to że jesteś :))

                :) a ja dziekuje za cudne opowiesci, przekazane w niesamowicie obrazowy sposob.
                I za uwzglednienie w nich rysu historycznego. I za cierpliwosc w czekaniu na
                maile... ;)

                Trine to imie skandynawskie (przynajmniej tak mi sie wydaje...;), a czy saunne
                tez? Nie wiem. Tak jak pisalam w watku o nickach - pewnego dnia pojawil sie w
                mojej glowie i tak juz zostalo. Ktos juz mi mowil, ze mozna odniesc takie
                wrazenie. Od kiedy pamietam bardzo chcialam zwiedzic Norwegie, Finlandie i
                Islandie, wiec moze cos w tym jest... ;)))

                And musisz byc niesamowitym (albo szalonym ;) czlowiekiem skoro nie bales sie
                sam wyruszyc w taka podroz (spanie pod autostrada rozbroilo mnie w
                zupelnosci ;).

                Czekam na dalsze opowiesci (przyjemnie sie je czyta sluchajac Javetty Steele i
                Evy Cassidy).

                pozdrawiam.

                ps. Aha! Zgodnie ze zwyczajem - cdn... :)
              • ralston Re: Wspomnienia z podróźy do Nor Finale. 29.01.03, 19:18
                And - mam nadzieję, że na tym nie zakończysz. Dawaj dalej, choćby i o Zubkach...
                Pozdrawiam.
                • Gość: saunne Re: Wspomnienia z podróźy do Nor Finale. IP: *.bialystok.sdi.tpnet.pl 29.01.03, 19:40
                  ralston napisał:

                  > And - mam nadzieję, że na tym nie zakończysz. Dawaj dalej, choćby i o
                  Zubkach..
                  > .
                  > Pozdrawiam.

                  wlasnie. A Rals moze cos w zakamarkach pamieci znajdzie?
            • Gość: Stanislaw Re: Wspomnienia z podróźy do Nor Finale. IP: *.dip.t-dialin.net 26.01.03, 09:26
              Ciekawy kawalek. A jesli chodzi o zatrzymywanie na stopa to w Islandii to samo -
              zero reakcji. Po miesiacu pobytu postanowilem zarezerwowac dzien powrotu. Ta
              islandzka linia lotnicza (nazwy juz niestety nie pamietam) miescila sie przy
              jakiejs ulicy w Reykiaviku, a tak naprawde to dobre 20 km od centrum. Moglem
              tam dojechac tylko taksowka no i najpierw byl asfalt, potem droga gruntowa a na
              koniec jak najbardziej jechalismy po skalach, stromo w gore - identycznie jak
              na Polonine Wetlinska w Bieszczadach. Powrot byl na piechote, najpierw z 5 km
              po tych skalach, calkowite pustkowie i duze trudnosci by nie zboczyc z trasy no
              i w koncu normalna droga. Te nastepne 15 km musialem przejsc bo nikt sie nie
              zatrzymal.
              Ciekawie wygladal powrot. Dojechalem z Reykiaviku do Keflaviku autobusem
              nie wiedzac ze do portu lotniczego jest jeszcze kawal drogi. Postanowilem
              przejsc na piechote i tu dopiero zdziwko. Ale nie u mnie tylko u tych
              wszystkich ktorzy mnie mijali samochodami. Tam nikt nie chodzi piechota!!!
              Miedzynarodowy port lotniczy w Islandii zbudowali Amerykanie ktorzy obok
              maja wielka baze militarna. Wiec jak tak szedlem i nikt sie nie zatrzymywal to
              nadlecial ogromny helikopter amerykanski i chyba dobre 10 minut ogladal mnie z
              wszystkich stron i pewnie fotografowal.Machalem mu po przyjacielsku, ze niby
              nie jestem terrorysta. Nie wiem jaki to odnioslo skutek ale nie strzelal...
    • ralston Tanzania 06.03.03, 22:14
      Nxa mnie dzisiaj zmobilizował do tego, żeby odświeżyć ten wątek, a więc dalej
      jeszcze trochę o Tanzanii:

      Po raz pierwszy od ponad tygodnia budzę się nie na wąskiej i krótkiej
      karimacie, ale w najprawdziwszym łóżku. I jest to także chyba pierwsza od
      tygodnia porządnie przespana noc, nie przerywana chrapaniem z sąsiednich (i
      własnego!) namiotów i bez tętna utrzymującego się na poziomie 120 uderzeń na
      minutę. Rano pierwszy od wielu dni porządny posiłek – tzn. śniadanko
      kontynentalne w hotelu. Jakże odmienne od tego, co przyszło nam jadać przez
      ostatnie dni... przepyszne świeże owoce, jajecznica na bekonie, wędliny, ser
      żółty – pycha. Potem szybkie pakowanie się i już ładujemy się do dwóch busików
      i... żegnaj Arusho! Kierujemy w stronę granicy z Kenią. Po drodze prosimy
      Juliusa, naszego kierowcę, żeby zatrzymał się gdzieś przy jakimś sklepie z
      pamiątkami. Poleca nam jeden, zaznaczając, że mają tam bardzo ładne rzeczy,
      dobrej jakości, ale niestety nie należą do najtańszych i co gorsza, nie można
      się tam targować. W to ostatnie trudno jest nam uwierzyć, po naszych
      dotychczasowych afrykańskich doświadczeniach, ale na miejscu okazuje się, że
      rzeczywiście nie jest łatwo. Istotnie mają ładne pamiątki, bardzo starannie
      wykonane, ale żądają za nie dokładnie tych cen, które wypisane są na
      przyklejonych dyskretnie małych, papierowych etykietkach. W powietrzu unosi się
      trudny do opisania zapach. Jakaś mieszanka woni wilgotnej ziemi (może dlatego,
      że niedawno padało?), drewna i zapachów korzennych...
      Wybór jest duży na tyle, że trudno się zdecydować. Są przeróżnej wielkości i
      barwy maski, rzeźbione figurki wojowników masajskich we wszystkich możliwych
      rozmiarach, pięknie rzeźbione i polerowane figurki antylop, nosorożców, słoni,
      lwów, żyraf, bawołów; zdobione noże i włócznie, tarcze z barwionej krowiej
      skóry, ozdoby instrumenty i przeróżne przedmioty codziennego użytku, których
      przeznaczenia czasem odgadnąć nie sposób... Ostatecznie w torbie ląduje figurka
      Chrystusa o murzyńskich rysach, nóż do papieru z rzeźbioną głową Masaja,
      polerowana drewniana maska i jeszcze parę drobiazgów. Po dokonaniu wyboru,
      kierujemy się w stronę ustawionego w rogu ciemnego sklepowego pomieszczenia
      kontuaru, żeby uiścić zapłatę. Nieśmiało próbujemy ponowić negocjacje cenowe i
      po kilku minutach ożywionej dyskusji osiągamy pewien sukces. Czynnikiem, który
      decyduje o powodzeniu okazuje się po prostu użycie kilku słów w języku swahili.
      Ale nawet to nie było w stanie obniżyć cen o więcej niż 10% - rzecz tu zupełnie
      niezwykła... Tak więć z kieszenią lżejszą o kilkadziesiąt dolarów, siadam na
      schodkach przed sklepem. W oczekiwaniu na kolegów, którzy jeszcze marudzą z
      zakupami, przyglądam się pracy kilku Tanzańczyków, z zapamiętaniem dłubiących w
      jakimś jasnym drewnie. Na moich oczach powstaje sporej wielkości rytualna
      maska, która później pobejcowana na czarno, będzie udawać szlachetny heban...
      Nie wiedzieć skąd pojawiają się ciekawe wszystkiego, jak w każdym miejscu na
      świecie, dzieciaki. Kiedy jednak podnoszę do góry obiektyw aparatu, spłoszone
      znikają za węgłem domu. Potem dobiegają mnie już tylko chichoty i czasem zza
      rogu ukazuje się na moment para wciąż zaciekawionych oczu...
      Pakujemy się do samochodów i ruszamy dalej. Po drodze mijamy wioski, czy też
      małe miasteczka, zbudowane na ogół z glinianych chat, niektóre, te bogatsze
      mają prawdziwe murowane budynki. Wszędzie zaś nieśpiesznie poruszają się
      bajecznie kolorowo poubierani ludzie. Kobiety w długich, powłóczystych szatach,
      mężczyźni noszą się częściej z europejska, ubrani w spodnie i wściekle kolorowe
      koszule. Z tłumu zawsze wyróżnia się masajski wojownik, nieodmiennie okryty
      czerwonym, rzadziej fioletowym płaszczem i zawsze trzymający w ręku, jeśli nie
      włócznię, to chociaż krótki kijek – znak wojownika...

      cdn
      • Gość: Pisces Re: Tanzania IP: *.stclar01.mi.comcast.net 07.03.03, 00:01
        Ralston,swietne,przeczytalam za jednym tchem,mam tylko malutka prosbe zeby
        zamiast
        >..dalej jeszcze troche...
        bylo
        >... dalej jeszcze wiecej..
        Jest to najciekawszy watek,czekam wiec na obiecany cnd.
        • ralston Re: Tanzania 07.03.03, 00:44
          Kiedyś na pewno będzie... :)
          • chatka_ Re: Tanzania 07.03.03, 00:54
            i ja obiecuje sie poprawic. Do Lwowa jade! :)))
            • ralston Re: Tanzania 07.03.03, 09:45
              No to czekamy na bat'iarskie opowieści...
              • saunne aneks do Maroka 07.03.03, 10:09
                pozwalam sobie (bez pytania - Chatko nie gniewaj sie!) umiescic link do zdjec
                Chatki z Maroka. Mysle, ze to najodpowiedniejsze miejsce do tego.


                foto.onet.pl/albumy/album.html?id=6115&k=7&q=chatka_&nxt=0

                pozdrawiam!
                • ralston Re: aneks do Maroka 07.03.03, 10:20
                  Obejrzeć warto. Jest tam wiele interesujących fotografii. Zwłaszcza ostatnia.
                  Brakuje jednej, która była obiecywana - "Chatka w hammamie". Niepocieszony
                  jestem...
                • chatka_ Re: aneks do Maroka 13.03.03, 11:31
                  saunne napisała:

                  > pozwalam sobie (bez pytania - Chatko nie gniewaj sie!) umiescic link do zdjec
                  > Chatki z Maroka. Mysle, ze to najodpowiedniejsze miejsce do tego.
                  >
                  >
                  > <a href="foto.onet.pl/albumy/album.html?
                  id=6115&k=7&q=chatka_&nxt=0"targ
                  > et="_blank">foto.onet.pl/albumy/album.html?id=6115&k=7&q=chatka_&nxt=0</a>
                  >
                  > pozdrawiam!

                  Zobaczcie te fotke:
                  chlip.pl/foto/?wo=1996-2000-debiut&action=show&file=chlip16
                  a potem
                  foto.onet.pl/albumy/zdjecie.html?no=33&id=6115&q=chatka_&k=10&nxt=27:))))


                  foto.onet.pl/albumy/zdjecie.html?no=33&id=6115&q=chatka_&k=10&nxt=27
                  • Gość: Stanislaw Re: aneks do Maroka IP: *.dip.t-dialin.net 13.03.03, 11:49
                    Zdjecia sa przesliczne, ogladalem je w te i we wte pare razy.
                    Ale gdzie Ty jestes Chatko, to jedne malutkie na koncu to
                    stanowczo za malo. Wiecej Chatki!
    • aand Re: Góra Zborów 10.03.03, 22:06
      Najblizsza wyprawa jaka mnie czeka...to wyprawa na dach , bo kawki komin
      zatkaly :) Wyciagam teraz uprzaz, liny z szafy i przypomniala mi sie jedna
      przygoda. No to ja opowiem ;) a co...

      Miejsce akcji: Góra Zborów w Jurze Krakowsko-Czestochowskiej, jedno z
      piekniejszych i fajniejszych miejsc do wspinaczki skalkowej w Polsce.

      Czas akcji: wczesna wiosna to jakos bylo , bo latem to oblozenie dróg
      wspinaczkowych jest takie ze stoi sie przy scianie w kolejce...

      Osoby dramatu: Radek - mój cioteczny brat, który zarazil mnie bakcylem :) ,
      ja, ...czekolada i portledge.
      A wszystko wlasnie przez ten portledge (to rodzaj skladanej lezanki na ktorej
      nocuje sie w scianie, przedtem oczywiscie wpinajac ja w punkt asekuracyjny).
      Radek kupil sobie te "polóweczke" i b. namawial mnie zebysmy pojechali ja
      wypróbowac. No to próbujemy... wspielismy sie te dwadziescia metrów nad ziemie
      i szukujemy nocleg w scianie. Portledge wpiety, my wpieci, idziemy spac. A
      jeszcze na ziemi Radek wpadl na szatanski pomysl. Aby mu sie nie "zachcialo"
      tam na górze, nazarl sie czekolady, za przeproszeniem na zaparcie. Zjadl chyba
      ze dwie tabliczki... Dobrze, umoscilismy sie na tym wyrku, a musze powiedziec
      ze to jest w zasadzie lózko jednoosobowe. Dwie osoby bardzo burza jego
      równowage... jak sie okazalo. Ale po kolei. Niewygodnie, ale jakos drzemiemy.
      Tzn. ja zasnalem natomiast o Radka "upomniala sie" jednak natura. Rad nie rad,
      musia sie przysunac nad krawedz i sciagnac portki... Portlede od tych manewrów
      zaczal sie hustac ale to mnie jeszcze nie obudzilo. Natomiast brat przezywal
      meki. Gdyby nie ta czekolada poszloby pewnie raz dwa, a tak nic... coraz
      gorzej. W koncu przy którym kolejnym poruszeniu, obudzilem sie. Chciale
      zobaczyc co z Radkiem, przechylilem sie na jego strone...i FIK! Wywrócilismy
      sie! To bardzo dziwne uczucie, wisiec pod lózkiem na wysokosci paru pieter...
      Wszystko co nie bylo przypiete oczywiscie spadlo, dobrze ze przymocowalismy
      zapasowa line, dzieki czemu moglismy zjechac na dól. Zawiódl czynnik ludzki,
      sprzet chyba zdal egzamin ;) A portledge czeka na nasza wyprawe w Yosemite
      na "El Kapitan" (kilometr pionowej sciany! Niezle). Gromadzimy sprzet i
      fiananse w nadziei ze moze w tym roku sie uda... :)
      • Gość: nxa Re: Góra Zborów IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 10.03.03, 22:11
        :))) natury nie da się oszukać
      • Gość: Stanislaw Re: Góra Zborów IP: *.dip.t-dialin.net 10.03.03, 22:29
        A moze tak pochodzic po gorkach malych i troche wiekszych.
        Nazrec sie trawy, popic woda ze strumyka...:)
      • ralston Re: Góra Zborów 10.03.03, 22:51
        Kapitalne! Dobrze, że nikt nie nocował pod ścianą :)))
    • ralston Kenia 10.03.03, 22:48
      Granica tanzańsko-kenijska. Zatrzymujemy się przy biurze wizowym. Jako, że nie
      jesteśmy obywatelami Wielkiej Brytanii uiszczamy normalną opłatę. Brytyjczycy
      muszą płacić więcej – sic! To w ramach retorsji za zbyt wysokie, zdaniem rządu
      Kenii, opłaty jakie Wielka Brytania każe płacić jej obywatelom za wizytę na
      Wyspach. Po wyjściu z biura opada nas grono masajskich kobiet, usiłujących
      sprzedać nam znowu jakieś pamiątki. Grupa bajecznie kolorowa i szalenie
      egzotyczna. Długie powłóczyste szaty we wszystkich możliwych kolorach. Ale
      żadnych tam pasteli – tylko barwy jaskrawe, aż oczy bolą! Głównie czerwienie,
      żółcie i pomarańcze... Na rękach mają przewieszone równie pstrokate tkaniny,
      charakterytyczne naszyjniki z koralików, różnego rodzaju biżuterię... W
      dłoniach trzymają rzeźbione figurki zwierząt, maski i różne inne drobiazgi. Na
      odczepnego kupujemy kilka sztuk jakichś bransoletek i wisiorków, ale kobiety
      nie dają za wygraną – cały czas uważają, że utarg jest za mały i że z pewnością
      marzymy o tym, żeby coś jeszcze dokupić. Nie przejmują się naszymi przeczącymi
      ruchami głowy ani wyraźnym gestami na nie. W pewnym momencie stają się już
      bardzo głośne i natarczywe, jednocześnie nie dają się przekonać, że naprawdę
      nie mamy zamiaru już nic kupować. Na ten widok z biura wizowego, bez
      ostrzeżenia wypada nagle umundurowany strażnik z długim, cienkim kijem. Kilka
      szybkich smagnięć i kobiety spłoszone znikają. Powracają jednak, kiedy strażnik
      znowu znika, zniechęcony panującym na zewnątrz upałem. Powinno się tu wysyłać
      na szkolenie sprzedawców z Polski... a może lepiej nie? Wydaje się nam, że
      wewnątrz samochodu będziemy bezpieczni, ale złudna to nadzieja... tłumek nadal
      kłębi się przy oknach, przystawiając do szyb coraz to nowe pamiątki. Dopiero
      klakson i zwiększone obroty silnika sprawiają, że Masajki odskakują od samochodu
      Ruszamy i po chwili jesteśmy już w Kenii. O dziwo - nikt nie sprawdził
      samochodu ani naszych dokumentów. Gdybyśmy po prostu przejechali granicę, nie
      zatrzymując się przy biurze wizowym, prawdopodobnie nikt nie zwróciłby nawet na
      to uwagi. Szukam widocznych gołym okiem zmian między jednym a drugim krajem,
      ale poza tym, że reklamy Pepsi zastąpiły teraz czerwone tablice Coca-coli,
      innych różnic na razie nie widać... Ruch i tu i tu lewostronny, drogi tak samo
      parszywe – dziura na dziurze, co zmusza Juliusa do częstego wjeżdżania na prawy
      pas drogi. Ludzie podobnie, kolorowo ubrani, podobnie też jak w Tanzanii, z
      tłumu wyróżniają się Masajowie. Z czasem jednak odnoszę wrażenie, że miasteczka
      są jednak jakby bogatsze. Mniej tu marnych glinianych chatek, więcej zaś domów
      murowanych. Po obu stronach drogi w oddali widoczne są szczyty gór. Na ogół są
      to pojedyncze wulkany, ale na wschodzie widać nawet coś na kształt łańcuchów
      górskich. Wokół rozciąga się sawanna i mimo, że nie jesteśmy w żadnym parku
      narodowym, od czasu do czasu pojawiają się stada zebr i antylop gnu, leniwie
      przemierzając rozległe przestrzenie. Widok niesamowity, ale to prawdopodobnie
      dopiero przedsmak tego, co nas czeka...

      cdn.
      • aand Re: Kenia 11.03.03, 08:15
        Raalsie, ales mi zadal zagwostke. Po przeczytaniu nie wiem czy chcialbym jechac
        w Yosemite czy do Kenii i na Kilimandzaro... :)) Pisz nastepne! :))
        • ralston Re: Kenia 11.03.03, 08:24
          Jedź!
          • aand Re: Kenia 11.03.03, 08:32
            ralston napisał:

            > Jedź!

            :))) :))) :)))

            Poczekam az wszystko napiszesz, potem wydrukuje i juz zaoszczedze na
            przewodniku...
            • ralston Re: Kenia 11.03.03, 08:53
              Kenya, to jest mnóstwo duży kraj... Ty nie kupować książki, ty przewodnik
              wynająć w Kenya!
        • Gość: Oka Yosemite! IP: *.17.79.204.lifespan.org 11.03.03, 19:51
          Ale Yosemite tez musisz koniecznie zaliczyc! Bylam tan w lipcu i zapewniam
          Cie, ze na pewno nie bedziesz zalowal!


          aand napisał:

          > Raalsie, ales mi zadal zagwostke. Po przeczytaniu nie wiem czy chcialbym
          jechac
          >
          > w Yosemite czy do Kenii i na Kilimandzaro... :)) Pisz nastepne! :))
          • aand Re: Yosemite! 12.03.03, 08:48
            Gość portalu: Oka napisał(a):

            > Ale Yosemite tez musisz koniecznie zaliczyc! Bylam tan w lipcu i zapewniam
            > Cie, ze na pewno nie bedziesz zalowal!

            Tak, dzieki.:) Yosemite jest "priorytetowe". Mam nadzieje ze sie uda. Oka,
            napisz cos wiecej, jak tam bylo (bo towarzystwo forumowe bedzie Ci wiercic
            dziure w brzuchu...;)) A lepiej zeby Twój brzuch zostawili w spokoju...;)))

    • ralston Kenia, Nairobi 11.03.03, 19:17
      Zatrzymujemy się na przedmieściach Nairobi przed restauracją Carnivore. Jest to
      cały kompleks niskich budyneczków, połączonych zabudowanymi patio. Wokół
      fantastyczna tropikalna zieleń, przez pootwierane okna i drzwi, do wewnątrz,
      wpada śpiew ptaków. Wita nas kenijska piękność ubrana w jak najbardziej
      europejskiego kroju, czerwoną sukienkę i prowadzi nas do już przygotowanego
      stołu. Zasiadamy i już po chwili pojawia się kucharz z informacją, co będziemy
      jedli. Pokazuje siedem rodzajów sosu, które umieszczone w niedużych miseczkach
      znajdują się na obrotowym, drewnianym talerzu i objaśnia jaki sos należy
      stosować do jakiego mięsa. Na koniec dodaje, że nie ma obaw – jeśli ktoś nie
      spamiętał - powtórzy tuż przed podaniem mięs. Odnotowujemy kolejną różnicę w
      porównaniu z Tanzanią: w miejsce Kilimanjaro Lager, pojawia się bardzo
      popularny tutaj Tusker, z charakterystyczną głową słonia na etykiecie. Jako, że
      słoń od żyrafy mocniejszy (na etykiecie Kilimanjaro Lagera, jest właśnie
      żyrafa), toteż i piwko nieco ciemniejsze i zacniejsze w smaku :) Na stół
      wjeżdżają półmiski z kolejnymi rodzajami mięs. Każdorazowo kelnerów poprzedza
      kucharz, z uśmiechem informując, co za chwilę zostanie podane i z jakim sosem
      należy to łączyć. Wygłodzeni dość długą podróżą, ochoczo rzucamy się na jakiś
      lokalny drób (to chyba szło z sosem czosnkowym), potem na jakąś wołowinę
      (zabijcie – nie pamiętam z jakim sosem). Następnie na stół wędrują coraz to
      bardziej egzotyczne potrawy: antylopa (pyszności!), stek z zebry z sosem
      miętowym – rozkosz dla podniebienia, mięso krokodyla (nie polecam, łykowate
      strasznie i zawiewa aromatem stuletniego kutra rybackiego) i różne inne
      atrakcje, których już nie pomnę... Wychodzimy, a właściwie wytaczamy się, z
      restauracji na zewnątrz. Jesteśmy obżarci do granic wyobraźni...tak może się
      czuć tylko lew, po upolowaniu bawołu... Pakujemy się znowu do samochodu i
      jedziemy do hotelu – ale tylko na chwilę – po to, żeby zostawić niepotrzebne
      bagaże w przechowalni. Przejeżdżamy przez centrum Nairobii. Gdyby nie
      egzotyczna roślinność i mnóstwo czarnoskórych na ulicach, możnaby pomyśleć, że
      jesteśmy w dużej europejskej metropolii. Wokół budynki z betonu, szkła i stali,
      liczne wieżowce i biurowce, i tylko ruch jakby mniejszy, dostojnie, leniwie
      toczy się życie. Nie widać ludzi biegnących gdzieś w pośpiechu, nerwowo
      przepychających się przechodniów – tu też obowiązuje zasada: pole,pole (w
      swahili: pomału, pomału). Właściwie może się tu podobać, przeszkadza tylko
      jedna myśl, cały czas pozostająca z tyłu głowy: według statystyk Nairobii to
      miasto, gdzie popełnia się bodaj najwięcej przestępstw na świecie. W końcu nie
      tak dawno wyleciała tu w powietrze ambasada USA...
      Kiedy opuszczamy Nairobii, słońce zaczyna już pomału swój marsz w dół, do
      horyzontu. Po lewej doskonale widać malownicze kopulaste pagórki, porośnięte
      ciemnozieloną roślinnościa. Tam, wiele lat temu, miała swoje farmy kawowe
      Karen Blixen, co przypomina, że czas naszego pożegnania z Afryką już
      nieodległy...
      • aand Re: Kenia, Nairobi 12.03.03, 08:51
        ...nie widze cdn. Ale beda nastepne odcinki? :))
        • ralston Re: Kenia, Nairobi 12.03.03, 08:53
          Będą.
          • aand Re: ufff... :))) n/t 12.03.03, 08:58
            • ralston Re: ufff... :))) n/t 12.03.03, 09:06
              Ale nie obiecuję, że prędko...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka