IP: *.menis.gov.pl / 10.215.105.* 15.05.03, 16:15
Piękny kraj, smutne miejsce, jak się ktoś wybiera służę informacją
Obserwuj wątek
    • Gość: Anulka Re: Kuba 2003 IP: *.pakosc.sdi.tpnet.pl 15.05.03, 20:18
      Ja strasznie chcialabym tam pojechac, ale w najblizszym czasie raczej sie nie
      zanosi ;(((
      Dwa pytanka:
      1. Jak wyglada kwestia swobodnego poruszania sie po Kubie jako samodzielny
      turysta (tzn. bez opieki biura podrozy). Czy jesli chcialabym sobie przejechac
      autobusem od jednego kranca wyspy do drugiego, zatrzymujac sie po drodze w
      roznych miasteczkach to ktos sie bedzie tego czepial? Sa jakies obszary gdzie
      wstep jest wzbroniony?
      2. Slyszalam, ze na Kubie nie zabranie do auta stojacego przy drodze
      autostopowicza jest przestepstwem. Traktuje to troche z przymrozeniem oka, ale
      jednak...

      Pozdrawiam serdecznie,
      Anulka
      • Gość: chleb Re: Kuba 2003 IP: *.menis.gov.pl / 10.215.105.* 16.05.03, 10:04
        Witaj
        1. nie ma żadnego problemu ze swobodnym poruszaniem się po wyspie,
        przejechaliśmy całość autobusem, cudzoziemcy mogą poruszać się linią autobusową
        "via sul"(pisownia przypadkowa, niestety nie znam hiszpańskiego), pociągami lub
        wynajętym samochodem, środkiem płatniczym sa oczywiście dolary, jest również
        linia autobusowa dla kubańczyków za peso - turyści bez szans.
        Drobną konsternację przeżyliśmy podczas pierwszego przejazdu z Holgin do
        Santiago de Cuba, do zakupu biletów niezbędne były paszporty, pan na dworcu
        autobusowym wynotował z paszportów nasze dane, adres miejsca gdzie
        mieszkaliśmy, łącznie z nazwiskiem właścicielki no i adres domu w Santiago
        gdzie zamierzaliśmy się zatrzymać, imienna lista pasarzerów była weryfikowana
        przez kierowcę przy wchodzeniu do autobusu ..., później było już w miarę
        normalnie ...
        Jedyne ograniczenia w poruszaniu się po wyspie mogą być związane z warunkami
        atmosferycznymi, np. podczas deszczu nie można wjechać w góry Sierra Maestra.
        2.to oczywiście nieprawda .... ale kubański transport zwłaszcza miejski w
        Hawanie jest po prostu dramatem ... dramatem ...
    • Gość: p Re: Kuba 2003 IP: *.lodz.sdi.tpnet.pl 10.06.03, 18:15
      Witam, dzieki za taki bezinteresowny post. Mam trzy ogolne pytania.
      1. czy moglbys +/- przyblizyc koszty podrozy i miesiecznego szwendania sie po
      wyspie "na wlasna reke" - tanie spanie, proste jedzenie itd.?
      2. czy obcowanie z autentyczna kubanska muza i prostymi kubanczykami to cos
      skomplikowanego...?
      3. ...i jaka mentalnosc maja kubanczycy np. w aspekcie "bialy turysta, w
      pojedynke"?
      pozdr
      p
      • Gość: pablo Re: Kuba 2003 IP: 195.117.77.* 11.06.03, 10:40
        Witam Wszystkich,

        spędziłem na Kubie 2 tygodnie. Najpierw kilka dni w Hawanie - mieszkałem w
        "kwaterze prywatnej" za 25 USD/pokój 2-os. z łazienką + ew. wspaniała kolacja
        za 5 USD (nb. takie noclegi to najtańszy i najsympatyczniejszy "sposób" na
        Kubę). Miasto piękne, powoli odrestaurowywane, łatwe do zwiedzania. Ktoś z
        Poprzedników napisał, iż transport w tym mieście to koszmar - to absurd ! Po
        Hawanie jeżdżą trójkołowe, motorowe riksze, którymi można przemieszczać się za
        "psie pieniądze".
        Potem wynająłem samochód: 25 USD/dziennie za Hyundai Accent. W wypożyczalni
        można się targować (!!!), pierwotna cena wynosiła ok. 35 USD. Przy dłuższym
        okresie wynajmu, cena może jeszcze spaść (zwłaszcza poza sezonem).
        Z Hawany przejechałem do Trinidadu. Stamtąd dwie całodniowe wycieczki "w
        interior" (powrót na nocleg do Playa la Boca k/Trinidadu) i wreszcie przejazd
        do Varadero (tam oddałem samochód).
        Po Kubie jeździ sie b.łatwo. Trudno to sobie wyobrazić, ale (z wyj. Hawany)
        drogi są puste. Po prostu nie ma samochodów, tzn. są "sznurkiem wiązane"
        amerykańskie krążowniki z lat 50-tych, ale nikogo z miejscowych nie stać na
        benzynę do nich (ok. 1 USD/litr). Na drogach jest pusto, czasami przemknie
        jakaś łada albo skoda i trochę ciężarówek (którymi przemieszczają się
        miejscowi, gdyż komunikacja lokalna praktycznie nie istnieje). Alternatywą dla
        rent a caru są luksusowe autokary firmy Viazul, ale kursuja tylko między
        najważniejszymi miastami, a na Kubie (oprócz Hawany i Trinidadu) najpiękniejsza
        jest prowincja.
        Ludzie są b. przyjaźni, nie ma kłopotów z fotografowaniem. A rum i banany są
        wszędzie...
        Plaże - jedyne w swoim rodzaju, długie, szerokie, piaszczyste, łagodne zejście
        do morza. Najlepsze: na północnym wybrzezu - Varadero, na południowym - Playa
        Ancon k/Trinidadu.
        Warunkiem udanego (i taniego) podróżowania jest (przynajmniej podstawowa)
        znajomość hiszpańskiego. Po angielsku mówią tylko naganiacze, pośrednicy,
        cinkciarze etc.

        Pablo
        Przewodnik Lonely Planet "Cuba" ma sprawdzone i aktualne wiadomości (ani razu
        mnie nie zawiódł)
        • Gość: pablo Re: Kuba 2003 IP: 195.117.77.* 11.06.03, 10:49
          I jeszcze jedno:
          bilet Havana - Kingston kosztuje ok. 150 USD OW. Kupowałem poprzez Air Jamaica
          w Londynie. Rezerwacja przez telefon, obciążenie karty Visa, dostawa do Polski
          DHL-em na koszt linii lotniczej. Cała operacja trwała 4 dni.
          • Gość: lula77 Re: Kuba 2003 IP: *.customer.telia.com 16.06.03, 11:52
            Bylam na Kubie ponad trzy tygodnie. Oplaca sie podrozowac z grupie 2-3-4 osob,
            poniewaz wszedzie za nocleg placi sie za pokoj, a nie za osobe. Za legalne
            kwatery prywatne w Hawanie placilam 20 USD za pokoj, w Cienfuegos, Trinidad,
            Camaguey, Santiago - 15 USD, Vinales, Baracoa, Santa Clara - 10 USD. Chetnie
            sluze adresami (takze dla tych, ktorzy chca sie porozumiewac tylko po
            angielsku). Jedzenie: sniadania - 2-3 USD. Obiadokolacje 4-7 USD (7 za homara i
            krewetki).
            Transport wg mnie nie jest wcale taki latwy. Zazwyczaj trzeba odzalowac na
            autobus Viazul, ale przynajmniej ma sie gwarancje wygody i bezpieczenstwa,
            bagaz jest tam wyjatkowo dobrze strzezony. Taksowki maja sens przy wiekszej
            liczbie osob, podobnie jak wynajecie samochodu. Taksowkarze zawsze podaja
            zawrotna cene na poczatek, ale trzeba z nimi troche ponegocjowac i mozna cos
            osiagnac.
            Chcialam raz wynajac samochod do Playa Giron, ale koszt wynosil min. 40 USD
            (agencja Micar-najtansza) + ok.1 USD za kazdy litr benzyny. Kiedy juz sie
            zdecydowalam, okazalo sie, ze nie ma zadnych dostepnych samochodow i nie bedzie
            w ciagu najblizszych kilku dni. Rezerwujcie z duzym wyprzedzeniem.
            W obrebie miast warto podrozowac zwyklymi autobusami, rikszami (uwaga na Hawane-
            tam riksiarze zazwyczaj zadaja zbyt wyskoch sum, podobnie jak taksowkarze itp,
            zdecydowanie taniej jest poza Hawana). W zatokach mozna skorzystac tez z promow
            (lancha) w Hawanie, Cienfuegos, Santiago - kosztuja ok. 10 centavos (1 peso=
            100 centavos = 27 USD).
            Znajomosc hiszpanskiego bardzo pomaga. Oprocz korzystniejszych cen zyskuje sie
            mnostwo anegdot; Kubanczycy chetnie wyrazaja swoje opinie o wszystkim, takze o
            FC.
            Przewodnik Lonely Planet jest NIEZBEDNY.
            Pozdrawiam, (szczegolnie Pablo)

            lula77
        • Gość: chleb Re: Kuba 2003 IP: *.menis.gov.pl / 10.215.105.* 24.06.03, 12:04
          witam
          niestety będę się upierał, że transport zwłaszcza miejski w hawanie pozostaje
          dramatem !
          jeśli wynajmujemy samochód problem ten nas oczywiście nie dotyczy, jednak
          należy liczyć się z kosztami, w zależności od źródeł od 25$ (?) do 60$ dziennie
          za samo auto, ponadto nie jest to transport miejski ...
          wspomniane "trójkołowe motorowe riksze" nie mogą poruszac się po całym mieście,
          np. nie mogą jexdzić tunelem pod kanałem portowym prowadzącym do części portu
          gdzie znajduje się dawny garnizon wojskowy, mogą to robić jedynie samochody
          osobowe - w domyśle oczywiście państwowe taxówki
          hawana jest ogromnym miastem, mieszkaliśmy w Nautiko częsci dzielnicy Plaja (25
          $ dziennie) około 15-17 km od centrum gdzie żadne, ani "motorowe" ani zwykłe
          riksze nie jeździły, nie mogły tam nawet wjeżdżać słynne "camejo"(fon)... jak
          się później okazało nie jest to dzielnica dla wszystkich ... w pobliżu
          ambasady, odrobinę dalej Fidel, itd ..
          riksze poruszają się w centrum, które bez problemu można zwiedzać "nogami"
          znajomy który organizował nam pobyt w hawanie (pracownik miejscowego
          uniwersytetu) z nieukrywanym zażenowaniem starał sie nam wytłumaczyć "dość
          złożone zasady poruszania się po mieście", są trzy sposoby dotarcia do centrum
          1. taxi, z nautiko około 15-20 $ w jedną stronę
          2. autobusy miejskie, "camejo" - należy posiadać dużo bardzo dużo cierpliwości,
          hiszpański się przydaje, brak jakichkolwiek rozkładów jazdy, przystanek wygląda
          nastepująco - metalowy pręt z tablicą na której są lub nie ma numerów
          autobusów, z nautiko brak bezpośredniego połączenia - co najmniej dwie
          przesiadki, autobus przyjedzie albo i nie ... za godzinę, dwie, trzy, bez
          znajomości hiszpańskiego i co najmniej kilku miesięcy w hawanie żadnych szans
          na sprawne przemieszczenie się po mieście ... dramat, moja żona biegle
          posługuje się tym językiem, raz mieliśmy ambicję wrócić do domu "komunikacją
          miejską" zagadani na przystanku ludzie zaczęli dyskutować między sobą w których
          miejscach się przesiadać i w którą stronę wogule jechać ... nie byli zgodni ...
          niestety nie udało się nam ...
          3. prywatne "taxi retro" - ze względu na zapaść komunikacyjną hawany fidel
          pozwolił prywatnym posiadaczom starych, co najmniej 50 letnich amerykańskich
          aut na wożenie ludzi po mieście, mają ustalone "linie" po których kursują tam i
          z powrotem ... jednak mogą zabierac wyłącznie kubańczyków i nie mogą przyjmować
          dolarów, jeśli nie znasz hiszpańskiego jesteś bez szans, cześć z nich nie brała
          nas tylko dlatego że nie byliśmy kubańczykami i z daleka wyglądaliśmy na
          turystów - komitet obrony rewolucji czuwa, czasami na wejściu żądali
          astronomicznych sum 5-8$(normalna stawka do centrum to 1$ za dwie osoby czyli
          około 25 peso)najprawdopodobniej dzięki znajomości języka byliśmy brani za
          stypeddystów i nie bez problemów udawało nam się w miarę sprawnie poruszac po
          mieście, najzabawniejsze jest wsiadanie do takiej taksówki, na widok starego
          auta z tabliczką taxi wszystkie osoby stojące w zwyczajowych miejscach
          (właśnie, należy jeszcze wiedzieć w którym miejscu stanąć,miejsca te nie sa
          oznaczone, najogólniej rzecz ujmując nie ma zasadniczo oczywistych dla
          Europejczyka elementów komunikacji miejskiej typu np rozkład jazdy !?)
          zaczynają machać rękoma, np w centrum taxi odjeżdża z przystanku autobusowego
          (ciągle mnie to bawi - przystanek autobusowy w hawanie ...)około
          kilkudziesięciu osób rzuca się do szyb auta wykrzykując nazwę dzielnicy do
          której chcą jechać ... niezła jazda ... w hawanie czasami czułem się jak
          kosmita ...
          przemieszczanie się po hawanie, w zasadzie wyłącznie dojazd do centrum i powrót
          do domu zabrały nam najwięcej zdrowia i pieniędzy, nie wspominając o dotarciu
          do lotniska ale to już zupełnie inna para kaloszy ...
          dramat, dramat za dolary ...
          • Gość: liloom Re: Kuba 2003 IP: *.117.11.vie.surfer.at 24.06.03, 22:45
            A ile kasy wziac ze soba na 2 tygodnie ZORGANIZOWANEGO JUZ wyjazdu???
            Ile mozna, ile trzeba jak z wymiana? Gdzie, jesli nie w hotelu, a gdzie nie?
            Jade z rodzina i dzieckiem na regularne wczasy do varadero, ale chcialabym tez
            cos zobaczyc.
            Mozna tam cos wogole kupic czy nastawic sie na Polske 1980?
            Bylam juz tu i tam m.in. na Dominikanie, Haiti, w Afryce i Azji wiec biede juz
            widzialam ale ma rozne wymiary przeciez.
            Napiszcie cos jeszcze, jade juz 28.06
            • juan5 Re: Kuba 2003 25.06.03, 10:14
              organizowane są różne wycieczki o tym przeczytasz sobie na miejscu w hotelu.
              Następnego dnia po przyjeździe pilot zorganizuje spotkanie i was o tych
              wycieczkach poinformuje. Można też skorzystać z ofert innych biur podróży -
              info o tym kiedy będzie ich przedstawiciel też jest umieszczone na tablicy
              informacyjnej. Alternatywą jest wynajęcie samochodu i zwiedzanie na własną
              rękę - ja tak robiłem najczęściej. Ale nie wszędzie można dojechać samochodem.
              Np Cay Largo (wyspy)kosztowały ponad 120 USD (z Playa Giron) z Varadero może
              być drożej. Warto pojechać. Wycieczek jest sporo. Nie zabieraj Euro bo mają
              przelicznik 1:1 Można, i chyba najwygodniej, płacić kartą kredytową (nie wydaną
              przez amerykański bank np Citi)wtedy nie musisz martwic się o ilość kasy którą
              trzeba zabrać.
              Życzę miłego pobytu - będsziesz zadowolona ja byłem już 3 razy i w przyszłym
              roku też się wybiorę tym razem na wschodnią stronę w okolice Santiago de Cuba.
              Jak bedziesz w Varadero to pomyśl też o wycieczce do Trinidad.
            • Gość: chleb Re: Kuba 2003 IP: *.menis.gov.pl / 10.215.105.* 25.06.03, 13:00
              witam
              podstawową walutą jest oczywiście $ USA (banknoty, centy mają własne), nie ma
              żadnych limitów dotyczących wwożonej kwoty, jeśli całość jest zorganizowana -
              regularne wczasy w varadero - wszystko zależy od waszej aktywności, na pewno
              kilkaset dolarów w maxymalnie 20 $ banknotach nie zaszkodzi, nie miałem
              przyjemności mieszkac w hotelach ale varadero jest enklawą dla turystów, na
              ulicy słychac raczej angielski i kilka języków europejskich, hotele na pewno
              prowadzą takie usługi, ponadto w dużych miastach są punkty w których można
              wypłacić pieniądze (paszport oczywiście konieczny), banki no i bankomaty
              wypluwające coś co określa się jako "peso konwertible"(fon)... na pokwitowaniu
              masz informację o wypłaceniu z konta np 100$ a w dłoniach 100 peso ...
              pierwszych kilka sekund było strasznych ale okazało się że wymienia się je 1:1
              płacąc konwertible dostajesz resztę w dolarach, no i oczywiście żadnych kart
              kredytowych banków z amerykańskim kapitałem ... bez szans choc dolar jest
              oficjalną walutą od kilku lat, ... typowo kubańska historia, płacę za dwa piwa
              (ceny urzędowe na całej wyspie od 0,75 do 2 $, mówię oczywiście o piwie
              kubańskim, niemcy piją hainekena)(choć w miasteczku zdaje się Camaguej w
              kartkowym 24h sklepie z fasolą i ryżem plus piwko i rum piliśmy przez pół nocy
              piwko za 50 centów) banknot 1 $ i dwie monety 25 centowe, jedna kubańska druga
              oryginalna amerykańska, którą wydano nam w innej knajpie, pani bierze papierek
              i monetę kubańską ale amerykańskiej już nie ponieważ jest to, cytuję "waluta
              amerykańska"...

              w stosunku do kuby na własne potrzeby używam sformułowania "schludna bieda",
              ludzie których poznaliśmy mówili nam o tym, że "kubańczyk ma trzy problemy,
              śniadanie, obiad i kolację" klasyczne za dużo by umrzeć za mało by żyć, tą
              biedę widać ale jest różnie... są sklepy na kartki w których kubańczycy kupują
              oliwę, ryż i fasolę, wystawy na których leżą dwa kolanka hydrauliczne ale są
              zwyczajne sklepy, supermarkety - oczywiście wyłącznie za dolary, gdzie
              zaopatrzenie przypomina zwykły osiedlowy sklep (oczywiście z zachowaniem
              wszelkich proporcji, nie są to leclerki, towar zazwyczaj hiszpański, mexykański
              czy kanadyjski - nieliczna pomoc), którego kubańczycy stanowią normalną
              klientelę, zazwyczaj są to ludzie posiadający rodzinę w USA, mały interes albo
              po prostu kombinujący jak większość kubańczyków (patrz polska lat 80), kubańska
              pensja wystarcza wyłacznie na ryż z bananami, ... widziałem jak obsługa kas w
              markecie spisywała dane kubanki płacącej 100$ banknotem !
              jeśli uda wam się wyrwać z varadero musicie zobaczyć zachodnią prowincję Pinar
              del Rio a obowiązkowo Viniales

              • Gość: lula77 Re: Kuba 2003 IP: *.husaren.studenthem.gu.se 26.06.03, 22:11
                Jesli wyjazd jest zorganizowany i nie trzeba sie martwic
                o przelot, zakwaterowanie i posilki, to pozostale koszty
                nie sa zbyt wysokie pod warunkiem, ze nie bedziecie
                chcieli sie zbyt wiele przemieszczac. Autobus Viazul
                Hawana-Trinidad kosztowal chyba 18 USD od osoby,
                Hawana-Santiago ponad 50 USD, reszte przejazdow mozna
                przeliczyc wg tych proporcji.
                Wejscie do lokalu, gdzie odbywa sie koncert kosztuje 0,1
                lub 2 USD, piwo w barze 1-1,5 USD (kubanski Cristal lub
                Bucanero - rownie niedobre, ale z dwojga zlego Bucanero
                jest lepsze), drinki i koktaile 2-3 USD, w Bodequita del
                Medio 5 USD. W sklepach dolarowych tzw. diplotiendach
                (Caracol, Tiendas Panamericanas) piwo kosztuje 0,75 USD,
                woda mineralna 0,6 USD za 1,5 l butelke, puszki z
                napojami gazowanymi 0,45 USD, batonik Lion 0,5 USD,
                argentynskie ciasteczka 1-2 USD za sycaca paczke. Jesli
                cena nie jest napisana na opakowaniu lub na polce, jest
                ryzyko, ze kasjer ja zawyzy w celu zatrzymania nadwyzki.
                A teraz o lokalnej walucie; peso mozna kupic w hotelach
                lub w specjalnych kantorach o nazwie Cadeca. W kazdym
                wiekszym miescie mozna je zlokalizowac. Obecny kurs to 1
                USD = 27 pesos. Nie nalezy wymieniac pieniedzy na ulicy.
                Kubanczycy beda wam oferowac monete 3-pesos z wizerunkiem
                Che za 1 USD. W Cadeca dostaniecie za dolara 8 takich
                monet. Nie ufajcie nikomu, kto wam cos oferuje na ulicy.
                Rozmowa zaczynajaca sie od slow "Psst, friend, where you
                from? " prowadzi tylko do nielegalnych transakcji, ktore
                z pewnoscia beda dla Was krzywdzace. Nota bene Kubanczycy
                maja ciekawy zwyczaj zwracania na siebie uwagi dzwiekiem
                "pssst". Po zakupieniu pesos warto odszukac tzw. mercado
                agropecuario, czyli targ produktow rolnych, placi sie tam
                lokalna waluta i mozna nabyc smaczne owoce prawie gratis.
                Za pesos mozna jezdzic autobusami w obrebie miast.
                Zgadzam sie, ze w Hawanie jest to trudne, ale mozliwe.
                Zamiast przepelnionych camellos polecam ciclobus, ktory
                przejezdza tunelem na druga strone zatoki za jedyne 10
                centavos. To prawda, trzeba sobie postac w kolejce
                niedaleko bramy Chinatown, ale warto. W Hawanie jest
                najtrudniej. W innych miastach jest wiecej okazji do
                placenia w peso. Szczegolnie polecam Camaguey, mozna tam
                wypic piwo za 8 pesos, zjesc niezla pizze za 3 pesos,
                przejechac sie riksza za 5 pesos od osoby.

                Na Kubie warto kupic drewniane figurki, obrazy,
                instrumenty muzyczne, cygara, rum (od 2-15 USD), obrusy
                (w Trinidad). CD kupowane w sklepach sa drogie, ale
                warto popytac o kopiowane plyty w bardzo przystepnych
                cenach.

                lula
      • Gość: Goldi Re: Kuba 2003 IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 27.06.03, 04:13
        Czy moglibyscie napisac cos o tym Chinatown w Havanie?Ciekawi mnie ilu tam
        mieszka Chinczykow,jaka architekture maja tamtejsze budynki czy sa tam chinskie
        restauracje i mniejsze knajpki no i co mozna w nich zjesc? Czy to jedzenie w
        zwiazku z tym kryzysem i brakiem podstawowych skladnikow tej kuchni przypomina
        jeszcze chinskie jedzenie?A moze widzieliscie tam inne etniczne restauracje?
        Bardzo prosze o odpowiedz.Z gory dziekuje i Pozdrawiam.
        • Gość: lula Re: Kuba 2003 IP: *.customer.telia.com 27.06.03, 08:42
          Niestety niewiele zostalo z Chinatown w Hawanie. Niedaleko Capitolio stoi
          piekna brama z napisem Barrio Chino; tuz za nia kreci sie kilku "jineteros",
          ktorzy oferuja oprowadzanie po chinskiej dzielnicy. Chinczykow w Chinatown juz
          prawie nie ma; warto obserwowac jednak twarze starszych ludzi, mozna doszukac
          sie azjatyckich rysow. Chinatown wyglada dokladnie tak samo jak reszta Hawany;
          mozna sie rozczarowac. Jest tam jedna ulica wystylizowana na chinska, z
          lampionami, chinskimi napisami, etc, nie bylam tam, ale z daleka wygladala jak
          pulapka na turystow, moze sie myle. W Chinatown warto zobaczyc Szanghaj Hotel;
          jest to miejsce opisywane przez Hemingwaya, pojawia sie takze w ksiazce Grahama
          Greene'a "Nasz czlowiek w Hawanie", byla tam kiesyc chinska restauracja,
          palarnia opium, etc.

          Na ciekawe jedzenie etniczne na Kubie nie nastawialabym sie specjalnie. Jesc
          nalezy albo w casas particulares albo w prywatnych restauracjach paladares.
          Wszedzie to bedzie cocina criolla czyli kurczak i wieprzowina z ryzem, fasola i
          warzywami. Warto zjesc tez homara i rybke. Najlepszy posilek na Kubie jadlam w
          casa particular w Santiago; pyszna ryba w sosie, smazone banany, frijoles, ryz
          i salatka przyrzadzone jak w najlepszej restauracji. Byl to zdecydowanie jeden
          z najlepszych obiadow w moim zyciu, i to za cene 4 USD! Chetnie podam adres.

          Bylam raz we wloskiej restauracji w Hawanie, ale byla raczej przecietna. Dobra
          opinie ma restauracja w Casa Valencia, ale jak dla mnie ceny zaporowe.
          Jedno moge zagwarantowac; nikt z Kuby nie wraca grubszy niz przyjechal, chyba
          ze sie byczy w Varadero. Ja Varadero wcale nie widzialam i schudlam cztery
          kilo. Swietny kraj dla rozpoczecia diety odchudzajacej, czasem jest naprawde
          trudno "upolowac" cos na obiad, szczegolnie w mniejszych miejscowosciach. Warto
          zawsze zamowic cos u gospodarzy, u ktorych mieszkacie.

          lula
          • Gość: liloom Re: Kuba 2003 - dzieki wszystkim IP: *.117.11.vie.surfer.at 27.06.03, 20:12
            Dzieki wszystkim za info, mam juz straszny reisefieber, wiem ze wycieczki sa na
            miejscu w hotelach wszedzie, ale wlasnie nie widzialam czy na Kubie tez. W
            niektorych krajach lepiej miec gotowke, w niektorych bukowac wycieczki
            prywatnie, w innych wlasnie wrecz przeciwnie, ale w koncu Kuba to niby ostatni
            bastion socjalizmu, wiec nie wiem jak to sie przejawia. Troche sie
            przestraszylam ta komunikacja, bo jak czlowiek jedzie z dzieckiem to wiecie
            odpowiedzialnosc tralala... W Azji wynajmowalismy taksowke, albo jezdzilismy
            zbiorcza taksowka (tuk-tuk w Tajlandii), tam gdzie jest ruch prawostronny mozna
            wynajac samochod, ale nie wszedzie jest to proste, w Kenii wlasnym samochodem
            na safari sie nie pojedzie itd itp. Trzeba miec miejsce w campie. Tam takie...
            Jednym slowem dzieki jeszcze raz za info!
            I jeszcze jedno : trzymajcie prosze za nas kciuki - strasznie sie boje latac -
            lecimy jutro z Monachium 13.35.
            Pa!
        • liloom Re: Kuba 2003 - po powrocie 14.07.03, 13:01
          Jestem wlasnie PO Kubie, wrocilam wczoraj. Bylo bosko.
          Z tymi autobusami to troche kitu nawciskaliscie. Jasne ze jak ktos nie zna
          jezyka to sie nie dogada. Autobusy maja numery. Wszystko normalnie funkcjonuje,
          do Havany mozna dojechac na milion sposobow tanszych i drozszych z Varadero w
          ktorym bylam. Mozna pojechac do Santiago i wszedzie gdzie sie chce, ale jak sie
          chce podrozowac jak miejscowi to rzeczywiscie trzeba sie nastawiec na
          conajmniej przygody (huehue).
          Jak ktos zna francuski lub angielski to sie wszedzie porozumie, a najlepiej
          oba. Turysci sa mile przyjmowani, a wieksza biede widzialam w Afryce.
          Przy np. Kenii Kuba to luksus, wiec ludzie nie przesadzajcie.
          Usciski dla wszystkich zainteresowanych Kuba.
          • Gość: mojito Qba a inne kraje. IP: 217.129.93.* 14.07.03, 15:52
            liloom napisała:

            "Przy np. Kenii Kuba to luksus"

            Witaj slonecznie,
            Trudno sie nie zgodzic z Twoim argumentem. Mozna rowniez uzyc porownania z
            Korea Polnocna. Wowczas Qba wypada bardzo korzystnie.
            Rozwaz rowniez podroz do odrobine lepiej rozwinietych krajow i spojrz na Qbe
            raz jeszcze.
            Pozdrowionka sloneczne,
            mojito
            • liloom oj mojito bredzicie 15.07.03, 02:39
              Gość portalu: mojito napisał(a):

              > liloom napisała:
              >
              > "Przy np. Kenii Kuba to luksus"
              >
              > Witaj slonecznie,
              > Trudno sie nie zgodzic z Twoim argumentem. Mozna rowniez uzyc porownania z
              > Korea Polnocna. Wowczas Qba wypada bardzo korzystnie.
              > Rozwaz rowniez podroz do odrobine lepiej rozwinietych krajow i spojrz na Qbe
              > raz jeszcze.
              > Pozdrowionka sloneczne,
              > mojito

              Wiesz, to bylo nawiazanie do czyjegos stwierdzenia z poprzednich watkow, gdzie
              ktos pisal jak to na Kubie biednie, w Korei nie bylam, wiec nie porownam, moge
              porownac z Dominikana (chyba sensowne porownanie) lub z krajami Azji, lub
              innymi w ktorych bylam, ale nie chce mi sie wymieniac. Wyraznie nie zrozumiales-
              las co mialam na mysli. Moge tez porownac z Polska. A co...:)))))))))
              Tak sie sklada ze pamietam kartki w Polsce na ktore kupowalam rozne rzeczy,
              wiec nie oceniaj kogos po paru zdaniach, ktorych wyraznie nie zrozumialas/-les
              tak jak napisalam.
              Dzieki za porade podrozy, akurat sporo podrozuje - wiec troche chybiona, no ale
              nie mogles/-las tego wiedziec, wiec laskawie wybaczam hehe.
              Inna propozycja - poszukaj innych (moga byc moje) wypowiedzi, wyrwij z
              kontekstu i pokomentuj sobie jak Ci sie nudzi.
              I kolejna - napij sie daiquiri moze mulata to moze bedziesz mniej zlosliwy/-
              wa, - moze ta mieta na ciebie zle podzialala:))))?
              Tez sloneczka, bo slyszalam, ze w Polsce zimno.

              • Gość: mojito Slonce, slonce, kochane slonce... IP: *.telepac.pt 15.07.03, 17:55
                Witaj ponownie i rownie slonecznie,
                Wyluzuj sie troche i daj spokoj historii. Przynajmniej w lecie. Ja wyrazilem
                tylko swoja opinie co do Qby. Wydawalo mi sie, ze bez zlosliwosci. W kazdym
                razie intencje mialem takie.
                Nie "stukam" z Polski jak sie Tobie wydaje. Dla ulatwienia dodam - caipirinha,
                cachaca i porto.
                Pozdrawiam absolutnie slonecznie,
                mojito.
                • Gość: liloom Re: Slonce, slonce, kochane slonce... IP: *.117.11.vie.surfer.at 15.07.03, 22:03
                  "pt" to chyba portugalia, ale kiedys tam nadawales/-as z drugiej polkuli chyba
                  (?)
                  Tak, jesli taki tytul to jestem za. Slonce mnie nastraja pozytywnie, a za oknem
                  temp rosnie, ostatnio marzne bo ok. 25 st C (Fu!).
                  Jestem niewyspana, mam jeszcze jet lag, nie moge zasypiac mimo zmeczenia, a
                  musze wstawac do pracy w miare rano (czasu europejskiego) - prosze o wybaczenie.
                  Jesli mozesz to przyslij troche sloneczka - tak ok. 40 st - to lubie
                  najbardziej.
                  To co napisalas/-les moze byc w kazdym kraju ameryki - pn. srodkowej i pd., tez
                  lubie. Caipirinia to chyba moje ulubiony...:) Czy wiesz ze z agawy sisalowej
                  robi sie anty-baby-pille
                  Ide jesc arbuza i obejrzec jakis film.
                  Trzeba sie przeniesc w tropiki, no nie?
                  • Gość: moito Ciagle slonce , kochane sloneczko... IP: 62.233.173.* 18.07.03, 19:56
                    Slonecznie witaj,
                    Przykro mi niezmiernie z powodu Twojej koniecznosci pojscia do pracy. To
                    rzeczywiscie cholerne swinstwo.
                    Zgodnie z Twoim zyczeniem przesylam Tobie olbrzymia pomaranczowa wirtualna
                    sloneczna kule. Ilosc zakletego w niej slonca powinna wystarczyc na tydzien.
                    A pozniej sie ociepli. Pt - to rzeczywiscie Portugalia. Ale to juz po za mna.
                    Lady Luck pozwala mi poruszac sie ze sloncem. Teraz w Polsce slonecznie.
                    Slonce, slonce, kochane sloneczko...
                    Z drugiej polkuli rzeczywiscie tez stukam. Ale to na jesieni i w zimie.
                    A wiec do wrzesnia mam jeszcze duzo slonecznych europejskich dni.
                    Caipirinhe lubie i owszem. Wystepuje glownie w Brazylii - cachaca jest
                    integralna czescia Brazylii. Rownolegle z karnawalem i stringami :))).
                    Ale pic ja mozna z umiarem lub bez we wszystkich krajach Ameryki Lacinskiej.
                    O wlasciwosciach agawy wymienionych przez Ciebie nie wiedzialem.
                    Przypuszczalem, ze produkty z agavy (teqila i mezcal z robaczkiem guzano) maja
                    duzy zwiazek z pojawianiem sie dzieci. O tym, ze rowniez uniemozliwiaja to dla
                    mnie interesujaca nowosc. I chwala za to agavie. I Tobie za podzielenie sie ta
                    informacja.
                    A wiec raz jeszsze slonca, slonca, sloneczka,
                    Slonecznie pozdrawiajac,
                    mojito.
                    • liloom sloneczko...jestem za 11.08.03, 15:33
                      Dzieki za sloneczko, jesli jestes taki w tym mocny (bo dziala niezle), to pls o
                      wyslanie na poczatku kazdego miesiaca. Jesli mialoby to zapewnic temperatury w
                      Europie na poziomie 30 st non stop - jestem za:)

                      ps. ale przeciez cachaca jest w innych okolicznych krajach AM tez:)
                      • Gość: mojito Slonce, cachaca, caipirinha i pokrewnosci... IP: 62.233.167.* 11.08.03, 21:55
                        Witaj absolutnie slonecznie,
                        "Zaklinanie" slonca co miesiac zblizone jest do prenumeraty. Od wrzesnia
                        wpisze Ciebie na sloneczna liste. :))))
                        Cachaca, caipirinha i mojito wystepuja rowniez w Polsce. Wczoraj widziano je w
                        El Popo a dzisiaj w Jajo na ulicy Zgoda. Otwieraja filie w barach i wedruja
                        dalej. Tak sie porobilo...
                        Pozostaje tylko slonecznie,
                        mojito.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka