Gość: Doświadczony
IP: *.idea.pl
21.08.03, 16:17
Na tym forum pojawiło się ostatnio sporo uwag krytycznych na temat tych,
którzy krytykują biura podróży. Krytycy „krytyków” wytykają im, że za mają
przewrócone w głowie, że sami nie wiedzą, czego chcą itp.
Proponuję, dla higieny intelektualnej, spojrzeć na to zagadnienie od innej
strony.
Planuję wakacje w regionie turystycznym X (proszę wpisać dowolny region –
Costa Brava, Tyrol, Lazurowe Wybrzeże, Włoską Riwierę, Balaton, Dalmację,
Chalkidiki itd. itp.). Funkcjonuje tam (w każdym z tych regionów) CO
NAJMNIEJ po kilkaset hoteli (w niektórych grubo ponad 1000). Zadaniem biura
podróży jest: (a) dokonać ich selekcji, (b) wynegocjować korzystne ceny (aby
na przykład w cenie pokoju był też parking, który normalnie jest extra
płatny itd.), (c) RZETELNIE i UCZCIWIE opisać ofertę hoteli w katalogach.
Obawiam się, iż wiele polskich biur podróży: (A) kiepsko realizuje punkt a –
selekcję; (b) nie ma żadnej siły przetargowej, by realizować punkt b –
negocjacje, (c) kłamie w punkcie c – opis.
Co do selekcji – ona jest potrzebna, bo jak powszechnie wiadomo system
nadawania gwiazdek w poszczególnych krajach nie jest ujednolicony (zatem
często 4-gwiazdkowiec w Grecji to to tak naprawdę z trudem 3 gwiazdki w
Niemczech). Od tego są biura podróży, by stosując własny W MIARĘ OBIEKTYWNY
system ocen sprowadzić to do wspólnego mianownika (często w katalogach
zachodnich biur podróży znajdziecie Państwo informację przy hotelu – 3
gwiazdki w ocenie BIURA, zaś kategoria krajowa: 4 gwiazdki). Ba, w ramach
jednego kraju, różne hotele 3-gwiazdkowe, czy 4-gwiazdkowe mogą się bardzo
różnić i standardem i ceną (wcale nie do rzadkości należą sytuację, gdy
rozpiętość cen wynosi 100 % ceny najtańszych hoteli z daną liczbą gwiazdek).
Od tego też jest biuro podróży- ma wyselekcjonować to, co potem można
umieścić w katalogu. Ktoś powie: przy pomocy internetu sam sobie poszukam.
To tak do końca nie jest możliwe – zdjęcia w internecie nie zawsze
odzwierciedlają rzeczywisty wygląd obiektu (naprawdę, wiem coś o tym), a
przecież czymś innym jest rezydent, który może osobiście sprawdzić dany
hotel (na własne oczy). Między innymi, za to sprawdzenie „na własne oczy”
płacimy biurom podróży. Co do możliwości negocjacji polskich biur z hotelami
(w porównaniu z potęgami europejskich tour operatorów) nie będę w ogóle tego
rozważał. Natomiast padające tu argumenty, że biura niemieckie są „drogie”
mijają się z prawdą. Pytanie bowiem co to znaczy „drogie” ? Ja próbuję to
każdorazowo odnieść do ceny, jaką musiałbym zapłacić za dany hotel, gdybym
zwyczajnie przyszedł „z ulicy” – proszę mi wierzyć, w niektórych regionach
Europy, szczególnie poza szczytem sezonu ceny w katalogach Neckermanna czy
TUI (i nie mówię tu o żadnych last minute, tylko regularnych cenach) bywają
na poziomie 50-75 % ceny dla „normalnego turysty z ulicy”. A że te biura
szukają zwykle lespszych (= droższych) hoteli od naszych biur ? To tak,
jakby porównywać Golfa z Polonezem i powiedzieć, że oba są w „klasie
średniej”.
I ostatnie zadanie biura podróży –rzetelna informacja. Tu muszę na chwilę
zboczyć z tematu i wyjaśnić, jak można wytłumaczyć proces powstawania
zadowolenia u turysty. Otóż jedna z teorii mówi, że jest ono wynikiem
porównania: czego się spodziewałem z tym co dostałem (= jak było). Jeśli
POLSKIE biura podróży świadomie „podkolorowują” standard hotelu i okoliczne
atrakcje (słynne 200 m od plaży okazuje się być 2000 m) trudno się dziwić,
że przyjeżdżający tam gość jest niezadowolony. Proszę sprawdzić w katalogach
TUI czy Neckermanna – tam padają takie szczere opisy, jak: głośna okolica,
hotel ulubiony wśród grup młodzieżowych, nieskrępowana atmosfera, prosto i
skromnie urządzone pokoje itp. Jeśli wiem czego się spodziewać (= moje
oczekiwania nie są ZAWYŻONE) nie będę rozczarowany. Proste, tyle że nie dla
biur typu „Kowalski i Synowie”, którym z reguły wisi zadowolenie klientów
tegorocznych, bo ... za rok będą nowi (albo może zmienimy branżę).
I jeszcze jedna kwestia, ściśle związana z poprzednimi – za zawyżanie
oczekiwań polskich turystów (zwłaszcza tych, z małym doświadczeniem)
odpowiadają nasze media, które wszem i wobec trąbią (w lecie), że za cenę
wakacji nad Bałtykiem można spokojnie wyjechać na wakacje na Południu
Europy, albo (w zimie), że ceny w Zakopanem, jak w Austriackich Alpach.
Przepraszam, ale to tak samo, jakbym powiedział komuś kto planuje kupić
Citroena C5, że za te pieniądze to spokojnie kupi Mercedesa i jeszcze mu ze
20 tys. zł zostanie. OK., ale jakiego Mercedesa (klasę A)? Przyzwoity
pensjonat nad Bałtykiem znaleźć już można pewnie za 200-250 zł (dwójka ze
śniadaniem), czyli jakieś 45-55 euro. Spróbujcie znaleźć za te pieniądze
choćby 2-gwaizdkowy hotel na włoskiej Riwierze albo Lazurowym Wybrzeżu ! Za
15-20 zł jedna osoba spokojnie zje „jakiś obiad” – za 3,5-4,5 euro można
marzyć co najwyżej ... o pizzy. I to nie całej – a jednym kawałku (cena z
tego lata) ! Jeśli ktoś ma nadzieję, że planując urlop nad Morzem
Śródziemnym, w dobrych warunkach, z wyżywieniem i lokalnymi atrakcjami
(kawka, lody), zmieści się (rodzina 2+1) w cenie 400 zł za dzień może się
srogo rozczarować, a stawka ta (jak sądzę) spokojnie wystarczy na urlop nad
Bałtykiem. A zatem, gdyby nie wierzyć tak bardzo w zapewnienia mediów i
dokładniej postudiować relacje tych, którzy tam byli może wracalibyśmy mniej
rozżaleni ....
P.S.
Naprawdę nie należę do tych patriotów, którzy gotowi są Polakom przypisywać
wyłącznie zalety (jest raczej odwrotnie), ale absolutnie nie zgodzę się z
twierdzeniem, że narzekania na standard hoteli to nasza specjalność.
Widziałem już sytuację, w której (w 3-gwaizdkowym hotelu) Niemiec skarżył
się w recepcji, że w jego pokoju, w łazience ... zbyt głośno opada klapa
klozetowa !!!