Dodaj do ulubionych

427 km rzeką Nahanni w 8 dni

IP: 195.205.44.* 16.09.08, 16:05
Macieju, niesamowita przygoda. Masz dar opowiadania....
Obserwuj wątek
    • Gość: Ala z Kanady 427 km rzeką Nahanni w 8 dni IP: *.ed.shawcable.net 20.09.08, 08:42
      Bardzo ciekawy opis, ale pare grubych pomylek -

      Po pierwsze Yukon nie jest "stanem" - stany wlasciwie sa tylko w
      USA, a Yukon lezy w granicach Kanady nie USA, i jest "territory"
      czyli terytorium.

      Po drugie, ludzie miejscowi w Yukon wcale nie sa Indianami, dla nich
      takie okreslenie jest obrazajace, i wola nazwe "ludzie
      aborygenskie". Indianie przyjezdzaja z Indii i mieszkaja w duzych
      miastach np. Vancouver i Toronto, a nie w Yukon !!!

      • Gość: Maciej Re: 427 km rzeką Nahanni w 8 dni IP: 212.2.116.* 21.09.08, 21:16
        Bardzo ciekawy komentarz.
        Ma Pani rację- Yukon to terytorium, nie stan. Przepraszam za
        przeoczenie.
        Natomiast gdybym napisał "ludzie aborygeńskie", niech mi Pani wierzy-
        wszyscy by pomyśleli, że byłem w Australii:)
        I nawet nie wszyscy..

      • Gość: olik Re: 427 km rzeką Nahanni w 8 dni IP: *.subscribers.sferia.net 21.10.08, 16:17
        W języku polskim:
        Indianie to rdzenni mieszkańcy obu Ameryk
        Hindusi to rdzenni mieszkańcy Indii
        Aborygeni to rdzenni mieszkańcy Australii.

        Ludzie aborygenskie brzmi jak kar stojący na kornerze (car standing
        on the corner) - prawdziwe wyrażenie, słyszałam w Chicago :-)

        Artykuł super, aż chce się pakować walizki...
    • kornel-1 427 km rzeką Nahanni w 8 dni 20.09.08, 13:55
      Kraina przepiękna, bywałem tam wielokrotnie... czytając "Dolinę Ludzi Milczących"
      k.
    • network 427 km rzeką Nahanni w 8 dni 21.10.08, 15:34
      Świetny tekst, piękne miejsce. Już jakiś czas planuje podroż w te strony, warto
      dodac, że z Frankfurtu leci się ok 9 godzin i są nawet do wyboru dwie linie
      lotnicze. Ciekawostka - podobny reportaz z wyprawy praktycznie w te same rejony
      znajduje się tu: www.strong.pl/#ctx=home,reports
    • Gość: Californian Nareszcie IP: *.socal.res.rr.com 21.10.08, 17:29
      Nareszcie dobra relacja z podrozy jaka moge tu przeczytac.
      Gratulacje. Dwa pytanka: w jakim miesiacu tam byles i ajka mapa sie
      poslugiwales. I jeszcze jedno: czy organizowales to sam czy
      kozystales moze z pomocy - np. transport?
      • Gość: Maciej Re: Nareszcie IP: 212.2.116.* 22.10.08, 11:57
        Dzięki za dobre słowo.
        Płynęliśmy w czerwcu 2008.
        Posługiwałem się mapami kartograficznymi nabytymi w sklepie na Main
        Road w Whitehorse- potrzebne były aż 4 sztuki.
        Wszystko organizowaliśmy sami.
        Transport nad rzekę był możliwy tylko awionetką. Przewiózł nas miły
        pilot- właściciel Alpine Aviation.
    • Gość: Californian Do Ale z Kanady IP: *.socal.res.rr.com 21.10.08, 17:32
      Napewno nie. Jesli mowimy po polsku - indianie bedzie jak
      najbardziej poprawnie. Jesli rozmawiamy po angielsku napewno nie
      aborygen bo mozna za to w twarz pewnie dostac. Native american (dla
      jednych) lub w Yukon - Inuit ( dla drugich).
    • Gość: Sorry Sorki Macieju, ale jesli ktos IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 22.10.08, 02:51
      zaczyna swoja bujna opowiesc od ignoranctwa, to trudno brac reszte
      na powaznie. Niewatpliwie na ludziach z Europy, Kanada z jej
      nieznana, nieokielznana i niesamowita przyroda robi oszalamiajace
      wrazenie, ale.....zostawmy wode rzekom i jeziorom ;). Po drugie,
      wybierajac sie tutaj wypadalo by przez grzecznosc dla tubylcow nieco
      wczesniej poczytac, gdzie sie jedzie i do kogo. Ten Whitehorse jako
      stolica "..Stanu Yukon".. czy tez nazywanie First Nation people
      zamieszkujacych Yukon Territories "indianami", nie pozwala mi na
      powazne traktowanie Ciebie jak i tego co splodziles w tym niby
      felietonie.
      • Gość: Maciej Re: Sorki Macieju, ale jesli ktos IP: 212.2.116.* 22.10.08, 11:51
        Dziękuję za komentarz.
        Nie jechałem do żadnych tubylców tylko chciałem spłynąć Nahanni.
        Ludzie pływali rzekami od zarania dziejów. To najbardziej naturalny
        sposób podróżowania jaki można sobie wyobrazić. Park Narodowy
        Nahanni w trosce o wyjątkową naturę tego miejsca ogranicza dostęp do
        rzeki. Trochę czytałem o Nahanni i trochę wcześniej pływałem po
        górskich rzekach. Bez tego byłoby ciężko :)
        • Gość: Sorry Re: Sorki Macieju, ale jesli ktos IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 22.10.08, 19:39
          Doceniam u Ciebie zylke podroznika i chwala Ci za to, zes nie
          klasyczny "hotelowiec z Hurgady". Zwracaj jednakze wieksza uwage na
          to co i jak piszesz.
          Nahanni nie jest glowna rzeka Marsa i sila rzeczy chcac nia splynac,
          z jakimis tubylcami musiales sie spotkac. Ba, nawet bez ich
          uprzejmosci i pomocy nic z Twojej wyprawy by nie wyszlo, wiec tym
          bardziej nie zasluguja sobie na lekcewazenie i ignorancje. Jako
          rasowy podroznik zapewne wiedziales wybierajac sie w te strony, ze
          dla pierwszych mieszkancow tych ziem okreslenie "indianin" jest
          okresleniem obrazliwym. Wsiadajac we Frankfurcie w samolot tez
          pewnie zauwazyles, ze wizy amerykanskiej nie musiales zalatwiac na
          Pieknej w W-wie.
          Wyobraz sobie, ze ja zapalalem checia splywu Dunajcem i opowiesc
          swoja zaczynam od tego, ze wyladowalem w sennym miescie Zakopane,
          ktore jest stolica kantonu Tatr (lub Tatrzanskiej Oblasti).
          Nastepnie blabla blabla i dochodzimy do momentu, ze pierwszy etap
          powrotu do cywilizacji trwal trzy godziny i na poczatek podwiozl nas
          swoim fiakrem mily "Hanys" czy tez inny "Polack" (jako plynnie
          wladajacy angielskim pewnie wiesz co to znaczy)... i tak dalej. Jak
          Ci sie podoba? Mam nadzieje, ze jako wyksztalcony czlowiek nie
          bedziesz sie uciekal do prob udowadniania, ze w Polsce zwyczjowo tak
          sie okresla .....itp. Ja wiem, ze w kraju wielu swiecie wierzy, ze
          Murzynek Bambo nie chce mleka i od kapieli na drzewo ucieka z
          wiadomych powodow i beda w najlepszej wierze bronic swego stanowiska
          do upadlego, bo tak ich przeciez w szkole uczyli.
          PS Plemie czy jak wolisz szczep, na ktore sie w koncowce powolujesz
          nazywa sie Dena nie Dene, ale mam nadzieje, ze to tylko literowka
          tym razem ;)
          Zycze kolejnych tysiecy kilometrow przeplynietych rzek, ale juz w
          prawdziwej "kanadyjce", a nie koreanskim cudaku.
          • Gość: Maciej Re: Sorki Macieju, ale jesli ktos IP: 212.2.116.* 23.10.08, 09:42
            Doceniam poczucie humoru.
            Nad Nahanni w połowie czerwca nie ma nikogo. To dzika rzeka z jedną
            wioską na samym końcu, którą łatwo można ominąć.
            Lekceważenie czy ignorancja zastąpiłbym słowem obojetność.
            Bobry wzbudziły większą ciekawość.
            Tajwański cudak rzeczywiście nie ma duszy prawdziwej kanadyjki, ale
            łatwiej go zapakować do samolotu.
            • Gość: Sorry Re: Sorki Macieju, ale jesli ktos IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 23.10.08, 19:54
              Jak juz jestesmy przy poczuciu humoru to mam pytanie - czy wiesz, ze
              cala Twoja przygoda odbyla sie w North West Teritories? ;)
              A tak nieco powazniej to chyba z ta bezludnoscia w czerwcu nie jest
              tak zle. Jedna z wielu firm operujacych na tym terenie "Nahanni
              Wilderness Adventurer" ma w swojej ofercie bogaty wybor tras. I tak
              na przyklad na jednej z najkrotszych 8 dniowej trasie splyw pomiedzy
              Virginia Falls i Blackstone oferta zaczyna sie juz 23-31 maja, 6-14
              i 20-28 czerwiec i tak do konca sierpnia. Dystans 252 km, roznica
              poziomow 382m, rzeka na tym odcinku 2/3 klasy. Do raftingu nie jest
              wymagane zadne doswiadczenie, do canoeing potrzebne srednie. Oferuja
              rowniez 14 i 21 dniowe na dystansie bodajze 473 km pomiedzy Island
              Lake i Lindberg Landing, oraz 600 km ze startem w Moose Pond i
              ladowaniem rowniez w Lindberg. Koszt tej krotszej 8 dniowej to
              jakies 3,5 tys. can $, tej trzy tygodniowej polaczonej ze wspinaczka
              i jednodniowym brief. to ok 5,5 tys. Dodatkowo jak wiesz za park
              trzeba cos kolo 170 papiera wysuplac. Jak dorzucic konkurencje z
              ofertami "family" i "for women only", duze umiejetnosci i ogromne
              zamilowanie Kanadyjczykow do tej formy spedzania czasu, to tam ruch
              jak na Marszalkowskiej po przejezdzie Kaczynskiego musi byc w
              sezonie. ;)
              Podziwiaj bobry, ale nie ignoruj ludzi, chcialo by sie rzec. Jeszcze
              raz stopy wody pod..... kajakiem.
              • Gość: Sorry PS IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 23.10.08, 20:21
                Zapomnialem zapytac jak komary i czarne muszki w czerwcu "Balszoje
                kak Pticy" i natretne jak ksiadz po koledzie?
              • Gość: Maciej Re: Sorki Macieju, ale jesli ktos IP: 212.2.116.* 24.10.08, 09:36
                Fajnie że sprawdziłeś komercyjne oferty w necie.
                Obowiązkiem każdej grupy komercyjnej i nie tylko płynącej przez
                Nahanni NP jest potwierdzenie swojego pobytu na rzece w zeszycie nad
                Rabitkettle, Virginia Falls oraz Kraus hotsprings. Jeśli nie będzie
                wpisu w razie akcji ratunkowej zostaną obciążeni kosztami.
                Prześledziłem dokładnie wszystkie zeszyty i wpisy z ostatnich 3 lat
                zaczynają się w lipcu. Do tego przed spływem korespondowałem z
                biurem Nahanni NP i spływ w terminie czerwcowym od Island lake nie
                był rekomendowany ze względu na możliwy bardzo wysoki stan wody.
                Mieli rację. Ostatnie 3 dni płynęliśmy na bardzo dużej wodzie i
                znosiło nas na połamane drzewa. Nie żebym uważał, że spłynięcie
                Nahanni w czerwcu jest niesamowitym wyczynem, ale ani ruchu ani
                śladów ruchu na rzece nie było żadnego. Mogę sprawdzić w NP ile
                wydali w czerwcu zezwoleń na spływ, ale specjalnie mnie to nie
                interesuje. Przede mną Tekeze, Cotahuasi, Zanskar i cała masa innych
                fajnych górskich rzek do spłynięcia.
                A komarów było dużo dopiero w wiosce indiańskiej :)
    • Gość: Do sorry Indianie IP: *.socal.res.rr.com 22.10.08, 04:18
      Co wyscie sie przyczepili do tych indian zawistni polacy. Indianie
      uzyte gdy mowimy czy piszemy po polsku jesdnoznacznie okresla o
      kogo chodzi - mieszkancow (rdzennych) obu ameryk. Jedna pisze
      Aborygeni drugi First Nation. Chcecie pokazac ze cos wiecie? Artykol
      jest w polskiej gazecie przeznaczony dla polskiego czytelnika.
      Wbijcie sobie wiec w te przyciasne lby ze jesli ktos uzyje tych w/w
      okreslen to polowa nie zrozumie o co chodzi i slusznie. First Nation
      czy tez Native american jest okreslenie angielskojezyczne i
      niepowinno i nie moze byc tu zastosowane. Nota bene aborygen znaczy
      tyle co - czlowiek zamieszkujacy dana kraine od pokolen, tubylec.
      Wiekszosc mieszkancow Polski to tez aborygeni. Ale przyjelo sie tak
      okreslac tylko rdzennych mieszkancow Australi - nie? Tak samo nie
      pisze sie np. Wczoraj pojechalem do New York z Canada a w przyszlym
      tygodniu lece do Paris a pozniej do Madrid.
      • Gość: Sorry Re: Indianie IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 22.10.08, 20:05
        Gość portalu: z obszernym lbem napisal(a)

        >Tak samo nie
        > pisze sie np. Wczoraj pojechalem do New York z Canada a w
        przyszlym
        > tygodniu lece do Paris a pozniej do Madrid.

        Ale ty piszesz, ze przyleciales do Czikago do roboty no nie? A bulke
        chleba ze soba wzial Eeeee? To ile, rok czasu ma zamiar tam
        posiedziec, czy dotad az nie wyrzuco Heeeee?

        Sluchaj synek z lbem jak baniak na mleko (teraz juz troche
        powazniej), zglos sie tutaj ponownie jak dojdziesz do takiego etapu
        w rozwoju, gdy juz bedziesz rozumial to co czytasz.

        • malte1 Re: Indianie 01.02.09, 20:29
          Jestes bardziej upierdliwy od komarow...

        • Gość: Lodu Re: Indianie IP: *.scansafe.net 19.08.09, 11:29
          Do Sorry: nie chcialbym takiego kmiota na swojej drodze spotkac.
          Widac, ze potrafisz zepsuc kazda radosc.
    • 19tad19.1 427 km rzeką Nahanni w 8 dni 20.01.10, 23:54
      Mimo ze byłem w 60 krajach swiata z plecakiem na barkach to nigdy
      nie opisuję swoich wrażeń.Powód jest jeden.Zawsze znajda sie
      zazdeośnicy krórzy beda wytykac mi moje potkniecia.To jest zwykla
      natura polaka.A tak na marginesie w podrózy to raczej rodaków omijam
      dużym łukiem w szczególnosci wielkich podrózników biegajacych z
      aparatem i ciagnacych walizke do hotelu.
      • hachisch Plywanie na barkach 21.01.10, 05:34
        19tad19.1 napisał:

        > byłem w 60 krajach swiata z plecakiem na barkach <

        Na barkach plywasz po swiecie? Napisz cos o tym.

        Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka