Cześć dziewczyny!
Mam do Was pytanie, w zasadzie do wszystkich tych które może przeżyły lub znają podobną historię do mojej

Mianowicie od 5 lat nie mogłam zajść w ciąże. Nie robiłam tego na zawołanie i z kalendarzykiem ale normalnie kobieta była by już dawno z kilka razy zaplodniona. Wiem że mam problem ponieważ miałąm zapalenie przydatków których nie leczyłam. Teraz z moim partnerem tuż przed końcem roku stwierdziliśmy że zaczniemy mnie leczyć. Dostałam skierowanie na badanie drożności jajowodów ale mój chłopak musiał zrobić badanie plemników. Okazało się ze prawidłowych ma 3 procent. Postanowilismy sobie odpuścić a ja stwierdziłam że chyba czas pogodzić się z tym że bez staran nic sie nie uda.
Do 1 lutego kiedy miałam dostać okres. Nie dostałam, jestem teraz w "5 tygodniu" i 5 dniu ciązy. A w zasadzie chyba własnie ja straciłam. Od soboty przeszły mi objawy. Robiłam betaHCG i w środę miałam 2358 a wczoraj 4456 wiec wzrost nie prawidlowy. Do tego progesteron z 20 przy badaniu w srode spadl do 15... Jestem zalamana. Wczoraj mialam USG i mam pecherzyk ale poki co pusty. Wczoraj razem z moim facetem oboje ryczelismy. Nie czuje juz abym byla w ciazy. Czy moge wierzyc w jakis cud? 18.03 mam USG, jutro mialam isc na kolejna bete ale się boje

co mam robic? Znacie taki przypadek w ktorym po takich wynikach sie udalo? Ja wiem ze jest kiepsko ale moze...