Cześć, tak sobie zaglądnęłam na tę stronę. Dziewczyny, nie martwcie się. Ja
na pierwsze dziecko też czekałam bardzo niecierpliwie, mierzyłam temperaturę,
obserwowałam śluz, płakałam przy każdej @. Byłam spięta i zdenerwowana. A i
tak musiałam długo czekać. Teraz czekam na drugie, ale już bez nerwów.
Korzystam z życia ile się da, chodzę na salsę (ruchy biodrami to dawny taniec
płodności

)), uczę się języków, uwielbiam przytulanki z moim partnerem i
wcale nie robię tego z myślą o dziecku. Kiedy po pierwszym cyklu dostałam
okres, myślałam, że stary koszmar odżył, ale mój facet (który chyba bardziej
chce dziecka niż ja) popatrzył mi w oczy i powiedział, że ma nadzieję, że nie
będziemy robili z tego problemu. I wiecie, zupełnie się wyluzowałam. I czasem
mam nadzieję, że jeszcze sobie poczekam, żeby robić wszystko, na co mam
ochotę, a co przy dziecku jest raczej niemożliwe. Kobitki, ja wiem, że może
jest mi łatwiej, bo już mam dziecko (choć mam za sobą poronienia i inne
nieprzyjemne historie), ale uwierzcie, że kiedyś i tak większości się udaje,
najczęściej w najmniej oczekiwanym momencie. Korzystajcie z życia, kochajcie
swoich partnerów, wyluzujcie się! Trzymam kciuki za każdą z was, życzę wam
dużo szczęścia i pogody ducha.