Zadałam to pytanie na innym forum, ale doszłam do wniosku, że tu jest więcej
"fachowców"
Mam pytanie do młodych mam i innych, które mają o tym pojęcie. Od kwietnia
(mniej więcej) zamierzamy starać się o dzidziusia. Już teraz staramy się
przygotować do tego (m.in. odstawiłam tabletki) i stosujemy inne
zabezpieczenia

(np. prezerwatywa) No i w sumie się zabezpieczamy, ale już
nie jest tak, że nie liczymy się z możliwością zajścia w ciążę. No i teraz
zastanawiam się czy w tej sytuacji powinnam brać kwas foliowy. Wiem, że
powinnam go brać około 2 m-ce przed zajściem w ciążę - czyli wg. naszego planu
gdzieś od lutego.
No i pojawia się to ale... Czy wobec tego, że w sumie nie do końca jestem
przekonana o 100% skuteczności prezerwatyw i wiem, że "różnie może się stać"
to czy "na wszelki wypadek" nie powinnam brać kwasu foliowego?
Czy jak mam go brać do maja minimum - a potem to nie wiadomo jak długo, to czy
faktycznie powinnam brać już? Sama już nie wiem. Wiecie jak to jest z tymi
decyzjami i myślami - 100 na minutę.