a co! przecież wszystkie planujemy, ba! będziemy w ciąży, wybieramy już imiona swoim przyszłym groszkom, niektóre z nas już są zagroszkowane przecież, to o porodzie też należałoby pomyśleć
natchnęło mnie kiedy poszliśmy z M na "pępkowe" i kumpel z precyzją chirurga opowiadał przebieg porodu, w którym rzecz jasna uczestniczył. gdzieś między prezentacją na moim przedramieniu siły uścisków żony podczas skurczu, między nacięciem a szwami powiedział rzecz niesamowitą: "jak zobaczyłem główkę poczułem, że niebo jednak istnieje!!"

oczywiście potem zadałam magiczne pytanie mojemu M. i choć ustosunkował się zdecydowanie (i wedle moich oczekiwań

) to widziałam, że jest to dla niego czysta abstrakcja, bo i odległe to i w ciąży jeszcze nie jesteśmy.
i tak się Wam przyznam dziewczynki, że to ja chyba nie umiałabym się zdecydować na wspólny poród. powiedzcie, myślicie o tym czasem?