Dodaj do ulubionych

rodzić razem

27.06.08, 16:51
a co! przecież wszystkie planujemy, ba! będziemy w ciąży, wybieramy już imiona swoim przyszłym groszkom, niektóre z nas już są zagroszkowane przecież, to o porodzie też należałoby pomyśleć smile

natchnęło mnie kiedy poszliśmy z M na "pępkowe" i kumpel z precyzją chirurga opowiadał przebieg porodu, w którym rzecz jasna uczestniczył. gdzieś między prezentacją na moim przedramieniu siły uścisków żony podczas skurczu, między nacięciem a szwami powiedział rzecz niesamowitą: "jak zobaczyłem główkę poczułem, że niebo jednak istnieje!!" smile
oczywiście potem zadałam magiczne pytanie mojemu M. i choć ustosunkował się zdecydowanie (i wedle moich oczekiwań wink ) to widziałam, że jest to dla niego czysta abstrakcja, bo i odległe to i w ciąży jeszcze nie jesteśmy.
i tak się Wam przyznam dziewczynki, że to ja chyba nie umiałabym się zdecydować na wspólny poród. powiedzcie, myślicie o tym czasem?
Obserwuj wątek
    • izryn Re: rodzić razem 27.06.08, 17:10
      Ja nie tylko myślę, ale już jeden wspólny poród mam za sobą. Zanim
      zaszłam w ciążę myślałam że nigdy nie zdecyduję się na poród
      rodzinny, ale potem zmieniłam zdanie. Nie wyobrażałam sobie żebym
      miała przez tak ważne wydarzenie w życiu przechodzić sama. Mo M też
      chciał być ze mną.
      W praktyce wyglądało to tak, że ponieważ rodziliśmy bez wynajęj
      położnej, to przez większość czasu byliśmy we dwójkę, chyba bym
      zwariowała wtedy sama. Drażniły mnie rzeczy typu masaż pleców, ale
      potrzebowałam jego obecności, tego żeby do mnie mówił, podtrzymywał
      na duchu, w końcowej fazie trzymała za rękę, choć w końcówce czasami
      miałam wrażenie oderwania od rzeczywistości i nie dokońca zdawałam
      sobie sprawę co się ze mną dzieje.
      Wcześnie zapowiedziełam jednak że siedzi przy mojej głowie i żadnego
      zaglądania w krocze wink
      Po porodzie M opowiadał wszystkim, że bardzo sie cieszy, że był przy
      porodzie, że nabrał dla mnie wielkiego szacunku , że przez to
      przeszłam i że umocniło to nasz związek i nadało mu nowego wymiaru.
      Następny poród, jeśli kiedykolwiek będzie, to też razem.
      • kalahora Re: rodzić razem 27.06.08, 17:55
        Izryn, bardzo ładna ta Twoja opowieść. i dobrze wiedzieć że ktoś też miał kiedyś wątpliwości. rozmarzyłam się smile
    • agi_78 Re: rodzić razem 27.06.08, 17:10
      Moj m. na razie twierdzi ze chce byc przy porodzie, ostatnio jego
      przyjaciel rodzil z zona i bardzo pozytywnie o tym opowiadal. Jednak
      troche sie martwi, czy "da rade". Ja sama nie mam watpliwosci, chcę
      ale tylko, jesli m. tez sam tego bedzie chcial. Nie bede go
      namawiala, ani robila wymowek jesli spanikuje i zrezygnuje.
    • groszkowa74 Re: rodzić razem 27.06.08, 17:50
      Chcialabym bardzo zeby byl przy mnie po stronie glowysmile ale chyba
      bede zdana na cc. Najbadziej zalezaloby mi zeby wspolny porod
      scementowal nasz zwiazek bardziej.

      ------------------------
      Czekając na Groszka
      • bushko Re: rodzić razem 27.06.08, 17:53
        Mój M nie mówi nie, ale przebąkuje, bym nie spodziewała się zbyt
        wiele, bo on może leżeć jak długiwink))
        • 1.madera Re: rodzić razem 27.06.08, 19:24
          bushko napisała:

          > Mój M nie mówi nie, ale przebąkuje, bym nie spodziewała się zbyt
          > wiele, bo on może leżeć jak długiwink))

          To tak jak mój!!!
          On takiego przeżycia nie wytrzyma padnie jak długi i to jego będzie
          trzeba ratować a nie mnie wink)

          A tak wogóle to mój M nie myśli wcale o tym że ja mogę być w ciąży,
          on się poprostu boi że znów byłaby porażka. Oczywiście chce mieć
          dziecko ale tych przeżyć ma już dość!!
      • agi_78 Re: rodzić razem 27.06.08, 19:47
        moja kolezanka miala cesarke a maz byl przy niej
    • bluekike Re: rodzić razem 27.06.08, 18:00
      Na pewno nie razem.Sam poród jak dla mnie jest zbyt intymny i fizjologiczny,więc
      podczas skurczów partych powiemy sobie do widzenia,po to by za te kilka czy
      kilkanaście minut znowu być razem,juz we trójkę.
      Mam takie sentymentalne marzenie,rodem z brazylijskiej telenoweli,że mąż wchodzi
      do pokoju,a ja leżę z zawiniątkiem,całujemy się i przytulamy.U nas tak właśnie
      będziesmile Prędzej czy później smile
    • betka24 Re: rodzić razem 27.06.08, 19:40
      my mamy za sobą tzw rodzinny poród, nie wyobrażałam sobie inaczej i nie żałuję
      ani ja ani mój mąż (przynajmniej tak mówi!) pomagał mi i wspierał, jak coś mi
      nie pasowało - nie przeszkadzał, jak trzeba było wołał położną i nie "odleciał"
      nawet na chwilę smile
      ja polecam, ale to oczywiście zależy od indywidualnej odporności...
      • agi_78 Re: rodzić razem 27.06.08, 19:50
        moj brat byl przy porodzie ostatniego dzieciecia
        • e-dziunia Re: rodzić razem 27.06.08, 20:03
          Ja Alę rodziłam sama, choć na sali porodów rodzinnych, bo mąż miał dojechać, ale
          ......spanikował wink)))
          Myślę, że na następny poród się zdecyduje, ale w decydującej chwili będzie
          czekał na korytarzu smile
        • agi_78 Re: rodzić razem 27.06.08, 20:08
          i pozniej chodzil dumny jak paw, i wszystkim opowiadal, ze to on
          pierwszy trzymal coreczke na rekach smile
    • gatta28 Re: rodzić razem 27.06.08, 20:23
      Bardzo bym chciała rodzić z mężem o ile nie zaglądałby poniżej pasa smile. Kiedyś o
      tym rozmawialiśmy i miał mieszane uczucia,ale myślę, że zanim zagroszkuję i
      urodzę, to zdążę go urobić wink. A tak poważnie, to nic na siłę. Ja bardzo bym
      chciała razem, ale jeżeli małżon będzie się czegokolwiek panicznie bał, to nie
      będę namawiać.
      • szczesliwiec Re: rodzić razem 27.06.08, 20:58
        A Szczęśliwiec bardzo pragnie być przy narodzinach JULCI.Skoro
        wspólnie byliśmy przy tworzeniu tego wspaniałego cudu to i wspólnie
        powinniśmy witać JĄ na tym świecie. Nie chcę aby było tak jak
        napisała jedna z Pań:
        "Matka i dziecko stanowią team nierozerwalny, tatuś
        dołącza nieco później do tego teamu...."
        Przecież to nie nasza wina ,że tak zostały rozdzielone te wszystkie
        sprawy anatomiczne. Najlepiej byłoby 50/50. Ja też chciałbym czuć
        JULCIĘ od środka jak baraszkuje, chciałbym także przejąć część tych
        mało przyjemnych rzeczy od mojej ukochanej, ale się nie da...
        Jak się zachowam przy wspólnym porodzie??Nie wiem.Ale wiem jak
        bardzo ważne jest to dla kobiety, by czuła obecność bliskiej osoby.A
        i w pierwszych chwilach maleństwa obecność obojgu rodziców nie jest
        bez znaczenia.
        Kiedyś nawet z ciekawości obejrzałem sobie kilka filmów z porodu na
        YouTube.To tylko filmy ale wrażenie niesamowite.
        Ciekawe czy moja ukochana pozwoli mi oglądać jak JULCIA wydostaje
        się na ten świat??? Muszę się zapytać.Tego tematu nie poruszałem a
        widzę ,że dla Was odgrywa to też dużą rolę i mogę się tylko domyślać
        dlaczego???
    • kasia.kul Re: rodzić razem 27.06.08, 22:19
      Ja rodziłam z mężem i wspominam to bardzo fajnie, bardzo mi pomógł, do chyba 6 miecha też się operał a ja nie naciskałam ale sam zdecydował, że chce no i poszedł i już chwilę po porodzie powiedział, że w drugim też będzie uczestniczył bo to bylo niesamowite przeżycie smile
    • oli.2 Re: rodzić razem 27.06.08, 23:29
      Czytam wasze wypowiedzi i jakbym słyszała siebie sprzed porodu wink.
      Też miałam obawy, że jak to mąż będzie mnie oglądał od strony krocza
      w takiej sytuacji, to potem będzie się mnie brzydził albo mu sie
      bede źle kojarzyła. Życie samo napisało scenariusz z happy endem.
      Mąż od początku chciał być przy porodzie, chyba dlatego że koledzy
      też byli i zachwalali. Ale to jak się wykazał podczas porodu to
      nigdy mu nie zapomnę i byłam w wielkim szoku. Bardzo pomagał mi i
      położnej, bo nie było ze mną za łatwo. Jak wychodziła główka to nie
      tylko patrzał ale biegał i komentował jak mecz hihihi "przyj, przyj
      widac główkę, naprawde, taka łysiutka, postaraj sie" hehehe a na
      koniec okazało sie ze synek bardzo owłosiony sie urodził ale byl
      taki mokry blondasek ze wydawał sie łysy hehehhe.
      Ja wszystki wszem i wobec oznajmiałam i dzis tez przyznaję ze to mój
      mąż urodził w 80% !!!!!!!!!! on parł, on oddychał, on mnie masował
      jak omdlewałam z bólu. Nie mieliśmy z synkiem zadnych szans na
      przezycie bez niego. Na koniec mnie łyżeczkowali a synka pod tlen-
      ledwo żywi.
      Mąż jest moim bohaterem! Nie wyobrażam sobie że mogłoby go nie być.
      A jak sie krępujecie pokazac mężowi krocze w takim momencie, to co
      powiecie na pokazywanie przez następne dni tłumie studentów medycyny-
      KOSZMAR
    • uccellino Kiedyś wydawało mi się to... 28.06.08, 21:52
      ...oczywiste, nie wyobrażałam sobie porodu bez partnera. Ale potem
      naczytałam się tych wszystkich Aliti i innych Pinkoli Estes i
      poczułam, że tak naprawdę osoba towarzysząca powinna być Mama albo
      siostra albo przyjaciółka. I przyznam, że jestem tu rozdarta, nawet
      rozmawiałam o tym z terapeutką. Bo z jednej strony współcześnie
      zyjemy w tak bliskim związku z mężczyną (to on będzie to dziecko na
      co dzień kołysał, a nie bliskie nam kobiety!), że naprawde
      wypadałoby go do tego dopuścić. A z drugiej strony odzywa się
      instynkt, ktory mówi, że jest to święte siostrzane misterium. Nie
      umiem pogodzić tradycyjnej kobiecej duchowości, która jest we mnie
      bardzo silna, z wymogami postindustrialnego świata - jest to jeden z
      największych dylematów filozoficznych mojego życia... Pisałam juz
      kiedyś, że czuje powołanie do życia we wspólnocie kobiet.
      Przypuszczam, że może to być jeden z psychogennych czynników mojej
      niepłodności. Ja po prostu nie umiem znaleźć drogi, która
      pogodziłaby te sprzeczne dążenia.

      Ufff, bardzo intymne wyznanie poczyniłam niniejszym smile)) To dla
      mnie naprawdę wielki dylemat.

      A że rodzić będę w Domu Narodzin, to ktoś na pewno ze mną będzie -
      pytanie tylko, kto smile)
      • izryn Re: Kiedyś wydawało mi się to... 28.06.08, 22:33
        Ja nie wyobrażam sobie żebym miała rodzić sama tzn bez bliskiej
        osoby, gdybym nie rodziła z męzem mogłabym rodzić np z mamą, ale to
        wsparcie kogoś bliskiego jest ważne. A może będzie z Tobą i mąż i
        bliska Ci kobieta. A jakie Twój M ma zdanie, chce Ci towarzyszyć?
        • ppp992 A ja w tym uczestniczylem. 29.06.08, 11:03
          I wcale nie bylo tak straszniesmile)
          Wykrecalem sie jak moglem ale Z. nalegala.Poniewaz bylismy swiezo
          upieczonymi emigrantami i czula sie troche samotnie (jezyk itp.)
          uleglem.I nie zaluje.A dzialo sie to przed 18 laty.Wtedy nie bylo to
          tak powszechne jak obecnie.

          Mezowie nie wymiekajcie,w razie chwili slabosci pomoc medyczna jest
          na miejscu.
        • uccellino Re: Kiedyś wydawało mi się to... 29.06.08, 12:05
          > Ja nie wyobrażam sobie żebym miała rodzić sama tzn bez bliskiej
          > osoby,

          Zgadzam się smile)


          > A może będzie z Tobą i mąż i
          > bliska Ci kobieta.

          To jest jakieś rozwiązanie, choć wydaje mi się, że wtedy wszyscy
          byliby skrępowani. Prawdziwą intymność mogę dzielić z mężem lub z
          jedną kobietą, a nie z całą grupką wink)


          > A jakie Twój M ma zdanie, chce Ci towarzyszyć?

          No oczywiście, że tak. Ale dla mnie na pierwszym miejscu będzie to,
          czego ja chcę smile)
          Jak mi się uda zdecydować wink)
          • izryn Re: Kiedyś wydawało mi się to... 29.06.08, 14:38
            Może w ciąży łatwiej podejmiesz decyzję, czasem niektóre rzeczy
            można zobaczyć w innym świetle.
    • zosienta Re: rodzić razem 29.06.08, 18:37
      Mój mąż się nie palił, a ja nie wyobrażałam sobie byc sama (niezbyt
      odległe wspomnienia z pobytu w państwowym szpitalu z powodu
      poronienia uświadomiły mi jak bardzo go potrzebowałam,
      najważniejsze, że był, ale tak wykłócanie się o znieczulenie też nie
      bez znaczenia).

      Chodziliśmy do szkoły rodzenia, ale potem okazało się, że będzie
      jednak cesarka, (no i prywatna klinika, wspaniały lekarz, troskliwa
      opieka). Mąż był po stronie głowy, a niżej parawanik więc nie
      oglądaliśmy mnie od wewnątrz i obyło się bez omdleń - 25minutowa
      pogadędka i dziękujemy.

      Na nim straszne wrażenie jednak zrobiło to co działo się z synkiem
      podczas "odtubowania" - tego nie widziałam, bo mnie szyli i nie
      żałuję. A potem TATA z dumą, a przede wszystkim troską o nasze
      kochane bezbronne (chociaż duże, zdrowe i różowe) maleństwo wyniósł
      pokazac czekającym świeżo upieczonym DZIADKOM.

      Tak bardzo chciałabym przeżyc to jeszcze raz. I z dziadkami czekałby
      też STARSZY BRAT. ;-}


      ----
      www.fertilityfriend.com/home/20e531
    • gosiek_1981 Re: rodzić razem 29.06.08, 19:28
      Moj M nie jst do tego przekonany, ale wydaje mi sie, ze podczas
      ciazy zmieni zdanie. teraz o tym jeszcze nie rozmawiamy, bo nie to
      sensu. Jak uda nam sie zagroszkowac to dopiero wtedy podejmiemy
      temat.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka