nie chcę być anonimową podczytywaczką, więc się ujawnię

Wasze forum jest mi bliskie bo kilka lat temu przeżywałam dokładnie
to samo co Wy.... teraz jak czytam Wasze posty to czasem aż mi się
łza w oku kręci....ja też bardzo chciałam mieć dziecko, co miesiąc
przeżywałam że znów się nie udało....chciałam być mądrzejsza od
lekarzy....czytałam wszystko cokolwiek znalazłam na temat
niepłodności.....popadałam w paranoję....denerwowało mnie wszystko i
wszyscy a najbardziej mój lekarz.....robiłam dokładnie to samo co
Wy....mierzenie temperatury, obserwacje cyklu, dokładne analizy
cyklu....po prostu obłęd
nie mogłam myśleć o niczym innym i teraz tak sobie myślę że
blokowałam się psychicznie, że zbyt bardzo chciałam, za mocno
czekałam, co miesiąc wydawało mi się że to właśnie
teraz....przeszłam kilka inseminacji, lekarz wspominał o in
vitro....i wtedy znajoma wspomniała mi o bioenergoterapeucie (he he
wiem na początku też się zdziwiłam) ale w tamtej chwili poszłabym do
samego diabła
porzuciłam swego ginekologa (naukowca i wielkiego przeciwnika
leczenia metodami niekonwencjonalnymi) i poszłam do tego bio,
dostałam leki homeopatyczne, były wakacje.....chyba trochę
odpoczęłam od wszystkiego, facet mi po prostu odpowiadał jako
człowiek, miał fajne podejście, uspokajał mnie, nie wiem czy
wierzyłam w tę jego energię czy leki które mi dawał, on dawał mi
taką NADZIEJĘ i spokój
udało mi się w trzecim cyklu
do tej pory nie wiem co mi pomogło....w dużej mierze chyba
odpoczynek, lato, przestałam liczyć dni, pilnować cyklu, temperatury
i myślę że ten psychiczny luz mi pomógł....
mi się udało mam swój skarb, Wam również tego życzę