uccellino 14.07.08, 19:36 Chcę, żebyś to przeczytała: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=54221&w=82106155&a=82133218 Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
po_trzydziestce1 Re: Aneta! 15.07.08, 09:03 Dzięki za dobre rady, sugerujesz, że powinnam iść do psychologa lub psychiatry? Myślę, że jeśli sama sobie nie pomogę to niczyje gadanie mnie na prostą nie wyprowadzi. Potrzebuję urlopu, potrzebuję odpocząć, potrzebuję jakiejś zmiany w życiu a najbardziej potrzebuję ciąży. Wiesz, ja nie uważam siebie za osobą niepłodną. W pierwszą ciążę zaszałam po paru miesiącach a teraz staramy się od 4-ch. Wiem już, że nie jestem typem, który zachodzi od razu. I że na swoje muszę poczekać. To co wprawia mnie w podły nastrój to nie tylko brak ciąży u mnie, ale te wszystkie ciążę na około, te szczęśliwe kobiety, które zachodzą w oka mgnieniu i ich piękne brzuszki. A niestety mam je w swoim otoczeniu każdego dnia po 8 h. I naprawdę musiałabym być mega twardzielem, aby to w czym tkwię mnie nie ruszało. Rusza. I nie wstydzę się do tego przyznać. I powiem Ci, że oprócz tego, że sobie popłakuję to również jeszcze się śmieje. Spotykam się z ludźmi, wychodzę z domu. I robię jakieś tam rzeczy. Tylko moja głowa nie potrafi odpocząć. Napisz mi proszę jak Ty sobie poradziłaś z tym problemem, bo wiem, że jakiś czas temu przez to przechodziłaś. Odpowiedz Link
uccellino Re: Aneta! 15.07.08, 11:20 > Dzięki za dobre rady, sugerujesz, że powinnam iść do psychologa lub > psychiatry? Myślę, że jeśli sama sobie nie pomogę to niczyje gadanie > mnie na prostą nie wyprowadzi. Tak, choćby po to, żeby usłyszeć, że to jest konkretny problem, a nie Twoje wymysły - że masz prawo źle się czuć. Po to, żeby uzgodnić, jak masz o siebie dbać. Oczywiście, że to Ty masz sobie pomóc. Terapeuta jest po to, żebyś szybciej i łatwiej mogła to zrobić. > Potrzebuję urlopu, potrzebuję > odpocząć, potrzebuję jakiejś zmiany w życiu a najbardziej potrzebuję > ciąży. A ciąża potrzebuje matki o spokojnym umyśle. > Wiesz, ja nie uważam siebie za osobą niepłodną. W pierwszą > ciążę zaszałam po paru miesiącach a teraz staramy się od 4-ch. To super - nie przyklejaj sobie tej etykietki, jak nie musisz. > To co wprawia mnie w podły nastrój to nie tylko brak > ciąży u mnie, ale te wszystkie ciążę na około, te szczęśliwe > kobiety, które zachodzą w oka mgnieniu i ich piękne brzuszki. A > niestety mam je w swoim otoczeniu każdego dnia po 8 h. I naprawdę > musiałabym być mega twardzielem, aby to w czym tkwię mnie nie > ruszało. Rusza. I nie wstydzę się do tego przyznać. Rozumiem. Miałam. > I powiem Ci, że oprócz tego, że sobie popłakuję to również jeszcze > się śmieje. Spotykam się z ludźmi, wychodzę z domu. I robię jakieś > tam rzeczy. O tak, ja też się śmiałam, coś robiłam. Szczególnie smiałam się, gdy byli ze mną inni. A jak się odwracali, to wracałam do "normy" - smutniałam i sie garbiłam... Aha, i coś-robienie w ogóle mnie nie pociągało. > Napisz mi proszę jak Ty sobie poradziłaś z tym problemem, bo wiem, > że jakiś czas temu przez to przechodziłaś. Ze mna to było tak. Jednego dnia było jeszcze wszystko dobrze. To był dzień w którym mój wujek zamontował mi jakieś fajne gadżety w kuchni, ja byłam z siostrą i siostrzeńcem na spacerze, pisałam jakieś fajne SMSy z moim niedoszłym kochankiem sportowcem ) O ile dobrze pamiętam, to był też dzień, w którym poznałam na WO Mjulkę :- ))) Przygotowywałam się do HSG, to miało być ostatnie badanie związane z niepłodnością, czekałam jak na wyrok i stresowałam się koniecznościa pójścia do szpitala. A nastepnego dnia - czarna chmura. Potem to już niewiele pamiętam. Wiem, że płakałam codziennie, czasem bardzo mocno. Zaczynałam dzień od sprawdzenia, czy mam w torebce pełną paczke chusteczek - bo była mi zawsze potrzebna. Byłam drażliwa, moje reakcje na nieporozumienia były rozdmuchane. Praca mi zobojętniała (a jestem od lat korporacyjnym wilczkiem - pełnym zapału i ambicji). Widziałam tylko siebie i swój problem - choć normalnie jestem bardzo wrażliwa na innych, nie dostrzegałam ich emocji. Szukałam ukojenia w ruchu, który zawsze mi pomaga uporządkować głowę, ale kiedys wyszłam do lasu na nordic walking i całą drogę płakałam Szłam i płakałam. Chciałam, żeby inni się nade mną użalali. Od tych, którzy wiedza o niepłodności, oczekiwałam nieustannej uwagi. Wszystko mnie raniło, szczególnie użyte w mojej obecności słowo "ciąża". Moja szefowa, która to wszystko widziała, mówiła "idź na terapię". Miała rację, ale drażnił mnie sposób, w jaki to mówiła. Traf chciał, że własnie wtedy znalazłam sie na szkoleniu, które prowadziła dziewczyna w siódmym miesiącu ciąży. Jak się domyślasz, sam fakt jej istnienia był wystarczającym nietaktem ) Ale bez histerii, sama ciąża byłaby jeszcze OK. Ale dziewczyna non stop o niej mówiła, nawiązywała, żartowała. Czułam sie osaczona, nie chciałam zwracać jej na to uwagi, a nie mogłam uciec. Na przerwach chlipałam po kątach. Po pierwszym dniu przeszo mi przez myśl, żeby iść do lekarza po zwolnienie i nie pojawić się nazajutrz. W tym momencie zrozumiałam, w jakim jestem stanie. Zmusiłam sie do pójścia na szkolenie - i tu niespodzianka - dziewczyna dołożyła masowanie sie po brzuchu. Cały dzień to uprawiała! Masakra. Na WO znajdziesz obszerna dyskusję na temat tego, czy trener tak może czy nie może. Wątek mój, pod tytułem 'Postepujący obłęd uccellino'. W kolejnym tygodniu, kiedy wybierałam się na hsg, świat mnie przygniótł. Najukochańsza przyjaciółka uznała, że zawiodłam jej zaufanie (w pewnym sensie miała rację) i oświadczyła, że potrzebuje przez chwilę sie ze mną nie kontaktować. Szalałam ze strachu, że po prostu mnie opuści. Kiedy nie odezwała się aż do przedednia hsg, czułam sie najbardziej opuszczonym stworzeniem na świecie. W tych samych dniach powiedziałam mojej drugiej kochanej przyjaciółce, że potrzebuję więcej wsparcia. Odmówiła mi go, mówiąc, że ten problem ją przerasta. To wszystko jest oczywiście bardziej skomplikowane, później sobie wyjaśniłyśmy, ale wtedy to znaczyło dla mnie wyłącznie tyle: odwraca sie ode mnie właśnie wtedy, kiedy ja proszę o pomoc... Eli lama sabahtani... W dniu swoich urodzin miałam hsg. Nazajutrz poczułam, że powinnam pójśc na zwolnienie, bo nie czuję się na siłach pracować. Bo jeszcze chwila takich fochów w pracy i zepsuje sobie relacje z klientami wewnętrznymi. A jako że jedynym właściwym w tej sytuacji lekarzem wydał mi sie psychiatra, to ponownie zdałam sobie sprawę z powagi mojego stanu i pierwszy raz użyłam do jego opisania słowa "depresja". I wtedy odbiłam sie od dna. Odczułam to w ten sposób, że po prostu nie może już byc gorzej i naprawdę ugięłam kolana i skoczyłam w górę. Zapłakana, zraniona przez przyjaciółkę (tę drugą), ale czułam, że odzyskuję siły. W tym czasie byłam juz zapisana do terapeutki, ale czekałam na termin na tyle długo, że do jej gabinetu wkroczyłam usmiechnęta od ucha do ucha i zaczęłam tłumaczyć, że dwa tygodnie wcześniej czułam sie naprawdę fatalnie. Głos mi drżał, kiedy opowiadałam o kwietniu... Pomogłam? Odpowiedz Link
uccellino Jeszcze dodam 15.07.08, 12:49 1. Ten stan trwał blisko cztery tygodnie, czyli nie bardzo długo. Tzn. to najdłuższy i najgorszy dół, jakiego w życiu doświadczyłam, ale obiektywnie to jest łagodny epizod depresyjny. Ładnie sie wykaraskałam. 2. Jak słyszymy "depresja" (i tu, jak przy niepłodności, poziom wiedzy w narodzie nikły), to myślimy o takiej mega klinicznej katastrofie, że ktoś z łóżka nie wychodzi i gapi się w ścianę. A są też łagodniejsze stany - i nie warto ich lekceważyć. 3. Najtrudniej zobaczyć depresję u siebie i u najbliższych. Wprawdzie nie jestem psychologiem, ale mam duży poziom wiedzy z zakresu psychologii, a tak naprawdę zrozumiałam, co sie stało, dopiero jak już zaczęłam z tego wychodzić. To tak jak alkoholik nie zdaje sobie sprawy, że jest uzależniony, a anorektyczka, że jest chuda. Skrzywione postrzeganie rzeczywistości - przecież jest ok, bo do pracy chodzę i do kina i na imprezę. A moja szefowa jest psychologiem. Mówiła "idź na terapię", ale nie powiedziała ani razu "myślę, że możesz mieć depresję"... Naprawdę trzeba dystansu, żeby to zobaczyć. Plus osoby w depresji ładnie potrafią to ukryć. Depresja wiąże się ze wstydem - ależ ja sie rozklejam, a przecież nie ma tragedii. I dlatego przy innych uśmiecham się, żeby nie dać po sobie poznać... Odpowiedz Link
po_trzydziestce1 Re: Ewa:-) 15.07.08, 13:49 o ile dobrze zapamiętałam Twoje imię Znam Twoją historię, czytałam ją na WO jeszcze zanim spotkałyśmy się na MG. Miałam rację pisząc, że jeśli sama sobie nie pomogę to chyba nic mi nie pomoże. Bo w Twojej opowieści nie ma wzmianki o pomocy specjalisty. Trafiłaś do właściwych drzwi w zasadzie wtedy, gdy już sama wyszłaś na prostą. Ciekawa jestem co powiedziałby mi lekarz, czego sama nie wiem? Pewnie zaleciłby znaleźć hobby, zmienić mieszkanie, wybrać się w daleką podróż itp.-czyli generalnie cokolwiek co pozwoliłoby zająć czas i myśli. Kiedy czytam wypowiedzi dziewczyn na forum mogę z większością z nich się identyfikować - więc nie jestem odosobniona w swoich odczuciach. A poza tym mam świadomość, że dzieje się u mnie coś "niefajnego". I tak sobie myślę - może poza zrzutką na forumowe USG, zrobimy drugą zrzutkę na forumowego psychiatrę? A miałby z nami co robić Niemniej dziękuję za opowiedzenie swojej historii. I napisz proszę czy dały Ci coś wizyty u lekarza i jakie były jego rady na taki stan? Odpowiedz Link
uccellino Re: Ewa:-) 15.07.08, 14:04 Przede wszystkim - ja nie jestem u psychiatry, tylko u psychologa. Bez przesady. Na takie coś terapeuta wystarczy. O psychiatrze myślałam wyłącznie pod kątem L4. Po drugie terapeuta raczej nie doradza. Tzn. zalezy jeszcze w jakiej orientacji terapeutycznej pracuje, ale tak czy inaczej zapwnia ci raczej: - mozliwość wygadania się bez bycia ocenianym - cotygodniowy wentyl do spuszczenia trudnych emocji - trudne pytania, ktorych nikt inny ci nie zada, a które poprowadzą cię dalej - pomoc w dochodzeniu do t w o i c h rozwiązań Rozumiem, że nie stykałas sie dotąd z terapią? Ja sama też nie, ale mam w otoczeniu osoby, które korzystają no i na studiach sie troszkę uczyłam. Mam propozycję - po prostu spróbuj. Nie masz do stracenia nic poza paroma godzinami no i jakąś tam kasą - sama musisz ocenić, czy cię stać. Ja, zanim trafiłam do pani Marzenki, mówiłam sobie, że ten sam czas i pieniądze wolę przenaczyc np. na sport, bo też mi w głowie posprząta, ale, jak pisłam, w pewnym momencie przestał sprzątać... Aha, no i nie zamierzam tam zimować - jeszcze parę sesji i koniec. Doszłam do ważnych dla siebie wniosków i jestem zadowolona. Terapia jest właśnie na takie sytuacjje - warto korzystać. Wszystkiego trzeba w zyciu spróbować, przynajmniej bedziesz miała swoje zdanie ) A a propos tego, że jak poszłam, to już byłam OK, to nie całkiem tak. Przez parę tygodni czułam się taka słabiutka, traktowałam siebie jako rekonwalescentkę. Moja przyjaciółka (ta pierwsza) dzwoniła do mnie codziennie i z niepokojem pytała, jak sie czuję. A ja bałam się, że to wróci. A dziś, jak pisałam ci ten post, to sie popłakałam - to wszystko we mnie jest. Odpowiedz Link
uccellino Re: Ewa:-) 15.07.08, 14:10 > Pewnie zaleciłby znaleźć hobby, zmienić mieszkanie, wybrać się w > daleką podróż itp.-czyli generalnie cokolwiek co pozwoliłoby zająć > czas i myśli. Aha, i żaden specjalista od zdrowia psychicznego nie będzie cię namawiał na "zapomnienie" o problemie. Przeciwnie - raczej pomoże ci przyjrzeć się mu dokładniej i lekko zneutralizować. Ale nie oszukiwać mózg czym innym. Odpowiedz Link
kalahora Re: Ewa:-) 15.07.08, 14:40 żaden nie zaleci też poszukiwania hobby, dobry specjalista wie, że w depresji traci się zainteresowanie czymkolwiek, nawet tym, czemu się człowiek do tej pory oddawał z zamiłowaniem. zresztą każdego obowiązuje standaryzacja. coś takiego znam z własnego podwórka www.psychoterapia.net.pl/depresja-test.php Odpowiedz Link
po_trzydziestce1 Re: Ewa:-) 15.07.08, 15:42 Dzięki za wyjaśnienie. Niemniej jednak póki co się nie wybiorę. Szczęśliwie mam z kim rozmawiać o swoich problemach. Mój mąż widać też jeszcze nie ma mnie dosyć, a tak jak pisałam wcześniej - to co ja przeżywam i czuję - czuje chyba każda z Was, albo przynajmniej większość. Więc wiem, że mój stan nie jest niczym dziwnym, gdyż inne kobiety z podobnymi problemami czują to samo. Na pewno dałoby mi do myślenia, gdybym była jedyną sfrustrowaną kobietą na tym forum. Ostatni dłuższy i wypoczynkowy urlop miałam ponad rok temu, jeśli się uda wykroić coś w sierpniu to choć trochę podładuję akumulatorki i będzie od razu lepiej)) I nie chcę Uccellino abyś płakała, teraz jest ważny moment w Twoim życiu - bądź radosna i spokojna Odpowiedz Link
uccellino Re: Ewa:-) 15.07.08, 15:55 > I nie chcę Uccellino abyś płakała, teraz jest ważny moment w Twoim > życiu - bądź radosna i spokojna Nie no, płakałam tylko chwilke, jak pisałam. A tak w ogóle jestem spokojna. Zresztą płacz nie zawsze jest zły. Jeśli czasem płaczemy melancholijnie, nie rozpaczliwie, jesli wracamy do czegoś, co było w naszym zyciu, a co straciliśmy, to to jest potrzebne. Ja ciągle wracam do tego, że straciłam przyjaciólkę (tę drugą) - jak mi sie przypomni, jak mnie zakłuje, to płaczę. A dziś, to w ogóle dostałam jakiejś kosmicznej perspektywy i jestem dość refleksyjna. Nagle poczułam ciężar odpowiedzialności za jutrzejszy "czyn" ) To trochę dziwne, bo pigułke odstawiłam z zamiarem zajścia prawie trzy lata temu, a aktywnie się staram od półtora roku i przecież wiem, z czym to się wiąże. A tu nagle się wystraszyłam ) Odpowiedz Link
uccellino Re: Ewa:-) 15.07.08, 15:58 A co ci wyszło w kwestionariuszu? Mnie, jak wypełniłam takimi odpowiedziami "kwietniowymi", wyszła c i ę ż k a depresja // Zdziwiłam się. Odpowiedz Link
kalahora Re: Ewa:-) 15.07.08, 16:57 ciężka, z tym że zdiagnozowana długo po czasie, kiedy zdołałam się z niej wygrzebać i zaliczyć nawrót po ponad roku, tym razem łagodny. a łagodny bo miałam już wiedzę i świadomość tego co sie dzieje na tyle dużą by w porę poszukać pomocy. sam psychiatra wyraził w końcu nieśmiałe zdziwienie że jeszcze żyję i że z poprzedniej wyszłam przez terapię wstrząsową, którą zafundowała mi bliska osoba. w ogóle jestem rozchwiana emocjonalnie, scheda DDA. Sapolsky pisze o genie depresji, który może a nie musi dać o sobie znać, tak więc rodzeństwo wychowane w tym samym środowisku różni się podatnością na wpływ negatywnych bodźców zewnętrznych. te ze "szlachetnym" genem wcale nie są zobowiązane po równo popadać w depresję, w związku z czym nikt z bliskich nie potrafił okazać mi zrozumienia strasznie mnie drażni kiedy ludzie bagatelizują ten problem. ostatni z najgłupszych pomysłów to powiedzieć choremu żeby wziął się w garść. albo mieć zwykłą chandrę i biadolić że ma się "deprechę" :p takich to akurat szczególnie gęsto zasiano w moim otoczeniu Odpowiedz Link
uccellino Re: Ewa:-) 15.07.08, 17:02 > ciężka Ja się Anety pytałam ) Ale dobrze, że też piszesz ) > wyszłam przez terapię wstrząsową, którą zafundowała > mi bliska osoba. A to podobnie. Ja nawet mówię, że inni przyjaciele okazali mi pomoc w bardziej oczekiwanej przeze mnie formie, a Gosia kopnęła mnie tak, że musiałam sie podnieść - więc komu powinnam być wdzięczna? ;-/ Odpowiedz Link
kalahora Re: Ewa:-) 15.07.08, 17:05 może sobie? chciałaś się podnieść więc wstałaś a przyjaciele zrobili to co powinni, w końcu "chlebak jak sama nazwa wskazuje - służy do noszenia granatów" )) Odpowiedz Link
audrey2 Re: Ewa:-) 15.07.08, 19:11 Uccellino, pozwole sobie dopisać się do założonego przez Ciebie wątku. Czytam to forum od jakiegoś czasu (podobnie jak Niepłodność). Przede wszystkim trochę wazeliny - masz fajny nick A poza tym lubię jak piszesz. Pomyślę o Tobie jutro. A tak w ogól, chciałabym złożyć zamówienia na Groszka i dopisać się do Forumek Odpowiedz Link
uccellino Re: Ewa:-) 15.07.08, 19:21 Nooo, po takiej wazelinie musze przywitać Cie tu baaardzo serdecznie )) A co ci się w nicku podoba? Parli italiano? Mi chiamano anche l'Aquilla (anche se' un uccello grande...), la Mamma della Formica e l'Ovario Riscaldito )) Odpowiedz Link
bushko Audrey... 15.07.08, 19:34 Zamówienie na groszki przyjmowane jest na wątku 'Kto chce być wpisany w misję od a do z...' Najpierw trzeba złożyć CV i podanie ;-DDD Należy podać podstawowe info: ile lat, które dziecko, jak długo się stara, zabiegi przebyte i jaki jest problem w zaciążeniu...)) (gwoli ścisłości... niepłodnośc idiopatyczna to też problem)) Bushko... Odpowiedz Link
audrey2 Re: Audrey... 15.07.08, 19:59 Taaaaa uccellino...wszystko do mnie dotarlo NIestety nie mówie po włosku, choć nauczenie sie tego języka jest jedną z moich dzikich fantazji (choć przyzna, ze po niedawnym pobycie we Włoszech nieco osłabło). No więc tak: dzieci biologicznych/przysposobionych: 0 starania: od 15 miesięcy (ale lekarzowi skłamałam, że 2 lata, bo inaczej by mnie z gabinetu wyrzucił-leczę sie państwowo w kraju funtem i miodem płynącym) zabiegi/badania: kilkakrotne badanie krwi i USG, które dają obraz PCO; za miesiąc ma hycosy, od grudnia zacznę brań klomifen (do grudnia wstrzymujemy leczenie) przyszłość: nie mam pojęcia, na całe szczęście dla własnej i mężowej psychiki jeszcze sie nie nakręciłam na dziecko, ponieważ mam jeszcze jedną ważna i kosztowną sprawę do załatwienia (dlatego klomifen dopiero od grudnia) zapotrzebowanie na Groszka: na razie złożyłam 3 ręce męża (po jednym za każdego Groszka) Odpowiedz Link
uccellino Re: Audrey... 15.07.08, 20:41 > nauczenie sie tego języka jest jedną z moich > dzikich fantazji (choć przyzna, ze po niedawnym pobycie we Włoszech nieco osłab > ło). Taaa, Włochy kocha się najlepiej na odległość - wiem coś o tym... Odpowiedz Link
justmaga Re: Aneta! 15.07.08, 20:17 Mam ogromne doswiadczenie na temat depresji. Depresja to ja. Rozumiem potrezbe odpoczynku ,ale odpoczynek... nie rozwiazuje problemu... Gdybys uznala,ze potrzebujesz jakiejs pomocnej reki,chocby takiej jak moja pisz maila... Odpowiedz Link