Dodaj do ulubionych

chcialam sie pożegnać

15.07.08, 08:57
nie chcę znikać bez śladu, mimo że za dużo się tu nie udzielałam
od tygodnia siedzę i ryczę,
chyba mnie czeka wizyta u specjalisty, bo sama ze sobą nie mogę
wytrzymać,
wiem tylko, że życie mnie zaczyna przerastać, a ja wpadłam w jakieś
błedne koło, z którego nie potrafię się wydostać

życzę Wam mnóstwa Groszków, dziękuję za wsparcie
może się jeszcze odezwę jak mi pozwolicie, na razie nie mogę
jeszcze raz dziękuję za wszystko
monia
Obserwuj wątek
    • groszkowa74 Re: chcialam sie pożegnać 15.07.08, 09:04
      Monia,
      czy to PMS, czy cos wiekszego?? Zostan, pomozemy...

      ---
      Czekając na Groszka
      • po_trzydziestce1 Re: chcialam sie pożegnać 15.07.08, 09:37
        Monia, przeczytaj sobie to:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=54221&w=82133911
        Mam wrażenie, że czujesz to co ja. Chyba właśnie wkroczyłyśmy w
        najmniej przyjemny etap - takiej frustracji. Ja jakiś czas temu też
        stąd zniknęłam, myśląc, że przebywanie na forum zbyt mnie nakręca i
        działa na moją niekorzyść. Coś w tym pewnie jest, ale to nie wina
        forum, że czujemy się tak jak się czujemy. Za jakiś czas będziemy
        tak zmęczone tymi staraniami, że olejemy temat i wtedy to się
        staniesmile Cóż za cudowna wizja... smile
        Trzymaj się malutka, rozumiem Cię doskonale i wiedz, że w każdej
        chwili możesz tu wrócić.

        • moni.qa1 Re: chcialam sie pożegnać 15.07.08, 09:50
          dzięki,
          doszłam do stanu kompletnej pustki, nic mnie nie cieszy
          nie pamiętam kiedy ostatnio szczerze się śmiałam,
          działam jak mały robocik, rutyna i przyzwyczajenie

          M mnie wspiera jak tylko może, kocham Go za to jeszcze bardziej,
          ale,
          to powoli przestaje wystarczac
          coraz bardziej się zamykam i mam dość wszystkiego
          • dabrowianka21 Re: chcialam sie pożegnać 15.07.08, 10:08
            Hej Moni!

            Wydaje mi się że przeszłam to samo co ty.
            Też czułam że za bardzo się nakrecam.
            Mierzyłam codziennie temperature, robiłam co miesiać test ciążowy.
            A potem załamanie i hisyeria. Też zrobiłam duzą przerwe w tym forum.

            Miło jest zapomnieć o tym wszystkim na jakis czas.
            Po prostu nie myśleć tylko pistarać cieszyć się życiem.

            Ale wruciłam tu po dłuższym czasie a dziewczyny miło mnie
            przywitały, doradzają. Za co dziekujęsmile

            Jak ty będziesz czuła że potrzebujesz pomocy to też wracaj smile
            Możesz liczyć na groszkowe dziewuchy smile

            Pozdrawiam,
    • kasia.kul Re: hmmmmm 15.07.08, 10:28
      wiem co czujesz Moni mam to samo własnie po dwóch miesiacach
      dostałam wreszcie okres, przez cały czas nakręcając się robiąc kilka
      testów ciążowych w aptece dziwnie na mnie patrzą, macając cycki czy
      aby przypadkiem nie bolą, jak raz wstałam do kibla w nocy to już
      byłam przecież w ciąży bo przeciez do tej pory nie wstawałam jakaś
      schiza mnie wzięła. A le teraz już się nie nakręcam własnie mam 5
      dc, odliczam dni do wyjazdu na urlop, myślę o budowie domu która
      chcemy zacząc w przyszłym roku i jakos tak zaczęłoa mi wszystko
      zwisać. Na razie żyję urlopem i migreną która ciągnie się od
      czwartku z przerwami.
      Trzymaj się sciskam cie moni i uszy do góry, bużka.
      • dabrowianka21 Re: hmmmmm 15.07.08, 10:45
        też uważasz że trzeba troche wykuzowac i zajać się swoim życiem.
        Ja zaczełam nowe studia, urządzam dalej mieszkanko.
        Cieżko pracuje w pracy. Po pracy duzo spacerów, rolek i basenów smile

        Nie można myślec non stop o zachodzeniu bo można zwariowacsad
    • keegan Re: chcialam sie pożegnać 15.07.08, 10:50
      Witaj, ja też mogę nieśmiało powiedzieć, że wiem co czujesz bo też
      przerabiam błędne koło beznadziejnej sytuacji, tyle, że u mnie
      dochodzi jeszcze problem z pracą, bardzo chcę ją zmienić a nie mogę :
      (
      Także dołuje mnie wszystko: starania, brak konkretnej pomocy w tym
      problemie, rutyna każdego dnia, przychodzenie codziennie do miejsca,
      którego nie trawię.... i tak mija dzień za dniem ale Wiesz właśnie
      tu na forum jakoś się odbijam od tego wszystkiego...

      Jak poczujeszm, że jednak za nami tęsknisz to będziemy tu czekać smile
      • po_trzydziestce1 Re: Keegan 15.07.08, 11:03
        witaj w klubiesmile Przeżywam to co Ty, praca dodatkowo też jest
        czynnikiem, który mnie przytłacza. Od początku jej nie lubiłam, ale
        mieliśmy jakieś tam plany. Ślub, potem dziecko. No i już tu kibluje
        3 roksmile To co dodatkowo działa mi tu na nerwy to ciężarne, ale o
        tym już nie raz pisałam. No i nic nie poradzę na to, że czuję się
        jakbym była jedyną bezdzietną kobietą na tej planecie.
        • keegan Re: Keegan 15.07.08, 11:41
          Anetko, my jesteśmy jakby z jednej gliny ulepione !!! przynajmniej w
          tym temacie:
          "Potrzebuję urlopu, potrzebuję odpocząć, potrzebuję jakiejś zmiany w
          życiu a najbardziej potrzebuję ciąży. "
          to wyczytałam w innym wątku i jakbym czytała swoje słowa !!!!
          i mam kolejne hasło do sygnaturki smile jeśli się zgodzisz...

          z tymi ciężarnymi w biurze mam to samo i też już te żale wylewałam,
          chyba nawet na tym samym wątku co Ty kiedyś...
          w dziale jest nas 6 osób i porody mam jedne po drugim:
          grudzień 2006 dwa porody dzień po dniu
          styczeń 2007 poród
          maj 2008 poród...
          i to mówię tu o samym moim dziale a nie wspomnę ile tego jeszcze mam
          w całym biurze...
          • po_trzydziestce1 Re: Keegan 15.07.08, 14:01
            Też zauważyłam Kochana, że jesteśmy z tej samej gliny ulepione. Jak
            długo się starasz o groszka? Wiesz, ja już zaczynam nie pamiętać jak
            wyglądało moje życie przed staraniami. Też już kiedyś o tym pisałam,
            że tęsknie za taką beztroską, za głową pozbawioną ciążowych myśli,
            za normalnym życiem. Chciałabym aby wszystko było takie... po
            prostu. A teraz wszystko jest mega pod górkę. Nawet już modlić się
            nie mam sił. Zresztą mam wrażenie, że Bóg mnie nie słyszy.

            keegan napisała:
            > i mam kolejne hasło do sygnaturki smile jeśli się zgodzisz...

            Pewnie Kochana, że się zgodzę. W końcu tak bratniej duszy trzeba
            pomagaćsmile

            Buziakismile


            • keegan Re: Keegan 15.07.08, 15:29
              w sierpniu miną dwa lata...i właśnie też nie pamiętam jak to było
              wcześniej...a zaczęło się tak niewinnie od stwierdzenia: "a może
              zróbmy sobie drugie dziecko" i myślałam, że to wystarczy... o
              nawiności moja wink
    • martucha90 Re: chcialam sie pożegnać 15.07.08, 10:51
      To dobrze Monisiu, że czeka Cię wizyta u specjalisty. Ja też
      chodziłam kiedyś na terapię, to jest bardzo pomocne (o ile się trafi
      na właściwą osobę - czego Ci życzę). Potem może jeszcze jakieś
      masaże relaksacyjne dla Was obydwojga? dwutygodniowe wakacje gdzieś
      daleko? akupunktura? wspólne chodzenie na siłownię? Myślę, że relaks
      ciała może wpłynąć uzdrawiająco i na duszę wink
      A co do groszka, niech Cię pocieszy, że medycyna może zdziałać cuda!
      • bushko Re: chcialam sie pożegnać 15.07.08, 14:09
        Monika, niektórzy mówią, że życie jest droga... ale czasem idziemy w kółko...
        niestety tak toczy się życie... od @ do @, od owulacji do owulacji, z domu do
        pracy, z pracy do domu, ciągle wykonujemy te same czynności... spanie, mycie,
        jedzenie, sprzątanie, jedzenie, mycie, spanie... itd... W pewnym momencie
        uświadamiamy sobie bezsens i beznadzieję... tego co co robimy, tego co się
        dzieje... i choć wszystko się zmienia, to jednak zycie toczy się cyklicznie tak
        jak pory roku... biegniemy po okręgu, mijamy te same przystanki... wiosna, lato,
        jesień, zima, wiosna, lato.... szukamy przez całe życie czegoś co nam i tak
        ucieka... szukamy szczęścia, miłosći, spełnienia.... i problem w tym, że to
        czego szukamy i pragniemy nie daje sie zamknąć w ramy sejfu, w pokoju bez
        drzwi... szukamy swojego szczęścia w innych ludziach... w mężu, żonie,
        dziecku... a przecież czy od nas zależy czyjeś szczęście...? Czy ode mnie zalezy
        szczęście mojego M??? Nasze szczęście zależy od nas samych i nie można zwalać
        'winy' na kogoś innego.... szczęście jest w nas. I niestety podlegamy wpływom
        zewnętrznym, pogodzie, aurze, hormonom, endorfinom.... które sprawiają, że
        czujemy sie dobrze... ale czy szczęście to tylko dobre samopoczucie...? Miłość i
        szczęście trzeba pielęgnować i dbać o nie bo niestety są ulotne... Ja nie wiem
        czy to potrafię... ale nie można być szczęśliwym przez cały czas.... żeby poczuć
        szczęście, trzeba zaznać również smutku... dlatego dopóki nie najdzie nas smutek
        nie dostrzegamy radości i szczęścia... Ja pragnę dziecka bezgranicznie... ale
        czy to znaczy, że wszystko inne się nie liczy....? Mąż, którego uwielbiam,
        zdrowie całkiem niezłe, urlop.... za tydzień jadę na wczasy, teraz kupujemy
        działkę... Ja wiem, czasem dochodzimy do takiego stanu, ja to nazywam, że
        sytuacja mnie dusi... permanentny stan bycia nieszczęśliwym, smutnym zgnębionym
        i zawiedzionym... Ja wiem jak to jest... wtedy trzeba coś zmienić, wyeliminować
        czynnik który powoduje taki stan. Ja wiem, nie mozna urodzić dziecka z dnia na
        dzień... czasem wcale się nie uda...byc może to właśnie mój przypadek... ale
        trzeba zyc dalej i iść dalej. Trzeba cieszyć się tym co jest dobre w naszym
        życiu.... nasi przodkowie nie mieli tyle ile my mamy dzisiaj.... nie mieli
        takiej wolności jaka my mamy... nie mieli takich możliwości jakie my mamy
        teraz... Marzenia powinny byc osiągalne.... a i tak zawsze trzeba pamiętać, że
        spełnione marzenia szczęścia nie daja.... Idź do specjalisty, wyjdź na prostą,
        wróć do nas .... my też stanowimy niezła terapię wink))

        Powodzenia...

        Bushko...
    • kalahora Monia! 15.07.08, 13:10
      Monia, skoro prześwituje Ci w główce myśl o potrzebie/konieczności spotkania się ze specjalistą, to krok do przodu już zrobiłaś, bo w takim stanie najchętniej nie myśli się o żadnym okienku, które wpuściłoby promień światła. teraz zrób drugi, bardzo Cię proszę, i umów się na rozmowę. masz świadomość że potrzebujesz pomocy, teraz jej poszukaj. gdybyś była z okolic białegostoku to wiedziałabym kogo Ci polecić...
      i nie rób sobie wyrzutów z tego powodu że mało Cię na MG. poczujesz się lepiej, to się uaktywnisz, przecież wiesz, że nie każda i nie na okrągło tryska tu entuzjazmem smile
      • biedronka.online Re: Monia! 15.07.08, 13:35
        Co do urlopu to macie racje Zmiana otoczenia czasem pomaga Tylko ze
        ja zauwazylam ze podczas urlopu wyjazdowego fajnie jest tylko na nim
        Po powrocie razem z nami wracaja smutki Co do kobitek w ciazy z
        naszego otoczenia to u mnie na klatce w bloku trzy lata temu o tej
        porze w wakacje bylo cztery w ciazy na jedenascie mieszkan ... Cale
        szczescie ze wtedy nie myslalam jeszcze o baby ... Za to od tamtego
        czasu ciagle ktos jest w ciazy sad(( Najmlodszy sasiad urodzi sie w
        listopadzie.
        • keegan Re: Monia! 15.07.08, 15:31
          no właśnie ja tak mam, że wracam i wpadam jeszcze w większy dół sad

          ja najbliższe porody mam na początek sierpnia i październik...
          • po_trzydziestce1 Re: Keegan 15.07.08, 16:08
            keegan napisała:

            > ja najbliższe porody mam na początek sierpnia i październik...

            Keegan, napisałaś jakbyś położną byłasmile Ale mnie rozbawiłaśsmile
            Kochana, nic się nie martw, poczytaj o mnie. Dodam tylko, że ja po
            poronieniu tuż przed Wigilią, żeby nadać więcej dramaturgii i u mnie
            sytuacja wygląda tak:
            1. wracam po zabiegu do pracy i dowiaduję się, że moja najbliższa
            psiapsiółka z pracy właśnie ujrzała II kreski i przez te wszystkie
            miesiące patrzę ze zranionym serduchem na jej szczęście i rosnący
            brzusio
            2.kilka ciąż i porodów dziewczyn z pracy, kt.słabo znałam więc pół
            biedy, choć niektóre z nich nieświadomie mnie porządnie raniły
            3. kolejna ciąża w moim biurze - dziewczyna siedzi na tyle blisko,
            że kazdego dnia słyszę o jej ciąży
            4.czerwiec - rodzi moja koleżanka, z kt.znamy się z 25 lat, ona
            miała termin na czerwiec - urodziła zdrowego syna, ja na lipiec
            (pojutrze zresztą)
            5.niedawno dowiaduję się o kolejnej ciązy w moim biurze.

            Generalnie wszystkie te, które miały zajść zaszły. Zostałam tylko
            ja, te co już mają dzieci i panny, które o dzieci będą starały się
            po ślubie. Więc sytuacja dla mnie super komfortowa, nieprawdaż?

            Żegnam się z Wami, w domu nie mam interka więc zamelduję się dopiero
            jutrosmile Miłego popołudnia dla wszystkichsmile
    • mamaruda Re: chcialam sie pożegnać 15.07.08, 19:55
      Monia trzymaj się.

      Rozumiem Cię doskonale, też kiedyś pomyślałam że przez forum bardziej się
      nakręcam, przestałam pisać i czytać.
      Ale przyszedł moment kiedy czułam się już tak bardzo samotna i nie potrafiłam
      sobie poradzić z moimi emocjami, musiałam się wygadać i "poprzebywać" z kimś kto
      ma głowę zaprzątniętą podobnymi myślami. Bardzo się cieszę że trafiłam na
      Misję, pewnie na WO bym nie dała rady.

      Przytulam mocno
      • mamaruda koleżanki w ciąży... 15.07.08, 20:15
        ...z nimi mam większy problem niż z obcymi. A prawdę mówiąc to utrzymuję kontakt
        choć rzadszy tylko z jedną koleżanką która ma małe dziecko. Moja jedna
        przyjaciółka jest teraz w 7 miesiącu i od kiedy powiedziała mi o swojej ciąży
        nie spotkałam się z nią ani razu. Druga urodziła pół roku temu i nawet nie
        pojechaliśmy do niej, znajduje co raz to nowe wymówki żeby się z nią nie
        kontaktować.

        Zobaczcie jak to jest że za siebie na forum trzymamy kciuki, cieszymy się z
        nowych groszków i robimy to szczerze z głębi serca, a w realu ciężarówki nas
        dołują!?
        • uccellino Re: koleżanki w ciąży... 15.07.08, 20:42
          > Moja jedna
          > przyjaciółka jest teraz w 7 miesiącu i od kiedy powiedziała mi o
          swojej ciąży
          > nie spotkałam się z nią ani razu. Druga urodziła pół roku temu i
          nawet nie
          > pojechaliśmy do niej, znajduje co raz to nowe wymówki żeby się z
          nią nie
          > kontaktować.

          Mamaruda, masz prawo sie w ten sposob chronić! smile)
          Lepsze to niż umawiac się i patrzeć na kogoś krzywo.
        • rewolka404 Re: koleżanki w ciąży... 15.07.08, 20:47
          ja w weekend po raz pierwszy łez nie utrzymałam bawiąc się z dzieckiem. Od ponad
          roku wiem, że ciąża będzie u mnie cudem i im dłuższe oczekiwanie na ten cud tym
          ciężej.
          Cieszę się z każdej ciąży w moim otoczeniu...ale prawda też jest taka, że każda
          ciąża może być u mnie powodem melancholii. Jakiś miesiąc temu kobieta jadąca
          obok mnie w kolejce stała się powodem nagłego przemakania, przez telefon mówiła
          o badaniach, usłyszałam coś o cytomegalii, zachciankach i radości niejakiego
          Marcina i już wiedziałam, co jest grane. Nie wiem czy to żal, zazdrość,
          rozgoryczenie?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka