lilith76
07.08.08, 15:21
Usłyszana od kolegi na ostatnim spotkaniu z klasy licealnej w czasie dyskusji o trudnym rodzicielstwie.
Jego znajomi (ludzie grubo 30+) nie mogli poradzić sobie z pojawieniem się dziecka w ich życiu, z emocjonalną więzią z nim, poszli w końcu do psychologa i efekt jest taki, że w jednym mieszkaniu mieszka niemowlak z opiekunką, w drugim oni. Dopytałam się, czy wpadli, bo to w pierwszej chwili przychodziło do głowy. Nic z tych rzeczy - dwa lata leczyli się by zajść w ciążę... Gdybym go nie znała, to bym pomyślała, że fantazjuje.
Czy starając się o dziecko można tak się zafiksować na myśli o słodkim, pachnącym bobasku, na samej myśli by MIEĆ dziecko, odrealnić marzenie, że gdy ono się spełnia polec z codzienny życiem? Czy ja też nie zdaję sobie sprawy co to jest na prawdę macierzyństwo - nieprzespane noce, płacz dziecka, bolące piersi, zmęczenie, na jakiś czas przerwa od radosnego seksu. Kiedyś mój mężczyzna (ojciec już dwójki) powiedział, że nie mam pojęcia na co się porywam i czy na prawdę zdaję sobie sprawę jaka to ciężka rzecz, pierwsze 2-3 lata dziecka.
Inna para, inna historia - 10 lat walki z niepłodnością, udane in vitro, bliźnięta, rozpad małżeństwa, utrzymało się jeszcze z 3-4 lata.