Z cyklu historii pokrzepiających, choć mamy czasy nie sprzyjające cierpliwości.
Kiedyś w jej dziennikach przeczytałam jej krótkie wspomnienie o tym jak starała się o dziecko (przełom lat 60/70tych). Zajęło im to cztery lata, cztery lata w wyliczaniem dni płodnych, mierzeniem temperatury. A była wtedy poniżej trzydziestki.
Dziś cztery lata to ciężka niepłodność i tragedia, a w czasach kiepskiej antykoncpecji taka długość starań to było błogosławieństwo dla kobiet