feelek
08.12.06, 13:11
pp. Adminki
czy można opowiadanko z JnŚ'XII 2003, pisane w 2003, choć (niestety)
aktualne?
(zakończenie pierwotne, zmienione w druku, ze wzgl. na pewną okoliczność)
BIAŁE BOŻE NARODZENIE?
Od kilku dni Kacper chodzi naburmuszony:
-Gdzie jest śnieg, dlaczego jest szaro, dlaczego nie ma mrozu- pyta
wszystkich dookoła, obwiniając nas za obecny stan rzeczy- Kurczę ! To nie
jest fair.
Pamiętam jak miał 2 lata i po raz pierwszy widział zimę w Józefowie. Ludzik
Duży Pompon chodził od sosny do sosny, obejmował je, przytulał i ...całował.
Naprawdę.
–Tu jest cudownie, cudownie!- powtarzał. Z nieba leciał biały puch,
niezmącona niczym cisza panowała wokół. Zmrok i światło księżyca potęgowały
kontrast bieli bezszelestnie otulającej małe świerczki. Cicha noc, święta noc
zapadała powoli...
Czy dlatego zapragnęliśmy tutaj zamieszkać, z dala od świateł wielkiego
miasta, wśród sosen? Dziś nikt tego nie pamięta. Ale kto wie?
Innym razem w Boże Narodzenie, gdy już decyzja o porzuceniu Warszawy stała
się rzeczywistością. Dziadek, wnuczek, sanki, ścieżka biegnąca przez las.
Gałęzie młodniaka przysypane bielą. Ledwie przetarty szlak. Zza drzew wychyla
się czarny pysk Dorki- przygarniętej z Celestynowa labradorki. Z wielką
niechęcią przybiega na wezwanie Dziadka i wnuka. Szuka pretekstu aby się
urwać, zanurkować w pobliskiej sosnowej szkółce, tam gdzie kilka lat temu
był pożar. Może uda się pobiec za tropem zająca? Ale nie, wołają więc z
ociąganiem, arystokratyczną godnością, dziesięć razy klucząc w bok, udając
że nie chodzi o nią , stawia się wreszcie... Uprząż ze smyczy jest jej trochę
nie w smak ale z łatwością ciągnie sanki z maluchem. Czy były tam może jakieś
dzwoneczki, czy to my je udawaliśmy biegnąc obok i wołając: dzyń, dzyń, dzyń?
Bo śnieg na pewno był prawdziwy.
I znów kilka lat później. Droga przez las. Znów biało. Biało na ziemi,
obielone śniegiem gałęzie sosen ścielą się nisko, ciężarne okiścią. Bajka.
Czy zza krzaka wyjdzie sędziwy, brodaty starzec w długim płaszczu z
pastorałem i workiem prezentów? Razem z maturzystą Filipem postanawiamy, że
już najwyższy czas aby Kacper poznał całą okrutną prawdę o Świętym Mikołaju.
-Istnieje! Właśnie, że istnieje! W głosie siedmiolatka przebrzmiewa pewność,
której nic nie jest w stanie zmącić. Dajemy za wygraną. Kilka dni później
mały triumfuje. Odbiera prezenty z rąk dziwnie milczącego Świętego.
-Tato, to przecież Ciocia Sylwia- słyszę w pewnym momencie szept.
- Lepiej bądź cicho, bo Go obrazisz - z trudem udaję surowość, powstrzymując
się aby nie wybuchnąć śmiechem. Wahanie na twarzy małego człowieka....
wreszcie litość Ciotuchny, która zdejmuje brodę- witamy w świecie dorosłych.
Za oknem wielkie białe płaty wirują w powietrzu nim spadną na ziemię...
A w tym roku? Szaro, smutno –Jak żyję takiej zimy nie widziałem- mógłby
powiedzieć człowiek w wieku naszego synka. Ale kto wie, może białe Boże
Narodzenie nie będzie jedynie marzeniem z pewnej cudnej anglojęzycznej
pastorałki?