sloggi
22.04.06, 00:18
Obrzucanie wiernych obelgami, windowanie cen za udzielanie sakramentów, remont
plebanii zamiast kaplicy. Takie zarzuty padają pod adresem proboszcza z
Raszyna. Zbulwersowani parafianie postanowili wywieźć go na taczce.
58-letni Grzegorz Krysztofik objął parafię pod wezwaniem św. Szczepana w
Raszynie dwa lata temu. Ma pod opieką 10 tys. dusz, a do pomocy trzech
wikariuszy. Wcześniej prowadził parafię w Lewiczynie w okolicy Grójca. Opuścił
ją po awanturze i groźbach wywiezienia na taczce. Miało pójść o opryski drzew
owocowych: oskarżył sadowników, że go trują.
- Źle go wspominamy. Rodziców dzieci komunijnych obrzucał obelgami, bo nie
chcieli, by do sakramentu przystąpiły w albach, -opowiada mieszkanka Lewiczyna.
Potem ksiądz przeniósł się na 12 lat do parafii w Nadarzynie. Grupa
mieszkańców tej miejscowości opowiada, że po jego odejściu zamówili mszę
dziękczynną.
W Raszynie Krysztofik również nie ma dobrej opinii. Ponad siedmiuset parafian
podpisało się pod petycją do kardynała Józefa Glempa oraz biskupa Mariana
Dusia. Domagają się natychmiastowego przeniesienia kapłana do innej parafii.
Teraz czekają na odpowiedź. To już drugie pismo do zwierzchników proboszcza.
Taca bez kontroli
Petycja jest skutkiem konfliktu, który wybuchł na początku 2004 roku. Zaczęło
się od sposobu, w jaki Krysztofik potraktował swojego poprzednika ks.
Stanisława Leszczyńskiego. Kapłan ten sprawował posługę przez 29 lat. Po
wylewie nie mówił i nie chodził. Kuria zastąpiła go Krysztofikiem. Mieszkańcy
mieli nadzieję, że dla proboszcza znajdzie się miejsce w parafii. Jednak
Leszczyński trafił do domu spokojnej starości w Otwocku.
- Potem zniknęły pieniądze na budowę kaplicy cmentarnej. Zebraliśmy na nią
ponad 200 tys. złotych. Za te pieniądze proboszcz prawdopodobnie wyremontował
plebanię - opowiada "Rz" parafianin. Tę informację potwierdzają inni.
Mieszkańcy Raszyna dopatrzyli się braku zgody od konserwatora zabytków na
remont zabytkowej plebanii. W oczy kłuło ich też bogate urządzenie budynku,
m.in. telewizor plazmowy z zestawem kina domowego wart ok. 30 tys. zł.
Gdy wierni dowiedzieli się o rozrzutności, rozpoczęli akcję pod nazwą:
"złotówka na tacę". Niskimi datkami bojkotowali rozrzutnego księdza. Grzmiał z
ambony, że parafialna kasa jest pusta. Ponieważ przed jego przyjściem było w
niej ok. 250 tys. zł, stanem finansów zainteresowała się rada parafialna.
- Wtedy ksiądz ją rozwiązał i ani myśli o utworzeniu nowej -mówią mieszkańcy.
- Zgodnie z prawem kanonicznym powołanie rady ekonomicznej, która jest organem
doradczym dla proboszcza, jest obowiązkowe - wyjaśnia ks. prof. Wojciech
Góralski, specjalista od prawa kanonicznego z Uniwersytetu Kardynała Stefana
Wyszyńskiego.
Nie ufają proboszczowi
Brak możliwości kontroli sprawił, że wierni sami zaczęli patrzeć księdzu na
ręce. Zauważyli, że po jego przyjściu wzrosły opłaty za udzielenie
sakramentów, m.in. ślub kosztuje 1,6 tys. złotych, a wcześniej 600 zł.
- Proboszcz domaga się 150 zł za otwarcie bramy cmentarza. Biednym odmawia
pochówku, odsyłając słowami: "jak nie stać cię na nasz cmentarz, to idź na
Wólkę" - denerwuje się Jacek Wiśniewski, przewodniczący rady Szkoły
Podstawowej nr 1 w Raszynie.
Kontrowersje budzą też opłaty za sprzątanie kościoła (11 tys. zł!), remont
pieca (11 tys. zł; choć była propozycja za 7 tys.) oraz sprezentowanie bp.
Piotrowi Jareckiemu obrazu wartego 36 tys. zł. Parafianie mają też księdzu za
złe zamontowanie za 16 tys. zł hałaśliwych kurantów.
- Księdza powinna obwiązywać ustawa o zamówieniach publicznych. Przecież
wydaje nasze pieniądze - uważają parafianie.
Dostrzegli, że z kościoła znikają elementy wyposażenia, m.in. krzyż z XVI
wieku. Zagadnięty o niego ksiądz, lawirował w wyjaśnieniach. Najpierw winą
obarczał poprzednika, potem opowiadał, że sam przekazał go muzeum
archidiecezjalnemu. Wierni spytali, czy tam jest, ale nie było go tam. Dopiero
po interwencji u konserwatora zabytków krzyż się odnalazł.
Skąd ten brak zaufania do księdza? - Nasza czujność pojawiła się po sygnałach
od parafian z Nadarzyna - przekonuje Jacek Wiśniewski. - Zyskał tam przydomek
"kolekcjoner" po tym, jak z konserwacji nie wróciło sześć obrazów. Wspominają
go tam jako "najdroższego księdza", bo zostawił parafii blisko 120 tys. długu.
Informacji o długu i znikających obrazach nie potwierdza jednak Leokadia
Wyłupek, dyrektorka przedszkola w Nadarzynie i członkini rady parafialnej.
- Biskup Duś w osobistej rozmowie z nami nie zaprzeczał, gdy pytaliśmy o dług
w Nadarzynie - odpiera Wiśniewski.
Na taczkę przez alby
Raszyniacy skrzyknęli się przeciwko księdzu we wrześniu 2005 r. po awanturze o
strój, w jakim 115 dzieci miało przystąpić w tym roku do pierwszej komunii.
Ksiądz upierał się, by były to alby. Rodzice woleli skromne sukienki dla
dziewczynek i komże dla chłopców. Ich sprzeciw budziła też oplata za komunię:
350 zł (150 zł za alby i po 50 zł za sprzątanie kościoła, kwiaty, pamiątki i
datek na ubogich). Okazało się, że proboszcz wliczył w tę kwotę prezent dla
siebie. Od każdego dziecka miał otrzymać 50 zł. Krysztofik chciał też wynająć
własnego fotografa i zlecić szycie alb wyznaczonej przez siebie krawcowej.
- Gdy obstawaliśmy przy swoim, powiedział, że szaty, w których nasze dzieci
pójdą do komunii, będą zbrukanymi szmatami - oburza się Janusz Modrzecki,
ojciec córki, która szła do komunii.
- Straszył nas, że jeżeli nie ustąpimy, to sprawi, iż żaden ksiądz nie udzieli
naszym dzieciom sakramentu - oburza się inny rodzic i radny Tomasz Szwed.
- Kiedy uprzedzaliśmy, że zawiadomimy o jego zachowaniu zwierzchników, śmiał
się, mówiąc, iż nic mu nie zrobią, bo jest bliską rodziną prymasa Polski abp.
Józefa Glempa - dodaje Jacek Wiśniewski.
Mimo gróźb w listopadzie 2005 roku parafianie napisali do prymasa. Po kilku
tygodniach na list odpowiedział bp Jarecki. Napisał, że występowanie przeciw
proboszczowi jest złamaniem IV przykazania, bo "ksiądz jest jak ojciec".
Pod koniec marca ktoś przykuł do drzwi kościoła żółtą taczkę z napisem:
"proboszcz won". Sekatorami odcięła ją straż pożarna.
Kto taczkę postawił?
- Tylu ludzi sobie zraził, że mógł to zrobić każdy - uważa Tomasz Szwed.
Mieszkańcy Raszyna mają żal do wójta gminy Piotra Iwickiego. Zamiast poprzeć
ich starania, pojechał bronić proboszcza do kurii. Tymczasem w rozmowie z "Rz"
wójt wyjaśniał, że niewiele wie na temat sporu z proboszczem.
Sam ks. Krysztofik nie znalazł czasu na rozmowę z dziennikarzami "Rz".
Zasłaniał się "ciszą potrzebną na skupienie" podczas rekolekcji dla księży, w
których obecnie uczestniczy. Zarzuty wiernych nazywa "papierowymi pomówieniami
i plotkami".
Tymczasem w Raszynie akcja zbierania podpisów pod odwołaniem księdza trwa. Do
wczoraj na liście było 120 kolejnych nazwisk.
www.rzeczpospolita.pl/dodatki/warszawa_060421/warszawa_a_1.html