Gość: Docent
IP: *.pwradio.pl
17.04.02, 09:05
Ostatnio dużo się mówiło o zmianach przepisów celnych i ich zasadności
natomiast mało kto zwrócił uwagę jak te zmiany zadziałały w praktyce.
Przedstawię to na własnej skórze. Tzw. "laweciarz" sprowadził auto w lutym
2002, rozpoczął formalności celne i zaczął dawać ogłoszenia sprzedam...,
zainteresowałem się, obejrzałem, dałem niedużą zaliczkę i czekam. W między
czasie Urząd Celny (wielkopolskie) zmienił przewidywany termin oclenia z końca
marca na koniec kwietnia i czekam dalej...
Ale zmieniają się przepisy (rozporządzenie ministra z 22.03.2002 wchodzące w
życie 26.03) - jestem spokojny przecież prawo nie działa wstecz a w telewizji
trąbią, że wszyscy którzy zdąrzą do 25.03 na granicę odprawiają się po staremu
(no i oczywiście ustawiły się kolejki - napędzono koniunkturę), jednak po
przejżeniu przepisów okazuje się, że powstała dodatkowa akcyza od każdej
sprzedaży przed zarjestrowaniem auta (która obejmuje wg. Urzędów Skabowych
również sprowadzone na staych zasadach samochody). Wyjściem wydaje się
zarejestrowanie auta przez "laweciarza" na siebie ale tu kolejne kruczki, w ten
sposób samochód traci właściwości towaru handlowego i "laweciarz" (prowadzący
legalną działalność gospodarczą) zapłaci podwójny VAT (od faktury - którą mi
wystawi oraz nie odliczy VAT'u granicznego).
W ten sposób rząd okradł tysiące laweciarzy - przecierz nikt nie był w stanie
poznać tych przepisów, gdy wyjezdżał po samochód - rozporządzenie weszło w
życie i ukazało się w tym samym dniu.
Działanie rządu wraz z celową opieszałością UC (w 2001 odprawiano tylko 20%
mniej aut i nie było problemów z terminami) nazwłbym "polowaniem z nagonką".
Straciłem wszelkie wątpliwości moralne co do oszukiwania FISKUS'a.