emes-nju
30.10.05, 12:54
Wielokrotnie pisalem, ze jestem zdania, ze fotoradary nie spelniaj ZADNEJ roli wychowawczej. Spelniaja tylko role automatycznego poborcy podatku od braku spostrzegawczosci.
Wczoraj w Top Gear Clarkson przytoczyl wyniki badan, w swietle ktorych wzrostowi liczby fotoradarow towarzyszyl wzrost liczby smiertelnych wypadkow (!). Wyjasnil potem, z wlasciwa sobie blazenada, przyczyne - kierowca zamiast patrzec na droge, patrzy na "zegary" i rozglada sie czy w krzakach nie ma magicznej skrzyneczki. Hm... cos w tym jest.
Ponizej wypowiedz, ktora w dobitny sposob obrazuje mechanizm takiego dzialania:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20&w=30882741&a=30968354
Jezdze tamtedy codziennie do pracy. Zwykle nie jade szybciej niz ok. 80 km/h (bo jakis sabotazysta postawil na trzypasmowej autostradzie w szczerym polu, za to z wszelkimi zabezpieczeniami, 70 km/h) i opisywana przerwe zauwazylem dopiero po przeczytniu powyzszego postu... Wymagalo to dlugiego oderwania oczu od jezdni i skoncentrowaniu sie na czyms daleko poza droga. A w przytaczanym watku mowa byla o tym jak uniknac mandatu jadac znacznie szybciej niz jezdze tam ja!
Wydaje mi sie, ze o ile walka z jezdzacymi znacznie za szybko jest potrzebna, o tyle metody stosowane w tym celu nie daja ZADNYCH rezultatow (co widac...). Wydaje mi sie, ze jedyna metoda sa CYWILNE samochody jezdzace z rejestratorami. Jadacy za szybko jest zatrzymywany natychmiast i natychmiast karany (a nie dostaje poczta mandat wtedy, kiedy juz zapomnial, ze kiedykolwiek jechal droga, na ktorej go zlapali). Poza tym kazde dziecko wie gdzie moze stac suszarka lub fotoradar - cywilny samochod jest bardzo trudno wykrywalny, a tym samym nie zna sie dnia ani godziny. Tylko, ze samochody sa drogie, jazda nimi tez, a radar czy fotoradar to jednorazowa inwestycja, ktora potem nie wymaga juz prawie zadnych nakladow. Pomijam juz pytanie z czego beda finansowane budzeciki jak SKUTECZNIE wyeliminuje sie jezdzacych za szybko...