michal_polonus
30.08.08, 22:59
Przyznam, że nie jestem bez winy. Zdarza mi się np. jechać 70 km/h na terenie
zabudowanym (pusto, weekendowo). Jednak z zasady nie szarżuję. Na trasie
(droga krajowa) jeżdżę przepisowo 90. No i... wszyscy mnie wyprzedzają :)
nawet matizami,
a jak nie mogą (zakaz) to siedzą mi na kufrze, dając mi do zrozumienia, że
jestem zawalidrogą.
Nie robię problemu, zjedżam na pobocze, zwalniam itd. - bo po prostu nie lubię
mieć napalonych gości na zderzaku.
Ale tak sobie myślę, że jednak nadmierna prędkość to podstawowy powód
wypadków. Wiem - dziurawe polskie drogi, zły system szkolenia itd. - ale to
jednak kozactwo jest kluczowe. Jak jedziesz 80km/h to w razie zagrożenia masz
dużą szansę coś zrobić. Jak zasuwasz przez te polskie "ałtostrady" 150 km/h to
jak ci ktoś wjedzie na twój pas to najlepszy refleks nie pomoże.
Dlatego dobrze, że te radary stoją - choć znając moje szczęście, to to mi
zrobią fotkę, kiedy zasuwam 60 przy ograniczeniu do 40, a kozakom się upiecze
(CB, migacze ostrzegawcze)