Niedawno wpadłem na to forum oraz kilka blogów poświęconych
oszczędzaniu i postanowiłem uporządkować moje studenckie wydatki.
Moje pieniądze nie są kosmiczne i szybko znikają.
Pierwszym moim krokiem było zrezygnowanie z korzystania z kart
kredytowych. Założyłem je sobie aby, o ironio!, lepiej panować nad
wydatkami. Myślałem sobie, że będę miał wyciąg, będę wiedział co
gdzie wydałem itd. No i niestety wcale nie zapanowałem nad zakupami,
wręcz przeciwnie - rozbuchały się generując na koniec każdego
miesiąca dodatkowy dług. Teraz na kartę kredytową robię tylko
poważniejsze zakupy dóbr trwałych (książki, sprzęt elektroniczny) i
to po dłuższym zastanowieniu.
Drugim krokiem, który podjąłem od pierwszego listopada, było
zapisywanie wydatków. Stworzyłem sobie w arkuszu kalulacyjnym
tabele, do których wpisuję wydatki podzielone na kategorie. Na
bieżąco liczą mi się wydatki, odchylenia od zaplanowanych wydatków,
prognozy wydatków na koniec miesiąca. I muszę przyznać, że nastąpił
cud. Ograniczyłem wydatki mimowolnie. Teraz każdy wydatek muszę
zapamiętać (żeby na koniec dnia go zarejestrować) i naprawdę
bardziej się pilnuję, aby nie wydawać pieniędzy na głupoty. Mam
tylko nadzieję, że wytrwam przy wklepywaniu danych do arkusza.
Kolejnym krokiem powinno być wyeliminowanie zakupów na kampusie
(jakieś przegryzki, kawa, itp.). Tym chyba zajmę się jednak później.
O, jeszcze jedno - przeprowadziłem się w miejce, w którym mam daleko
do sklepów. I nie mam czasu do nich chodzić. Dlatego zakupy raz czy
dwa razy w tygodniu to konieczność. Dzięki robieniu zakupów rzadziej
mimowolnie wydaje się mniej. Ja na przykład na każdych zakupach
muszę sobie kupić "coś dobrego". Więc mniej razy "muszę"

.