sibeliuss
20.04.10, 10:13
Mam przesympatycznych znajomych, oszczędni, racjonalni i w wielu
kwestiach świetnie gospodarujący majątkiem i gotówka. Ona skrzętna,
podziwiam ją za umiejętność zakupów - nic nie wyrzuca, umie
zaplanować. Tym nie mniej jest dziura w tym ich worku, jest nią
auto. Nie potrafią zrezygnować z wygodnictwa, jazdę komunikacją
traktują jako najgorszy objaw biedy i upodlenia, jakby mogli to do
kiosku po drugiej stronie ulicy pojechaliby samochodem. I w tym
momencie zastanawia mnie - żyć oszczędnie, aby móc wozić tyłek w
każde miejsce? (dodam, że mieszkamy w stolicy, gdzie wszędzie da się
dojechać komunikacją zbiorową - oszczędność czasu jest trochę
oksymoronen, bo albo kasa albo czas).
Dodam, że są bezdzietni, więc wożenie dziecków po przedszkolach
odpada.