Odkurzacz padł w ubiegłym tygodniu - było do gówno produkcji Holden, za 89 zł, nabyte rok temu. Od razu pojechaliśmy z chłopakiem do MM obejrzeć następcę i z planowanych max 200 zł zrobiło się 300, bo coś tam, pani doradzała, wiadomo. Facet też mówi: "Chytry dwa razy traci". Okej, racja, ale ja NIE MAM takiej kasy, po prostu nie wyskrobię z grudniowego budżetu 300 zł na odkurzacz.
Podliczyłam sobie - mogę wydać max. 150-160 zł. W tej cenie mieszczą się takie modele jak Zelmer Elf lub Zelmer Dot. Muszę go kupić, bo pies linieje na potęgę, możecie sobie wyobrazić, co mam po tygodniu nie odkurzania...
I teraz pytanie - zapożyczać się (bo innej opcji nie ma) i kupić sobie coś powyżej 300 zł, czy kupić takiego np. Zelmera za 150 zł i liczyć się z tym, że może mi podziękować za współpracę równie szybko, co poprzedni. Opinie w necie sprawdzałam na temat tych dwóch modeli, są okej, ale jednak... Za 150 zł to nie ta jakość co za 300.
Będę wdzięczna za podpowiedzi.
PS: Raty nie wchodzą w grę.