Dodaj do ulubionych

Wyjście z sytuacji - długie...

19.06.12, 07:11
Przyznaję, że sytuacja wymknęła się spod kontroli. Ostatnie 15 miesięcy zaciskałam pasa, po to by mój partner skupił się na spłacie długów. Wkopał się kilka lat temu w nieprzemyślany biznes i konsekwencje mamy do dziś.

W lutym 2011 roku okazało się, że zaległe należności związane z feralnym "biznesem" to kwota około 17 tysięcy zł. Zapadła decyzja, że on ze swoich zarobków (średnio około 7 tysięcy netto) pokrywa koszty mieszkania czyli 1000 zł i swój telefon, resztą zajmuję się ja. On w tym czasie miał spłacić wszelkie długi i zamknąć tamten rozdział.

Kilka dni temu okazało się, że opłata za mieszkanie ostatnia! jest z początku grudnia 2011 roku. 3 miesiące niezapłaconych rachunków na telefon. Pełno należności w US i ZUSie, wraz z odsetkami. Wszystkiego razem prawie 47 tysięcy!!!

Ja z moich niespełna 2 tysięcy nie byłam w stanie odłożyć zbyt wiele, mając na głowie media i wszystko do domu. To co mam, pewnie pójdzie na część długu za mieszkanie.

Ogólnie to jestem rozbita, nie mam siły, czuję się oszukana i już chciałam się pakować i zostawić go z tym wszystkim, ale jednak nie. Muszę znaleźć jakieś rozwiązanie. I tutaj potrzebna mi jest pomoc, gdyż są przynajmniej dwie opcje:

1. Partner posiada w pewnym mieście wojewodzkim mieszkanie, jak zostało wyposażone we wczesnych latach osiemdziesiątych tak nic się tam nie zmieniło. Oczywiście od roku stoi puste, nie ma szans na wynajem, ogłoszenia wisiały miesiącami sad Po prostu standard nie ten.
Pomyślałam, żeby wziąć pożyczkę hipoteczną na to mieszkanie. Jego wartość to około 150 czy 170 tysięcy. Pożyczka w wysokości 50 tysięcy wzięta na 5 lat generuje raty w wysokości około 1100 zl.
NM obawia się, że może coś nie wyjść i straci mieszkanie. (Oboje prowadzimy działalność gospodarczą i nie mamy zbyt regularnych dochodów) Stwierdziłam, że w takim razie spieniężymy co się da, powinno z tego być przynajmniej 7 tysięcy. Czyli plan jest taki:
* Pożyczka hipoteczna - 50 000 zł
* Spłata długu - 47 000 zł
* zostają 3000 + kwota ze sprzedaży naszych zbytecznych dóbr = minimum 10 tysięcy

Za pozostałe 10 tysięcy zrobilibyśmy lifting mieszkania, tak żeby je wynająć. Z odstępnego oczywiście czynsz, reszta odrazu na spłatę pożyczki. Myślę, że musielibyśmy dokładać jakieś 500 zł miesięcznie do spłaty. Żeby mieć zabezpieczenie przed terminową spłatą kredytu po prostu ja bym się tym zajmowała.


2. NM uważa, że kredyt nie wchodzi w grę ponieważ kolega obiecał mu pożyczyć pieniądze! A woli mieć długi u kumpla niż w banku… Jednak tutaj zaczynają się schody. Człowiek ten zarabia około 30 tysięcy netto miesięcznie. Mieszka w wynajmowanym mieszkaniu, rozwala kasę na prawo i lewo i przeważnie tydzień przed wypłatą żywi się u nas… Wg mnie tej kasy nie zobaczy, a nawet jeśli to prędzej czy później zażąda od ręki spłaty bo mu zabrakło na imprezę…


Czy mój plan z pożyczką hipoteczną jest naprawdę tak mało racjonalny? Czy jest jak twierdzi NM nieżyciowy i niemożliwy do realizacji?
Jakich argumentów mam użyć?


P.S.:
* przeprowadzka do owego mieszkania nie ma racji bytu - oszczędność na mieszkaniu byłaby rzędu 400 zł miesięcznie, a strata w dochodach w związku ze zmianą miejsca zamieszkania byłaby drastyczna
* Ja na siebie kredytów brać nie będę - nie ja narobiłam te długi, nie ja je ukrywałam i ja ze swoich pieniędzy spłacać ich nie będę.
Obserwuj wątek
    • re_ni73 Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 07:37
      Ja czegoś nie rozumiem Ty masz 2 tyś a partner 7 i to Ty musiałaś jego długi spłacać? Do tego jeszcze to zadłużone przez partnera mieszkanie. Ja bym w takim związku nie siedziała,uważam Twojego partnera za pasożyta,żerującego na Tobie. Przepraszam ale jak to czytałam to ciśnienie mi się podniosło,musiałam powiedzieć co o tym myślę.
      • wkurzonaaaa Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 07:58
        Doskonale Cię rozumiem i wiem jak to wkurza, gdyż sama jestem straszneie tym wszystkim wkurzona.
        Oczywiście, że się usprawiedliwiam, jednak myślę, że warto to zaznaczyć: wcześniej tak nie było, owszem ja studiowałam, moje zarobki były tylko moje. Następnie trafił się ten okropny "biznes" kilka miesięcy było z nim dobrze, ruszyli z kopyta, nagle zaczęły się problemy i sytuacja zrobiła się naprawdę patowa.
        Ja można powiedzieć, że nadal studiuję, dopiero zaczynam swoją przygodę w tym biznesie, a owe dwa tysiące, ktore podałam to kwota uśredniona, jednak netto. Jego 7 może jest trochę przesadzone, ale 5 na pewno, przeglądałam deklaracje... nie wiem co robić, wierzę, że jest to kryzys i damy radę z niego wyjść
      • wkurzonaaaa Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 08:01
        e_ni73 napisała:

        > Ja czegoś nie rozumiem Ty masz 2 tyś a partner 7 i to Ty musiałaś jego długi sp
        > łacać? Do tego jeszcze to zadłużone przez partnera mieszkanie.


        Nie. Ja nie spłacałam i nie mam zamiaru spłacać jego długów. Umówiliśmy się, że on ze swoich zarobków pokryje koszty najmu mieszkania i długi. Z moich zarobków będziemy "żyć".
        • annielika Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 08:18
          Nie boisz sie, ze on w przyszlosci narobi jeszcze wiecej dlugow? Przeciez teraz ukrywal przed toba fakt, ze nie placi za mieszkanie i telefony, zus, us... teraz dlug jest bardzo duzy, z 17.000 do 47.000 to naprawde niebagatelna kwota. 17.000 dlugu bym wybaczyla, bo okej biznes to jest jednak ryzyko... ale tych dodatkowych 30.000 to juz raczej nie.

          Naprawde jestem troche zszokowana, ze chcesz nadal sie pakowac w taki zwiazek.

          Ale jesli juz, to pomysl z hipotecznym kredytem nie jest zly. A juz napewno duzo lepszy, niz pozyczanie od kolegi tak duzej kwoty.
          • wkurzonaaaa Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 08:34
            annielika napisała:

            > Nie boisz sie, ze on w przyszlosci narobi jeszcze wiecej dlugow? Przeciez teraz
            > ukrywal przed toba fakt, ze nie placi za mieszkanie i telefony, zus, us... ter
            > az dlug jest bardzo duzy, z 17.000 do 47.000 to naprawde niebagatelna kwota. 17
            > .000 dlugu bym wybaczyla, bo okej biznes to jest jednak ryzyko... ale tych doda
            > tkowych 30.000 to juz raczej nie.

            Oczywiście, że się boję. Gdybym się nie bała byłabym chyba najgłupszą istotą na świecie.
            Boję się tego bardzo, boję się, że spadniemy z deszczu pod rynnę. Boli mnie cholernie zatajenie tego faktu. Niestety, ale w tym związku to ja bardziej racjonalnie myślę i może wcześniej coś by dało się zrobić. Tłumaczę sobie wszystko wstydem, jakimś rozczarowaniem. W ubiegłym tygodniu miała odbyć się sprawa sądowa, ciągnie się ten cudowny "biznes", liczył na spłatę od wspólnika prawie 35 tysięcy, sprawa odroczona... Każdy specjalista, z ktorym konsultowałam tę sytuację uważa, że szanse na spłatę są niewielkie, ale on żyje jakąś głupią nadzieją sad

            >
            > Naprawde jestem troche zszokowana, ze chcesz nadal sie pakowac w taki zwiazek.

            Nie przekreślę 6 lat, ot tak po prostu, nie zostawię go w tak beznadziejnej sytuacji. Ale jeśli to przetrwa to cóż ja rządzę kasą i kontroluję jego finanse co do złotówki - już mu to oznajmiłam sad
            • zooba Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 09:28
              To, co mu zapowiedziałaś to on może mieć głęboko gdzieś, w końcu to jego pieniądze i wcześniej czy później to usłyszysz.
              Moja mama ma taka sytuację od lat, ojciec robi w tajemnicy przed nią długi, ona potem nie wymaga od niego dokładania się do kosztów życia, bo on taki biedny zadłużony....
              Uciekaj zanim utoniesz razem z biednym misiem.
            • black_halo Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 10:35
              Nie rob z siebie samarytanki i przekresl te lata. Teraz zal ci moze 6sciu straconych lat ale pozniej bedzie ci zal osmiu, dziesieciu czy pietnastu. On sie nie zmieni - po pierwsze to klamca bo zatail swoje zobowiazania, po drugie majac takie zarobki mozna bylo te 17 tys spokojnie splacic w pol roku, nieco zacisnac pasa i tyle. Ale zrobienie kolejnych 30 tys dlugo to juz wyzsza szkola jazdy. Otworz oczy i zobacz, ze on wchodzi w jakies dziwne interesy, pozycza od kumpli, ktorzy tez nie umieja utrzymac kasy w kieszeni.

              Radze ci dobrze, odejdz i zapomnij a za jakis czas znajdz sobie uczciwego partnera bo teraz to mozesz tylko zmarnowac zycie.
              • robitussin Re: Wyjście z sytuacji - długie... 21.06.12, 08:04
                > Radze ci dobrze, odejdz i zapomnij a za jakis czas znajdz sobie uczciwego partn
                > era bo teraz to mozesz tylko zmarnowac zycie.

                Albo jeśli nie chcesz przekreślać tego, co było, przynajmniej zacznij żyć równolegle i niezależnie od niego. Niech każdy prowadzi samodzielnie swój budżet. Jeśli zobaczysz, że on bez problemu daje sobie radę ze spłatą własnych zobowiązań nie angażując do tego innych osób, to jest szansa. Jeśli nie, to krzyżyk na drogę, a Ty przynajmniej nie będziesz kiedyś spłacać cudzych długów.
                Mam nadzieję, że nie chodzi Ci po głowie zawarcie małżeństwa w takiej sytuacji, bo byłoby to najgłupsze posunięcie.
                • wkurzonaaaa Re: Wyjście z sytuacji - długie... 21.06.12, 14:03
                  Hmmm czegoś tu nie rozumiem, tzn może mam zbyt płytką wyobraźnię, jednak jak mamy prowadzić osobny budżet? tzn mieszkanie po połowie, a co z jedzeniem czy coś? mamy podzielić połki w lodówce i to jest moje, a to Twoje i nikt nie rusza tego co nie jego? Nie bardzo widzę taki układ, logistycznie jest on nie do pokonania.
                  Nasza "umowa" sprzed 15 miesięcy o tym, że on płaci tego tysiaka za mieszkanie, resztą zajmuję się ja, on koncentruje się na spłacie długów - to był swoisty konsensus bo jak to inaczej określić ?

                  Małżeństwo nie chodzi mi po głowie, ani nigdy nie chodziło, także spokojnie wink
                  • robitussin Re: Wyjście z sytuacji - długie... 21.06.12, 14:25
                    wkurzonaaaa napisała:

                    > Hmmm czegoś tu nie rozumiem, tzn może mam zbyt płytką wyobraźnię, jednak jak ma
                    > my prowadzić osobny budżet? tzn mieszkanie po połowie, a co z jedzeniem czy coś
                    > ? mamy podzielić połki w lodówce i to jest moje, a to Twoje i nikt nie rusza te
                    > go co nie jego? Nie bardzo widzę taki układ, logistycznie jest on nie do pokona
                    > nia.

                    Ależ jest - on mieszka oddzielnie, Ty oddzielnie. Jest mnóstwo "wolnych" związków, które doskonale w taki sposób egzystują. Jeśli się kochacie, to spokojnie dacie radę przetrwać. Nic przecież nie stoi na przedszkodzie, by się spotykać, wspólnie spędzać czas, nawet u siebie pomieszkiwać, ale generalnie każdy niech pozostanie niezależny, głównie mieszkaniowo i finansowo. Ja nie mówię, że to ma być sposób na całe życie, ale na trochę, żeby sprawdzić na ile on jest w stanie wykaraskać się sam z problemów, jakie narobił, a na ile czuje się wykorzystywaczem i pasożytem (naprawdę trudno to inaczej nazwać w Waszej sytuacji).
                    Albo jeśli taki układ Wam nie odpowiada, to zostańcie razem, ale przejmij PEŁNĄ kontrolę nad całymi Waszymi dochodami i Ty decyduj na co i ile pieniędzy jest wydawane. Innymi słowy kasa idzie na Twoje konto, gdzie on nie ma dostępu i Ty podejmujesz decyzje po ustaleniach z nim. On sam nie. Aż dług zostanie spłacony do ostatniego grosza. Inaczej w Waszej sytuacji się nie da. Albo zaczniesz dbać także o swoje interesy, albo obudzisz się kiedyś z ręką w nocniku. Z długami i bez faceta sad

                    > Nasza "umowa" sprzed 15 miesięcy o tym, że on płaci tego tysiaka za mieszkanie,
                    > resztą zajmuję się ja, on koncentruje się na spłacie długów - to był swoisty k
                    > onsensus bo jak to inaczej określić ?

                    OK, ale to przecież nie wypaliło, więc nie ma sensu powtarzać takich umów. Jemu zostawało 6 tys. zł na spłatę tylko samych długów (bo żył przecież na Twój koszt), a mimo to nie dał rady ich spłacić, a wręcz te długi powiększył o kolejne 30 tys? Kurna przecież przy takich dochodach dług 17 tys. to jest raptem 4-6 rat pożyczki w banku nawet bez zaciskania pasa, więc naprawdę nie wiem, jak można tego nie spłacić. Coś tu jest bardzo nie halo, więc naprawdę powinniście rodzielić Wasze majątki i życie, do momentu aż on wyjdzie na prostą albo przynajmniej udowodni, że to potrafi.

                    > Małżeństwo nie chodzi mi po głowie, ani nigdy nie chodziło, także spokojnie wink

                    Przynajmniej tutaj trzeźwo myślisz wink
                    Od razu napomknę, że na razie zapomnij też o dziecku, gdyby to chodziło Ci po głowie.
        • robitussin Re: Wyjście z sytuacji - długie... 21.06.12, 07:56
          wkurzonaaaa napisała:

          > e_ni73 napisała:
          >
          > > Ja czegoś nie rozumiem Ty masz 2 tyś a partner 7 i to Ty musiałaś jego dł
          > ugi sp
          > > łacać? Do tego jeszcze to zadłużone przez partnera mieszkanie.
          >
          >
          > Nie. Ja nie spłacałam i nie mam zamiaru spłacać jego długów. Umówiliśmy się, że
          > on ze swoich zarobków pokryje koszty najmu mieszkania i długi. Z moich zarobkó
          > w będziemy "żyć".

          Ale nic z tej umowy nie wyszło, bo partner żyje na Twój koszt, a swoich długów nie spłaca. Co więcej - powiększa je.
      • robitussin Re: Wyjście z sytuacji - długie... 21.06.12, 07:51
        Właściwie dokładnie to samo mi się nasunęło.
        Dla mnie to jakaś kosmiczna pomyłka - facet narobił długów, robi je nadal, zachowuje się nadal beztrosko, a jego partnerka bierze sobie problemy na głowę.
        Nie potrafię pomóc. Nie rozumiem bowiem, jak przy dochodach 7000 zł na osobę, mając 17 tys. długów można sobie dorobić kolejne 30 tys i oczekiwać wsparacia u partnerki zarabiającej 2000 zł. Wiałabym stamtąd gdzie pieprz rośnie, a w najgorszym przypadku w ogóle przestała się interesować, jak rozwiązać problem.
    • krzysztofsf Jaka pozyczka??? 19.06.12, 08:25
      Sprawdzcie najpierw BIK - jak jest wpisany do rejestru jako niesumienny dluznik, to zaden bank nic nie pozyczy.
      Przy okazji - z taka osoba, nawet jesli zostanie "slubnym" nalezy podpisac notarialnie rozdzielnosc majatkowa z wyliczeniem majatku przedmalzenskiego kazdej strony.

      wedlug mnie krotka pilka - mieszkanie sprzedac i pokryc z tego dlugi.
      Co zostanie. po oplaceniu podatku wplacic na lokaty.
      • wkurzonaaaa Re: Jaka pozyczka??? 19.06.12, 08:37
        krzysztofsf napisał:

        > Sprawdzcie najpierw BIK - jak jest wpisany do rejestru jako niesumienny dluznik
        > , to zaden bank nic nie pozyczy.

        Nie jest wpisany, sprawdzone.
        Wszelkie zaległości, na które pojawiał się sądowy nakaz zapłaty były spłacone. Sprawdziłam to dość dokładnie.

        Mieszkania sprzedać nie może/nie chce, dlatego uważam, że ta pożyczka hipoteczna byłaby optymalnym rozwiązaniem.
        • krzysztofsf Re: Jaka pozyczka??? 19.06.12, 09:39
          wkurzonaaaa napisała:

          > krzysztofsf napisał:
          >
          > > Sprawdzcie najpierw BIK - jak jest wpisany do rejestru jako niesumienny d
          > luznik
          > > , to zaden bank nic nie pozyczy.
          >
          > Nie jest wpisany, sprawdzone.

          Co sprawdzone?
          Ma dobra historie kredytowa?
          Brak sladu po nakazach sadowych i nieterminowych uregulowanych z duzym opoznieniem platnosciach?
          Osobiscie widzialas raport z BIK czy tylko opierasz sie na zapewnieniach partnera?

          > Wszelkie zaległości, na które pojawiał się sądowy nakaz zapłaty były spłacone.
          > Sprawdziłam to dość dokładnie.
          >
          > Mieszkania sprzedać nie może/nie chce, dlatego uważam, że ta pożyczka hipoteczn
          > a byłaby optymalnym rozwiązaniem.

          Jesli bedziesz wspolpozyczkobiorca..........

          Jesli nie zmienisz nastawienia, to wpadniesz w jeszcze wieksze klopoty.

          Przede wszystkim zadne "on reguluje" platnosci, raty i co tam jeszcze.
          powinnas miec dostep do konta na ktore wchodza przychody i splacac z niego przelewani internetowycmi wszelkie platnosci. Pelna kontrola nad caloscia wydatkow domowych. Ty splacasz, a nie pytasz sie, czy splacil.
          • wkurzonaaaa Re: Jaka pozyczka??? 19.06.12, 09:53
            Krzysztofie widziałam to na własne oczy, wstyd się przyznać, ale on nawet nie wie, że ja to sprawdzałam.

            Ja nie będę współpożyczkobiorcą, ewentualnie będzie to jego matka - ja tak to sobie wymyśliłam.

            Sprawdzanie wszystkiego już ma zapewnione.

            Ogólnie względem innego Twojego wpisu - nie jesteśmy małżeństwem i nigdy nie będziemy.
            • krzysztofsf Re: Jaka pozyczka??? 19.06.12, 10:32
              wkurzonaaaa napisała:


              >
              > Ogólnie względem innego Twojego wpisu - nie jesteśmy małżeństwem i nigdy nie bę
              > dziemy.

              No coz. Jesli masz imienne faktury na rzeczy w mieszkaniu bedace Twoja wlasnoscia....
      • ada16 Re: Jaka pozyczka??? 19.06.12, 08:39
        czy zwiekszenie zadluzenia oznacza ze dalej pakuje kasę w kiepski interes czy przepuszcza naprawo i lewo ? z posiadanych srednio 5 tys mial odkładac minimum 3 tys miesiecznie i przez ponad rok nie odlozyl plqnowanych 36 tys (12*3) a dorobil nastepne 30 tys dlugu.
        taki facet nie rokujesad
        • wkurzonaaaa Re: Jaka pozyczka??? 19.06.12, 09:36
          Zwiększenie zadłużenia, wg mojej wiedzy na chwilę obecną, spowodowane jest popadaniem z jednego długu w drugi. Największym obciążeniem była spłata pomieszczeń biurowych - zapłacił to z własnej kieszeni, chociaż powinno zostać to sfinansowane z funduszu spółki. Kilkanaście tysięcy zapłacone w chwili sądownego wezwania do zapłaty - sfinansował to zamiast podatku dochodowego z własnej działalności. Już sam ZUS i US generują spore koszty, jednak z tego co widzę to egzekucja jest "zamrożona", przeanalizuję dokumenty później.

          Dodatkowy dług jest wynikiem tego, że nie płacił ZUSu i nieszczęsnego podatku dochodowego.
          • krzysztofsf Re: Jaka pozyczka??? 19.06.12, 09:42
            wkurzonaaaa napisała:


            > Dodatkowy dług jest wynikiem tego, że nie płacił ZUSu i nieszczęsnego podatku d
            > ochodowego.

            Natychmiast podpisuj rozdzielnosc majatkowa. komornikowi sie nie wytlumaczysz.
            Bedziesz miala z czego kupowac mu paczki....
    • malwina.113 Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 08:44
      twój NM to chyba lekkoduch, ma kolege co zarabia 30 tys, szasta kasą i on moze chce tak samo (??)

      Z 5 tys mozna spłacic 17 tys lekko, a on narobił wiecej długów,

      bedziesz musiała całe zycie go kontrolowac, ja na twoim miejscu bym sie rozstala z nim jak zaplacicie zaległe czynsze a on niech mieszka w tym swoim do remontu

      ty pewnie wierzysz w niego i w ten związek... sad
      • malwina.113 Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 08:52
        juz samo to ze nie szuka racjonalnego wyjscia z sytuacji (jak ten kredyt hipoteczny, który byłby ok) tylko chce pozyczyc od kolegi któremu nie starcza do pierwszego (przy 30 tys)

        ja bym sie spakowała, gdzie tu poczucie stabilizacji ?? miłość prysnie jak nie bedziecie mieli co do garnka włożyć - znam takie pary

        ten kredyt to bardzo rozsadne wyjscie z sytuacji, ale za 5 lat bedziesz musiala szukac kolejnego źródła spłaty długów przy takim facecie

        • wkurzonaaaa Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 09:42
          malwina.113 napisała:

          > ja bym sie spakowała, gdzie tu poczucie stabilizacji ?? miłość prysnie jak nie
          > bedziecie mieli co do garnka włożyć - znam takie pary
          >

          Poczucie stabilizacji legło w gruzach i wpędzi mnie prędzej czy później w depresję - zdaję sobie z tego sprawę. Miłość jeszcze nie prysła, a niestety już kilka razy były sytuacje, że "nie mieliśmy co do garnka włożyć". Dokładnie w lutym, gdy jego konto zostało zablokowane przez komornika skarbowego, a ja dwa tygodnie czekałam na wynagrodzenie sad

          >
          > ten kredyt to bardzo rozsadne wyjscie z sytuacji, ale za 5 lat bedziesz musiala
          > szukac kolejnego źródła spłaty długów przy takim facecie

          Kredyt jest moim zdaniem najrozsądniejszym i bodajże jedynym wyjściem z sytuacji. Jednak jakich argumentów mam użyć by to do niego dotarło.

          Acha, widocznie jestem naiwna, ale wierzę w niego i jakoś przez 4 lata sytuacja finansowa była naprawdę dobra, dopiero ta przygoda z "biznesem" wywołała lawinę.
          • krzysztofsf Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 09:43
            wkurzonaaaa napisała:


            > i. Jednak jakich argumentów mam użyć by to do niego dotarło.

            Ze komornik przy nastepnej okazji sprzeda sam to mieszkanie - za grosze.
        • zuzanna56 Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 09:45
          Uciekłabym od takiego faceta gdzie pieprz rośnie.
          • ada16 Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 10:03
            Meszkacie w wynajetym mieszkaniu i wlasciciel nie interweniowal, ze nie placicie? nastepnym razem moze was po prostu wyrzucic
            • wkurzonaaaa Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 15:23
              Właścicielowi to nie robi, ma taki syf w księgowości, że głowa mała, w marcu dostaję faktury za styczeń czy grudzień z terminem płatności przekroczonym już o kilka tygodni. Nikt tego nie pilnuje.
              Dzisiaj rozmawiłam z administracją - mam zapłacić wszystkie zaległe media i zamknąć rok 2011, czyli zapłacić jeden czynsz.
              Ogólnie to jestem strasznie zmęczona i już nie do końca jasno myślę, także przepraszam za chaos
    • pyzzi Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 10:07
      Szczerze - to ufasz swojemu NM ?
      Bo on nie za bardzo się poczuwa do uczciwości wobec ciebie.
      Sama piszesz, że czujesz się oszukana. Jak potrafisz po takiej zdradzie żyć z nim dalej, spodziewaj się kolejnych atrakcji.
      Tylko proszę cię, pomyśl - czego w życiu chcesz dla samej siebie ?
      Gościa, za którego masz rozwiązywać problemy i opiekować się, żeby go niedobrzy koledzy nie wpuścili w jeszcze większe długi? A on jak zechce, to powie prawdę ?
      Gratulacje w takim razie, ale dla niego - świetnie się urządził. Takiej babki właśnie szukał wink
    • kinga_owca Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 10:21
      Dla mnie większym problemem niz długi jest to, że on Cię oszukał
      jeśli nadal w niego wierzysz to pomóż mu wyjśc z tej sytuacji, ale nie angażuj w to swoich pieniędzy - pożyczka na niego, żadnych wspólnych kont, jesli chcecie cos spienięzać to jego rzeczy, nie wasze wspólne i nie Twoje
      dałaś mu szansę zaciskając pasa - wyszło na to, że Ty owszem, zaciskałas, ale on nie
      i zacznij szybko budować własną poduszkę finansową
      • krzysztofsf Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 10:40
        kinga_owca napisała:

        > Dla mnie większym problemem niz długi jest to, że on Cię oszukał
        <ciach>
        > i zacznij szybko budować własną poduszkę finansową

        Ogolnie problemem przy takich ukladach jest to, ze jedna strona utrzymuje sprawy bytowe i z jej zakupow zostaje po jakims czasie doslownie i w przenosni g..o.

        Druga osoba wydaje SWOJE pieniadze na inne rzeczy i z jej srodkow pochodza twarde, majace wymierna wartosc zakupy. Sa juz co prawda precedensy (w innych krajach), ze po rozpadzie roznego rodzaju wieloletnich konkubinatow strona finansujaca wylacznie szybko zuzywajace sie dobra bytowe skutecznei sadownie dochodzila od drugiej rekompensaty, poniewaz jej zarobki zostaly przejedzone w zwiazku . Jednak gdy w gre wchodza dlugi wobec Panstwa......
    • angazetka Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 10:44
      Zwiewałabym od gościa w podskokach, zamiast się głowić, jak po raz kolejny go ratować. Oszukuje cię, robi długi, jest totalnie nieodpowiedzialny. Bałabym się żyć z kimś takim.
      • anten_ka Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 11:46
        Mam podobnie w związku. Nie będę się zagłębiać w szczegóły smile
        Dla mnie jedynym rozwiązaniem było przejęcie całej kasy i pilnowanie wszystkich zobowiązań. Oczywiście przejęcie jego pensji też!!! Jeżeli twój partner na to się zgodzi a ty się czujesz na siłach działać to widzę szanse dla Was. Brnie kolejnych pożyczek pod zastaw to nakręcanie spirali długu. Branie kasy od kolegi (takiego kolegi) to najgorsza opcja. Twój partner sporo zarabia i z taką pensją jest duża szansa na spłatę.
    • zonaniezona1 Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 11:46
      www.kobieceserca.pl/czytelnia-piekna_i_bestia.html
      Bierzesz na Siebie odpowiedzialność za coś co jest problemem partnera.
      CZemu za niego rozwiązujesz problemy ? Daj mu dojrzeć i dorosnąć....i samemu zdecydować o tym co robi ze swoim zyciem.
      • marzeka1 Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 13:02
        Schrzaniałabym od kogoś takiego, związku sensownego I TAK z ni ie stworzysz, za to możesz w czarnej d.upie się znaleźć przez jego nieodpowiedzialność, a ty znowu chcesz odgrywać Samarytankę..
    • beatrix_75 dobra rada 19.06.12, 12:49
      wiesz co , tak szczerze i porsto z serca -odpuśc sobie ta znajomość
      i uciekaj najdalej jak możesz
      podejrzewam ,ze masz zakodowany wzorzec pomocy i opieki nad takimi bezbronnymi i biednymi facetami , którzy mają pecha w życiu
    • lilyrush Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 13:30
      chyba bardzo bardzo go kochasz.....
      życzę Ci, żeby los Cię za to nagrodził, bo gorzej z tym facetem dopiero będzie...
      • verdana Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 14:14
        Popatrz na to od drugiej strony. Od roku żyjesz z facetam, który codzinnie Cię oszukiwał. Nie z tym, którego, jak Ci się wydaje, kochasz - ale z facetem, który spokojnie przejadał Twoje zarobki, wiedzac, ze nie płaci za mieszkanie - i ze z mieszkania mogą Cię wyrzucić. Nie jest tak, ze inwestował, dobrze czy źle swoje pieniądze - inwestował także Twoją przyszłość. Czyli kompletnie nie liczxy sie z Tobą, Ty jesteś od utrzymywania, załatwiania, natomiast co z Tobą bedzie dalej - panu wszystko jedno.
        Długi, jakich narobił doliczając do tego fakt, zę nie wydawła na utrzymanie ze swoojej pensji, są olbrzymie i nie sądzę, aby była to tylko spirala dlugów - bo te `17 tysięcy mógł spłacić, jednoczesnie wnoszac opłaty. Podejrzewam, zę te pieniądze gdzieś są, albo na coś zostały wydane.
        Musisz pamietac o jednym - tak będzie wyglądała resztą życia. Można zbankrutować, to jasne. Ale wiązać sie z oszustem, to skrajna głupota. Facet moze wyjść na prostą z finansami, ale na pewno resztę życia bedziesz oszukiwana i nie bedziesz mogła byc pewna niczego. Naprawde warto?
        • krzysztofsf Troll? 19.06.12, 14:26
          Biorac pod uwage jednowpisowa kariere wkurzoneeeeej na forum, zastanawiam sie, czy nie jest to kolejny troll prowokujacy burzliwa dyskusje na temat wymyslonej sytuacji?
          • zooba Re: Troll? 19.06.12, 15:05
            Może też być to osoba, która nie chce być zidentyfikowana i ukrywa się pod nowym nickiem.

            Jeśli to prawdziwa historia, przeraża mnie naiwność i wiara w poprawę delikwenta, wiara zupełnie pozbawiona uzasadnienia.
            • beatrix_75 Re: Troll? 19.06.12, 15:09
              też mam podejrzenia , co do prawdziwosci , niemniej jednak poczekajmy , co autorka odpowie w dalsych postach
              natomiast takich osób jest mnóstwo , neisttey gównie kobiet
              życie pisze takie scenariusze ,ze trudno w nie uwierzyć smile
              moze tu też mamy do czynieniaz czymś takim
            • wkurzonaaaa Re: Troll? 19.06.12, 15:16
              zooba napisała:

              > Może też być to osoba, która nie chce być zidentyfikowana i ukrywa się pod nowy
              > m nickiem.
              >

              Dokładnie tak jest. Chyba wstyd mi się przyznać przed całą społecznością forum, że można być tak naiwnym i głupim jak ja jestem.



              > Jeśli to prawdziwa historia, przeraża mnie naiwność i wiara w poprawę delikwent
              > a, wiara zupełnie pozbawiona uzasadnienia.

              Z tą wiarą jest tak samo jak żony alkoholików, narkomanów czy hazardzistów... one też wierzą, że oni się zmienią czy raczej, że one ich zmienią. Wiem, że jestem głupia i naiwna, że wywołuję jakieś skrajne emocje, ale uwierzcie, że nie jestem trollem i może przy następnym logowaniu pomylę się i napiszę ze swojego "prawdziwego" konta - czego o mało nie zrobiłam teraz smile
              • zakonna Re: Troll? 19.06.12, 15:30
                zastanów się poważnie nad tym co ludzie tutaj napisali. Ten facet to raczej nie jest materiał na dobry, normalny związek. A 6 lat to jeszcze nie wieczność, można zerwać po dłuższym czasie. ten Twój to taki biedny miś, którego Ty otaczasz opieką i troską a on, jakoś tak przez przypadek, robi 50 tys długi. Wbrew temu co piszesz to spłacasz pośrednio jego długi utrzymując go.
                • to-wlasnie-ja Re: Troll? 19.06.12, 16:09
                  Moim zdaniem Twoj pomysl z kredytem jest sensowny, natomiast z jego kolega absolutnie nie. Z tego co piszesz to facet rownie nierozgarniety finansowo. Co bedzie jak koledze noga sie powine? Skad nagle wytrzasniesz 30 tys.? Ty, bo Twoj partner znow zareaguje jak z tym biznesem, na ktorym poplynal, znow bedzie krecil i kombinowal nowe dlugi ,aby go splacic. Nie szukaj argumentow, ja bym jasno zapowiedziala, ze albo taka splata albo sie rozstajecie . Moze to troche jak szantaz, ale juz raz pomoglas a on tego nie uszanowal, trudno wiec wierzyc , ze nawet gdybys wziela na siebie po raz kolejny porzadki finansowe , on znow czegos nie wymysli. Argument partnera, ze to Ty jestes niezyciowa kompletnie mnie rozwalil.... A poza wszystkim - moze i nie chcesz przekreslac 6 lat, ale czy naprawde jestes gotowa zawierzyc mu kolejne? czy bedzies zyla spokojnie czy tez wciaz bedziesz przejmowala sprawy finansowe lub w tajemnicy sprawdzala jak nieodpowiedzialne dziecko. Kiedy Cie to zmeczy?
          • johana75 Re: Troll? 19.06.12, 17:24
            Lub stały bywalec który załozyl nowego nicka aby nie był powiazany z jego wczesniejszymi postami.

            Ja doprowadzilabym do spłaty długów z mieszkania i zwiewała gdzie pieprz rosnie, ale pewnie ty jestes zaślepiona i będziesz odgrywać rycerza na białym koniu. Współczuje...
            • malwina.113 Re: Troll? 19.06.12, 18:39
              dziwne w tej całej sytuacji jest to, ze włascieciel mieszkania nie interesuje się regulowaniem czynszu, za wynajem tez sie nie upomina???

              naiwna ta historia, by była prawdziwa
              • wkurzonaaaa Re: Troll? 20.06.12, 14:41
                malwina.113 napisała:

                > dziwne w tej całej sytuacji jest to, ze włascieciel mieszkania nie interesuje s
                > ię regulowaniem czynszu, za wynajem tez sie nie upomina???
                >
                Wcześniej już to wyjaśniłam. Nie każdy wynajmuje mieszkanie od osoby, która ma tylko ten jeden lokal i się nim żywo interesuje smile



    • yoko0202 matko boska 19.06.12, 16:16
      po pierwsze, w kwestii formalnej, jeżeli facet ma długi w skarbówce i w zusie, to hipotecznego raczej nie dostanie - jeżeli prowadzi się działalność, to do kredytu trzeba przedstawić wszelkie zaświadczenia z tych instytucji o niezaleganiu

      po drugie, życzę Ci dużo szczęścia w życiu i może na razie nie zachodź w ciążę itp. - ten człowiek prędzej czy później wsadzi Cię na totalną minę, i obudzisz się z ręką w nocniku, po 40-ce, bez kasy i perspektyw. No ale niektórzy lubią się bawić w matkę teresę.
      • wkurzonaaaa Re: matko boska 19.06.12, 17:59
        WTF?
        W takim razie wprowadzono mnie w błąd, gdyż zostałam poinformowana, że pożyczkę hipoteczną bierze się pod zastaw własnościowego mieszkania i jest to najłatwiejsza i nalepsza forma uzyskania pieniędzy na dowolny cel, nawet w takiej sytuacji.
        No, ale doczytalam i kuźwa faktycznie. Także klops i jestem w tym momencie rozwalona już całkowicie.
        Trzeba dostarczyć takie dokumenty:
        Dokumenty związane z uzyskiwanym dochodem
        Zaświadczenie o wpisie do ewidencji działalności gospodarczej lub decyzję administracyjną o udzieleniu koncesji bądź zezwolenia, wydaną przez właściwy organ administracji lub w przypadku spółki jawnej wyciąg z KRS.
        Zaświadczenie o nadaniu nr REGON.
        Roczne zeznanie podatkowe złożone w US za ostatni rok podatkowy z potwierdzeniem przyjęcia zeznania podatkowego przez US lub z załączonym indywidualnym potwierdzeniem nadania go na poczcie lub zaświadczenie z US stwierdzające kwotę dochodu uzyskaną za ostatni rok podatkowy i w roku bieżącym do dnia złożenia wniosku.
        Kopia lub wydruk Książki Przychodzów i Rozchodów za ostatni rozliczony miesiąc z pieczątką firmową i podpisem osoby uprawnionej.
        Dowody opłacenia zaliczek na podatek dochodowy za miesiące następujące po okresie rozliczonym deklaracją PIT w formie zaświadczenia z banku lub bankowego wyciągu z rachunku bieżącego.
        Dokument potwierdzający wybór skali podatkowej.
        Zaświadczenie z US i ZUS o braku zaległości (oryginały, ważne 1 miesiąc) - także w przypadku zaprzestania lub zawieszenia działalności w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

        • yoko0202 Re: matko boska 19.06.12, 20:54
          wkurzonaaaa napisała:

          > WTF?
          > W takim razie wprowadzono mnie w błąd, gdyż zostałam poinformowana, że pożyczkę
          > hipoteczną bierze się pod zastaw własnościowego mieszkania i jest to najłatwie
          > jsza i nalepsza forma uzyskania pieniędzy na dowolny cel, nawet w takiej sytuac
          > ji.
          > No, ale doczytalam i kuźwa faktycznie. Także klops i jestem w tym momencie rozw
          > alona już całkowicie.

          to nie Ty powinnaś być rozwalona tylko on bo to jego długi, to nie Ty powinnaś kombinować kasę, tylko on; ten człowiek pociągnie Cię na dno finansowe i dno rozpaczy
          im szybciej zaczniesz sobie z tego zdawać sprawę, tym lepiej, bo za moment w desperacji i na skutek jego wkrętów zaczniesz brać pod uwagę wzięcie kredytów na siebie.
          (piszę z doświadczenia, gdyby nie to, że mój były od niedawna przebywa w areszcie za oszustwa finansowe, pomyślałabym że to o nim piszesz hehe bo schemat ten sam)
          obudź się dziewczyno
          • wkurzonaaaa Re: matko boska 20.06.12, 14:47
            yoko0202 napisała:

            >
            > to nie Ty powinnaś być rozwalona tylko on bo to jego długi, to nie Ty powinnaś
            > kombinować kasę, tylko on; ten człowiek pociągnie Cię na dno finansowe i dno ro
            > zpaczy
            > im szybciej zaczniesz sobie z tego zdawać sprawę, tym lepiej, bo za moment w de
            > speracji i na skutek jego wkrętów zaczniesz brać pod uwagę wzięcie kredytów na
            > siebie.
            > (piszę z doświadczenia, gdyby nie to, że mój były od niedawna przebywa w areszc
            > ie za oszustwa finansowe, pomyślałabym że to o nim piszesz hehe bo schemat ten
            > sam)
            > obudź się dziewczyno

            Ja na siebie kredytu nigdy nie wezmę. Nie jestem ich zwolenniczką, a już na pewno nie na ratowanie dupska kogoś kto wpędził się w kłopoty finansowe z własnej głupoty. On o tym doskonale wie i zapewne przez moje wieloletnie gadanie o swoim stosunku do wszelkich pożyczek, rat i kredytów używał podobnego argumentu na ostateczność w postaci proponowanej przeze mnie pożyczki hipotecznej.

            Już się obudziłam, na dno finansowe mnie nie pociągnie, natomiast gdzieś przy dnie rozpaczy już jestem.
    • marajka Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 16:50
      > 1. Partner posiada w pewnym mieście wojewodzkim mieszkanie, jak zostało wyposaż
      > one we wczesnych latach osiemdziesiątych tak nic się tam nie zmieniło. Oczywiśc
      > ie od roku stoi puste, nie ma szans na wynajem, ogłoszenia wisiały miesiącami :
      > ( Po prostu standard nie ten.

      Nie wierzę. Może spuśćcie kilka stów i tyle. W mieście wojewódzkim, czyli raczej dużym, gdzie studenci, przyjezdni i mieszkania nie można wynająć? Bo pewnie za drogie w stosunku do standardu.
      • abigell Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 17:19
        On się zmieni... tylko, że na gorsze...
        Takie osoby się nie zmieniają, już Cię oszukał, dalej będzie tylko gorzej. No i pytanie podstawowe dlaczego znowu Ty zajmujesz się myśleniem jak wybrnąć z tej sytuacji? On narobił długów, on niech ponosi konsekwencje. Na Twoim miejscu uciekałabym gdzie pieprz rośnie. A jeśli z nim nadal będziesz to go nie utrzymuj!!! Niech pan łoży na swoje utrzymanie. No i życzę Ci, żebyś w ciążę z nim nie zaszła, bo wtedy zobaczysz co taki nieodpowiedzialny człowiek potrafi zgotować. Niepewność losu to będzie wówczas Twój chleb powszedni, tylko tyle, że będziesz jeszcze odpowiedzialna za dziecko.
        Generalnie życzę Ci żebyś przejrzała na oczy.
        W kwestii meritum, już ktoś napisał, zasugerować panu, że jak komornik sprzeda mieszkanie za długi to niewiele mu zostanie. Wątpię, żeby otrzymał kredyt jeśli ma długi w ZUS i US.
        • krzysztofsf Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 18:37
          abigell napisał:



          > W kwestii meritum, już ktoś napisał, zasugerować panu, że jak komornik sprzeda
          > mieszkanie za długi to niewiele mu zostanie. Wątpię, żeby otrzymał kredyt jeśli
          > ma długi w ZUS i US.

          jeszcze tak sie zastanawiam, ze calkiem mozliwe, ze mieszkanie partnera, tylko.....przepisane dla bezpieczenstwa na mamusie - wlasnie, zeby komornik byl niegrozny. W takiej sytuacji bronienie sie przed wszelkimi probami kredytu mialoby dodatkowy sens - bo sprawa wlasnosci zaraz by sie wyjasnila.

          Nie mam nic przeciwko facetowi, ze wtopil w interesach - przyszly lata chude i tyle. Natomiast razi mnie, podobnie jak inne osoby, jego zaklamanie w twierdzeniu, ze reguluje platnosci bytowe, w czasie, gdy przeznaczal te pieniadze na cos innego.
          Co innego, gdyby (podejmujac ryzyko) wynegocjowal u partnerki, ze z racji na balagan w platnosciach u wlasicieli lokalu, chcialby opoznic platnosci bo ..xxxyyy...

          Wiele osob idzie na calosc, ale wczesniej zabezpieczaja sprawy bytowe najblizszych, przepisuja na nich majatek itp, goli i weseli podejmujac pozniej boj z fiskusem i zusem.
      • malwina.113 Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 18:41
        popieram, ja mieszkała w mieszkaniu standard sprzed 20 lat ale za male pieniądze, troche własnej inwencji i dało sie mieszkac 2 lata
        • malwina.113 Re: Wyjście z sytuacji - długie... 19.06.12, 18:42
          jak cena nie bedzie zbyt wygórowana chetni na wynajem sie znajdą bez względu na standard
          • wkurzonaaaa Re: Wyjście z sytuacji - długie... 20.06.12, 14:58
            Ok no to tak:
            Mieszkanie było zamieszkiwane przez 3 lata przez rodzinę z 4 dzieci. Mieszkali za same opłaty. Czynsz był wysoki bo mieszkanie duże do tego w czynszu zwiększyliśmy deklarowane zużycie wody, żeby nie było dopłat po kilkaset złotych. Rodzina ta miała dość trudną sytuację finansową, jacyś znajomi rodziny NM. Najpierw ojciec tych dzieciaczków wyjechał do Irlandii do pracy, następnie po 3 mc ona do niego wyjechała. O wyprowadzce dowiedzieliśmy się z SMSa!
            Mieszkanie posprzątaliśmy, minimalnym kosztem próbowałam je doprowadzić do jakiego ś standardu. Myślałam, że się udało. Ogłoszenie poszło, nasze wymagania to było 900 zł + media.
            Za mieszkanie 68 mkw! z czynszem 720 zl! To nie były wygórowane pieniądze. Następnie wymeldowaliśmy z niego 2 osoby, zmniejszyliśmy ilość wody. Przez co czynsz do spółdzielni zmniejszył się do 580 zl ( w zaokrągleniu). Minął kolejny miesiąc i nic. Dzowniło kilku studentow, ale byli zainteresowani na przykład jednym pokojem tylko, a to nie wchodziło w grę. Zmniejszyliśmy kwotę do 750 zł + media, kilka osób oglądało, jednak w końcu nikt się nie decydował.
            Więc może stać mieszkanie puste. Naprawdę gdyby to było mieszkanie 2pokojowe to prędzej by się je wynajęło. Takie duże ze sporym czynszem i w niskim standarcie, na dodatek na zadupiu nie idzie jak ciepłe bułeczki.
            • seidthe Re: Wyjście z sytuacji - długie... 23.06.12, 11:18
              Ale właśnie studentom możecie je wynająć, i dokładnie w ten sposób, ze każdy w osobnym pokoju i każdy osobno płaci, biorąc po 400 zł od studenta (nie wiem jakie to miasto, może 350?) dostajesz wiecej niż cena którą sobie początkowo założyłaś, jesli jeden pokój pusty, to ciągle dostajesz za dwa itd. Ogarnijcie trochę mieszkanie i akurat na nowy semestr ogłoszenia na gumtree i po uczelniach poroznosic.
              • wkurzonaaaa Re: Wyjście z sytuacji - długie... 09.07.12, 23:01
                Tylko, żeby wynająć każdy pokój osobno to te pomieszczenia muszą być do tego przystosowane, przynajmniej jeśli chodzi o wynajem obcym studentom, a nie czwórce znajomych. A właśnie zainteresowanie bylo takie, że "ja bym był zaintyeresowany najmniejszym/najtańszym pokojem" ok... ale
                - salon jest otwarty tzn nie ma w ogóle drzwi, wnęka została poszerzona do 130 cm, żeby doświetlić przedpokój
                - sypialnie mają drzwi harmonijkowe, takie stare, nie daje to zbyt dużo prywatności, nie ma możliwości zamontowania na przykład zamków, a kupowanie drzwi nie wchodziło wtedy w grę, wiem, że to są niezbyt wygórowane kwoty, ale tych drzwi jest 6 i już generuje to spore koszty, a nie wszędzie pozostały ościeżnice, więc to już większy remont, a nie zabieg na kilka godzin dla sąsiada złotej rączki smile


                P.S.: w sumie napisałam, że w mieszkaniu od początku nie było remontu, ale jakby się zastanowić to przecież jakoś na początku lat dziewięćdziesiątych namiętnie montowano harmonijkowe drzwi smile więc przepraszam za nieścisłość
                • ciociacesia to ile to mieszkanie ma pokoi? 10.07.12, 15:20
                  ono teraz stoi puste a czynsz trzeba placic? bez sensu troche, prawda? chyba lepiej byloby wynajac choc 1 pokój?
                  • wkurzonaaaa Re: to ile to mieszkanie ma pokoi? 11.07.12, 00:02
                    Nie, mieszkanie zostało wynajęte od 1 lipca.

                    Nie chcieliśmy wynająć mieszkania na zasadzie jednego pokoju. Przepraszam, ale może jestem pazerna, albo nieufna, ale po prostu nie oddałabym całego mieszkania za cenę jednego pokoju. Jak wcześniej napisałam to żaden pokój nie jest zamykany, a pokój dzienny jest wręcz całkowicie otwarty na przedpokój i częściowo na kuchnię. Nie no za dużo moich znajomych z czasów studiów, płaciło za 2 osoby, a mieszkali w 4.
                    My tam bywaliśmy bardzo rzadko i sprawdzanie faktycznego stanu rzeczy byłoby niewykonalne, więc mam nadzieję, że już zrozumiałaś moją niechęć do wynajmowania jednego pokoju za 300 zł.
    • wkurzonaaaa Re: Wyjście z sytuacji - długie... 20.06.12, 15:11
      Ok, wyjaśnienie sprawy:

      1. Każdy kto uważa historię za zabyt naiwną to proszę bardzo. Nie każę nikomu w to wierzyć, nie każę współczuć czy wręcz współodczuwać. Po prostu jest to historia prawdziwa i skoro wierzycie w najdziwniejsze historie to szkoda, że ta wydaje Wam się bajką.

      2. Sprawa nie wiem jak zostanie rozwiązana, owszem interesuje mnie to, jednak nie będę się w nią wtrącać bo to nie mój problem

      3. Wczoraj przestudiowałam historię operacji finansowych mojego NM. Ktoś tutaj sugerował, że te pieniądze pewnie gdzieś są - nie ma, sprawdziłam, wierzę. Owszem było sporo przelewów - szczególnie do US i ZUSu - właśnie na odsetki, jakieś próby pojedynczych spłat. W między czasie kilkanaście sporych przelewów na kwoty powyżej 7 tysięcy w związku z owym nieszczęsnym "biznesem". Nie była to próba reanimacji tej działalności tylko spłata zobowiązań. Także pieniądze nie wyparowały, jednak nie poszły zostały odpowiednio rozplanowane. Gdyby skupił się na sobie, a dopiero później na tych zobowiązaniach ze spółki (nie tworzy jej tylko on) to on jako swoja działalność i jako osoba prywatna - miałby dziś czyste konto.

      4. Niestety ja czuję się oszukana, zdradzona i wykorzystana. Poniekąd dzięki niektórym z Was.
      Nie chcę w to brnąć dalej. O 18 podpisujemy nową umowę najmu mieszkania. Tzn on podpisuje, tylko na siebie. Sprawa jest zamknięta.

      5. Dziękuje bardzo wszystkim osobom, które otworzyły mi oczy, które sugerowały prawdopodobne scenariusze, że nic nie będzie lepiej, że będzie gorzej.
      Fakt czuję się okropnie, jednak przeboleję jakoś najbliższe kilka miesięcy i mam nadzieję, że wszystko się ułoży.
      Robię właśnie krok w tył, który mam nadzieje okaże się właściwy.
      • zooba Re: Wyjście z sytuacji - długie... 20.06.12, 15:35
        Trzymam za ciebie kciuki, że dasz szansę sobie na spokojne życie.

        Takiej odwagi nie miała/nie ma moja mama - od lata łata dziury budżetowe i naprawia nieswoje błędy, świeci oczami przed rodziną i znajomymi. Mam nadzieję, że twoja droga będzie inna.
      • malwina.113 Re: Wyjście z sytuacji - długie... 20.06.12, 15:53
        ułoży się, każdego dnia będzie coraz lepiej...
        za jakieś 10 lat to wszystko będzie jedynie przykrym wspomnieniem...
        • zosiaonline Re: Wyjście z sytuacji - długie... 20.06.12, 16:13
          Powiem krótko - uciekaj dziewczyno! Nie trać instynktu samozachowawczego!
          • nvv Re: Wyjście z sytuacji - długie... 20.06.12, 19:59
            zosiaonline napisała:

            > Powiem krótko - uciekaj dziewczyno! Nie trać instynktu samozachowawczego!

            Zosiu. Nie sądzisz, że taka rada na temat tego co ma zrobić ze swoim życiem dziewczyna, po przeczytaniu kilku jej emocjonalnych, subiektywnych i anonimowych postów na forum, jest dość... lekką ręką pisana? Nie znamy obrazu całej sytuacji, nie znamy wersji drugiej strony, tego ile starań dokłada aby było dobrze, jakie zachowania nie pasują jemu w autorce, itd. itp. Mamy tylko emocjonalne, subiektywne, jednostronne wyżalenie się z konkretnego problemu. Nie chcę problemu umniejszać, a oszukanie w związku traktuje też jako wykroczenie ciężkiego kalibru, ale wiem też że swoim zachowaniem można skutecznie "pomóc" drugiej stronie popełnić takie błędy, a w związku dwojga ludzi często są różne problemy; każdy problem pomiędzy dwojgiem ludzi ma też trzy wersje: "moją", "twoją", "prawdziwą" (zwykle gdzieś po środku). Fascynuje mnie jak, nawet jak widać wykształcone i mądre osoby, potrafią lekką ręką wydawać takiej wagi rady po przeczytaniu subiektywnej, emocjonalnej relacji obcej osoby. Innymi słowy
            • malwina.113 Re: Wyjście z sytuacji - długie... 20.06.12, 20:53
              nie dość, ze autorka została wkopana finasowe tarapaty przez swojego nieodpowiedzialnego NM, to jeszcze niech ma na dokładke poczucie winy, ze to ona sprawila, ze jej facet jest nieudolny życiowo


              taaa to zawsze wina kobiety...
            • zosiaonline Re: Wyjście z sytuacji - długie... 21.06.12, 00:13
              Nvn, wywołujesz mnie do tablicy jak niesforną uczennicę smile))

              Cokolwiek byśmy nie chcieli, jest mnóstwo sytuacji, w których człowiek jest po ludzku bezradny. Jest mnóstwo sytuacji, gdzie nie ma określonego dobrego zachowania i trzeba próbować, ryzykować, uczyć się na błędach.

              Ta historia nie jest paradoksalna.Tak, to prawda że wątek autorki jest bardzo emocjonalny, osobisty – to częste w internecie, ale ja odebrałam to jako pewien sygnał S.O.S – zagubienia i choćby drobnego wsparcia słowem.Wbrew pozorom to, co napisałam - jest pocieszeniem. To że autorka tak bardzo to przeżywa, analizuje to znaczy, że jeszcze niejeden raz pokocha, niejeden raz zatęskni. A to znaczy, że nie straciła póki co czegoś niepowtarzalnego, tylko zyskała. Nowe doświadczenie. I warto z takiego doświadczenia wyciągnąć naukę. W życiu tego typu (i innych, często trudniejszych) problemów będzie naprawdę wiele. Nie ma po co przyspieszać tego, bo po co? Autorka sama nie wie, czy jest gotowa i chce borykać się znowu z podobnymi sytuacjami. Ja również tego nie wiem, nvn. Szukanie problemów i trudności na siłę może być pychą. To jakby zaczynać swoje życie (po treści wnioskuję, że autorka jest bardzo młoda) od czegoś, czego dojrzali ludzie uczyli się przez wiele trudnych lat. I moja osobista rada, jedynie na podstawie zlepka informacji (taka jest chyba idea forum internetowego) jest taka, by ona tego życia nie zaczynała od razu z najtrudniejszego poziomu.Smutek i miłość do partnera/męża to jedno, a życie to drugie. Droga autorko - spróbuj wstać i żyć dalej.Życie mimo wszystko jest naprawdę piękne.

              Nie należę nvn do ludzi, którzy wierzą, że jedna chwila opamiętania może zmienić kogoś na lepsze. Za stara jestem na to. Nie wierzę nawet, że jednak chwila (tragedii czy radości) może całkowicie zmienić mnie samą, bo wiem, że ciągle na nowo potrzebuję nowych bodźców do zmiany, a każdy z nich powoli drąży tylko jedną rzecz, a nie wszystko. Nie znaczy to jednak, że to nie ma żadnego znaczenia. Taka chwila raczej nadaje nowy kierunek, a w drodze trzeba pokonać wiele przeszkód. I to właśnie miałam na myśli – czasem te przeszkody są tak jaskrawe, że lepiej je ominąć. Nie tracić życia, które mamy tu i teraz. Nie chodzi o gwałcenie swoich uczuć, bo sztucznie wyciszone - wybuchną po jakiejś jednej kropli żalu. Najpierw krótka refleksja. „A gdybym się bardziej postarała, nie zrobiła tego i owego, albo właśnie zrobiła więcej, to może on/ona byłby inny” – to jest najgorsze, by nie wpaść w spiralę psychicznego uzależnienia.

              Pozdrawiam ciepło, a autorce życzę....po ludzku tego szczęścia! smile))
              Zośka
              • malwina.113 Re: Wyjście z sytuacji - długie... 21.06.12, 07:32
                dlaczego Ona jest nie w porzadku bo za jego plecami omawia problem na forum (anonimowo przezcież, nie znamy jej) przeciaż on z kolei za jej placami przez rok powiekszał dług

                dp psychologa mają pójść ??? za co ??? pożyczyć pieniadze na wizyte od kolegi co zarabia 30 tys???

                co w tym złego, ze ona chce sie wygadac na forum, anonimowo, przeżyła porażkę, kobiety tak mają ze chca sie wyżalić drugiej osobie

                równie dobrze mogła by z tym pójsc do matki, przyjaciółki itp... nie mają one prawa sie wypowiadac w temacie bo nie sa psychologami???

                w kazdym zwiazku zdarzaja sie problemy... ale tu sie one skumulowaly... a co na to facet??? pożyczy kase od kolegi i bedzie dobrze

                ale najlepiej by ona uderzyła sie wpiers, powiedziala "to tez moja wina" i wzieła kredyt na siebie (ciekawe co by on na to powiedział gdyby zaproponowała spłacic jego dług???)

                aaa i pewnie jeszcze to jest wina jego matki bo nie tak wychowala, a on jest po prostu baaaardzo biedny i bezbronny
            • robitussin Re: Wyjście z sytuacji - długie... 21.06.12, 08:41
              > Jeśli autorka chce rady osób trzecich w decyzjach takiej wagi, to uważam że pow
              > inna pójść do psychologa
              • nvv Re: Wyjście z sytuacji - długie... 21.06.12, 10:54
                Jeśli partner nie chce problemów rozwiązywać (np. iść wspólnie do psychologa, jeśli autorka stwierdzi że to może być sposób na konstruktywne rozwiązywanie problemu, a przynajmniej pierwszy krok ku temu), to
                • malwina.113 Re: Wyjście z sytuacji - długie... 21.06.12, 12:58
                  ja nie mam wrażanie, ze ona ustala coś za jego plecami, zwyczajnie po ludzku chce się wyżalić, anonimowo (byc może nie chce w to włączać rodziny)

                  porozumienie między nimi??? chyba próbowała, zaproponowała kredyt hipoteczny, który by ich wybawił z opresji... ale on woli pożyczyć od kolegi co ledwo wiąże koniec z koniec z dochodem 30tys/mies

                  a kobiety co tu piszą raczej w role psychologów sie nie wczuwają, ale raczej wyobrażają sobie sytuacje, że to one nagle odkrywają, że ich partner przez rok coś taił za plecami jak małe dziecko...

                  czy on sie zmieni??? według mnie ludzie sie nie zmieniają.... choć autorka twiedzi, ze przed tym nie udanym interesem był inny (odpowiedzialny? czuła się przy nim bezpiecznie? zapewniał stabilizację emocjonalną? dbał ich sytuację finansową? ale to pytania do niej)
                  • malwina.113 Re: Wyjście z sytuacji - długie... 21.06.12, 13:52
                    a jesli chodzi o niesforną uczennicę, to napisała to co przychodzi do głowy chyba kazdej kobiecie zaraz po przeczytaniu tej historii
                    instynkt samozachowawczy: zwiewaj wink

            • wkurzonaaaa zosiaonline, nvv i malwina.113 21.06.12, 14:28
              Widzę, że toczy się tutaj zacięta dyskusja. Jako, że jestem poniekąd jej tematem to się wtrącę smile

              1. Owszem jest to forum internetowe, w pewien sposób jesteśmy anonimowi, pozwalamy sobie na bardziej emocjonalne podejście do sprawy oraz pewien brak obiektywizmu. Oczywiście, że podchodzę do tego emocjonalnie, że znacie tylko moją wersję, że w chwili złości i rozczarowania mogę w jakiś sposób przejaskrawiać niektóre rzeczy. To jest całkowicie normalne. Wiele nie różni się od tego czy zrobię to tutaj na forum czy porozmawiam z koleżanką, siostrą czy psychologiem - będzie miało to taki sam wydźwięk. Nie pisałam tego na świeżo, nie było tak, że dowiedziałam się co i jak i momentalnie rzucilam się do klawiatury i wyklepałam początkowego posta - absolutnie nie, sama napisałam, że dowiedziałam się kilka dni temu. Przez ten czas były rozmowy, czy raczej próby rozmowy, dogadywanie się w kwestii jakiegoś rozwiązania. Dopiero wkurzona brakiem zainteresowania i argumentowaniem "Nie, bo nie" zdecydowałam napisać na forum...

              2. Wszelkie rady typu "uciekaj", "opamiętaj się dziewczyno" są jak najbardziej zrozumiałe, to jest reakcja większości osób. Sama jakbym przeczytała taki post, pewnie bym doradziła wycofanie się i przeanalizowanie tego wszystkiego. To jest właśnie instynkt. Jednak zauważcie, że nie jest to sytuacja typu "przeczytałam smsa męża do koleżanki z pracy...". Sprawa ciągnie się dość długo, ze strony NM nie zauważyłam najmniejszych strań o poprawę sytuacji, długo analizowałam całą sytuację, większość emocji zdążyła opaść i nie jestem w jakiś sposób wiece oburzona tymi radami, gdyż na żywo również słyszałam takie opinie od osób, które o całej sytuacji nic nie wiedziały.

              3. Kwestia psychologa... Zaproponowałam "terapię" kilka razy. Kwestia finansowa została zorganizowana, nie będę się zagłębiać w szczegóły. Pierwsza reakcja NM była mniej więcej taka "po cholerę nam jakaś głupia terapia", następnie "chcesz to idź sama" ostatni raz zaproponowałam mu to bodajże w niedzielę, stwierdził, że nie jest "nienormalny, żeby chodzić na terapię"... Pozostawiam bez komentarza.

              4. Rodzina jest częściowo wtajemniczona. Wie od kilku miesięcy o tym moja Mama. Kiedyś po prostu pękłam, zadzwoniłam i ryczałam jak bóbr do słuchawki prawie dwie godziny... Przegadałyśmy później wiele godzin, już na żywo, jej rada też była podobna do większości waszych, czyli "wracaj dziecko do domu i nie marnuj sobie życia".

              • solejrolia Re: zosiaonline, nvv i malwina.113 21.06.12, 15:05
                o matulusad
                początkowo myślałam: odciąć się od sprawy, niech facet poczuje konsekwencje,i niech zacznie sam działać, a teraz to naprawdę myślę: wiać. wiać, bo pociągnie na dno razem z sobą.
              • krzysztofsf Skad przychodzimy, dokad zmierzamy 21.06.12, 15:05
                Pzreanalizuj sobie na spokojnie, z kartka w reku (akurat jestes w dobrym momencie), jakie masz dalsze wersje rozwoju swojego i zwiazku dla roznych wariantow.
                Uwzglednij jakie sa twoje realne rozwojowe perspektywy zawodowe (zwlaszcza finansowe), ewentualne planowanie czy tez nieplanowane dzieci w aktualnym zwiazku (kolejnych zwiazkach). Zasoby materialne ktore bedziesz posiadala w przypadku ewentualnego rozstania i latwosc lub trudnosc osiagniecia akceptowalnego poziomu swoimi zasobami samodzielnie.

                Wiesz - "mam x lat, rozstajemy sie, zarabiam y, wynajmuje kawalerke nieumeblowana za z, wstawiam do niej wlasne.... oplacam koszty utrzymania i zostaje mi .... na zakup brakujacego umeblowania, wakacje, ciuchy itp". Ewentualnie - wynajmuje pokoj na sublokatorce, wracam do rodzicow, zgadzam sie na propozycje wspolnego zycia z Bonifacym itp. itd.

                Rozwazenie wariantow przyszlosci czysto hipotetycznych, zeby ustalic w jakim kierunku zmierzasz i jakie mozliwosc daja rozne udane lub nieudane warianty.
      • solejrolia Re: Wyjście z sytuacji - długie... 20.06.12, 16:49
        Przeczytałam całość i teraz rozumiem skąd taki nowy nick.
        Widzę, że już podjęłaś jakies kroki. A miałam już Ci doradzić, żebyś przestała angażować się w tę sprawę, zupełnie odcięła się (boże święty, jakie pilnowanie płatności? ty będziesz pilnować, a pan na boku i tak będzie robił długi) dobrze żeby partner odczuł sam konsekwencje swojego niefrasobliwego zachowania. to jego długi i to ON SAM SAMODZIELNIE musi stawić czoła problemowi, SAM znaleźć wyjście i wykonać.
        jeśli teraz ktoś go wyręczy, to z całą pewnością niczego ta sytuacja pana nie nauczy.
        a tak, to kto wie, może i wypłynie z tego jakaś nauka dla pana.

        Ogromnie Ci współczuję i życzę, żebyś szybko otrząsnęła się z tej historii...kurcze nosad

        mnie osobiście nie bolała by aż tak stracona kasa(różnie bywa w interesach- wiadomo), i długi, czy to, że ja zaciskam pasa, a pan -niekoniecznie, tylko to oszukiwanie i przez rok tajenie rzeczywistej sytuacji, stracone zaufanie i brak poczucia bezpieczeństwa. to bolałaby mnie najbardziej...a akurat do związku potrzebne mi są tylko (AŻ) 3 rzeczy- zaufanie, poczucie bezpieczeństwa i szacunek. a tu wszystko pan skopał. ja nie potrafiłabym z kimś takim być związana.
        • inesitka83 Re: Wyjście z sytuacji - długie... 24.06.12, 17:08
          Wkurzonaaaa jesli kochasz Tego chłopaka i byłaś przez ostatnie 6 lat z nim szczęśliwa, to może daj chłopakowi jeszcze jedną... powiedzmy sobie szczerze... ostatnią szansę. Ważne jest dla mnie to co napisałaś, że przez ten ostatni rok On jakoś próbował spłacać powoli to zadłużenie, że spłacał jakies raty... czyli jednym słowem starał się wyjść z tego zadłużenia. To nie jest tak że On te pieniądze przepił czy beztrosko przehulał. Z Twoich postów wynika, że część długów jednak starał się uregulować. Oczywiście naganne jest to że Cię oszukiwał, ale kłamstwo rzadko kiedy powstaje z czystego wyrachowania, częściej kłamstwo powstaje ze strachu przed przyznaniem się do czegoś... A więc może Twój partner nie mówił Ci prawdy o tym że nie płaci za mieszkanie, bo bał Ci się przyznać, że sobie nie radzi ze spłatą kolejnych zobowiązań. A dlaczego mógł się bać? Ano tego, że na przykład pomyślisz sobie o nim, że jest totalnym neudacznikiem, jakmś przegrańcem życiowym itp... Zobacz, prawie wszyscy na tym forum tak o nim pomyśleli. Może on się bał że Ty właśnie tak pomyslisz i datego nie chciał Ci się przyznać do całej prawdy. Może myślał że jakoś się z tego sam wyplącze zanim Ty się dowiesz... To że akurat On nie chce pójść z Tobą do psychologa mnie nie dziwi, faceci już tak mają, że nie chcą prać brudów przed kimś obcym, nam kobietom przychodzi to łatwiej smile
          Jeśli chodzi o wyjście z tej sytuacji to najlepszym pomysłem byłby ten kredyt hipoteczny. Może jego rodzice zechcą wziąć taki kredyt na siebie, żeby pomóc synowi? Ostatecznie można zawsze to mieszkanie sprzedać, wiadomo że troche będzie Jemu szkoda, ale jak człowiek ma nóż na gardle, to nie powinien marudzić, zwłaszcza że w mieszkaniu tym nie mieszkacie i nie macie zamiaru mieszkać
          • lilyrush Re: Wyjście z sytuacji - długie... 24.06.12, 20:42
            Ty nie umiesz czytac?

            jak on starał sie spłacac zobowiązania??? On narobił nowych długów i jeszcze to ukrywał

            Jak sie czyta cos takiego to sie człowiek przestaje dziwić ze nawet największy palant znajdzie sobie jakas Matke Terese, która sie za nim wstawi
            • inesitka83 Re: Wyjście z sytuacji - długie... 24.06.12, 22:15
              lilyrush umim czytac smile
              Autorka wątku w swoich postch pisała: Zwiększenie zadłużenia, wg mojej wiedzy na chwilę obecną, spowodowane jest popadaniem z jednego długu w drugi. Największym obciążeniem była spłata pomieszczeń biurowych - zapłacił to z własnej kieszeni, chociaż powinno zostać to sfinansowane z funduszu spółki. Kilkanaście tysięcy zapłacone w chwili sądownego wezwania do zapłaty - sfinansował to zamiast podatku dochodowego z własnej działalności oraz dodatkowo autorka wątku pisała: Wszelkie zaległości, na które pojawiał się sądowy nakaz zapłaty były spłacone
              Dlatego wniskuje, że partner wkurzonej starał się jakoś wyjść z tego zadłużenia. Robił coś w tym kierunku żeby dług sie zmniejszył. Gdyby autorka wątku napisała, że chłopak te pieniądze przepił, przehulał, przegrał w kasynie lub idiotycznie roztrwonił, to napsałabym jej: "uciekaj dziewczyno",ale wychodzi na to, że jednak chłopak sie starał, żeby wyjść z tej spirali zadłużenia. Więc może warto podać mu ostatni raz pomocną dłoń?
              • ada16 Re: Wyjście z sytuacji - długie... 25.06.12, 09:33
                Rodzina jest częściowo wtajemniczona. Wie od kilku miesięcy o tym moja Mama. Kiedyś po prostu pękłam, zadzwoniłam i ryczałam jak bóbr do słuchawki prawie dwie godziny... Przegadałyśmy później wiele godzin, już na żywo, jej rada też była podobna do większości waszych, czyli "wracaj dziecko do domu i nie marnuj sobie życia".

                To jego rodzina powinna zostać wtajemniczona, nie Twoja.
                To jego rodzina mogłaby sie ewentualnie przejąć i nim próbować potrząsnąć ( ewentualnie dołożyć kasy , jakby miała ochotę), Twoja może jedynie Ci współczuc.
                • wkurzonaaaa Re: Wyjście z sytuacji - długie... 09.07.12, 23:09
                  > To jego rodzina powinna zostać wtajemniczona, nie Twoja.
                  > To jego rodzina mogłaby sie ewentualnie przejąć i nim próbować potrząsnąć ( ew
                  > entualnie dołożyć kasy , jakby miała ochotę), Twoja może jedynie Ci współczuc.


                  Jego rodzina ma za przeproszeniem"wyje_bane" wiedzą częściowo o sytuacji, ale nic sobie z tego nie robią. ba! wręcz potrafią się dziwić, że my z Warszawy a bez samochodu, że na wczasy na Karaiby nie jeździmy i za rzadko przyjeżdzaliśmy tłumacząc się kosztami... no ale cóż zaściankowość czy coś, było minęło
              • annielika Re: Wyjście z sytuacji - długie... 25.06.12, 11:10
                Wydaje mi sie, ze problemem nie jest tutaj fakt, ze dlug sie powiekszyl, tylko fakt ukrycia tego przed partnerka. To jest bardzo powazna sprawa, bo fakt ukrywania tego nie trwal pare dni, ale ciagnal sie to dlugo. Z problemami finansowymi mozna sobie poradzic, ale z ukrywaniem takich rzeczy przed partnerami to juz jest duzo powazniejsza sprawa i dobrze nie wrozy na przyszlosc.
              • chce.oszczedzac Do Wkurzonej 25.06.12, 12:51
                Co to jest "sądowe wezwanie do zapłaty"? Takie, na którym wierzyciel napisał cos w stylu: "przedsądowe wezwanie do zapłaty. wzywamy do zapłaty kwoty .... na rachunek bankowy o numerze..... do dnia.... w przeciwnym przypadku oddajemy sprawę do sądu" też wydany przez sąd nakaz zaplaty? Dlaczego on zapłacił, a nie spółka? Jaka to spółka? Cywilna? Zoo? Komandytowa? Akcyjna? Jaki ta spółka ma majatek? Jaka jest suma bilansowa? Czego partner jest właścicielem? Jesli niczego oprócz długów to może jakaś upadłość konsumencka? (jesli to jest s.cywilna to nie za dobrze, oby jakaś inna forma) Kto oprócz Twojego chłopaka był właścicielem/udziałowcem/zarządem tej spółki? Czy oni tez płacą?

                Ja bym zwiewała, gdzie pieprz rośnie, tym bardziej, że mama jest Ci przychylna i masz gdzie wracać. Koleś, który przez długi czas ukrywa zadłużenie (rosnące), nie płaci za wspólne mieszkanie, kupujesz mu jedzenie, nie wywiązuje się z umowy zawartej z Tobą, mający kolegów z dochodem 30 tysięcy złotych którym pod koniec miesiącabrakuje pioeniędzy i chodzą do Ciebie na obiad(z kim przestajesz takim się stajesz) nie wróży dobrze. Czy kolega z dochodem 30.000 zarabia te pieniądze legalnie, czy to raczej jakieś szemrane towarzystwo w którym obraca się Twój chłopak? Warto przynajmniej z grubsza orientować się w tym, co robią koledzy męża. Jakie masz gwarancje, że on nie ma dalszych długów, gdzie indziej? Jego słowa - nic nie znaczą, raz przemilczał wiec nigdy pewności nie będzie że cały czas nie oszukuje Cię.

                Umowa najmu mieszkania spisana tylko na niego nie chroni Cię, właściciel może dochodzić niezapłaconych czynszów i innych opłat okołoczynszowych od wszystkich dorosłych osób zamieszkujacych lokal, niezaleznie od tego, na kogo jest spisana umowa i niezależnie kto jest zameldowany lub nie zameldowany, artykuł 688 z indeksem górnym 1kodeksu cywilnego (Art. 688 - 1.
                § 1. Za zapłatę czynszu i innych należnych opłat odpowiadają solidarnie z
                najemcą stale zamieszkujące z nim osoby pełnoletnie.
                § 2. Odpowiedzialność osób, o których mowa w § 1, ogranicza się do wysokości
                czynszu i innych opłat należnych za okres ich stałego zamieszkiwania.)

                Warto zauważyć, że jest to odpowiedzialnośc solidarna (art 366kc), każdy z dłużników jest zobowiązany spłacić cały dług, więc właściciel mieszkania może wybrać wg własnego widzimisię, do kogo uderzyć o całe zaległe pieniądze (plus odsetki, rzecz jasna): tylko do Ciebie, tylko do chłopaka czy do Was obojga. Jesli łatwiej jest z Ciebie ściągnąć, bo masz pracę, dochód jakis tam to zapłacisz także za Wasze wspólne mieszkanie, nie tylko za jedzenie itd.

                Mój post chyba zabrzmiał niezbyt miło, ale miłość milością, a życie - życiem sad
                • anula36 Re: Do Wkurzonej 25.06.12, 18:00
                  dzieki az tego posta, nie wiedziialam ze za zadluzenie odpowiadaja solidarnie wszyscy mieszkajacy.
                • astrum-on-line Re: Do Wkurzonej 25.06.12, 19:16
                  Mogła już być odpowiedzialność rozszerzona na udziałowców spółki. Można pociągać do odpowiedzialności udziałowców spółki, zarząd fundacji (itp) i ściągać należne pieniądze z ich majątku osobistego. Może tu jest taka sytuacja.
                • wkurzonaaaa Re: Do Wkurzonej 09.07.12, 23:20
                  chce.oszczedzac napisał(a):
                  > Co to jest "sądowe wezwanie do zapłaty"? Takie, na którym wierzyciel napisał co
                  > s w stylu: "przedsądowe wezwanie do zapłaty. wzywamy do zapłaty kwoty .... na r
                  > achunek bankowy o numerze..... do dnia.... w przeciwnym przypadku oddajemy spra
                  > wę do sądu" też wydany przez sąd nakaz zaplaty

                  Nie to już były pisma wyslane z sądu, nie powiem dokładnie jak brzmiały.


                  > Dlaczego on zapłacił, a nie spółka? Jaka to spółka?

                  Bo wspólnik zapadł się pod ziemię, pojawia się tylko jak czegoś chce.


                  Jaka to spółka? Cywilna? Zoo? Komandytowa? Akcyjna? Jaki ta spółka ma maja
                  > tek? Jaka jest suma bilansowa? Czego partner jest właścicielem? Jesli niczego o
                  > prócz długów to może jakaś upadłość konsumencka? (jesli to jest s.cywilna to ni
                  > e za dobrze, oby jakaś inna forma) Kto oprócz Twojego chłopaka był właścicielem
                  > /udziałowcem/zarządem tej spółki? Czy oni tez płacą?

                  Spółka zoo... NM - prezes zarządu, wspólnik występuje w formie samoistnej prokury, majątek nie mam pojęcia... Płaci tylko NM, wspólnik naprawdę zapadł się pod ziemię, pojawił się przez ostatnie 2 lata dokładnie 3 razy i zawsze czegoś chciał.


                  >
                  > Ja bym zwiewała, gdzie pieprz rośnie, tym bardziej, że mama jest Ci przychylna
                  > i masz gdzie wracać. Koleś, który przez długi czas ukrywa zadłużenie (rosnące),
                  > nie płaci za wspólne mieszkanie, kupujesz mu jedzenie, nie wywiązuje się z umo
                  > wy zawartej z Tobą, mający kolegów z dochodem 30 tysięcy złotych którym pod kon
                  > iec miesiącabrakuje pioeniędzy i chodzą do Ciebie na obiad(z kim przestajesz t
                  > akim się stajesz) nie wróży dobrze. Czy kolega z dochodem 30.000 zarabia te pie
                  > niądze legalnie, czy to raczej jakieś szemrane towarzystwo w którym obraca się
                  > Twój chłopak? Warto przynajmniej z grubsza orientować się w tym, co robią koled
                  > zy męża. Jakie masz gwarancje, że on nie ma dalszych długów, gdzie indziej? Jeg
                  > o słowa - nic nie znaczą, raz przemilczał wiec nigdy pewności nie będzie że cał
                  > y czas nie oszukuje Cię.

                  nie wiem czy nie dalszych długów, obawiam się, że długi są w postaci pewnie kilku tysięcy, jakieś kwoty po kilkaset złotych, czy odwlekane faktury z działaności...

                  Działalność kolegów jest w pełni legalna.


                  > Umowa najmu mieszkania spisana tylko na niego nie chroni Cię, właściciel może d
                  > ochodzić niezapłaconych czynszów i innych opłat okołoczynszowych od wszystkich
                  > dorosłych osób zamieszkujacych lokal

                  Już o tym wiem, przekonałam się niedawno sad



                  > Mój post chyba zabrzmiał niezbyt miło, ale miłość milością, a życie - życiem :-
                  > (

                  Takie wrażenie odnosisz, jest ok. Dziękuję smile
    • krolowa_online Re: Wyjście z sytuacji - długie... 24.06.12, 19:58
      tego kwiatu pol swiatu, jestes mloda, dlaczego swiadomie chcesz wziasc sobie wybrakowany towar
      jestes mloda, wyksztalcona, zaradna, stac Cie na cos z wyzszej polki, jednak zanim siegniesz zglos sie na terapie, bo znowu zle trafisz
      • anula36 Re: Wyjście z sytuacji - długie... 25.06.12, 11:33
        Ciekawa jestem czy ustaliliscie cos juz wspolnie?
    • pacynka27 Re: Wyjście z sytuacji - długie... 25.06.12, 20:17
      Nie czytałam wszystkich postów więc może więc może będzie powtórka wink
      Nie rozumiem dlaczego 15 miesięcy zaciskałaś pasa. Dług to było TYLKO 17 tys. TYLKO bo to naprawdę w stosunku do zarobków kwota niska. Przy zarobkach 7 tyś. chłop mógł to spłacić w 4-5 miesięcy.
      Jesteś naiwna, naprawdę.
      • wkurzonaaaa Re: Wyjście z sytuacji - długie... 09.07.12, 23:22
        pacynka27 napisała:

        > Nie czytałam wszystkich postów więc może więc może będzie powtórka wink
        > Nie rozumiem dlaczego 15 miesięcy zaciskałaś pasa. Dług to było TYLKO 17 tys. T
        > YLKO bo to naprawdę w stosunku do zarobków kwota niska. Przy zarobkach 7 tyś. c
        > hłop mógł to spłacić w 4-5 miesięcy.
        > Jesteś naiwna, naprawdę.

        Tak, wiem, że jestem naiwna, głupia i w ogóle żal czytać smile Wiem, nie musisz mi tego mówić smile Chociaż dziękuję, dzięki temu nie zapomnę tak szybko
    • wkurzonaaaa Re: Wyjście z sytuacji - długie... 09.07.12, 23:30
      Dla wszystkich zainteresowanych lub nie:

      - wróciłam do rodziców
      - początkowo chciałam to jeszcze ciągnąć, ratować - nie udało się
      - związek legł w gruzach, ale to temat na jakieś forum wsparcia psychologicznego
      - pozbyłam się wszelkich oszczędności, sprzedałam rzeczy zbędne czy też nie sad żeby spłacić całość zobowiązań mieszkaniowych. Mimo, że podpisaliśmy nową umowę, umówiłam się z zarządcą, że zapłacę połowę to i tak w piątek przyszło wezwanie do zapłaty tak zwane przedsądowne ostateczne czy jak kto woli, przyszło na adres zameldowania, próbowałam jakoś wyegzekwować spłatę od NM - nie to nie, zapłaciłam sad

      Ogólnie to ja chyba się przeniosę na jakąś właśnie grupę wsparcia czy forum psychologiczne. Naprawdę nie myślałam, że to tak może boleć. Wydarzyło się wiele przykrych rzeczy w ciągu ostatnich tygodni, każda z nich odbierana jest jako cios. Nie wiem naprawdę muszę być bardzo głupia i nawina, jednak człowiek jest w stanie zmienić się diametralnie.


      Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie, dziękuję za propozycje za sprowadzanie na ziemię czy słowa otuchy, wiele to dla mnie znaczy.


      Jednak jest jeszcze jedna kwestia: większość osób radzi mi zabrać z mieszkania wszystko co tylko się da, czy to nie przegięcie? Tzn nie wiem jak na przykład coś było kupowane za moje pieniądze, ale brałam fakturę na jego działaność i to sobie wezmę to nie zostanę oskarżona o kradzież? Czy samo to, że było płacone z mojej karty ustrzaga mnie przed takimi "zamachami". Pytam bo wyjechałam z jedną walizką i laptopem i teraz muszę to ogarnąć. Wiem, że mieszkanie stoi jak stało i mam jeszcze 2 tygodnie na oddanie kluczy.
      • anula36 Re: Wyjście z sytuacji - długie... 10.07.12, 06:12
        Z grupa wsparcia - dobry pomysl. To normalne, ze kiedy wszystko pada w gruzy w naszym zyciu kazda nastepna nawet niewielka dolegliwosc jest postrzegana jako cios.
        Teraz t wszystko wydaje sie nie do przezycia - ale za jakis czas bedzie lepiej.
        Trzymam kciuki.
      • annielika Re: Wyjście z sytuacji - długie... 10.07.12, 07:51
        Wiesz, przegieciem i brakiem ambicji to jest wkopanie ciebie w dodatkowe koszta, jak placenie teraz za ten zalegly czynsz. Nie wiem jak z legalnoscia, ale ja bym zabrala wszystko co kupilam za swoje pieniadze. Bez zadnych skrupolow. Dlaczego mialabys zostawiac cos, co sama kupilas?

        I gratuluje decyzji odejscia. Zobaczysz, troche czasu minie i bedziesz dumna z siebie i swojej decyzji. I stworzysz normalny zwiazek z kims innym.

        Pozdrawiam i trzymaj sie.
        • agusiazabrze Re: Wyjście z sytuacji - długie... 10.07.12, 07:59
          jesli płacone z Twojego konta i faktura na Ciebie- to jest Twoje Bierz co mozesz i trzymaj się ciepło kiss
          • listopad2009 Re: Wyjście z sytuacji - długie... 10.07.12, 08:07
            Jesli faktura jest na firme, to chyba juz tak latwo nie pojdzie....

            Wkurzonaaa: pomysl sobie, nowe zycie zaczynasz. Dobrze, ze odeszlas, lepiej pozno niz wcale. Teraz bedziesz myslala o tym, ze wiadomo bylo od dawna, ze sie nie uda, tylko bylas zbyt zakochana, aby to zobaczyc. Bedziesz wkurzona na siebie za swoja naiwnosc, glupote itp. Ale w koncu staniesz na nogi, bedziesz silna i nigdy wiecej takich bledow nie popelnisz. Dobrze, ze dziecka nie macie. Trzymam kciuki za Ciebie i za Twoja wiare w siebie i swiat. Najwazniejsza decyzje juz podelas: BRAWO!!!
      • yoko0202 droga Wkurzona:) 10.07.12, 10:47
        zabieraj wszystko, co osobiście i za własne pieniądze kupiłaś, jeżeli pan będzie oponował, to powiedz mu, żeby się cieszył, że go nie naliczasz za te całe miesiące (lata?) utrzymywania.
        boli, i będzie, ale czas leczy rany i to nie jest pusty frazes
        a następnym razem zanim umówisz się z jakimś facetem choćby na kawę żądaj zaświadczenia o zarobkach i raportu z BIK smile
        • astrum-on-line Re: droga Wkurzona:) 10.07.12, 11:13
          O ile pamiętam to na początku on ją utrzymywał.
          Co do zbierania tego, co było kupione na firmę to też nie jest dobry pomysł. Majątek firmy to majątek firmy i z niego ewentualnie płaci się długi. Chodzi o ta nieszczęsną spółkę? Czy firmę ex? Mała różnica. I nie ma żadnego znaczenia, z czyich pieniędzy to było kupowane. Chyba że to były rzeczy do domy, brane na firmę, żeby zmniejszyć podatek. Takim kombinowaniem nie radziłabym się chwalić.

          Ogólnie założycielkę wątku popieram. W takiej sytuacji lepiej się rozstać niż ciągnąć chory związek i generować dalsze straty. Głowa do góry!
          • zuzanna56 Re: droga Wkurzona:) 10.07.12, 19:43
            Trzymam kciuki, aby ci się wszystko dobrze ułożyłosmile Dobrze zrobiłaś.
          • wkurzonaaaa Re: droga Wkurzona:) 11.07.12, 00:12
            astrum-on-line napisała:

            > O ile pamiętam to na początku on ją utrzymywał.

            Albo źle zrozumiałaś, albo ja nieprecyzyjnie się wyraziłam. Nie mieszkaliśmy ze sobą od początku. Widywaliśmy się kilka dni w tygodniu, czasem rzadziej, owszem ja nie dokładałam się do mieszkania, mimo, że spędzałam tam minimum 10 dni miesięcznie. Ja miałam swoje pieniądze na swoje wydatki, nigdy nie wzięłam od niego ani złotówki na coś dla siebie.
            Po mojej propozycji, żebym płaciła za mieszaknie, usłyszałam stanowcze nie, następnie zaproponowałam chociaż podział opłat za media, również się nie zgodził. Jednak to ja dbałam od zawsze o chemię gospodarczą czy kosmetyczną, o zakupy spożywcze. Nawet jak przyjeżdzałam na weekend to robiłam duże zakupy, gotowałam, sprzątałam i zawsze zostawiałam go z pełną lodówką. Do tego każda podróż też generowała koszty, a to ja do niego jeździłam, a nie on do mnie. Więc absolutnie nie można powiedzieć, że on mnie utrzymywał.

            > Co do zbierania tego, co było kupione na firmę to też nie jest dobry pomysł. Ma
            > jątek firmy to majątek firmy i z niego ewentualnie płaci się długi. Chodzi o ta
            > nieszczęsną spółkę? Czy firmę ex? Mała różnica. I nie ma żadnego znaczenia, z
            > czyich pieniędzy to było kupowane. Chyba że to były rzeczy do domy, brane na fi
            > rmę, żeby zmniejszyć podatek. Takim kombinowaniem nie radziłabym się chwalić.
            >

            Firma ma siedzibę w miejscu zamieszkania. Chodzi o działalność eksa tę samodzielną. Ale ok, wychodzi na to, że to też przepadło. I nie chwalę się takimi rzeczami, bo nie robiliśmy takich rzeczy, chociaż dziękuję za sugestię big_grin
            Po prostu pytałam, gdyż jestem na dnie finansowym i tak naprawdę bez pracy/zleceń i z debetem na koncie indifferent

            > Ogólnie założycielkę wątku popieram. W takiej sytuacji lepiej się rozstać niż c
            > iągnąć chory związek i generować dalsze straty. Głowa do góry!

            Dziękuję za poparcie. Jest ciężko, nawet cholernie, ale o dziwo dzisiaj mam pierwszy dzień od kilku tygodni, gdy już od jakiś 10 godzin nie wyłam jak bóbr z rozpaczy smile
            • krzysztofsf Re: droga Wkurzona:) 11.07.12, 07:30
              Moglo byc gorzej.
              Masz zawod, nie masz dzieci na utrzymaniu, masz odskocznie na przeczekanie u rodziny.
              Sporo kobiet grzeznie w takiej sytuacji w charakterze gospodyni domowej bez zawodu lub stazu zawodowego, cieszac sie zyciem przez kilka pierwszych lat, gdy "misiowi" dobrze ida interesy i lozy na wszystko, a partnerka ma tylko ladnie wygladac, dbac o dom i dzieci. A pozniej sytuacja jak powyzej, lub partner wymienia na mlodszy model.
            • malwina.113 Re: droga Wkurzona:) 11.07.12, 15:52
              z każdym dniem będzie lepiej i lżej, z czasem zobojętniejesz a potem zapomnisz...
              smile
            • asiara74 Re: droga Wkurzona:) 11.07.12, 22:14
              Dałaś się wykorzystać, odrób dobrze tą lekcję, którą życie ci dało bo nic więcej już się nie da zrobić.
              Plusem tej sytuacji jest to, że po prostu z walizka wyszłaś z chałupy i mogłaś zatrzasnąc za sobą drzwi nie oglądając się za siebie. Pomyśl, że masz z nim dziecko, wspólne mieszkanie i kredyt. Na dodatek nie masz dokąd sie z tego mieszkania wyprowadzić więc tkwisz tam z nieudańcem. Troche strat finansowych i psychicznych ale ile mądrości na przyszłość. Może jednak ten bilans nie jest taki tragiczny. A finanse, no cóz jak człowiek zdrowy, dyspozycyjny i chętny do pracy to da się odbudować
    • jemi-ola Re: Wyjście z sytuacji - długie... 11.07.12, 13:00
      Wkurzona, jak chcesz, to załatwię wam najtańszą pożyczkę hipoteczną na świecie, odezwij się na priv.
    • matysia_k Re: Wyjście z sytuacji - długie... 11.07.12, 23:30
      NApisz, jak sie trzymasz.. KIbicowałam Ci od poczatku i trzymałam kciuki za Ciebiesmile Bedzie dobrzesmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka