Apropos ilości rzeczy w domu to doszłam do wniosku, ze przez
tzw. "oszczedzanie" to mam w mieszkaniu niezłą graciarnie

Niewiele
wyrzucam, bo "wszystko sie przyda", nawet jak kupuję nowe skarpetki
( bo stare juz sprane), to tych starych tez nie wyrzucę, bo "w domu
jeszcze mozna pochodzic", i to takie marnotrastwo... Tak sobie
myślę, że mając więcej pieniędzy w pewnym sensie łatwiej sie
oszczędza na ilości zagospodarowanego miejsca. Czy zauwazyzliscie,
ze w domach dobrze sytuowanych czesto jest np. mniej ubran niz w
tych mniej bogatych? Tamci mają po np. 2 kurtki, 15 par skarpet, a w
domach "gdzie nic sie nie wyrzuca" - po 3 razy wiecej, z czego 90% w
stanie godnym pożałowania...
dalej: ci, którzy są biedniejsi, czseto robią zapasy - po kilka
paczek makaronu - bo promocja, ubranka dla dzieci - z wyprzedazy, na
4 sezony do przodu. Ci, którzy stale mają sporo na koncie kupują
tylko to, co akurat w danej chwili potrzebne. Znudził im sie film?
Ksiązka juz przeczytana? Buty podniszczone? Tych sie pozbywają a
kupuja nowe, zazwyczaj dobrej jakosci. A jak sie zniszczy/znudzi, to
kupi sie nowe, starych pozbywając bez sentymentów... Zas ci, którym
ciągle brakuje do pierwszego, trzymają niemalze wszystko - bo a nuz
potem nie bedzie za co kupic nowego, a w ogole to
przeciez "zapłacone", wyrzucic nie wolno, dopoki istnieje cien
szansy, ze jeszcze sie przyda...
Ech, a Wy do której geupy nalezycie? Bo ja niestety, do
tych "chomików"

(((
Tylko jak sie tego nawyku pozbyc?????