Chodzi mi o przekleta stolice, oczywiscie. Nie wiem, czasem mysle ze chyba ze mna jest naprawde cos nie tak

Ile, jak, i gdzie bym nie szukala, to zawsze proponuja mi maksymalnie 2 tysiace na reke i stanowisko, na ktorym nie ma szans na rozwoj.
Skonczylam bibliotekoznawstwo i informacje naukowa, o etatcie w zawodzie moge pomarzyc. Etat w BN, BUWie czy innej dobrej bibliotece to marzenie scietej glowy, znalezienie etatu w jakiejs mniejszej, osiedlowej bibliotece chociazby tez graniczy z cudem. No i pensje tez niewielkie. No wiec od lat "spelniam" sie jako asystentka, sekretarka. Doswiadczenie mam, obsluga komputera bdb, bezwzrokowe
pisane, angielski bdb (zdany CAE i kilkukrotne wyjazdy do UK). Wygladam dobrze, ubieram sie profesjonalnie, nie jestem zmanierowana (to nie tylko moje bezkrytyczne myslenie tylko opinie osob powiedzmy obiektywnych). Mysle, ze jestem dobrym pracownikiem, takim z glowa na karku, zreszta dotychczas wiekszosc moich pracodawcow mnie cenila (tyle ze na finanse sie to za bardzo nie przekladalo). Znam wiele dziewczyn o kwalifikacjach podobnych do moich,i dziewczyny te pracuja w duzych firmach i zarabiaja po 3,4 i nawet 5 tysiecy na
reke. Nie mam pojecia jak im sie te prace udaje dostac. Co wiecej, znam osoby ktorych jezyk jest np. slabszy niz moj a mimo to zarabiaja wiecej. Nie, nie sa ladniejsze ani nie sypiaja z szefem

, nie sa mlodsze... wiec o co cholerka chodzi.
Ja naprawde nie mam wygorowanych oczekiwan, chcialabym miec umowe o prace i zarobic chociaz te 2500 na reke by co miesiac nie liczyc sie z kazdym groszem i w koncu moc wziac ten zakichany kredyt na mieszkanie. No i moc cos oszczedzac, bo teraz nawet jesli cokolwiek odlozymy, to sa to niewielkie kwoty, rzedu 2-3 tysiace rocznie i zawsze znajdzie sie jakis pilny cel na ktory ta kasa pojdzie. A ja chcialabym miec jakies zabezpieczenie na przyszlosc czy jakies wieksze inwestycje, czy moze chciaz raz na pare lat pojechac na porzadne wakacje. Poza tym jestem osoba ktora lubi miec wszystko ulozone, zaplanowane a nasze oszczedzanie to tylko oszczedzanie pieniedzy dodatkowych, z premii, nagrod czy dodatkowej pracy, czyli dochodow ktorych wielkosci czy czestotliwosci nie przewidzimy. Z naszych stalych dochodow nie da sie prawie nic oszczedzic, zreszta ja nawet nie mam etatu, dopiero negocjuje przejscie nan
Chodzi mi takze o to, by w koncu zaczac robic cos bardziej ambitnego,inspirujacego, zamiast byc sekretarka czy asystentka od wszystkiego w firemce x, zajmowac sie czyms konkretnym w wiekszej firmie, dajacej mozliwosci rozwoju, oferujacej szkolenia itd. Nie wiem, moze rzecz w tym ze dotad pracowalam w niewielkich, zwykle prywatnych firmach a nie w duzych firmach czy korporacjach. No ale co zrobic, jak tylko te male mnie chca a te duze olewaja? Wysylam CV, odpowiadam na ogloszenia a zwykle nawet mnie nie zapraszaja na rozmowe...
Czytam czesto, takze na tym forum ze kobiety maja dobre pensje, rzedu kilku tysiecy zlotych. I tak sie zastanawiam, czy wszystkie panie, zarabiajace wiecej niz te magiczne 2 kawalki jestescie po prostu specjalistkami, czy moze sa tu tez "zwykle" sekretarki, asystentki i pracownice biur, ktore po prostu dobrze trafily? Jak Wam sie udalo znalezc taka dobra prace?