Gość: prof
IP: *.adsl.inetia.pl
09.09.09, 07:39
Na Słowację, ale do Chorwacji
Z rozdziałem krajów na te, do których, i te na które się jedzie, jest trochę
kłopotów. Decydują dawne zwyczaje. Najogólniej mówiąc, jedziemy do, gdy kraj
jest samodzielnym państwem, zwłaszcza nieco odleglejszym, zaś na, gdy kraj
traktowany jest trochę mniej "państwowo" - jak obszar, ziemia, teren,
prowincja, także gdy jest bliższym sąsiadem. Sytuacja się komplikuje, gdy z
niepaństwowego "obszaru" tworzy się państwo - bo językowy zwyczaj zostaje. W
kraju jedziemy na Śląsk, Mazowsze, Mazury, Kujawy (choć do Wielko- i
Małopolski, ale tam mamy w wyrazie Polskę), poza nim - na Litwę, Łotwę (już do
Estonii), Białoruś, Ukrainę, Słowację, Węgry. Kiedyś także - na Mołdawię, dziś
- do Mołdawii. Jeździmy także na wyspy, półwyspy i morza.
Pozdrawiam
Jerzy Bralczyk, Uniwersytet Warszawski
Tylko kilka nazw krajów (nie licząc państw-wysp) łączymy tradycyjnie z
przyimkiem na, są to: Słowacja, Węgry, Ukraina, Białoruś, Litwa i Łotwa
(więcej szczegółów o tym podaje Słownik wyrazów kłopotliwych PWN, hasło:
Litwa, Łotwa, Białoruś, Ukraina). W związku z tym powiemy: "Jadę na Słowację",
ale "Jadę do Chorwacji".
Mirosław Bańko, PWN