Dodaj do ulubionych

Murter - baaaaaardzo długie...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.04, 18:22
Mój opis z Cro.pl
Wyjechaliśmy z B-stoku 2 września, wróciliśmy 12. No i był to mój powrót do
Chorwacji po trzech
latach przerwy ( 2000 Trpanji, 2001 Orebic ). Dla ułatwienia całość podzielę
sobie na działy – myślę, że i dla czytających będzie to też pewnie
strawniejsze.

Dojazd: Jak zwykle samochodem i jak zwykle ( jako, że było dwóch kierowców )
postanowiliśmy jechać na raz. Wyjechaliśmy z Białegostoku ok 15,30 i
ruszyliśmy w stronę w W-wy, aby zboczyć tylko po znajomych do Ostrowii
Mazowieckiej. Oczywiście pare km za B-stokiem stali chłopcy w krzakach z
suszarka, ale miły kierowca Tira – tu pozdrawiam uprzedziłe mnie światłami.
Jakieś kilkaset metrów dalej jechało sobie Mondeo, powiedziałem
małżonce „...wyprzedzę pana powoli, a on napewno będzie miał niebieską
koszulę z pagonami...” i co oczywiście trafiłem, także uwaga na takie
pułapki.. No nic w Ostrowii dołączyła do nas jeszcze jedna parka i drugi
samochód, z którym umówiliśmy się w Jankach. Ja miałem jeszcze sprawę do
załatwienia w Polsacie w Alei Stanów Zjedn., ale jako, że nikt mi nie
powiedział, że wjeżdża się od innej innej strony, więc wykonałem sobie trzy
kółka po Saskiej Kempie:((. No ,ale do rzeczy droga do Cieszyna powoli tak
około 130-140 km/h oczywiście po drodze ( co uwielbiam ) jedzenie na parkingu
kanapeczek ( niestety podczas każdego wyjazdu jest to zawsze tylko raz, aha i
niech mi nikt nie mówi, że niezna tego smaczku ). W końcy docieramy do
Cieszyna, po drodze zaliczając bardzo fajne objazdy i dziury i wogóle, btw
zawsze sie zastanawiam dlaczego u nas nie da się pracować w nocy, a nie
przepraszam jak wracalismy ktoś zasuwał z budowy z taczką ze zdobytymi z
trudem łupami ( czyli jednak ktoś pracuje:)). Tankujemy na BP i jedziemy na
przejście, sprawdzanie paszportów przez co dziwi moich znajomych ( oni są w
unii a tu chcą paszportów...), kupuję czeską winietę na granicy ( mam gdzieś
szukanie stacji po nocy za parę złotych ) i ruszamy dalej. Dojeżdżamy do
Znojmo bez żadnych szczególnych ceregieli za wyjątkiem szukania gazu dla
kolegi, tankujemy go w końcu w w/w mieście, po drodzę dziwię się trochę, ale
jednak trzy lata temu było tam tych czerwonych latarnii o wiele więcej i
wjeżdżamy do Austrii. Jedziemy ze Znojmo w stronę Wiednia, tu pamiętam, że na
pierwszej stacji po wjeżdzie na A22 po prawej będą winiety, tak tez się staje
i jako że jest juz 4 rano to dopada mnie kryzys. Tłumaczę koledze jak i
dokąd ma jechać ( na Wiedeń, później na A2 i na Graz ) i udaję się na
spoczynek. Tyle, że dośc szybko zostałem obudzony przez hałas, spowodowany
przez ukraińskiego vana ocierającego sie o lewy bok mojego samochodu. Facet
nie zauważył znaku iz lewy pas top max 2 lub 2,2 szerokości samochodu
przestraszył sie betonowej zapory i odbił gwałtownie w prawo, składając nam
lusterko – dobrze, że nie odwalił, rysując przednie i tylne drzwi oraz tylny
błotnik. Mi jakoś udało się powstrzymać kolegę przed gwałtownym hamowanie na
autostradzie, czy też innymi gwałtownymi ruchami, stwierdziłem, że samochód
to rzecz nabyta oraz, że jak ja wyjeżdżam to zawsze musi coś się stać ( 2000
wyjazd na narty, ląduję na drzewie – szklanka, 5 miesięczna primerą, która
poszła do kasacji; marzec 2004 znów narty po 100 km, zatarł się silnik, auto
było miesiąc po gwarancji, ale niestety wina serwisu więc silnik został
wymieniony za darmo!!! - polecam Toyotę ) i teraz już będzie swięty spokój.
Reszta podróży przez Austrię przebiegła bez problemu, dojechaliśmy do
Słowenii, gdzie zatrzymaliśmy się na śniadanko i tankowanko w barze Kompass,
tuż za przejściem granicznym.
Ceny i dokładne przeliczniki npdst. paragonów i wyciągów z kart podam na
końcu. Dalej sam juz dosiadłem sie do kierownicy i ruszyliśmy w dalszą drogę
kierując się ku Chorwacji. Przejazd przez Słowenię jak zwykle, na przejściu
Macelji wymieniam 20E na kuny coby mieć na autostrady ( przelicznik taki
sobie ) i jedziemy jak zwykle na Karlovac. Dla zainteresowanych: kolegi Dodge
był na gaz, i w Słowenii go nie widział, co do Austrii to na stronie narty.pl
jest spis takowych, także tankował dopiero na stacji Petrol przed Karlovacem.
W końcu wjeżdżamy na autostradę do Splitu i tu Panie, Panowie kopara mnie
opadła, że hej do samej ziemi. Chorwacja 26,06,1991 – deklaracja
niepodległości, 4 lata wojny, autostrada prowadzi w większości przez tereny
Krainy wyzwolonej dopiero w wynika akcji „Burza” vel „Oluja” w dniach 5-
10.08.1995 i w ciągu trzech lat wybudowali taką autostradę i to jeszcze przez
tak trudny teren. ( Tu posypały się, nie do zacytowania oczywiści, peany na
temat klasy rządzącej w naszym pieknym kraju, gdzie wojna zakończyła się
niespełna 59 lat temu, a do tego są tak trudne równinne tereny, a by budować
tu autostrady ). Powiem tyle, pieniądze wydane na przejazd A1 są tego
naprawdę warte, pomijając korki w sezonie, jazda ta drogą to prawdziwa
przyjemność, jechałem miejscami 190 km/h, a trójka moich pasażerów sobie
smacznie spała. W tamtą stronę piątek, z powrotem to była sobota i nie była
najmniejszego korka, nawet na objeździe tunelu Mala Kapela – podobała mi się
nawet to urozmaicenie ( takie nasze Beskidy ). Oczywiście atrakcje już
zapewnione: przy wjeździe do tunele Sv.Rok 13 stopni i mgła, więc
mówię: ...na temat tego co będzie za tunelem to się nie wypowaiadam..., a tam
oni mają opad szczęk, gdyz swieci piękne słoneczko i temp. Gwałtownie rośnie
do 28 stopni. W końcu na 12.30 dojechaliśmy na Murter.
Powrót zajął mi do Białegostoku 19h, w tym 2h przerwy, czyli jechałem 17h,
jakoś juz nie dawałem nikomu kierownicy i droga przebiegła bez niespodzianek.
Wyjechaliśmy z Murteru o 7 rano, w Zagrzebiu o 9.30 – ta autostrada, w
Słowenii tankowanie i obiadek – w innym dziale podam namiar,opis i ceny,
Wiedeń około 15 i juz z daleka od lewego pasa, do Polski wjeżdżamy o 18.30.
Czyli 1100 km w ciągu 11,5h a 550 km w ciągu 7,5h także w Białymstoku bylismy
na drugą w nocy.
Gwoli podsumowania, jeżeli nie ma korków w Chorwacji i jedzie ktoś w okolice
Zadar, Split, Sibenik i dalej na południe to tylko autostradą, pieniążki
płacone na bramkach to nic w porównaniu do zaoszczędzonego czasu.
Wcześniejszy przejazd na Peljesac przez Chorwację zajmował nam zawsze około
11 godzin, czyli 8-9 Zagrzeb, a dopiero 14-15 okolice Splitu. Już nie mogę
się doczekąć roku 2008 i doporowadzenia autostrady do samego Dubrownika (
choć i do Ploce by mi wystarczyło ).

Zakwaterowanie: Pojechaliśmy w ciemno i jeżeli dla 2 i 4 osób nie byłoby
problemu ze znalezieniem super apartamentu i to w dobrym miejscu, to już dla
6 osób i dla jeszcze 2 dojeżdząjących dwa dni później było to trochę
problematyczne. Zaczęlismy ok. 12.30, a skończyliśmy dopiero o 16.00 i muszę
powiedzieć, że zaczął nas lekko trafiać szlag. Były naprawdę świetne kwatery
dla 4 osób za 55E, między apteką, a trafiką: dla każdej pary salonik z
satelitą, kuchenka, łazieneczka i sypialnia, do tego fajny tarasik –
niestety bez widoku i blisko morza, jeden minus to tylko, cytuję:”...te
cholerne pierdzące skuterki...”, no ale nas było dużo więcej. Oglądaliśmy też
apartamenty, gdzie brak terakoty na środku pokoju został uzupełniony
gazetami, norę miejscowego listonosza za 7E od osoby, gdzie jedna łazienka
przypadała na osób 12, facet z IT w Betinie, który zaprowadził nas do
apartmana z tarasem, który to był wielkości balkonu z polskich wieżowców i
wychodził na budynek gospodarczy. Z innych ciekawostek znaleźlismy
klimatyzowane pokoje o bardzo wysokim standardzie z widokiem na plażę
Slanica, do tego oczywiście basen, po 70E za parę na dobę, ale małżonki
wybiły nam to z głów. W końcu zmęczeni, trochę nieładnie pachnący trafilismy
do willi Ruzicy , przy ulicy prowadzącej do plaży Slanica i jakieś 150 metrów
od Konoby Skalina
Obserwuj wątek
    • Gość: Przemek ciąg dalszy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.04, 18:25
      Oczywiście miało byc Saskiej Kępie:)))
      ...Skalinada( idąc od razu w górę ).
      WWW.SEECROATIA.COM
      RUZICA SIKIC
      MURTER, PUT SLANICE 16
      CROTIA
      po sezonie
      IVANA MESTROVICA 1/A
      KARLOVAC
      TEL: 0038547415266
      Apartman miał trzy sypialnie, dwie łazienki, ogromną kuchnie połączoną z
      livingiem z TV – w kótrym to oglądaliśmy mecz Cro-Hun, do tego dwa tarasy: z
      jednego był piękny widok na Murter, Betinę, całe Murtersko More, wyspy i sta ły
      ląd; ale niestety Bora przewracała na nim nawet filizanki z kawą, natomiast
      drugi z przeciwnej strony domu, na którym nie było wiatru i temp. wieczorem
      wynosiła 26 stopni, no ostatniej nocy juz tylko:) 20, ale niestety widok
      obejmował tylko górki po drugiej strony wyspy. Płaciliśmy za 6 osób 80E za
      dobę, gdy dojechała jeszcze dwójka naszych znajomych, dostali oni sypialnię i
      łazienke pietro wyżej, korzystali z naszej kuchni i razem było to 100E, czyli
      25 na parę, ujdzie. W trakcie okazało się również, że nasza gospodyni posiada
      oczywiście własny kawał ziemi na Kornatach z domkiem na 6, max. 7 osób, za 60E
      za dobę. Woda dochodzi do domku z cysterny, ogrzewanie i elektryka jest z
      agregatu gazowego, do tego łódeczka o mocy chyba 6PS, oczywiście ogromny taras,
      dodatkowy koszt to transfer tam i z powrotem po 50E w jedną stronę od
      wszystkich osób. Jak powiedziała nasza gospodyni, tu tłumaczę: „... cisza,
      spokój, siedzisz na tarasie i grillujesz hobotnicę..., a jak się zachce
      cywilizacji to idziesz na górę i schodzisz na drugą stronę wyspy, gdzie jest
      mała restauracyjka i kilka domków...”. Muszę powiedzieć , ze choć na początku
      nie byłem zadowolony z kwatery to jednak widoki z tarasu ( mimo wiatru ) i do
      tego mozliwość długiego spaceru do miasta na żarełko i napitkę zrekompensowała
      to wszystko. I tu gwoli podsumowania, jeślio wybieracie się w więcej osób niż
      cztery to naprawdę niepolecam jechania w ciemno, zwłaszcza, gdy robiliście
      trasę na raz, jest to naprawdę męczące i trudne znalezienie apartamentu dla 6-8
      osób tak jak w naszym przypadku, jeśli jedziecie we cztery osoby to jak
      najbardziej.
      Plażowanie: Na początęk wybralismy się na plażę Cigrada, żwirowa zatoczka może
      i ok, ale dla dzieci, skałki też jakoś nie przypadły mi do gustu, chyba
      dlatego, że potwornie wiało. Do tego osławiona knajpka na tej plaży odstraszyła
      brudkiem i czasem oczekiwania na zainteresowanie, który zdecydowanie
      przekroczył moją wytrzymałość. Dlatego po godzince zabraliśmy się na Slanicę.
      Tutaj parking za 10 kun, ale oczywiście widziałem tez tych co zaoszczędzili i
      zatrzymywali się przy sklepie ( mogli ruszyć z buta ). Zatoczka żwirkowa jak
      wyżej Cigrada, do tego zdecydowanie za dużo ludzi, a więc idziemy dalej na
      skałki poniżej campingu. No tu już zdecydowanie fajniej, zejście do wody takie
      sobie, ale za to piękne widoczki pod wodą, przed sobą i wogóle. Radzę uważać
      jedynie na żółto-zielone porosty, ponieważ są trochę śliskie, co poczułem na
      sobie waląc tyłkiem i kością ogonową o skałę. Należy również poznać dokładnie
      gdzie co kupic na tej plaży, gdyż może to się skonczyć tak jak nam, gdy żony
      kupując sobie 2 soczki i 2 pifka pozbyły sie 50 kun, a w nastepnej knajpie
      mogły to zrobić za 30, nie wspominając już o sklepie przy parkingu, ale ceny to
      temat na inny tom. Rekonesans dokonany w międzyczasie pokazał nam , że za
      campingiem znajduje się jeszcze ładniejsza plaża.
      Następnego dnia dojeżdżamy do Slanicy, a tu nie ma poplatku przy wjeździe,
      wjeżdżamy na wąską drogę między knajpami i plażą, nie polecam mijania się tutaj
      z innymi samochodami ( sprawdzone na własnej skórze ), no chyba, że ktoś lubi
      lusterko koło lusterka, lusterka przy murku, lub pół opony zawieszonej na
      krawędzi drogi. Zajechaliśmy, aż do samej grobli na wysepkę, tu wreszcie pacimy
      10 kn, ale za to można wypozyczyc leżak za 20kn, co nie jest możliwe, gdy
      opłata jest pobierana przy samej Slanicy.
      Idziemy poprzez krzaczorki na plażę opisaną jako Nudisticka, ludzi malutko,
      część na naguska, część tekstylna. Chwila konsternacji i jednak postanowiłem
      spróbować bez majteczek... ehh. Super, szczerze mówiąc nie wyobrażam juz sobie
      plażowania w gatkach. Co do plaży: nie było za dużo ludzi, choc jeśli ktos
      ludzi całkowite pustkowie to może sie wybrać dalej na skałki, Zejście do wody
      trochę kamyczków, ale zaraz zaczyna się żwirek, więc dla dzieci super, można
      popłynąc w bok i tam ma się skałki i większe zycie podwodne, a do tego
      opadająca w pewnym momencie w głąb pionowa ściana. Trochę dalej od plązy wgłab
      morza na dnie pojawia się rośliność i tu naprawdę ładne widoczki, na rybki,
      krabiki i inne morskie dziwadła, jeśli ktoś jest w stanie też zanurkować można
      wyciągnąć fajne okazy muszli – nawet te duże, do tego rozgwiazdy, czy też
      inne...
      Zdziwiła mnie tylko dość duża ilość meduz na tej pląży, nigdy ich jeszcze w
      Chorwacji nie widziałem, oprócz małych takich jak w naszym Bałtyku, były też
      takie wielkości piłki nożnej w kolorze brazu, feeee. Kolega uciekając od
      takowej zaliczył bliskie spotkanie z tą mniejszą. Innego dnia wybraliśmy się na
      skałki z ławeczką pod drzewem, było fajnie i pusto, ale wiatra donosił do nas
      zapach ryb. Po południu często zrywał się juz wiatr co dawało fale, wtedy juz
      pływało się ciężej, ale dzięki temu morze nanosiło na dno fajne okazy, o czym
      można było się przekonać następnego dnia.
      Innych plaż nie zwiedziłem bo ta mi naprawdę odpowiadała, niedużo ludzi, fajne
      dno ( trzeba było trochę odpłynąć ) cisza i spokój. Plaża ta przypominała mi
      troche Dubę na półwyspie Peljesac. Na korzyść spokoju na tej plązy świadczy
      niech to, że jak zacząłem we wtrorek po południu czytać „Powstanie Warszwskie”
      Davisa to do piatki doszedłem do strony 780, czyli naprawdę mogłem się skupić
      na lekturze.
      Miasto Murter: Miłe, spokojne i ciche, nic ciekawego do oglądania... Życie
      toczy się rano i wieczorem, w ciągu dnia większość rzeczy pozamykana, czyli
      normalka śródziemnomorska. Moim zdaniem bardzo podobne do Trpanji i Orebicia,
      choć ten drugi jest położony w jeszcze ładniejszych okolicznościach przyrody
      niż Murter.
      Co sie przyda: piekarnia – w prawo od centralnego skrzyżawania w miasteczku
      ulica Matije Gupca, tuz obok wcześnie rano bazar rybny i całodniowo w stronę
      portu bazar warzywno-owocowy. Market znajduje się na lewo od tego placu idać
      wąską uliczką w lewo, przy niej znajdują sie sklepiki z rybkami, mięskiem i
      spozywczy. Wieczorem pojawiają się zaś kramiki z winem, rakiją, figami i
      serwetkami. Polecam wejście do knajpki przy bocznej ulicy gdzie jest
      napis „Domace vino, rakija..” , ciemno, siedzą miejscowi, piją winko i rakiję
      zagryzając płatami mięsa, krojonymi przez właścieciela, z oliwkami. Dalej
      pizzeria Barbara, otwarta od godziny 13.00, którą polecam zdecydowanie – opis w
      dziale Knajpy. Dalej dochodzi się do supermarketu i banku ( prowizja za wymianę
      E na Kn to 1%, a kurs ). Dalej jest apteka czynna 9-12, 18-21 ( to
      moja choroba zawodowa, zawsze muszę zwiedzić aptekę, gdziekolwiek jestem ). Tuż
      za supermarketem. można skręcić w prawo i po kilkuset metrach dojdzie się do
      konoby Skalinada, którą też polecam i opiszę w następnym dziale.
      Wycieczki: Tak jak na 7 dni pobytu na miejscu, nie było na to za dużo czasu, a
      więc do Paklenicy się nie wybraliśmy, znajomi pojechali tylko do Krki i
      Sibenika, ale że mieli to zamiar obskoczyć w jeden dzień ( ja lubie zwiedzac w
      miarę powoli i dokładnie ), a do tego stwierdziłem, że i tak Krka nie równa się
      Plitvicom, a Sibenik Dubrownikowi, więc tam nie pojechaliśmy. Wybraliśmy się za
      to na Kornaty ( w porcie w Murterze 7.09 nie było niestety nikogo z forum ).
      Przyszedłem dzień wczesniej i na chybił trafił wybrałem statek „Tureta”, cena
      wyjściowa to było 200 Kn od osoby, ale dla 8 osób zeszli na 180, co sami
      zaproponowali, także odbyło się bez targowanaia, na co czasami jeste
      • Gość: Przemek Re: ciąg dalszy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.04, 18:27
        ( Przyszedłem dzień wczesniej i na chybił trafił wybrałem statek „Tureta”, cena
        wyjściowa to było 200 Kn od osoby, ale dla 8 osób zeszli na 180, co sami
        zaproponowali, także odbyło się bez targowanaia, na co czasami jestem zbyt
        leniwy. Rano tak wyszło ( w związku z moją ideą spotkania ludzi z forum ), że
        byliśmy na statku pierwsi, zajęliśmy najlepsze miejsca na górnym pokładzie i
        zacząłem sie zastanawiać, po cholerę wybrałem tak duża łajbę, na którą wejdzie
        napewno ze 100 osób, a do tego będzie płynąć w tempie żółwia. Na szczęście
        ludzi było naprawdę niewiele, a statek o dziwo był najszybszy ze wszystkich
        płynących na Kornaty. Powitanie rakiją, której sam zapach wskazywał juz na cenę
        5 Kn za litr ;), także nawet nie spróbowałem. Fajna była za to obsada statku,
        popijali oczywiście od poaczątku do końca rejsu, byli na przemian kucharzami,
        marynarzami, kapitanami i przewodnikami. Załogant pociągający najwięcej i
        wyglądający na amatora taniej rakiji wykazał się przy objaśnianiu celu
        wycieczki znajomością języka włoskiego, niemieckiego, angielskiego i oczywiście
        chorwackieg, był nawet przez dwanaście dni w Polsce, pamiętał Książ, Bolków
        etc., a z Wrocławia najbardziej i chyba jedynie knajpę Spiż. Dodam jeszcze, że
        miał czarne łapska, ucięty palec i następnie udał sie do kuchni, gdzie ręcznie
        mieszal, sic! sałatkę. Kornaty oczywiście prześliczne, niezłe wrażenie robią
        wszechobecne murki, które oddzielają tereny prywatnych właścicieli. Nie bedę
        opisywał bo warto się tam wybrać. Po kilkugodzinach rejsu wpłynęliśmy do
        zatoczki ( nazwa wyleciała mi z głowy, w każdym razie był tam szumny supermarkt
        i restoran ). Tam spożylismy obiad – chyba makrela – nawet zjadliwa, lub
        mięsko, do tego chlebek, nieszczęsna sałatka – głód spowodował, że z rąk
        mieszających tylko sobie żartowaliśmy i winko Bielo Stolove – cena w
        supermarkecie w Murterze 9,98 kuny. Następnie był free time, więc udaliśmy się
        na kąpiel. Zatoczka była śliczna, ale jako, że była tu ogromna przystań
        żeglarska, więc raczej nie będę komentował ilości syfu na dnie i w niektórych
        miejscach na brzegu.
        Powrót trwał juz tylko 1,45 h także na 17 bylismy z powrotrem w Murterze
        mijając m.in. Fermę tuńczyka, który po podrośnięciu wysyłany jest do Japonii,
        nad wodą w tym miejscu krązyły zaś ogromne ilości mew ( wiedzą, gdzie się
        nażreć łatwo i bez wysiłku. Także polecam wyprawę na Kornaty, proszę nie
        przerażać się jakością żarełka – nikt z nas nie miał żadnych sensacji, a ja
        zastanawiam się nad spędzeniem kilku dni tylko na tych wyspach ( żoncia
        niestety jest „niebardzo”).
        Knajpy: Wyjazd nasz był dość krótki, także postanowiliścmy stołować się tylko w
        knajpkach ( oczywiście oprócz sniadań ), najbardziej do gustu przypadła nam
        pizzeria Barbara – czynna już od godziny 13.00, menu po Polsku, a dania
        naprawdę pyszne i ogromne, jak zamówiłem sałatkę z nerczanami, a potem jeszcze
        duża pizzę i popiłem piwem to naprawde myślałem, że pęknę. Dziewczyny
        zachwycały sie tortellini, lasagną itd., obsługa miła, konkretna i szybka.
        Znajdę paragony i podam wam ceny. Ale przecież nie przyjechalismy do Chorwacji
        wcinać dań kuchni włoskiej, tylko rybki i owoce morza ( jak mówili znajomi
        robaki z morza ). Tutaj najbardziej przypadła nam do gustu Skalina, może
        dlatego, że było tutaj nam najbliżej, a może, iz lubię knajpki położone na
        uboczu, a nie w centrach, gdyż takowe muszą sie czyms wyrózniac, aby
        przyciągnąć klienta. Tutaj na dzień dobry „domaca rakija” po kieliszku,
        następnie kelner ( najfajnieszy i zakecony był taki mały w okularckach )
        polecał co było świeże, ale ja oczywiście kierowałem się swoim nosem. Na
        poczatek namówiełem żonę na kalmary – trochę mnie to kosztowała gadania, ale
        zamawiała to po kilku dniach, więc smakowało napewno. Ja na początek zjadłem
        gulasz z ośmiornicą, miałem nadzieję oczywiście na kawał tejże na talerzu, ale
        i tak było pyszne, aha do gulaszku podana była polenta. Z innych dań jako
        przystawki polecam zupki: pomidorową i rybną po 10 Kn, slane sardele – 3 sztuki
        za 15 Kn, innym razem jedliśmy Brudet, jest to danie na dwie osoby ryba w
        dzwonkach, do tego grube talary podpieczonych ziemniaków, cebula i to wszystko
        w sosie pomidorowym ( a nasze pomidorki do ichnich się nie równają ), porcyjka
        naprawdę wielgachna. Co do krabów, to jeśli ktoś lubi się chrzanić z
        rozłupywaniem itd., ja uwielbiam, to polecam pohane – czyli zanurzone w gorącym
        oleju, lub na zaru czyli z grilla, w cenie po 80 Kn, za sztuk jak pamiętam
        chyba 8, są też juz połupane w cenie 50 Kn, ale nie wiem za ile i z czym,
        ponieważ jak pisałem lubie łupać, wrażliwi nie czytać: i wysysać oczka...mniam.
        Nie mogłem sobie oczywiście darować też kalmarków, oczywiście z domowymi
        frytami ( co widać po frytkach ) i muli, ale to ostatnie już jako deserek.
        Małżonki jako deserki wcinały lody i naleśniczki i tez podobno były pyszne –
        tego ja znów nie jadam. Na koniec po jedzonku kelner częstował nas również
        kieliszeczkiem wina Prosek – ciężkie i słodkie, oczywiście na koszt firmy. Inne
        lokale w miejscowości Murter niestety nie zostały przez nas sparawdzone, ze
        względu na niewielką ilość czasu, jak i tym, że Skalinada naprawdę była
        swietna. Aha dla formalności dodam, że moi znajomi nie gustujący w robalach,
        zajadali się podawanymi tam daniami mięsnymi. Co do innych lokali to
        zaliczylismy jeszcze Compass przy wjeździe do Słowenii z Austri, jak na
        śniadanie to ujdzie, ale nie polecam. Natomiast wracając zajechalismy do
        przydrożnej knajpki z hotelem, między Ptujem, a Mariborem o nazwie
        Gostilna „Celan”, zamówiliśmy po rosołku, po talerzu Cevapi z frytkami, kawkę z
        mlekiem, herbatkę, dwie sałatki, dwie cole; ceny oczywiście w tolarach więc nic
        nam nie mówiły. Dostaliśmy ogromną wazę mniamuśnego rosołku, największy
        Cevapcici jakie widziałem w życiu, wielkie michy sałaty itd. Znajomych sznycle
        miały powierzchnie dosłownie płyt analogowych. No, ale wracam do mojego
        żarełka, płatność była kartą, po kilku dniach sprawdzam, a tu zeszło 88 pln, a
        po wielkości porcji spodziewałem się naprawdę dwa razy tyle.












        Ceny:
        Paliwo w Słowenii, płaciłem kartą American Express, bank Millenium: 46,83Litra
        Stacja Petrol – obciążenie karty: 180,07, czyli za litr 3,845 pln; 52,84Litra
        OMV Istrabenz – obciążenie Visy Classis ten sam bank 202,21, czyli za litr
        3,826 pln. W Chorwacji nie ja płaciłem, za paliwo, więc cen nie podam, cen gazu
        niestety nie pamiętam.
        Wypłaciłem też z bankomatu w Cro 300 Kun, bank jak wyżej karta Visa Electron,
        prowizja 9 pln, wartośc Kun to 181,32 pln.
        Ceny z knajp w Słowenii:
        „Celan” - jak pisałem obciążenie karty Amex to 88,63 pln, Tolary: 4780, Euro
        20,17
        Ceny za 1 porcję w tolarach:
        Cevapcici 1000
        Sezonska solata: 400
        Frytki: 350
        Goveja Juha ( Rosól ): 300
        Herbata: 150
        Kawa z mlekiem: 170
        Cola: 120
        „Kompas” - Visa 50,74, tolary 2740, euro 11,82
        Cevapi: 990
        Frytki: 350
        Omlet z serem: 600
        Chleb: 180
        Kawa: 200
        Herbata: 220
        Tesco we Frydek-Mistek za 2 karimaty: 20,68 pln – to 148 koron
        Piekarnia w Murter na ulicy Matije Gupca: burek z serem: 12; mała pizza: 10;
        chleb 4-5
        Dobra podaje teraz ceny z knajp w Murter w kunach:
        Pizzeria Barbara: Pizza duża z owocami morza: 40; Sałatka z nerczanami: 40,
        Sezonowa 15; Pizza Serowa duza: 30; Piwo lane 0,5: 12, Cola 0,25: 10;
        Przelicznik rachunku z tej knajpy 57 Kun = 8 euro; Sałatka z pomidorami i serem
        Mozzarela: 25 Kun.
        Skalinada: Gulasz z Ośmiornicy z Polentą: 55; Dwa duze kalmary z grila i
        frytki: 50; Piwo lane 0,5: 12; Sprite 0,25: 10; Sok jabłkowy 0,2: 12; Sałatka:
        12 Kun.
        Więcej cen nie pamiętam, rachunków nie dowiozłem, mam nadzieję, że ktoś z Was
        dotarł do końca. Jak coś jeszcze znajdę, napewno napiszę.
        Przemek
        • przemek34 Re: ciąg dalszy... m. in. ceny z Murter 23.03.05, 20:46
          Podbiłem dla zainteresowanych
          • Gość: Mirek Re: ciąg dalszy... m. in. ceny z Murter IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.03.05, 07:51
            Fajnie się to czyta.
        • Gość: kati Re: ciąg dalszy... IP: 213.17.171.* 24.03.05, 08:30
          za dużo niepotrzebnych informacji, trochę przynudne

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka