Gość: Przemek
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
21.09.04, 18:22
Mój opis z Cro.pl
Wyjechaliśmy z B-stoku 2 września, wróciliśmy 12. No i był to mój powrót do
Chorwacji po trzech
latach przerwy ( 2000 Trpanji, 2001 Orebic ). Dla ułatwienia całość podzielę
sobie na działy – myślę, że i dla czytających będzie to też pewnie
strawniejsze.
Dojazd: Jak zwykle samochodem i jak zwykle ( jako, że było dwóch kierowców )
postanowiliśmy jechać na raz. Wyjechaliśmy z Białegostoku ok 15,30 i
ruszyliśmy w stronę w W-wy, aby zboczyć tylko po znajomych do Ostrowii
Mazowieckiej. Oczywiście pare km za B-stokiem stali chłopcy w krzakach z
suszarka, ale miły kierowca Tira – tu pozdrawiam uprzedziłe mnie światłami.
Jakieś kilkaset metrów dalej jechało sobie Mondeo, powiedziałem
małżonce „...wyprzedzę pana powoli, a on napewno będzie miał niebieską
koszulę z pagonami...” i co oczywiście trafiłem, także uwaga na takie
pułapki.. No nic w Ostrowii dołączyła do nas jeszcze jedna parka i drugi
samochód, z którym umówiliśmy się w Jankach. Ja miałem jeszcze sprawę do
załatwienia w Polsacie w Alei Stanów Zjedn., ale jako, że nikt mi nie
powiedział, że wjeżdża się od innej innej strony, więc wykonałem sobie trzy
kółka po Saskiej Kempie:((. No ,ale do rzeczy droga do Cieszyna powoli tak
około 130-140 km/h oczywiście po drodze ( co uwielbiam ) jedzenie na parkingu
kanapeczek ( niestety podczas każdego wyjazdu jest to zawsze tylko raz, aha i
niech mi nikt nie mówi, że niezna tego smaczku ). W końcy docieramy do
Cieszyna, po drodze zaliczając bardzo fajne objazdy i dziury i wogóle, btw
zawsze sie zastanawiam dlaczego u nas nie da się pracować w nocy, a nie
przepraszam jak wracalismy ktoś zasuwał z budowy z taczką ze zdobytymi z
trudem łupami ( czyli jednak ktoś pracuje:)). Tankujemy na BP i jedziemy na
przejście, sprawdzanie paszportów przez co dziwi moich znajomych ( oni są w
unii a tu chcą paszportów...), kupuję czeską winietę na granicy ( mam gdzieś
szukanie stacji po nocy za parę złotych ) i ruszamy dalej. Dojeżdżamy do
Znojmo bez żadnych szczególnych ceregieli za wyjątkiem szukania gazu dla
kolegi, tankujemy go w końcu w w/w mieście, po drodzę dziwię się trochę, ale
jednak trzy lata temu było tam tych czerwonych latarnii o wiele więcej i
wjeżdżamy do Austrii. Jedziemy ze Znojmo w stronę Wiednia, tu pamiętam, że na
pierwszej stacji po wjeżdzie na A22 po prawej będą winiety, tak tez się staje
i jako że jest juz 4 rano to dopada mnie kryzys. Tłumaczę koledze jak i
dokąd ma jechać ( na Wiedeń, później na A2 i na Graz ) i udaję się na
spoczynek. Tyle, że dośc szybko zostałem obudzony przez hałas, spowodowany
przez ukraińskiego vana ocierającego sie o lewy bok mojego samochodu. Facet
nie zauważył znaku iz lewy pas top max 2 lub 2,2 szerokości samochodu
przestraszył sie betonowej zapory i odbił gwałtownie w prawo, składając nam
lusterko – dobrze, że nie odwalił, rysując przednie i tylne drzwi oraz tylny
błotnik. Mi jakoś udało się powstrzymać kolegę przed gwałtownym hamowanie na
autostradzie, czy też innymi gwałtownymi ruchami, stwierdziłem, że samochód
to rzecz nabyta oraz, że jak ja wyjeżdżam to zawsze musi coś się stać ( 2000
wyjazd na narty, ląduję na drzewie – szklanka, 5 miesięczna primerą, która
poszła do kasacji; marzec 2004 znów narty po 100 km, zatarł się silnik, auto
było miesiąc po gwarancji, ale niestety wina serwisu więc silnik został
wymieniony za darmo!!! - polecam Toyotę ) i teraz już będzie swięty spokój.
Reszta podróży przez Austrię przebiegła bez problemu, dojechaliśmy do
Słowenii, gdzie zatrzymaliśmy się na śniadanko i tankowanko w barze Kompass,
tuż za przejściem granicznym.
Ceny i dokładne przeliczniki npdst. paragonów i wyciągów z kart podam na
końcu. Dalej sam juz dosiadłem sie do kierownicy i ruszyliśmy w dalszą drogę
kierując się ku Chorwacji. Przejazd przez Słowenię jak zwykle, na przejściu
Macelji wymieniam 20E na kuny coby mieć na autostrady ( przelicznik taki
sobie ) i jedziemy jak zwykle na Karlovac. Dla zainteresowanych: kolegi Dodge
był na gaz, i w Słowenii go nie widział, co do Austrii to na stronie narty.pl
jest spis takowych, także tankował dopiero na stacji Petrol przed Karlovacem.
W końcu wjeżdżamy na autostradę do Splitu i tu Panie, Panowie kopara mnie
opadła, że hej do samej ziemi. Chorwacja 26,06,1991 – deklaracja
niepodległości, 4 lata wojny, autostrada prowadzi w większości przez tereny
Krainy wyzwolonej dopiero w wynika akcji „Burza” vel „Oluja” w dniach 5-
10.08.1995 i w ciągu trzech lat wybudowali taką autostradę i to jeszcze przez
tak trudny teren. ( Tu posypały się, nie do zacytowania oczywiści, peany na
temat klasy rządzącej w naszym pieknym kraju, gdzie wojna zakończyła się
niespełna 59 lat temu, a do tego są tak trudne równinne tereny, a by budować
tu autostrady ). Powiem tyle, pieniądze wydane na przejazd A1 są tego
naprawdę warte, pomijając korki w sezonie, jazda ta drogą to prawdziwa
przyjemność, jechałem miejscami 190 km/h, a trójka moich pasażerów sobie
smacznie spała. W tamtą stronę piątek, z powrotem to była sobota i nie była
najmniejszego korka, nawet na objeździe tunelu Mala Kapela – podobała mi się
nawet to urozmaicenie ( takie nasze Beskidy ). Oczywiście atrakcje już
zapewnione: przy wjeździe do tunele Sv.Rok 13 stopni i mgła, więc
mówię: ...na temat tego co będzie za tunelem to się nie wypowaiadam..., a tam
oni mają opad szczęk, gdyz swieci piękne słoneczko i temp. Gwałtownie rośnie
do 28 stopni. W końcu na 12.30 dojechaliśmy na Murter.
Powrót zajął mi do Białegostoku 19h, w tym 2h przerwy, czyli jechałem 17h,
jakoś juz nie dawałem nikomu kierownicy i droga przebiegła bez niespodzianek.
Wyjechaliśmy z Murteru o 7 rano, w Zagrzebiu o 9.30 – ta autostrada, w
Słowenii tankowanie i obiadek – w innym dziale podam namiar,opis i ceny,
Wiedeń około 15 i juz z daleka od lewego pasa, do Polski wjeżdżamy o 18.30.
Czyli 1100 km w ciągu 11,5h a 550 km w ciągu 7,5h także w Białymstoku bylismy
na drugą w nocy.
Gwoli podsumowania, jeżeli nie ma korków w Chorwacji i jedzie ktoś w okolice
Zadar, Split, Sibenik i dalej na południe to tylko autostradą, pieniążki
płacone na bramkach to nic w porównaniu do zaoszczędzonego czasu.
Wcześniejszy przejazd na Peljesac przez Chorwację zajmował nam zawsze około
11 godzin, czyli 8-9 Zagrzeb, a dopiero 14-15 okolice Splitu. Już nie mogę
się doczekąć roku 2008 i doporowadzenia autostrady do samego Dubrownika (
choć i do Ploce by mi wystarczyło ).
Zakwaterowanie: Pojechaliśmy w ciemno i jeżeli dla 2 i 4 osób nie byłoby
problemu ze znalezieniem super apartamentu i to w dobrym miejscu, to już dla
6 osób i dla jeszcze 2 dojeżdząjących dwa dni później było to trochę
problematyczne. Zaczęlismy ok. 12.30, a skończyliśmy dopiero o 16.00 i muszę
powiedzieć, że zaczął nas lekko trafiać szlag. Były naprawdę świetne kwatery
dla 4 osób za 55E, między apteką, a trafiką: dla każdej pary salonik z
satelitą, kuchenka, łazieneczka i sypialnia, do tego fajny tarasik –
niestety bez widoku i blisko morza, jeden minus to tylko, cytuję:”...te
cholerne pierdzące skuterki...”, no ale nas było dużo więcej. Oglądaliśmy też
apartamenty, gdzie brak terakoty na środku pokoju został uzupełniony
gazetami, norę miejscowego listonosza za 7E od osoby, gdzie jedna łazienka
przypadała na osób 12, facet z IT w Betinie, który zaprowadził nas do
apartmana z tarasem, który to był wielkości balkonu z polskich wieżowców i
wychodził na budynek gospodarczy. Z innych ciekawostek znaleźlismy
klimatyzowane pokoje o bardzo wysokim standardzie z widokiem na plażę
Slanica, do tego oczywiście basen, po 70E za parę na dobę, ale małżonki
wybiły nam to z głów. W końcu zmęczeni, trochę nieładnie pachnący trafilismy
do willi Ruzicy , przy ulicy prowadzącej do plaży Slanica i jakieś 150 metrów
od Konoby Skalina