Gość: zniesmaczony
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
28.02.06, 10:05
Tak czulem od poczatku ze to wszystko to jakas patologia - te obozy
koncentracyjne dla Serbow w czasie II wojny, ta afiliacja z Niemcami a teraz
ta "wspaniala" rodzinka, ktora jezdzi do Chorwacji na wczasy:
Z GW:
Pokój jest nowoczesny. Przestronny, z akcentami ekologicznymi: dużo zieleni i
naturalna drewniana podłoga. Gładzie gipsowe kładziono aż trzy razy, żeby nie
było widać nierówności, kiedy przez okno zaświeci słońce.
Choć to pokój dziecinny, nie widać w nim zabawek, nie widać rozrzuconych
książek, niesprzątniętych puzzli, papierków po cukierkach. Widać dwa łóżka.
Drewniane, wpisujące się w naturalistyczną koncepcję całości. Przy łóżkach
uwija się dwójka dzieci. Już dawno powinny być w szkole, ale dzisiaj nikt ich
do szkoły nie odprowadził. Zwykle robiła to mama. Dzisiaj nie miała na to
ochoty. "Nie zasłużyliście" - powiedziała. Mama to kobieta, która teraz stoi
w drzwiach i pilnuje, by na prześcieradłach nie została ani jedna zmarszczka.
Stoi tak już od dwóch godzin, bo dzieciom nie wychodzi. I nie wyjdzie, bo
według niej dzieci są nieudane. Tak jak chiński podkoszulek ze stadionu. Po
jednym praniu do wyrzucenia.
Kobieta ma wysuszoną na solarium twarz, włosy naturalny blond, dobrze
ostrzyżone. Dba o siebie, chociaż od kiedy została z dziećmi w domu, nie
musi. Dba, żeby nikt nie pomyślał, że się zupełnie zmarnowała. Kiedyś była
dobrze zapowiadającym się przedstawicielem handlowym w firmie
farmaceutycznej. Dobrze jej szło. Miała szanse zostać dyrektorem regionalnym,
nawet przedstawicielem firmy w Rosji. Została w domu, by wychowywać Justynę
(dziś lat dziewięć) i o dwa lata młodszego Karola.
Uczniów podstawówki w Łomiankach pod Warszawą, którzy właśnie udają, że śpią.
Sen jest dobry , by przeczekać, uniknąć tego, co ma nastąpić. Zamykasz oczy i
już cię nie ma w ekologicznym pokoju pod łóżkiem. Jesteś tam, gdzie wolno w
dzień przykrywać się kocem i zjeść na śniadanie pół słoika nutelli.
- Gdzie dzieci? - pyta mężczyzna, który wrócił późnym popołudniem do domu.
- Śpią cały dzień - odpowiada kobieta. - Nie poszły do szkoły. Na złość mi
robiły, nie chciały ścielić łóżek.
Mężczyzna zdejmuje marynarkę. Garnitur to jego strój służbowy. Jest
dyrektorem sieci sklepów odzieżowych w stolicy. W nadziei na premię i nagrody
pracuje dużo. Mężczyzna bierze z garderoby wąż od odkurzacza. Wchodzi do
pokoju.
Dzieci otwierają oczy.
Dzieci zdejmują spodnie.
Justyna ma pod rajstopami poduszkę. Dostaje dziesięć uderzeń więcej. "Za to,
że chciała ojca przechytrzyć".
Karol się uchyla. Zamiast w pupę dostaje w piętę. Leci mu krew.
- Do łazienki na jednej nodze - krzyczy mama, która wszystkiemu się
przygląda - dywan mi pobrudzisz.
Pobrudził. Musiał za to zrobić sto przysiadów z tornistrem wypełnionym
cegłami (dom niedawno wybudowano, na podwórku sporo było jeszcze gruzu).
Rany na ciałach dzieci dostrzega szkolny pedagog. Zgłasza policji. Rodzina F.
trafia na terapię do Fundacji "Dzieci Niczyje". Na spotkaniach z psychologiem
dzieci zachowują się według instrukcji taty. Poproszone przez psychologa o
rysunki (na ich podstawie określa się nastrój dziecka) rysują kolorowymi
kredkami dom i rodziców trzymających się za ręce.
Pytane odpowiadają: Kochamy mamę, kochamy tatę.
- Jesteśmy normalną rodziną - tłumaczyli rodzice. - Ostatnio byliśmy na
wczasach w Chorwacji.