Zaczynam od razu nowy wątek. Opowiedzmy sobie, jak było, jak jest, na pewno
będziemy mogły sobie pomóc (i ja na to też szczerze liczę z Waszej strony).
Więc na początek ja

) To moja trzecia, nieplanowana ciąża, ale bardzo się
cieszymy i jednocześnie boimy (ja bardziej oczywiście niż mąż, on opanowany
człowiek). Poprzednie zaczeły się bez problemów, choć i w jednej i drugiej w
pierwszych miesiącach pojawiło się małe plamienie, opanowane lekami, potem do
końca było już ok, urodziły się zdrowe dziewczynki.
Teraz jest gorzej... Od początku brałam Duphaston, od pierwszej wizyty u
lekarza, ale nie zapobiegł on pierwszemu plamieniu, potem doszedł Kaprogest,
który mam do dzisiaj. Trudne to dla mnie, bo wiem, że branie tych leków to
kontrowejsyjna sprawa, ale kto będzie chciał ryzykować poronieniem, albo potem
wyrzucać sobie "a mogłam...". Smutne, że posty kategorycznie zabraniające
brania tych leków piszą zazwyczaj dziewczyny, które problemów w ciąży nie
miały i nie rozumieją tych dylematów i wątpliwości...
Plamienie powtórzyło się już dwa razy, po drugim byłam w szpitalu na
obserwacji, ale na usg wszystko jest ok i to jest właśnie bardzo dziwne, z usg
nie można znaleźć przyczyny tych plamień. Ostatnie było przedwczoraj, ale
nawet już nie dzwoniłam do gina tylko się położyłam, na drugi dzień zupełny
spokój, dziś też! W czwartek idę do nowej ginekolog, zobaczmy, co ona wymyśli.
Jestem w dobrej myśli, mam nadzieję, że mój "bąbelek" to twarda sztuka i
dotrzyma do końca...
pozdrawiam i czekam na Wasze opinie o mojej ciąży oraz Wasze historie
marzek