Dodaj do ulubionych

Nasze historie...

30.05.04, 11:16
Zaczynam od razu nowy wątek. Opowiedzmy sobie, jak było, jak jest, na pewno
będziemy mogły sobie pomóc (i ja na to też szczerze liczę z Waszej strony).

Więc na początek ja smile) To moja trzecia, nieplanowana ciąża, ale bardzo się
cieszymy i jednocześnie boimy (ja bardziej oczywiście niż mąż, on opanowany
człowiek). Poprzednie zaczeły się bez problemów, choć i w jednej i drugiej w
pierwszych miesiącach pojawiło się małe plamienie, opanowane lekami, potem do
końca było już ok, urodziły się zdrowe dziewczynki.

Teraz jest gorzej... Od początku brałam Duphaston, od pierwszej wizyty u
lekarza, ale nie zapobiegł on pierwszemu plamieniu, potem doszedł Kaprogest,
który mam do dzisiaj. Trudne to dla mnie, bo wiem, że branie tych leków to
kontrowejsyjna sprawa, ale kto będzie chciał ryzykować poronieniem, albo potem
wyrzucać sobie "a mogłam...". Smutne, że posty kategorycznie zabraniające
brania tych leków piszą zazwyczaj dziewczyny, które problemów w ciąży nie
miały i nie rozumieją tych dylematów i wątpliwości...

Plamienie powtórzyło się już dwa razy, po drugim byłam w szpitalu na
obserwacji, ale na usg wszystko jest ok i to jest właśnie bardzo dziwne, z usg
nie można znaleźć przyczyny tych plamień. Ostatnie było przedwczoraj, ale
nawet już nie dzwoniłam do gina tylko się położyłam, na drugi dzień zupełny
spokój, dziś też! W czwartek idę do nowej ginekolog, zobaczmy, co ona wymyśli.
Jestem w dobrej myśli, mam nadzieję, że mój "bąbelek" to twarda sztuka i
dotrzyma do końca...

pozdrawiam i czekam na Wasze opinie o mojej ciąży oraz Wasze historie

marzek
Obserwuj wątek
    • bei Re: Nasze historie... 31.05.04, 12:38
      ...............moja ginka widzi przyczynę plamien w stresie...i ja jej
      przyznaję rację...jejku...i nic ciężkiego nie rób...nie przesuwaj...nie
      podnos...nie dopuszczaj do przegrzewania organizmu- nawet stanie przy
      kuchni...przy piekarniku...Pomyśl...że wiele kobiet mówi- że
      miały "menstruację"w ciaży....ja myslę, ze to właśnie były plamienia
      spowodowane albo inplantacją zarodka...albo już miały problemiki.....kobiety,
      które od razu wiedzą, że są w ciaży- nie mówia nic o miesiączkach w ciażysmilesmilesmile
      z tego wynika, że wiele kobiet plami w ciaży...i później ciaze szczęśliwie
      donosismilesmile Masz racje...dziewczyny- które nia maja problemów- są wrogami
      leków wspomagających ciąże...przecież żadna z nas nie bierz
      farmakologi "profilaktycznie"....nie ordynuje sobie jej sama...Sama nie boirę
      żadnych leków...ani p.bólowych...ani aspirynek...nic....tylko te, które zlecił
      mi ginekolog......Niektóre dziewczyny palą...inny piją alkohol...inne
      przebywaja w towarzystwie palacych...jeszcze inne.....plotkarsko- to
      można "przypiąć" łatkę prawie każdej wokół...ale całe szczęście nie to jest
      tematem nurującym nassmilesmile...........W tej ciaży wzrosła mi
      drazliwoscsmilesmile...często płakałam....powoli mija burza hormonów- to dobrze-
      lubię sie uśmiechac do wszystkich...
    • scirprusik Re: Nasze historie... 01.06.04, 11:04
      Lykam dyphaston od 26.maja, kiedy w 5.tc pojawilo sie minimalne plamienie.Usg
      pokazalo bijace serduszkosmile)))), czyli teoretycznie wszystko w
      porzadku.Jeszcze tego samego wieczora bylo czysciutko.Mimo wszystko L-4 i duzo
      lezenia.30 maja wyszlam na zewnatrz, przeszlam doslownie 200 metrow i znowu
      malenki sladzik.I znowu spokoj.Nazajutrz po kapieli znow zauwazylam odrobinke
      zarozowiony sluz.Poszlam do przychodni(na wkladce malutka plamka), ginka
      zbadala mnie i nie zstwierdzila nawet sladu zabarwionej wydzielinki."Wszystko
      pozamykane", czyli w zasadzie nie powinnam sie martwic.Doraznie dostalam
      zastrzyk kaprogestu.Duphaston mam lykac 2 razy po 1 tabletce.Za tydzien mam
      zrobic cytologie, a potem usg i "jesli wszystko bedzie dobrze" reszte
      badan.Strasznie sie dziewczyny boje i Wasze posty o plamieniach troche mnie
      uspokajaja, ale mimo wszystko...
      Faktem jest, ze dosc mocno to wszystko przezywam.Gina od razy skwitowala"a pani
      to chyba strasznie jest emocjonalna..."No jestem, szczegolnie teraz smile, ale
      chyba nie ma co sie dziwic?Niby wiem, ze z nerwow nic dobrego nie wyniknie, ale
      latwo sie mowi, zeby sie nie denerwowac...
      Do tego wszystkiego dochodzi strupek w nochalu oraz co bedzie jesli to "zimno",
      tzn. opryszczka??????
      pozdrowionka dla wszystkich....
      • misiabella Re: Nasze historie... 01.06.04, 11:44
        A ja właśnie dzisiaj odebrałam wyniki badań HCG i toxo IgG. Nie są zbyt
        optymistyczne. HCG-306,a toxo 300. Byłam u ginki.Mam dalej brać
        luteinę,dostałam kaprogest w zastrzykach oraz nospę.Za dwa tygodnie mam zrobić
        jeszcze raz HCG i sprawdzić czy rośnie oraz USG -jeżeli jeszcze będę w ciąży sad
        Obawiam się tego.Pani dr powiedziała,że to dość wysokie miano
        przeciwciał,ale,ponieważ przeszłam dwie kuracje antybiotykowe,jest dobrej
        myśli.Jeżeli fasolka dożyje do 16 tyg.to powtórzę kurację.HCG-jeszcze w
        normie,ale tej dolnej.
    • ginger_77 Re: Nasze historie... 01.06.04, 12:58
      Witajcie!
      Ja mam pierwsza trudna ciaze za soba. O babelku (marzek - nazywalismy
      dzidziusia tak samo jak wysmile dowiedzielismy sie z testu i bylam tak szczesliwa
      i rozemocjonowana, ze od razu oglosilam dobra nowine komu sie dalo przez
      telefonsmile)) no po prostu nie moglam sie powstrzymacsmile
      Tydzien pozniej w 5 tc. zauwazylam plamienie. Szybko pojechalam na wizyte. Pani
      doktor nic niepokojacego w badaniu nie zauwazyla, ale od razu skierowala mnie
      na USG. (aha zapomnialam napisac, ze bralam wczesniej bromergon i duphaston na
      problemy z progesteronem odkryte zupelnie przypadkiem zanim jeszcze zaczelam
      planowac ciaze) Na USG takze nie bylo widac sladow plamienia, ale za to
      widoczny byl tylko pecherzyk bez struktur. Uslyszalam, ze albo jest za
      wczesnie, zeby cos zobaczyc, albo ciaza nie rozwija sie prawidlowo. Dostalam
      tydzien zwolnienia, duphaston bralam nadal, bromergon odstawilam. Caly tydzien
      plamilam, na szczescie plamienie utrzymywalo sie na tym samym poziomie. Przez
      ten tydzien ktory byl wiecznoscia przechodzilam burze mysli, emocji. Z jednej
      strony gdzies w glebi duszy wiedzialam, ze bedzie dobrze - ja juz tak kochalam
      to malenstwo! A z drugiej strony brzmialy mi w uszach te slowa "ciaza moze sie
      nie rozwijac" Nie mialam o to zalu do lekarza, powiedzial otwarcie to co
      widzial, ale bolalo mnie to bardzo. W piatek pojechalismy na USG i juz sama
      zobaczylam jak bardzo obraz sie roznil od tego sprzed tygodnia - to bilo
      serduszko mojego babelka!!!! Poplakalam sie ze szczescia, wszystkie pomiary w
      normie, sladow plamienia nie widac, choc ciagle bylo nie wiadomo skad. Dalej
      bylam na zwolnieniu, ale teraz juz spokojniejsza, no i z energia - chociaz
      mialam lezec. Ku mojej radosci plamienia skonczyly sie w 9 tygodniu. Jeszcze
      troche pobylam w domku i juz zastanawialam sie nad powrotem do pracy. W 13 tc
      nagle dostalam krwotoku, dobrze, ze moj maz zachwal sie przytomnie zorganizowal
      szybko transport, spakowal dokumenty - bo ja bylam w szoku. Cala droge do
      szpitala modlilam sie o dziecko. Na izbie przyjec rozkleilam sie juz
      kompletnie. Szybko badanie, USG i ... dzidzius spokojnie fika koziolki,
      krwawienie z szyjki (dokladnie nie wiem o co chodzilo, prawdopodobie polip).
      Zostalam w szpitalu. przeplakalam cala noc, bo ciagle balam sie co bedzie
      dalej. Na szczescie krwawienie ustalo i po 4 dniach poszlam do domu z nakazem
      lezenia, wstawania tylko do toalety. Okolo 19 tygodnia, okazalo sie, ze szyjka
      bardzo sie skrocila (spodziewalismy sie tego, bo pol roku przez ciaza mialam
      zabieg wyciecia kawalka szyjki). Trzeba bylo zalozyc szew, a musialam jeszcze
      czekac na wyniki badan posiewu - w przypadku dodatniego musialabym sie najpierw
      wyleczyc z infekcji - no i znowu stres, bo pomimo wszelkich pozytywnych mysli
      jednak sie balam, ze jak bedzie jakac infekcja to czy potem dam rade utrzymac
      ta ciaze??? Tej szyjki juz praktycznie nie bylo...
      Czuwala nade mna opatrznosc, bo posiew byl ujemny i po 4 dniach pobytu w
      szpitalu wrocilam do domu po zabiegu i duuuuuzo spokojniejsza psychicznie, bo
      bardzo bardzo wierzylam w ten szew!
      Do konca ciazy juz sobie dolezalam, leniuchowalam na calego. Czasami gdzies
      pojechalismy samochodem np. na swieta i sylwestra ktorego spedzilam na siedzaca
      wsrod radosnie plasajacych imprezowiczowwink
      Po skonczeniu 38 tygodni mialam zdjety szew i od razu 3 cm rozwarcia... Po
      dwoch dniach bylam juz na porodowce. Madzia urodzila sie 29 marca 2002 (Wielki
      Piatek) o 3.15 nad ranem przez cc (przy skurczach partych okazalo sie, ze
      glowka ma tzw. wysokie proste stanie i nie jest w stanie urodzic sie silami
      natury) Tak wiec kilka minut po porodzie calowalam moja Cudowna, Wyczekiwana i
      Wyteskniona Niespodzianke w piekna glowkesmile)))

      Ufff, ale sie rozpisalam, jak nigdysmile Ale temat rzeka, wiec same rozumnieciesmile

      Pozdrawiam was wszystkie goraca, zycze samych szczesliwych rozwiazan!
      Buzkasmile
    • nulka100 Re: Nasze historie... 02.06.04, 12:10
      witam.....
      Bardzo chcialabym móc za kilka miesięcy napisać......"było trudno ale się
      udało"...
      Czas pokaże. Póki co mój maluszek jest silny i stara się walczyć z
      przeciwnościami losusmile Z wieści dobrych: nie mam cukrzycy ciążowej i szyjka na
      razie okwink....hihihih......chociaż tylewink
      Tak bardzo chcę zeby się udalo i syneczek zawitał nam na tym świecie....Chyba
      mnie juz kopie (choć pewna nie jestem czy to na pewno On). Z chęcią dałabym Mu
      lizaka albo cukierki czekoladowe, a tak biedaczek pije jakies wody, do ktorych
      wcześniej nasikałwink
      Wczoraj tak leżałam i rozmyslałam.....W 10 tygodniu krwiak był większy od
      maluszka, krew się lała bardzo, a mimo tego był dzielny i się utrzymał...W 11,
      13 też......W 14 juz był wielkości krwiaka.....mam nadzieję ze teraz zaś ma
      krwiaka w głębokim poważaniu....Muszę wierzyc że się uda.....Wszystkie musimy,
      możemy sobie brać leki, ale tak naprawdę sama natura podparta naszą wiarą czyni
      cuda......
      pozdrawiam
      Anna (ale mi się nostalgicznie zrobiłowink)
      • misiabella Re: Nasze historie... 02.06.04, 16:46
        A ja od wczorajszego wieczora leżę.Mam plamienia i ból brzucha jak nie
        przejdzie to jutro szpital.Biorę leki,chyba pomagają.W każdym razie wyszłam z
        wyrka i trochę chodzę po domciu.Oby sie to dobrze skończyło.Czy takie plamienie
        może być wynikiem badania ginekologicznego?
        • nulka100 Re: Nasze historie... 02.06.04, 21:34
          może być, ale lekarz powinien Cię o tym uprzedzić, szczególnie jeśli mocno
          uciskał brzuszek albo używał wzierników...
          Nie łaź po domku tylko leż, może to niewiele pomoże, ale będziesz mieć poczucie
          że robisz coś ważnego dla Dziecka.
          Trzymam kciuki, mam nadzieję że bierzesz nospę.
          odezwij się proszę jak samopoczucie.
          Ściskamy mocno...
          Anka i maluszek
          • anatemka Re: Nasze historie... 06.06.04, 00:06
            pierwsza ciąża:
            w 17 tyg krwawienie, tydzień w szpitalu i poronienie, synek urodził się zywy i
            zmarł. Przyczyna nieznana. Prawdopodobnie toksoplazmoza.
            druga ciąża:
            w 12 tyg. krwawienie, poród w toku, zaśniad groniasty.
            trzecia ciąża:
            w 18 tyg skurcze, leżenie w szpitalu, kroplówki z magnezem, od 23 tyg
            fenoterol, leżenie do końca ciąży. Mlody urodził się zdrowy, w 38 tyg., dzień
            po ostatniej tbl fenoterolu.
            • misiabella Re: Nasze historie... 14.06.04, 12:40
              Wczoraj pojechałam do szpitala.Wizytę miałam dopiero na czwartek,a usg na
              środę.Plamienia coraz częstsze.Na szczęście okazało się,że: pęcherzyk
              umiejscowiony jest w macicy(bałam się,że to ciąża pozamaciczna),jest w nim
              fasolka i bije jej serduszko!!Wygląda na swój wiek.Bardzo się ucieszyłam,bo w
              ostatniej ciąży dzidziuś się nie chciał rozwijać.
              Od razu mi ulżyło.Mam leżeć dalej,brać leki,wizyta jutro.Tak bym chciała,by się
              wszystko dobrze skończyło.
              Do tej pory starałam się podchodzić do tej ciąży "na zimno",ale po tym jak
              zobaczyłam serdunio strasznie się wzruszyłam...
              • ginger_77 Re: Nasze historie... 16.06.04, 11:27
                Ciesze sie bardzo! Trzymam za Was kciukismile)))
                • verdana Re: Nasze historie... 16.06.04, 12:49
                  Pierwsza ciąża. Tydzień po stwierdzeniu ciąży przez lekarza zaczęłam krwawić.
                  Wtedy nie było jeszcze tak dobrych USG, więc zalecenie brzmiało - połozyć się i
                  brać leki. Leżałam tydzień, plamienie nie ustawało. Po tygodniu nagle minęło.
                  Cała ciąża była podtrzymywana lekami - do dziś nie wiem, czy potrzebnie.
                  Dziecko urodziło się prawie miesiąć przed czasem, przenoszone - więć moze to
                  był okres? Ale urodziło się zdrowe, ani mu krwawienie nie zaszkodziło, ani
                  leki, ani moje nerwy! Trzymajcie się!
    • ania.silenter_exunruzanka Re: Nasze historie... 16.06.04, 18:03
      przeklejam moją historię z wątku "moja ciąża":

      "Moja ciążę tez możnaby chyba zaliczyć do tych nie najłatwiejszych. Problemy
      pojawiły się już na samym początku (5 tydz.) - plamienia. W szpitalu na
      Szaserów w Warszwie powiedziano mi, że:
      1. to nie ciąża tylko puste jajo płodowe,
      2. mam przegrodę macicy albo podwójną macicę.
      Obie diagnozy byłu błędne - na szczęściesmile.
      Potem wszystko było dobrze aż do 30 tc kiedy to okazało się, że mam wysokie
      ciśnienie - 140/90, 160/100. Zdiagnozowano gestozę - w ok. półtora tygodnia
      później (32 tc) przez cc urodziła się moja Oleńka. Ważyła 1120g, mierzyła 38
      cm. Po wielu perypetiach (m.in. sepsa) po 44 dniach Ola zawitała nareszcie do
      domu. Olcia jest pod opieką całego sztabu lekarzy. Rozwija się bardzo
      dobrzesmile)). Jest bardzo wesoła, kontaktowa, gaworzy, lubi się śmiać.
      Także po burzy zaświeciło dla nas słoneczkosmile."
      pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka